Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Sielanka po bretońsku

Tłumaczenie: Wioletta Mazurek
Seria: Z różą wiatrów
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
5,67 (27 ocen i 10 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
9
6
7
5
7
4
2
3
1
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324593729
liczba stron
256
słowa kluczowe
Bretania, celtowie, cydr, magia
język
polski
dodał
Matacz

Bretania - smagana wiatrami, najdalej wysunięta na zachód i najbardziej tajemnicza kraina Francji. Jochen Schmidt przemierza ją wzdłuż i wszerz. Dociera do dwudziestowiecznych bunkrów i liczących przeszło cztery tysiące lat menhirów, głazów ustawianych na grobach celtyckich wojowników. Opowiada o cydrze, lekko alkoholowym jabłeczniku, popularniejszym w tym regionie od francuskiego wina....

Bretania - smagana wiatrami, najdalej wysunięta na zachód i najbardziej tajemnicza kraina Francji. Jochen Schmidt przemierza ją wzdłuż i wszerz. Dociera do dwudziestowiecznych bunkrów i liczących przeszło cztery tysiące lat menhirów, głazów ustawianych na grobach celtyckich wojowników. Opowiada o cydrze, lekko alkoholowym jabłeczniku, popularniejszym w tym regionie od francuskiego wina. Opisuje miejsca, gdzie rozegrały się wydarzenia będące kanwą legend o królu Arturze. Snuje opowieści o złośliwych chochlikach, duchach i innych stworach z bretońskiego folkloru. Spotyka osobliwych tubylców i jeszcze dziwniejszych turystów. Poznaje cuda przyrody bretońskiego wybrzeża i najbrzydsze obrazy tamtejszych malarzy amatorów. Zadając kłam powszechnej opinii, udowadnia, że w Bretanii nie zawsze pada deszcz.
Sielanka po bretońsku to pasjonująca lektura nie tylko dla zakochanych w tym magicznym regionie, lecz także dla wszystkich, którzy chcieliby do nich dołączyć. Vive la Bretagne!

 

źródło opisu: Wydawnictwo Dolnośląskiew, 2013

źródło okładki: www.publicat.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
książek: 0

Instrukcja obsługi Bretanii

Bretania – najdalej na Zachód wysunięta część Francji, kolebka legend arturiańskich, kraina 7777 świętych, z których wielu wywodzi się w prostej linii od bóstw celtyckich - mitycznego Ludu Bogini Danu, deszczowa Armoryka usiana tysiącami megalitów strzegących wejść do podziemnego królestwa Korriganów, a przede wszystkim jeden z najpiękniejszych zakątków Europy. Nic więc dziwnego, że Jochen Schmidt, niemiecki pisarz i dziennikarz, który podczas studiów spędził nieco czasu na stypendium w Breście, zatęsknił do niej po latach i postanowił powrócić tam jako turysta.

Choć na trasie jego podróży nie brakuje popularnych miejsc, takich jak Mont-Saint-Michel, Saint-Malo, Pont-Aven czy Brest, poświęca on im zdecydowanie mniej uwagi niż mniejszym miejscowościom, nie tak już oczywistym turystycznie. Przesiaduje w małych knajpkach, bierze udział w miejscowych festiwalach i ogląda mecz piłki nożnej przez dziurę w ogrodzeniu. Przede wszystkim jednak skupia się na ludziach, ich historiach i stosunku do wymierającego już języka bretońskiego. Odwiedza tajemnicze torfowiska, jak legendarne Yeun Elez zamieszkiwane przez olbrzymy, wróżki i potężnych czarodziejów, natyka się na liczne ślady diabelskiej obecności, a w końcu zostawia karteczkę z dość specyficznym, aczkolwiek w pełni uzasadnionym życzeniem przy grobie Merlina w lesie Brocéliande. Przytacza legendy o lokalnych świętych i cudach, także tych współczesnych (bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że lokalny nacjonalista, kompletnie pijany...

Bretania – najdalej na Zachód wysunięta część Francji, kolebka legend arturiańskich, kraina 7777 świętych, z których wielu wywodzi się w prostej linii od bóstw celtyckich - mitycznego Ludu Bogini Danu, deszczowa Armoryka usiana tysiącami megalitów strzegących wejść do podziemnego królestwa Korriganów, a przede wszystkim jeden z najpiękniejszych zakątków Europy. Nic więc dziwnego, że Jochen Schmidt, niemiecki pisarz i dziennikarz, który podczas studiów spędził nieco czasu na stypendium w Breście, zatęsknił do niej po latach i postanowił powrócić tam jako turysta.

Choć na trasie jego podróży nie brakuje popularnych miejsc, takich jak Mont-Saint-Michel, Saint-Malo, Pont-Aven czy Brest, poświęca on im zdecydowanie mniej uwagi niż mniejszym miejscowościom, nie tak już oczywistym turystycznie. Przesiaduje w małych knajpkach, bierze udział w miejscowych festiwalach i ogląda mecz piłki nożnej przez dziurę w ogrodzeniu. Przede wszystkim jednak skupia się na ludziach, ich historiach i stosunku do wymierającego już języka bretońskiego. Odwiedza tajemnicze torfowiska, jak legendarne Yeun Elez zamieszkiwane przez olbrzymy, wróżki i potężnych czarodziejów, natyka się na liczne ślady diabelskiej obecności, a w końcu zostawia karteczkę z dość specyficznym, aczkolwiek w pełni uzasadnionym życzeniem przy grobie Merlina w lesie Brocéliande. Przytacza legendy o lokalnych świętych i cudach, także tych współczesnych (bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że lokalny nacjonalista, kompletnie pijany zleciał z kaplicznych schodów i nic mu się nie stało?).

Tytuł oryginalny książki to „Gebrauchsanweisung für die Bretagne” czyli „Instrukcja obsługi Bretanii”. Gdybyśmy mieli potraktować go dosłownie, jej podstawowa zasada stałaby w zdecydowanej sprzeczności z tym, co proponują nam popularne przewodniki typu „10 najważniejszych miejsc do zobaczenia w...” i brzmiałaby tak: Skoro udało mi się dotrzeć w te wszystkie miejsca, roszczę sobie prawo udzielenia innym rady, aby uwolnili się od potrzeby zobaczenia wszystkiego (...) Najlepiej więc jechać prosto przed siebie i cieszyć się każdym dniem. To jest oczywiście truizm, wiem, ale ponieważ wiele wycierpiałem, mogę to powiedzieć

Powyższa deklaracja to także doskonała próbka stylu Schmidta, który pisze z ogromnym dystansem do siebie i choć robi wszystko by ukazać się nam jako zgryźliwy mizantrop narzekający na wysokie ceny parkingów i wstępów, trudno nie czuć do niego sympatii. Autor z ogromnym poczuciem humoru opisuje swoje perypetie z uciążliwymi współlokatorami w schroniskach i dzikie hordy zwiedzających przy co większych atrakcjach turystycznych, ostrze ironii kierując przede wszystkim w stronę swoich rodaków.

Opowieści Schmidta mają charakter króciutkich, niezwykle barwnych esejów, zawierających mnóstwo ciekawych informacji dotyczących zagmatwanej historii regionu. I choć jego styl może wydawać się nieco chaotyczny, zwłaszcza gdy początkowo wplata w narrację liczne wspomnienia z wcześniejszych wizyt w Bretanii, wszystko to koniec końców daje całkiem zgrabny, nieco eklektyczny efekt. Być może w myśl zasady, że teksty powinny powstawać dokładnie tak, jak sanktuarium Mont-Saint-Michel: należy zrezygnować z aspiracji do stworzenia spójnego oraz idealnego dzieła i szukać inspiracji w chaotycznym sposobie budowania, który postrzega się z daleka jako harmonijną całość.

Kamila Duda

* Wszystkie cytaty za „Sielanka po bretońsku”, Jochen Schmidt, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2013

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (91)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1159
eduko7 | 2017-07-27
Przeczytana: 07 lipca 2017

Nie przewodnik, nie reportaż. Raczej zbiór migawek z podróży, dzięki którym dowiesz m.in.: dlaczego po I wojnie światowej niektóre bretońkie dzieci w szkole chodziły z zawieszonymi na szyi drewnianymi butami, gdzie znajduje się pomnik kobiet pracujących w fabrykach konserw, jaki napój alkoholowy jest w Bretanii popularniejszy od wina? Poznasz miejsca mnie znane, magiczne, owiane tajemniczością, związane z mitami i legendami.
Warto abyś jednak pamiętał, że to subiektywne spojrzenie Autora na ten region Francji i jego mieszkańców...

książek: 1859
Ola | 2014-07-14
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, 2014
Przeczytana: 14 lipca 2014

Fantastyczna książka. Zbiór wrażeń osobistych autora na temat Bretanii. Nie żaden przewodnik, nie jakaś tam historia. Po prostu odczucia, wrażenia, zachwyty albo i nie. Takie osobiste. Autor pokazuje czym dla niego jest Bretania i co go w niej zachwyca. Uchwycenie pięknej krainy przez pryzmat własnej osoby jest dla mnie znacznie ciekawsze niż przemierzanie jej utartymi ścieżkami i kupowanie wizerunku jaki nam się sprzedaje. Też lubię takie poznawanie i dlatego autor mnie przekonał. Kupuję taką sielankę :)

książek: 381
Kokos | 2013-07-01
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 20 maja 2013

Książka interesująca ze względu na formę swobodnej opowieści o zwiedzanym regionie. Zawiera bardzo dużo ciekawostek na temat Bretanii, języka bretońskiego i kultury, zarówno Bretończyków jak i ogólnie Francuzów. Jednak w lekturze przeszkadza wybijające się zbyt często ego autora, który stawia się w pozycji osoby mającej prawo osądzać kulturę i życie innych. Denerwuje mnie jego przekonanie, że lepiej niż rodowici Bretończycy wie, co jest w ich regionie ciekawego. Oczywiście tego typu książka ma prawo do znacznej dozy subiektywizmu. To, co mi przeszkadzało to raczej wrażenie, że autor czuje się od wszystkich spotkanych na swojej drodze osób po prostu lepszy. Zaskakuje też ilość uwag na temat tłumów turystów (nawet jeśli to nie typowy przewodnik to jest to mimo wszystko książka turystyczna, więc raczej autor nie powinien narzekać na to, że ludzie zwiedzają krainę, którą on promuje). Kilkakrotnie autor wspomina, że słyszy język niemiecki i celowo nie przyznaje się, że jest rodakiem...

książek: 543
Megajra | 2013-07-25
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 2013 rok

"Sielanka po bretońsku" Jochena Schmidta nie jest typową książką podróżniczą. Właściwie niewiele tu opisów sławiących piękno przyrody, ludzi czy zabytki. Znajdziemy w niej jednak wiele osobistych przemyśleń autora, jego sposób postrzegania Bretanii jako zbyt rzadko odwiedzanego kawałka ziemi, który ludziom wydaje się nieprzyjazny. Ponoć w Bretanii zawsze pada deszcz – autor stanowczo zadaje kłam tym pomówieniom, pokazując ten zakątek z bardzo wielu stron. "Sielanka po bretońsku" to zbiór krótkich notek autora, dlatego książka zdaje się pełnić funkcję dziennika. Sprawia to, że czyta się ją nie tylko jako zapis z podróży, ale także świadectwo tego, jak miejsce jest w stanie wpłynąć na człowieka.
Całą recenzję przeczytać można na stronie: http://www.obliczakultury.pl/literatura/kultura/literatura-faktu/3558-qsielanka-po-bretosku-w-krainie-celtow-magii-i-cydruq-jochen-schmidt-recenzja

książek: 536
Marta Kilian | 2014-07-30
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 22 lipca 2014

Pięknie wydana – tyle pozytywów na temat tej publikacji. Autor nie zabrał mnie w podróż do krainy Celtów, magii i cydru. Dowiedziałam się jedynie, że Bretanię powinno omijać się szerokim łukiem, bo jest drogo, a mieszkańcy niezbyt przyjaźni. Opowieści Schmidta, który uważa się za znawcę tego regionu Francji, są nudne, chaotyczne i nie posiadają pointy, zdecydowanie ciekawiej można było przedstawić ową sielankę, której jest niewiele w lekturze. Jestem zaskoczona, że książka została przyjaźnie przyjęta przez samych Bretończyków, ja pogniewałabym się na autora. Nie licząc uwag jakie kieruję do samego pisarza, dziennikarza – nie wiem jak tytułować Jochena Schmidta, mam również jedną zasadniczą uwagę do tłumacza – nie wszystkie zwroty francuskie i bretońskie jakie pojawiły się w publikacji zostały przetłumaczone.

książek: 549
Kama86 | 2013-07-03
Przeczytana: 03 lipca 2013

Może i opisywany region jest sielski, ale książka Schmidta na pewno jest nudna. Brak w niej jakiejkolwiek akcji, brak też spójności opisywanych tematów.
Niestety najciekawszym fragmentem książki jest jej opis z tyłu okładki.
Pozycja zdecydowanie zaniża poziom serii z różą wiatrów.

książek: 852
Aarionne | 2013-04-24
Przeczytana: 21 kwietnia 2013

Urzekła mnie okładka. Jest cudowna i tak bardzo pachnie latem, że w księgarni nawet nie przeczytałam całego streszczenia z tyłu, po prostu poszłam z książką do kasy. Dopiero w domu uświadomiłam sobie, że autor jest Niemcem, co, przyznam szczerze, trochę mnie zdegustowało. Odezwały się uśpione pod skórą stereotypy, pomyślałam, że będzie nudno i nijako. Ale ze strony na stronę było coraz lepiej.

Zastanawiam się jak określić tę książkę, bo nie jest ona przewodnikiem, nie jest też pamiętnikiem. "Sielanka po bretońsku" to zbiór luźnych przemyśleń autora na temat Bretanii. Schmidt jeździ po tym regionie i opisuje nie tylko warte zobaczenia zakątki północno-zachodniego cypla Francji, ale też spotyka się z ludźmi i opowiada ich historie. Zbacza z ustalonych turystycznych szlaków i szuka na własną rękę bretońskich perełek. Historia przeplata się z teraźniejszością, a mity i baśnie z rzeczywistością.

Dużo miejsca autor poświęca językowi bretońskiemu, któremu niestety grozi wymarcie....

książek: 229
Igor | 2015-07-02
Na półkach: Przeczytane, Podróże

Czytając tą książkę miałem dziwne odczucie, że autor chce zniechęcić czytelnika do odwiedzenia Bretanii.
"drogo, szaro, nieciekawie ...".
Nawet odniosłem wrażenie, że autora ktoś wręcz wysłał za karę w podróż z hasłem "masz napisać książkę".

książek: 1782
Tinkerbelle | 2016-08-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 sierpnia 2016

Nuda i rozczarowanie.
Tak wyobrażałabym sobie książkę napisaną przez kogoś, kto ma Alzheimera. Jakby co dwie kartki zapominał o czym pisze i na następnej zaczynał wszystko od nowa.

książek: 3291
gggagg | 2014-04-28
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Słabe.

zobacz kolejne z 81 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
zgłoś błąd zgłoś błąd