Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Gra Endera

Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa
Cykl: Saga Endera (tom 1)
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, Prószyński i S-ka
8,11 (2876 ocen i 228 opinii) Zobacz oceny
10
426
9
886
8
657
7
616
6
154
5
96
4
13
3
21
2
2
1
5
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Ender's Game
data wydania
ISBN
83-7255-767-5
liczba stron
254
język
polski
dodała
nar

Inne wydania

Wobec śmiertelnego zagrożenia z kosmosu Ziemia przygotowuje swoją broń ostatniej nadziei. Jest nią chłopiec, w którym odkryto zalążki niezwykłego geniuszu wojskowego. Czas nagli, a przyszłość dwóch cywilizacji spoczywa w rękach dziecka...

 

książek: 748
Andrew Vysotsky | 2011-10-12
Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 12 października 2011

Gra Endera (oryg. Ender's Game) jest pierwszą powieścią science-fiction z cyklu o tytułowym Enderze, której autorem jest Orson Scott Card, amerykański pisarz i wykładowca, i zarazem tą, która przyniosła mu rozgłos i uznanie. Rzecz dzieje się w niezbyt odległej przyszłości, co można wnioskować z globalnego układu politycznego Ziemi z zachowanym w pewnej formie Układem Warszawskim. To chyba największy minus założeń Gry Endera. Aż dziwne, że autor uważał UW jeśli nawet nie za wieczny, to w każdym bądź razie tak trwały, iż nie przewidział jego rozpadu. No ale to chyba jedyna większa rzecz, która mu się nie udała.

Głównym bohaterem, w pełnym tego słowa znaczeniu, Gry Endera jest mój imiennik, Andrew Wiggin, przez siostrę nazywany Enderem (z ang. kończący), skąd taki, a nie inny tytuł. Akcja rozgrywa się w czasie walki Ziemian z przybyszami z kosmosu zwanymi robalami. Poznajemy Endera jako dziecko wyselekcjonowane do kariery wojskowej i wraz z nim udajemy się do Szkoły Bojowej. Co dalej nie zdradzę, gdyż nie potrafię nikomu odebrać tej niesamowitej zabawy, jaką jest poznawanie Gry Endera po raz pierwszy.

Już się zdradziłem, iż z pierwszego spotkania z tą powieścią byłem więcej niż zadowolony. Było to prawdopodobnie jeszcze przed rokiem 1991, w którym po raz pierwszy wydano w Polsce Grę Endera jako książkę, bowiem wcześniej jeszcze była ona publikowana w odcinkach w miesięczniku Fantastyka, gdzie na nią natrafiłem. Kiedy to jednak dokładnie było, tego już nie pamiętam. Teraz przeczytałem ją po raz drugi i muszę przyznać, że moja ocenia się nie zmieniła. To jedna z najlepszych książek sf, jakie czytałem.

Świat przyszłości wykreowany przez Carda nie jest może tak skomplikowany, kompletny i odmienny od naszego, jak choćby kultowa Diuna Herberta, jednak jego twórca jawi nam się jako mistrz zaskakującego zakończenia, prawdziwy wirtuoz tej najważniejszej cechy opowiadania, z którego to gatunku pochodzi pierwotna wersja Gry Endera, później dopiero rozbudowana do formy powieściowej. Język obrazowy, plastyczny i żywy, sprawia, iż wprost przenosimy się w niesamowity świat, w którym przyszło walczyć Andrew Wigginowi i wraz z nim przeżywamy jego niesamowite przygody. Rozrywka jest najwyższej klasy i grozi totalnym oderwaniem od rzeczywistości.

Poza walorami zapewniającymi prześwietną wręcz zabawę, mamy w Grze Endera pięknie skonstruowane postacie bohaterów, przekonujące i spójne charakterologicznie. Mamy skomplikowane interakcje personalne i ciekawe spojrzenie na politykę oraz zależności między wojskiem i wojną, a pieniądzem, władzą i polityką. Sceny batalistyczne są odmalowane z dynamiką i obrazowością najwyższych lotów. Jest też trochę uzasadnionej brutalności, a dla równowagi odpowiednia porcja elementów lirycznych. Mamy też pretekst do rozważań na temat zagrożeń momentu przerabianego z opłakanym skutkiem niejeden raz w historii ludzkości, czyli spotkania dwóch odmiennych cywilizacji. Jednym słowem, jest to amerykański bestseller w najlepszym tego słowa znaczeniu. Powiedziałbym nawet, iż pomysł głównego motywu Gry Endera, który rozszyfrowujemy dopiero pod sam koniec lektury, był objawem geniuszu.

Niestety, samo zakończenie powieści, nie jej głównego wątku, ale przygotowania pod następne części, jest dla mnie naciągane. Dlaczego Ender udał się właśnie na tę planetę, na której czekała na niego niespodzianka? Konia z rzędem temu, kto na to odpowie. To tylko mały minusik, który nie wpływa na ocenę całości, lecz byłoby nieuczciwie o nim nie wspomnieć.

Inna rzecz, która może uciec nieuważnemu czytelnikowi, to smaczki, a raczej niesmaczki, odnoszące się do stereotypów naszej dzisiejszej rzeczywistości. W oficjalnych wypowiedziach przedstawiciele innych narodów wypowiadają się o nas, Polakach, w samych superlatywach. Trudno by było inaczej, gdy ktoś mający się wypowiedzieć o naszej nacji ma pod nos podetknięty mikrofon z napisem TVP. Nie trzeba jednak wyjeżdżać za granicę i wychodzić poza kurorty, by zauważyć, że przeciętne zdanie obcokrajowców na nasz temat jest dalekie od oficjalnego. Kto uważnie czyta powieści, może zauważyć, jaki obraz Polaka naprawdę funkcjonuje w umysłach autorów wszelkich możliwych narodowości. Nie inaczej jest w Grze Endera. Zauważymy tam kilka stereotypów opisujących różne narodowości, jak choćby hiszpańską męską dumę, to wypaczone pojęcie honoru w postaci Bonza, z którym przyjdzie się zmierzyć głównemu bohaterowi. Zwróćmy jednak uwagę na rodziców Endera, na ich wiarę, moralność i postępowanie. Tak właśnie widzi Polaków-katolików autor, który jest przecież człowiekiem wykształconym. Jak widzą nas inni, lepiej nie mówić. Wystarczy posłuchać, co sami mówimy choćby o Rumunach.

To była tylko taka mała dygresja, którą czułem się zmuszony zamieścić, by zwrócić uwagę na pewien rys powtarzający się w wielu, zbyt wielu, znanych pozycjach współczesnej literatury. Rys świadomie, a może podświadomie pomijany w recenzjach i opracowaniach, bo politycznie niepoprawny, a wart przecież zauważenia. Może nawet nie tylko zauważenia, ale i przemyślenia, gdyż pewnie z czegoś taki stan rzeczy wynika. To jednak temat na osobny felieton.

Wracając do naszej ksiąźki, muszę stwierdzić z całym przekonaniem, iż pomimo pewnych niedoskonałości nie tylko warta jest ona przeczytania i polecenia znajomym, ale nawet wrócenia do niej po pewnym czasie. Większego komplementu w stosunku do powieści sobie nie wyobrażam, więc na tym zakończę

Wasz Andrew

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Las nie uprzedza

Konstrukcja podebrana z "Podróży z Herodotem" Kapuścińskiego, o której zresztą autor wspomina: dwie podróże plus cytaty z dawnych kronik. Al...

zgłoś błąd zgłoś błąd