Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Szpital Kosmiczny

Tłumaczenie: Wiktor Bukato
Cykl: Szpital Kosmiczny (tom 1) | Seria: Biblioteka Fantastyki
Wydawnictwo: ALFA
6,97 (37 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
6
7
18
6
6
5
4
4
0
3
0
2
0
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Hospital Station
data wydania
ISBN
8370011179
liczba stron
268
słowa kluczowe
Science Fiction
język
polski

Sektor Dwunasty szczyci się nową perłą. Nowoczesny Szpital Główny, skarbnica wiedzy medycznej, służy pomocą wszystkim mieszkańcom Galaktyki. Mnogość ich gatunków, a co za tym idzie chorób, wymaga jednak szczególnie wszechstronnego personelu, do którego obok ludzi należą równie, a może i bardziej utalentowane istoty innych klas. Wiedza i umiejętność doktora Conwaya, psychologa O Mary i innych...

Sektor Dwunasty szczyci się nową perłą. Nowoczesny Szpital Główny, skarbnica wiedzy medycznej, służy pomocą wszystkim mieszkańcom Galaktyki. Mnogość ich gatunków, a co za tym idzie chorób, wymaga jednak szczególnie wszechstronnego personelu, do którego obok ludzi należą równie, a może i bardziej utalentowane istoty innych klas. Wiedza i umiejętność doktora Conwaya, psychologa O Mary i innych są nieustannie wystawiane na próbę - choćby przez dinozaura telepatę, twardego jak skała Hudlarianina czy rozpuszczającego się osobnika klasy SRTT - ale robią oni wszystko, by ciąg cudów medycznych, których dokonują, nie został przerwany.

 

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1384
esperanza | 2015-08-07
Przeczytana: 01 lipca 2015

http://esperazna.blogspot.se/2015/07/szpital-kosmiczny.html


Gdy rozpoczynałam lekturę o Szpitalu Kosmicznym, właściwie nie spodziewałam się niczego. Oczywiście wiedziałam, że będzie to kolejny duży kęs science fiction i że nigdy cały wykreowany przyszłościowy świat nie będzie opisany całkowicie. Wiedziałam też, że muszą być jakieś istoty inteligentne, które oprócz ludzi będą występowały w tej książce. Tak z grubsza, wiedziałam również, że akcja będzie się działa w Szpitalu Głównym, jedynym tak dużym i wszechstronnym we wszechświecie. Co mnie zaskoczyło? Istoty. Inteligencja. Nuta kryminału i dreszcz niepewności. Szybka akcja i ryzykowne decyzje. Wyobraźnia. I jeszcze raz wyobraźnia, Jamesa White'a.

Cała książka podzielona została na 4 rozdziały, z których każdy opisuje inny, trudny przypadek choroby istoty inteligentnej. Pierwsza część książki, zatytułowana Lekarz opowiada o chorym Hudlarianie, małym zwierzątku, reprezentancie klasy FROB, którego rodzice zginęli podczas budowy Szpitala Głównego. Zająć się nim musi O'Mara, psycholog oraz osoba odpowiedzialna za montaż różnych elementów składowych Szpitala. Obowiązek ten spada na niego, ponieważ, wolą przypadku, to on uśmiercił rodziców Hudlarianina.

Trzy następne rozdziały mają jednego bohatera głównego, mianowicie lekarza Conway'a. W jednym z nich musi dowieść swojej odpowiedzialności i wyleczyć umierających pacjentów, którzy w istocie stanowią jedno ciało. Później musi wykazać się cierpliwością i umiejętnościami współpracy z innymi gatunkami istot inteligentnych przy pielęgnowaniu Emilii - dinozaura. A na sam koniec dostaje pacjenta, którego gatunek jest nieznany, a przez to nie wie jak go leczyć. To wyjątkowo utrudnia sprawę ponieważ istota ta znajdowała się na pokładzie ambulansu kosmicznego, gatunku wysoko rozwiniętego. A co jeśli pacjent umrze i te istoty się o tym dowiedzą?

Ach. Dobre, klasyczne science fiction, bez zagłady cywilizacji i choroby opanowującej organizmy rozumne na Ziemi. Za to z mnóstwem pomysłów na stworzenie innych cywilizacji, środowiska w jakim żyją oraz sprzętu potrzebnego aby takowe cywilizacje odkrywać, bądź też porozumiewać się z nimi. Lektura okazała się lekka, choć akcja gna niezmiernie szybko. Czytałam z największą przyjemnością, choć czas starał się mi wyrwać jak najwięcej chwil dla nieczytania.

"Istoty należące do różnych ras porozumiewały się między sobą głównie za pomocą autotranslatora, który elektronicznie rozdzielał i klasyfikował wszystkie znaczące dźwięki i odtwarzał je w języku jego użytkownika. Inną metodą, stosowaną, gdy istniała potrzeba przekazania znacznej ilości dokładnych danych o bardziej wyspecjalizowanym charakterze, była nauka przy pomocy hipnotaśm. Za ich pomocą przekazywano wszelkie doznania zmysłowe, wiedzę i osobowość jednej istoty bezpośrednio do mózgu drugiej. Daleko w tyle za nimi, jeśli chodzi o powszechność zastosowania i dokładność, była metoda trzecia: pisany język cokolwiek na wyrost nazywany uniwersalnym.
Język uniwersalny przydatny był tyko istotom, których mózgi wyposażone były w receptory optyczne zdolne do wydobycia informacji z zespołów znaków graficznych rozmieszczonych na płaskiej powierzchni, czyli krótko mówiąc, z zadrukowanej stronicy."

Umiem język uniwersalny. Jak to pięknie brzmi. Nigdy w życiu nie czytałam bardziej poetyckiego i głębszego opisu strony w książce, a i nigdy nie wyobrażałam sobie, że można naukę, jaką jest czytanie, spłycić do granic możliwości, osadzając ją na trzecim miejscu przekazywania danych w przyszłości. Tak więc jestem istotą posiadającą mózg wyposażony w receptory optyczne, które zdolne są do wydobycia informacji z zespołów znaków graficznych rozmieszczonych na płaskiej powierzchni i wcale nie boję się do tego przyznać, a nawet chwalę!

Jedynym, co nie podobało mi się podczas rozpoznawania znaków graficznych na płaskiej powierzchni, to element tajemniczości zastosowany w zdaniach typu: 'Teraz już wiedział co musi zrobić.', 'To, co zamierzał zrobić mogło przerosnąć jego zdolności.' Gdzie autor nie wytłumaczył nam o co chodzi, o czym bohater myśli, tylko pozostawił w niewiedzy i należało samemu doczytać dalszy ciąg. Nie lubię takich zabiegów, ponieważ odnoszę wtedy wrażenie, że autor wie więcej i przez to stwarza on atmosferę nierealności sytuacji. Wiem, że autor z reguły wie więcej, ale nie powinien się ujawniać, ponieważ gdy akcja dzieje się na bieżąco, widzimy czyny, nie musimy wiedzieć, że była to ostatnia rzecz jaką zrobił, bądź ostatnie słowa, które powiedział. Mnie przeszkadzało to w książce.

Tak więc, ogólne moje wrażenia są pozytywne. Dostałam akcję i fantastykę, niepewność oraz trzeźwość myślenia. Nigdy nie sądziłam, że można wymyśleć tyle różnych istot, które mogłyby zamieszkiwać wszechświat. James White miał świetny pomysł, umiejscawiając akcję książki w wyimaginowanym Szpitalu Kosmicznym. Tam bowiem, mógł bez przeszkód przelewać na papier swoje wizje dalekiej przyszłości z istotami inteligentnymi, potrzebującymi pomocy medycznej. Polecam czy nie polecam? Polecam. Ja miałam wiele przyjemności z czytania. :)

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Stojąc pod tęczą

Jest to moja pierwsza książka obyczajowa, którą przeczytałem. Wziąłem ją jako test - jest bardzo cienka, gdyby mi się spodobała to sięgnąłbym po kolej...

zgłoś błąd zgłoś błąd