Dziennik

Seria: Czytelnia polska
Wydawnictwo: Wielka Litera
7,05 (694 ocen i 77 opinii) Zobacz oceny
10
27
9
74
8
153
7
230
6
133
5
49
4
9
3
10
2
2
1
7
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788363387051
liczba stron
464
słowa kluczowe
dziennik, Pilch
język
polski
dodała
Monika Adamczyk

Jeden z najwybitniejszych i najpoczytniejszych współczesnych pisarzy polskich ujawnia wreszcie pełny zapis swojego dziennika, który prowadził przez ostatnie lata (w dużych fragmentach publikował go w „Przekroju“). Znany z brawurowo poprowadzonych powieści, zachwycający jako autor dramatów i scenariuszy, powszechnie czytany jako felietonista, tym razem pokazuje się nam jako memuarysta w sensie...

Jeden z najwybitniejszych i najpoczytniejszych współczesnych pisarzy polskich ujawnia wreszcie pełny zapis swojego dziennika, który prowadził przez ostatnie lata (w dużych fragmentach publikował go w „Przekroju“).
Znany z brawurowo poprowadzonych powieści, zachwycający jako autor dramatów i scenariuszy, powszechnie czytany jako felietonista, tym razem pokazuje się nam jako memuarysta w sensie ścisłym.
To nie zapiski z błahej codzienności, nie spis chorób i dolegliwości (choć znajdziemy zapis z poczekalni do neurologa), nie zestawienia wyróżnień i odznaczeń. Nie ma tu męczących i wydumanych autoanaliz i nieustającego narzekania na świat i bliźnich, co często można spotkać w ostatnio publikowanych dziennikach znanych pisarzy.
Oczywiście są codzienne marszruty Hożą i Kruczą do placu Trzech Krzyży, jest lektura gazet, są zapisy spotkań z czytelnikami czy przyjaciółmi (nawet niepozornym wydarzeniom Pilch umie przydać głębi: “Rok po narodzeniu Chrystusa tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty i drugi, fantastyczny majowy upał nie tyle na rynku, co na Kanoniczej; z Hanulą, Pawłem Huelle i Antkiem Liberą taszczyliśmy jakieś z heroizmem, bo z pensji w „Tygodniku Powszechnym” kupione, opakowania paluszków i butelek wina, życie było wieczne”).
„Dziennik“ Pilcha czyta się jak jego powieści. To narracja, w której znajdziemy Adama Małysza i lekturę Biblii, „Avatara“ i Joyce‘a, matkę i ojca, Kraków i Warszawę, katolików i ewangelików, w końcu, rzecz jasna, piłkę nożną. Znajdziemy tu też szczere sprostowania narastających latami wokół autora nieporozumień: “Całymi latami marzyłem o byciu literackim urzędnikiem, a przyrosła mi cyganeryjna gęba lekkoducha, bankietowicza i Bóg wie kogo”.
Są w “Dzienniku” takie rozbrajające wyznania jak to: “Ja wiem, że prawdziwy kibic stoi przy swoim klubie bez względu na wszystko. Dochodzę jednak do wniosku, że upór stania przy Cracovii jest uporem debila. Za stary jestem na być może szlachetne, ale psychiatryczne wytrwałości”.
Jak zwykle u Pilcha – świeże, zadziorne i odważne spojrzenie na świat, ironia, dystans ale i gorące, bezkompromisowe zaangażowanie, kwestie dnia dzisiejszego i kwestie ostateczne. I jak zwykle u Pilcha – zniewalająca przyjemność czytania.

 

źródło opisu: www.wielkalitera.pl

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
lapsus książek: 1674

Krajobraz pełen paradoksów

Rzecz będzie o „Dziennikach” J.P. Tego słynnego „jp” z wiersza Marcina Świetlickiego „Nieprzysiadalność” – „spotykam jp/jest pijany jak świnia/a ja jestem trzeźwy/jak świnia”. W „Dzienniku” nie ma alkoholu. O alkoholu, raczej o alkoholizmie, jest „Pod mocnym aniołem”, ale nie dziennik J.P. Wydaje mi się, że „Dziennik” nie jest o kobietach. Jak to było w tym wierszu Świetlickiego? „Nas jest dwóch/i one są dwie/może się przysiądziemy” – jakoś tak. O kobietach jest „Spis cudzołożnic”. Jeśli obierzemy prozę J.P. z kobiet i alkoholu, co nam pozostanie? Mizantrop z okładki, spoglądający z niechęcią na ten nieciekawy polski krajobraz? Zarażony „nieprzysiadalnością” kontestator nawet Pana Boga, nawet swego ukochanego klubu Cracovia Kraków?

J.p. – brzydko chuligani wykrzykują; JP – pokolenie takie jest, jeśli dodać 2; J.P. – wielki Polak, ojciec wąsaty naszego narodu; J.P. – Jerzy Pilch w końcu. Czy wszystkie grupy społeczne są usatysfakcjonowane? Można rzec – każdy ma swojego J.P. Albo – każdy ma takiego J.P., na jakiego sobie zasłużył. Ja mam Jerzego Pilcha i wcale nie rokuje mi to dobrze jako internetowemu grafomanowi płci męskiej wyznania katolickiego, który ośmiela się pisać o jego „Dziennikach”. Bo skoro J.P. „foszy” P.B., albo, co gorsza, Cracovii Kraków, to jakie szanse ma mieć ktoś taki jak ja? Pozostaje zawsze nadzieja, że J.P. się nie dowie.

„Dziennik” to zapis prowadzonych przez autora rozważań, które spisał był on w latach 2010-2011, a pierwotnie zamieszczone były one...

Rzecz będzie o „Dziennikach” J.P. Tego słynnego „jp” z wiersza Marcina Świetlickiego „Nieprzysiadalność” – „spotykam jp/jest pijany jak świnia/a ja jestem trzeźwy/jak świnia”. W „Dzienniku” nie ma alkoholu. O alkoholu, raczej o alkoholizmie, jest „Pod mocnym aniołem”, ale nie dziennik J.P. Wydaje mi się, że „Dziennik” nie jest o kobietach. Jak to było w tym wierszu Świetlickiego? „Nas jest dwóch/i one są dwie/może się przysiądziemy” – jakoś tak. O kobietach jest „Spis cudzołożnic”. Jeśli obierzemy prozę J.P. z kobiet i alkoholu, co nam pozostanie? Mizantrop z okładki, spoglądający z niechęcią na ten nieciekawy polski krajobraz? Zarażony „nieprzysiadalnością” kontestator nawet Pana Boga, nawet swego ukochanego klubu Cracovia Kraków?

J.p. – brzydko chuligani wykrzykują; JP – pokolenie takie jest, jeśli dodać 2; J.P. – wielki Polak, ojciec wąsaty naszego narodu; J.P. – Jerzy Pilch w końcu. Czy wszystkie grupy społeczne są usatysfakcjonowane? Można rzec – każdy ma swojego J.P. Albo – każdy ma takiego J.P., na jakiego sobie zasłużył. Ja mam Jerzego Pilcha i wcale nie rokuje mi to dobrze jako internetowemu grafomanowi płci męskiej wyznania katolickiego, który ośmiela się pisać o jego „Dziennikach”. Bo skoro J.P. „foszy” P.B., albo, co gorsza, Cracovii Kraków, to jakie szanse ma mieć ktoś taki jak ja? Pozostaje zawsze nadzieja, że J.P. się nie dowie.

„Dziennik” to zapis prowadzonych przez autora rozważań, które spisał był on w latach 2010-2011, a pierwotnie zamieszczone były one na łamach „Przekroju”. Jak już wyżej się rzekło alkoholu i kobiet tutaj szanowny czytelnik nie uraczy. Ale niech potencjalny czytelnik rąk nie załamuje, bo w świat Jerzego Pilcha to nie tylko te dwie pasje, które znamy z kart jego powieści i opowiadań. Znajdziemy tutaj refleksje o czasie, który z wiekiem zaczyna przyspieszać; o literaturze, która czasem drażni, ale nieustannie potrafi zadziwiać; o piłce i Cracovii – czyli o miłości i nienawiści; o byciu protestantem w takiej Polsce naszej monolitycznej i jednowyznaniowej; o polityce, o której pisać trzeba, choć wiadomo, że to musi skończyć się fiaskiem pisarskim (jeśli ktoś się zaczaja na łakome kąski po tragedii smoleńskiej, niech lepiej sobie lekturę odpuści); w końcu o konradowskim geście pisarza, który z samym P.B. ma tutaj swoje porachunki. Najsłabiej wypadają dla mnie wstawki polityczne, najlepiej futbolofilskie – tylko J.P. mógłby napisać piłkarską epopeję na Euro, ale wiadomo, że ten tani chwyt nigdy by nie przeszedł.

Jest J.P., wyłaniający się z kart „Dziennika”, mizantropem, malkontentem, samotnikiem, którego drażnią ludzie, bo wszyscy porządni są już po drugiej stronie, albo w jakimś rozdrobnieniu, w jakiejś mniejszości wobec zamieszkującego planetę Polska tłumu ludożerców. Czy to rozdrażnienie starszego pana, przypominające „świra” z filmu Marka Koterskiego? Dla mnie to bardziej krajobraz paradoksów, z których autor zdaje nam sprawozdanie, bo tak naprawdę bez literatury, gazet i polityki, bez futbolu, a przede wszystkim bez P.B. życia sobie nie wyobraża. To paradoks, który mówi – to, co kocham, wkurza mnie najbardziej.

Ale jest jeden paradoks, który czyni tę książkę wręcz rozkoszną – radość pisania, radość języka, niwelująca całe to starcze narzekanie. Ten język – ironiczny, wręcz sarkastyczny – jest pełnym śmiechu komentarzem do rzeczywistości. To żywa, zmieniająca się struktura, gdzie gawęda przechodzi w aforyzm, a nostalgia miesza się z szyderstwem. To wszystko sprawia, że jaśnie oświecony rozum wielkiego J.P. skrzy się barokowym bogactwem odświeżonej polszczyzny.

Sławomir Domański

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1653)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 175
Magdalena | 2014-05-08
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 08 maja 2014

Być może zabrałam się za ten "Dziennik" w niewłaściwym momencie mojego życia. Lubię biografie i autobiografie, również dzienniki, ale nie takie. To zresztą raczej nie jest dziennik, tylko refleksje autora na różne tematy. Refleksje ani szczególnie ciekawe, ani odkrywcze, w dodatku mocno irytujące, bo pełne nietolerancji wobec innego sposobu myślenia, złośliwości wobec napotkanych ludzi i nieraz prawdziwej pogardy do całej niemal ludzkości. Nie lubię przebywać z takimi ludźmi, udzielają mi się ich złe emocje, dlatego z ulgą zakończyłam czytanie tej książki, która nie wniosła w moje życie niczego, co warto zapamiętać.

książek: 2244
Bed | 2014-01-16
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 28 grudnia 2013

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z Pilchem a tego pierwszego nie wspominam dobrze. Tomiku jego prozy nie skończyłam i stwierdziłam w duchu, że nigdy to nie będzie możliwe, bo widocznie nie jesteśmy kompatybilni i szkoda męczarni - moich, choć może i pisarz przeżywał swoje trudy by dotrzeć do takich jak ja. tak to omijaliśmy się przez lata aż w Przekroju natrafiłam na felietony, które wydały mi się inne, lekkie i ciekawe. Zachęciły mnie do nabycia Dziennika i przeczytania. Nadziwić się nie mogłam jak też pisarz mógł się tak zmienić, ewentualnego mojego dojrzewania nie brałam pod uwagę...Książka jest zbiorem rozmyślań i nawet tym co niezbyt lubią Pilcha może się spodobać. Nie znaczy to, że wszystko przyjmuje się z entuzjazmem, ale nawet jeśli nie, to własne przemyślenia dryfują na różne tory i można się prawdziwie wzbogacić o doświadczenie kogoś innego, kogoś kto już sporo widział i przeżył. Odpowiadał mi styl gawędziarski lektury i podejście z pewnym humorem, ale największym...

książek: 6799
allison | 2013-09-27
Przeczytana: 27 września 2013

"Dziennik" ten czyta się jak najlepszą powieść i na pewno jest to gratka dla miłośników felietonów, bo zapiski mają taką właśnie formę.
Pod tym względem całość przypomina "Pociąg do życia wiecznego" - autor w krótkich tekstach komentuje naszą rzeczywistość, pisząc przede wszystkim o kulturze, polityce, sporcie, religii i swoich rodzinnych korzeniach.
Mimo iż pisarz odżegnuje się od polityki, nie unika refleksji nad bieżącymi wydarzeniami, zestawiając je niekiedy z przeszłością i nie zostawiając suchej nitki na różnych "gadających głowach", oszołomach i karierowiczach.

Dużo jest w "Dzienniku" uwag na temat literatury, nowości wydawniczych i klasyki, ulubionych lektur autora i tytułów, które wzbudziły w nim niesmak albo zanudziły go niemal na śmierć. Ciekawe jest konfrontowanie przez czytelnika własnych wrażeń z ocenami autora. W większości przypadków podzielałam zdanie Pilcha, ale zdarzało się, że mieliśmy odmienne poglądy; nie znaczy to jednak, że myśli autora mnie nie...

książek: 358
macias | 2014-02-09
Na półkach: Przeczytane, Audiobooki, 2014
Przeczytana: 09 lutego 2014

Doskonale się słucha. Zbiór felietonów, zawiera wiele niezwykle ciekawych przemyśleń autora, z którymi bardzo często się zgadzam. Świetnie jak zwykle czytający Krzysztof Gosztyła stanowi wartość dodaną. Polecam!

książek: 2336
zoso | 2015-11-25
Przeczytana: 25 listopada 2015

Jakoś próbuję i próbuję przekonać się do twórczości Jerzego Pilcha i nie potrafię.Zasłużony i doceniony twórca,a mnie po prostu jego proza nie leży.Sięgnąłem po "Dziennik" z nadzieją,że poznam autora nieco bliżej,dowiem się jak wygląda jego życie codzienne,jak zapatruje się na toczące się kiedyś i teraz wydarzenia,co go inspiruje.Lektura tylko w części spełniła moje oczekiwania."Dziennik" to zbiór refleksji (drukowanych podobno wcześniej w "Przekroju")dotyczących w znacznej części futbolu i jego wpływu na życie,przeczytanej kiedyś literatury,upływającego coraz szybciej czasu,wiary,jest też trochę o śmierci i trochę wspomnień.Niby powinno być interesująco,tym bardziej,że w wielu wygłoszonych opiniach jest mi z autorem bardzo po drodze,a nie jest.Przede wszystkim nie odpowiada mi język-trudny,bardzo literacki.Nie odpowiada mi narracja,sposób w jaki autor zaznajamia nas ze swoimi poglądami,w których daje się odczuć pewną nutę ironii,wręcz drwiny w ocenie postępowania zwykłych...

książek: 652
jusssi | 2012-05-27
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 maja 2012

Pilch włada słowem niczym mieczem, kunszt czy sztuka? A może jedno i drugie?

Odpowiedzialnego, po trochu niebezpiecznego i ryzykownego podjął się zadania, ponieważ „Dzienniki” piszą „Ci” najwięksi, czyżby z Gombrowiczem równać się chciał? Nie, o taką pychę autora „Pod mocnym aniołem” bym nie posądzała. Więc, po co? Co skłoniło Pilcha do takiego ekshibicjonizmu? Sława, pieniądze, chęć pozostawienia „posągu”? Takie pytania brzęczały mi w głowie, dopóty dopóki nie wzięłam do ręki tomiszcza okazałego, niemal pięciuset stronnicowego. Czas start, potyczkę czas zacząć, miara nierówna, doświadczony pisarz kontra niedoświadczony czytelnik. Duża niepewność, wielki entuzjazm, co z tego wynikło?

Zaczynamy 21 grudnia 2009 roku – kończymy 21 listopada 2011 roku. Pytanie, o czym napisał Pilch jest trochę nie na miejscu, ponieważ krócej by było wymienić tematy, których nie poruszył w swoim „Dzienniku”. W zapiskach nie znajdziemy zbyt wielu zapisków z życia codziennego (chodź kilka by się...

książek: 1672
Marcin | 2014-05-17
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 maja 2014

Czytać Pilcha to czysta przyjemność obcowania ze świetnie napisaną, przemyślaną, inteligentną, zabawną ale i gorzką prozą. Taki jest właśnie "Dziennik", zawierający luźne ale poważne przemyślenia tego literata. Już z okładki spogląda na nas facjata typowego polaka, morda wręcz ;) To zdjęcie jest zdecydowanie nieprzypadkowe, w pewnym sensie uosabia charakter zapisków Pilcha i jego sposób obserwacji rzeczywistości: twarde, odważne, bezkompromisowe, niekiedy nawet wredne, ale zawsze celne, błyskotliwe, przenikliwe i finezyjnie napisane spojrzenie na to co nas otacza.

Pilch jak to Pilch, nie raz zdarza mu się trafić w sedno i to nie przypadkiem. Ubawiłem się setnie czytając "Dziennik" :) Lepiej niż przy niejednej komedii. Te jego anegdoty, refleksje, cały sposób myślenia, w tym wszystkim jest jakiś prześmieszny absurd celnie ale i gorzko puentujący polską rzeczywistość. Niczym z filmów Marka Koterskiego. "Dziennik" to jeden długi (bo dwuletni) "Dzień Świra" z życia Jerzego...

książek: 415
byrcyn11 | 2015-09-23
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 września 2015

Cóż może być w dzienniku, - ano obserwacja dnia mijającego i przenoszenie to na papier, a Pilch jest bardzo wnikliwym obserwatorem i ostrym recenzentem. Z jednej strony sarkastyczny, wręcz zgorzkniały, ale z drugiej obdarzony specyficznym humorem. Dostało się więc politykom, sportowcom, pisarzom, księżą i Bóg wie jeszcze komu i właściwie tylko ptaszkom się upiekło ;) Szkoda tylko, że sprawy sprzed kilku lat niewielu już obchodzą, więc i mnie zbytnio też nie "podnieciły". Za to rewelacyjne wykonanie Krzysztofa Gosztyły sprawiło, że wysłuchałem całości bez zbytniej męki.

książek: 693
chiara | 2013-05-07
Przeczytana: 07 maja 2013

Pilch twierdzi, że ponuractwo poprawia humor i ma rację. Miło było przeżyć znów lata 2010-2011 patrząc na nie jego oczami. Dziennik powstał na podstawie felietonów Pilcha drukowanych w Przekroju. W zeszłym roku Pilch wrócił do Tygodnika Powszechnego i w nim drukuje swój Drugi dziennik.

książek: 270
Herbi | 2013-10-31
Przeczytana: czerwiec 2012

To nie jest książka, którą się łyka za jednym zamachem. To książka, którą trzeba rozłożyć sobie w czasie, czytać kawałek po kawałku, przynajmniej ja tak musiałem.

Dzieje się tak dlatego, że zawiera ogromną ilość tematów i chociaż opisanych piękną pilchową frazą, nie zawsze lekkich, łatwych i przyjemnych. Co tam nie zawsze - prawie wcale. Bo choć jest uśmiech i ironia, to jednak powaga przebija z wielu kart tego dziennika.

Tematy jak u Pilcha - sport, religia, literatura, śmierć. Wiele uwag na temat choroby i postępującej starości. Polecam czytać partiami po kilka z opisanych dni, najlepiej takimi zestawami ciągnącymi jeden wątek.

Bo skondensowanie myśli jest spore i zbyt duża partia na raz może sprawić, że pod koniec dłuższej lektury prawdopodobnie umknie nam to, co łyknęliśmy na początku.

zobacz kolejne z 1643 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
EURO 2016: 11 pisarzy o piłce nożnej

Zaczęło się prawdopodobnie największe święto fanów piłki nożnej. Mamy coś dla tych, którzy tracą bliskich na czas trwania EURO 2016, i dla tych, którzy się w nim będą zatracać: garść komentarzy ze strony prozaików, którzy pisali o piłce. Dla lepszego wczucia się w klimat meczów. Dla przełamania ich innym smakiem. Takie literackie fistaszki.


więcej
Czytamy w weekend

Dzisiaj druga odsłona naszego cyklu. Cieszymy się, że w minionym tygodniu tak licznie podzieliliście się z nami tym, co sami zamierzacie czytać. Jak wyglądają nasze czytelnicze plany na najbliższe dwa dni? Sprawdźcie sami.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd