pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Zbieracz Burz, Tom 2
Oto Królestwo Niebieskie... w którym nie ma Boga.
Oto miejsce, gdzie archanioł sprzymierza się z diabłem.
Oto on... Niszczyciel Światów, Miecz Pana, Lewa Ręka Boga.
Nad jego głową znów zawisły ciężkie...
Oto Królestwo Niebieskie... w którym nie ma Boga.
Oto miejsce, gdzie archanioł sprzymierza się z diabłem.
Oto on... Niszczyciel Światów, Miecz Pana, Lewa Ręka Boga.
Nad jego głową znów zawisły ciężkie chmury, a w Siódmym Niebie zaległa głucha cisza... cisza przed burzą.
Oto Daimon Frey
Wiara, Nadzieja, Miłość... To jego grzechy kardynalne
Zaprawdę powiadam Ci: Gdy sięgniesz po tę książkę poznasz kolejne siedem grzechów głównych...
Lecz czy jesteś gotowy?
Ola Szwed, aktorka,
Ambasadorka Fabryki Słów
pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Selkar
Matras
Albertus
Empik
Weltbild
Zinamon Opinie znajomych
-
335
Opinie czytelników
W tym tomie mamy okazję w końcu sprawdzić, czy Daimon wykona rozkaz i czy jest on aby na pewno rozkazem Pańskim. Ale zanim do tego dojdzie musi on przejść przez wiele prób oraz uniknąć śmierci. A na dodatek próbuje jeszcze ratować przyjaciół i wysłać ich gdzieś z dala od ziemi.
Daimon próbuje rozwiązać sytuację, a prawie wszyscy inni próbują mu w tym przeszkodzić. Archanioł Michał wypowiedział już w pierwszym tomie posłuszeństwo Gabrielowi, a w tym – poprzez intrygi – nasyła na Daimona największe zagrożenie wszechświata, czyli Apoylona.
Mimo tego, że wydarzeń w tym tomie jest sporo, to jednak ważną częścią jest ukazanie różnorakich relacji i uczuć między bohaterami. Przyjaźń między aniołem a głębianinem? Miłość między kobietą a demonem? Nienawiść pomiędzy aniołami? W tomie drugim sporo różnorakich prawd dociera do głównych bohaterów. Wydawałoby się, że nie należy oceniać ludzi i ich zdolności według tego, gdzie się urodzili (tutaj: w jakiej kaście), taki truizm prawda? Ale nie dla wszystkich, niektórzy bohaterowie mieli z tym do tej pory spory problem ;) Mają też sporo olśnień dotyczących na ten przykład ich roli na świecie, stosunku do swoich obowiązków, osób dookoła, świata generalnie.
W tej części pojawiają się nowi bohaterowie, a część bohaterów drugoplanowych przechodzi bardziej na plan pierwszy. Możemy uczestniczyć w rozwoju anioła-albinosa (lub jak niektórzy wolą: białego mopa ;p), zakochiwaniu się Asmodeusza oraz jego poświęceniu się, by poznać prawdę od kogo pochodzi rozkaz, a nawet w dorastaniu byłej ukochanej Daimona. Bardzo ciekawie stworzony rozwój postaci, widać, że autorka miała pomysł i konsekwentnie się go trzymała.
A w tej całej otoczce jakby "sensacyjnej" osadzonych jest sporo rozmyślań nad losami ludzkości, tym, jak funkcjonuje społeczeństwo. Sporo tam również różnorakich wartości – braterstwo, dobro, poświęcenie, przyjaźń, honor, uczciwość. Bohaterowie muszą określić sami siebie, Pana nie ma, nikt im w tym nie pomoże.
Fabuła jest skonstruowana bardzo dobrze, gwarantuje nam skoki akcji, wielość (ale rozsądną) bohaterów z krwi i kości, a to wszystko stworzone przy użyciu ładnej polszczyzny oraz okraszone nawiązaniami do różnorakich mitologii oraz kultury masowej. Bohaterowie to nie mimozy, krew mocno krąży w ich żyłach, potrafią zakląć i przyłożyć. A na dodatek są przekonująco stworzeni i dopracowani. Tak samo zresztą, jak cały świat dookoła ich.
Świetnie napisana całość, aż się chciałoby poznać dalsze losy tej gromadki. Ciekawe, czy będziemy mieli kiedyś szansę?
"Zbieracza burz" (obydwa tomy oczywiście!) polecam każdemu, kto lubi fantastykę i ciekawie stworzone światy! Mnie się bardzo podobało, a autorka trafiła do grona tych, których książki będę wiernie starała się zdobyć i przeczytać :)
[Recenzja została opublikowana wcześniej na moim blogu - www.ksiazkowo.wordpress.com]
W porównaniu z pierwszym tomem "Zbieracza..." - rozczarowanie. Dość jednostajna tonacja smutku i schyłku, jaśniejsze akcenty z kolei trącą patosem. Parę eksperymentów literackich w postaci nawiązań do innych dzieł z kultury wysokiej i popularnej zostało wprowadzonych bez większego pomysłu i powiązania z całością utworu.
"Zbieraczowi..." nie brakuje jednak zalet typowych dla książek Kossakowskiej - sporo jest ciepłych, uroczych cytatów, które wprowadzają czytelnika w klimat bliskości z bohaterami i przypominają o najprostszych dobrych gestach. Oprócz tego autorka - zapewne wbrew oczekiwaniom wielu czytelników - nie uległa pokusie rozwiązania metafizycznej zagadki nieobecności Pana. Wprawdzie czytelnik znajdzie w ostatnim tomie trylogii pewne jej rozwiązanie, jednak jest ono tylko jedną z możliwości, bardziej deklaracją wiary niż przekonującym logicznym wyjaśnieniem. I choć czytając kolejne strony rozpaczliwie potrzebujemy odpowiedzi, która uporządkuje i rozjaśni cały świat przedstawiony, znajdujemy jedynie hipotezy, którym można zaufać, żeby w tym nieuporządkowanym świecie trwać. Wydaje mi się to bliskie rzeczywistemu doświadczeniu człowieka, dla którego metafizyka wiązać się musi z tajemnicą.
Dobry, ale nie wyśmienity. Piękny, ale nie równy boskości. Taki jest Zbieracz Burz. Słabszy niestety od Siewcy Wiatru, ale jednak dobry. Wystarczająco? Sam nie wiem, dla mnie tak. Całość oczywiście ratuje tom 2, ale nie wszystko. Zostają miejsca, momenty itd, które mnie wkurzają i wkurzać będą gdy kiedyś może powrócę do tej książki, bądź powróci ktoś z mojej rodziny/przyjaciół i będzie chciał o niej porozmawiać.
Jednak spodobał mi się ZB t.2 jest pełen kontrastów, bardzo fajnych kontrastów. Mam nadzieje, że pani Kossakowska uraczy nas jeszcze kiedyś jakimiś, może nie książkami, ale opowiadaniami ze świata Świetlistych i Głębian.
P.S. dużym plusem, są fajne krótkie wierszyki, a minusem zmiana narracji na drugą osobę. Trochę to w pewnym momencie wkurzało, ale nie przeszkadzało w odbiorze.
Gorsza od wcześniejszych tomów, ale i tak zasługuje na miano małego arcydzieła. Jak zawsze mamy do czynienia z zabawnym językiem Kossakowskiej.
Znowu skupiamy się głównie na losach Daimona. Dowiadujemy się jak skończy się pojedynek z uwolnionym przez Lucka Appolynem. Kto jest największym wrogiem? Czy Jasność wróci do Królestwa i unieważni ten absurdalny rozkaz?
Dodatkowo możemy śledzić romans Asmodeusza i Blanki, życie w Śmietnisku i wiele, wiele innych wątków.
Dwie rzeczy jednak mnie irytują.
Dlaczego w każdym tomie postacie mają nowe ksywki?
I gdzie do cholery jest Hazar?
Ogólnie na plus, polecam wszystkim fanom niegrzecznych aniołków ;)
Abaddon. To ty. Taką funkcję nadał ci Pan. Tańczący na zgliszczach. Dlatego tańczysz. Na zgliszczach przyjaźni i dawnego porządku. Bo tak rozkazała ci Jasność.
Wyczekiwałam tych książek z wielką niecierpliwością. Niestety nie spełniły one moich wszystkich oczekiwań. Spodziewałam się czegoś bardziej ekscytującego i wciągającego. Uważam, że Kossakowska nie włożyła w pisanie wszystkich swoich możliwości.
Pomysł na fabułę jest dosyć ciekawy. Jest to kontynuacja tego, co było zawarte w „Siewcy wiatru’’. Daimon Frey- burzyciel światów otrzymuje rozkaz, aby zniszczyć Ziemię. Archaniołowie uważają, że opętał go cień. Właściwie od tego momentu zaczyna się prawdziwa akcja. W pierwszym tomie, co prawda wlecze się jak okulawiony pies. Ale w następnym wyraźnie przyspiesza.
Niektórzy bohaterowie zmienili się znacznie. Przykładem jest tego Michał, który z przyjaciela stał się… W książce dowiecie się kim się stał. Jedną z moich ulubionych postaci jest Asmodeusz. Zgniły Chłopiec, który wbrew pozorom jest zdolny do największych poświęceń. Bardzo przypadł mi do gustu jeden z nowych bohaterów- Hariel. Jest to anioł albinos, stróż kotów. Według standardów Królestwa, jest on jednym z najniżej stojących w hierarchii skrzydlatych. Ale to wcale nie przekreśla go, jako wspaniałego oddanego przyjaciela. Ciekawą przemianę przeszedł Lucyfer. Z niestałego, upadłego anioła zmienił się na twardego Imperatora Głębi. Bardzo interesującą postacią jest główny bohater- Daimon Frey. Otrzymał rozkaz zniszczenia Ziemi. Jednakże nie jest pewien czy go wykonać.
Zakończenie jest całkowicie inne niż się spodziewałam. Myślę, że niektórzy uznają je za zbyt dobre, nierealne. Ale to już zostawiam własnej ocenie każdego czytelnika.
Żałuję, że to już koniec jednej z moich ulubionych serii. Zafascynowała mnie ona kilka lat temu i dalej jestem nią zachwycona. Nie wpłynęła na to o wiele gorsza jakość ‘’Zbieracza Burz’’ od ‘’ Siewcy Wiatru’’. Oceniam 4/6
Daimon po ataku żołnierzy Michała leży umierający. No, ale gdyby umarł nie było by o czym czytać prawda? Tak więc jak zwykle dochodzi w końcu do siebie, by stawić czoło innym, znacznie potężniejszym przeciwnikom, a przede wszystkim by uporać się z rozkazem Pańskim. Czy zniszczy Ziemię jak przykazała Jasność? Czy to w ogóle była Jasność czy Cień? No i co na to jego dawni przyjaciele, którzy tak łatwo go zdradzili?
Czytając lektury Kossakowskiej nie potrafię się powstrzymać przed porównywaniem jej książek między sobą, gdyż każda kolejna wydaje mi się inna od poprzedniej. I tak tom drugi „Zbieracza burz” różni się znacznie od pierwszego. O ile w pierwszym tomie dużo się działo- ucieczki, pogonie, strzelaniny, czarnomagiczne rytuały, o tyle w drugim znaczny udział mają przemyślenia, rozterki, wątpliwości bohaterów. Doliczyć do tego trzeba też, tak przeze mnie znielubione po „Upiorze południa”, mroczne, eteryczne, wręcz narkotyczne opisy rojeń Daimona i innych bohaterów.
Nie wiem czy ta część jest lepsza czy gorsza od poprzedniej, na pewno jest inna. Niemniej jednak czyta się ją tak samo łatwo i przeważnie przyjemnie mimo małych wad.
Chyba zbyt głęboko wciągnął mnie ten świat wykreowany przez Kossakowską, żebym którejkolwiek z części mogła dać mniej niż pięć gwiazdek.
Nie czułam się rozczarowana ani po pierwszej, ani po drugiej części "Zbieracza...". Ogarnął mnie wręcz niedosyt - z chęcią poczytałabym jeszcze o losach Skrzydlatych i Głębian.
Nie zmienia to jednak faktu, że "Siewca wiatru" i tak jet moją ulubioną i najlepszą z trzech książek serii.
Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.
Od samego początku bawił i zaciekawiał mnie tytuł tej pozycji. Śmiałam się, że jeśli autorka planuje zrobić trylogię, to będzie to trylogia rolnicza: Siewca Wiatru, Zbieracz Burz i Sianokosy Sztormu, czy czegoś tam innego. Nic jednak na to nie wskazuje – na końcu drugiej części Zbieracza Burz znajduje się w wielki napis: KONIEC. Jako że książka nie kończy się definitywnie i zakończenie jest w miarę otwarte, to autorka może pisać dalej. Co napawa mnie grozą, bo obawiam się, że to skończyłoby się fatalnie.
Ciężko będzie napisać coś o tej pozycji, bez odwoływania się do wcześniejszych, które czytałam jakiś czas temu, więc mogę posiłkować się jedynie pamięcią.
Jak wiemy w pierwszym tomie Zbieracza Burz Daimon dostał wiadomość od Boga, żeby zniszczyć Ziemię. Nietypowe trzeba powiedzieć, bo zupełnie nie w Boskim stylu. Ale zaraz! Czyż Daimon nie miał ostatnio kontaktu z antytezą Boga? Ten, to by chętnie niszczył, więc może to jego sprawka? Daimon utrzymuje, że z całą pewnością to Bóg, Gabriel i Razjel mają poważne wątpliwości, czy przyjacielowi się coś nie pomieszało w głowie i czy nie nastał moment, by go odizolować, zaś Michał, jak na wojskowego przystało, wybiera bardziej ostateczne rozwiązanie – czyli zlikwidowanie problemu. Definitywnie.
W ten sposób powstaje nam genialny konflikt, gdzie każda strona przedstawia swoje racje i ma świetne wytłumaczenie, które naprawdę przekonuje. Aniołowie muszą stawić czoła wątpliwościom. Przez tysiąclecia starają się utrzymywać stan równowagi i może zrobili krok za daleko? Może Bóg uznał, że tylko zniszczenie wszystkiego może usunąć zdeprawowanie i spaczenie? A może to tylko jeden zwariowany, niebezpieczny anioł z większą mocą niż przeciętni? Dodatkowo dochodzą bardziej osobiste dylematy naszych bohaterów. Jak daleko jesteś wstanie się posunąć, by osiągnąć swój cel? Kłamać? Zdradzać? Szantażować? Mordować? I najważniejsze: komu ufać, kiedy nie można nikomu?
Poza wspomnianym głównym konfliktem mamy jeszcze dwa poboczne wątki dotyczące Hii i Asmodeusza. W przypadku Hii można powiedzieć, że autorka postarała się, by bohaterka nabrała głębi. W "Siewcy Wiatru" była ona postacią wręcz idealną – cudowna nieosiągalna kobieta, definiowana przez głównego bohatera. Tu zaś zostaje pokazana jako ona sama. Kobieta, która popełnia błędy, jest zagubiona, uświadamia sobie, że istnieje jeszcze inny świat niż jej. I co najważniejsze, jej przemiana jest bardzo logiczne. Możemy jej nie lubić i wyobrażać sobie inaczej, ale nie można powiedzieć, że jest źle skonstruowana.
Co do wątku Asmodeusza, to jest po prostu słaby. I irytuje mnie niemożebnie. Musicie bowiem wiedzieć, że Asmodeusz przeżywając załamanie nerwowe pomieszkuje na Ziemi. I zakochał się w Ziemiance. Naprawdę więcej nie trzeba mówić, bo z łatwością można sobie wyobrazić co jest dalej. Nie wiem, może Kossakowskiej nie wychodzą romanse (nie każdemu autor jest genialny w każdej konwencji), albo nie miała wystarczająco miejsca, a nie chciała, by to przeważyło konstrukcję, ale zupełnie mnie to nie przekonuje. Nic a nic.
Poważnym problemem "Zbieracza Burz" (głównie pierwszego tomu, bo drugiego mniej) jest styl. Czytałam wiele wypowiedzi i recenzji, gdzie ludzi zachwycają się, jak cudownie te książki są napisane, ale się nie zgadzam. Sam styl dobry, ale po prostu przegięty. Po pierwsze, metafory. Pierwszy tom do przesady, drugi już mniej, nafaszerowane są nimi niczym kaczki na świąteczny obiad. I każda kolejna wydaje się bardziej odkręcona od poprzedniej. Ukryte w nich „smaczki” mnie nie zachwycają, a jedynie wywołują chaos, bo zanim rozgryzę jedną metaforę, to już leci następna. Gdyby było ich mniej, nie zaszkodziłoby to książce, a nawet pomogło. Po drugie, narracja. Obie książki mają, lekko licząc, tak po czterysta stron, a autorka wykorzystała w większości… narrację drugoosobową teraźniejszą. Jedną z tych, która na dłuższą metę najbardziej męczy. Żeby jeszcze nie było łatwo, to książka oblana jest smętnym sosem, więc czytelnik momentami w pierwszym tomie musi brnąć, żeby przebić się do następnego rozdziału.
To wszystko nie było by takie złe. Dużo metafor, nietypowa narracja, posępny nastrój – da się znieść i można się przyzwyczaić. Dobijające są jednak bezcelowe przekleństwa i potoczyzmy, które wprost rozsiały się po tym tekście jak chwasty. Bohaterowie ze swoim sposobem mówienia w "Siewcy Wiatru" nie mają zupełnie nic wspólnego. Mamy ich nową wersję i polemizowałabym, czy jest ona lepsza od poprzedniej. W "Siewcy…" drażniły głupie zdrobnienia, więc autorka chcąc nadać postacią męskości kazała im… kląć. W przypadku Gabriela, Daimona czy Michała, by to przeszło. Nawet w przypadku Lucyfera. Ale elegancki i poważny Razjel? A wyszukany esteta Asmodeusz?! Bez znaczenia. Przekleństwa sypią się czy jest taka potrzeba, czy nie. Z językiem potocznym jest to samo. Nie ma znaczenia, że postać opisywana zupełnie do niego nie pasuje – posługuje się nim lepiej, niż nie jeden dzisiejszy nastolatek.
Po mimo wymienionych tych wszystkich mankamentów, nie mogę powiedzieć, by "Zbieracz Burz" był złą książką. Jest naprawdę dobry i dla przeczytania drugiego tomu zarwałam noc. Odnoszę jednak wrażenie, że twórczość męża Kossakowskiej – Grzędowicza - ma na nią większy wpływ, niż by się chciało. Po pierwsze zmienił się jej język i polemizowałabym, czy na lepsze. Po drugie, autorka momentami wali czytelnika jakąś opinią czy myślą między oczy, czego wcześniej u niej nie było, a zdecydowanie pojawiało się u jej męża. Tak czy inaczej, książkę polecam.
Po pierwszym tomie „Zbieracza Burz”, który mnie trochę rozczarował, tom drugi okazał się pozytywnym zaskoczeniem. Ale dopiero po jakimś czasie, bo najpierw musiałam przebrnąć przez długi pierwszy rozdział o zatargach między wywiadem Razjela i wywiadem Michała, w który ciężko było mi się wkręcić, bo nie było wiele ani o archaniołach, ani o Daimonie.
Najpierw, krótki przegląd wydarzeń – relacjonuje Samael: „Bo widzisz, Gabriel i Razjel uważają, że ich kochany, martwy od zarania dziejów kumpel po prostu oszalał, więc chcą go za wszelką cenę znaleźć i odizolować. Za to Michaś, znasz Michasia, rzadko myśli głową, uważa, że Frey został upiorem Cienia. I zrobi, co w jego anielskiej mocy, żeby go załatwić. Pięknie jak argentyński serial, nie? Dramaty lojalności i przyjaźni. Jeszcze chwila i się poryczę. Ze śmiechu. (…) I, uważasz, nasz dzielny rycerz Misio zwrócił się do Lampy, żeby wypuścił Apolyona. Jak myślisz, co anarchista Lucuś zrobi?”
Tak więc sprawy nie wyglądają dobrze i tak też się nie mają.
Daimon, na szczęście żyje (nie wyobrażałam sobie zresztą, żeby było inaczej), ale jest w trakcie ciężkiej kuracji, która ma go przywrócić do stanu używalności (na potwierdzenie jego kiepskiej formy mogą posłużyć jego własne słowa: „(…) Bo musi spełnić rozkaz Pański. Rozkaz. Tak. Najważniejszy. Tylko w tej chwili za cholerę nie pamięta, jak on brzmiał” xD). A później jeszcze długo zwleka ze zniszczeniem Ziemi, gdyż nie może tego dokonać bez Gwiazdy Zagłady, którą jest obecnie w posiadaniu archaniołów, przez co napatacza się na kolejnych wrogów, którzy starają się go powstrzymać.
Archaniołowie na szczęście trochę bardziej przypominają tamtych fajnych kolesi z „Siewcy” i jest ich trochę więcej w historii, ale nie odgrywają aż tak wielkiej roli jak kiedyś. Gabriel i Razjel w sumie dalej tworzą swój dream team, z tą różnicą, że trochę rozsądniej patrzą na niektóre sprawy. Nieco więcej Rafaela tym razem (oczywiście, bez przesady), co było całkiem przyjemną niespodzianką i chłopak nieco zyskał w moich oczach. Bardzo szkoda mi było Michała – zawsze go lubiłam, a teraz nie dość, że prawie w ogóle nie pojawia się w tej części, to jeszcze został zbuntowanym szaleńcem.
Co do Mrocznych... W tym tomie dość duża rola przypada Asmodeuszowi, który oprócz prób naprawienia błędów Lampki i ryzykowania własnym życiem, musi stawić czoła Blance, która nie chce uwierzyć, że umawiała się z demonem, a już tym bardziej, że zbliża się Koniec Świata, od którego ten chce ją uchronić.
Lucyfera może nie ma za dużo, ale wypadł zdecydowanie lepiej, bo przestał się nad sobą użalać i trochę namieszał. Więc przypomnieliśmy sobie o jego istnieniu! Chociaż myślałam, że Apolyon odegra większą rolę w tej historii.
Nawet Hija, na której się bardzo zawiodłam w poprzednim tomie, wyrobiła się i przestała działać mi na nerwy. Swoją drogą, nie było jej wiele i nie odegrała jakiejś znaczącej roli.
Pojawiło się też kilku nowych bohaterów, a nawet kilku starych, o których zdążyłam już zapomnieć. (W końcu pod koniec przypomnieli sobie o Piołunie! Z czego, zresztą wynikła całkiem szalona akcja).
Zresztą, nie tylko w bohaterach zaszły zmiany. W tej części wyraźnie widać zatarcie pewnych różnic między Głębią a Królestwem – mamy do czynienia z miłosiernymi demonami, spełniającymi dobre uczynki i bezwzględnymi, okrutnymi aniołami, parającymi się czarną magią.
Myślę, że niepotrzebnie bohaterowie tyle gadają, rozmyślają, przez co wszystko się trochę ciągnie, bo każda akcja opatrzona jest długaśnymi opisami, tak bardzo w stylu pani Kossakowskiej. Gdyby z tego zrezygnować, spokojnie można by pomieścić całą historię w jednym tomie. Jednak mimo że nadal nie czyta się tak lekko, to czytanie sprawiło mi ogromną przyjemność, ponieważ znów odczuwałam tą samą gamę emocji, jak wtedy, kiedy czytałam „Siewcę”. Sam finał bardzo emocjonujący, że aż momentami łezka mi się w oku zakręciła.
Początkowo nie podobały mi się te zgrzyty między archaniołami, ale teraz widzę pewien wzór. Jak w „Siewcy” ukazana była siła ich przyjaźni, w pełnym blasku, tak w „Zbieraczu” zostaje ona wystawiona na próbę, jakby skryta w mroku. Całkiem ciekawie to wypada. No, i ostatecznie wszyscy dostali porządną lekcję, ale czy z niej skorzystają? W tej kwestii zakończenie pozostawia tą kwestię otwartą. Niestety, stety. W sumie nie wiem.
Mimo że to jedna historia, to trudno mi nie porównywać obydwu tomów, z czego drugi wypada o niebo lepiej od pierwszego.
Po przeczytaniu pierwszego tomu Zbieracza Burz byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tomu drugiego. Sięgnęłam jednak po niego z sympatii dla aniołów i wykreowanego świata oraz ze zwykłej ciekawości co do dalszego rozwoju wypadków.
Pierwsze słowa książki poświęcone są Asmodeuszowi, co nastroiło mnie do niej ciut pozytywniej, gdyż to jedna z moich ulubionych postaci. Ciut, gdyż byłam tą postacią rozczarowana w poprzednim tomie.
Modo nadal pozostaje w stanie załamania nerwowego, niechęci do Otchłani i zajęty jest podrywaniem Blanki, jednak bardziej przypomina tego Asmodeusza, jakim był w Siewcy Wiatru, a wszystkie jego problemy, niechęci i wahania są bardziej naturalne.
W pierwszym tomie wiele z postaci przedstawionych było obco, jakby nie byli to Ci sami bohaterowie, co we wcześniejszych opowieściach. Zbyt ostro i nagle przedstawione były zmiany w ich charakterach. Tu te wrażenie zostaje złagodzone i mimo postaw aniołów i demonów, pozostających wciąż powstałych między nimi niesnasek, znika wrażenie obcości, to znów Ci sami starzy znajomi, co za czasów wojny z Cieniem. Są dojrzalsi i bogatsi o niekoniecznie dobre przeżycia, lecz swojscy. Z czasem zresztą zaczynają przypominać tych starych znajomych coraz bardziej.
Drugi tom wygładza jakby chropowatości pierwszego, chociaż trzeba przyznać, że nie wszystkie.
Fabuły czepiać się nie będę w żaden sposób, chociaż oczywiście Daimon musi swoją porcję ran i potłuczeń oberwać, w przeciwnym wypadku zapewne utraciłby prawo do noszenia tytułu Burzyciela Światów.
Literacko trochę przeszkadzało mi zbyt częste stosowanie zabiegu narracyjnego polegającego na używaniu drugiej formy osobowej bądź sformułowań "kiedy jest się aniołem/demonem/władcą" itp. Drugim minusem są kiepskawe wierszyki, które się chwilami pojawiają. Sądzę, że ich celem miało być podkreślenie absurdalności czy nierealności niektórych sytuacji, uważam jednak ten zabieg za niewypał.
Książka miejscami jest też zbyt przesłodzona.
Podsumowując - do Siewcy Zbieraczowi Burz II nadal daleko, jest jednak zdecydowanie lepszy od pierwszego tomu i tym, którzy po niego sięgnęli zdecydowanie polecam przeczytać i drugi tom, by poprawić sobie ogólne wrażenia ze świata.
Ogólnie oba tomy Zbieracza Burz jak dla mnie są przepełnione zbyt dużą dawką naprzemiennie to nieszczęść i niesprawiedliwości spadających na bohaterów, to heroizmu i poświęcenia przez nikogo nie dostrzeganego. Takie dawki przypadłyby mi do gustu, gdybym czytała tę książkę mając lat trzynaście czy czternaście.
Zdecydowanie lepszy od swego poprzednika. Jednak pełna aura nieszczęścia, smutku i agonii, towarzyszyła mi podczas czytania, co troszkę przeszkadzało. Poprzednie części wciągały do tego stopnia, że czytało się je od początku do końca. Tu tak nie było. Kolejnym minusem to 'popsucie' dobrych postaci. Gabriel i Razjel okazali się oszustami, którym zależy tylko na władzy, Daimon był tym dobrym i prawym rycerzem, o Michale w ogóle nie będę się wypowiadać. Zostaje nam Rafał, który miał więcej kwestii w tym tomie niż w obu poprzednich.
Ze względu na to, że Kossakowska stworzyła piękny świat, realnych bohaterów, a jej pióro przemawia do mnie w większej części, oceniam Zbieracza z czystym sumieniem na cztery gwiazdki. Za co? Za to, że wciągnęła mnie do Niebios i Głębi na kilku stronach, za tych 'popsutych' nie podrasowanych bohaterów, którzy są jednymi z moich ulubionych (szczególnie Gabriel! :D) jeśli mówimy o całokształcie tego co przeczytałam, również za to, że niektóre teksty i dialogi powalają na kolana, a inne dosłownie tworzą łzy w oczach. :)
Mam nadzieję,że Pani Maja postanowi kontynuować serię o Aniołach.Obdarzyłem Jej książki wieeelką sympatią,równie dużą co 'Mroczną Wieżę' Kinga czy np.'Władcę Pierścieni' Tolkiena.Czuję,że ta historia,bohaterowie,to wszystko zostało we mnie.Drugi tom ZB ma,moim zdaniem,najlepszą okładkę.Ten uśmieszek Daimona- mistrzostwo.Co do treści...Wydaje mi się,że zakończenie mogłoby być bardziej rozbudowane.Jednak troszkę za dużo pytań bez odpowiedzi.Spotkałem się z opiniami,że w ZB bohaterowie są zupełnie inni niż w 'Siewcy Wiatru',tzn.zmieniają się na niekorzyść.Muszę się z tym zgodzić.Ale...Wybory przed jakimi stają są arcytrudne,wokół panuje CHAOS,prawdziwy chaos,może właśnie dlatego zachowania postaci ocierają się o szaleństwo?...Osobiście tak właśnie to odebrałem.
Zastanawia mnie cały czas co Asmodeusz zrobił z 'uratowanymi' rzeczami.Te które zostały to iluzja? :)
I jeszcze jedno.Dzięki 'Zastępom Anielskim' pozbyłem się nieuzasadnionej niechęci do polskiej fantastyki.Na szczęście.Jeśli ktoś jeszcze takową niechęć ma,Pani Kossakowska potrafi z tego wyleczyć. :)
Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.
Napiszę szczerze, że bardzo się zawiodłem na tej pozycji. Po przeczytaniu siewcy śmierci wyczekiwałem na czas w którym będzie mi dane dobrać się do zbieracza burz. Niestety już po przeczytaniu tomu pierwszego okazało się, że czekanie nie było warte nagrody. Tom był jakiś taki nijaki. Żyłem złudzeniami, że być może tom drugi okaże się godny miana następcy siewcy. Jednak złudzenia te szybko prysły. Faktem jest, że tom 2 jest zdecydowanie ciekawszy niż tom 1. Jednak oprócz dwóch potyczek na które oczekiwanie sprawia, że strony czytają się jakby same w niesamowitym tempie;) (tak tak walka z Appolynem oraz Michałem. No i jeszcze zapomniałem o akcji Asmodeusza z przyzywaniem zmarłych) nie potrafię powiedzieć niestety nic dobrego o tym tomie. Nie wiem być może moje oczekiwania były zbyt wygórowane. Osobiście uważam, że jeśli zbieracz burz wydany zostałby w jednym tomie to byłby dużo ciekawszy. (ZA DUŻO!!! niepotrzebnego przeciągania fabuły, a miało być tak pięknie ugh >_
Po przeczytaniu pierwszego tomu "Zbieracza burz" do drugiego podeszłam z pewną ostrożnością. Nie bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. Ale muszę przyznać, że Pani Kossakowska pokazała klasę w pełnym tego słowa znaczeniu. Po pierwsze: książka wciąga swoją fabułą, zaskakuje nagłymi zwrotami akcji. Po drugie: autorka, poza obrazowaniem losów Daimona Freya, przedstawia nam nie tylko jego rozterki dotyczące powierzonego mu zadania, ale także wpływ tego na zadania na relacje Freya z innymi osobami. I zmiany jakie z tego wynikają. Nie tylko wobec Freya. Czy możliwa jest przyjaźń między Świetlistym a Głębianinem? Co tak naprawdę jest ważne w życiu? Czy ważne jest to kim się narodziłeś, czy to kim jesteś? Niby sporo truizmów, aczkolwiek są to truizmy ponadczasowe. Niby wszyscy o nich wiedzą, ale nikt się do nich nie stosuje.
No i generalnie książkę czyta się lekko łatwo i przyjemnie.
Za dużo, zdecydowanie za dużo rozterek, za dużo roztrząsania rozkazu Pańskiego i ogólnie - smęcenia. Nie tego oczekiwałem po emocjonującej części pierwszej. "Dwójka" jest momentami patetyczna do obrzydzenia i nie tak dynamiczna. Na dodatek końcówka drażni wstawionymi trochę na siłę "przerywnikami", które niewiele wnoszą. Nie zdarza mi się przeskakiwać akapitów w książkach - tutaj na ostatnich stronach robiłem to bez skrupułów.
Z drugiej strony autorce należą się słowa uznania - zagrała ambitnie wymyślając, zdawać by się mogło, absurdalny rozkaz Pański i wybrnęła z tego zgrabnie, prezentując zakończenie, które zaskoczy nie jednego czytelnika.
R.E.W.E.L.A.C.J.A !!!
Anioły pani Kossakowskiej to... to po prostu anielskie arcydzieło.:)
Na zawsze pozostaną w mej pamięci i zawsze będę do nich wracała. Przyjaciół się nie opuszcza i przyjaciele nie opuszczają. Niech Anioły będą ze mną i z każdym kto wielbi anielską sagę pani Kossakowskiej!:)
Daimonie Freyu - kocham Cię!;) I uwielbiam wszystkich Twoich kumpli! Jesteście super!!
A w ogóle to pragnę kontynuacji! Inaczej uschnę.;)
Zbieracz Burz jest inny od Siewcy. Nie będę oceniać pod kątem lepszości - gdyż każda z tych książek jest po prostu inna. Taki zamysł myślę, że naprawdę się udał.
Wspaniała książka, choć chyba bardziej podobał mi się jej 2 tom. Oczywiście moim ulubionym bohaterem był Daimon, a kto inny ;D no i mój kochany Asmodeusz i jego problemy miłosne... Od początku zastanawiałam się jak akcja się rozwiąże... Rozważałam w głowie tysiące alternatyw i w końcu nie doszłam do rozwiązania, aż przeczytałam 2 tom... No i jak dla mnie, nie mogło być lepiej... Książkę uważam, za napisaną dla ludzi z dużym zasobem słownictwa, bo ja wielu słów nie zrozumiałam i dobrze pamiętam te wieczory spędzone ze słownikiem wyrazów obcych, szukając wyrazu "aglomeracja"...
Kossakowska to strasznie nierówna autorka, ale trzeba jej przyznać, że nie schodzi poniżej poziomu przyzwoitego czytadła. Osobiście nie jestem fanką anielskiej serii, ale czyta się to lekko, latwo i przyjemnie.
Ten tom, podobnie jak I, niesamowicie wciąga. Sposób w jakim jest ta książka napisana sprawia, że nie można się od niej oderwać i całość czyta się praktycznie na jednym tchu.
Według mnie najlepsza część tej serii. Szczególnie podobał mi się przedostatni zozdział, kiedy wplatany była poezja :) Pięknie opisany prawie koniec świata.
Na półkach
Cytaty z książki
- „... a potem chodnik poderwał się do pionu i z impetem uderzył go w twarz.” - 32 osoby to lubią
- „Zrobiłeś tak piorunujące wrażenie, że laska od trzech dni nie może sięgnąć po telefon i wystukać two...” - 28 osób to lubi
- „Jeżeli ktoś trzyma na kolanach rozłożoną książkę i gapi się na nią z uwagą, zwykle oznacza to, że od...” - 15 osób to lubi






























