Smutek cinkciarza

Seria: Na F/Aktach
Wydawnictwo: Od deski do deski
6,3 (374 ocen i 84 opinie) Zobacz oceny
10
8
9
12
8
42
7
116
6
102
5
59
4
20
3
7
2
4
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje

"Smutek cinkciarza" - seria Na F/AKTACH, opowieść zainspirowana jest śmiercią cinkciarza, którego zabił w windzie jego syn. Sprawa została umorzona we wrześniu, nie udowodniono nikomu winy, ale wszelkie poszlaki na to wskazują, że była to sprawa rodzinna. Autorka przeniosła akcję z Trójmiasta do W-wy i tradycyjnie dla serii, przedstawiła swoją wizję wydarzeń.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

Brak materiałów.
książek: 33
Pe_Wu | 2017-07-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 lipca 2017

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Przygotujcie się, bo oto nadchodzi... Wiesiek.
Chłopak z Marymontu. Na Bielanach Król Sprytu. Warszawski cwaniak. Obywatel lśniącego nocnymi neonami świata stolicy. Obrotny waluciarz. Wielbiciel wódki, papierosów, dancingu i w ogóle dobrej zabawy.
Nikt tak jak on nie potrafi urobić miejscowego frajera, wcisnąć zmamlasiałemu zagraniczniakowi kanapki z gazet, naciąć spowolnionego leszcza pod peweksem na różnicy kursowej, przekręcić świeżaka na rulonie kapuchy, wyciągnąć mamonę tanim lichwiarskim wałkiem.
Wiesiek to mistrz kombinacji, wirtuoz „prywatnej inicjatywy”, ptak co prawda niebieski, ale łasy na zielone.
Na rogach ulic, pod hotelami, a głównie na zapleczach knajp, barów i restauracji nawija swoje „Czieńdż many, cieńdż. Gud prajs. Gud kurs” w rytm pobrzmiewających zewsząd peerelowskich hitów w rodzaju „Jak się masz, kochanie”, „Nie liczę godzin i lat” czy przebojów Franka Kimono.
Czy zatem otrzymujemy kolejny portret przemyślnego Sowizdrzała radującego się grą z otaczającym światem w trawestację znanej z piosenki Grabaża rozgrywki „Kto kogo w tym kraju zrobi w ch.ja”?
W mniej lub bardziej podbarwioną prozą Nowakowskiego i Himilsbacha alkoholową pikareskę z portretem "warsiaskiego" półświatka w tle?
Otóż nie, bo wbrew lejtmotywowi to książka bardzo smutna i bardzo poważna.
Co prawda mieniące się wszystkimi kolorami jablonexowej tęczy tło, które maskuje szarą, burą, ponurą i przaśną peerelowską rzeczywistość siermiężnych pierwocin kapitalizmu Chutnik odmalowała z dużym pietyzmem, gawędziarskim talentem i niepowtarzalnym humorem rodem z filmów Chęcińskiego i Barei, lecz fabuła i wymowa książki zogniskowane są wokół wątku życia wewnętrznego głównego bohatera, które tylko z wierzchu i często na pozór rozjaśnia tandetny blichtr dancingów, po których trzeba wrócić do niedzielnego schabowego z kapustą w spółdzielczym M-3 i trudniejszych od handlu walutą starań o uzyskanie wpisu o zatrudnieniu, bo takowym w PRL-u wylegitymować się musiał każdy, by nie trafić na dołek.
Książka to więc refleksyjna, a we wstrząsającym finale nawet okrutna i pozbawiona taniej sentymentalnej ckliwości, choć sam protagonista nader często w taką ckliwość wpadał.
Nie pikareska to także dlatego, że kraj, w którym toczy się gra w „Cieńdż many” to schyłkowy PRL, nasz waluciarz ma rodzinę i to dla niej w pocie czoła kręci biznesowe lody, a do tego sam już nie żyje.
I zastosowanie przez Chutnik takiej właśnie perspektywy narracyjnej przynosi świetny efekt.
Wykorzystujące pierwszoosobową narrację wspomnienia Wieśka stopniowo odsłaniane głosem z offu pozwalają zachować konieczny dla wiarygodności i atrakcyjności całej historii narratorski dystans, którego „zatyranemu”cinkciarzowi – bohaterowi brakowało za życia. Bo Wiesiek już wie, jak i dlaczego przedwcześni zgasł jego niedokończony, wydawałoby się niespożyty elan vital. Wie, ale nie powie. Jeszcze nie teraz. W tej chwili nadszedł czas na stopniowe odkrywanie kart. Gorzkie podsumowanie cinkciarskiej, tylko z wierzchu różnokolorowo wypacykowanej egzystencji .
Historia cinkciarza domknęła się, można analizować, wylać żale, zdobyć się na uczciwą konfesyjną refleksję o ludzkiej kondycji uformowanej w specyficznych warunkach społecznych, politycznych, a także rodzinnych.
I właśnie te trzy perspektywy konfrontowane z blaskami i cieniami „zawodowej” aktywności powieściowego protagonisty przenikają się, współtworząc warstwę interpretacyjną „Smutku cinkciarza”.
Najłatwiejszy do analizy jest kontekst polityczny. Bo Wiesiek polityką nie interesuje się w ogóle. Nie zaprząta sobie głowy partią ani tym bardziej „Solidarnością”. To nie jego świat. Wszyscy wokół jacyś pobudzeni, rozpolitykowani, a to same głupoty. Śmieszne jakieś. Dla cinkciarza „z ambicjami” strata czasu i energii. Niestety nie ma tak dobrze, bo o ile Wiesio politykę omija, to polityka nie omija Wiesia. Przecież na zarobkowy wyjazd do Czech, Turcji, na Węgry czy Bułgarii trzeba paszportu, a o ten niełatwo, bo konieczne zatrudnienie, etat. I najlepiej być w partii, a jeśli nie, to trzeba słono zapłacić, więc pieniądze, pieniądze i jeszcze raz straty. Do tego celnika opłacić, coby przymknął oko na pięć futer w walizce i małżonce szefa żony futro, bluzkę, spódnicę, kilka par gaci, rajstop i i biustonoszy odpalić , żeby jej ślubny-pryncypał urlop podwładnej wypisał.
Ile to trzeba wyrzeczeń, wydatków.
Cóż – taka to właśnie niepolityczna polityka.
Perfekcyjnie kreśli Chutnik tło społeczne.
Bez hiperbolizacji, wulgaryzacji, taktownie wprowadza w świat socjalistycznych etatystów (żona Wieśka) i prywaciarzy, którzy wtedy mogli funkcjonować tylko w półświatku. Waluciarze, doliniarze, amanci, bywalcy parkietów, alfonsi, prostytutki, wszyscy ci to prestidigitatorzy za wszelką cenę pragnący oszukać zmysły, wyrwać się z monochromatycznej, zaściankowej rzeczywistości blokowisk epoki wiecznego niedoboru. Spragnieni wrażeń, „prawdziwego” życia, w hedonistycznym szale chwilowego zapomnienia odreagowujący skostnienie i zamknięcie, któremu nieustannie poddawał ich tamten system. Ich uwielbienie dla kiczowatego, udawanego blichtru „wielkiego świata” to spontaniczny odruch buntu, kompulsywne odreagowanie bieżączki codziennej walki o papier, ziemniaki, buty i proszek do prania. Jak w piosence Staszka Staszewskiego: „Odbijaj flaszkę, żądz nie kiełznaj / Hej na orbitę wszyscy wraz / Bo gdy tak człek od rana pełza / To wieczór spędzić chce wśród gwiazd”.
A za naszymi socrealistycznymi homo ludens kroczą cienie esbeków, szpicli, kapusiów, donosicieli. Do tego coraz brutalniejsza konkurencja. Całkiem bez zasad, nie to co kiedyś, gdy każdy cinkciarz czy doliniarz kierował się honorowym kodeksem i uosabiał elegancki, „profesjonalny” sznyt. Teraz człek musi żyć w ciągłym zagrożeniu. O zdrowie, życie, ale przede wszystkim o utarg.
Największe wrażenie wywołuje jednak kontekst rodzinny nałożony na szersze kulturowe tło prezentowanych wydarzeń. Wiesiek to, jak sam podkreśla w monologu, przede wszystkim ojciec i głowa rodziny. Na siłę wciśnięty w patriarchalny gorset za wszelka cena stara się sprostać tradycjonalistycznie, wręcz archetypowo rozumianemu zadaniu mężczyzny, które pomimo końca XX wieku nadal realizuje anachroniczny i, jak się w powieści okazuje, nadmiernie obciążający podażą testosteronu model męskości (autorka „Cwaniar” nie byłaby sobą, gdyby z pozycji feministycznych nie podjęła zagadnienia kryzysu męskości). Bo Wiesiek jako ojciec nie potrafi nawiązać właściwych relacji - dobrego, partnerskiego i opartego na podmiotowości kontaktu z synem, którego, reprodukując spetryfikowany wzór ojcostwa,„przysposabia” do funkcji swojego patriarchalnego następcy. Poucza, zmusza, paternalizuje, a w słyszy tylko „No, weż, nooo, tatooo…”
Jacek to obibok i miglanc, który nie tylko dostaje wszystko na tacy, ale podkrada ojcu „ciężko zarobione” pieniądze, a w efekcie (uwaga, spojler!) brutalnie odreagowuje kompleks Edypa.
Ale Wiesiek jest też synem i wnukiem, a był także bratem.
Te męsko-męskie relacje ujawniają kolejne głębokie pokłady goryczy. Zamknięty w sobie, skory do przemocy i nieobecny w wychowaniu ojciec obwinia Wieśka za śmierć Jacka – starszego syna- który utopił się w gliniance, nie doczekawszy się pomocy ze strony przerażonego i bezradnego Wieśka. To Jacek był „oczkiem w głowie”, po jego śmierci matka, a przede wszystkim ojciec umarli dla świata. Pomimo że wielokrotnie i bez powodu Wiesiek odczuł na sobie ciężar ojcowskiej reki, nie zdołał przeciąć pępowiny, wyzwolić się spod jego obezwładniającego przemocą wpływu. Dramatycznym punktem kulminacyjnym tej relacji jest scena, gdy umierający ojciec odwraca głowę od czuwającego przy szpitalnym łóżku syna, odmawiając mu ostatniej rozmowy. Nieco lepszą relację mały Wiesiek utrzymuje z dziadkiem. Często spędza z nim czas na rybach, ale wraz z wiekiem w dziadku zaczynają budzić się lęki jeszcze z czasów wojny. Obrazy śmierci, zniszczenia, poległych kolegów, wśród których stał w okopach, by po chwili patrzeć na ich zmasakrowane ciała, zmiażdżone głowy, oderwane ręce i nogi. Starzec popada w szaleństwo, demonstrując coraz drastyczniejsze patologie zachowania, więc przestaje być wzorem do naśladowania, a staje żródłem wstydu.
W tym wymiarze powieść Chutnik jest więc również studium obnażającym porażkę męskości w jej najpowszechniej reprodukowanym, patriarchalnym paradygmacie.
I jednocześnie wielką niespodzianką, bo autorka „Cwaniar” i „Jolanty” dotąd znana głównie z eksploracji kobiecego środowiska w „Smutku cinkciarza” na pierwszy plan wysuwa męskie lęki, traumy i pragnienia. Kobiety w tej powieści bardziej (jak niemal niezauważalna córka – Agata) lub mniej (jak akceptująca rolę wycofanej matki Polki żona rozpychającego się w świecie przedstawionym Wieśka) statystują procesowi kolapsu męskości.
A jednak współczujemy zagubionemu bohaterowi, sympatyzujemy, często solidaryzujemy się z nim, bo nie jest egoistą i dupkiem. Ma honor i choć jest drobnym cwaniakiem, to o wielkim sercu i specyficznym, ale jednak etycznym rozumieniu konieczności wrażliwości i troski w ciągłej walce o scalenie rodziny i zapewnienie jej godziwego bytu.
Wiesiek naznaczony goryczą męskich rozczarowań do końca walczy o godność własną i rodziny. Boksuje się z życiem urządzonym wg darwinowskiej teorii walki o byt i choć w codziennym ferworze tego bojowania poza materialnymi nie dostrzega innych potrzeb najbliższych, zasługuje na szacunek, bo nie jest papierowy, a pomimo swego ograniczenia paradoksalnie pełnowymiarowy, wiarygodny, z krwi i kości.
Powieść Chutnik ukazała się nakładem wydawnictwa „Od deski do deski” w słynnej Serii na f/aktach”. Nawiązuje do głośnej, niewyjaśnionej sprawy zabójstwa znanego w środowisku trójmiejskiego cinkciarza, którego zwłoki znaleziono 26 września 1985 roku w biały dzień w windzie i to w chwili, gdy wokół roiło się od ludzi. Autopsja wykazała uduszenie, poszlaki wskazywały na syna, ale śledztwo odłożono ad acta z powodu niemożliwości wykrycia sprawcy. Chutnik nie zmierza jednak w stronę fabularyzowanego reportażu. Nie tylko przenosi akcję do Warszawy, ale uniwersalizuje tę „historię”, tworząc narracje zupełnie fikcyjną, miejscami paralelną z losami zamordowanego sopocianina, ale bardziej opartą o rodzinną gawędę, na co sama wskazuje w dedykacji poświęconej rodzicom i babci, tak samo zanurzonym w peerelowskiej rzeczywistości wiecznego niedoboru jak familia powieściowego Wieśka.
To po prostu doskonała, soczysta, barwna, panoramiczna i wielowymiarowa proza, która tętni emocjami, frapuje dygresyjnym, barokowym niemal stylem, doskonale oddaje klimat i ducha tamtych czasów, a także z premedytacją wieloznacznie mnoży znaki zapytania aż do wstrząsającego, doskonale dramatycznie skomponowanego finału.
Wjazdu przebojową „Windą do nieba”.
Lektura obowiązkowa.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Moralność Pani Dulskiej

,,Moralność pani Dulskiej" to komedia warta przeczytania choćby ze względu na jej wpływ na polską kulturę, ale także jej przedstawienie w przystępny s...

zgłoś błąd zgłoś błąd