Jacek Jarosz 
Z wykształcenia - historyk i filozof, z zawodu (obecnie) - nauczyciel, interesuję się historią Europy Wschodniej i Rosji. Pracuję w podlublińskiej wsi. Słucham, czytam, obserwuję, niekiedy komentuję - przeczytane książki, zasłyszaną muzykę, niedorzeczności, paradoksy i fanaberie naszej rzeczywistości społecznej i politycznej.
55 lat, mężczyzna, okolice Lublina, status: Czytelnik, dodał: 2 cytaty, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-14 19:20:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Plagiat? Czy gapiostwo?

Chyba będzie proces o kradzież dóbr intelektualnych!! :-) Nie, nie chodzi o samą "Trzecią księgę". Wprawdzie jeszcze powieści nie przeczytałem, chociaż chyba przeczytam. Bo wygląda na ciekawą. Chodzi o hasło reklamowe, które jest nawet nie plagiatem, a owocem kradzieży w biały dzień.

Taki tytuł nosi recenzja, jaką w "Rzeczpospolitej" napisał P.Jędroszczyk o książce...
Plagiat? Czy gapiostwo?

Chyba będzie proces o kradzież dóbr intelektualnych!! :-) Nie, nie chodzi o samą "Trzecią księgę". Wprawdzie jeszcze powieści nie przeczytałem, chociaż chyba przeczytam. Bo wygląda na ciekawą. Chodzi o hasło reklamowe, które jest nawet nie plagiatem, a owocem kradzieży w biały dzień.

Taki tytuł nosi recenzja, jaką w "Rzeczpospolitej" napisał P.Jędroszczyk o książce Z.Raczyńskiego "Harib" (vide: https://www.rp.pl/Literatura/180429849-Harib---polski-polityczny-thiller-jakiego-nie-bylo.html).

Więc jeśli wydawca lub ktoś inny, kto tego sloganu używa, nie zmieni go, będziemy mieli do czynienia z kradzieżą dóbr intelektualnych. Ale ładne :-) Kocham takie małe skandaliki.

pokaż więcej

 
2018-10-14 19:16:35

UWAGA, PLAGIAT!!!
Samej "Trzeciej księgi" wprawdzie jeszcze nie czytałem (chyba przeczytam), ale hasło reklamowe jest nawet nie plagiatem, a owocem kradzieży. Taki tytuł nosi recenzja, jaką w "Rzeczpospolitej" napisał P.Jędroszczyk o książce Z.Raczyńskiego "Harib" (vide: https://www.rp.pl/Literatura/180429849-Harib---polski-polityczny-thiller-jakiego-nie-bylo.html). Więc jeśli wydawca lub ktoś...
UWAGA, PLAGIAT!!!
Samej "Trzeciej księgi" wprawdzie jeszcze nie czytałem (chyba przeczytam), ale hasło reklamowe jest nawet nie plagiatem, a owocem kradzieży. Taki tytuł nosi recenzja, jaką w "Rzeczpospolitej" napisał P.Jędroszczyk o książce Z.Raczyńskiego "Harib" (vide: https://www.rp.pl/Literatura/180429849-Harib---polski-polityczny-thiller-jakiego-nie-bylo.html). Więc jeśli wydawca lub ktoś inny, kto tego sloganu używa, nie zmieni go, będziemy mieli do czynienia z kradzieżą dóbr intelektualnych. Ładne :-)

pokaż więcej

więcej...
 
2018-10-14 18:54:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Niesamowita, fascynująca książka! Reportaż, połączony z historią europejskiej eksploracji Afryki, a czyta się jak powieść sensacyjną.
Współczesną, reportażową fabułę tworzy historia ratowania sredniowiecznych manuskryptów z publicznych i prywatnych bibliotek Timbuktu po tym, jak miasto zostało zajęte przez Tuaregów oraz islamistów z Al-Kaidy. Timbuktu było w XIV-XVI wiekach chyba najbogatszym...
Niesamowita, fascynująca książka! Reportaż, połączony z historią europejskiej eksploracji Afryki, a czyta się jak powieść sensacyjną.
Współczesną, reportażową fabułę tworzy historia ratowania sredniowiecznych manuskryptów z publicznych i prywatnych bibliotek Timbuktu po tym, jak miasto zostało zajęte przez Tuaregów oraz islamistów z Al-Kaidy. Timbuktu było w XIV-XVI wiekach chyba najbogatszym i jednym z największych państw świata, stolicą kilku afrykańskich królestw. Dzisiaj, to centrum administracyjne jednej z prowincji państwa Mali.
Zgromadzone w okresie świetności manuskrypty mogły być zniszczone przez religijnych, islamskich fundamentalistów. A są to rękopisy o unikatowym znaczeniu dla cywilizacyjnego dziedzictwa ludzkości. Charlie English opisuje, jak grupa dzielnych Malijczyków z bibliotekarzem Haidarą przeprowadziła operację wywiezienia manuskryptów z miasta.
Jednocześnie, w tle C.English prowadzi opowieść o historii miasta Timbuktu i o historii mitu, jaki żył w świadomości Europejczyków do czasu, aż na przełomie XVIII i XIX w. pierwsi odkrywcy z Europy odnaleźli to miasto.
To książka o współczesnej Afryce i o jej wielkiej, nieznanej kulturalne przeszłości, lecz również o nas, Europejczykach i naszej, tak trudnej do przezwycieżenia, arogancji i poczuciu kulturowej wyższości nad innymi ludami i kulturami.
Lektura obowiązkowa!

pokaż więcej

 
2018-10-02 14:37:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Niby nic wielkiego, kryminał jak kryminał. Ale świetny język, a nade wszystko wiele bardzo interesujących szczegółów oraz smaczków z życia, historii i obyczajów narodu wybranego. Najcenniejsze jednak to, że ta książka się wymyka z jednoznacznej klasyfikacji gatunkowej, a to lubię. Nie cierpię oczywistych opowiastek. Natomiast tutaj, miejscami przynajmniej, duża dobra literatura.

 
2018-09-23 19:04:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Wielkie dzieła mają to do siebie, że się nie starzeją. A każda epoka wydobywa z nich nowe znaczenia i odcienie. Tak jak diament wygląda inaczej, oglądany w różnym świetle. "Biesy" czytane dzisiaj wydają się być zupełnie aktualne, chociaż język i sposób prowadzenia opowieści jakby trochę przykurzony. Ostrzeżenie Dostojewskiego przed wszelkimi ideologizmami, które rodzą Zło i prowadzą do... Wielkie dzieła mają to do siebie, że się nie starzeją. A każda epoka wydobywa z nich nowe znaczenia i odcienie. Tak jak diament wygląda inaczej, oglądany w różnym świetle. "Biesy" czytane dzisiaj wydają się być zupełnie aktualne, chociaż język i sposób prowadzenia opowieści jakby trochę przykurzony. Ostrzeżenie Dostojewskiego przed wszelkimi ideologizmami, które rodzą Zło i prowadzą do nieszczęścia, nawet jeśli idee starają się urzeczywistnić ludzie szlachetni. A jeśli to cynicy, hipokryci i ludzie krótkowzroczni? Nieszczęście jest wówczas nieuchronne.
Mroczny pamflet, który w nowym układzie współrzędnych, pokazuje kolejne pułapki rozwoju społeczeństwa.

pokaż więcej

 
2018-09-05 12:38:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Smiley (tom 5) | Seria: Spowiedź szpiega

Powieść "Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg" przypomina skomplikowane, kolorowe puzzle z wizerunkiem autora. Jej lektura wymaga uwagi i skupienia, aby nie zgubić wątków, licznych postaci i niejednoznacznych powiązań między nimi. Ale jeśli zadamy sobie ten trud, docenimy mistrzostwo Le Carre, które dotyczy nie tylko umiejętności kreowania intrygi, ale również samego warsztatu literackiego. A... Powieść "Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg" przypomina skomplikowane, kolorowe puzzle z wizerunkiem autora. Jej lektura wymaga uwagi i skupienia, aby nie zgubić wątków, licznych postaci i niejednoznacznych powiązań między nimi. Ale jeśli zadamy sobie ten trud, docenimy mistrzostwo Le Carre, które dotyczy nie tylko umiejętności kreowania intrygi, ale również samego warsztatu literackiego. A końcowy rezultat odzwierciedli z całą wyrazistością kunszt autora, jego przekonania i sposób tworzenia powieści szpiegowskich. Bo "Druciarz, krawiec, żołnierz, szpieg" można uznać za kwintesencję pisarstwa Le Carre.

Intryga powieści dotyczy poszukiwania kreta, Wielkiego Zdrajcy, w Cyrku, jak nazywają komórkę brytyjskiego wywiadu MI6. Poszukiwaniem zdrajcy ma zająć się Smiley, wcześniej zesłany na emeryturę w wyniku, jak się dowiadujemy, krwawej intrygi, uplecionej przez tegoż zdrajcę.

Największymi zaletami tej powieści Le Carre jest właśnie to, co często zraża do niego czytelników niecierpliwych, pośpiesznie przerzucających kartki: logiczna, skomplikowana łamigłówka, liczne postaci (życie, opisywane w powieściach, to przecież nie teatr kilku aktorów), psychologiczna głębia bohaterów i niejednoznaczność ich decyzji i zachowania.

Podoba mi się zdanie, które gdzieś wyczytałem na określenie pisarstwa Le Carre, że łączy powieść szpiegowską z wysoką literaturą. To chyba największy komplement dla autora powieści sensacyjnych.

pokaż więcej

 
2018-09-04 11:11:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Interesująca książka, godna polecenia. Przede wszystkim za to, że podejmuje temat Białorusi, kraju sąsiedniego, fascynującego, a w Polsce tak mało znanego i tak często ukazywanego w sposób już to ośmieszający, już to z pewnym tonem wyższości. Zygmuntowiczowi udało się uniknąć tego, wartościującego sposobu pisania o Białorusi. Zaletą opowiadania o Białorusi jest także płynny język oraz sam... Interesująca książka, godna polecenia. Przede wszystkim za to, że podejmuje temat Białorusi, kraju sąsiedniego, fascynującego, a w Polsce tak mało znanego i tak często ukazywanego w sposób już to ośmieszający, już to z pewnym tonem wyższości. Zygmuntowiczowi udało się uniknąć tego, wartościującego sposobu pisania o Białorusi. Zaletą opowiadania o Białorusi jest także płynny język oraz sam sposób opowiadania, gawędziarski, z dygresjami i odstępstwami. Oczywistym niedostatkiem - powierzchowność, rzekłbym naskórkowość relacji, która niekiedy irytuje, niekiedy rozśmiesza. Bo po czterech podróżach opowiadać o kraju jako ekspert - to duża śmiałość.

pokaż więcej

 
2018-08-30 12:50:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Książkę Isikoffa i Corna „Rosyjska ruletka. Jak Putin zhakował Amerykę i wybory Donalda Trumpa” należy czytać jak kryminał. Nie tylko dlatego, że ten niby reportaż-analiza napisany jest w stylu sensacyjnym. W „Rosyjskiej ruletce”, jak w powieści szpiegowskiej, i jak w szpiegostwie samym, nic nie jest takie, jak się wydaje. Powiedziałbym nawet, że dwaj amerykańscy dziennikarze umiejętnie... Książkę Isikoffa i Corna „Rosyjska ruletka. Jak Putin zhakował Amerykę i wybory Donalda Trumpa” należy czytać jak kryminał. Nie tylko dlatego, że ten niby reportaż-analiza napisany jest w stylu sensacyjnym. W „Rosyjskiej ruletce”, jak w powieści szpiegowskiej, i jak w szpiegostwie samym, nic nie jest takie, jak się wydaje. Powiedziałbym nawet, że dwaj amerykańscy dziennikarze umiejętnie eksploatują mity i stereotypy, aby przedstawić swoją wersję wydarzeń, jakie miały miejsce przed i podczas ostatnich wyborów prezydenta USA. I nie zadają sobie zbyt wiele wysiłku, aby zweryfikować swoje teorie z innymi faktami, czy ściślej – z innymi opowieściami o faktach, niż te, które są już dobrze znane na całym świecie.

Punktem wyjścia do analizy książki i metody jej pisania mógłby się stać tytuł, nadany jej przez autorów. Taki tytuł - „Rosyjska ruletka” - nosi chyba z kilkadziesiąt książek, napisanych przez autorów, reportażystów i dziennikarzy z całego świata. Nawet u nas Marian Zacharski też tak nazwał jeden z tomów swoich wspomnień. Tytuł sugeruje, oczywiście, że chodzi o śmiertelnie niebezpieczną grę, wymyśloną przez Rosjan. Fakty są trochę inne – zabawa ze strzelaniem do siebie z rewolweru, w którego bębenku jest tylko jedna kula, narodziła się nie w Rosji, lecz tam, gdzie jest ojczyzna Colta, czyli w Ameryce. Rosjanie, chyba, ją „rozsławili” poprzez swoją literaturę. A także dzięki długo, bo do końca XIX wieku, utrzymującej się tradycji pojedynków.

Podobnie z wojną informacyjną. To nie jest wynalazek Rosjan. Rosjanie przyjęli ją na uzbrojenie zupełnie niedawno, a dzięki nowym technologiom przerastają mistrzów.

Tymczasem Isikoff i Corn nie zawracają sobie głowy podobnymi niuansami. Powtarzają bezkrytycznie tezę Hillary Clinton i obozu demokratów, którzy wciąż nie mogą podnieść się po porażce z Trumpem, że przegrali wybory dzięki ingerencji Rosjan. To wygodniejsze i łatwiejsze do strawienia niż przyznanie, że obywatele USA odrzucili Clinton i jej partię. Podobnie bezkrytycznie obaj dziennikarze powtarzają tezę o hakach, czy rzekomych hakach, które Rosjanie i Putin mają na Trumpa, o seksualnych, perwersyjnych wyczynach obecnego prezydenta USA w hotelu w Moskwie. Chociaż dzisiaj już wiadomo, że raport byłego agenta brytyjskiego MI6, który o tych wyczynach Trumpa napisał, powstał na zamówienie i za pieniądze Partii Demokratycznej.
Czarno-biały obraz przedstawiony przez dziennikarzy jest stronniczy, daleko niepełny i dlatego po prostu fałszywy. Dlatego za rzetelność dziennikarską mogę dać co najwyżej obu panom 2 gwiazdki. Ale za sensacyjność tej opowieści – całe 9. Średnia i tak będzie wysoka, jak na literaturę tak politycznie zaangażowaną.

pokaż więcej

 
2018-08-13 22:37:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Przeczytana ponownie po latach książka już nie robi takiego wrażenia, jak za pierwszym razem. W latach osiemdziesiątych odbita na nędznej jakości papierze powieść "Piękni dwudziestoletni" jawiła się jak objawienie. Śmiałością myśli, chropowatą oryginalnością języka.
Obawiam się, że dla młodszej generacji Hłasko i jego "zakręcona" powieść wyda się po prostu niezrozumiała. Bo kto dzisiaj pamięta...
Przeczytana ponownie po latach książka już nie robi takiego wrażenia, jak za pierwszym razem. W latach osiemdziesiątych odbita na nędznej jakości papierze powieść "Piękni dwudziestoletni" jawiła się jak objawienie. Śmiałością myśli, chropowatą oryginalnością języka.
Obawiam się, że dla młodszej generacji Hłasko i jego "zakręcona" powieść wyda się po prostu niezrozumiała. Bo kto dzisiaj pamięta nazwiska literackich adwersarzy i idolów Hłaski? Putrament, Chudzyński, Lasota... Te nazwiska cos znaczą jedynie dla historyków literatury. Co kogo obchodzą prehistoryczne spory ideologiczne i polityczne? A obraz PRL i bezgraniczne zakochanie młodzieży lat 50.-60. ubiegłego wieku we wszystkim co Made in USA mogą jedynie rozśmieszyć.

Ale czyta się prozę Hłaski z przyjemnością, przyprószoną jednak pewnym smutkiem, ponieważ upływ czasu okazał się bezlitosny dla myśli, bohaterów i trochę bufonowatej autokreacji autora. Tylko zagubienie, smutek i samotność emigrantów, o których pisze Hłasko, są nieprzemijające i prawdziwe.

pokaż więcej

 
2018-08-04 10:09:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Afryka nie jest obiektem mojego szczególnego zainteresowania. A przynajmniej nie do tego stopnia, abym miał czytać naukowe dzieła o tym kontynencie. Do sięgnięcia po pracę etnologa i afrykanisty Adama Rybińskiego "Tuaregowie z Sahary" skłoniła mnie książka Z.A.Raczyńskiego "Harib", której akcja się dzieje wśród Tuaregów na południu Libii. "Harib" przyciągnął moją uwagę nie tylko starannie... Afryka nie jest obiektem mojego szczególnego zainteresowania. A przynajmniej nie do tego stopnia, abym miał czytać naukowe dzieła o tym kontynencie. Do sięgnięcia po pracę etnologa i afrykanisty Adama Rybińskiego "Tuaregowie z Sahary" skłoniła mnie książka Z.A.Raczyńskiego "Harib", której akcja się dzieje wśród Tuaregów na południu Libii. "Harib" przyciągnął moją uwagę nie tylko starannie dopracowanym stylem literackim, spotykanym raczej w literaturze z ambicjami, a nie w pospiesznie, na akord pisanych thrillerach, ale głównie głęboką wiedzą autora o świecie, który opisuje. W jednym z wywiadów prasowych Raczyński wymienił wśród naukowców, których prace studiował, nazwisko Adama Rybińskiego. Zainteresowało mnie, w jaki sposób literatura naukowa oddziałuje na literaturę piękną.

Zgłębiłem się zatem w czytanie naukowego opracowania o Tuaregach, narodzie z Sahary. Muszę przyznać, że literatura to fascynująca. Pomijając mało przekonywującą część wprowadzenia metodologicznego, odwołującą się do cybernetyki społecznej, dzieło Rybińskiego jest fantastycznym przykładem badań nad kulturą mało znanego u nas narodu, z mnóstwem przeciekawych szczegółów i informacji.

Z książki Rybińskiego dowiemy się o skomplikowanej strukturze społecznej plemion tuareskich, o ich historii, obyczajach, sytuacji w czasach kolonialnej zależności i w czasach współczesnych, kiedy jeden 2-milionowy naród został rozdzielony granicami państw, które powstały po wycofaniu się europejskich metropolii, o specyficznej roli kobiet, zupełnie innej niż wśród muzułmanów-Arabów.

Książka Rybińskiego powstała przed dwudziestoma laty, ale nic nie straciła z naukowej wartości i urokliwego sposobu opowiadania o narodzie wojowników pustynnych. Rzecz naprawdę godna polecenia. Nie tylko tym, którzy Afryką się interesują, ale są po prostu głodni wiedzy o świecie.

pokaż więcej

 
2018-08-04 09:45:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Zabawna książka z dziedziny literatury faktu. Opowiada historię Morrisa Childsa, jednego z liderów Komunistycznej Partii USA (tak, tak, była czy jest (?) taka partia), który był jednocześnie agentem FBI Wiele w tej książek wyolbrzymień, jak, przykładowo, wówczas,gdy autor, dziennikarz John Barron, zupełnie na serio usiłuje przekonać czytelników, że jeden z liderów nic nie znaczącej partyjki... Zabawna książka z dziedziny literatury faktu. Opowiada historię Morrisa Childsa, jednego z liderów Komunistycznej Partii USA (tak, tak, była czy jest (?) taka partia), który był jednocześnie agentem FBI Wiele w tej książek wyolbrzymień, jak, przykładowo, wówczas,gdy autor, dziennikarz John Barron, zupełnie na serio usiłuje przekonać czytelników, że jeden z liderów nic nie znaczącej partyjki kanapowej był przyjacielem Breżniewa, Susłowa i innych wodzów Sowietów. I że komunistyczni wodzowie opowiadali mu takie tajemnice, dzięki którym Ameryka, a konkretnie FBI, uratowała USA i cały świat przed wojną światową. Są też momenty zabawne, gdy wyszkoleni agencji FBI zapomnieli, gdzie zaparkowali samochód, którym przyjechali na tajne spotkanie. A to, co John Barron usiłuje przedstawić jako ujawnienie wielkiej tajemnicy, ze Sowieci finansowali ruch komunistyczny na całym świecie, jest znane, opisane i dokładnie udokumentowane w książkach Bunicza z poczatków lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.
Jakby to się nie wydawało dziwne, najwięcej najciekawszych rzeczy opowiada Barron mimowolnie. I dotyczą one samych Stanów Zjednoczonych. Jak ta, przykładowo, że za noc spędzoną z kolegą z biura agentka FBI została wyrzucona z pracy, że ksiądz katolicki groził piekłem chłopcom za to, że bawią się z dziećmi protestanckimi. A najważniejsze: że właściwa cała Komunistyczna Partia USA była współtworzona przez agentów FBI i na dobrą sprawę uzasadniała istnienie setek etatów w policji federalnej USA i miliony dolarów, wydatkowanych na łowienie komunistów.

Szkoda, że "Bellona", która wydała tę książkę nie pokusiła się o jakiś wprowadzający objaśniający i krytyczny komentarz. I wreszcie, w oryginale rzecz napisana przez Johna Barrona nosi tytuł "Operation Solo" [Operacja "Solo']. Wydawnictwo, najwidoczniej aby podnieść atrakcyjność książki, dało jej rosyjskobrzmiący tytuł "Amerykanskij szpion". Czyli tytuł z błędem ortograficznym, ponieważ należało napisać "Amierikanskij szpion". Ale to jeden z najmniejszych błędów w tej opowieści.

pokaż więcej

 
2018-08-04 09:32:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Nabokov

Dobrze, a niekiedy - dla higieny intelektualnej, wręcz konieczne, jest sięgnąć po klasykę. "Zaproszenie na egzekucję" Nabokova jest chyba najlepszą z jego książek, chociaż akurat masową rozpoznawalność przyniosła mu w swoim czasie lekko skandalizująca "Lolita".
"Zaproszenie na egzekucję" jest ostatnią powieścią, napisaną przez Nabokowa po rosyjsku (później tworzył po angielsku). Osiągnął w...
Dobrze, a niekiedy - dla higieny intelektualnej, wręcz konieczne, jest sięgnąć po klasykę. "Zaproszenie na egzekucję" Nabokova jest chyba najlepszą z jego książek, chociaż akurat masową rozpoznawalność przyniosła mu w swoim czasie lekko skandalizująca "Lolita".
"Zaproszenie na egzekucję" jest ostatnią powieścią, napisaną przez Nabokowa po rosyjsku (później tworzył po angielsku). Osiągnął w niej mistrzostwo języka, które przekład Engelkinga przynajmniej w części oddaje i doskonałość obrazowania.
Także przesłanie powieści, zwłaszcza w kontekście otaczającego nas świata, wcale nie straciło na aktualności. W sztucznym świecie, sztucznych postaci, ze sztucznymi wartościami jedynym prawdziwym, żywym człowiekiem jest Cyncynat. Prawdziwym - ponieważ żyje nadzieją i przekonaniem, że gdzieś istnieje, jest możliwy inny lepszy świat. Dlatego Cyncynat musi być zabity w świetle prawa sztucznego świata.
Dzisiaj, w świecie zdominowanym przez obraz i krótki komunikat, powieści Nabokova, jak i innych, mu podobnych klasyków, mogą się wydać ciężkawe. Dla pochłaniaczy kryminałów i książek akcji - nawet nudne. Ale proza Nabokova jest nieśmiertelna. Zachęcam zatem od czasu do czasu przynajmniej sięgnąć po takie dzieła.

pokaż więcej

 
2018-07-24 10:40:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Nie do końca Masłowska przekonuje mnie swoją prozą. Nie podzielałem wprawdzie ochów i achów nad jej debiutancką książką, ale jedno muszę przyznać. Jest Masłowska bardzo utalentowaną fotograficzką współczesnej polskiej siermiężności. Portretuje codzienne problemy tej strony dzisiejszej Polski, którą się nie szczycimy. Ludzkie przywary, kłopoty z pieniędzmi, z rodzinami. Świat blokowisk,... Nie do końca Masłowska przekonuje mnie swoją prozą. Nie podzielałem wprawdzie ochów i achów nad jej debiutancką książką, ale jedno muszę przyznać. Jest Masłowska bardzo utalentowaną fotograficzką współczesnej polskiej siermiężności. Portretuje codzienne problemy tej strony dzisiejszej Polski, którą się nie szczycimy. Ludzkie przywary, kłopoty z pieniędzmi, z rodzinami. Świat blokowisk, niskich aspiracji i tępoty. Zdradzający żonę Iwonę Maciej, Kamil, dorabiający jako hydraulik i przy okazji sypiający z bogatszymi kobietami, gruba Rusta… Jałowy świat, który tworzy naszą codzienność, nawet jeśli udajemy, że jest marginesem. Nie mam pewności, czy „Inni ludzie” są udaną powieścią, czy tylko dość surowym zapisem coraz bardziej przerażającej polskiej rzeczywistości.

pokaż więcej

 
2018-07-23 22:56:04
Ma nowego znajomego: Mika
 
2018-07-23 22:54:37
Ma nowego znajomego: Anna
 
Moja biblioteczka
88 80 814
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (16)

Ulubione cytaty (2)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd