Allegro - kampania grudzień kat. współczesna

Umami

Tłumaczenie: Katarzyna Górska
Wydawnictwo: W.A.B.
6,39 (67 ocen i 8 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
2
8
10
7
24
6
15
5
8
4
3
3
3
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Umami
data wydania
ISBN
9788328045880
liczba stron
320
język
polski
dodał
L_Settembrini

Jeden z najlepszych literackich debiutów hiszpańskojęzycznych ubiegłego roku! Umami – słowo które w języku japońskim znaczy „pyszny” – określa jeden z pięciu smaków, na Zachodzie znany dopiero od niedawna. Poznają go mieszkańcy pewnego osiedla w Meksyku. Czy życie może być „pyszne” mimo poniesionej straty: śmierci lub odejścia bliskiej osoby? Okazuje się, że bolesne doświadczenie może być...

Jeden z najlepszych literackich debiutów hiszpańskojęzycznych ubiegłego roku!

Umami – słowo które w języku japońskim znaczy „pyszny” – określa jeden z pięciu smaków, na Zachodzie znany dopiero od niedawna. Poznają go mieszkańcy pewnego osiedla w Meksyku. Czy życie może być „pyszne” mimo poniesionej straty: śmierci lub odejścia bliskiej osoby? Okazuje się, że bolesne doświadczenie może być początkiem smakowania życia na nowo, dostrzeżenia tego, czego przedtem się nie dostrzegało. Ta piękna, niebanalna powieść to prawdziwy hymn na cześć życia!

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Zicocu książek: 1638

Pomiędzy słodyczą a goryczą

Któryś raz z rzędu przy okazji moich ostatnich literackich peregrynacji natykam się na opowieść o cierpiących dzieciach. I choć nie podjąłbym się diagnozy moich spaczonych fascynacji, wszak nie jestem lekarzem, który sam miałby się leczyć, ba, nie jestem lekarzem wcale, ani trochę, to najprostszy wniosek wysnuć mogę z całą pewnością: tragedia, szczególnie ta dotykająca najmłodszych, wciąż stanowi jeden z najważniejszych i najbardziej nośnych literackich tematów, nieważne, czy rozgrywa na polskiej wsi (jak w „Kijankach i kretowiskach” czy „Duchach Jeremiego”), czy też pod palącym słońcem Meksyku – jak w recenzowanym „Umami”.

Jedną ze wspólnych cech opowiadań Aleksandry Zielińskiej i powieści Roberta Rienta jest połączenie opisu szarej codzienności z niewymowną tragedią śmierci: czasami, szczególnie u tego drugiego, literackość zasłania tę chęć do zakotwiczenia dramatu w zwykłości, ale to raczej kwestia chwilowej utraty harmonii i rytmu, a nie artystycznej metody. Tymczasem w swoim debiucie Lai Jufresie na zwyczajności nie zależy ani trochę – bez odrobiny zawstydzenia sięga po dziwność, a jej odwaga w mieszaniu najróżniejszych inspiracji sprawia, że „Umami” jest lekturą nie tylko poruszającą, ale i odświeżającą. Zamiast polskiego ciążenia ku realizmowi mamy w tej latynoamerykańskiej powieści typową dla regionu fascynację nadrealizmem – tak naturalną, że wydaje się nie świadomym wyborem, a cechą genetyczną.

Choć „Umami” nie jest szczególnie obszerne, to magicznych pomysłów...

Któryś raz z rzędu przy okazji moich ostatnich literackich peregrynacji natykam się na opowieść o cierpiących dzieciach. I choć nie podjąłbym się diagnozy moich spaczonych fascynacji, wszak nie jestem lekarzem, który sam miałby się leczyć, ba, nie jestem lekarzem wcale, ani trochę, to najprostszy wniosek wysnuć mogę z całą pewnością: tragedia, szczególnie ta dotykająca najmłodszych, wciąż stanowi jeden z najważniejszych i najbardziej nośnych literackich tematów, nieważne, czy rozgrywa na polskiej wsi (jak w „Kijankach i kretowiskach” czy „Duchach Jeremiego”), czy też pod palącym słońcem Meksyku – jak w recenzowanym „Umami”.

Jedną ze wspólnych cech opowiadań Aleksandry Zielińskiej i powieści Roberta Rienta jest połączenie opisu szarej codzienności z niewymowną tragedią śmierci: czasami, szczególnie u tego drugiego, literackość zasłania tę chęć do zakotwiczenia dramatu w zwykłości, ale to raczej kwestia chwilowej utraty harmonii i rytmu, a nie artystycznej metody. Tymczasem w swoim debiucie Lai Jufresie na zwyczajności nie zależy ani trochę – bez odrobiny zawstydzenia sięga po dziwność, a jej odwaga w mieszaniu najróżniejszych inspiracji sprawia, że „Umami” jest lekturą nie tylko poruszającą, ale i odświeżającą. Zamiast polskiego ciążenia ku realizmowi mamy w tej latynoamerykańskiej powieści typową dla regionu fascynację nadrealizmem – tak naturalną, że wydaje się nie świadomym wyborem, a cechą genetyczną.

Choć „Umami” nie jest szczególnie obszerne, to magicznych pomysłów znaleźć można w nim bez liku: od osiedla zbudowanego zgodnie z harwardzką – i obaloną lata temu – teorią umiejscowienia kubków smakowych na powierzchni języka (co znaczy, że mieszkańcy zajmują Dom Gorzki, Dom Słony i tak dalej), przez niemal nieaktywną artystycznie malarkę, która zajmuje się przede wszystkim nazywaniem kolorów (doskonały popis inwencji językowej – w tym wypadku wypada pochwalić pracę tłumaczki, Katarzyny Górskiej), aż do na wpół ożywionych lalek zastępujących bezdzietnemu małżeństwu potomstwo.

Czy nie jest tego wszystkiego za dużo? Nie, a to dlatego, że Jufresa bardzo dobrze panuje nad strukturą tekstu. Podzieliła go na pięć głosów, a każdy z nich skupia się na innych problemach zamieszkiwanego wspólnie osiedla. Wkraczająca w nastoletniość dziewczynka próbuje zrozumieć swą seksualność, jednocześnie zmagając się z oschłością matki, która po śmierci jej najmłodszego dziecka nie potrafi się otrząsnąć, wdowiec wspomina swą zmarłą żonę i próbuje podsumować lata wspólnego życia, wspomniana już malarka walczy z bardzo szczególną formą anoreksji, jedno dziecko patrzy na kłócących się rodziców, a drugie, najmłodsze, zwyczajnie poznaje świat. Dzięki tak wyraźnej formie pisarka uzyskuje siłę wyrazu, jakiej w innym wypadku zapewne by nie osiągnęła, bo w tym wypadku to prostota jest siłą: kiedy Jufresa rozwija jeden temat, pozostałe przemieniają się w doskonale współgrające tło. Jedynym zamieszaniem jest to związane z chronologią, ale i ono jest tak drobne – a przy tym opisane w nazwach kolejnych rozdziałów – że zgubić się nie ma jak.

Całe „Umami” zresztą o chronologię się rozbija, bo ten tekst jest spojrzeniem wstecz – o ile uznać plan czasowy z 2004 w tytule za powieściowe „teraz”, to fabuła nie rozwija się wcale. Autorka opisuje wydarzenia, które doprowadziły do aktualnej sytuacji, już na samym początku zdradza wszystkie potencjalne tajemnice i jak ognia unika wszelkich późniejszych objawień. To, co miało się stać, już się stało, a czytelnik ma zrozumieć, dlaczego – bo do żadnego rozwiązania ta opowieść nie zmierza. To opis rozciągającego się na klika lat wstrząsu w życiu osiedla, opis ewolucji gwałtem przemienionej w upośledzoną rewolucję, która, o tym trzeba pamiętać, nie ma absolutnie żadnego celu.

„Umami” to świetna powieść dowodząca, że mimo śmierci boomu na literaturę latynoamerykańską (mocno w Polsce opóźnionego, ale z całą pewnością obecnego) wciąż warto się prozie z Ameryki Południowej wnikliwe przyglądać. Mam nadzieję, iż nie jest to pojedynczy występ Lai Jufresy na polskim rynku wydawniczym.

Bartosz Szczyżański

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (324)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 272
Buchling | 2018-01-10
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: styczeń 2018

Bardzo się starałam, chciałam ocenić tę książkę wysoko, ale nie mogę. O czym ona tak naprawdę była, nie do końca mogę stwierdzić, wiem jedynie, że bardzo mnie zmęczyła. Dawno nie czytałam tak długo, tak krótkiej książki. Zdecydowanie nie w moim stylu, nie zaspokoiła moich wymagań czytelniczych, niczego z jej lektury nie wyniosłam i nie kontemplowałam, cieszyłam się tylko, że wreszcie dopłynęłam do brzegu.

książek: 388
Demismo | 2018-02-07
Na półkach: Przeczytane

"Umami" to debiut niezwykle utalentowanej pisarki, którego ważnym aspektem jest właśnie słowo "umami" oznaczające "pyszny", czyli określający jeden z pięciu smaków (zachęcam do zagłębienia się w ten temat - dowiecie się np. dlaczego ludzie tak chętnie jedzą pizzę i cheesburgery). Na Zachodzie jest jednak znany dopiero od niedawna. Laia Jufresa akcję swojej powieści umieściła na jednym z meksykańskich osiedli - stworzyła zamkniętą społeczność, której życie toczy się gdzieś poza realnym światem, narodowością, sytuacją w państwie. "Umami" to bardzo minimalistyczna pod względem ilości bohaterów i zwrotów akcji powieść, która jest jednak tak sympatyczna i niebanalna, że nie warto przechodzić obok niej obojętnie. Jufresa napisała piękną opowieść o ponoszeniu straty, radzeniu sobie z nią... i smakowaniu życia.

"Umami" to historia o stracie, śmierci, odchodzeniu i smaku - tym piątym, poznanym stosunkowo niedawno - o umami. To troszkę nieuchwytna fabularnie opowieść, którą poznajemy z...

książek: 466
Kasia | 2017-10-30
Przeczytana: 30 października 2017

Fantastycznie napisana powieść o losach kilku rodzin mieszkających na wspólnym meksykańskim osiedlu, gdzie domy nazwane zostały rodzajami smaków, jakie odczuwa ludzki język (stąd tytuł "Umami"). Historie opowiadane są naprzemiennie, ale nie chronologicznie. Powieść traktuje o życiu i stracie, zarówno tej dosłownej (śmierci), jak i o utracie bliskich, którzy odeszli i rozpoczęli własne życie. Książka jest przepięknie napisana, bardzo mocno można się wczuć w losy poszczególnych postaci, identyfikować się z nimi.

Tytułowe "Umami" to także metafora miłości - smak, który ciężko zinterpretować. To tak jak starać się opisać miłość słowami, choć tak ciężko ująć jest te wszystkie emocje jednocześnie, tak trudno je zdefiniować.

książek: 309
Gosia | 2018-02-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: luty 2018

Przyciągnął mnie tytuł, okładka zachęciła, a opis sprawił, że zapragnęłam ją mieć na swojej półce. Niestety w środku nie znalazłam niczego co mogłoby zachwycić lub choćby zaintrygować. Nie rozumiem czemu autorka napisała tę książkę od tyłu, do samego końca czekałam na zrozumienie tego zabiegu, ale nie znalazłam wytłumaczenia. Zmiana narratora z każdym rozdziałem, całkowity brak dialogów i skakanie między latami są męczące, a chwilami wręcz irytujące. A największe rozczarowanie to stwierdzenie, że umami to glutaminian sodu.

książek: 321
dzikiebialko | 2018-01-30
Na półkach: 2018, Przeczytane
Przeczytana: 30 stycznia 2018

Nie umiem powiedzieć o czym była ta książka, na pewno o mieszkańcach jednego osiedla meksykańskiego.

książek: 783
krolewna | 2017-11-23
Na półkach: Przeczytane

Historie pięciu mieszkańców małego osiedla w mieście Meksyk, których łączy uczucie straty. Każdy z nich stracił bowiem bliska mu osobę, czy to przez śmierć, odejście czy rozstanie.
Bohaterów poznajemy na przestrzeni pięciu lat, czyli od okresu poprzedzającego jeszcze tragedie, którym musieli stawić czoło aż po żałobę, którą każdy z nich przeżywa na swój sposób.
Początek tej książki zapowiadał bardzo dobrą lekturę ale niestety od mniej więcej 1/3 mój zachwyt nieco opadal.
Nie jest to zła książka ale na dłużej raczej ze mną nie zostanie...

książek: 774
aniaskl | 2018-05-12
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 maja 2018

Autorka posiada ogromną lekkość pisania, miała też pomysł na historię. I na tym moje plusy się kończą... Nie ma zakończenia i wyjaśnienia sensu prowadzenia tej opowieści, jak dla mnie zupełnie stracony czas, nie polecam.

książek: 0
| 2017-09-13
Przeczytana: 13 września 2017

Kilka przeplatających się historii sąsiadów. Każdy z nich radzi sobie z innym rodzajem straty. Historie o stresie, bólu i codziennym zmaganiu się z życiem.

książek: 632
kaarla03 | 2018-10-07
Na półkach: 2018, Przeczytane
Przeczytana: 09 października 2018
książek: 592
anna71 | 2018-09-22
Na półkach: 2018, Przeczytane, DKK
Przeczytana: 22 września 2018
zobacz kolejne z 314 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
zgłoś błąd zgłoś błąd