
Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat

- Kategoria:
- literatura podróżnicza
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2018-11-14
- Data 1. wyd. pol.:
- 2018-11-14
- Liczba stron:
- 256
- Czas czytania
- 4 godz. 16 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788381390286
- Inne
Siódmego czerwca 1613 roku do zatoki Nesvogur na półwyspie Snafellsnes wpływa statek handlowy z Bremy. Na pokładzie stoi Daniel Vetter, Morawianin, członek Jednoty Braci Czeskich. Ma dwadzieścia jeden lat. Nie wiemy, jak wygląda, nie zachował się bowiem żaden jego portret. Możemy sobie wyobrazić, że na jego twarzy rysuje się zmęczenie morską podróżą, a w sercu ciekawość siłuje się ze strachem. Ćwierć wieku później, w roku 1638, w prowadzonym przez Vettera warsztacie typograficznym w Lesznie, ukazuje się książka pod tytułem „Islandia albo Krótkie opisanie wyspy Islandyji”. Wieść o pierwszym opisie wyspy wydanym w języku polskim roznosi się lotem błyskawicy po Europie.
Wydany przez Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Islandzkiej reprint dzieła Daniela Vettera wpadł mi w ręce, gdy szukałem inspiracji do podróży. Przeczytałem „Islandię...” w jeden wieczór. Przerzucając ostatnią stronę, wiedziałem, że opisuje ona dokładnie miejsce, które chcę odwiedzić.
Zapakowałem książkę Morawianina do plecaka i pojechałem na Islandię.
W 1613 roku brat czeski Daniel Vetter udał się w młodzieńczą, egzotyczną podróż na Islandię, którą opisał w wydanej w wielkopolskim Lesznie pasjonującej relacji z pobytu na wyspie. Czterysta lat później jego śladami na wyspę udał się Piotr Milewski i pozostawił swój opis. Przeczytałem jego książkę. Z wypiekami na twarzy! Polecam!
prof. dr hab. Dariusz Rott
miłośnik Islandii, od ponad trzydziestu lat bada życie i działalność Daniela Vettera
Dawno, dawno temu pewien Czech wypowiedział po polsku zdanie, które zostało zapisane w Księdze Henrykowskiej. Inny osobnik posługujący się czeskim jako pierwszym językiem, i również dawno temu, odbył podróż na daleką wyspę. Opisał ją po polsku. W Polsce też książkę wydał. A Piotr Milewski do pewnego momentu podąża śladami morawskiego antytrynitarza, choć opowiada nam własną historię. Długo czekałem na takie przedstawienie Islandii.
Hubert Klimko-Dobrzaniecki
Kup Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat
Konieczność wyspy
7 czerwca 1613 roku na Islandię przybywa statek z Bremy, a na jego pokładzie dwudziestojednoletni Czech Daniel Vetter – husyta, członek Jednoty Braci Czeskich. Spędził on na wyspie około 9-11 tygodni, przemierzając ją konno z południa na północ. Owocem tej podróży było wydane w 1638 roku w Lesznie dzieło „Islandia, albo Krótkie opisanie wyspy Islandyi”, które jest najstarszym opisem tego kraju w języku polskim. Piotr Milewski natknął się na dzieło Vettera w roku 2013 i zafascynowany lekturą, postanowił udać się w podróż śladami Czecha. Od tej pory siedemnastowieczne źródło stanie się azymutem tej podróży, a każdy rozdział będzie przez Milewskiego opatrzony jego fragmentem. Nadarzała się wprost idealna okazja do takiego wojażu, bo właśnie mijała czterechsetna rocznica podróży Daniela Vettera. Lato 2013 roku okazało się najzimniejszym od pół wieku – a trzeba zaznaczyć, że islandzkie lato cechują różnice temperatur zbliżające się nawet do trzydziestu stopni Celsjusza.
Ale zachwyt relacją Daniela Vettera nie był jedyną przyczyną wyjazdu Piotra Milewskiego na Islandię. Autor bowiem już na samym wstępie deklaruje swoje szczególne zamiłowanie do wysp: „Będąc na wyspie, jesteśmy ograniczeni przestrzenią i dzięki temu łatwiej jest nam porzucić nierealne marzenia. Pozbawiając się możliwości wyboru i zmiany, dajemy sobie prawo do głębszego przeżywania. Chciałem też pojechać na Północ, bo to jej chłód oraz oszczędność bodźców pozwala na nabranie dystansu i skupienie się na »tu i teraz«. Islandia zdawała się doskonałym miejscem. Była wyspą i leżała na Północy”. W przypadku Milewskiego, który wcześniej spędził dziewięć lat w Japonii, można mówić zatem o filozofii, którą najprościej dałoby się streścić jako „konieczność wyspy”.
W ogóle filozoficzny aspekt podróżowania wysuwa się u Milewskiego na pierwszy plan – pisze on w pewnym momencie, że marzy o tym, by upodobnić się do oglądanego pejzażu, być podobnie jak on – stonowanym, spokojnym i chłodnym, zostać sobą tyle i tylko tyle, ile jest konieczne. Widać w tym głęboki szacunek do odwiedzanego kraju, chęć wtopienia się w jego tkankę, chęć zrozumienia. Jak się zdaje, Milewski podróżuje nie po to, by za wszelką cenę udowodnić wyższość kraju i kultury, z których się wywodzi, ośmieszając to, co zastał. To jest postawa godna prawdziwego podróżnika, prawdziwa pokora, tak bardzo odróżniająca autora od tych, którzy podróżują „boso przez świat”. Po lodach i śniegach Islandii nie sposób przejść gołą stopą, tamta ziemia nie znosi lekceważenia. Na poziomie podróżniczej filozofii można u Milewskiego wyczuć duchowe pierwiastki podobne do tych, którym w swojej prozie często daje wyraz Andrzej Stasiuk.
Islandia widziana oczami Piotra Milewskiego jawi się jako kraina kontrastów. Zwykło się ją określać mianem „krainy lodu i ognia”. Choć bywa ona uważana za socjalny raj, to sądzono na przykład, że na szczycie Hekli – wulkanu położonego na południowym zachodzie – znajdują się wrota piekieł. W ten kraj, będący europejskim ultima thule, wpisana jest pewna dwoistość, graniczność – i nie chodzi tu jedynie o miejsce przecięcia się płyt tektonicznych. Milewski w interesujący sposób opisuje ową islandzką dwoistość – z jednej strony poprzez ludzką życzliwość wobec turystów, z drugiej zaś – przeczuwając, że „za tym pięknym widokiem kryje się jakaś ciemna energia”: wzajemna obcość, brak otwartości czy typowe bolączki miejsc, w których przez pół roku panuje noc polarna – depresja i alkoholizm. „(…) życie nie było tu łatwe i w dużej mierze zależało od natury, rodowej solidarności, sąsiedzkiej współpracy”.
Milewski, okrążając wyspę najczęściej autostopem, spotyka ludzi, zbiera ich historie i wtapia się w krajobraz. Oczywiście, najcenniejsze są zetknięcia z miejscowymi, ale nie sposób nie wspomnieć o licznych spotkaniach z turystami czy mniejszościami narodowymi. Co ciekawe, drugą największą grupą etniczną po Islandczykach są na wyspie Polacy. Utkwił mi również w pamięci opis niezwykle zabawnego pobytu Milewskiego u słowackich zakonników.
Moja jedyna wątpliwość dotyczy dysproporcji stylistycznych książki. Islandia, jako się rzekło, jest krainą kontrastów – i taka też jest narracja Milewskiego. Z jednej strony mamy tu passusy konkretne, historyczne, z drugiej zaś – na siłę poetyzowane. Należy jednak zadać sobie zasadnicze pytanie: czy charakter opisywanego kraju musi determinować styl opisu? We fragmentach refleksyjnych Milewski ma niestety tendencję do popadania w egzaltację, podczas gdy w częściach bardziej konkretnych opis bywa pozbawiony emocji. Zmusza to czytelnika do częstego przestrajania swojej percepcji, co na dłuższą metę przeszkadza w lekturze. Choć, trzeba przyznać, trudno nie docenić literackich walorów niektórych historii, jak na przykład tej o cielętach spadających z wysokości wodospadu czy tej o proroczej postaci ze snu, która uratowała autorowi życie. Poruszyła mnie też historia odwiedzającego Islandię Amerykanina – doktora lingwistyki specjalizującego się w sanskrycie i poety wykładającego na uniwersytecie w Sankt Petersburgu, bo w Ameryce, jak twierdzi, nikogo już nie obchodzi literatura, „Ameryka prowadzi wojnę z poezją”. W przeciwieństwie do Polski, gdzie „wciąż słucha się poetów. Ich nazwiska pojawiają się na pierwszych stronach gazet. Szymborska, Miłosz, Herbert, Różewicz. Gdyby tak nie było, nie znałbym ich nazwisk” – powiedział Amerykanin.
Mimo wszystko uważam „Islandię…” za książkę godną polecenia – głównie jednak osobom chcącym dopiero rozpocząć swoją przygodę z tą północną krainą. Raczej nie będzie ona – jak sądzę – uzupełnieniem informacji dla obeznanych z tematem. Jest to książka poprawna, ale poprawność może nie wystarczyć, gdy opisuje się kraj europejski, choć daleki, to przecież nie egzotyczny, dostępny dla każdego, kto tylko dysponuje odpowiednimi środkami finansowymi. Jednak Piotr Milewski dużą wagę przywiązuje do opowieści, która powstaje, gdy krzyżują się ścieżki pisarza i podróżnika, która jest najtrwalsza i po którą wyrusza się w podróż. I taką właśnie opowieść – choć miejscami bardzo meandryczną – „Islandia…” z pewnością zawiera.
Tomasz Wojewoda
Oceny książki Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat
Poznaj innych czytelników
893 użytkowników ma tytuł Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat na półkach głównych- Przeczytane 497
- Chcę przeczytać 376
- Teraz czytam 20
- Posiadam 85
- 2019 20
- Audiobook 13
- Podróżnicze 12
- 2022 11
- 2021 9
- 2020 8




































OPINIE i DYSKUSJE o książce Islandia albo najzimniejsze lato od pięćdziesięciu lat
6/10
Sam pomysł podróży śladami Daniela Vettera, który w XVII wieku odwiedził Islandię i napisał z tego wydarzenia relację był naprawdę świetny. Wykonanie pewnie też. Gorzej z jego opowiedzeniem. W skrócie mówiąc książka Piotra Milewskiego jest swobodnym zapisem podróży autora po krainie lodu i ognia. Ot zwyczajna podróż, delikatnie okraszona rozmowami z napotkanymi ludźmi. Czyta się to przyjemnie, jednak dla mnie - człowieka dogłębnie zakochanego w Islandii - to za mało. Jak na reportaż brakuje mi bardziej dogłębnego wejścia w temat kraju na północy. Większej ilości rozmów, większego pokazania przyrody, próby odpowiedzi na pytanie „jakim krajem jest Islandia?”.
Może to być ciekawa lektura dla kogoś, kto jeszcze na wyspie nie był lub kto jeszcze o niej nie czytał - jako wprowadzenie do tematu.
6/10
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSam pomysł podróży śladami Daniela Vettera, który w XVII wieku odwiedził Islandię i napisał z tego wydarzenia relację był naprawdę świetny. Wykonanie pewnie też. Gorzej z jego opowiedzeniem. W skrócie mówiąc książka Piotra Milewskiego jest swobodnym zapisem podróży autora po krainie lodu i ognia. Ot zwyczajna podróż, delikatnie okraszona rozmowami z napotkanymi...
Książka opisuje podróż autora po Islandii, inspiracją do niej była pozycja Daniela Vettera "Islandya". Można powiedzieć, że Pan Milewski podążał jego śladami.
Przy każdym etapie podroży, znajdziemy zarówno opis miejsc, przeżyć autora oraz opis spotkań z ludźmi, których napotyka na swojej drodze. Dużym plusem są dodatki takie jak autentyczne fotografie, które przedstawiają opisywane miejsca.
Pozycja przeczytana w ramach wrześniowego wyzwania "Przeczytam książkę, której akcja rozgrywa się na łonie przyrody". Chociaż trudno mówić tu o akcji, czy fabule. Miłośnikom przyrody, krajów skandynawskich czy też samej Islandii powinno się spodobać.
Książka opisuje podróż autora po Islandii, inspiracją do niej była pozycja Daniela Vettera "Islandya". Można powiedzieć, że Pan Milewski podążał jego śladami.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzy każdym etapie podroży, znajdziemy zarówno opis miejsc, przeżyć autora oraz opis spotkań z ludźmi, których napotyka na swojej drodze. Dużym plusem są dodatki takie jak autentyczne fotografie, które przedstawiają...
Pomysł podążania śladami żyjącego w XVIIw. Daniela Vettera bardzo mi się spodobał. Chętnie więc sięgnęłam po tę książkę, zwłaszcza, że literatura podróżnicza zalicza się do jednej z moich ulubionych. Jednak przeżyłam spore rozczarowanie.
Nie znalazłam wciągających historii, opisów jakże innej od naszej przyrody i klimatu, ciekawostek, które są ważnym elementem, gdy opowiadamy o innym miejscu świata.
Lektura bardzo mi się dłużyła, a szkoda, bo Islandia to przecież bardzo ciekawa wyspa!
Pomysł podążania śladami żyjącego w XVIIw. Daniela Vettera bardzo mi się spodobał. Chętnie więc sięgnęłam po tę książkę, zwłaszcza, że literatura podróżnicza zalicza się do jednej z moich ulubionych. Jednak przeżyłam spore rozczarowanie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie znalazłam wciągających historii, opisów jakże innej od naszej przyrody i klimatu, ciekawostek, które są ważnym elementem, gdy...
Relacja z podróży autora śladami Daniela Vettera, brata czeskiego z Moraw mieszkającego później w Lesznie, odbytej roku 1613. Każdy rozdział otwiera cytat (albo cytata jak dawniej mawiano) siedemnastowiecznego pisarza i podróżnika, przedstawionego na wstępie książki.
W praktyce trudno zaklasyfikować książkę. Z jednej strony posiada elementy reportażu, z drugiej przekazuje miejscami dość dokładne informacje o kraju, poszczególnych miejscach czy wydarzeniach z historii. Ale tak naprawdę są to w największym stopniu wspomnienia autora z tej podróży.
Piotr Milewski porusza się po wyspie autostopem lub na piechotę. Każdy kierowca, który go podwozi doczekał się szczegółowego opisu zarówno własnego, jak i treści rozmowy. Niektóre z nich są związane z Islandią, inne niekoniecznie. Przeplata je komentarz odautorski, dotyczący zarówno opisu przyrody, historii miejsca, ale także – niestety bardzo często - wrażeń autora, czasami z innych podróży, czyli nie na temat.
Taka konstrukcja jest największą wadą książki. Jest w niej za mało Islandii, a za dużo Piotra Milewskiego oraz tych historii i wypowiedzi jego rozmówców, które nie są związane z wyspą ognia i lodu. W szczególności przegląd samopoczucia autora po kolejnych noclegach nic nie wnosi. Ale to już taka polska specyfika polskich reportażystów – nadmiar informacji o podmiocie opisującym kosztem przedmiotu opisywanego.
Plusy to przede wszystkim przytaczane historie o poszczególnych miejscach i wydarzeniach oraz informacje o ich dniu dzisiejszym. Niektóre są bardzo ciekawe jak np. historia o najeździe piratów … berberyjskich czy o mistrzostwach w piłce błotnej czy też o wojnach dorszowych z Wielką Brytanią oraz o połowach wielorybów.
W efekcie jest to w zbyt dużym stopniu książka o najzimniejszym lecie, a w zbyt małym o Islandii.
Przeczytane w ramach lipcowego wyzwania – lato.
Relacja z podróży autora śladami Daniela Vettera, brata czeskiego z Moraw mieszkającego później w Lesznie, odbytej roku 1613. Każdy rozdział otwiera cytat (albo cytata jak dawniej mawiano) siedemnastowiecznego pisarza i podróżnika, przedstawionego na wstępie książki.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW praktyce trudno zaklasyfikować książkę. Z jednej strony posiada elementy reportażu, z drugiej przekazuje...
Opowieść o tym jak mała 56-stronicowa publikacja z 1638 roku przywiodła podróżnika i bywalca miejsc wielu, m.in. autora znanych książek o Japonii i relacji z podróży Koleją Transyberyjską, Piotra Milewskiego na wyspę ognia i lodu. Jest to opowieść na wskroś osobista, w której niezwykle piękny acz wymagający krajobraz wulkanicznego kraju jest tak naprawdę lustrem samego podróżnika. W nim przyląda się swoim lękom, słabościom, odkrywa swoje mocne strony, bogactwo własnych przeżyć lub też po prostu prozaiczność życia... i dzięki temu wszystkiemu uczy się pokory.
Owszem, dowiadujemy się wiele o licznych miejscach, ludziach i zwierzętach je zamieszkujących. Poznajemy historie niektórych wsi, czy miast a nawet formowania się samego islandzkiego lądu. Ale najważniejsza i najbardziej dominująca jest wspomniana strona autorefleksyjna. Tego przecież oczekujemy od wykonawcy głównej roli. To przez pryzmat jego doświadczeń, uczuć i myśli jest nam dane zbliżyć się, choćby tylko wewnętrznie, do przedmiotu opisu.
Śmiech i politowanie wzbudzają we mnie komentarze do książki, w których dominuje zawód. Niezaspokojenie pragnienia otrzymania garści wskazówek praktycznych dla własnych przyszłych podróży, czy raczej wakacyjnych wycieczek. Litetatura podróżnicza to nie przewodniki Pascala...
Polecam wszystkim, którzy cenią sobie perspektywę indywidualną, subiektywizm i wymiar ludzki, tak podróżowania jak i życia w ogóle.
P.S. Długo trzymałem tę książkę w swoich rękach. Nie dlatego, że była trudna w odbiorze ale ze względu na pewną własną przypadłość. W wielu momentach zatrzymywałem się, szukałem w sieci zdjęć opisywanych lub tylko wzmiankowanych miejsc, zamykałem oczy i... udawałem się w długą podróż.
Opowieść o tym jak mała 56-stronicowa publikacja z 1638 roku przywiodła podróżnika i bywalca miejsc wielu, m.in. autora znanych książek o Japonii i relacji z podróży Koleją Transyberyjską, Piotra Milewskiego na wyspę ognia i lodu. Jest to opowieść na wskroś osobista, w której niezwykle piękny acz wymagający krajobraz wulkanicznego kraju jest tak naprawdę lustrem samego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiotr Milewski zabiera nas w podróż po fascynującej Islandii, podążając śladami Daniela Vettera z 1613 roku. Autor omija większość znanych obiektów turystycznych wyspy, odwiedzając nieoczywiste wioski i miasteczka. Podróżując autostopem i nocując na campingach, walczy z nierozpieszczającą go islandzką aurą. Po drodze zawiera wiele interesujących znajomości.
Jedyne co mogę zarzucić tej książce to niewielka ilość zdjęć, ponadto znajdująca się na końcu. Chociaż w dobie internetu jest to niezbyt istotną wadą. Czytając szukałam fotografii każdego z odwiedzanych przez autora miejsc. Polecam osobom rzeczywiście zainteresowanych Islandią, natomiast nie polecam turystom chcącym po prostu "odhaczyć" podróż do tego kraju.
Piotr Milewski zabiera nas w podróż po fascynującej Islandii, podążając śladami Daniela Vettera z 1613 roku. Autor omija większość znanych obiektów turystycznych wyspy, odwiedzając nieoczywiste wioski i miasteczka. Podróżując autostopem i nocując na campingach, walczy z nierozpieszczającą go islandzką aurą. Po drodze zawiera wiele interesujących znajomości.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedyne co mogę...
Piotr Miliewski jest mi znany ze swych przygód, chęci poznawania nowego, nosi czasem człowieka, a my lubiący czytać tego typu historię sięgamy po kolejne nawet jeśli wcześniej ich Autor nie przekonał nas do swego sposobu opisywania odwiedzanych miejsc.
Zrobił sobie Autor odskocznie od kultury azjatyckiej, chciał - jak zdobywcy sprzed setek lat - doznać niezwykłości kraju o którym niewiele się mówi, ale przy tym nie wysilił się zbytnio. Za przyczynek do całej eskapady posłużyła mu lektura Daniela Vettera, który w 1613r. odbył podróż na wyspę "Islandia albo Krótkie opisywanie wyspy Islandyji". Milewski zachęcony historią Morawianina zapragnął odwiedzić tak ciekawie przedstawiany region. I tak Milewski wprowadza nas w każdy nowy rozdział słowami zaczerpniętymi z książki Vettera. Przyznam, zabieg ciekawy i jak najbardziej broni się w tej publikacji. Co prawda w XVII wieku nie było na Wyspie dróg, a dziś możemy wędrować wygodnie również tymi asfaltowymi.
Podejrzewam, że nie odpowiada mi poziom wrażliwości Milewskiego, bo zarówno gdy czytam o Japonii, jak i tutaj o Islandii to czuję chłód. Chłód, który współbrzmi z monotonią opisu, ciągnącymi się stronami mało atrakcyjnymi spostrzeżeniami, jeśli już Autorowi chce się dobrym okiem spojrzeć na wulkaniczne przestrzenie, na tę letnią, a jednak szarą atmosferę, która w takie deszczowe dni jeszcze bardziej nasila odczucie melancholii.
(...)
Milewski opisał Islandię tak, jakby na wyjeździe nie drgnęło mu nawet serce, ani krajobraz niczym nie oczarował, bo to szaro, mokro i nijako, ani szczególnych rozrywek kraj czy społeczeństwo nie dostarcza, a do tego pozamykane, to co dla strudzonego wędrowca dawałoby i schronienie pod dachem i ciepły posiłek.
Po co na Islandię? Dopowiem sobie sama, bo chciałabym choć na krótko wylądować na Wyspie, która daje odosobnienie, a nie pozbawia wizualnych przyjemności, szerokiego horyzontu bez konieczności wychylania się zza cudzych głów. Pojechać tam i napawać się niecodziennym klimatem nieco zaoranym przez wulkaniczne tereny, gdzie oczu zielenią nacieszysz w wybranych punktach, a zmrozić może w każdym momencie chłodno-wilgotny powiew, szarość nieba i nagle pojawiająca się mgła. Ale to przecież inaczej niż u nas w Polsce, więc jest oderwanie od monotonii pór roku i dłuższego dnia częściej pogodnego niż pochmurnego. A przy okazji na Wyspie można osobiście i z bliska podziwiać wulkany, lodowce, gejzery i wodospady, odmienną od naszej strukturę lądu, rozległe doliny.
Zdjęcia prezentują lepsze kadry jak opisy Milewskiego. Niesamowitości! Widok koni i dolin oszałamiający. Księżycowy krajobraz, zaciszne miejsca z gorącymi źródłami, kaniony i szlaki z wodospadami, fiordy, porty rybackie we mgle.
Całość: https://nakanapie.pl/recenzje/wyspa-krolowa-polnocy-islandia-albo-najzimniejsze-lato-od-piecdziesieciu-lat
Piotr Miliewski jest mi znany ze swych przygód, chęci poznawania nowego, nosi czasem człowieka, a my lubiący czytać tego typu historię sięgamy po kolejne nawet jeśli wcześniej ich Autor nie przekonał nas do swego sposobu opisywania odwiedzanych miejsc.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZrobił sobie Autor odskocznie od kultury azjatyckiej, chciał - jak zdobywcy sprzed setek lat - doznać niezwykłości kraju o...
Nie przemówiła do mnie ta pozycja. Duży minus za wprowadzający w błąd tytuł, powinien raczej brzmieć "Moja podróż śladami Daniela Vettera" a Islandia mogłaby się pojawić w podtytule.
Nie przemówiła do mnie ta pozycja. Duży minus za wprowadzający w błąd tytuł, powinien raczej brzmieć "Moja podróż śladami Daniela Vettera" a Islandia mogłaby się pojawić w podtytule.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiestety, książka równie szara jak pogoda na Islandii. Mało wątków, które mnie zaciekawiły i zapadną w mojej pamięci na dłużej. Mało przyciągających uwagę wątków. Większość rozmów z napotykanymi tubylcami to typowe narzekania sąsiada zza płotu.
Niestety, książka równie szara jak pogoda na Islandii. Mało wątków, które mnie zaciekawiły i zapadną w mojej pamięci na dłużej. Mało przyciągających uwagę wątków. Większość rozmów z napotykanymi tubylcami to typowe narzekania sąsiada zza płotu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo ciekawy reportaż o wyspie, o której tak mało do tej pory wiedziałam.
Czytając tę książkę, czułam się tak, jakbym podróżowała razem z autorem... Jakbym razem z nim odwiedzała kolejne punkty na mapie, przysłuchiwała się rozmowom z napotykanymi ludźmi, zarówno miejscowymi, jak i z turystami z różnych zakątków świata... Jakbym razem z nim łapała stopa 😉
Przeczytałam jednym tchem i mam ochotę na więcej 👍
Wulkany, fiordy, farmy, piękna przyroda, niesamowita przygoda, mało ludzi, przestrzeń, surowy klimat... Byłam, widziałam... Polecam!
Bardzo ciekawy reportaż o wyspie, o której tak mało do tej pory wiedziałam.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytając tę książkę, czułam się tak, jakbym podróżowała razem z autorem... Jakbym razem z nim odwiedzała kolejne punkty na mapie, przysłuchiwała się rozmowom z napotykanymi ludźmi, zarówno miejscowymi, jak i z turystami z różnych zakątków świata... Jakbym razem z nim łapała stopa 😉
Przeczytałam...