Przebudzenie naszego syna

Tłumaczenie: Anna Strzałkowska
Wydawnictwo: Fundacja SYNAPSIS
6,89 (45 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
8
8
5
7
15
6
9
5
3
4
2
3
2
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Son Rise
data wydania
ISBN
9788390223209
liczba stron
180
słowa kluczowe
autyzm, choroba,
kategoria
zdrowie, medycyna
język
polski
dodała
okruszek

Ta książka to przejmująca opowieść o Raunie, jego rodzicach i siostrach, których niezwykła cierpliwość i miłość przywróciła chłopca do "normalnego świata". Kiedy lekarze, rozpoznawszy autyzm, nie dawali nadziei na wyleczenie, rodzice zdecydowali, że muszą działać sami.

 

Brak materiałów.
książek: 108
karolajna | 2017-01-24
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 03 stycznia 2017

To nie tylko pamiętnik ojca dziecka z dziecięcym porażeniem mózgowym oraz objawami autyzmu. To historia niezwykła i tak bardzo uświadamiająca, momentami zaskakująca, ale również wzruszająca. Już dawno nie czytałam takiej książki, z tak pięknym przesłaniem. Przesłaniem tym było jedno słowo, – którym powinni kierować się wszyscy, który co dzień mają do czynienia z dziećmi z autyzmem, porażeniem mózgowym, ale również z wieloma innymi niepełnosprawnościami – a mianowicie: AKCEPTACJA. Niepojęte jest to, jak wiele dzieci takich, jak Raun, zdanych jest same na siebie, na swój los pozbawiony akceptacji.
Dzięki tej książce przekonałam się, jak ważna dla życia dziecka z autyzmem jest praca rodziców oraz ich zaangażowanie. Gdyby nie ich wytrwałość, a przede wszystkim upór w walce o te maleńkie postępy syna, nie doszliby do tak pozytywnie zaskakujących postępów chłopca. Piękna w całej okazałości była ich akceptacja. Dosłownie wzruszałam się w momentach, gdy poruszana była ta kwestia. Kochali go takim, jakim był. Cieszyli się z postępów, jednak nadal byli szczęśliwi, że mogą uczestniczyć w życiu syna, gdy następował regres. Kierowali się, można rzec, maksymą: „Kochać – to znaczy być z kimś szczęśliwym” Szczęściem tym nie było szczęście rodziców dumnych z postępów syna, jeśli postępy te były wywoływane pod przymusem i siłą. Szczęściem było dla rodziców to, że ich syn mógł żyć swobodnie. Nie chcieli patrzeć na jego łzy. Gdy tylko dawał do zrozumienia, że nie chce odczuwać dotyku, automatycznie odcinano bliski kontakt fizyczny. Wczuwali się w jego potrzeby, starali się zrozumieć jego niewerbalną mowę.
Dzieciom z autyzmem należy poświęcić wiele czasu i energii. Byłam pod wrażeniem skuteczności Metody Opcji. Jest ona bardzo trudna nie tyle, co w realizacji, a w rozpoczęciu jej. Nie należało oczekiwać od dziecka, za to należało akceptować je mimo wszystko. To było najtrudniejsze. Jest to przecież niewyobrażalnie trudne zaakceptować fakt, że dziecko, które powinno wmawiać pierwsze słowa, nie odznacza się żadnym interakcjami z ludźmi. Myślę, że do tego należałoby dojrzeć, wymagałoby to określonego czasu. W metodzie tej przede wszystkim należało pozwolić dziecku na, wcześniej wspomnianą, swobodę. Swobodę w tym, co chce robić, współpracować z nim podczas tych czynności, dać mu do zrozumienia, że jest akceptowany.
Miałam okazję również przekonać się, jak ważna w pracy z takim dzieckiem jest szczerość i akceptacja. Dzieci wyczuwają niepokój, zawód związany z brakiem ich postępów, brak akceptacji ich samych. Byłam zdumiona i nieco zdezorientowana nagłymi zmianami u chłopca. Nie rozumiałam ich, podobnie jak nie było to zrozumiałe dla bohaterów. Utwierdziło mnie to, że praca z takimi dziećmi dostarcza kolejnych przeszkód na drodze. Zaskakiwały mnie również momenty nagłych „powrotów”, a można rzecz, że tytułowych „przebudzeń” Rauna. Było to wręcz niewiarygodne, jak możliwe są takie nagłe zmiany? Były możliwe, a „przebudzenia” same w sobie działy się za sprawą nieprzerwanej pracy, obserwacji, rozmów. Można było sobie pomyśleć, że tacy rodzice nie mają czasu na swoje potrzeby, by zaszyć się w swoim azylu i pobyć sam ze sobą. Nic bardziej mylnego. Rodzice chłopca potrafili pogodzić z tym nawet swoje hobby, może już nie tak intensywnie, ale nie była to rezygnacja ze swojego życia w imię Metody Opcji.
Rozmyślając o całej sytuacji z Raunem, poświęceniem jego rodziców, zaangażowaniem bliskich oraz innych osób, zastanawiałam się, ile dzieci ma szansę rozwinąć się tak, jak On. Zdaje się, że byli na tyle majętni, by móc pozwolić sobie na to, by jedno z nich wciąż prowadziło ćwiczenia z synem. Ile rodzin mogłoby sobie pozwolić na takie życie, by być w stanie zapewnić byt pozostałym dzieciom? Z przykrością można stwierdzić, że niewiele. Zazwyczaj autyzm stwierdza się, gdy jest już zbyt późno, by dojść tak daleko, jak Raun (a może się mylę?). Ważne jest by zauważyć to jak najszybciej i zacząć jak najszybciej działać. Nie znamy dalszej części.
Ostatecznie odczuwam wrażenie, że historia Rauna to jedna na wiele przypadków takich dzieci. Że takie postępy, jakie poczynił chłopiec, nie zdarzają się tak często. Zakłady dla dzieci z niepełnosprawnościami nie dadzą takiej miłości, poświęcenia i akceptacji, jak środowisko domowe, wiedza rodziców, ich zaangażowanie i możliwości. Niestety znaczna większość takich dzieci ćwiczy i uczy się życia w takich miejscach, gdzie nie ma miejsca na
Z pewnością poleciłabym tę książkę wszystkim i każdemu z osobna. Dzięki niej można przynajmniej zaczerpnąć informacji, jak wygląda życie w rodzinie, gdzie znajduje się dziecko z autyzmem. Można sobie wyobrażać jak wyczerpujące były ćwiczenia z tym małym chłopcem, bo z pewnością, jako czytelnik, nie jesteśmy w stanie tego doświadczyć. „Przebudzenie naszego syna” bez wątpienia będzie idealna dla osób, które zaczynają „przygodę” w świecie pedagogiki specjalnej. Może być to znakomita okazja do poznania zagadnienia autyzmu znaczniej od strony praktycznej aniżeli teoretycznej. Czytając miałam wrażenie, że jestem członkiem tej rodziny, że współudzielam się w rozmowach, w pewnych sytuacjach. Cieszyłam się z nimi sukcesami, złościłam, gdy oni się złościli. Mogę stwierdzić, że książka ta była również dla mnie lekcją empatii.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Tysiąc pocałunków

Kocham Tillie Cole, wiec sięgam po jej książki w ciemno. Tysiąc pocałunków to dla mnie nowa odsłona tej autorki, po Katach Hadesa i Zagubionych duszac...

zgłoś błąd zgłoś błąd