Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Światło

Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Cykl: Światło (tom 1) | Seria: Uczta Wyobraźni
Wydawnictwo: Mag
6,37 (155 ocen i 20 opinii) Zobacz oceny
10
5
9
17
8
13
7
46
6
32
5
21
4
8
3
8
2
1
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Light
data wydania
ISBN
9788374801577
liczba stron
296
język
polski
dodał
GeedieZ

Pod rozjarzonym nie do wytrzymania Traktem Kefahuchiego – potężnym, nieprzewidywalnym oceanem promieniującej energii w głębi galaktyki, na jałowej powierzchni asteroidy leżą trzy przedmioty: porzucony statek kosmiczny, coś, co wygląda jak kościane kostki do gry oraz ludzki szkielet. Co oznaczają i czym są – tę tajemnicę rozwikłuje Światło, oszałamiający powrót M. Johna Harrisona na pełen...

Pod rozjarzonym nie do wytrzymania Traktem Kefahuchiego – potężnym, nieprzewidywalnym oceanem promieniującej energii w głębi galaktyki, na jałowej powierzchni asteroidy leżą trzy przedmioty: porzucony statek kosmiczny, coś, co wygląda jak kościane kostki do gry oraz ludzki szkielet. Co oznaczają i czym są – tę tajemnicę rozwikłuje Światło, oszałamiający powrót M. Johna Harrisona na pełen wyobraźni teren fantastyki naukowej. Powieść tworzą trzy przeplatające się wątki narracyjne – jeden współczesny, dwa osadzone w innych częściach galaktyki w roku 2400. Tu i teraz mamy Michaela Kearneya – kiedyś jego udziałem będzie odkrycie, które umożliwi loty międzygwiezdne, ale dziś jest udręczoną postacią stawiającą czoło dziwnej i zapewne obcej istocie znanej jako Shrander. W przyszłości zaś występuje Seria Mau Genlicher, pilotka statku kosmicznego Biała kotka, zintegrowana z nim chirurgicznie i biologicznie, oraz Ed Chianese, włóczykij i poszukiwacz sensacji, obecnie żyjący na marginesie Nowego Wenusportu; wygląda na to, że wszyscy na świecie chcą odebrać od niego długi…

 

źródło opisu: http://www.mag.com.pl/ksiazka/182

źródło okładki: http://www.mag.com.pl/ksiazka/182

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 614

Do cyklu „Trakt Kefahuchiego” podchodziłem z pewnym dystansem. Na podstawie recenzji i opinii znajomych wytworzyłem sobie w głowie obraz książek innych, specyficznych, momentami ciężko strawnych. Tym większe było, zatem, moje zdziwienie kiedy okazało się, że po skończeniu „Światła” ręka sama wyciągnęła z półki „Nova Swing” a zaraz po niej w moich dłoniach wylądowała „Pusta przestrzeń”. Nie oznacza to wcale, że, wbrew obiegowym opiniom, proza Harrisona jest łatwa lekka i przyjemna. Wprost przeciwnie, znaków zapytania znajdziemy tu więcej niż odpowiedzi a godłem pisarza i jego trylogii zdaje się być nieokreśloność. Ale po kolei.

„Światło” to powieść o bardzo klarownej strukturze: obserwujemy trzy przeplatające się wątki związane z trzema głównymi aktorami powieści.
Akcja pierwszego z nich dzieje się w czasie nam współczesnym a głównym bohaterem jest naukowiec, Michael Kerney. Dość szybko dowiadujemy się (a raczej wynika to z treści kolejnych rozdziałów), że Michael, wraz ze swym współpracownikiem, Brianem Tatem będzie odpowiedzialny za jedno z najbardziej przełomowych odkryć w dziejach ludzkości. Póki co jednak fizyk miota się między praca naukową, a własnymi, dość poważnymi problemami emocjonalnymi, w tym zupełnie niejasnymi relacjami z byłą żoną Anną. Dodatkowo całego jego życie naznaczone jest obecnością tajemniczej i złowrogiej istoty nazywanej Shranderem.
Akcja dwóch pozostały wątków głównych „Światła” rozgrywa się w przyszłości, w roku 2400. Obserwujemy kapitan Serię Mau Genlicher podróżującą k-statkiem zwanym „Białą Kotką” oraz Eda Chianese, mieszkańca Nowego Wenusportu uzależnionego od wirtualnych przeżyć w tankach.
Niemym świadkiem wszystkich wydarzeń jest Trakt Kefahuchiego, osobliwy fragment kosmosu, odkryty jeszcze w czasach Michaela ale wciąż pozostający zagadką.

Namiastkę tego czym wspomniany Trakt może być otrzymujemy w „Nova Swing”. Druga powieść z cyklu przenosi nas do Saudade, miasta przyszłości, w okolicach którego powstała strefa Zdarzenia utworzona przez spadające z kosmosu fragmenty wspomnianego Traktu. Narzucające się od razu skojarzenia z „Piknikiem na skraju drogi” są jak najbardziej na miejscu, przy czym należy zaznaczyć, że dzieło Harrisona to jednak zupełnie inna powieść korzystająca raczej z motywu „strefy” dodatkowo krzyżując go z kryminałem w klimatach noir. Głównym bohaterem powieści zdaje się być Vic Serotin, egoistyczny przemytnik czerpiący pełnymi garściami z możliwości jakie daje sąsiadująca z Saudade tajemnicza strefa. Po drugiej stronie barykady znajduje się ścigający Vica detektyw Aschemann współpracujący z, budzącą kontrowersyjne odczucia, Asystentką. Jak to jednak u Harrisona bywa fabuła skręca w różne strony i element będący zwieńczeniem „Nova Swing” staje się częściowo punktem wyjścia dla „Pustej Przestrzeni”.

Ostatni tom trylogii powraca do struktury poznanej w „Świetle” - trzy historie opisane
w przeplatających się rozdziałach. Ponownie wracamy na Ziemię i obserwujemy życie rozchwianej emocjonalnie Anny, byłej żony Michaela. Sądząc po metryce kobiety, akcje dzieje się dwie – trzy dekady po wydarzeniach z pierwszego tomu. Oprócz tego obserwujemy dalsze losy bohaterów poznanych w „Nova Swing” czyli tajemniczej Asystentki z Saudade, oraz wspólników
z transportowej, międzygwiezdnej firmy „Fracht Luzem”. Celowo pomijam tutaj ich personalia aby nie zdradzać rozwiązań fabularnych z końca drugiego tomu cyklu.

Jak wspomniałem na wstępie prozę M.J. Harrisona cechuje spora nieokreśloność. Zwolennicy prowadzenia fabuły od A do Z, jasnych i klarownych rozwiązań oraz domykania wszystkich wątków nie znajdą z autorem wspólnego języka. U Brytyjczyka bowiem fabuła stanowi często pretekst do podrzucenia idei, pomysłów czy przedstawienia złożonych relacji międzyludzkich. Wszystkie części cyklu wypełnione są wątkami, które nie mają początku lub końca (czasem ani jednego ani drugiego). Nietrudno się domyślić, że poszczególne wątki będą się ze sobą w jakiś sposób splatać ale autor pozostawia całe mnóstwo niedopowiedzeń a nieraz celowo wpycha czytelnika w ślepą uliczkę. Dodatkowo należy pamiętać, że mamy do czynienia z twardą fantastyką naukową i to nielichego kalibru. Nie bez powodu twórczość Harrisona bywa nazywana fantastyką kwantową. Śmiałe wizje potrafiące zawstydzić nasza wyobraźnię to nieodłączna część cyklu. W tym momencie nasuwa mi się obrazek dziecka przed którym ktoś rozsypał wieloelementowe puzzle i dodatkowo nie przedstawił obrazka, który trzeba ułożyć. Można poskładać ramę oraz co bardziej charakterystyczne elementy ale w wielu miejscach nie wiadomo co począć. Dodatkowo, w trakcie układania, okazuje się, że niektórych elementów zwyczajnie brakuje i trudno powiedzieć czy ktoś o nich zapomniał czy zostały może zgubione przez nieuwagę układającego.
Niezależnie jednak o tego jak bardzo czasem czułem się zgubiony nie potrafiłem się złościć na autora. Po prostu czułem, że za tym wszystkim stoi jeden spójny pomysł a nie zbieranina przypadkowych idei.
Podobne, niejednoznaczne odczucia można mieć w stosunku do warstwy językowej trylogii. Autor posługuje się sprawnym czasami nawet hipnotycznym piórem, doskonale opisującym świat i relacje między bohaterami. Czasami zdarza mu się jednak zejść do całkowicie surowego, pierwotnego języka. Mimo że w trakcie całego cyklu dochodzi do sporej ilości zbliżeń seksualnych trudno mówić tutaj o warstwie erotycznej. Głównie dlatego, ze autor nie pisze o seksie a o rżnięciu traktując tą czynność dość przedmiotowo. Zdarzają się też momenty kiedy bohaterowi nagle chce się po prostu srać. Taka surowa dosłowność może czasem przeszkadzać a wręcz jawić się jako odstręczająca.
Cóż, trzeba sobie jasno powiedzieć, że „Trakt Kefahuchiego” to nie jest powieść dla każdego, Mnie osobiście konwencja kupiła, jestem zadowolony z czasu spędzonego z lekturą i chętnie sięgnę jeszcze po twórczość M.J. Harrisona. Najprościej rzecz ujmując uznaję lekturę cyklu jako satysfakcjonującą. Zdaje sobie jednak sprawę, że nawet wśród zwolenników fantastyki naukowej znajdą się osoby, które nie zostaną fanami Brytyjczyka.
Na koniec chciałbym rzec słowo o polskim wydaniu trylogii. Wszystkie książki ukazały się
w ramach znakomitej serii „Uczta Wyobraźni” wydawnictwa MAG. Myślę, że nie trzeba dodawać nic poza tym gdyż ta seria sama w sobie jest gwarantem wysokiej jakości książki jako produktu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Twarz w tłumie

Opowiadanie zaczęło się nieźle, a skończyło gorzej. Brak sympatii dla głównego bohatera dodatkowo działa na niekorzyść. Mimo wszystko całość nie była...

zgłoś błąd zgłoś błąd