6,03 (583 ocen i 104 opinie) Zobacz oceny
10
12
9
16
8
93
7
127
6
144
5
80
4
51
3
41
2
9
1
10
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380490246
liczba stron
144
język
polski
dodała
Ag2S

Witajcie w świecie nieokiełznanej wyobraźni i nieskrępowanej swobody literackiej. Oto bohaterowie z piekła rodem, balansujący na granicy jawy i snu, życia i śmierci. Kasztaniarz i kosmonauta, trumna z generałem Sikorskim i przygłucha Matka Boska w blasku telewizora dziergająca Jezusowe skarpety. W oszalałym świecie nikogo nie dziwi podwieczorek zapoznawczy dla zmarłych ani teatrzyk oświaty...

Witajcie w świecie nieokiełznanej wyobraźni i nieskrępowanej swobody literackiej. Oto bohaterowie z piekła rodem, balansujący na granicy jawy i snu, życia i śmierci. Kasztaniarz i kosmonauta, trumna z generałem Sikorskim i przygłucha Matka Boska w blasku telewizora dziergająca Jezusowe skarpety. W oszalałym świecie nikogo nie dziwi podwieczorek zapoznawczy dla zmarłych ani teatrzyk oświaty sanitarnej. Weronika Murek niczym nadworny kuglarz słowa miesza style literackie i zwodzi zmysły czytelnika. Doskonała odskocznia od szarości dnia powszedniego.

 

źródło opisu: http://czarne.com.pl/

źródło okładki: http://czarne.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
jusola książek: 3519

Uwaga, debiut!

Niewielka książeczka z lekka surrealistyczną okładką - przetworzonym renesansowym obrazem Rogiera van der Weydena „Portret Damy w czepku”. Autorką projektu okładki jest Iwona Chmielewska, tak!, ta sama Iwona Chmielewska, nagradzana autorka i ilustratorka książek dla dzieci (i nie tylko, chyba nawet przede wszystkim nie tylko), tzw. picturebooks. Dama znana z portretu Weydena pozuje na tle lasu ubrana w ręcznie na drutach robiony sweterek, a czepeczek ma przyszpilony do czoła. Zdaje się nie mieć tak zadowolonej miny jak ta renesansowa. Nie czuje się pewnie?

Hmmm... faktycznie, jeśli zajrzeć między okładki książki, można stracić grunt pod nogami. W świecie opowiadań Weroniki Murek usuwa się on spod nóg co chwila. Nie tylko czytelnikowi, bohaterom także. Moja ulubienica Maria, bohaterka opowiadania „W tył, w dół, w lewo”, nieoczekiwanie dla samej siebie o tym, że nie żyje, dowiedziała się jako ostatnia. Konsekwencje? Nabieranie nawyków zmarłych: nie rzucała cienia na przykład. I matka kazała jej się zidentyfikować, a potem i tak to się okazało psu na budę. Nie, nie zdradzę dlaczego. Nie odbiorę czytelnikom tej przyjemności. Absolutnie rewelacyjne jest to opowiadanie, niezwykle celne i prześmieszne. Utkane z motywów, które gdzieś tam już w literaturze zaistniały, ale tak błyskotliwie wykorzystanych, że śmiałam się prawie w głos, gdy moja klasa pisała wypracowanie o zachwianym człowieczeństwie w czasach II wojny światowej. Co pani tak czyta? - pytali od czasu do czasu,...

Niewielka książeczka z lekka surrealistyczną okładką - przetworzonym renesansowym obrazem Rogiera van der Weydena „Portret Damy w czepku”. Autorką projektu okładki jest Iwona Chmielewska, tak!, ta sama Iwona Chmielewska, nagradzana autorka i ilustratorka książek dla dzieci (i nie tylko, chyba nawet przede wszystkim nie tylko), tzw. picturebooks. Dama znana z portretu Weydena pozuje na tle lasu ubrana w ręcznie na drutach robiony sweterek, a czepeczek ma przyszpilony do czoła. Zdaje się nie mieć tak zadowolonej miny jak ta renesansowa. Nie czuje się pewnie?

Hmmm... faktycznie, jeśli zajrzeć między okładki książki, można stracić grunt pod nogami. W świecie opowiadań Weroniki Murek usuwa się on spod nóg co chwila. Nie tylko czytelnikowi, bohaterom także. Moja ulubienica Maria, bohaterka opowiadania „W tył, w dół, w lewo”, nieoczekiwanie dla samej siebie o tym, że nie żyje, dowiedziała się jako ostatnia. Konsekwencje? Nabieranie nawyków zmarłych: nie rzucała cienia na przykład. I matka kazała jej się zidentyfikować, a potem i tak to się okazało psu na budę. Nie, nie zdradzę dlaczego. Nie odbiorę czytelnikom tej przyjemności. Absolutnie rewelacyjne jest to opowiadanie, niezwykle celne i prześmieszne. Utkane z motywów, które gdzieś tam już w literaturze zaistniały, ale tak błyskotliwie wykorzystanych, że śmiałam się prawie w głos, gdy moja klasa pisała wypracowanie o zachwianym człowieczeństwie w czasach II wojny światowej. Co pani tak czyta? - pytali od czasu do czasu, przerywając świętą ciszę pracy klasowej maturzyści. „Uprawę roślin południowych metodą Miczurina” - odpowiadałam zgodnie z prawdą, a oni dziwnie spoglądali. Ale nie czas był wyjaśniać. Klasa I za to mogła pośmiać się ze mną (ale oszczędnie, to prawda, bo jesteśmy w średniowieczu właśnie) z motywu maryjnego. Zaś II klasa (właśnie skończyliśmy romantyzm i czytamy „Lalkę”) siedziała dla odmiany osłupiała. Już chyba nigdy nie będą chcieli, bym coś poczytała w ramach luźniejszej lekcji. Czyżby mina damy w końcu zrobiła swoje?

Przyznam szczerze, zachwyciła mnie ta książeczka. Już dawno nie czytałam czegoś tak stuprocentowo dla przyjemności. Sztuka dla sztuki - mogłabym zakrzyknąć, gdyby nie to, że Przybyszewski, Młoda Polska itp. zupełnie ad hoc przychodzą mi do głowy. Nie jestem, zdaje się, oryginalna, gdy wychwalam ten debiut.

Opowiadania (jest ich 7) są mocno osadzone w zwyczajności. W każdym z nich pojawia się jednak coś nieoczywistego. Przedszkolanki mają problem z chłopcem, którego nie akceptują inne dzieci, bo jest z mięsa. A tu pan przychodzi organizować sanitarną pogadankę i podzielić obowiązki trzeba sensownie: pilnować jadalni, leżakowania, naświetlania dzieci, gazetki zmienić („Jak wyobrażamy sobie chorych na krzywicę” sic!). Samo życie. Także wtedy, gdy dziadek umiera i umrzeć nie może, a dziewczyna by wyjść chciała. Boluś czeka. Albo gdy problem trzeba rozwiązać, bo człowiek ma ciekawość, czy w jajku kurczak siedzi. Nieważne, że jest się zuchem w trakcie pochodu, towarzyszącego trzeciemu pochówkowi generała Sikorskiego. Albo...

No, dość. Czytajcie dalej sami!

A Miczurin? Cóż, podpowiada: Nie można czekać na łaskawość przyrody. Naszym celem jest wziąć sobie ją od niej samemu. Posłuchajcie radzieckiego naukowca, cokolwiek jego słowa miałyby znaczyć.

Zapraszam do lektury.

Justyna Radomińska

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1433)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 3007
Marago | 2016-10-24
Przeczytana: 24 października 2016

"Uprawa roślin południowych metodą Miczurina" popełniona przez młodą prawniczkę po UŚ - Weronikę Murek, zmęczyła mnie okrutnie. Czytałam ten zbiorek z przerwami i poruszałam się w (zamierzonych) oparach absurdu, które zgotowała autorka, przez czas długi.


Jest to zbiorek składający się z siedmiu utworów. Wszystkie równie pure nonsensowne jak pierwsza, najdłuższa pozycja, która mi się najbardziej podobała. Ale miałam dość brzydoty opisywanego przez autorkę świata. Świata odpychającego, ohydnego, podsumowanego przez głos szydercy.

Styl, w jakim zostały napisane poszczególne utwory jest
nierówny, być może taki był zamiar Weroniki Murek. Miałam ochotę czytać z ołówkiem w ręku, ale dałam sobie spokój i szansę autorce.

Nie jest to moja ulubiona książka. Z pewnością do niej nie wrócę. Do autorki - nie wiem.

Można przeczytać.

książek: 1993
Wojciech Gołębiewski | 2016-10-01
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 października 2016

Debiut dwudziestosześcioletniej Weroniki Murek (ur. 1989) nominowany do trzech różnych nagród. Wiem ponadto, że jest absolwentką Wydziału Prawa i Administracji oraz że pisze książki i sztuki, jako rzecze Wikipedia nie podając ani jednego tytułu poza omawianym.
Siedem opowiadań, łącznie 139 stron, lecz pierwsze ciągnie się do 70., więc wymaga szczególnego omówienia, które daje Dariusz Nowacki na:
http://wyborcza.pl/1,75410,17579234,Debiut_bez_slabych_punktow___Uprawa_roslin_poludniowych.html
a ja powtarzam tylko jego końcowe, jak się wydaje, trafne przypuszczenie:
:„..Być może bohaterka wcale nie umarła, być może była traktowana przez otoczenie jako nieobecna i niegodna wysłuchania, a zatem jej śmierć nie wprowadza żadnej zmiany, tylko sankcjonuje pewien porządek...".
Oczywiście polecam całą (krótką) recenzję Nowackiego, a sam ostrzegam przed pohopnymi próbami zaszufladkowania pisaniny Murek do realizmu...

książek: 478
skiatos | 2016-01-02
Na półkach: Przeczytane, 2016
Przeczytana: 02 stycznia 2016

Autorka – jak sama mówi – była wierną czytelniczką iberoamerykańskiego realizmu magicznego. „Zawsze mnie potwornie ręka swędzi, żeby rzeczywistości dorobić jeden czy drugi lufcik, wypustkę” – powiedziała w jednym z wywiadów. Spod jej pióra wyszła – jak chcą recenzenci – psychodeliczna, surrealistyczna proza. Dalej chwalą jej język i dyscyplinę literacką.

Zestawiając „Uprawę roślin…” z zachwytem recenzentów nie można literatce Murek odmówić wyobraźni. A reszta? No cóż. Przy piwie opowiadamy nie gorsze bzdury niż te Murkowe. Ale żeby zaraz literaturę z tego robić? To, że się jest zakochanym w twórczości Mozarta nie czyni słuchacza Mozartem. Kolejna literacka wydmuszka.

książek: 536
encaminne | 2015-03-06
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2015
Przeczytana: 05 marca 2015

kotnakrecacz.pl

"Podszedł do mapy kosmosu i przez chwilę wodził po niej palcem niby coś obliczając. Odległości przedstawiono żółtymi cyframi, ale ktoś je pracowicie poprzekreślał i cienkim mazakiem dopisał pod spodem: >>W rzeczywistości inaczej<<"

Miczurin, radziecki ogrodnik i bohater narodowej propagandy, zwany "ojcem jabłek", próbował stworzyć świat z gruszkami na wierzbie. Udało mu się powołać do życia kilkaset nowych gatunków drzew owocowych i winorośli, które miały podstawową dla geografii kraju zaletę - były mrozoodporne, można je było więc sadzić na północy kraju. Jednak o północy nie będziemy dziś mówić, przenieśmy się na południowe rubieże literackie, gdzie Weronika Murek miczurinowską metodą sadzi rośliny południowe w siedmiu opowiadaniach. O czym? O śliwkach na sośnie.

"Uprawa roślin południowych metodą Miczurina" to książka niebanalna, ale w swojej niebanalności - totalna. Tak nieprawdopodobna, jak teorie Miczurina przeczące prawom genetyki - przeczy nauce,...

książek: 880
adb | 2016-09-25
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 25 września 2016

Świat w "Uprawie roślin południowych metodą Miczurina" jest zdeformowany jak w gabinecie krzywych zwierciadeł, ale ten typ deformacji czasem zdumiewa, a czasem przeraża, ale nie pobudza do śmiechu. Nawet Bóg (tu Bożątko) służy tu do straszenia, bo albo w nagrodę da wiekuistą nudę, albo ukradnie kapcie spod łóżka.

Obsypana ostatnio nagrodami "Uprawa roślin południowych metodą Miczurina" Weroniki Murek to zbiór siedmiu opowiadań, przy czym tylko pierwsze "W tył, w dół, w lewo" jest dłuższe, pozostałe są krótkie, nawet bardzo krótkie. Jak wyjaśniła w jednym z wywiadów sama autorka, to pierwsze opowiadanie miało być całą książką, a reszta powstała by wypełnić tom objętościowo. Niestety jest to widoczne. Pozostała szóstka to w zasadzie kalki stylistyczne, a ten powtarzalny schemat męczy. Debiutancki zbiorek W. Murek to nie jest jednak zła książka, ale książka dla specyficznego odbiorcy.
[...]
Chwyty stosowane przez Murek to gry słów i niedopowiedzenia [...] przerysowania....

książek: 1399
Pani_Wu | 2016-03-11
Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 11 marca 2016

Siedem opowieści wyjętych z pogranicza snu i jawy, zdrowia i choroby umysłowej, życia i śmierci, gdy ciało jeszcze nie jest pochowane, a dusza jeszcze nie wie, że już nie żyje. Nawet na wieczorku zapoznawczym dla zmarłych, bohaterka opowiadania "W tył, w dół, w lewo" stawia opór, bo twierdzi, że nie umarła.

"O tym, że nie żyje, dowiedziała się jako ostatnia. Czasami tak bywa. Rano wszystko było jeszcze w porządku: żywi mijani na ulicy pozdrawiali ją tak, jakby wciąż do nich należała. Gdy dotarła do pracy, nikt już nie patrzył jej w oczy. Rzeczy z jej biurka leżały w plastikowym worku.
– No, no – powiedziała szefowej. – Po coście to zebrali? To wszystko nowe jeszcze, niedawno kupione.
Na co tamta odparła:
– Co z tego? Te rzeczy należą do zmarłej, a rzeczy zmarłych się pali"
Autorka uchyla nam rąbka kotary, za którą są już zaświaty. Tam, zgodnie z ludowymi wierzeniami, w nagrodę pomaga się rozwijać kłębek złotej nici, z której Matka Boska dzierga Jezusowi skarpety, temu samemu,...

książek: 412
Joanna | 2015-03-17
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2015
Przeczytana: 16 marca 2015

Bynajmniej, nie jest to "doskonała odskocznia od szarości dnia codziennego".
Skaczemy bowiem w świat brzydki i mroczny, co sygnalizuje już odpychająca okładka.
Słowa, bohaterowie i wątki mieszają się. Brakuje kogoś, kto by nad nimi panował. Niebanalność nie implikuje chaosu, a to właśnie dostajemy. I szczyptę pretensjonalności. Mimo długości, a raczej krótkości opowiadań, czytelnika czeka ciężka przeprawa. U mnie nie raz zapalała się lampka: odłożyć i nie wracać, z przeprawy bowiem nic nie wynika.

Rzadko używam takich słów, ale czyżby Czarne postanowiło wydać tekst... grafomanki?

książek: 5323
Ytr0001 | 2018-05-25
Przeczytana: 22 kwietnia 2018

Recenzja opublikowana również na blogu:
https://trans-ksiazkowy.blogspot.com/2018/05/uprawa-roslin-poudniowych-metoda.html

Siedem opowiadań. W nich śmierć, która zdarzyła się dziwnym trafem, wieczór w restauracji, przedsiębiorstwo na wsi zatrudniające pacjentów szpitala psychiatrycznego, powolne umieranie dziadka, trójkąt miłosny, czekanie na sygnał od kosmonauty oraz dzień pewnego pogrzebu. Różnorodność tematyczna, choć śmierć wysuwa się tu na pierwszy plan, jednak dużo będzie także krytyki władzy. Mimo tych trudnych z pozoru tematów, w opowiadaniach Murek nie jest jednak dramatycznie, drastycznie ani melancholijnie, a przede wszystkim absurdalnie. Pojawiają się tutaj dzieci wskrzeszające modlitwą zmarłe pieski, zmarli, którzy nagle dowiadują się, że umarli czy też Bożątko wskrzeszające kurę dziewczyny, do której ma słabość. Wszystkie niesamowite wydarzenia oraz tematyka śmierci są z jednej strony tylko pretekstem, aby wzbudzić refleksje o życiu ludzkim, pokazać jego...

książek: 881
czytankianki | 2015-02-25
Na półkach: Przeczytane, 2015
Przeczytana: 20 lutego 2015

– Cały dzień mnie męczy piosenka taka, a słów nie pamiętam.
– Psalm może jakiś? – odparł drugi anioł. – Kolęda?
Przez chwilę milczeli; pierwszy anioł z rękami założonymi na plecach stał przy oknie i spoglądał znużony na ziemię, drugi odstawił na parapet talerzyk z cukrem i maczał w nim zieloną łodygę rabarbaru.
– Nie chrup – powiedział pierwszy – drażni mnie, jak chrupiesz.

Opowiadania Weroniki Murek przypominają sny: są realistyczne, ale w każdym pojawia wyłom, który burzy porządek i zakłóca logikę. Sytuacje trudno umiejscowić w czasie i przestrzeni, postaci zaskakują zachowaniem, pojawiają się dziwne, nieprzystające do reszty elementy. Młoda kobieta spóźnia się na własną śmierć, harcerz podczas pogrzebu prześwietla kurze jaja, gość restauracji odgrywa spektakl dla przechodniów z ulicy, ktoś inny przez radio usiłuje skontaktować się z zaginionym kosmonautą Pączko. No i tytuły oderwane od treści – „Alergia na pióra pudrowe”, „Siwy koń w plamy kare” czy „Organizacja snu w...

książek: 215
Amarcord | 2015-05-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 maja 2015

Ta proza jest czupurna, prowokacyjna, momentami porywająca; niesie w sobie jakiś wirus absurdu, od którego w głowie zaczyna się kręcić... Dialogi w swojej banalności niebanalne, opisy świata przedstawionego intrygujące... Jest w tej książce coś, co każe mi zanotować w pamięci nazwisko autorki.
A jednak --- muszę to przyznać --- dawno nie czytałem już książki, z którą czułbym tak słaby kontakt duchowy, która tak mało by się we mnie odcisnęła...
No więc o co chodzi w tej literaturze w ogóle...?

zobacz kolejne z 1423 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
90 książek zgłoszonych do Nagrody Gombrowicza

Zakończył się nabór książek do drugiej edycji Nagrody Literackiej im. Witolda Gombrowicza, która organizowana jest przez Prezydenta Radomia i Muzeum Witolda Gombrowicza. W czerwcu kapituła nagrody ogłosi nazwiska pięciorga nominowanych, a na początku września wybierze laureata, który otrzyma 40 000 zł.


więcej
Nowy numer„Książek. Magazynu do czytania”

Już we wtorek, 22 listopada premiera nowego numeru „Książek. Magazynu do czytania”. Znajdziecie w nim m.in. wywiady z Margaret Atwood, Agnetą Pleijel i Richardem Flanaganem oraz fragment najnowszej powieści Joanny Bator. Czego jeszcze możecie spodziewać się po tym wydaniu magazynu?


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd