Odrodzona. Dzienniki 1947-1963

Tłumaczenie: Dariusz Żukowski
Wydawnictwo: Karakter
6,86 (269 ocen i 30 opinii) Zobacz oceny
10
15
9
24
8
55
7
71
6
63
5
20
4
9
3
5
2
5
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Reborn. Early Diaries 1947–1963
data wydania
ISBN
9788362376216
liczba stron
384
słowa kluczowe
dziennik
język
polski
dodała
TrollBobic

Pierwszy z trzech tomów dziennika odsłania przed nami niesamowitą, niezwykle intensywną osobowość, która dopiero kształtuje się na naszych oczach. W wieku czternastu lat Susan spisuje swoje credo, w wieku szesnastu ma już za sobą lekturę najważniejszych książek z kanonu światowej literatury, wywiad z Tomaszem Mannem, semestr studiów w Berkeley i pierwsze homoseksualne doświadczenia. Jako...

Pierwszy z trzech tomów dziennika odsłania przed nami niesamowitą, niezwykle intensywną osobowość, która dopiero kształtuje się na naszych oczach. W wieku czternastu lat Susan spisuje swoje credo, w wieku szesnastu ma już za sobą lekturę najważniejszych książek z kanonu światowej literatury, wywiad z Tomaszem Mannem, semestr studiów w Berkeley i pierwsze homoseksualne doświadczenia. Jako siedemnastolatka wychodzi za mąż, niedługo później rodzi syna. Po kilku latach nieudanego małżeństwa rozwodzi się i wyjeżdża do Oksfordu i Paryża. Prowadzi intensywne życie intelektualne, towarzyskie i erotyczne. Czyta setki książek, ogląda dziesiątki filmów, słucha muzyki. Robi zapiski do esejów i powieści. Interesuje ją wszystko: literatura, filozofia, religia, antropologia, psychoanaliza, relacje międzyludzkie, seks. Odkrywa swoje ciało, analizuje związki, kochanki, samą siebie. Błyskotliwa i nieśmiała, przeżywa uniesienia i chwile załamań. Jest szczera, przejmująca, niezwykła.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Karakter, 2012.

źródło okładki: www.karakter.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
loobeensky książek: 753

[Od]rodzona

Jeżeli ktoś będzie kiedyś usiłował wmówić ci, że zna człowieka bardziej spiętego, znerwicowanego i ambitnego, niż wczesna Susan Sontag – wątp w to. Ponad trzysta stron uwag na temat książek, filmów, muzyki, filozofii, wrażenia z terapii, przemyślenia dotyczące osób, życia seksualnego: to wszystko, napisane stylem rwanym, gorączkowym, wchodzi w skład wydanej niedawno „Odrodzonej”, stanowiącej pierwszy tom planowanej przez wydawnictwo Karakter trylogii dzienników. Wyłania się z nich bezlitosna dla siebie self-made woman, której apetyt na sztukę i życie jest nienasycony. To z jednej strony. Z drugiej zaś kolejne dzieła ze swoich spisów autorka odhacza tak, jakby wykonywała jakieś kolosalne, wyznaczone jej przez Bóg-wie-kogo, zadanie domowe. Traktuje siebie jak wielki projekt, glinę z której sama może lepić co tylko przyjdzie jej do głowy; jest przy tym całkowicie tego świadoma. I chociaż w sztuce porusza się jak ryba w wodzie, olśniewając nowatorstwem obserwacji oraz śmiałością spostrzeżeń, to kiedy przychodzi czas na związki i kontakty z ludźmi zdaje się tracić pewność siebie, wahać, naginać własne reakcje do oczekiwań innych. Nie staraj się »wyglądać«, rozkazuje sobie w roku 1961, prawdopodobnie już po rozpoczęciu terapii; zapisuje wówczas także swoje uwagi na temat trudnej relacji z matką. Nie tworzą one jakiejś płynnej struktury, ale nawet z fragmentarycznych notatek można trochę wywnioskować. Pytanie: po co?

Ta wątpliwość męczyła mnie od pierwszego akapitu i nie...

Jeżeli ktoś będzie kiedyś usiłował wmówić ci, że zna człowieka bardziej spiętego, znerwicowanego i ambitnego, niż wczesna Susan Sontag – wątp w to. Ponad trzysta stron uwag na temat książek, filmów, muzyki, filozofii, wrażenia z terapii, przemyślenia dotyczące osób, życia seksualnego: to wszystko, napisane stylem rwanym, gorączkowym, wchodzi w skład wydanej niedawno „Odrodzonej”, stanowiącej pierwszy tom planowanej przez wydawnictwo Karakter trylogii dzienników. Wyłania się z nich bezlitosna dla siebie self-made woman, której apetyt na sztukę i życie jest nienasycony. To z jednej strony. Z drugiej zaś kolejne dzieła ze swoich spisów autorka odhacza tak, jakby wykonywała jakieś kolosalne, wyznaczone jej przez Bóg-wie-kogo, zadanie domowe. Traktuje siebie jak wielki projekt, glinę z której sama może lepić co tylko przyjdzie jej do głowy; jest przy tym całkowicie tego świadoma. I chociaż w sztuce porusza się jak ryba w wodzie, olśniewając nowatorstwem obserwacji oraz śmiałością spostrzeżeń, to kiedy przychodzi czas na związki i kontakty z ludźmi zdaje się tracić pewność siebie, wahać, naginać własne reakcje do oczekiwań innych. Nie staraj się »wyglądać«, rozkazuje sobie w roku 1961, prawdopodobnie już po rozpoczęciu terapii; zapisuje wówczas także swoje uwagi na temat trudnej relacji z matką. Nie tworzą one jakiejś płynnej struktury, ale nawet z fragmentarycznych notatek można trochę wywnioskować. Pytanie: po co?

Ta wątpliwość męczyła mnie od pierwszego akapitu i nie zniknęła przez następne trzysta-parę stron. Sontag była świetną eseistką – może na tym wypadałoby poprzestać? W czym ma pomóc czytelnikowi wiedza o problemach z utrzymaniem higieny, czy wadach postawy? Czy historie związków pomogą w odkryciu jakichś nowych, niespodziewanych aspektów innych jej dzieł, dopracowanych, skończonych, przejrzanych – tych, które sama pobłogosławiła na drodze do drukarni? Z drugiej strony, to wszystko, co zawarto na stronach „Dzienników” – a zawarto sporo – to wciąż za mało, by mieć pełny ogląd ścieżek, które przejść musiała Susan, nabierając walorów, za które tak wielu ją ceni. Poszatkowane zdania czynią całe przedsięwzięcie jeszcze bardziej wątpliwym; nie są to gładkie pod względem literackim publikacje Gombrowicza, Maraìego, czy Pilcha. O wydaniu „Odrodzonej” […] powiedzieć można więc jedynie tyle, że nie jest to książka, którą ona sama by wydała, jeśli w ogóle postanowiłaby opublikować dzienniki – pisze we wstępie David Rieff. Właśnie, Rieff.

Syn pisarki jest w kontekście „Odrodzonej” postacią bardzo istotną. Bardziej chyba, niżby należało. Po pierwsze (rzecz ważna), zajął się redakcją, co w praktyce oznacza nie tylko uzupełnienia w kwadratowych nawiasach, ale i dalej posuniętą ingerencję: Po podjęciu decyzji o publikacji „Dzienników” zrozumiałem wyraźne, że część zapisków trzeba z nich wyłączyć, gdyż stawiają moją matkę w złym świetle, są zbyt otwarte seksualnie lub zawierają komentarze nieprzychylne wobec pewnych osób. Z jednej strony trudno mu się dziwić, z drugiej – trudno nie pomstować nad taką kastracją. Z trzeciej: to jaskrawy dowód na to, że pracę nad tekstami lepiej było zlecić komuś bardziej bezstronnemu.

Ku „Dziennikom” popchnęła mnie ciekawość o dość tabloidowym rodowodzie i to właśnie ona mnie przy niej utrzymała. Po raz kolejny miałam nadzieję, że dowiem się czegoś o człowieku; po raz kolejny też okazało się, że człowiek jest zbyt wielowymiarowy, by stać się kombinacją trzydziestu dwóch liter ściśniętych na kawałku rozjechanej walcem pulpy, a już na pewno nie bez daleko idących skrótów oraz spłaszczeń. Opisywanie siebie rzeczywiście jest konstruowaniem – jak uważała Susan i czemu dała wyraz w dziennikach. Dla piszącego, jak również jego rodziny i znajomych może to mieć jakieś bezpośrednie konsekwencje (naturalnie jeżeli przeczytają po cichu sekretny notesik, by dowiedzieć się, że nie do końca jest tak, jak im się wydawało), za to dla czytelnika staje się właściwie w stu procentach procesem stwarzania narracji, w której wszystko może być albo faktem albo fikcją. Albo jednym i drugim, po trochę.

„Odrodzona” nie należy do wybitnych dzieł literackich. Nie jest również odkrywcza, bo to, co najciekawsze, S.S. powiedziała gdzie indziej i w znacznie lepszym stylu, swoim notatnikom pozostawiając jedynie zalążki. Jedynym chyba novum, poza średnio istotnymi szczegółami na temat tego, kto sypiał z kim, jest, widoczne chyba wyraźniej, niż gdziekolwiek indziej, kompulsywne obżarstwo książkowe Sontag. W związku z tym „Dzienniki” polecam osobom, uważającym że węszenie w biograficznych szczegółach ma sens oraz takim, które lubią się zdziwić, ale nie za bardzo. Całą resztę odsyłam do esejów.

Aleksandra Lubińska

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (937)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 4258
Delur | 2013-01-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 stycznia 2013

Nie jestem idealnym czytelnikiem Sontag.

Czytając zapowiedzi w mediach miałem nadzieję na dziennik czysto intelektualny, zapis pracy mózgu poważanej intelektualistki. 70% dziennika to jednak nużące mnie (choć, przyznam, tragiczne) opisy emocji, związku z Irene Fornes, spraw między Susan a jej kobietami, mężem, synem. Chętnie przeczytałbym trzy tomy dziennika pozbawione tych elementów, jeśli w pozostałych też będę musiał czytać o nieustannym opuszczaniu i powracaniu chyba sobie odpuszczę. Mimo wszystko znajdziemy tu kopalnię cytatów o małżeństwie i miłości, zazdroszczę też Sontag umiejętności określania swoich uczuć, pisania o nich, nazywania ich odpowiednimi słowami - to niezwykle przydatne w prowadzeniu dziennika prywatnego (bo takie było jego założenie).

Od początku widoczny jest "projekt Sontag", który mnie przeraża. Życie jako wypełnianie planu, stawianie sobie wymagań jak "stać się erudytką w dziedzinie", "muszę przeczytać", "muszę dowiedzieć się dużo na temat"....

książek: 1877

Nie takiego odrodzenia się spodziewałam...
Interesująca postać Susan Sontag - pisarki, eseistki i wybitnej amerykańskiej intelektualistki - w tym dzienniku jakby zaczyna nabierać ostatecznego kształtu. Tylko najbardziej irytującą myślą podczas lektury jest to, że mamy do czynienia z ocenzurowaną wersją. Czyżby David Rieff chciał coś ukryć na temat matki i bezlitośnie 'ciachał' odpowiednie fragmenty?
Oprócz tego ten dziennik prędzej nazwałabym brudnopisem - listy książek, filmów, sztuk teatralnych, utworów muzycznych, słów z poszczególnych slangów oraz szkice esejów i potencjalnych opowiadań to tylko niektóre przykłady zapisków Susan. Życia prywatnego tutaj prawie nie ma, nie licząc wspomnień o synu, byłym mężu i kochankach.
'Odrodzona' wymyka się jakiejkolwiek ocenie. Czytałam zaintrygowana, aby na końcu stwierdzić, że wiem, że nic nie wiem. Susan Sontag zawstydzi wielu moli książkowych, ale po drugi tom raczej nie sięgnę.

książek: 670
Radosław Gabinek | 2017-04-11
Na półkach: Przeczytane, 2017 rok
Przeczytana: 10 kwietnia 2017

osinskipoludzku.blogspot.com

Po dzienniki Susan Sontag sięgnąłem z dwóch powodów. Po pierwsze postanowiłem to zrobić już po lekturze rozmowy, którą znajdziecie w książce "Myśl to forma odczuwania", a ponadto jeśli jakiegoś autora polecają Niespodziegadki to ja z całym przekonaniem do jego literackich dokonań zaglądam. W rozmowie z Jonathanem Cottem Sontag dała się poznać jako postać szalenie intrygująca, a kiedy zachęcony lekturą i wypowiadanymi przez nią opiniami poszperałem w internecie to okazało się, że ta kobieta należy do jednych z najwybitniejszy myślicieli naszej epoki. Wstyd się wręcz przyznać do tego, że jak dotąd to nazwisko niewiele mi mówiło. W każdym bądź razie już tak nie jest, bo po osobistych i elektryzujących dziennikach mam poczucie, że całkiem nieźle udało mi się poznać tę.. i tu właśnie pojawia się trudność, bo ciężko jest określić główną dziedzinę działalności Susan. Jest ona po części socjologiem, po trochu myślicielem, reporterem, z pewnością filozofem a...

książek: 847

Nie potrafię dokonać oceny "gwiazdkowej" gdyż nie jest to typowy pamiętnik, lecz właśnie dziennik z jego fragmentarycznością, szybką adnotacją na zasadzie, żeby coś nie uciekło, czy wręcz są to urwane myśli, bo przysłowiowe mleko kipi. Nie mniej jednak, to te zapiski właśnie tworzą postać S.S. na naszych oczach. Wchodzimy naprawdę w intymny, intelektualny świat kobiety, która miała słabość do seksu i kobiet, ale również wstręt do mycia.
Porażką osobiście dla mnie jest fakt, że to syn redaguje treść, będzie go kroił niczym cenzor, i tak jak w tym tomie tekst jest jeszcze do przyjęcia, tak w ostatnim, w którym zapewne będzie wiele zmian o partnerce mamy Annie Leibovitz, pozwoli sobie na na maksymalne omijanie tej 15-sto letniej znajomości, bo od dawna wiadomo, że nie znosi Leibovitz za opublikowanie zdjęć umierającej matki. Teraz jednak nie przeszkadza mu publikowanie równie intymnych scen z życia rodzicielki.
Podsumowując, jeżeli ktoś spodziewa się fabularyzowanego tekstu, to w...

książek: 716
artdeco92 | 2014-02-16
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 16 lutego 2014

Susan Sontag nigdy nie wydawała mi się postacią do polubienia, bo i nie w takim wymiarze należy ją poznawać. Neurotyczna, chwiejna, ponadprzeciętnie inteligentna, niepokorna, słaba, niedojrzała lub zbyt dojrzała... W tych "Dziennikach" otrzymujemy ją bez cenzury, spomiędzy trafnych spostrzeżeń, osobistych obłędów, notatek z życia wziętych i odległych od życia poprzez inteligencki bełkot. Sontag jest harda i zakompleksiona, imponująco oczytana i niewygodna.

Czyta się szybko, nie polecam tym, którzy liczą na barwne fakty, wartką akcję albo pogłębiony strumień świadomości.
To po prostu notatki. Aż Sontag.

książek: 566
Kominek | 2017-12-02
Przeczytana: 02 grudnia 2017

Nie mogę powiedzieć, że "Przeczytana" już od deski do deski. Tej książki tak się nie da. Do niej się wraca, ją się dotyka fragmentami, ją się degustuje. Z niej wypływa spojrzenie na sprawy przyziemne, momentami banalne, ale w dużej mierze już u dorastającej dziewczyny są to refleksje dojrzałej i mądrej kobiety.

"Dzienniki" nie są lekturą łatwą, nie są dla tych wszystkich, którym brakuje czasu lub odwagi na osobiste refleksje. W gąszczu zapisków, notatek, haseł odkrywamy kobietę, która od najmłodszych lat chciała i pragnęła dotknąć wszystkiego i na każdy temat mieć swoje zdanie.

Notatka, do której bez wątpienia będę wracał odkrywając coś nowego..

Wszystko, co ważne i dobre do odkrycia w tym miejscu:
https://www.facebook.com/Koominek

Zapraszam też na Instagram, tam ostatnio najwięcej się dzieje:
https://www.instagram.com/arturgkaminski

książek: 303
zeebi | 2014-03-04
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 28 lutego 2014

Uprzedzam, że nie jestem wielkim fanem tego gatunku. Jednak po przeczytaniu Dziennika Sandora Maraiego (który mnie wprost zachwycił) i znalezieniu wielu pozytywnych recenzji dotyczących wpomnień Susan Sontag, postanowiłem sprawdzić, co ta wybitna amerykańska eseistka zostawiła w swojej szafie (dosłownie, bo zeszyty w których spisywała wspomnienia ustawiała w szafie w sypialni).

Niestety, poziom wpisów niebezpiecznie zbliża się do współczesnych portali spolecznościowych (jadłam pizzę, spotkałam Paula, byłam w kinie na...), tylko w nielicznych miejscach ukazując ponadprzeciętny błysk intelektu autorki (szczególnie we fragmentach gdy odnosi się do sztuki, filozofii i literatury).

Tym, co odróżnia Dzienniki Sontag od tych napisanych przez Maraiego jest to, że selekcji i wyboru w tym drugim przypadku dokonał sam autor, tnąc tekst bezlitośnie, niczym Szymborska przy tworzeniu swojej poezji. Dzięki temu u Maraiego mamy podaną czystą esencję, niezwykle mocną i treściwą. Dzienniki...

książek: 1140
Lidia F | 2014-06-18
Przeczytana: 18 czerwca 2014

Daje sześć gwiazdek bo to dziennik Susan dziewczyny która się odradza. Nie jest dla mnie wystarczająco dobry aby wpadać w zachwyt. Chwilami jest nudno chwilami pikantnie. Sontang stawia też ciekawe tezy oraz robi intelektualne wycieczki po różnych obszarach życia dlatego warto sięgnać po dziennik. W dzienniku odnajdziecie człowieka który się tworzy. " Czy mogę poznać moje obowiązki i jednocześnie ich nie zanegować ?" " Niebo widziane z miasta jest przestrzenią negatywną to miejsce, gdzie nie ma budynków" Sontang to niezwykła osobowość warto się jej przyglądać z bliska zaglądając do jej dziennika.

książek: 1202
Agata_Adelajda | 2012-11-26

Odrodzona to pierwszy tom dzienników intelektualistki amerykańskiej, Susan Sontag. Dzienniki z lat 1947-1963 opatrzone są przedmową i dopiskami syna pisarki, Davida Rieffa. Pierwsze notatki pochodzą z roku 1947, kiedy Sontag miała 14 lat. Są to odważne, jak na nastolatkę, bardzo świadome wynurzenia. Pamiętnik jest zapisem pracy nad sobą; nie kończące się listy lektur do przeczytania, kupienia, filmów, które obejrzała. To także życie prywatne; inicjacja seksualna, nieudane małżeństwo, relacje z kochankami, ale także wspomnienia z dzieciństwa, stosunek do synka, do swojej żydowskości. Sontag sama pisze o dzienniku tak: "Rozumienie dziennika jako zaledwie przechowalni czyichś prywatnych, sekretnych myśli jest powierzchowne - to nie jest głuchy, tępy i niepiśmienny powiernik. W dzienniku nie tylko opowiadam o sobie bardziej otwarcie, niż gdyby mnie ktoś słuchał; ja siebie tworzę.
W dzienniku dochodzi do głosu moje poczucie własnej tożsamości. prezentuję się w nim jako osoba...

książek: 679
Agata | 2015-02-03
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 03 lutego 2015

Mimo że fragmentami dziennik Susan urzeka i zapiera dech w piersiach swoim pięknem, to jednak za mało tam tego wyczekiwanego intelektualizmu, a za dużo potyczek między jej kobietami i jej mężczyzną.

zobacz kolejne z 927 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Dobrze wyjść z pisarzem: Susan Sontag

Życie jest tak ekscytujące i intensywne – wciąż trzeba się naginać i próbować wykroczyć poza siebie. Jak rzadko kto Susan Sontag wiedziała, o czym mówi, gdy wyraziła się w ten sposób w wywiadzie udzielonym Jonathanowi Cottowi.


więcej
Dobrze wyjść z pisarzem: Susan Sontag i Annie Leibovitz

Kiedy boimy się, strzelamy. Kiedy czujemy nostalgię, robimy zdjęcia. To słowa Susan Sontag zapisane przez nią w jednym z esejów tworzących słynny zbiór „O fotografii”. Dziś właśnie o zdjęciach: o relacji Sontag do tej formy sztuki i o jej związku ze znaną na całym świecie fotografką, Annie Leibovitz. 


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd