Mavia2033 
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 4 książki, ostatnio widziana 1 godzinę temu
Teraz czytam
  • Małe życie
    Małe życie
    Autor:
    Poruszający obraz dojrzewania, sukcesu, traumy i przyjaźni. Najgłośniejsza amerykańska powieść 2015 roku, która wzbudziła falę zachwytu, a zarazem gorącą dyskusję wśród krytyków i czytelników. Po...
    czytelników: 20199 | opinie: 1281 | ocena: 7,88 (6953 głosy) | inne wydania: 3
  • Spowiedź
    Spowiedź
    Autor:
    Dzieje rodziny żydowskiej podczas okupacji hitlerowskiej w Polsce. Wspomnienia Calka Perechodnika spisane w 1943 roku, wówczas policjanta żydowskiego w getcie otwockim. To przejmujący opis likwidacji...
    czytelników: 397 | opinie: 20 | ocena: 8,24 (118 głosów) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-18 21:49:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Ta książka to krzyk. Krzyk do mężczyzn, w tym tych w sutannach, czyli kleru. Kobiety wyzwoliły się już spod męskiej dominacji, choć nie zawsze pokonałyśmy bariery czyli mechanizmy zabezpieczenia w postaci prawa, zwyczajów, mentalności. Kościół katolicki pozostał w głębokim średniowieczu, jeśli chodzi o te najwierniejsze, najcichsze, najbardziej oddane kobiety. To zakonnice, konkretnie -... Ta książka to krzyk. Krzyk do mężczyzn, w tym tych w sutannach, czyli kleru. Kobiety wyzwoliły się już spod męskiej dominacji, choć nie zawsze pokonałyśmy bariery czyli mechanizmy zabezpieczenia w postaci prawa, zwyczajów, mentalności. Kościół katolicki pozostał w głębokim średniowieczu, jeśli chodzi o te najwierniejsze, najcichsze, najbardziej oddane kobiety. To zakonnice, konkretnie - polskie zakonnice.
Autorka pokazuje dobitnie, ze zakonnice w innych krajach są inne - chcialoby się rzec wyzwolone. Nasze są nadal tłamszone, cała ta tzw. formacja to ordynarne i nawet niespecjalnie udawane pranie mózgu. temu służą reguły, kolejne pietra do pokonania, by stać się profeską, siostrą po wieczystych ślubach. Nawet męskie klasztory w Polsce są nowoczesne(na ile można mówić o nowoczesności w kościele katolickim).
One, nawet, ja podejmą niezmiernie trudną decyzje o opuszczeniu klasztoru - pozostają nierzadko do końca życia w poczuciu winy i boją się o tym rozmawiać. Są też głęboko rozczarowane, bo tak to już jest, ze kobiety idą do zakonu z pobudek emocjonalnych, bardziej wierzą w swoje "powołanie", niż mężczyźni. Ba, one nawet nie rozmawiają same ze sobą. Byli księża mają swoje stowarzyszenie, kobiety nie.
Autorka rozmawiała z dwudziestoma byłymi zakonnicami o różnym stażu. To,co się wyłania z tych rozmów jest przerażające. Jakaż bezduszność, pruderia, bezwzględność w wymuszaniu posłuszeństwa(to najważniejsza cecha. Kobiety traktowane są przez inne kobiety chyba gorzej od zwierząt, jako istoty nic nie warte, niemające własnego rozumu, potrzeb i problemów. Nie mogą się uczyć, rozwijać... Po co im to? Do garów i kurników szkoła nie jest potrzebna. Podejrzenie o chorobę umysłową lub nerwową rzuca się łatwo na te niepokorne i wydala z klasztoru. Bo po co kłopot?
Warto przeczytać...

pokaż więcej

 
2018-10-17 19:07:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Lepiej mi się czytało, niż "Dziewczynę z pociągu". Autorka zastosowała ten sam pomysł na opowiadanie, ale tu się jakoś lepiej sprawdził. Co prawda, poszczególne rozdziały i rozdzialiki są czasem pisane w pierwszej osobie (czyli bohater mówi o sobie, widzimy wydarzenia jego oczami) a czasem jest zwyczajny, normalny narrator wszystko wiedzący. Może dogłębna analiza tekstu znalazłaby jakąś... Lepiej mi się czytało, niż "Dziewczynę z pociągu". Autorka zastosowała ten sam pomysł na opowiadanie, ale tu się jakoś lepiej sprawdził. Co prawda, poszczególne rozdziały i rozdzialiki są czasem pisane w pierwszej osobie (czyli bohater mówi o sobie, widzimy wydarzenia jego oczami) a czasem jest zwyczajny, normalny narrator wszystko wiedzący. Może dogłębna analiza tekstu znalazłaby jakąś zasadę, mnie się nie chce.
Do połowy, a nawet dalej wszystko jest porządnie zagmatwane, tropy "kto zabił" prowadzą do różnych osób i wszystkie są wiarygodne. Ciekawie jest. Do tego umiejętnie roztoczona aura przeklętego Topieliska, obecność wirusa samobójstw przez utopienie się... Czułam się chwilami nieswojo, a jeszcze trzeba mieć świadomość, ze w takim miasteczku wszyscy się znają i wszyscy prawie wszystko wiedzą. Stąd nikt nie wyjeżdża, mieszkańcy po ukończeniu edukacji zostają. Nie poprawia to klimatu, raczej go zagęszcza... No, i cudne zaskoczenie na koniec.
Dobra zabawa.

pokaż więcej

 
2018-10-15 20:19:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Ten romans, powstały w 1889 roku długo miał dla mnie smak zakazanego owocu. W latach 60-70 ub.w. zaczytywała się nim moja mama i jej koleżanki. Pamiętam wymięty egzemplarz bez przedniej okładki. Ale kiedy chciałam przeczytać i ja - słyszałam, że to nie dla mnie, muszę podrosnąć... A teraz głowię się, dlaczego, bo jedyna ostrzejsza scena - randka zakochanych w altanie jest napisana tak, że... Ten romans, powstały w 1889 roku długo miał dla mnie smak zakazanego owocu. W latach 60-70 ub.w. zaczytywała się nim moja mama i jej koleżanki. Pamiętam wymięty egzemplarz bez przedniej okładki. Ale kiedy chciałam przeczytać i ja - słyszałam, że to nie dla mnie, muszę podrosnąć... A teraz głowię się, dlaczego, bo jedyna ostrzejsza scena - randka zakochanych w altanie jest napisana tak, że nijak nie dojdziesz - całowali się czy poprzestali na ściskaniu dłoni... Powieść musiała jednak zauroczyć i innych, skoro w 1987 roku została zekranizowana.
To romans klasyczny, a za tło rodzajowe i historyczne ma życie ziemiaństwa w Wielkopolsce w końcu XIX w. jak wiemy, Wielkopolska opierała się germanizacji na swój sposób - niby bez oporu, ale skutecznie. Toteż miłość Polki i Niemca (Szwaba, Prusaka) nie wchodziła w grę. Choćby nawet ten Niemiec okazał się w połowie Polakiem. Ale, jak to w tego rodzaju utworach - wszystko się kończy, jak należy.
To nie jest czytywana przeze mnie autorka, więc nie wiem, jak budowała inne, liczne swoje powieści. Tu postacie są narysowane grubą, wyrazistą krechą. Zero subtelności. A już postać ciotki Tekli i dumnej Jadzi wyszła spod siekierki niemal. Aż dziw bierze, że Wentzel jakoś się z nimi dogadał. Jest też jeden poważny błąd. Nie wiadomo, jak i dlaczego dumna Polka, co to nawet na bale nie chadzała i o honor panieński z zacięciem dbała znalazła się ok. drugiej w nocy na bocznej, ciemnej uliczce Berlina! Chyba tylko po to, by mógł ją spotkać Wentzel...

pokaż więcej

 
2018-10-12 19:46:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Z bohaterem książki, Holdenem Caulfieldem spędzamy zaledwie trzy dni i dwie noce. Osiemnastolatek opowiada nam (a może to opowieść z kanapki psychoanalityka?) o swoim buncie-nie-buncie, wyrzuceniu ze szkoły. Ale przede wszystkim o tym, co go wkurza. A wkurza go wszystko. Dosłownie wszystko jest wszawe, do niczego, parszywe. Może poza małą Phoebe…
Ta niepozorna książeczka wydana po raz...
Z bohaterem książki, Holdenem Caulfieldem spędzamy zaledwie trzy dni i dwie noce. Osiemnastolatek opowiada nam (a może to opowieść z kanapki psychoanalityka?) o swoim buncie-nie-buncie, wyrzuceniu ze szkoły. Ale przede wszystkim o tym, co go wkurza. A wkurza go wszystko. Dosłownie wszystko jest wszawe, do niczego, parszywe. Może poza małą Phoebe…
Ta niepozorna książeczka wydana po raz pierwszy w 1951 roku od początku budziła kontrowersje. Bo kto to wtedy przypuszczał, że osiemnastolatek może uprawiać seks? Ba – myśleć o seksie… Albo może używać plugawego języka.. Dziś to normalka, mało kogo dziwi. A książka nie ma klauzuli, że dla dorosłych, chyba nawet jest w lekturze. To polskie wydanie, które czytałam jest już osiemnaste! Na świecie wydano i sprzedano ok.65 milionów egzemplarzy!
Czytałam tę powieść, kiedy sama miałam niewiele więcej lub nawet tyle lat, co Holden. Rozumiałam go. Też mnie wszystko wkurzało. To taki wiek i taka choroba, z której się potem wyrasta. Teraz, rzecz jasna – mam do niej zupełnie inny stosunek. Na szczęście, wciąż pamiętam swoje młodzieńcze bunty. I chłopak mnie nie wkurza, rozumiem go. Świat widział, jak łan zboża, równe, jeden w jeden, wyprostowane na baczność kłosy. Przerażało go bycie jednym z nich… Poza tym był wrażliwy, wzruszał się często i wtedy „poryczałem się”. Nie chciał zmieniać tego okropnego, „wszawego” świata. Chciał od niego uciec. No, i uciekł, na dwie noce.
Kto zapomniał szczenięce bunty, choćby tylko myślenie o tym, by się nie dać mieszczańskiemu życiu, blichtrowi i stereotypom – nie ma co się za książkę brać. Kto pamięta – będzie ją czytał z, niestety – trochę pobłażliwym uśmiechem, ale może i ze wzruszeniem…

pokaż więcej

 
2018-10-11 18:47:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Książki, jak ludzie - też się starzeją. Ta zestarzała się okrutnie i to co najmniej dwukrotnie. Ten horror napisał Władysław Reymont. Tak, ten od "Chłopów" i "Ziemi obiecanej", nasz noblista. Powieść powstała w 1911 roku. Nigdy o niej nie słyszałam, a z racji wykształcenia może powinnam?
Wydana w 1985 roku chyba też nie wzbudziła szczególnego zainteresowania. Ja ją wygrzebałam w koszu ...
Książki, jak ludzie - też się starzeją. Ta zestarzała się okrutnie i to co najmniej dwukrotnie. Ten horror napisał Władysław Reymont. Tak, ten od "Chłopów" i "Ziemi obiecanej", nasz noblista. Powieść powstała w 1911 roku. Nigdy o niej nie słyszałam, a z racji wykształcenia może powinnam?
Wydana w 1985 roku chyba też nie wzbudziła szczególnego zainteresowania. Ja ją wygrzebałam w koszu podczas akcji Book Crossing. Wzięłam ze względu na nazwisko i nieznajomość jej istnienia.
Przyznam uczciwie - nie doczytałam nawet do połowy tych trzystu stron. No, nie da się. Język, wiadomo, trochę archaiczny. Byłby do zniesienia, gdyby nie rozwlekły styl narracji. Zupełnie nie wiedziałam, o co chodzi, nie zdołałam się w ogóle zainteresować...
Dałam dwie gwiazdki, trochę z punktu widzenia dzisiejszego ewentualnego czytelnika. Dla badaczy twórczości pisarza może ta powieść znaczy inaczej.

pokaż więcej

 
2018-10-11 18:47:41
Dodała do serwisu książkę: Wampir
 
2018-10-08 21:31:26
Ma nowego znajomego: Maciek
 
2018-10-08 21:15:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

To dziwna książka. Powstała chyba po to, by być, by zaświadczać o istnieniu wspaniałej zresztą pianistki Lidii Grychtołówny. Tekst opracował zmarły w 2016 roku mąż artystki, Janusz Ekiert, a wydano ją w roku jej 85. urodzin.
Podtytuł książki to "kartki z pamiętnika". No, powiedzmy. Początek jest nudny okropnie. To wyliczanie miejsc koncertów, opisy różnych zagadnień z życiem estradowym...
To dziwna książka. Powstała chyba po to, by być, by zaświadczać o istnieniu wspaniałej zresztą pianistki Lidii Grychtołówny. Tekst opracował zmarły w 2016 roku mąż artystki, Janusz Ekiert, a wydano ją w roku jej 85. urodzin.
Podtytuł książki to "kartki z pamiętnika". No, powiedzmy. Początek jest nudny okropnie. To wyliczanie miejsc koncertów, opisy różnych zagadnień z życiem estradowym związane, ale wyłącznie z punktu widzenia autorki, która nie zapomina podkreślać swojej wspaniałej kariery, słuchu absolutnego, itp. Ciekawsza jest część opowiadająca o uczeniu adeptów sztuki pianistycznej w Moguncji - to prawie interesujące uwagi, choć , jak wcześniej brak jakiejś syntezy. To tylko jednostkowe opowiastki. Potem autorka prześlizguje się przez wojenną, trudną historię rodziny w czasie wojny (urodziła się w 1928 roku). Ostatnia, wcale obszerna część to wspomnienia z podróży - nie tych muzycznych, lecz urlopowych. I tu mamy opisy wywczasów w Dalmacji, na Dominikanie, w Grecji i Hiszpanii. Państwo Ekiertowie jeździli dużo, potrafili znaleźć ciekawe miejsca i je smakować. To trzeba przyznać. Z opowiadaniem o tym już gorzej. Książkę kończy kilka listów gratulacyjnych z okazji 80. urodzin oraz repertuar, jaki pani Grychtołówna miała w palcach. Bo, oczywiście, dziś już nie koncertuje.
Wszystko to pod tytułem "W metropoliach świata". Może znajdzie się autor, który napisze porządną biografię artystki, bo należy jej się to, jak mało komu.

pokaż więcej

 
2018-09-17 22:34:02
Ma nowego znajomego: Happy Reader
 
2018-09-15 14:20:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Powieść kupiłam w wakacyjnym namiocie w niebieskie paski, czyli na kiermaszu taniej książki. Przyciągnął mnie tytuł, bowiem od czasu pobytu w Stambule przyciąga mnie wszystko, co dotyczy tego fascynującego i pięknego miasta.
Muszę przyznać, że autorka mnie mile zaskoczyła. To romans, ale ubrany w solidnie skrojoną szatę historyczną, a postacie są przemyślane i zaskakują nie tylko płomiennością...
Powieść kupiłam w wakacyjnym namiocie w niebieskie paski, czyli na kiermaszu taniej książki. Przyciągnął mnie tytuł, bowiem od czasu pobytu w Stambule przyciąga mnie wszystko, co dotyczy tego fascynującego i pięknego miasta.
Muszę przyznać, że autorka mnie mile zaskoczyła. To romans, ale ubrany w solidnie skrojoną szatę historyczną, a postacie są przemyślane i zaskakują nie tylko płomiennością uczuć. Kiedy ja byłam w Stambule – aby zyskać przychylność Turków wystarczyło podnieść w górę kciuk i powiedzieć: Atataurk OK. Dziś ten kraj zaczyna wyglądać nieco inaczej. Kto wie, czy historia, na tle której toczy się romans Leyli i Hansa się nie powtórzy. Na razie wszystko, co wywalczył Ataturk, czyli Mustafa Kemal się cofa.
Książka może zachęcić zainteresowanych do sięgnięcia po stricte historyczne prace na temat rewolucji w Turcji, tej, która zaczęła się w 1918 roku i kiedy zniknęło państwo osmańskie ze wszystkimi zwyczajami, władzą, wystawnym życiem elit oraz bogaczy zaś zmieniło biedaków i niżej urodzonych. Znakomitym przykładem jest scenka, w której syn prosi matkę, by oszczędzała trochę w tych trudnych czasach i na obiad przyrządzała mniejszą liczbę potraw. Na co ta odpowiada: Jak mam zmniejszyć, kiedy nigdy nie wiem, na co będę miała ostatecznie ochotę?
Znam historię tych czasów trochę, ale dopiero ta powieść uświadomiła mi, że wcale nie było tak prosto i słodko. Nie wspominając nawet Kurdów i tak wynika z niej, że było krwawo, panował chaos i trzeba było szybko orientować się w sytuacji, by uratować nie tylko dobra, ale i życie. Leyla, która za czasów osmańskich nie miała nawet nazwiska(!), choć mogła zarządzać majątkiem wniesionym do małżeństwa dokonała wyboru. Ciekawe, co by powiedziała teraz?
Powieść czyta się znakomicie, trzyma w napięciu oboma wątkami – miłosnym i historycznym. Niestety, mam żal do autorki za zakończenie, nieznośnie poprawne, może nie tyle polityczni, co obyczajowo. Szkoda dzielnej, odważnej, niezależnej Leyli...

pokaż więcej

 
2018-08-19 19:16:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Zanęcona przez przyjaciółkę oraz chyba zarażona siedmioma tomami "Kroniki rodziny Cliftonów" sięgnęłam po "Synów fortuny", książkę, którą - jak stoi napisane na okładce - autor dokończył w więzieniu.Wyszedł niedawno, może kilkanaście dni temu, odsiadując tylko dwa lata z zasądzonych czterech. Wyrok dostał za to, co tak znakomicie opisuje w swoich książkach - krzywoprzysięstwo, kombinowanie i... Zanęcona przez przyjaciółkę oraz chyba zarażona siedmioma tomami "Kroniki rodziny Cliftonów" sięgnęłam po "Synów fortuny", książkę, którą - jak stoi napisane na okładce - autor dokończył w więzieniu.Wyszedł niedawno, może kilkanaście dni temu, odsiadując tylko dwa lata z zasądzonych czterech. Wyrok dostał za to, co tak znakomicie opisuje w swoich książkach - krzywoprzysięstwo, kombinowanie i preparowanie dowodów po to, by wygrać wybory na burmistrza Londynu.
Swoje rzewne historie o bohaterach, którzy od zera dochodzą do milionera albo senatora opiera w sporej mierze na własnych przeżyciach. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że powtarza w kółko te same chwyty i schematy oraz typy postaci.
W tej książce również jest zła, przebiegła kobieta, mściwy kolega ze szkoły, ubodzy geniusze czy czyste dziewice wybrane na żony i bezgraniczna małżeńska miłość od pierwszego wejrzenia. Jego bohaterowie inaczej się nie zakochują.
Przyznam ze wstydem, że ostatnie 100 stron przeleciałam. Nie dowiedziałam się, jaka jest tajemnica Su Ling, czekałam na spotkanie braci. Dziwne - tacy podobni a nikt nie zwrócił na to uwagi, choć krążyli w tej samej okolicy i mieli wspólnych znajomych... Oczywiście spotkanie było w okolicznościach tak patetycznych, że z ulgą zamknęłam książkę z solenną obietnicą, by nigdy do Archera nie wracać. Już wszystko wiem o machlojkach wyborczych, machinacjach bankowych i rynku walutowym.
Czyta się to nawet nieźle, bo Archer ma łatwość opowiadania, to prawda. Ale lepiej pozostać czytelnikiem jednej powieści. Każda następna to po prostu czytadło, pusta rozrywka złożona z takich samych klocków.

pokaż więcej

 
2018-08-19 19:15:56
Ma nowego znajomego: Pietruszek145678
 
2018-08-16 17:11:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

W ostatnich latach często powstają książki pisane w pierwszej osobie, a fabuła opowiedziana jest z punktu widzenia jednego uczestnika tych zdarzeń. Piętro wyżej są przeplatane opowieści dwóch, czasem trzech narratorów. Jakby autorzy nie potrafili albo bali się być narratorem wszystkowiedzącym czy ukrytym i rzecz całą pokazać nam z różnych stron, bezstronnie. I tu mamy do czynienia z... W ostatnich latach często powstają książki pisane w pierwszej osobie, a fabuła opowiedziana jest z punktu widzenia jednego uczestnika tych zdarzeń. Piętro wyżej są przeplatane opowieści dwóch, czasem trzech narratorów. Jakby autorzy nie potrafili albo bali się być narratorem wszystkowiedzącym czy ukrytym i rzecz całą pokazać nam z różnych stron, bezstronnie. I tu mamy do czynienia z narratorem-świadkiem, będącym jednocześnie osobą dramatu.
Czy to dodało książce emocji? Może trochę. Bo tytułowa dziewczyna z pociągu niepostrzeżenie staje się taką osoba, podczas, gdy dwie inne są nimi od początku. Nie wszystko bowiem da się zobaczyć z okien pociągu... Pewne zamieszanie budzi też retrospekcja, która pod koniec staje się wspomnieniami.
Troszkę to wszystko pogmatwane i kiedy już się wszystkie supełki i zagadki rozwiązują - trwają zbyt długo. Ale rzecz jest napisana niezłym językiem, postacie są wyraziste, sam pomysł intrygi kryminalnej ciekawy, choć nie odkrywczy. Mamy bowiem trzy kobiety, będące w istocie wersjami jednej osoby. Wybrały pozornie inne drogi, ale zmierzają nieuchronnie w tym samym kierunku. Sporo obserwacji współczesnego świata i rozdźwięku między chęcią bycia a posiadania. Także roli mężczyzny i kobiety w życiu.

pokaż więcej

 
2018-08-03 23:50:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Ufff! Skończyłam Kroni8ki Cliftonów, zamknęłam ostatni, VII tom. Połowa tego tomu to perypetie Virginii. Aż byłam zdziwiona, po co autor poświecił jej tyle miejsca. Chyba, żeby stworzyć tło dla wciąż szlachetnych Cliftonów i Barringtonów. Zdziwiła mnie też historia Freddiego, a zwłaszcza jego rodziców, prawdziwych rodziców.
W tym tomie, który obejmuje lata 1978-1992 jesteśmy świadkami...
Ufff! Skończyłam Kroni8ki Cliftonów, zamknęłam ostatni, VII tom. Połowa tego tomu to perypetie Virginii. Aż byłam zdziwiona, po co autor poświecił jej tyle miejsca. Chyba, żeby stworzyć tło dla wciąż szlachetnych Cliftonów i Barringtonów. Zdziwiła mnie też historia Freddiego, a zwłaszcza jego rodziców, prawdziwych rodziców.
W tym tomie, który obejmuje lata 1978-1992 jesteśmy świadkami zburzenia mury berlińskiego. Ale Archer, choć wcześniej wplatał wątki polskie, tu nie uczynił tego i gdyby jego powieść miała przetrwać pokolenia - przyszli czytelnicy nic nie zrozumieją z tego burzenia, które ot, tak Niemcy postanowili wykonać, by połączyć dwie części kraju.
Co wyniosłam z przeczytania całej serii? Na pewno trochę poznałam zasady funkcjonowania angielskiego parlamentu, bankowości oraz zasady panujące w tych bardzo ściśle powiązanych branżach. O tym trudnym i jednak dośc hermetycznym świadku Autor potrafił pisać jasno, niekiedy tylko nużąc, bo, co za dożo, to niezdrowo. Podtrzymuje zdanie, które wyraziłam po przeczytaniu I tomu - opowiadać to on umie!

pokaż więcej

 
2018-08-02 17:19:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Tom szósty Kronik Cliftonów obejmuje lata 1970-1978. Czegóż tu nie ma? Rozhulał się Archer!Przygoda goni przygodę, sensacja sensację. Jest Rosja, STASI w NRD, podwójni szpiedzy i jak zwykle, źle zakochany Giles. I jeszcze przeciwstawienie ułożonych, żyjących w zgodzie z dawno ukształtowanymi zasadami i ceremoniałami Anglików z równie bogatymi, lecz wyluzowanymi Amerykanami. Po której stronie... Tom szósty Kronik Cliftonów obejmuje lata 1970-1978. Czegóż tu nie ma? Rozhulał się Archer!Przygoda goni przygodę, sensacja sensację. Jest Rosja, STASI w NRD, podwójni szpiedzy i jak zwykle, źle zakochany Giles. I jeszcze przeciwstawienie ułożonych, żyjących w zgodzie z dawno ukształtowanymi zasadami i ceremoniałami Anglików z równie bogatymi, lecz wyluzowanymi Amerykanami. Po której stronie stoi sympatia autora, łatwo wyczuć. Na czoło czarnych charakterów wysuwa się Virginia Fenwick, bo świetlani członkowie rodzin Barringtonów i Cliftonów oraz ich przyjaciele nadal bez skazy. Tego, co szacowna lady wyrabia starczyłoby dla kilku postaci.Ciekawe, jak skończy...
Moją uwagę zwróciły ponadto dwie sprawy - wszyscy bezustannie do siebie dzwonią, poruszają się taksówkami albo lokalnymi pociągami, do samolotów międzykontynentalnych wsiadają, jak do tramwaju, kiedy jest potrzeba. Ale najważniejsza jest jednak postać Emmy, na której przykładzie autor pokazuje wyzwolenie się kobiet z dominacji męskiej. Także w Anglii. Przy czym to wciąż raczej tzw. wyższe sfery - finansowe i polityczne.Mamy też okazję poznać Margaret Thatcher i tajniki formowania rządu angielskiego.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
59 54 1493
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (31)

zgłoś błąd zgłoś błąd