Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Uprawa roślin południowych metodą Miczurina

Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
6,07 (515 ocen i 97 opinii) Zobacz oceny
10
11
9
16
8
84
7
114
6
128
5
66
4
44
3
35
2
8
1
9
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380490246
liczba stron
144
język
polski
dodała
Ag2S

Witajcie w świecie nieokiełznanej wyobraźni i nieskrępowanej swobody literackiej. Oto bohaterowie z piekła rodem, balansujący na granicy jawy i snu, życia i śmierci. Kasztaniarz i kosmonauta, trumna z generałem Sikorskim i przygłucha Matka Boska w blasku telewizora dziergająca Jezusowe skarpety. W oszalałym świecie nikogo nie dziwi podwieczorek zapoznawczy dla zmarłych ani teatrzyk oświaty...

Witajcie w świecie nieokiełznanej wyobraźni i nieskrępowanej swobody literackiej. Oto bohaterowie z piekła rodem, balansujący na granicy jawy i snu, życia i śmierci. Kasztaniarz i kosmonauta, trumna z generałem Sikorskim i przygłucha Matka Boska w blasku telewizora dziergająca Jezusowe skarpety. W oszalałym świecie nikogo nie dziwi podwieczorek zapoznawczy dla zmarłych ani teatrzyk oświaty sanitarnej. Weronika Murek niczym nadworny kuglarz słowa miesza style literackie i zwodzi zmysły czytelnika. Doskonała odskocznia od szarości dnia powszedniego.

 

źródło opisu: http://czarne.com.pl/

źródło okładki: http://czarne.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 55
Marcin | 2016-02-02
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 16 stycznia 2016

Weronika Murek, zdania odrębne.

„Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” pojawiła się we wszystkich możliwych zestawieniach za rok 2015 w pozycji „oszałamiający debiut dwudziestosześciolatki”, uzyskała nawet nominację do „Paszptortów Polityki”, gdzie w jej miejsce bardziej widziałbym Jakuba Małeckiego za „Dygot”, ale to już inna historia.

Zgoda – język jest tu niezwykle oryginalny. Dla tego języka, w mojej ocenie wyłącznie dla niego, książka jest warta przeczytania. Oczywiście wspaniałe jest to, że tak młoda pisarka tworzy tak niesamowity język i używa tak precyzyjnie i w niebywałej wręcz dyscyplinie do odmalowywania swojej wyobraźni, uczuć i wrażliwości. Jednak proza to opowieści, narracje i historie, które mają niezwykłą moc pozostawiania niemal fizycznych śladów na zmysłach czytelnika. Tu nie ma z tego nic – te opowiadania przelatują, pozostawiając po sobie cienie i rozczarowania.

Od pierwszych stron „Uprawa…” zaczęła mnie męczyć. Najdłuższe opowiadanie, otwierające ten zbiór kończy się tak: główna bohaterka, zmarła kobieta, która nie żyje tak nie do końca, która rozmawia z żyjącymi, denerwując i robiąc niewygodę tym żyjącym swoją (nie)obecnością trafia w finale do pokoju przygłuchej Matki Boskiej, w którym to pokoju z powodu tejże głuchoty brzęczy „na full” telewizor (aniołowie ciągle przyciszają jej ten telewizor, co drażni Matkę Boską); główna bohaterka na polecenie tejże Matki Boskiej bierze kłębek wełny („Bier kłębuszek”) po to, aby go trzymać… „I tak przez wiecznością całą”. Jęknąłem z rozczarowania i rozdrażnienia. Ale co mi tam, rzucam się na kolejne opowiadania, ale tam to samo – okiełznana przez wspaniały język wyobraźnia, która jednak nie zostawia absolutnie nic czytelnikowi. Może to wprawki poetyczne, pomyślałem, może to szkice dramatów a-la Różewicz, współczesna polska odpowiedź na dramaty Becketta, albo impresja na lektury Myśliwskiego, bo jako proza to słabo i nietrwale ze mną robi, jeśli cokolwiek…

Paweł Goźliński, którego niezwykle cenię i jako redaktora literackiego i jako pisarza powiedział w swoim podsumowaniu 2015 roku, że proza Murek to wyraz niebywałej wolności językowej, a wolności nam będzie trzeba jak najwięcej w nadchodzących latach. Dla mnie jest to wyraz zniewolenia, wyraz polskiej szkoły prozatorskiej, która, miałem nadzieję, zaczyna się chylić ku upadkowi – szkoły, w której język, forma, wyobraźnia i skojarzenia zastępują opowieści i historię. Tym większe moje rozdrażnienie i rozczarowanie przy debiucie młodziutkiej pisarki. Oczywiście proza, tak, jak poezja, może sobie pozwalać na wynajdowanie języka, ale po to, żeby jeszcze mocniej, sensualniej, dobitniej i wspanialej opowiadać ludzi i ich historie (Nabokov, Woolf, Celiné, Camus, Masłowska etc. etc). U Weroniki Murek mamy popisy językowe i jarzące się obrazy wyobraźni i nic ponad to. Z tego powodu niemałą satysfakcję przeżyłem, gdy jednak okazało się, że Paszport Polityki trafił do Łukasza Orbitowskiego za świetną, mistrzowską wręcz „Inną duszę”; ucieszyłem się nie dlatego, że ze mnie mściwy czytelnik, ale dlatego, że uważam, że nagrody literackie powinny pokazywać, czego nam, czytelnikom, potrzeba najbardziej. Teraz, jak nigdy wcześniej wyrazem i znakiem wolności niech będą historie, niech będą (jak w przypadku Orbitowskiego) wspaniałe narracje o naszej niedawnej historii, literackie obrazy ludzi i czasów, które w nas trwają, rosną, a czasami niebezpiecznie gniją; powieści i opowiadania, które sięgają uniwersalnych tematów i są przekładalne w całej Europie – w przypadku Murek jest to niewykonalne. To Orbitowski bowiem, a nie Murek, tworzy język; używa form i czasów, które służą opowiadaniu i żywemu słownikowi, który porusza, nie pozwala zapomnieć, każe przemyśleć i odczuć to, do czego sami nie mamy odwagi albo siły dotrzeć.

Żeby raz jeszcze oddać sprawiedliwość – język jest tu wspaniały, wyobraźnia ogromna. Jednak jako czytelnik mam ogromne wątpliwości czy Weronika Murek wie, co chce nam powiedzieć; jeśli tak, to ja tego nie usłyszałem, o „czuciu” jej świata nie wspominając… Momentami wydaje się to pretensjonalne i przekombinowane (jak sam tytuł tego zbioru opowiadań) – jakby pisane pod nagrodę, a nie dla czytelnika…

I jeszcze jedna uwaga – „Uprawa…” jest kolejną książką o polskiej prowincji, których wysyp w 2015 roku mieliśmy niebywały (wspomniany „Dygot” Małeckiego, „Skoruń” Macieja Płazy”, „Atlas Doppelganger” Dominiki Słowik, „Inna Dusza” Orbitowskiego, „Podkrzywdzie” Andrzeja Muszyńskiego). Wszystkimi krytyka była zachwycona, choć moim zdaniem naprawdę wielkie są tylko dwie z tych pozycji (Orbitowski i Małecki). Samo w sobie jest to interesujące i wymaga odrębnego zestawienia i namysłu. Tu podzielę się tylko jednym niejasnym jeszcze przemyśleniem, że być może to wyraz ucieczki, bo jeśli sztuka ma siłę przepowiadania, to może odwrót ku wsi i prowincji w prozie to echo przepowiedni…

Weronika Murek, „Uprawa roślin południowych metodą Miczurina”, Czarne, 2015.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Cel uświęca środki

kiedyś, dawno, dawno temu, gdy wydawana była jakaś pozycja z gatunku s.f., to czy lepsza, czy gorsza cieszyła. dziś, gdy zalewają nas różne tego typu...

zgłoś błąd zgłoś błąd