Jemiolec Kajetan Szokalski 7,0

ocenił(a) na 74 tyg. temu #współpraca
Wstęp do raju jest darmowy. Wyjście kosztuje wszystko. Witaj w Blasku Futury! ✨
💰 Wyobraźcie sobie ofertę, której nie sposób odrzucić: luksusowe życie, pełna (gadająca!) lodówka i wysoka pensja. Warunek? Rok w „Blasku Futury” — odciętym od świata miasteczku, które wygląda jak mokry sen PRL‑owskiego dygnitarza o nowoczesności. Brzmi idealnie? Nie do końca.
🎨 Poznajcie Juliana Wajgla - malarza karoserii w Ogólnopolskim Zakładzie Produkcji Pojazdów Spalinowych. A w zasadzie byłego malarza - w dobie postępu technologicznego w fabryce nastąpiły znaczne redukcje etatów i Julian właśnie stracił pracę. Uśmiechnęło się jednak do niego szczęście - został wylosowany w rządowej loterii, dzięki czemu może na rok udać się do istnego raju na ziemi i jeszcze na tym zarobić.😎
Główny bohater trafia do Blasku Futury nie dlatego, że jest ciekawy świata czy marzy o przygodzie, tylko z desperacji — chce pomóc ciężko chorej matce. I to jest najlepsze w tej książce. Nie ma tu superbohatera ani rewolucjonisty — tylko zwykły człowiek wciągnięty w system, który kusi obietnicą ratunku. To nadaje historii emocjonalny ciężar, który łatwo poczuć razem z Julianem.
📺 Najbardziej uderza sposób, w jaki pokazano mechanizmy manipulacji. Bo Blask Futury nie jest opresyjny w oczywisty sposób. Nie ma patroli na każdym rogu, nie ma brutalnego nadzoru. Zamiast tego jest komfort, procedury i język, który usprawiedliwia wszystko. Zamiast przemocy — regulaminy. Zamiast strachu — wygoda. I to działa mocniej niż cokolwiek innego: patrzysz, jak ludzie powoli przyzwyczajają się do zasad, których nie rozumieją… ale wolą ich nie kwestionować, bo po prostu łatwiej tak żyć. I to jest trochę przerażające.
Fabuła rozwija się powoli, ale konsekwentnie. Stopniowo odsłania kolejne warstwy miasta: relacje między mieszkańcami, sposób funkcjonowania pracy, opieki zdrowotnej, kontrolę informacji… Z czasem widać drobne rysy na idealnym obrazie — dziwne decyzje, cisza tam, gdzie powinny paść odpowiedzi. Powolne narastanie niepewności trzyma w napięciu lepiej niż wartka akcja.
Postacie są ludzkie, niejednoznaczne. Nie ma tu prostego podziału na „dobrych” i „złych”. Jedni wierzą w system, bo daje im stabilność, inni coś podejrzewają, ale wolą udawać, że wszystko jest w porządku. A jeszcze inni zaczynają zadawać pytania — choć to kosztuje ich spokój.
“Jemiolca” można czytać po prostu jako sprawną dystopię, ale też jako komentarz do mechanizmów społecznych: propagandy, kontroli narracji, tworzenia „lepszej wersji rzeczywistości” dla wybranych. Bez moralizowania, bez wykładów — wszystko wynika z fabuły i losów bohaterów.
Po lekturze zostaje lekkie uczucie niepokoju… ale też satysfakcja. Bo historia jest dobrze opowiedziana, bohaterowie żywi, a pytania w tle — o idealny świat, o czyjeś zasady — zostają z Tobą na dłużej.
„Jemiolec” Kajetana Szokalskiego to ciekawa mieszanka - dystopia z ekologicznym tłem, okraszona szczyptą cyberpunku. Jeśli lubicie Orwella, ale wolelibyście go w wydaniu z meblościanką w tle i dziwną chorobą w pakiecie – możecie brać w ciemno 👍
Dziękuję Pulp Books za udostępnienie synchrobooka w aplikacji PulpUp i zapewnienie pełnej swobody recenzowania 😁
#jemiolec #kajetanszokalski #pulpbooks #pulpup
#oswajamyczasopożeracze #oswajamyczasopozeracze