Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Nie ma ekspresów przy żółtych drogach

Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
7,47 (628 ocen i 77 opinii) Zobacz oceny
10
41
9
82
8
181
7
198
6
92
5
25
4
5
3
2
2
2
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375366280
liczba stron
176
słowa kluczowe
literatura polska, proza, droga, ekspres
język
polski
dodała
joly_fh

"…staje się co jakiś czas, żeby odpocząć, żeby się obejrzeć, żeby policzyć, ile już było, a ile jeszcze zostało. Taka jest ta książka: sprawdzam gdzie byłem, gdzie jestem, dokąd się wybieram. Oprócz tego oczywiście niezwykła ilość celnych spostrzeżeń, głębokich przemyśleń oraz barwnych opisów".
Z szacunkiem: Autor

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czarne, 2013

źródło okładki: www.czarne.com.pl

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Ines książek: 1302

Kochając (proste) życie nad życie

Andrzej Stasiuk - prozaik, poeta, publicysta, dramaturg, wydawca. Jeden z najbardziej znanych, utytułowanych i najchętniej czytanych autorów w naszym kraju i za granicą. Właśnie ukazała się jego kolejna książka - „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” - na którą składają się eseje/felietony wcześniej publikowane m.in. w: „Tygodniku Powszechnym”, „Art&Business”, „Neue Züricher Zeitung”, „L’Espresso”, czasopiśmie internetowym dwutygodnik.com oraz te prezentowane przy okazji różnorodnych wystaw i festiwali. Tym razem pisarz znów jest w drodze: nieśpiesznie wędruje, zwiedza, podgląda i swoje wrażenia spisuje, a spostrzeżenia razem z głębokimi przemyśleniami i barwnymi opisami skrupulatnie notuje. W ten sposób kokietuje czytelnika z okładki swojej najnowszej publikacji. Jak jest w rzeczywistości? Czy jego teksty zaskakują czytelnika? Czy nie będą niczym ‘odgrzewane kotlety’, z dobrze znaną tematyką, niekiedy wpadającą w nostalgiczne, momentami nawet nużące tony o gorzkim zabarwieniu? Sprawdźmy.

Nie mam nic przeciwko centrum, ale bardziej pociągają mnie peryferie. Już teraz środek kontynentu staje się coraz bardziej zunifikowany. Metropolie przestają się różnić. Niedługo będzie je można rozpoznać tylko na podstawie szacownych i martwych zabytków. Jeśli w ogóle te zabytki da się jeszcze dostrzec spod jaskrawej powłoki współczesności: te same bankomaty, marki piwa, takie same parkometry, ten sam układ półek w supermarketach oraz repertuar w kinach, wyznaje Stasiuk. A my...

Andrzej Stasiuk - prozaik, poeta, publicysta, dramaturg, wydawca. Jeden z najbardziej znanych, utytułowanych i najchętniej czytanych autorów w naszym kraju i za granicą. Właśnie ukazała się jego kolejna książka - „Nie ma ekspresów przy żółtych drogach” - na którą składają się eseje/felietony wcześniej publikowane m.in. w: „Tygodniku Powszechnym”, „Art&Business”, „Neue Züricher Zeitung”, „L’Espresso”, czasopiśmie internetowym dwutygodnik.com oraz te prezentowane przy okazji różnorodnych wystaw i festiwali. Tym razem pisarz znów jest w drodze: nieśpiesznie wędruje, zwiedza, podgląda i swoje wrażenia spisuje, a spostrzeżenia razem z głębokimi przemyśleniami i barwnymi opisami skrupulatnie notuje. W ten sposób kokietuje czytelnika z okładki swojej najnowszej publikacji. Jak jest w rzeczywistości? Czy jego teksty zaskakują czytelnika? Czy nie będą niczym ‘odgrzewane kotlety’, z dobrze znaną tematyką, niekiedy wpadającą w nostalgiczne, momentami nawet nużące tony o gorzkim zabarwieniu? Sprawdźmy.

Nie mam nic przeciwko centrum, ale bardziej pociągają mnie peryferie. Już teraz środek kontynentu staje się coraz bardziej zunifikowany. Metropolie przestają się różnić. Niedługo będzie je można rozpoznać tylko na podstawie szacownych i martwych zabytków. Jeśli w ogóle te zabytki da się jeszcze dostrzec spod jaskrawej powłoki współczesności: te same bankomaty, marki piwa, takie same parkometry, ten sam układ półek w supermarketach oraz repertuar w kinach, wyznaje Stasiuk. A my przytakujemy, drodzy Czytelnicy, patrząc choćby na nasze zdjęcia z wakacji, prawda? Autor bez ogródek opowiada o tym, jak zatracamy naszą przeszłość, nasze pochodzenie, jak wszystko ulega unifikacji przy naszej milczącej zgodzie. Jest to też poniekąd wyjaśnienie, czemu tak bardzo fascynuje go wschód i Bałkany – nietuzinkowe kraje, które o nic nie dba[ją] poza uporczywym istnieniem, poza upartym utrzymywaniem się na powierzchni. O wrażeniach ze swoich wędrówek z tamtych ‘zaściankowych’(?), ukochanych przez niego regionów Stasiuk zawsze chętnie opowiada. Nie inaczej jest tym razem. Wspomina m.in. podróż do melancholijnego i szarego Krasnokamieńska, gdzie wydobywa się 90% rosyjskiego uranu. Jest także naszym przewodnikiem po Ułan Bator: Codziennie sprawdzam w necie, jaka jest tam pogoda. Dzisiaj akurat chmury i tylko minus dwadzieścia. Najczęściej jest zimniej: minus dwadzieścia pięć, dwadzieścia siedem, trzydzieści. Wyobrażam sobie, jak o trzeciej, czwartej zapada zmrok i miasto tonie w ciemnościach. Prawie nie ma latarni. Świecą witryny, trochę reklam i reflektory samochodów. Skute mrozem obozowisko z betonu na środku stepu. Z jurtowych slumsowisk snuje się węglowy dym. Pokrycia namiotów są czarne od sadzy. Zresztą całe miasto musi być czarne, bo pali się tylko węglem. Najbrzydsza i najzimniejsza stolica świata – tak się o nim mówi. Ukrainę także ocenia dość surowo, ale nie omija jej, darzy sentymentem, odrobinę usprawiedliwia: Po prostu są kraje, nad którymi ciąży przekleństwo. Są igraszką losu, historii, szaleństwa ideologów. Dostają w spadku pokruszony beton, zielsko, żelazny złom i pamięć o tym, że ludzie z głodu zjadali innych ludzi. Andrzej Stasiuk opowiada o tych miejscach zwyczajnie, właściwie chłodno relacjonuje, co widzi. I choć przedstawianym miejscom daleko do ideału, to on zawsze znajduje w nich piękno. Także ludzi, z którymi kiedyś podróżował, spotykał się wspomina z wielką sympatią i przywiązaniem, np. Pana Gambę z Ułan Bator (Pod niebieską koszulą poczułem, że naprawdę jest lekki i kruchy jak ptak) czy księdza z parafii na Syberii, który opiekuje się grobami zesłańców. Pisarz jest przeświadczony, że krajobraz złożony jest również ze wszystkich uczuć, których doświadczał […], ze wszystkich zdarzeń, których był […] uczestnikiem, ze wszystkich obrazów, których dotknął [jego] wzrok…, a czytelnicy doskonale to wyczuwają i to im się podoba, bo zapiski z tych podróży są szczere i naprawdę mają duszę…

Tradycyjnie dużo jest u Stasiuka przyrody, zmian pór roku i ich wpływu na człowieka. Pisarz afirmuje proste życie, zgodne z naturą, która jest mu bliska (dostrzega np. ptaki szybujące nad jego głową, które są dla niego jak małe pierzaste kulki z ciepłe w środku i terkotem serduszka jak ćwierć ziarnka grochu.). Pisze o polskim klimacie i o środkowych Europejczykach jako ofiarach klimatu umiarkowanego, na który można zrzucić wielkie niepowodzenia. Według niego to właśnie zmiany aury nami rządzą - wyże i niże baryczne: Środek marca w środkowej Europie to jest potencja bez formy, prąd bez przewodnika i wikt bez opierunku. Rzekami spływa to, co powinno leżeć na brzegu, woda stoi tam, gdzie powinien trwać suchy ląd. W lokalnej knajpie U Basi siedzą chłopy i tylko palą, ponieważ całkiem opuściło ich pragnienie. Kury grzebią w śniegu. Nie trzeba nic prać, bo i tak bez przerwy się brudzi. Gdzie stąpnąć, ziemia usuwa się spod stopy, gdzie spojrzeć, mgła zasłania wzrok, czego dotknąć, to się wymyka, bo śliskie. Z drugiej strony dostrzega jednak w zmienności pór roku jakąś magię, istny cud, pełen teatralnych gestów: Błogosławione są te polskie cztery pory roku, a my, obywatele tej strefy klimatycznej, niewdzięczni i niemądrzy jesteśmy w narzekaniu na zmienność aury. Tymczasem to jest spektakl, to jest przedstawienie wielkie jak opera albo i symfonia.

W tę urokliwą atmosferę pogodową doskonale wpisuje się dobrze znany stasiukowym fanom temat - polska wieś. Autor podejmuje to zagadnienie, pisze, jak się zmieniła, że nie ma już na niej zwierząt, że obecnie gospodarz wyprowadza tam psa rasy husky na spacer, że stoją tam piękne rezydencje, a zamiast pola jest zadbany ogród z równo przystrzyżonym trawnikiem. W nawiązaniu do tego, w kilku miejscach wspomina dom dziadków poza miastem - widać, że ma z nim związane piękne wspomnienia i że nosi w sobie tęsknotę za tamtym idyllicznym krajobrazem z dzieciństwa: Suche i żółte łany zboża stały nieruchomo. Wydawało się, że to one promieniują gorącem i ten gorąc stapia się ze słonecznym żarem. Powietrze było gorące i właściwie mineralne. (…) Kolory chabrów, kąkoli i maków były od tego wysokiego światła niemal czarne. W ten ludowy, sielski pejzaż idealnie wpisuje się niezwykła, mistyczna i zmysłowa zarazem wizja Matki Boskiej Zielnej (wspomina Ją przy okazji święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny), która idzie przez pole wśród skoszonych traw i ziół: Gęste światło, woń skoszonych traw, obfitość kwiatów po ogrodach, ciężar dojrzałości, pewien rodzaj słodkiego schyłku, pogranicze halucynacji i wszystko zanurzone w gęstym jak miód upale. I przez ten krajobraz tyleż wyobrażony, ileż na przykład podlaski albo beskidzki, idzie kobieta, Matka Boska. Stąpa powoli, z naturalną gracją. Prostota i piękno zarazem - o tym Stasiuk potrafi pisać jak nikt inny. Ta jego charakterystyczna wrażliwość na szczegół, często nawet obskurny, nieestetyczny, odpychający, ujmuje, sprawia, chcemy podróżować razem z nim mimo niedogodności i trudu wyprawy, podążając za nim wszystkimi zmysłami. A on jak zawsze wybiera mało atrakcyjne miejsca tak w kraju jak i za granicą, a opisuje je jak cuda natury. Jego celnym obserwacjom towarzyszy nieustanne przekonanie, że kiedyś jedynie to, co zapisane przetrwa. Warto sobie uświadomić, że skoro okolica zamiera dom po domu, to jest tak, jakby zmniejszało się moje życie. Bo co się z nami stanie, gdy przepadną wszystkie miejsca, w których przebywaliśmy? Będziemy musieli je wymyśleć od nowa i nasze dawne życie też zmieni się w wymysł, w igraszkę pamięci, w nic więcej. Co wtedy – warto się zastanowić.

Tych błyskotliwych, intrygujących, zmuszających do zadumy tekstów naszego rodzimego ‘pisarza drogi’ jest więcej. Jak choćby ten, w którym Stasiuk pisze, kiedy śmierć objawia swój sens i dlaczego może się przydać w życiu. Dotyka też spraw religijnych - jeden esej poświęca księdzu Lemańskiemu, w którym sugeruje, że kościół za komuny był lepszy niż dziś, w kolejnym zwraca uwagę, że w Licheniu ‘kopuła nieco oblazła ze złota’. W innym zestawia Nikifora i Warhola ze sobą jakby byli braćmi, a w następnym sugeruje, że oberek to ‘coś w rodzaju polskiego bluesa’, wyrażający raczej sprzeciw wobec losu niż jego akceptację. Pisze o Mao Zedongu, namiętnym czytelniku i umierającym, pogodzonym ze sobą i światem Tiziano Terzanim. W Austrii rozmyśla nad germańskim fenomenem i opłakuje wielką niemiecką przeszłość. A wszystko, co obce miesza ze swojskim, tworząc barwny kolaż, idealnie wyważoną, urokliwą układankę, w której na pierwszy plan wysuwa się umiłowanie ludzkiej egzystencji. Tak po prostu.

Jestem pisarzem i opowiadam historie. Staram się w nich zawierać jak najwięcej życia. Nie w banalnym sensie fabuły, ruchu, zmiany, obserwacji społecznych czy psychologicznych, ale w sensie osobistego doświadczenia. Życiem jest dla mnie spotkanie umysłu, zmysłów, wrażliwości, pamięci ze światem. Spotkanie tożsamości z rzeczywistością. Po prostu doświadczenie. Zawsze chciałem, by doświadczenie przenikało moją opowieść. Cud doświadczenia. I tak się dzieje. U Stasiuka-tułacza często wieje pesymizmem i nieszczęśliwymi bohaterami, żyjącymi w burym otoczeniu. Mimo to w jego tekstach często przeglądamy się jak w lustrze, choć przecież nie mieszkamy w Pekinie, Bełżcu ani w Rumunii za czasów Ceauşescu, jak ich protagoniści. Można odnieść wrażenie, że Stasiuk pisze o rzeczach ulotnych, odległych, nieistotnych czy błahych, ale jego słowa zostają w nas, nasiąkamy jego krótkimi opowieściami i chcemy ich więcej. Nie wiem jak inni, ale ja przy prozie Stasiuka odpoczywam, czerpię z nich pozytywną energią płynącą z natury, szczerości i prostego życia bez jakiegokolwiek blichtru, choć nie zawsze jest ono różowe. Jeśli Wy macie podobnie, to życzmy sobie takich prozaików, którzy prostotą, sentymentalizmem, a momentami i subtelną naiwnością, potrafią zaczarować swoich odbiorców i odczarować szarość ich dnia codziennego.

Agnieszka Biczyńska

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1530)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 536
anika | 2014-12-07
Przeczytana: 07 grudnia 2014

Poezja pisana prozą - tak określiłabym ten zbiór. Delektowałam się każdym jego fragmentem. Z nostalgią przenosiłam się do czasów dzieciństwa pisarza, przypominając sobie zapach skoszonych traw czy ziemi po deszczu, które towarzyszyły mojemu dzieciństwu. Z chęcią przenosiłam się do miejsc, które znikają z naszego życia, na "peryferia" świata. Oczami pisarza podglądałam ludzi...
I tylko szkoda, że ta podróż sentymentalna trwała zaledwie jedno popołudnie.

książek: 0
| 2015-02-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 lutego 2015

To było do przewidzenia, że inne lektury, chociaż wcześniej zaplanowane, musiały ustąpić pierwszeństwa Andrzejowi Stasiukowi. Wieloaspektowa, dojrzała, jak zawsze piękna językowo proza. Refleksyjna, liryczna i demaskatorska - o człowieku w przestrzeni i o jej peryferiach, o niezmiennych prawach natury, melancholii miejsc i przemijaniu, zewnętrznym i wewnętrznym krajobrazie. Także o władzy i tyranii, o spustoszeniu krajobrazu jako historycznej spuściźnie ideologii, o przywarach współczesnej Polski i mentalnej specyfice niektórych jej mieszkańców.

Najbardziej osobiste rozdziały tchną nostalgiczno-rozliczeniowym klimatem. Autor przywołuje ostatnią opowieść Tiziano Terzaniego, a w felietonie "Z daleka" dokonuje podsumowania swojego miejsca w czasie, snując opowieść z bardzo daleka, bo ze świata osobistych, niepowtarzalnych, zatem z definicji subiektywnych i do końca niewyrażalnych życiowych doświadczeń i przeżyć. Mistrzostwo tego przekazu zawiera się w jego uniwersalizmie, bo...

książek: 982
Zuba | 2014-09-06
Przeczytana: 05 września 2014

Nie wiedziałam o tej książce prawie nic przed przeczytaniem, Stasiuka też wcześniej nie miałam w rękach. A rekomendacja: to książka w twoim typie zobowiązuje do lektury :)
"Nie ma ekspresów..." zawiera felietony o podróżach w wymiarze geograficznym i czasowym, o dalekich wyprawach do Azji i niewyprawach na taras za oknem. Trudno mi powiedzieć, które podróże bardziej do mnie przemawiały - teksty są tak mi bliskie, takie 'swoje', kojące, melancholijne, łagodne. Urzekł mnie Stasiuk tym jak patrzy(ł) na swój świat, ten z czasów dzieciństwa i ten teraz. Bardzo trafny jest tekst dedykowany księdzu Lemańskiemu a felieton "Z daleka" najchętniej zakreśliłabym cały.
Polecam serdecznie i mam nadzieję na Nike dla Stasiuka.

książek: 1866
jamczyk | 2016-07-30
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 30 lipca 2016

Zbiór akwarelek malowanych słowami. Klimatyczne wspomnienia i ciekawe świata obserwacje, spisane w krótkich formach. Od "perełek" po takie, o których dość szybko się zapomni, ale mimo to, warto.

książek: 1577
Wojciech Gołębiewski | 2014-10-10
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 10 października 2014

Zbiorek 48 najlepszych miniform Stasiuka na 170 stronach, co daje przeciętną 3 i pół strony. Wydany w 2013 r. Nim zajmę się tym zbiorkiem muszę się cofnąć z czasem. Otóż, któregoś dnia zauważyłem z niebywałem zdziwieniem, że nie zamieściłem na blogu recenzji /poza jednym małym wyjątkiem/ utworów bardzo lubianego przeze mnie Stasiuka. Postanowiłem skopiować dawno napisane wypracowanie na jego temat wraz z recenzją świetnego opowiadania pt „Bóg z radia” drukowanego tylko w „Tygodniku Powszechnym” i zamieściłem je na pustej stronie jego „Wierszy miłosnych i nie” /na „lubimy czytać”/. Swoją pisaninę umieszczam również na blogu wgwg1943 i stamtąd nadeszły krytyczne uwagi od czytelnika - pana Jarka Mazura, m.in. twórcy zespołu „Hudacy” /p. na fb/, odnośnie Łemków i położenia Wołowca, w którym mieszka Stasiuk. Przyznaję się do winy, że nigdy nie ...

książek: 565
ania | 2017-02-22
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 22 lutego 2017

"Tak, siedzieć na rynku nieznanego miasteczka albo wsi w obcym kraju, to jest jak czytać piękną książkę. Trochę się rozumie, ale resztę trzeba sobie wyobrazić."
Wyobrażając sobie Kalabrię

Ten zbiór esejów Andrzeja Stasiuka to jak album z cudnymi fotografiami lub ilustracjami.
Na każdej stronie coś ciekawego i nie można oderwać od nich wzroku.
Są stworzone do podziwiania i smakowania.
Jest to jedna z niewielu książek, do której mam ochotę wrócić.

książek: 0
| 2013-10-04
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Eseje zebrane w tym tomie zostały wcześniej opublikowane na łamach kilku czasopism. Więc żadna to nowość. Ale...gdyby wszyscy polscy pisarze pisali tak jak Andrzej Stasiuk, byłabym gotowa przyznać, że literatura polska ma jeszcze szansę na restytucję. W krainie literackiego kombinatorstwa i fałszywej skromności Stasiuk podąża swoją własną ścieżką - ku wspomnieniom z przeszłości, ku migawkom z podróży, ku temu, co już za nim. Przyznaję, że ja w tej prozie jestem szaleńczo zakochana. I gdy tak czytam o stasiukowym dzieciństwie, wakacjach spędzanych na wschodnich rubieżach, o rodzinnych stronach i tej odautorskiej nostalgii to nie mogę oprzeć się ogarniającej mnie błogości. Bo niby już tyle czasu człowiek mieszka daleko od deptaków nadmorskich kurortów, wiejskie zabawy oglądał jako kilkuletni brzdąc a łysi plejboje z małych miasteczek tylko czasem - epizodycznie przemykają pod oknem to czytając krótko sformułowane myśli Andrzeja Stasiuka czuję jakby ktoś przelał moje własne,...

książek: 2901
Olala | 2013-11-11
Przeczytana: 10 listopada 2013

Wstyd przyznać, ale to moje pierwsze ( i na pewno nie ostatnie) spotkanie z twórczością Stasiuka. Jego twórczość zawsze miałam gdzieś w zasięgu ręki, ale jakoś nigdy nie mogłam się przekonać. Do teraz! Książka jest zbiorem felietonów które wcześniej ukazywały się w przeróżnych czasopismach, nie mniej były one dla mnie nowością. Pisarstwo Stasiuka ma taką siłę, taką przestrzeń w sobie, że siedząc w wygodnym fotelu czujemy wiatr ze stepów, zapachy zwierząt i widzimy widoki rozpościerające się znad brzegu Bugu. Stasiuk jest bacznym obserwatorem zachowań ludzi, zwierząt, przyrody. Swoje przemyślenia składa w formie trafnie i dosadnie skonstruowanych zdań. Otwiera oczy i umysły na to co przemija, co pozostałoby niezauważone, a musi zostać zapamiętane. Niejednokrotnie wzrusza, a już na pewno nie pozostawia nas obojętnymi.Polecam, bo to mądra i wartościowa literatura.

książek: 495
bewelka86 | 2014-04-01
Na półkach: Przeczytane

Na początku myślałam, że to będzie powieść... Nie znałam do tej pory żadnej książki Stasiuka, toteż za bardzo nie wiedziałam czego się spodziewać. Do lektury zachęciła mnie okładka i opis zamieszczony przez Autora z tyłu.

"Nie ma ekspresów przy żółtych drogach" to po prostu albo aż zbiór felietonów, które Stasiuk publikował na łamach różnych gazet i czasopism (nie tylko polskich).

W większości z nich opisuje swoje podróże przeważnie po wschodniej części Europy i Azji, w tym sporo miejsca poświęca przygranicznym obszarom naszego kraju.

Spodobał mi się sposób w jaki Autor opisuje swoje wrażenia z podróży, obserwacje zachowań ludzi i tego, co się dzieje na świecie. W felietonach Stasiuka znajdziemy nutkę nostalgii, sporą dawkę refleksji nad przeszłością i współczesnością oraz dużo wartościowych przemyśleń. Szczególnie mocno zapadło mi w pamięć następujące zdanie:
"Świat nade wszystko pragnie amnezji. Dzięki niej może wierzyć w swoją niewinność"*.

Myślę, że choćby dla takich...

książek: 285
Łukasz | 2013-10-13
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 13 października 2013

Po parunastu stronach lektury Stasiuka pomyślałem sobie, że dawno nie
czytałem autora, który pisal by w tak mądry i niezwykły sposób. Pewien
rodzaj literackiego mistycyzmu. Na myśl od razu przyszedł mi Tiziano
Terzani i nagle bach! Rozdział zatytułowany "Terzani" i odniesienie do
ostatniego dzieła Wielkiego Mistrza. Jest coś co sprawia, że opowiadania
Stasiuka nie sposób czytac jak inne opowiadania. Podczas czytania trzeba
przysiąść w spoiojnym otoczeniu i delektować się każdym fragmentem
książki. Kto wie, może te porównanie do Terzaniego jakie przyszło mi
na myśl zanim doczytalem do rozdziału o włoskim reporterze nie wzięło
się z nikad. Jak napisał kiedyś mistrz "nic nie zdarza się przypadkiem"

zobacz kolejne z 1520 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
  • Znak nr 7746-747
    Znak nr 7746-747
    Andrzej Stasiuk, Olga Tokarczuk, Natasza Goerke, Redakcja Miesięcznika ZNAK,...
  • Noc
    Noc
    Andrzej Stasiuk
  • Dukla
    Dukla
    Andrzej Stasiuk
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Nominacje do nagród literackich Gdynia i Nike

W pierwszym dniu 5. Warszawskich Targów Książki ogłoszono nominacje do dwóch popularnych nagród literackich, czyli do Nagrody Literackiej Gdynia oraz Nagrody Literackiej Nike. 


więcej
Angelus 2014

51 książek pisarzy z Polski i zagranicy zostało zakwalifikowanych do dziewiątej edycji Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus. Zwycięzca zostanie ogłoszony podczas uroczystej gali 18 października.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd