Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Hartland. Pieszo przez Amerykę

Tłumaczenie: Katarzyna Weintraub
Seria: Orient Express
Wydawnictwo: Czarne
6,17 (122 ocen i 20 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
4
8
11
7
34
6
37
5
25
4
5
3
4
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Hartland: zu Fuss durch Amerika
data wydania
ISBN
9788375365214
liczba stron
272
język
polski
dodał
Michał

Czy można przewędrować kraj, w którym nikt nigdzie nie rusza się bez samochodu? Okazuje się, że tak — i że właśnie z tej perspektywy odsłania się jego najciekawsze, nieznane oblicze. Przekonał się o tym Wolfgang Büscher, przemierzając Amerykę na piechotę i autostopem, jak najdalej na południe, jak najbliżej interioru. Ameryka widziana jego oczami to bezludne przestrzenie, płonące feerią barw...

Czy można przewędrować kraj, w którym nikt nigdzie nie rusza się bez samochodu? Okazuje się, że tak — i że właśnie z tej perspektywy odsłania się jego najciekawsze, nieznane oblicze. Przekonał się o tym Wolfgang Büscher, przemierzając Amerykę na piechotę i autostopem, jak najdalej na południe, jak najbliżej interioru. Ameryka widziana jego oczami to bezludne przestrzenie, płonące feerią barw prerie, rewiry wilków i kuguarów, ale także kasyna działające w rezerwatach dla Indian, domy oplecione patriotycznymi wstęgami, zapach przydrożnych moteli i niespodziewane wyznania wiary. Z zapisków niestrudzonego wędrowca wyłania się fascynujący obraz Kraju Wolnych Ludzi, egzotyczny i swojski zarazem.

 

źródło opisu: Czarne, 2013

źródło okładki: czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
książek: 0

In God's Country

W roku 2010 Wolfgang Büscher, naczelny homo viator europejskiego reportażu, podjął się zadania iście heroicznego. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i stanowczym przestrogom znawców tematu, postanowił przejść Stany Zjednoczone z północy na południe – 3500 km od granicy kanadyjskiej aż po meksykańskie Matamoros. Wbrew opiniom, że wyczyn ów graniczy z niemożliwością, wyszedł z tej próby zwycięsko. Także pod względem literackim.

„Hartland” oscyluje gdzieś pomiędzy reportażem a powieścią drogi rozgrywającą się w scenografii zakurzonych szos, obskurnych pokoi motelowych i przydrożnych gospód, pełną opowieści kierowców, którzy zdecydowali się podwieźć freaka z niezrozumiałych względów wędrującego samotnie skrajem Route 77. To zapis samotnego marszu przez senny Midwest – zaśnieżone prerie Dakoty Północnej, rezerwaty Indian, oceaniczne niemal połacie Wielkich Równin i dalej wzdłuż Alei Tornad przez Kansas, Oklahomę, Teksas – coraz głębiej na upalne i mniej już spokojne Południe, aż do Brownsville, dziedziny La Santísima Muerte – Przenajświętszej Śmierci. Relacja z przypadkowych spotkań i subtelnie odmalowany obraz amerykańskiej prowincji – z całą jej surowością i osamotnieniem, egzaltowanymi wyznaniami wiary i zwieszającymi się, w postaci bannerów w narodowych barwach, wyrazami wsparcia dla chłopców w Iraku czy Afganistanie.

Wędrówka Büschera ma jednak jeszcze jeden wymiar – to także fascynująca wyprawa w głąb historii USA. Jego droga co i rusz krzyżuje się ze szlakami pierwszych...

W roku 2010 Wolfgang Büscher, naczelny homo viator europejskiego reportażu, podjął się zadania iście heroicznego. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i stanowczym przestrogom znawców tematu, postanowił przejść Stany Zjednoczone z północy na południe – 3500 km od granicy kanadyjskiej aż po meksykańskie Matamoros. Wbrew opiniom, że wyczyn ów graniczy z niemożliwością, wyszedł z tej próby zwycięsko. Także pod względem literackim.

„Hartland” oscyluje gdzieś pomiędzy reportażem a powieścią drogi rozgrywającą się w scenografii zakurzonych szos, obskurnych pokoi motelowych i przydrożnych gospód, pełną opowieści kierowców, którzy zdecydowali się podwieźć freaka z niezrozumiałych względów wędrującego samotnie skrajem Route 77. To zapis samotnego marszu przez senny Midwest – zaśnieżone prerie Dakoty Północnej, rezerwaty Indian, oceaniczne niemal połacie Wielkich Równin i dalej wzdłuż Alei Tornad przez Kansas, Oklahomę, Teksas – coraz głębiej na upalne i mniej już spokojne Południe, aż do Brownsville, dziedziny La Santísima Muerte – Przenajświętszej Śmierci. Relacja z przypadkowych spotkań i subtelnie odmalowany obraz amerykańskiej prowincji – z całą jej surowością i osamotnieniem, egzaltowanymi wyznaniami wiary i zwieszającymi się, w postaci bannerów w narodowych barwach, wyrazami wsparcia dla chłopców w Iraku czy Afganistanie.

Wędrówka Büschera ma jednak jeszcze jeden wymiar – to także fascynująca wyprawa w głąb historii USA. Jego droga co i rusz krzyżuje się ze szlakami pierwszych osadników, poszukiwaczy złota i konkwistadorów rozpaczliwie poszukujących legendarnych indiańskich królestw. Współczesny i historyczny obraz Ameryki nakładają się na siebie, nad Wielkimi Równinami wciąż unoszą się upiory Wounded Knee i Little Bighorn, a ziemia, po większych ulewach wciąż jeszcze oddaje groty strzał.

Tytułowy Hartland, opuszczona miejscowość na Północy, sam w sobie stanowi doskonałą metaforę dziejów Stanów Zjednoczonych. Początkowo jego nazwa brzmiała Heartland i oznaczała kraj położony w samym sercu Ameryki, założony przez emigrantów z Europy, którzy nadzieje na lepsze jutro wiązali właśnie z owym mitycznym niemal 'Krajem Boga'. Ale rzeczywistość zwykle okazywała się bardziej skomplikowana i z czasem angielskie 'heart' przekształciło się w pochodzące z niemieckiego słowo 'hart' – ciężko, trudno, a Hartland stał się symbolem marzeń okupionych tęsknotą, bólem, krwią i rozczarowaniami.

W pewnym sensie, Büscher odkrywa dla nas Amerykę na nowo – z perspektywy wędrowca, który nie planuje tego, co zobaczy, nie wie gdzie się zatrzyma ani gdzie dotrze następnego dnia. Wędrowca, dla którego droga na południe stanowi cel sam w sobie. Piechura, który za jedynych przewodników obiera kronikarzy z czasów osadnictwa – Ezrę Meekera i pierwowzór mayowskiego Old Shatterhanda, księcia Maximiliana zu Wied-Neuwied. Wszystko to sprawia, że jego opowieść urzeka. Do tego stopnia, że mamy ochotę bezwarunkowo podążyć za nim.

Kamila Duda

* Tytuł recenzji to także tytuł utworu U2 z albumu „The Joshua Tree” (1987)

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (450)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1199
Dociekliwy_Kotek | 2014-05-26
Przeczytana: maj 2014

Jestem ciężko zdumiona niskimi ocenami tej książki - może dlatego, że nie wiem, na co jeszcze stać Buschera, skoro "Hartland" to pierwsza książka tego autora, z jaką miałam styczność, a moje zachwyty są zachwytami dyletanta i żółtodzioba.

Zawsze wydawało mi się, że książki podróżnicze są bardziej autobiograficzne niż autobiografie: przemierzanie przestrzeni od punktu A do punktu B okazywało się często zaledwie pretekstem do okazania między wierszami swojej wrażliwości, do pokazania świata swoimi oczami, do zdradzenia swoich refleksji i przemyśleń. Gdzie autor był, co widział - to już sprawa drugorzędna.
I może dlatego tak bardzo zachwycił mnie "Hartland".
Niewiele tu Ameryki, a jeśli już, to jeden z największych krajów świata okazuje się pustką: niewiele tu ludzi, niewiele miast i miasteczek. Niewiele tu zabytków i historia niezbyt długa. Jedyne, co jest naprawdę wielkie, to przestrzeń: ta geograficzna i ta, którą opisuje Buscher.

Przepiękny jest język, jakim posługuje się...

książek: 0
| 2013-05-01
Na półkach: Przeczytane

Świetna :) Fascynują mnie historie o Ameryce. Ale nie tej z powieści obyczajowych czy relacji kryminalnych. Tej amerykańskiej. Podróżowałam z Dorotą Warakomską po Route 66, z Markiem Wałkuskim po zawiłościach społeczno-politycznych a Wolfgang Buscher zabrał mnie w podróż z północy na południe, po obszarach, które znałam z mapy, ale nigdy nie dotarłam tam publicystycznie.

Autor fantastycznie opowiada o historii Wielkich Równin, o plemionach indiańskich i ich bogatych w ciekawostki dziejach a także o zwykłych obywatelach - mieszkańcach Nebraski, Dakoty czy Kansas - jak odmienni są od szerzej nam znanych Nowojorczyków, jak rożne mają priorytety i postanowienia.

"Hartland" jest interesującą, bo bliską Europejczykowi relacją z podróży po Ameryce, jakiej rzadko kiedy doświadczamy. Polecam wszystkim fanom reportażu.

książek: 134
rabpop | 2014-03-05

Podróż bardzo mocno okraszona dygresjami historycznymi związanymi z miejscami w których akurat znajduje się autor. Jednak nie są to encyklopedyczne dygresje ale pięknie przepleciona historia w której przeszłość spotyka się z teraźniejszością. Książka ma przede wszystkim klimat. Klimat samych miejsc, a także emocjonalno-duchowe reakcje podróżnika i ludzi którzy się w niej pojawiają. Duży plus za język którym została napisana oraz za doskonale poprowadzoną narrację. Czuć że pisana była przez człowieka który wie jak to robić i posiada warsztat. W odróżnieniu od zalewu grafomańskich książek podróżniczo-przygodowych które postanawiają ostatnio pisać "celebryci" pozycja ta najzwyczajniej w świecie cieszy oko i ducha.

książek: 224
konitka | 2013-11-12
Na półkach: Przeczytane, Reportaże
Przeczytana: 25 października 2013

Książka nie do końca spełniła moje oczekiwania. Dla autora "pieszo" oznacza przebycie większej części drogi autospotem czy nawet jako kierowca ciężarówki. Dużo w niej subiektywnych opisów przyrody,widoków. Spodziewałam się większej ilości rozmów z mieszkańcami terenów przez które podróżuje autor. Generalnie książka przeciętna, opisująca historię Ameryki mniej znanąco jest ciekawe, jednak sama książka dla mnie jednak nieco rozczarowująca.

książek: 172
Gracjan Triglav | 2015-05-31
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 31 maja 2015

Zbyt pośpieszna podróż z północy na południe. Autor autostopem i pieszo przemierza Wielkie Równiny, terytorium dawnej francuskiej Luizjany i Teksasu: od Dakoty Północnej, przez cały zachodni skraj Midwestu (Środkowego Zachodu) aż po Oklahomę, „Lone Star State” i brzegi Rio Grande. Odwiedza więc głęboką prowincję – z dala od blasku Nowego Jorku, Chicago i Los Angeles. Eskapada Wolfganga Buschera rozpoczyna się późną zimą 2010 i kończy jeszcze przed nastaniem astronomicznego lata. Jednak ziemię i ludzi poznaje się długo, a autor nadał swej wyprawie dosyć duże tempo. Co można zaobserwować w ciągu dwóch-trzech miesięcy? Dużo i mało zarazem. Autor mimo wielu okazji do ciekawych rozmów, szybko je zarzuca bądź w ogóle ich nie podejmuje. Raczy nas tylko zalążkami dialogów, które niewiele nam mówią i idzie sobie dalej, jakby najistotniejszy był ruch. Pęd. Byle naprzód. Z tego powodu książka wypada nieco blado – owszem, napisana jest bardzo ładnym językiem: są poetyckie opisy, gawędziarskie...

książek: 707
DarkStar | 2013-11-28
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Kindle
Przeczytana: 28 listopada 2013

Podróż odbywa się chyba bardziej w głowie autora, gdyby nie dygresje na tematy związane z historią USA i osadnictwa, to mogłaby to być książka o jakimś innym kraju. Autor niby przeszedł całe Stany z północy na południe, a w sumie nic ciekawego nie widział i niczego ciekawego nie doświadczył - z punktu widzenia czytelnika. Wspomniane dygresje były najbardziej interesujące, ale do tego nie trzeba mi książki podróżniczej. Poza tym było ich mało, nie przesadzę chyba, jeżeli powiem, że zebrałoby się tego raptem kilkanaście stron. Dla tych kilkunastu stron nie warto czytać całej książki. "Hartland" nie jest książką, którą widzę pod hasłem "podróże".

książek: 380
Arek | 2013-07-25
Przeczytana: 15 lipca 2013

Wydaje mi się, że Wolfgang Büscher ruszając w podróż przez Stany, nie był wcale nimi aż tak bardzo zainteresowany. Jakby stawiał sobie cel: “przejść, przetrwać”. A reszta? Przy okazji. Przy okazji być antropologiem, reporterem. Przy okazji posłuchać historii. Jednak przede wszystkim: zmierzyć się ze światem. Jego opowieść jest bowiem tak samo zapisem spotkań i przygód (czasem nawet ocierania się o śmierć), rejestracją krajobrazów Ameryki, co relacją o stanie ducha wędrującego. Tego, który przechodzi obok nurtu wydarzeń w tempie innym, niż owa rzeka zdarzeń zwykła płynąć. Büscher czasami wręcz ostentacyjnie odwraca się od tego, co mu świat podpowiada - pozwala porwać się w jakieś miejsce, a gdy jego przewoźnik zniknie za horyzontem, wraca do punktu wyjścia i idzie w inną stronę.
Nie jest to jednak podróż po omacku - Niemiec rusza w wędrówkę z bagażem wskazówek z książek i opowieści, historii i stereotypów o Ameryce. Jednak jeśli już przygląda się im z bliska, to właśnie z...

książek: 2427
Michał | 2013-06-10
Przeczytana: 10 czerwca 2013

Książka złożona z kilkunastu epizodów składa się w całość, łączącą dwa bieguny amerykańskiego giganta. Po drodze, przemierzając prerie i wielkie przestrzenie, czytelnik zagłębia się szczegółowo w strukturę tego kraju, poznając bardzo różnych ludzi. Dosłowny przekrój przez te tereny ukazuje niezwykłą różnorodność społeczeństwa i daje satysfakcję, że miało się okazję odbyć tak wyjątkową podróż.

Piesza wędrówka z Büscherem jest niezwykle realistyczna, gdyż jego relacje i towarzyszące im wnioski nasuwają się niemal automatycznie, tak, jakby samemu tam się znajdowało. Büscher dał nam wspaniałą relację z niewiarygodnej podróży, na którą stać każdego z nas.

książek: 236
COMPOSmentis | 2014-08-14
Na półkach: Przeczytane

Dzielę książki podróżnicze według moich kategorii. Te, które się czuje - najlepsze, odbierane naprzemiennie wszystkimi zmysłami. Zapach miesza się z dźwiękiem, cisza z kolorem, struktura ze smakiem. I te, które się odbiera pojedynczymi zmysłami, naprzemiennie lub jednostajnie. Hartland należy do tej drugiej kategorii. Ja tę książkę przede wszystkim widzę. Buscher nie zagłębia się w Amerykę. Idzie i obserwuje. Używa głównie wzroku. Mało rozmawia, rzadko używa węchu, sporadycznie czegoś dotyka, nie przywiązuje wagi do smaku. Właściwie idąc, wydaje się sunąć nad ziemią. Nie czuję jego zmęczenia, tego czy mu zimno czy gorąco, jego nastroju (nawet, gdy o nich wspomina), po prostu je widzę. Gdy się śmieje, nie śmieję się z nim. Mało kiedy jest ciekaw ludzi i ich historii, więc ja też zadaję coraz mniej pytań. W tej książce jest dużo milczenia. I w miarę upływu czasu nabieram coraz większej pewności - to nie książka, to film drogi. Ktoś powinien to sfilmować. Ulżyłoby mi.

książek: 161
Elaine | 2015-04-23
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 25 kwietnia 2015

Rozczarowala mnie ta ksiazka. Owszem ma ona swoj klimat, ale chyba to nie jest klimat ktory mi odpowiada. Ciekawych historii i postaci jest tu naprawde niewiele. Do tego autor nie pisze w jakis porywajacy sposob, powiedzialabym raczej ze w sposob usypiajacy... Szczerze powiedziawszy nie moglam sie doczekac konca...Niewykorzystany potencjal. Z tak ciekawa historia Ameryki, z jej wielkimi przestrzeniami i zupelnie innym spoleczenstwem niz nasze, europejskie moznaby naprawde stworzyc duza bardziej ciekawa opowiesc; nie trzebaduzo kombinowac.

zobacz kolejne z 440 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Czytamy w weekend

Dzisiaj druga odsłona naszego cyklu. Cieszymy się, że w minionym tygodniu tak licznie podzieliliście się z nami tym, co sami zamierzacie czytać. Jak wyglądają nasze czytelnicze plany na najbliższe dwa dni? Sprawdźcie sami.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd