Mavia2033 
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 4 książki, ostatnio widziana 5 godzin temu
Teraz czytam
  • Małe życie
    Małe życie
    Autor:
    Poruszający obraz dojrzewania, sukcesu, traumy i przyjaźni. Najgłośniejsza amerykańska powieść 2015 roku, która wzbudziła falę zachwytu, a zarazem gorącą dyskusję wśród krytyków i czytelników. Po...
    czytelników: 20298 | opinie: 1296 | ocena: 7,88 (7046 głosów) | inne wydania: 3
  • Spowiedź
    Spowiedź
    Autor:
    Dzieje rodziny żydowskiej podczas okupacji hitlerowskiej w Polsce. Wspomnienia Calka Perechodnika spisane w 1943 roku, wówczas policjanta żydowskiego w getcie otwockim. To przejmujący opis likwidacji...
    czytelników: 407 | opinie: 20 | ocena: 8,24 (122 głosy) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-13 20:49:42
Ma nowego znajomego: Kasia Aksamit
 
2018-12-13 20:49:09
Ma nowego znajomego: nulla
 
2018-12-12 17:47:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Autor napisał te książkę w 1986 roku, 40 lat po wydarzeniach, o których opowiada. Choć miał 9 lat, gdy wojna się zaczęła i piętnaście, gdy się skończyła - znakomicie zapamiętał wiele szczegółów. Myślę, że potem rozmawiał wiele z matką, może z siostrą Lalą, które ocalały wraz z nim.
Opowieść jest niesamowita. Żydowski, obrzezany, jak należy chłopiec przetrwał, bo udawał katolika. Zależnie od...
Autor napisał te książkę w 1986 roku, 40 lat po wydarzeniach, o których opowiada. Choć miał 9 lat, gdy wojna się zaczęła i piętnaście, gdy się skończyła - znakomicie zapamiętał wiele szczegółów. Myślę, że potem rozmawiał wiele z matką, może z siostrą Lalą, które ocalały wraz z nim.
Opowieść jest niesamowita. Żydowski, obrzezany, jak należy chłopiec przetrwał, bo udawał katolika. Zależnie od sytuacji brano go za Polaka lub ...Niemca. Szkoda, że trochę nieoczekiwanie zakończył opowieść na wiośnie 1945 roku, w trakcie wędrówki do ojczyzny, czyli Polski. W 1959 roku przecież wyjechał do USA(ale skąd?), tam został znanym lekarzem psychiatrą. Ciekawe, jak do tego doszło.I dlaczego. We wspomnieniach przytacza wiele przykładów polskiego antysemityzmu. Jakoś ocaleni Żydzi musieli sobie z tym radzić.
W czasie wojny Julek dorasta, także dojrzewa seksualnie. Stąd niesamowite opisy życia erotycznego w czasie wojny, w czym zresztą także brał nie zawsze chlubny udział.
Miał niezwykłe szczęście. Kto wierzy w przeznaczenie, może pomyśleć, że jemu nie dane było zginąć, to tak się stało. Ratował się wielokrotnie z okropnych opałów.Pomagała mu też młodość. Jego matka była cieniem samej siebie, także psychicznie.
Książka jest ładnie, ciekawie pisana, autor pisze tylko o tym, co sam przeżył. A przeżył sporo.Zmarł w USA, w 2014 roku. Jako dorosły zbierał porcelanowe figurki. W dzieciństwie nie miał żadnych zabawek, a co dopiero takie wymysły, jak figurka z porcelany...

pokaż więcej

 
2018-12-09 19:53:04
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

To autobiografia pisana bardzo ostrożnym piórem. Autorka, czyli Beata Tyszkiewicz wytłumaczyła się pod koniec, że napisała ją dla swoich córek, bo sama musiała się o swojej rodzinie dowiadywać z opracowań innych. Miała taką rodzinę, i takie były jej losy, że istotnie było trudno.
Czyta się lekko, czując tu i tam zatarte miejsca, ominięte pewne zdarzenia. Ale cóż - nie wszystko jest na...
To autobiografia pisana bardzo ostrożnym piórem. Autorka, czyli Beata Tyszkiewicz wytłumaczyła się pod koniec, że napisała ją dla swoich córek, bo sama musiała się o swojej rodzinie dowiadywać z opracowań innych. Miała taką rodzinę, i takie były jej losy, że istotnie było trudno.
Czyta się lekko, czując tu i tam zatarte miejsca, ominięte pewne zdarzenia. Ale cóż - nie wszystko jest na sprzedaż. Wydaje się, że dość szczerze pisze o rozstaniu z tymi mężczyznami, do których się przyznaje, przede wszystkim z oboma mężami. O innych jedynie napomyka, ale o żadnym nie mówi źle. W ogóle o nikim nie mówi źle. Nie pisze też, że jej, o takiej "szlachetnej" urodzie proponowano role wiejskich dziewuch, których nie przyjmowała, czując, że byłaby niewiarygodna. Dwa czy trzy razy wspomina, że nie weszła w świat aktorów, dlatego niewiele o nich wie. Spotykała się zaś z prawdziwym gigantami naszej kultury, głównie z pisarzami i to od dziecka. Podkreśla silę swojej matki, której naprawdę było trudno w powojennej Polsce, a która tak wspaniale dała sobie radę.
Trochę mnie drażnią określenia - matka mojej Matki, matka czy brat mojego Ojca(taka pisownia!). Nie ma tu dziadków, wujów ani ciotek. Ale widocznie tak było w tej rodzinie pokaleczonej wojną, powojennymi mezaliansami, wyrwanej ze swego świata. Jedni sobie radzili, inni nie.
Walorem są liczne fotografie samej aktorki i jej rodziny - głównie córek.
Myślę, że córki pani Beaty jednak więcej wiedzą o swoim pochodzeniu, niż mogłyby w książce przeczytać,na pociechę maja dokładnie rozpisane losy rodu od pierwszej połowy XV wieku. Drzewa genealogicznego już konkretnie swojej gałęzi rodu, które sama aktorka opracowała - nie zamieściła.
Książkę wydano w 2003 roku, a więc 15 lat temu. Resztę losów Beaty Tyszkiewicz musimy sobie dopowiedzieć sami. Teraz są tabloidy i plotkarskie portale. Nie ma problemu. A ona sama miała szczęście, że barwna młodość przeszła jej wtedy, gdy jedyne zdjęcia aktorek to były fotosy filmowe lub relacje z festiwali...

pokaż więcej

 
2018-12-07 22:30:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

To moje pierwsze spotkanie z legendarną Eleną Ferrante. A drugie, w krótkim czasie z rozliczaniem się dziecka po śmierci matki. Tyle, że ta powieść powstała w 1992 roku, a dopiero teraz pojawiła się na naszym rynku.
Tym razem ze zmarłą matką żegna się i rozlicza córka. Ściślej, jedna z córek.
Prawdę mówiąc, nie bardzo wiem, o czym jest ta powieść. O poczuciu winy za popełnioną w wieku...
To moje pierwsze spotkanie z legendarną Eleną Ferrante. A drugie, w krótkim czasie z rozliczaniem się dziecka po śmierci matki. Tyle, że ta powieść powstała w 1992 roku, a dopiero teraz pojawiła się na naszym rynku.
Tym razem ze zmarłą matką żegna się i rozlicza córka. Ściślej, jedna z córek.
Prawdę mówiąc, nie bardzo wiem, o czym jest ta powieść. O poczuciu winy za popełnioną w wieku dziecięcym niegodziwość, która podobno miała wpływ na życie matki? O niedocenionym przez ową matkę uwielbieniu? O zazdrości i pragnieniu, by być taką, jak ona?
Córka ma niby zlikwidować mieszkanie matki, a miota się, biega w deszcz po mieście, tropi ślady ostatnich lat i godzin jej życia. Jest tu szalony starzec i jego syn, coś za bardzo przypominający ojca-damskiego boksera. Jest stareńki wuj, wiecznie na wszystko krzyczący, bo inaczej nikt go nie słucha. I ojciec, nadal chętni używający pięści, jako argumentu w rozmowie. Nie ma żony, dobra i córka. A może one dwie mu się nałożyły?
Ostatecznie córka nie zdołała rozwikłać przyczyny śmierci matki. I choć chciała się od niej różnić - na koniec dokonuje zadziwiającego ją odkrycia. Może nareszcie się z matką pogodzi, dogada, czego nie potrafiła dokonać za jej życia.
Powieść dobrze się czyta, ale męczy. Męczy tymi ucieczkami w mokrych sukienkach i brudnych majtkach, nieznośnym rozedrganiem narratorki i zarazem bohaterki. A co miało być tajemnicą, i tak nią pozostało.

pokaż więcej

 
2018-12-05 19:56:07
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Książka ma aż czterech autorów, ale chyba byli zgodni w tworzeniu swego dzieła.
To powieść z tezą, dość czytelną w każdym opisywanym wydarzeniu. Koronne to miłość niemożliwa, trudna do spełnienia, choć i on i ona żyją obok siebie w niby-zgodzie dwóch narodów. A jednak są pewne granice...
Najciekawsza jest opowieść o owej dziwnej symbiozie Kaszubów i Prusaków oraz p0okazaniu, ze różne narody,...
Książka ma aż czterech autorów, ale chyba byli zgodni w tworzeniu swego dzieła.
To powieść z tezą, dość czytelną w każdym opisywanym wydarzeniu. Koronne to miłość niemożliwa, trudna do spełnienia, choć i on i ona żyją obok siebie w niby-zgodzie dwóch narodów. A jednak są pewne granice...
Najciekawsza jest opowieść o owej dziwnej symbiozie Kaszubów i Prusaków oraz p0okazaniu, ze różne narody, o różnych przekonaniach i religiach nawet mogą zgodnie żyć obok siebie. Jednak ci pierwsi są chłopami, rybakami i mogą być najwyżej kamerdynerami we dworze, a ci drudzy to "fony", właściciele majątków, hrabiowie itp. Dwa światy obok siebie żyją rzeczywiście zgodnie, ale trochę na warunkach tych lepiej urodzonych. Taka sytuacja już miała miejsce w naszej historii i skutki odczuwamy do dzisiaj. Kaszubów było jednak mniej, teraz jest jeszcze mniej, bo część została "wyeliminowana" w czasie II wojny światowej, część się rozjechała po Polsce i świecie. Po wojnie Polska też ich za bardzo nie pokochała, podejrzewając o sympatie proniemieckie.
Książka jest także swoistym hołdem oddanym przez autorów (z których jeden jest rodowitym Kaszubem) tym, którzy jednym tchem mówili: Jestem Kaszubem i Polakiem. I którzy walczyli o utrzymanie swojej polskości, a także o przyłączenie Kaszub do Polski w 1920 roku, co się połowicznie udało.
Napisana dobrym językiem. Akcja, mimo dużego obszaru czasowego toczy się wartko. Postacie są wyraziste, może trochę za bardzo ustawione od początku, właściwie nie zmieniające się, no, ale to służyło tezie.

pokaż więcej

 
2018-11-25 12:17:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Jest teraz taki... trend,nurt,odkryty temat... To np. film Janusza Kondratiuka o ostatniej prostej brata Andrzeja i opiece oraz próbie naprawy tego, co sobie bracia zepsuli. To także zapowiedziana właśnie książka Margarety Magnusson "Sztuka porządkowania życia po szwedzku" - czyli porządkowania rzeczy przed odejściem, by bliskim nie zostawiać tej roboty.
Książka Wichy tu pasuje jak ulał....
Jest teraz taki... trend,nurt,odkryty temat... To np. film Janusza Kondratiuka o ostatniej prostej brata Andrzeja i opiece oraz próbie naprawy tego, co sobie bracia zepsuli. To także zapowiedziana właśnie książka Margarety Magnusson "Sztuka porządkowania życia po szwedzku" - czyli porządkowania rzeczy przed odejściem, by bliskim nie zostawiać tej roboty.
Książka Wichy tu pasuje jak ulał. Przyznam, że nie spodobała mi się. Autor nie był chyba zbyt zżyty z matką, i teraz, po jej śmierci wyrzuca to wszystko, co w nim tkwiło przez całe lata, wszystkie szpile, przykrości, cały ten brak czułości i zrozumienia z jej strony. Nawet jej książek nie bierze do siebie, bo to nie jego świat. Powieść jest dla mnie jedynie szkicem, zbiorem takich niby-strzępków z pamięci. Niby - bo pamięta o wiele więcej przecież. Te strzępki kończą się potężnym emocjonalnie finałem - dużo dokładniej opisywanym odchodzeniem matki. No, i wykazem tych nieszczęsnych książek, choć omówił je kilka rozdziałów wcześniej.
Autor (czy narrator) prezentuje nam głównie swoje relacje z matką. Wyłania się z nich obraz osoby nie tyle szorstkiej, co apodyktycznej, sarkastycznej i złośliwej, wiecznie niezadowolonej. Sam autor pisze "była tak zwaną trudną osobą". Przyznaje, że mówiła co chciała, i wcale nie zawsze to była prawda. Teraz wyrzuca z siebie złości, żale, dziecięcy płacz i dorosłą irytację.
To przykra lektura, nie dałam rady przeczytać jednym ciągiem, choć książeczka cienka. Cóż, rodziców nie wybieramy. Ale jeśli jakiś rodzic weźmie jej przesłanie do siebie, to będzie jakiś pożytek.

pokaż więcej

 
2018-11-17 12:04:03
Ma nowego znajomego: EddieGrey
 
2018-11-15 18:20:12
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Dzisiaj taki związek nazywa się związkiem toksycznym. Bo to nie tylko Hanna uzależniła się od swego wybranka, ale i on wokół niej wciąż krąży, bo daje mu to, co lubi - uległość.
Zapowiada się, jak czysty romans. Ot, panienka z zapomnianego w rozległych kresach dworku zakochuje się w kawalerze przystojnym, niosącym powiew światów dalekich. Następne zdanie mogłoby brzmieć - ale on jej nie chce....
Dzisiaj taki związek nazywa się związkiem toksycznym. Bo to nie tylko Hanna uzależniła się od swego wybranka, ale i on wokół niej wciąż krąży, bo daje mu to, co lubi - uległość.
Zapowiada się, jak czysty romans. Ot, panienka z zapomnianego w rozległych kresach dworku zakochuje się w kawalerze przystojnym, niosącym powiew światów dalekich. Następne zdanie mogłoby brzmieć - ale on jej nie chce. Tylko, że on ją chce, lecz na swoich prawach. I ona, zaślepiona nie miłością, jak się okazuje, lecz pożądaniem godzi się na to. Niby z czasem przegląda na oczy, jednak wystarczy jego przysłowiowe kiwnięcie palcem i leci, jak ta ćma do światła. I już nie widzi spalonych trucheł wokół lampy...
Ciekawe jest tło tej powieści. Zaczyna się tuż przed wojną, w środowisku kresowej, zubożałej, lecz "wciąż szlachty". A kończy kilkanaście lat po wojnie, gdzieś na Mazurach. Jeśliby chcieć się dowiedzieć czegoś o wojnie - próżne oczekiwania. Bohaterów to nic nie obchodzi, póki mają co zjeść i jaki taki spokój. Zresztą, gotowi są na współpracę z każdym, kto im ów spokój i jedzenie zapewni. To dlatego szlachcianka pracuje po wojnie w ważnym urzędzie kontrolującym pracę teatrów.
Chyba autor nie polubił swoich bohaterów, przydając im jak najgorsze cechy - egoizm, obojętność na losy innych prowadzącą aż do okrucieństwa i podłości wobec osób najbliższych. I czytałoby się nieźle,gdyby nie narastająca irytacja i zdziwienie - ludzie, co wy ze swoim życiem robicie? Irytacja uzasadniona odkryciem bohaterki, że jednak przegrała swoje życie. I mimo to, nie odleciała spod lampy...

pokaż więcej

 
2018-11-06 20:15:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Przepis jest prosty: weź garść mroków średniowiecza,niecne sprawki nazistowskich Niemiec, bezwzględny światek współczesnego rynku sztuki. Do tego legendarny, bo zaginiony, schowany, ukradziony obraz znanego malarza, trochę legend i mitów z pogranicza fantazji i pobożnych życzeń. Okraś romansem - mezaliansem albo spodziewanym, ale zawsze po dziesiątkach stron pięknym.
I gotowe. Co wychodzi?...
Przepis jest prosty: weź garść mroków średniowiecza,niecne sprawki nazistowskich Niemiec, bezwzględny światek współczesnego rynku sztuki. Do tego legendarny, bo zaginiony, schowany, ukradziony obraz znanego malarza, trochę legend i mitów z pogranicza fantazji i pobożnych życzeń. Okraś romansem - mezaliansem albo spodziewanym, ale zawsze po dziesiątkach stron pięknym.
I gotowe. Co wychodzi? Ano, różnie. Carla Montero umie gotować smacznie, nie przesadzając s ze smakami. Toteż tę powieść czyta się dobrze i przyjemnie, jeśli tylko 5tego od lektury się oczekuje. Umie trzymać w napięciu, czasem zaskoczyć, mimo czytelnego schematu i znanych składników...
To powieść przygodowa, bliska takiemu samemu gatunkowi filmowemu, do czego zresztą sama autorka nawiązuje przezwiskiem jednego z bohaterów, nazywanego panem Jonesem. Tamten szukał arki, ten czegoś innego.
I tylko mnie jedno zastanawia, skoro poszukiwany przedmiot jest taki groźny, to dlaczego kolejni strażnicy po prostu go nie zniszczyli, tylko przenieśli w inne miejsce? I starannie ukryli... :)
No, i rażą mnie częste przekleństwa, a w zasadzie używanie jednego popularnego słowa na k... przy każdej okazji. W kilku przypadkach - może być, ale w innych niepotrzebnie.

pokaż więcej

 
2018-10-25 16:35:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Trudno, klasyk, a ja daje tylko tyle gwiazdek. Zmęczyła mnie ta spowiedź, to gadulstwo, w gruncie rzeczy puste. A może to tylko przykrywka dla pustki?Dla w gruncie rzeczy nieudanego życia? Z kart książki wyziera człek nieznośny w swej pysze, egotyk bawiący się swoją "dobrocią" wobec maluczkich. Ach, jak go zadowala przeprowadzenie przez jezdnię staruszki czy obrona biedaka pro publico bono.... Trudno, klasyk, a ja daje tylko tyle gwiazdek. Zmęczyła mnie ta spowiedź, to gadulstwo, w gruncie rzeczy puste. A może to tylko przykrywka dla pustki?Dla w gruncie rzeczy nieudanego życia? Z kart książki wyziera człek nieznośny w swej pysze, egotyk bawiący się swoją "dobrocią" wobec maluczkich. Ach, jak go zadowala przeprowadzenie przez jezdnię staruszki czy obrona biedaka pro publico bono. Coś w nim jednak się tli, jakiś ludzki e uczucia, bo po spotkaniu-niespotkaniu samobójczyni na moście jego stosunek do własnego, cudownego i szczęśliwego, poukładanego, jak zamek z klocków lego życia nagle się zmienia. Nie daje sobie rady. Tak, nie zawrócił, nie próbował pomóc tej kobiecie... Zwyczajnie - stchórzył.
Powieść jest zadziwiająca - może troszkę nuży w czytaniu tych rozwlekłych, buńczucznych wywodów, za to zostawia taki ślad, taki powidok, że trzeba o niej myśleć i myśleć.

pokaż więcej

 
2018-10-18 21:49:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Ta książka to krzyk. Krzyk do mężczyzn, w tym tych w sutannach, czyli kleru. Kobiety wyzwoliły się już spod męskiej dominacji, choć nie zawsze pokonałyśmy bariery czyli mechanizmy zabezpieczenia w postaci prawa, zwyczajów, mentalności. Kościół katolicki pozostał w głębokim średniowieczu, jeśli chodzi o te najwierniejsze, najcichsze, najbardziej oddane kobiety. To zakonnice, konkretnie -... Ta książka to krzyk. Krzyk do mężczyzn, w tym tych w sutannach, czyli kleru. Kobiety wyzwoliły się już spod męskiej dominacji, choć nie zawsze pokonałyśmy bariery czyli mechanizmy zabezpieczenia w postaci prawa, zwyczajów, mentalności. Kościół katolicki pozostał w głębokim średniowieczu, jeśli chodzi o te najwierniejsze, najcichsze, najbardziej oddane kobiety. To zakonnice, konkretnie - polskie zakonnice.
Autorka pokazuje dobitnie, ze zakonnice w innych krajach są inne - chcialoby się rzec wyzwolone. Nasze są nadal tłamszone, cała ta tzw. formacja to ordynarne i nawet niespecjalnie udawane pranie mózgu. temu służą reguły, kolejne pietra do pokonania, by stać się profeską, siostrą po wieczystych ślubach. Nawet męskie klasztory w Polsce są nowoczesne(na ile można mówić o nowoczesności w kościele katolickim).
One, nawet, ja podejmą niezmiernie trudną decyzje o opuszczeniu klasztoru - pozostają nierzadko do końca życia w poczuciu winy i boją się o tym rozmawiać. Są też głęboko rozczarowane, bo tak to już jest, ze kobiety idą do zakonu z pobudek emocjonalnych, bardziej wierzą w swoje "powołanie", niż mężczyźni. Ba, one nawet nie rozmawiają same ze sobą. Byli księża mają swoje stowarzyszenie, kobiety nie.
Autorka rozmawiała z dwudziestoma byłymi zakonnicami o różnym stażu. To,co się wyłania z tych rozmów jest przerażające. Jakaż bezduszność, pruderia, bezwzględność w wymuszaniu posłuszeństwa(to najważniejsza cecha. Kobiety traktowane są przez inne kobiety chyba gorzej od zwierząt, jako istoty nic nie warte, niemające własnego rozumu, potrzeb i problemów. Nie mogą się uczyć, rozwijać... Po co im to? Do garów i kurników szkoła nie jest potrzebna. Podejrzenie o chorobę umysłową lub nerwową rzuca się łatwo na te niepokorne i wydala z klasztoru. Bo po co kłopot?
Warto przeczytać...

pokaż więcej

 
2018-10-17 19:07:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Lepiej mi się czytało, niż "Dziewczynę z pociągu". Autorka zastosowała ten sam pomysł na opowiadanie, ale tu się jakoś lepiej sprawdził. Co prawda, poszczególne rozdziały i rozdzialiki są czasem pisane w pierwszej osobie (czyli bohater mówi o sobie, widzimy wydarzenia jego oczami) a czasem jest zwyczajny, normalny narrator wszystko wiedzący. Może dogłębna analiza tekstu znalazłaby jakąś... Lepiej mi się czytało, niż "Dziewczynę z pociągu". Autorka zastosowała ten sam pomysł na opowiadanie, ale tu się jakoś lepiej sprawdził. Co prawda, poszczególne rozdziały i rozdzialiki są czasem pisane w pierwszej osobie (czyli bohater mówi o sobie, widzimy wydarzenia jego oczami) a czasem jest zwyczajny, normalny narrator wszystko wiedzący. Może dogłębna analiza tekstu znalazłaby jakąś zasadę, mnie się nie chce.
Do połowy, a nawet dalej wszystko jest porządnie zagmatwane, tropy "kto zabił" prowadzą do różnych osób i wszystkie są wiarygodne. Ciekawie jest. Do tego umiejętnie roztoczona aura przeklętego Topieliska, obecność wirusa samobójstw przez utopienie się... Czułam się chwilami nieswojo, a jeszcze trzeba mieć świadomość, ze w takim miasteczku wszyscy się znają i wszyscy prawie wszystko wiedzą. Stąd nikt nie wyjeżdża, mieszkańcy po ukończeniu edukacji zostają. Nie poprawia to klimatu, raczej go zagęszcza... No, i cudne zaskoczenie na koniec.
Dobra zabawa.

pokaż więcej

 
2018-10-15 20:19:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Ten romans, powstały w 1889 roku długo miał dla mnie smak zakazanego owocu. W latach 60-70 ub.w. zaczytywała się nim moja mama i jej koleżanki. Pamiętam wymięty egzemplarz bez przedniej okładki. Ale kiedy chciałam przeczytać i ja - słyszałam, że to nie dla mnie, muszę podrosnąć... A teraz głowię się, dlaczego, bo jedyna ostrzejsza scena - randka zakochanych w altanie jest napisana tak, że... Ten romans, powstały w 1889 roku długo miał dla mnie smak zakazanego owocu. W latach 60-70 ub.w. zaczytywała się nim moja mama i jej koleżanki. Pamiętam wymięty egzemplarz bez przedniej okładki. Ale kiedy chciałam przeczytać i ja - słyszałam, że to nie dla mnie, muszę podrosnąć... A teraz głowię się, dlaczego, bo jedyna ostrzejsza scena - randka zakochanych w altanie jest napisana tak, że nijak nie dojdziesz - całowali się czy poprzestali na ściskaniu dłoni... Powieść musiała jednak zauroczyć i innych, skoro w 1987 roku została zekranizowana.
To romans klasyczny, a za tło rodzajowe i historyczne ma życie ziemiaństwa w Wielkopolsce w końcu XIX w. jak wiemy, Wielkopolska opierała się germanizacji na swój sposób - niby bez oporu, ale skutecznie. Toteż miłość Polki i Niemca (Szwaba, Prusaka) nie wchodziła w grę. Choćby nawet ten Niemiec okazał się w połowie Polakiem. Ale, jak to w tego rodzaju utworach - wszystko się kończy, jak należy.
To nie jest czytywana przeze mnie autorka, więc nie wiem, jak budowała inne, liczne swoje powieści. Tu postacie są narysowane grubą, wyrazistą krechą. Zero subtelności. A już postać ciotki Tekli i dumnej Jadzi wyszła spod siekierki niemal. Aż dziw bierze, że Wentzel jakoś się z nimi dogadał. Jest też jeden poważny błąd. Nie wiadomo, jak i dlaczego dumna Polka, co to nawet na bale nie chadzała i o honor panieński z zacięciem dbała znalazła się ok. drugiej w nocy na bocznej, ciemnej uliczce Berlina! Chyba tylko po to, by mógł ją spotkać Wentzel...

pokaż więcej

 
2018-10-12 19:46:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Z bohaterem książki, Holdenem Caulfieldem spędzamy zaledwie trzy dni i dwie noce. Osiemnastolatek opowiada nam (a może to opowieść z kanapki psychoanalityka?) o swoim buncie-nie-buncie, wyrzuceniu ze szkoły. Ale przede wszystkim o tym, co go wkurza. A wkurza go wszystko. Dosłownie wszystko jest wszawe, do niczego, parszywe. Może poza małą Phoebe…
Ta niepozorna książeczka wydana po raz...
Z bohaterem książki, Holdenem Caulfieldem spędzamy zaledwie trzy dni i dwie noce. Osiemnastolatek opowiada nam (a może to opowieść z kanapki psychoanalityka?) o swoim buncie-nie-buncie, wyrzuceniu ze szkoły. Ale przede wszystkim o tym, co go wkurza. A wkurza go wszystko. Dosłownie wszystko jest wszawe, do niczego, parszywe. Może poza małą Phoebe…
Ta niepozorna książeczka wydana po raz pierwszy w 1951 roku od początku budziła kontrowersje. Bo kto to wtedy przypuszczał, że osiemnastolatek może uprawiać seks? Ba – myśleć o seksie… Albo może używać plugawego języka.. Dziś to normalka, mało kogo dziwi. A książka nie ma klauzuli, że dla dorosłych, chyba nawet jest w lekturze. To polskie wydanie, które czytałam jest już osiemnaste! Na świecie wydano i sprzedano ok.65 milionów egzemplarzy!
Czytałam tę powieść, kiedy sama miałam niewiele więcej lub nawet tyle lat, co Holden. Rozumiałam go. Też mnie wszystko wkurzało. To taki wiek i taka choroba, z której się potem wyrasta. Teraz, rzecz jasna – mam do niej zupełnie inny stosunek. Na szczęście, wciąż pamiętam swoje młodzieńcze bunty. I chłopak mnie nie wkurza, rozumiem go. Świat widział, jak łan zboża, równe, jeden w jeden, wyprostowane na baczność kłosy. Przerażało go bycie jednym z nich… Poza tym był wrażliwy, wzruszał się często i wtedy „poryczałem się”. Nie chciał zmieniać tego okropnego, „wszawego” świata. Chciał od niego uciec. No, i uciekł, na dwie noce.
Kto zapomniał szczenięce bunty, choćby tylko myślenie o tym, by się nie dać mieszczańskiemu życiu, blichtrowi i stereotypom – nie ma co się za książkę brać. Kto pamięta – będzie ją czytał z, niestety – trochę pobłażliwym uśmiechem, ale może i ze wzruszeniem…

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
67 62 1858
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (34)

zgłoś błąd zgłoś błąd