Przyszłem czyli jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy

Wydawnictwo: Świat Książki
6,57 (283 ocen i 46 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
16
8
48
7
78
6
91
5
28
4
10
3
5
2
1
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788379433230
język
polski
dodała
joly_fh

O pisaniu i o kręceniu, o Wajdzie i o Wałęsie, o Polakach i o Polsce. Czarny humor miesza się w tej opowieści z czarną rzeczywistością, tragedia z groteską, prawda z fikcją, a PRL z wolną Polską. Mieszanka piorunująca. Warto porównać z filmem. „Chciałem wyjaśnić, że piszę tę książkę głównie ze skąpstwa, bo ze dwadzieścia scen, co je napisałem, i parę pomysłów do filmu nie weszło. A ja...

O pisaniu i o kręceniu, o Wajdzie i o Wałęsie, o Polakach i o Polsce.

Czarny humor miesza się w tej opowieści z czarną rzeczywistością, tragedia z groteską, prawda z fikcją, a PRL z wolną Polską. Mieszanka piorunująca. Warto porównać z filmem.

„Chciałem wyjaśnić, że piszę tę książkę głównie ze skąpstwa, bo ze dwadzieścia scen, co je napisałem, i parę pomysłów do filmu nie weszło. A ja niektóre lubię, czyli jak mają zginąć na zawsze, to je lepiej zapiszę. Z żadnego tam żalu, goryczy albo żądzy odwetu, boby to było śmieszne. Podobno Harold Pinter, jak chciał się zemścić na żonie za to, że go zdradza, zerżnął jej kochanka. Ja nie mam takich możliwości.”

 

źródło opisu: http://www.weltbild.pl/

źródło okładki: http://www.weltbild.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Punnuf książek: 106

Bo ta książka jest wydana dla pieniędzy

Ta książka żyje przede wszystkim tym, co poza nią. Oceniać ją w oderwaniu od aktualnej rzeczywistości, to jak umówić się z piękną dziewczyną, ale nie sprawdzić z kim wcześniej spała i czy jej rodzice są bogaci. Bez sensu. Najlepsze są niedomówienia, te małe potworki, które latają dookoła czytelnika mrugając porozumiewawczo, kiedy trzeba. A Janusz Głowacki wie, kiedy trzeba. Nie znaczy to, że „Przyszłem…” za rok zgnije jak przeterminowany jogurt – bynajmniej – przecież nadal powtarzamy dowcipy z „Rejsu” i śmiejemy się (przynajmniej niektórzy) oglądając „Misia”. Pewnie za pięć lat będziemy sobie opowiadać o kryjącym się w Bristolu przed rozzłoszczonymi obrońcami krzyża autorze, przepijającym te same pieniądze, które mu zapłacono. Świat zmienia się tak szybko, że właściwie stoi w miejscu.

Głowacki nie rozlicza się z Wajdą, ani Wajdy z niczego nie rozlicza; to reżyser przyszedł do pisarza z propozycją napisania scenariusza o Wałęsie, wiedząc z kim ma do czynienia i co z tego może wyniknąć. Ów mezalians zaowocował całkiem interesującym filmem, a że każda opowieść ma własne przypisy, to z nich narodziła się książka, pisana oczywiście, według autora, wyłącznie z chęci zysku. Jak dobry ojciec, Głowacki zamiótł rozbite szkło pod dywan, pozbierał z podłogi swoje dzieci-pomysły, włożył je do nowych słoików i zaprezentował światu; żeby była jasność – jasne, że krzyknął: it’s alive!

I tak się przepychali: Głowacki pisał, Wajda kręcił, wycinał, przemontowywał, Głowacki poprawiał,...

Ta książka żyje przede wszystkim tym, co poza nią. Oceniać ją w oderwaniu od aktualnej rzeczywistości, to jak umówić się z piękną dziewczyną, ale nie sprawdzić z kim wcześniej spała i czy jej rodzice są bogaci. Bez sensu. Najlepsze są niedomówienia, te małe potworki, które latają dookoła czytelnika mrugając porozumiewawczo, kiedy trzeba. A Janusz Głowacki wie, kiedy trzeba. Nie znaczy to, że „Przyszłem…” za rok zgnije jak przeterminowany jogurt – bynajmniej – przecież nadal powtarzamy dowcipy z „Rejsu” i śmiejemy się (przynajmniej niektórzy) oglądając „Misia”. Pewnie za pięć lat będziemy sobie opowiadać o kryjącym się w Bristolu przed rozzłoszczonymi obrońcami krzyża autorze, przepijającym te same pieniądze, które mu zapłacono. Świat zmienia się tak szybko, że właściwie stoi w miejscu.

Głowacki nie rozlicza się z Wajdą, ani Wajdy z niczego nie rozlicza; to reżyser przyszedł do pisarza z propozycją napisania scenariusza o Wałęsie, wiedząc z kim ma do czynienia i co z tego może wyniknąć. Ów mezalians zaowocował całkiem interesującym filmem, a że każda opowieść ma własne przypisy, to z nich narodziła się książka, pisana oczywiście, według autora, wyłącznie z chęci zysku. Jak dobry ojciec, Głowacki zamiótł rozbite szkło pod dywan, pozbierał z podłogi swoje dzieci-pomysły, włożył je do nowych słoików i zaprezentował światu; żeby była jasność – jasne, że krzyknął: it’s alive!

I tak się przepychali: Głowacki pisał, Wajda kręcił, wycinał, przemontowywał, Głowacki poprawiał, doklejał. Potem porozumiewali się już tylko listownie. A Wajda ciągnął w stronę Spielberga, co mogło skłonić scenarzystę do częstszych wizyt w Bristolu, bo pomysły Głowackiego bardziej przypominają styl Scorsesego albo Greengrassa. W końcu film powstał i wszedł na duże ekrany. Tłumy ruszyły do kin, ci którzy wiedzieli swoje, nadal wiedzą swoje, reszta poczeka na DVD dołączone do magazynu dla pań.

Teraz mamy książkę, którą można czytać do filmu albo zupełnie się dziełem Wajdy nie przejmując. Można sobie wyobrażać, jakby ono wyglądało z włączonymi do niego wyciętymi scenami albo po prostu zachwycać się nimi dla nich samych. Właściwie to wszystko jedno, co zrobicie – Głowackiemu chodzi tylko o pieniądze – bo i tak będziecie się śmiać, dokładnie w tych momentach, w których autor tego sobie życzy. Tak się pisze książkę roku 2013.

Rafał Łukasik

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (515)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 6799
allison | 2013-12-27
Przeczytana: 27 grudnia 2013

Książka o kulisach powstawania filmu o Wałęsie, a także satyryczny, ironiczny i pełen osobistych wspomnień oraz refleksji Polaków portret własny.

Głowacki z właściwym sobie humorem i dystansem spogląda tu na ostatnie dekady naszej rodzimej historii. Analizuje, podsumowuje, chwali i drwi. Dużo w jego rozważaniach gorzkiej prawdy, do której nieraz niewygodnie jest nam się przyznać.
Te właśnie fragmenty zainteresowały mnie nawet bardziej niż informacje o filmie.

"Przyszłem..." to błyskotliwa proza, napisana lekkim, ale ostrym i dającym do myślenia piórem. Momentami teksty przypominały mi niektóre felietony Pilcha - podobne w nich jest pełne humoru, ale i smutnych refleksji spojrzenie na naszych rodaków, podobny jest sarkazm, który łączy się z groteską i pokazywaniem świata w krzywym zwierciadle.

Sporo tu również anegdot z artystycznego świata (niekoniecznie związanego z filmem o Wałęsie), dużo kontekstów literackich, historycznych i filozoficznych. Czyli wszystko to, co lubię w...

książek: 2179
Wojciech Gołębiewski | 2014-09-20
Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 21 września 2014

GEJZER INTELIGENCJI I SKOJARZEŃ. Wielu twórców osiąga apogeum po siedemdziesiątce /Miłosz po dziewięćdziesiątce/. Podstawą jest wiedza aposterioryczna, czyli wynikająca z życiowych doświadczeń, a tych Głowacki miał co niemiara. Pozwólicie Panstwo, że jako niewiele młodszy od autora spóbuje być przewodnikiem niektórych z Was po niedopowiedzeniach zdarzających się w książce.
I tak, już na stronie 8 autor odwołuje się do Janusza Szpotańskiego. Pozwolę sobie na przypis:
Janusz Szpotański /1929-2001/ - poeta, satyryk, szachista; szyderstwami z PRL-u tak się naraził Gomułce, że ten, w marcu 1968 r. , nazwał go „człowiekiem o moralności alfonsa”, wsadziwszy go bezpośrednio wcześniej /1967/ na 3 lata, m.in. za sztukę „Cisi i gęgacze” /1964/, w której Gomułkę nazwał gnomem, a Polaków następująco scharakteryzował:
„Polacy to naród gęgaczy i szeptaczy zbierających się w ...

książek: 392
Giovanna | 2018-02-18
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 18 lutego 2018

7/10 - Janusz Głowacki w książce "Przyszłem" pisze o tym jak doszło do tego, że scenariusz do filmu napisał właśnie on, jak wygląda i wyglądała sytuacja z samym reżyserem Andrzejem Wajdą i najważniejsze opisuje sceny, które zostały napisane a pominięte w filmie. Myślę, że opinie tej książki niestety będą mogły w dużej mierze opierać się na indywidualnym poglądzie politycznym czytelnika.
Osobiście bardzo lubię język i twórczość Janusza Głowackiego i uważam, że ta książka również została dobrze napisana. Jest to pierwsza książka, która czytałam o takiej tematyce i ukłon dla scenarzysty i autora w jednym za odwagę napisania jej. Zapewne warto porównać z filmem i z pewnością to uczynię, ale w opinii wolałam nie porównywać, żeby mieć pogląd wyłącznie na druk.
Jest to trzecia książka w moim życiu po której przeczytaniu chcę obejrzeć film i z pewnością to uczynię w najbliższym czasie.

książek: 693
chiara | 2014-08-19
Przeczytana: 19 sierpnia 2014

Przy tak zantagonizowanej widowni jak nasza niełatwo jest nakręcić dobry film o znanym polityku, o czym przekonał się Janusz Głowacki pisząc scenariusz do filmu Wajdy.
Takie mamy kino, na jakie sobie zasłużyliśmy.

książek: 579
Meszuge | 2017-10-15
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 15 października 2017

Podtytuł („…jak pisałem scenariusz o Lechu Wałęsie dla Andrzeja Wajdy”) pozornie wyczerpująco informuje, o czym jest ta książka, ale uwaga! Jeśli coś jest tak proste i oczywiste, to na pewno nie jest tak proste i oczywiste, ponad wszelką wątpliwość chodzi o coś więcej – zwłaszcza u Głowackiego – może nawet o coś zupełnie innego…

„Przyszłem”, jak wiele książek Janusza Głowackiego, to książka o Polakach. Najpierw, z rozpędu, napisałem, że o Polsce i Polakach, ale to nieprawda – Polska jest w porządku, zwyczajny kraj, jakich wiele: morze, lasy, jeziora, góry… To Polacy są problemem, nie Polska. A więc książka o Polakach. Trochę cyniczna, nieco złośliwa, prześmiewcza i szydercza – o nas samych, niestety. O autorze też – był przecież Polakiem. Momentami trochę jakby mało polskim, bo potrafił się śmiać z samego siebie, a to, między Bugiem a Odrą nie jest zdolnością występującą zbyt często, ale niewątpliwie wybitnym Polakiem.

„I jako człowiek wyrachowany kombinuję, że może w sprawie...

książek: 1471
almos | 2014-11-12
Przeczytana: 03 listopada 2014

Ebooka miałem już długo, ale czekałem na audiobooka, i słusznie, bo wykonanie Andrzeja Zielińskiego jest po prostu brawurowe.

Cięszę się, że Głowacki po gorszym okresie (Good Night, Dżerzi) wraca do dobrej formy demonstrując wspaniały słuch językowy. Już pierwsze zdania zajeżdżają niepowtarzalnym stylem wałęsowskim: „Chciałem wyjaśnić, że piszę tę książkę głównie ze skąpstwa, bo ze dwadzieścia scen, co je napisałem, i parę pomysłów do filmu nie weszło. A ja niektóre lubię, czyli jak mają zginąć na zawsze, to je lepiej zapiszę.”

To nie jest tylko lekka książka o scenariuszu do filmu, to jest ważna książka o Polsce, o naszym bohaterstwie z jednej strony wzniosłym, z drugiej przyziemnym i śmiesznym, bo Głowacki jak mało kto potrafi łączyć patos ze śmiesznością. Jest też o tym, jak potrafimy obrzucić błotem naszych bohaterów, nieprzypadkowo autor przypomina kubły pomyj wylewane na Piłsudskiego. Jest też o szarości i biedzie realnego socjalizmu. W sumie to kolejny ważny głos w...

książek: 3153
BetiFiore | 2016-12-19
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 grudnia 2016

Książka jest właściwie scenariuszem, lub kulisami jego tworzenia, filmu "Wałęsa, człowiek z nadziei". Film widziałam kilka lat temu i nie wszystkie sceny pamiętałam ze szczegółami. Polecałabym połączyć lekturę z obrazem.

książek: 405
maradiego | 2016-09-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 września 2016

To jest "rewelacyjna" książka. Głowacki pisarzem jest bardzo dobrym. Tyle, że ja do Głowackiego, jego pisarstwa klucza nie mam. Do całosci nie mam. Za to mam cały pęk najprzedniejszych wytrychów, ze stali, jak sie patrzy. I otwieram nimi, to znaczy: czasem mię się udaje otworzyć; a to jakąś Antygonę, nawet jeżeli w Nowym Yorku akurat przebywa,a to z Fortynbrasem zabalować. Czasem uda sie cos podejrzeć "w starym kinie", o..."Polowanie na muchy" chociażby.Róznie więc z Głowackim u mnie bywało.
"Przyszłem ...." opowiada o tym co w tytule. Opowiada, w co trudno mię było uwierzyć bo opowiadania p. Janusza słabo "otwieram, rewelacyjnie. Od pierwszego zdania, pierwszego akapitu. Pisana , co się czuje, ja to wyczułem, z olbrzymim ładunkiem osobistych emocji. Gdyby to była fikcja, albo nawet reportaz z "procesu twórczego", nie wzięłoby mnie. Jest to bardzo stylowa opowieść. Napisałbym: wystylizowana, ale to nieprawda. Ładunek emocji jest tak duży, że stylem się go nie uzyska. Samym...

książek: 3220
Vemona | 2019-01-26
Przeczytana: 26 stycznia 2019

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Nie umiem i nie chcę tej książki oceniać. Przez początkowe rozdziały podobała mi się bardzo, autor pisze w sposób wręcz błyskotliwy, zachwyca ogromem skojarzeń i odwołań. Podoba mi się także jego podejście do rzeczywistości, niezwykle trafne komentarze, sposób narracji - właściwie, gdyby nie pewien szczegół, to byłabym tą pozycją zachwycona, niestety - stało się inaczej.
Mam pewną słabość, nie toleruję w literaturze męczenia zwierząt. Każdą książkę, która podobne wątki zawiera - odrzucę z niesmakiem i zdecydowanie. Tu autor opisując początki strajków z roku '70 tworzy scenkę, w której zomowiec zabija pieska. Po co? Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Nie ma to żadnego uzasadnienia fabularnego, niczemu nie służy (nawet gdyby służyło, to bym tego nie przyjęła), dla mnie tym pomysłem autor się skreślił. Książkę oddam i żadnej innej tegoż autora do ręki nie wezmę.

książek: 283
Andrzej | 2015-08-09
Przeczytana: marzec 2015

Żałość i małość. Stary wyliniały satyr, któremu wydaje się, że ma wdzięk i na swoje grepsy nabierze kogokolwiek. Najgorsze jest to, że dobrze mu się wydaje. To jedna z tych książek, która pokazuje jak artyści potrafią układać się z władza i się jeszcze tym chwalić. Efektem są produkcyjniaki z Polakiem w roli złego, patriotyzmem przedstawianym jak choroba zakaźna i pełne szemranych styropianowo - magdalenkowych przywódców, których życiorysy są tabu.

„Książkę” czytałem z rosnącym niesmakiem. Gdyby to coś było pisane przez powiatowego redaktorzynę 40 lat temu, to może byłoby to zabawne i pasowało w sam raz do „Książek najgorszych” Barańczaka. Ale nie, to jest pisane przez pierwszoligowego gwiazdora, który odniósł sukces w świecie. Na potrzebę tej „książki” Głowacki pisze, ze Polacy lubią wdeptywać w ziemię tych którym się udało. Ergo są świniami i nieudacznikami. Z kolei na potrzebę autokreacji w książce „Z głowy” (książce skądinąd bardzo dobrej) pisze, że Amerykanie są surowymi...

zobacz kolejne z 505 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd