Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Samolot bez niej

Tłumaczenie: Małgorzata Krzyżosiak
Wydawnictwo: Świat Książki
7,36 (393 ocen i 111 opinii) Zobacz oceny
10
30
9
53
8
105
7
115
6
53
5
18
4
10
3
5
2
4
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Un avion sans elle
data wydania
ISBN
9788379432509
liczba stron
464
słowa kluczowe
literatura francuska, thriller
język
polski
dodała
Ag2S

Lyse-Rose czy Emilie? Kim jest jedyna ocalała z katastrofy lotniczej osoba, trzymiesięczne niemowlę? Dwie rodziny - bogata i biedna - walczą o opiekę nad dziewczynką, którą media ochrzciły Ważką. Osiemnaście lat po katastrofie prywatnemu detektywowi wynajętemu przez rodzinę, która przegrała w sądzie, wydaje się, że w końcu znalazł rozwiązanie zagadki. Pada jednak ofiarą morderstwa, zostawiając...

Lyse-Rose czy Emilie? Kim jest jedyna ocalała z katastrofy lotniczej osoba, trzymiesięczne niemowlę?
Dwie rodziny - bogata i biedna - walczą o opiekę nad dziewczynką, którą media ochrzciły Ważką. Osiemnaście lat po katastrofie prywatnemu detektywowi wynajętemu przez rodzinę, która przegrała w sądzie, wydaje się, że w końcu znalazł rozwiązanie zagadki. Pada jednak ofiarą morderstwa, zostawiając po sobie jedynie dziennik ze szczegółami prowadzonego przez lata śledztwa.
Zostajemy wciągnięci w zapierający dech w piersiach pościg prowadzący od paryskiej dzielnicy Butte-aux-Cailles aż po Dieppe, od Val-de-Marne po zbocza Mont Terrible, do chwili, aż wszystko stanie się jasne. Czyżby przypadki i zbiegi okoliczności były tylko odpryskami przeznaczenia? A może od samego początku ktoś manipuluje aktorami tego dramatu? Porywająca powieść, którą zapełniają fascynujące postaci uczyniła Michela Bussiego jednym z najpoczytniejszych współczesnych pisarzy we Francji. W rankingu najpopularniejszych autorów sporządzonym na początku 2014 roku przez dziennik Le Figaro pisarz znalazł się na 8 miejscu. Powieść "Samolot bez niej" tłumaczona jest na kilkanaście języków. Kupiono również prawa do jej adaptacji filmowej.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Świat Książki, 2014

źródło okładki: www.swiatksiazki.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Molly książek: 1760

Uwaga! Spoiler w… tytule

Chyba ze trzy razy sprawdzałam, jak brzmi oryginalny tytuł tej książki. "Un avion sans elle" - nawet przy mojej nikłej znajomości francuskiego nie ulega wątpliwości, że winy na tłumaczkę zwalić się nie da. To autor sam osobiście tak bezpardonowo zaspojlerował swoje dzieło. Taki strzał do własnej bramki jeszcze przed rozpoczęciem na dobre meczu. Jeśli więc macie możliwość - czym prędzej obkładajcie powieść Bussiego w jakąś gazetę lub inny szary papier, okiem na tytuł nawet nie rzucając. Inaczej czeka Was taki sam szok, niedowierzanie i konsternacja, jakie towarzyszyły mi niemal do ostatniej strony owej powieści. No bo jak to? Tak zdradzać czytelnikowi rozwiązanie, zanim jeszcze wtajemniczy się go w zagadkę? A może to haczyk? Fałszywy trop mający zmylić czujność odbiorcy i wywieść go na manowce? O co chodzi z tym tytułem, dowiecie się gdzieś tak około 450 strony; póki co mogę Was zapewnić - i o tym będzie ta recenzja - dlaczego przez te prawie 500 stron ślizgać się wzrokiem warto.

Jest rok 1980. 23 grudnia 1980 roku. Na szczycie Mont Terrible, na granicy francusko-szwajcarskiej, rozbija się samolot, airbus relacji Stambuł - Paryż. Ginie stu sześćdziesięciu ośmiu spośród stu sześćdziesięciu dziewięciu pasażerów - jedyną cudownie ocaloną osobą jest mała, trzymiesięczna na oko dziewczynka. I tu wypadałoby podać jej imię i nazwisko. Być może jest to pochodząca z rodziny handlujących fast foodami wprost z swej ciężarówki biedaków, Emilie Vitral, a może dziedziczka ogromnej...

Chyba ze trzy razy sprawdzałam, jak brzmi oryginalny tytuł tej książki. "Un avion sans elle" - nawet przy mojej nikłej znajomości francuskiego nie ulega wątpliwości, że winy na tłumaczkę zwalić się nie da. To autor sam osobiście tak bezpardonowo zaspojlerował swoje dzieło. Taki strzał do własnej bramki jeszcze przed rozpoczęciem na dobre meczu. Jeśli więc macie możliwość - czym prędzej obkładajcie powieść Bussiego w jakąś gazetę lub inny szary papier, okiem na tytuł nawet nie rzucając. Inaczej czeka Was taki sam szok, niedowierzanie i konsternacja, jakie towarzyszyły mi niemal do ostatniej strony owej powieści. No bo jak to? Tak zdradzać czytelnikowi rozwiązanie, zanim jeszcze wtajemniczy się go w zagadkę? A może to haczyk? Fałszywy trop mający zmylić czujność odbiorcy i wywieść go na manowce? O co chodzi z tym tytułem, dowiecie się gdzieś tak około 450 strony; póki co mogę Was zapewnić - i o tym będzie ta recenzja - dlaczego przez te prawie 500 stron ślizgać się wzrokiem warto.

Jest rok 1980. 23 grudnia 1980 roku. Na szczycie Mont Terrible, na granicy francusko-szwajcarskiej, rozbija się samolot, airbus relacji Stambuł - Paryż. Ginie stu sześćdziesięciu ośmiu spośród stu sześćdziesięciu dziewięciu pasażerów - jedyną cudownie ocaloną osobą jest mała, trzymiesięczna na oko dziewczynka. I tu wypadałoby podać jej imię i nazwisko. Być może jest to pochodząca z rodziny handlujących fast foodami wprost z swej ciężarówki biedaków, Emilie Vitral, a może dziedziczka ogromnej fortuny dziada kładącego rurociągi pod przepływ nafty na całym świecie, Lyse-Rose de Carville. Kłopot w tym, że nikt; żaden sędzia, żaden ekspert i żaden śledczy nie potrafi tego z całą pewnością stwierdzić. Nie udaje się to również Credule'owi Grand-Duc'owi, detektywowi wynajętemu za niewyobrażalnie wielkie pieniądze przez Mathilde de Carville, jedną z potencjalnych babć, na okres osiemnastoletniego śledztwa. To właśnie zapis z jego notatek i przemyśleń, przebłysków i rozterek, stanowi fabułę tej książki.

Akcja powieści rozgrywa się na dwóch czasowych płaszczyznach. Jedną z nich, retrospektywną, jest wspomniany już pamiętnik ze śledztwa detektywa Grand-Duca; druga, rzeczywista, to prywatne dochodzenie Marca - brata Lylie, zakochanego w niej zupełnie nie platoniczną miłością. Bo otóż kiedy cudownie ocalała z katastrofy lotniczej dziewczynka kończy osiemnaście lat, zbiegiem dziwnych okoliczności wchodzi w posiadanie zeszytu z zapiskami sprawy dotyczącej ustalenia tożsamości jej samej. Z tym kłopotliwym brzemieniem prawdy, a właściwie bezowocnego jej tropienia, pozostawia Marca przy kawiarnianym stoliku, sama udając się w jakieś tajemnicze, nikomu bliżej nieznane miejsce. By ją odnaleźć i zapobiec tragedii, która wychyla się spomiędzy liter składających się na enigmatyczną wiadomość pozostawioną przez dziewczynę, Marc musi poznać prawdę o jej przeszłości, a po drodze rozwiązać wiele zagadek. Znaki zapytania rodzą tu kolejne znaki zapytania, próżno szukać kropki; przeszłość jest kluczem do teraźniejszości i przepustką do przyszłości, natomiast wszystkie pewniki w każdej chwili mogą przerodzić się w zręczną manipulację, pozbawiając bohaterów opowieści Bussiego gruntu pod nogami i przywiązując im do rąk sznureczki, niczym marionetkom.

Ale jak to możliwe, by po jakimś człowieku, choćby trzymiesięcznym, nie pozostał na świecie żaden ślad? Żadne ubranka, zdjęcia, wspomnienia świadków? A co z testami DNA? Bussi na wszystko ma odpowiedź i jest to odpowiedź przekonywująca na tyle, że jesteśmy w stanie w jego wersję wydarzeń uwierzyć całkowicie. Ubranka dziecka zostały kupione na jednym z największych tureckich bazarów, gdzie dziennie przewijają się miliony kupujących. Zdjęcia? Matka miała kliszę z nimi przy sobie w czasie wypadku. DNA? Tu również autor będzie miał dla Was wyjaśnienie nie do podważenia. Akcja książki jest gęsta, lepka wręcz od mocno zawoalowanych i bardzo dwuznacznych wskazówek, które po dobrnięciu do końca i poznaniu rozwiązania zagadki wydają się wprost do nas krzyczeć. Sęk w tym, czy je zauważymy, czy złożymy je sobie w całość i odpowiednio zinterpretujemy. I choć pewne epizody powieści zdawały mi się raczej grubymi nićmi szyte, to muszę przyznać, że "Samolot bez niej" tworzy całkiem zgrabną powieść detektywistyczną, gdzie nic nie jest oczywiste do samego końca. 

Książka wciąga. Czytałam ją w pociągu i u znajomych przed snem ją czytałam, tak bardzo ciekawa byłam zakończenia i tego, jak autor rozwiąże te wszystkie zaplątane supły akcji swojej opowieści. Ale Bussi droczył się ze mną niemiłosiernie swym suspensem, zawieszając zgłębianie dziennika detektywa, który był zapisem brnięcia przez niego w ciemnym labiryncie do rozwiązania zagadki Ważki (tak dziewczynkę nazwały media). Rozpalał tym moją ciekawość do czerwoności, a gdy wreszcie doczytałam do kolejnego fragmentu relacji Grand-Duca, okazywało się, że autor zarzucał tylko przynętę, z której ryba się urwała; że błądzącemu śledczemu znów przed nosem wyrosła ściana, mur nie do przekroczenia, a czasami za zakrętem czaiło się jeszcze bardziej intrygujące rozwidlenie dróg. Dodatkowo zza takich fabularnych rogów wyłaniały się kolejne postaci, które mniej lub bardziej komplikowały fabułę i mieszały w sprawie, niejednokrotnie wodząc nas za nos. To jednakże tylko potwierdzało, że Bussi pisać umie, że pomysł na książkę miał i wiedział, jak go zrealizować, jak złapać czytelnika w sieć swoich intryg i wymęczyć go niemal 500-stronicową odyseją śledczą, kiedy już po pierwszych kilkunastu stronach wprost się skręcałam, by poznać tajemnice Ważki. Czy w końcu byłam tym rozwiązaniem usatysfakcjonowana? Powiem Wam, że tak sobie.

Jeśli o mnie chodzi, nie mam wątpliwości, że Bussi powinien raczej książki pisać niż je nazywać. Nie wiem, na ile tytuł jest niefortunnym wypadkiem przy pracy, a na ile, jak to sobie wykalkulowałam, odniesieniem do książki, w której rozwiązanie zagadki również czaiło się przez cały czas na tytułowej stronie gazety, która jako pierwsza doniosła o katastrofie lotniczej, z której ocalała Lylie. Niemniej jednak według mnie był to strzał w stopę powieści, która potem kulała. Gdyby nie tytuł, na pewno odpowiedź na pytanie, kim naprawdę jest Emilie Vitral, byłaby dla mnie sporą niespodzianką. W zaistniałej sytuacji jednak obeszło się bez fajerwerków. Rozwiązanie tylko potwierdziło (a może zanegowało; nie ja Wam niczego nie zdradzę) moje przypuszczenia. Dlatego też powiadam Wam, nie brnijcie za wszelką cenę do końca, delektujcie się kolejno odsłanianymi kartami i szperajcie w tropach, bo wisienki na powieściowym torcie może nie być.

Marzena Molenda

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1195)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 931
Alicja | 2017-04-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 kwietnia 2017

"Trudne doświadczenia wystawiają wiarę na próbę i wzmacniają ją" (str 126)
Bardzo ciekawa historia trzymająca w napięciu do końca z zaskakującym zakończeniem. Katastrofa airbusu, z której ocalało tylko niemowlę i dwie rodziny starające się o nią. Detektyw prowadzący przez 18 lat śledztwo mające na celu identyfikację dziecka zakończone niepowodzeniem. O wszystkich wydarzeniach mających z tym związek, staraniach zainteresowanych stron,postępowaniu sądowym dowiadujemy się z dziennika prywatnego detektywa. Manipulacje, kłamstwa, mataczenia, zbrodnie podejmowane w celu realizacji swoich pragnień.Hipoteza goniąca hipotezę, nadzieje i zwątpienia. O ludzkiej dumie i godności, której nie można złamać, ani przekupić.Zmianie priorytetów wraz z upływem czasu.Funkcjonowanie machiny medialnej, będącej w stanie manipulować społeczeństwem.Ta historia jest jak kostka Rubika, którą się układa, lecz ciągle brakuje jednego elementu, który jest na wyciągnięcie dłoni.

książek: 769
Mollinka_90 | 2017-03-31
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 31 marca 2017

Przychodzi taki moment w życiu każdego człowieka, że zaczyna on sobie zadawać pytanie o to, kim jest? Skąd pochodzi? Kim są jego bliscy? Zazwyczaj odpowiedź na te pytania nie nastręcza wielu trudności, mamy przecież imię, nazwisko, przodków, którzy chętnie snują rodzinne legendy przy niedzielnym obiedzie. Są jednak sytuacje, gdy pytania się mnożą jak grzyby po deszczu, a odpowiedzi jest jak na lekarstwo, doświadcza się kryzysu tożsamości. Bo co w sytuacji, gdy nasze pochodzenie nie jest pewne, gdy nie możemy wiedzieć na 100%, że nasze dane personalne są tymi właściwymi? Tak dzieje się w przypadku bohaterów książki Michela Bussiego.

To druga książka francuskiego autora, jaką miałam okazję przeczytać. Tak jak w przypadku "Czarnych nenufarów" obcujemy tu z charakterystycznym dla francuskich kryminałów klimatem. Mamy zatem tajemnicę wypadku lotniczego sprzed lat, w którym jedyną ocaloną jest trzymiesięczna dziewczynka. Na pokładzie maszyny miały znajdować się dwa noworodki płci...

książek: 5636
miki24gr | 2014-07-10
Na półkach: Przeczytane, E- moje, 2014
Przeczytana: 10 lipca 2014

Rewelacyjna powieść o niesłychanie intrygującej fabule, tak naszpikowana tajemnicami, że do ostatnich stron nie sposób domyślić się rozwiązania zagadki!! Trzyma w napięciu od początku, zmusza do zarwania nocy:)). Polecam!

książek: 4469
Pokrecona | 2014-04-06
Przeczytana: 05 kwietnia 2014

Książka"Samolot bez niej"jest niesamowicie intrygująca.
Akcja powieści Michela Bussi rozpoczyna się 23 grudnia 1980r. W samolocie Airbus 5403 relacji Stambuł − Paryż znajduje się 169 osób razem z załogą. Na zewnątrz szaleje burza, widoczność jest zerowa- dochodzi do tragedii. Samolot zaczyna opadać. Trzy sekundy i kolejny tysiąc metrów w dół...krzyki,płacz dzieci i strach w oczach...airbus roztrzaskał się o górę.
Gdy do akcji ratowniczej wkraczają strażacy i inne osoby przygotowane do tego typu sytuacji, okazuje się, że wszyscy zginęli. Wszyscy razem z samolotem spłonęli. Po godzinie poszukiwań okazuje się, że znalezione zostało 3 miesięczne niemowlę-dziewczynka. Cud. 168 osób zginęło a ocalało niemowlę. Jakim cudem? Na wieść o tej nowinie, dziadkowie, którzy stracili swoje dzieci w katastrofie, cieszą się, że chociaż ocalała wnuczka. Dziękowali niebiosom ale życie ponownie wyciąga w ich stronę sztylet...rani, kaleczy na całe życie.
Okazało się, że w samolocie znajdowały się dwie...

książek: 865
Marzin | 2015-06-15
Przeczytana: 15 czerwca 2015

Zaskakująco ciekawa powieść, którą polecila mi koleżanka Kasia. Na poczatku akcja ślimaczyła sie troszkę i brałam pod uwagę odłożenie tej książki na bok, ale rozkreciła sie w odpowiednim momencie i zaskoczyła mnie niewiarygodnym zakończeniem.

książek: 251
neta | 2014-06-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2014
Przeczytana: 30 kwietnia 2014

Zdobyć, zapatrzeć się w okładkę, a potem przeczytać bez zbędnego ociągania się, najlepiej za jednym zamachem… Ponieważ ta książka (zresztą jak wiele innych) nie znosi braku czasu i niestety traci wiele uroku gdy czyta się ją na raty. Za to czytana sprawnie może zaskoczyć oryginalnym sposobem napisania i ciekawą fabułą wciągającą po brzegi.
Ale ma też wady. Mnie najbardziej irytowało ciągłe przypominanie o ograniczeniach technologicznych wynikających z akcji toczącej się w latach 80-tych. Takie to trochę robienie z czytelnika idioty – jakby sam nie był się w stanie tego domyślić? ;)
No i zakończenie. Nie wiem czy to zbyt duża ilość przeczytanych pozycji z gatunku, czy może zbyt długi czas czytania i tym samym za dużo czasu na myślenie, ale zakończenie niestety nie było zaskoczeniem.
Co nie zmienia faktu, że czytało się dobrze, naprawdę dobrze!

książek: 1348
Madi | 2016-12-11
Przeczytana: 11 grudnia 2016

Niesamowita historia,napisana tak ciekawie,że nie sposób się od niej oderwać.
Wciąga i trzyma w napięciu już od pierwszych stron,intryguje ,miesza,rzuca nowe poszlaki,a Ty czytelniku główkuj o co tu w tym wszystkim chodzi?
Choć w którymś momencie miałam swoje tropy,które okazały się trafne,to oczywiście całego zakończenia nie byłam w stanie sobie wyobrazić.
Podobała mi się tylko sama historia odnalezionego dziecka po katastrofie,ale i pomysł przeplatania teraźniejszości z pamiętnikiem detektywa ,który podgrzewał atmosferę.
A... Jeszcze przepiękna brokatowa okładka...

książek: 3345
aleksnadra | 2014-03-29
Przeczytana: 29 marca 2014

Katastrofy lotnicze zdarzają się rzadziej niż wypadki samochodowe. Jednak jeżeli już do niej dojdzie to jednorazowo ginie około dwustu osób: pasażerów i obsługi samolotu. Nie sposób opisać i uświadomić sobie tragedii rodzin i bliskich ofiar, którzy muszą zmagać się dramatyzmem poszukiwania i rozpoznania szczątków, pospiesznych pogrzebów, żałoby, pozostania z pustką, dziurą ziającą w miejscu ich serca.

Katastrofa lotnicza jest również głównym tematem powieści Michela Bussi "Samolot bez niej". Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, w nocy z 22/23 grudnia 1980 r. o zbocze góry Mont Terrible rozbija się Airbus 5403 Stambuł- Paryż. Ratownicy, którzy przybyli na miejsce tragedii, odnajdują spalony samolot, zwęglone szczątki ludzkie i trzymiesięczne niemowlę na granicy życia i śmierci. Szybka interwencja lekarzy pozwala uratować dziecko. Do szpitala, po ocaleńca zgłaszają się dwie rodziny: bogata- de Carville i biedna- Vitral. Kim jest uratowane niemowlę? Lyse- Rose czy Emilie?...

książek: 975
Iwona | 2014-08-02
Przeczytana: 02 sierpnia 2014

Popełniłam dwa błędy. Pierwszy to ten, że początkowo książkę czytałam z doskoku, zrywami. Jeśli brakuje czasu, to lepiej odłożyć czytanie na później, kiedy będzie można oddać się tej książce bez ograniczeń. Drugim błędem było przeczytanie kilku recenzji i opinii. Efekt – długo wciągałam się w akcję, nie bez pewnego rozczarowania. Prawda, oczekiwałam chyba czegoś innego, przynajmniej na początku. Nie za bardzo podobała mi się mnogość wątków, chociaż wszystkie one oscylowały wokół głównej osi powieści – ustalenia tożsamości dziewczynki znalezionej koło wraku samolotu. Dwie rodziny walczyły o nią, nie zawsze czystymi i uczciwymi sposobami, każda z nich uważała, mimo wątłych podstaw, że Lylie należy do nich. Przerzucali się dowodami, mieli najlepszych prawników, cały kraj żył tym wydarzeniem. Biedni ludzie, którzy stracili w katastrofie najbliższych, ostatnią nadzieję pokładali w tej małej, cudownie ocalałej dziewczynce. Dziwne mi się wydało, że tak trudno było rozpoznać...

książek: 698
Paula | 2014-07-16
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam, 2014
Przeczytana: 16 lipca 2014

Bardzo dobra książka. Ciekawa fabuła, napisana w taki sposób, że absolutnie podczas czytania nie można się nudzić. Akcja toczy się tak dynamicznie, że nie miałam czasu na zastanawianie się nad zakończeniem, a z resztą po co psuć sobie zabawę? Pozwoliłam porwać się Ważce i jej historii całkowicie.

zobacz kolejne z 1185 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd