Wyzwanie czytelnicze LC

Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat

Wydawnictwo: Świat Książki
5,45 (22 ocen i 9 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
1
7
7
6
3
5
7
4
0
3
3
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788381390286
liczba stron
256
język
polski
dodała
Ag2S

Siódmego czerwca 1613 roku do zatoki Nesvogur na półwyspie Snafellsnes wpływa statek handlowy z Bremy. Na pokładzie stoi Daniel Vetter, Morawianin, członek Jednoty Braci Czeskich. Ma dwadzieścia jeden lat. Nie wiemy, jak wygląda, nie zachował się bowiem żaden jego portret. Możemy sobie wyobrazić, że na jego twarzy rysuje się zmęczenie morską podróżą, a w sercu ciekawość siłuje się ze strachem....

Siódmego czerwca 1613 roku do zatoki Nesvogur na półwyspie Snafellsnes wpływa statek handlowy z Bremy. Na pokładzie stoi Daniel Vetter, Morawianin, członek Jednoty Braci Czeskich. Ma dwadzieścia jeden lat. Nie wiemy, jak wygląda, nie zachował się bowiem żaden jego portret. Możemy sobie wyobrazić, że na jego twarzy rysuje się zmęczenie morską podróżą, a w sercu ciekawość siłuje się ze strachem. Ćwierć wieku później, w roku 1638, w prowadzonym przez Vettera warsztacie typograficznym w Lesznie, ukazuje się książka pod tytułem „Islandia albo Krótkie opisanie wyspy Islandyji”. Wieść o pierwszym opisie wyspy wydanym w języku polskim roznosi się lotem błyskawicy po Europie.

Wydany przez Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Islandzkiej reprint dzieła Daniela Vettera wpadł mi w ręce, gdy szukałem inspiracji do podróży. Przeczytałem „Islandię...” w jeden wieczór. Przerzucając ostatnią stronę, wiedziałem, że opisuje ona dokładnie miejsce, które chcę odwiedzić.

Zapakowałem książkę Morawianina do plecaka i pojechałem na Islandię.

W 1613 roku brat czeski Daniel Vetter udał się w młodzieńczą, egzotyczną podróż na Islandię, którą opisał w wydanej w wielkopolskim Lesznie pasjonującej relacji z pobytu na wyspie. Czterysta lat później jego śladami na wyspę udał się Piotr Milewski i pozostawił swój opis. Przeczytałem jego książkę. Z wypiekami na twarzy! Polecam!
prof. dr hab. Dariusz Rott
miłośnik Islandii, od ponad trzydziestu lat bada życie i działalność Daniela Vettera

Dawno, dawno temu pewien Czech wypowiedział po polsku zdanie, które zostało zapisane w Księdze Henrykowskiej. Inny osobnik posługujący się czeskim jako pierwszym językiem, i również dawno temu, odbył podróż na daleką wyspę. Opisał ją po polsku. W Polsce też książkę wydał. A Piotr Milewski do pewnego momentu podąża śladami morawskiego antytrynitarza, choć opowiada nam własną historię. Długo czekałem na takie przedstawienie Islandii.
Hubert Klimko-Dobrzaniecki

 

źródło opisu: http://wydawnictwoswiatksiazki.pl/

źródło okładki: http://wydawnictwoswiatksiazki.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Tomasz książek: 424

Konieczność wyspy

7 czerwca 1613 roku na Islandię przybywa statek z Bremy, a na jego pokładzie dwudziestojednoletni Czech Daniel Vetter – husyta, członek Jednoty Braci Czeskich. Spędził on na wyspie około 9-11 tygodni, przemierzając ją konno z południa na północ. Owocem tej podróży było wydane w 1638 roku w Lesznie dzieło „Islandia, albo Krótkie opisanie wyspy Islandyi”, które jest najstarszym opisem tego kraju w języku polskim. Piotr Milewski natknął się na dzieło Vettera w roku 2013 i zafascynowany lekturą, postanowił udać się w podróż śladami Czecha. Od tej pory siedemnastowieczne źródło stanie się azymutem tej podróży, a każdy rozdział będzie przez Milewskiego opatrzony jego fragmentem. Nadarzała się wprost idealna okazja do takiego wojażu, bo właśnie mijała czterechsetna rocznica podróży Daniela Vettera. Lato 2013 roku okazało się najzimniejszym od pół wieku – a trzeba zaznaczyć, że islandzkie lato cechują różnice temperatur zbliżające się nawet do trzydziestu stopni Celsjusza.

Ale zachwyt relacją Daniela Vettera nie był jedyną przyczyną wyjazdu Piotra Milewskiego na Islandię. Autor bowiem już na samym wstępie deklaruje swoje szczególne zamiłowanie do wysp: „Będąc na wyspie, jesteśmy ograniczeni przestrzenią i dzięki temu łatwiej jest nam porzucić nierealne marzenia. Pozbawiając się możliwości wyboru i zmiany, dajemy sobie prawo do głębszego przeżywania. Chciałem też pojechać na Północ, bo to jej chłód oraz oszczędność bodźców pozwala na nabranie dystansu i skupienie się na »tu i...

7 czerwca 1613 roku na Islandię przybywa statek z Bremy, a na jego pokładzie dwudziestojednoletni Czech Daniel Vetter – husyta, członek Jednoty Braci Czeskich. Spędził on na wyspie około 9-11 tygodni, przemierzając ją konno z południa na północ. Owocem tej podróży było wydane w 1638 roku w Lesznie dzieło „Islandia, albo Krótkie opisanie wyspy Islandyi”, które jest najstarszym opisem tego kraju w języku polskim. Piotr Milewski natknął się na dzieło Vettera w roku 2013 i zafascynowany lekturą, postanowił udać się w podróż śladami Czecha. Od tej pory siedemnastowieczne źródło stanie się azymutem tej podróży, a każdy rozdział będzie przez Milewskiego opatrzony jego fragmentem. Nadarzała się wprost idealna okazja do takiego wojażu, bo właśnie mijała czterechsetna rocznica podróży Daniela Vettera. Lato 2013 roku okazało się najzimniejszym od pół wieku – a trzeba zaznaczyć, że islandzkie lato cechują różnice temperatur zbliżające się nawet do trzydziestu stopni Celsjusza.

Ale zachwyt relacją Daniela Vettera nie był jedyną przyczyną wyjazdu Piotra Milewskiego na Islandię. Autor bowiem już na samym wstępie deklaruje swoje szczególne zamiłowanie do wysp: „Będąc na wyspie, jesteśmy ograniczeni przestrzenią i dzięki temu łatwiej jest nam porzucić nierealne marzenia. Pozbawiając się możliwości wyboru i zmiany, dajemy sobie prawo do głębszego przeżywania. Chciałem też pojechać na Północ, bo to jej chłód oraz oszczędność bodźców pozwala na nabranie dystansu i skupienie się na »tu i teraz«. Islandia zdawała się doskonałym miejscem. Była wyspą i leżała na Północy”. W przypadku Milewskiego, który wcześniej spędził dziewięć lat w Japonii, można mówić zatem o filozofii, którą najprościej dałoby się streścić jako „konieczność wyspy”.

W ogóle filozoficzny aspekt podróżowania wysuwa się u Milewskiego na pierwszy plan – pisze on w pewnym momencie, że marzy o tym, by upodobnić się do oglądanego pejzażu, być podobnie jak on – stonowanym, spokojnym i chłodnym, zostać sobą tyle i tylko tyle, ile jest konieczne. Widać w tym głęboki szacunek do odwiedzanego kraju, chęć wtopienia się w jego tkankę, chęć zrozumienia. Jak się zdaje, Milewski podróżuje nie po to, by za wszelką cenę udowodnić wyższość kraju i kultury, z których się wywodzi, ośmieszając to, co zastał. To jest postawa godna prawdziwego podróżnika, prawdziwa pokora, tak bardzo odróżniająca autora od tych, którzy podróżują „boso przez świat”. Po lodach i śniegach Islandii nie sposób przejść gołą stopą, tamta ziemia nie znosi lekceważenia. Na poziomie podróżniczej filozofii można u Milewskiego wyczuć duchowe pierwiastki podobne do tych, którym w swojej prozie często daje wyraz Andrzej Stasiuk.

Islandia widziana oczami Piotra Milewskiego jawi się jako kraina kontrastów. Zwykło się ją określać mianem „krainy lodu i ognia”. Choć bywa ona uważana za socjalny raj, to sądzono na przykład, że na szczycie Hekli – wulkanu położonego na południowym zachodzie – znajdują się wrota piekieł. W ten kraj, będący europejskim ultima thule, wpisana jest pewna dwoistość, graniczność – i nie chodzi tu jedynie o miejsce przecięcia się płyt tektonicznych. Milewski w interesujący sposób opisuje ową islandzką dwoistość – z jednej strony poprzez ludzką życzliwość wobec turystów, z drugiej zaś – przeczuwając, że „za tym pięknym widokiem kryje się jakaś ciemna energia”: wzajemna obcość, brak otwartości czy typowe bolączki miejsc, w których przez pół roku panuje noc polarna – depresja i alkoholizm. „(…) życie nie było tu łatwe i w dużej mierze zależało od natury, rodowej solidarności, sąsiedzkiej współpracy”.

Milewski, okrążając wyspę najczęściej autostopem, spotyka ludzi, zbiera ich historie i wtapia się w krajobraz. Oczywiście, najcenniejsze są zetknięcia z miejscowymi, ale nie sposób nie wspomnieć o licznych spotkaniach z turystami czy mniejszościami narodowymi. Co ciekawe, drugą największą grupą etniczną po Islandczykach są na wyspie Polacy. Utkwił mi również w pamięci opis niezwykle zabawnego pobytu Milewskiego u słowackich zakonników.

Moja jedyna wątpliwość dotyczy dysproporcji stylistycznych książki. Islandia, jako się rzekło, jest krainą kontrastów – i taka też jest narracja Milewskiego. Z jednej strony mamy tu passusy konkretne, historyczne, z drugiej zaś – na siłę poetyzowane. Należy jednak zadać sobie zasadnicze pytanie: czy charakter opisywanego kraju musi determinować styl opisu? We fragmentach refleksyjnych Milewski ma niestety tendencję do popadania w egzaltację, podczas gdy w częściach bardziej konkretnych opis bywa pozbawiony emocji. Zmusza to czytelnika do częstego przestrajania swojej percepcji, co na dłuższą metę przeszkadza w lekturze. Choć, trzeba przyznać, trudno nie docenić literackich walorów niektórych historii, jak na przykład tej o cielętach spadających z wysokości wodospadu czy tej o proroczej postaci ze snu, która uratowała autorowi życie. Poruszyła mnie też historia odwiedzającego Islandię Amerykanina – doktora lingwistyki specjalizującego się w sanskrycie i poety wykładającego na uniwersytecie w Sankt Petersburgu, bo w Ameryce, jak twierdzi, nikogo już nie obchodzi literatura, „Ameryka prowadzi wojnę z poezją”. W przeciwieństwie do Polski, gdzie „wciąż słucha się poetów. Ich nazwiska pojawiają się na pierwszych stronach gazet. Szymborska, Miłosz, Herbert, Różewicz. Gdyby tak nie było, nie znałbym ich nazwisk” – powiedział Amerykanin.

Mimo wszystko uważam „Islandię…” za książkę godną polecenia – głównie jednak osobom chcącym dopiero rozpocząć swoją przygodę z tą północną krainą. Raczej nie będzie ona – jak sądzę – uzupełnieniem informacji dla obeznanych z tematem. Jest to książka poprawna, ale poprawność może nie wystarczyć, gdy opisuje się kraj europejski, choć daleki, to przecież nie egzotyczny, dostępny dla każdego, kto tylko dysponuje odpowiednimi środkami finansowymi. Jednak Piotr Milewski dużą wagę przywiązuje do opowieści, która powstaje, gdy krzyżują się ścieżki pisarza i podróżnika, która jest najtrwalsza i po którą wyrusza się w podróż. I taką właśnie opowieść – choć miejscami bardzo meandryczną – „Islandia…” z pewnością zawiera.

Tomasz Wojewoda

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (258)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 424
Tomasz Wojewoda | 2018-12-12
Przeczytana: 26 listopada 2018

[Zapraszam Państwa do lektury mojej najnowszej, opublikowanej dziś rano na stronie głównej LC, oficjalnej recenzji książki Piotra Milewskiego, „Islandia, albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat”. Jest to omówienie, jak się Państwo przekonają, miejscami dosyć sceptyczne, co jest dowodem na to, że oficjalne recenzje zamówione przez LC nie muszą koniecznie być laudacjami. Recenzja dostępna jest pod adresem http://lubimyczytac.pl/oficjalne-recenzje-ksiazek/11226/koniecznosc-wyspy. Poniżej zamieszczam dwa krótkie fragmenty.]

7 czerwca 1613 roku na Islandię przybywa statek z Bremy, a na jego pokładzie dwudziestojednoletni Czech Daniel Vetter – husyta, członek Jednoty Braci Czeskich. Spędził on na wyspie około 9-11 tygodni, przemierzając ją konno z południa na północ. Owocem tej podróży było wydane w 1638 roku w Lesznie dzieło „Islandia, albo Krótkie opisanie wyspy Islandyi”, które jest najstarszym opisem tego kraju w języku polskim. Piotr Milewski natknął się na dzieło Vettera w...

książek: 961
Salma | 2018-11-24
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 listopada 2018

Powtórka z rozrywki. Podróż na Islandię to niezmiennie moje największe marzenie. Czekam na odpowiednie warunki życiowe, by wreszcie tam wyruszyć, a póki nie mogę tam się znaleźć, uporczywie wyszukuje i czytam pozycje o Islandii. Z ochotą sięgnęłam więc po kolejna publikację na temat podróży po Islandii i... tym razem już się nieco zawiodłam. Tych książek powstało już dość sporo, tych o przemierzaniu mroźnej, tajemniczej wyspy. Ten widział to, a tamten widział tamto, choć w sumie to samo. Ten był tam, a ten tam, ale w sumie w tym samym miejscu, choć inaczej go doświadczył. Może spotkali innych ludzi na swojej drodze, może jedli co innego i zastała ich inna pogoda, ale wszyscy byli w tym samym miejscu i odwiedzali punkty na trasie bardzo podobne, o ile nie te same. To takie żmudne, czytać o czyichś podróżach, nie mogąc w danym momencie samemu wyruszyć w podobną drogę. Bo co z tego, że on/a widziała//a, doświadczył/a, skoro ja nie mogę? To takie lizanie cukierka przez papierek. Trochę...

książek: 598
Sylwia | 2019-01-12
Na półkach: 2019, Przeczytane, Posiadam

Książka w żaden sposób mnie nie poruszyła. Na temat Islandii powstało wiele lepszych utworów, które od początku do końca opowiadają w określony sposób. W przypadku tej książki autor jest niekonsekwentny. Początkowo trzyma się podróżowania "ze swoją książką", a z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej przegaduje rozdziały, broczy w wydarzeniach, które ciągną się jak flaki z olejem. Choć na swojej drodze spotkał wielu ludzi, którzy podróżowali po Islandii - pomija ich wątki, twierdząc że ten jego jest najważniejszy. Rozumiem, że to jego książka, natomiast czyniąc siebie bohaterem - mógłby zrobić to ciekawiej. Język jest prosty i szybko się czyta, choć po lekturze ma się wrażenie, że przebrnęło się przez kiepską gadaninę.

książek: 803
Dawid | 2019-01-04
Przeczytana: 04 stycznia 2019

Kiedy pierwszy raz ujrzałem książkę Piotra Milewskiego myślałem, że to będzie reportaż o moim ulubionym kraju ale jak zacząłem ją czytać to okazało się, że to zupełnie coś innego. W kwietniu 2018 roku przyleciałem na Islandię - do kraju wulkanów, lodowców, gorących źródeł i bardzo miłych ludzi. Przywitał mnie okropny deszcz, który nie chciał się schować przez jakieś 2 tygodnie. To rzeczywiście było najzimniejsze lato od ponad 100 lat, jak niektórzy mówią. Autor zabrał mnie w świetną, wciągająca podróż śladami Daniela Vettera i od początku książki byłem wciągnięty w opowieść.

Bardzo miło mi się to czytało bo podobnie jak autor też przemierzałem bezkresy kraju zatrzymując co jakiś czas napotkane przeze mnie auta na drodze. Może nie zrobiłem tyle kiometrów co Piotr to i tak uśmiechałem się, czytając kolejne znane mi miejscowości, w których się zatrzymywałem.

Styl pisarski autora jest bardzo luźny i facet zdecydowanie wie jak to się robi ale niestety przez to, że skupił się na swojej...

książek: 127
czyt_am | 2018-12-16
Na półkach: Przeczytane

Duże rozczarowanie. Autor zrobił bardzo fajne założenie: osnucie własnej opowieści na relacji podróżnika sprzed wieków, Daniela Vettera - pierwszej tak pełnej i osobistej, w dodatku wydanej w Polsce, choć przez Morawianina - to koncepcja świeża i niosąca bogate możliwości. Początek książki zapowiada smakowitą lekturę; język jest prosty i niewyszukany, ale w tym jego siła, bo Milewski przekazuje nim bystre spostrzeżenia i już po kilku pierwszych stronach wiem, że pisać potrafi. Spokojnie, refleksyjnie, ale zajmująco. Niestety im dalej, tym gorzej: wkrótce (bardzo szybko) trop Vettera gubi się w meandrach rozmyślań autora, który - wydaje się - samodzielnie nie daje rady tematowi. Jego osobista relacja staje się monotonna i przewidywalna: że zimno, że trudno, szaro i przygnębiająco, choć chwilami pięknie. No dobrze, ale to wszystko już o Islandii wiemy z kilku/kilkunastu lepszych lub gorszych książek, które ukazały się w ostatnich latach. Co jakiś czas pojawiają się wprawdzie motywy...

książek: 122
a_Olasdottir | 2018-12-23
Na półkach: Przeczytane

"Nic nowego" opowiedziane bez ikry. Obiecujący początek (kilka-kilkanaście pierwszych stron zapowiadało naprawdę interesującą lekturę), później - kompletne rozmycie. Zgubił się gdzieś "bohater inicjacyjny" tekstu, Daniel Vetter (brawa dla autora za odkrycie jego osoby i dzieła dla szerszego czytelniczego audytorium, choć po raz pierwszy nazwisko Vettera i cytaty z niego wpadły mi w oko w wydanej wcześniej książce "Lawa, owce i lodowce") i szkoda, że zniknął tak szybko, bo nawiązania do jego peregrynacji Islandii w zamierzchłej przeszłości to najciekawsze fragmenty książki.
Reszta to jednostajne, kompletnie pozbawione plastyczności opisy przyrody i pogody, mocno pretensjonalne fantazje autora i papierowe dialogi. Plus trochę wtrętów natury historycznej, gospodarczej i społecznej. Chuda strawa.

książek: 191
hagap | 2019-01-13
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 stycznia 2019

Nareszcie trafiłam na bardzo dobrą książkę o Islandii!
Napisana tak, że nawet bez zdjęć mogłam sobie wszystko wyobrazić. Jest garść informacji historycznych, jest teraźniejszość i jej problemy. Polecam.

książek: 167
Anna Pukrop | 2018-12-31
Przeczytana: 30 grudnia 2018

Autostopowa podróż po Islandii - pełna pięknych widoków i dobrych ludzi spotkanych po drodze.

książek: 86
Jacek Sosnowski | 2019-01-09
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Mocno przyrodnicza książka. Pomyliłem się kupując, bo chciałem upolować reportaż o ludziach a nie o cudownej przyrodzie. Mimo to, zasługuje na przeczytanie, bo Islandia to kawałek niezwykłej ziemi.

książek: 737
certaindeath | 2019-01-19
Na półkach: Przeczytane, Kindle
zobacz kolejne z 248 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Jesienne zapowiedzi wydawnicze – część druga

Jesień nas bardzo w tym roku rozpieszcza. Nie dość, że pogodowo, to także książkowo. Pod koniec września prezentowaliśmy zapowiedzi jesienne, ale okazuje się, że wydawnictwa ciągle i ciągle dorzucają nowe ciekawe tytuły!


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd