Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Morfina

Autor:
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788308050118
liczba stron
584
słowa kluczowe
powieść polska
język
polski
typ
papier
7,39 (1805 ocen i 285 opinii)

Opis książki

Konstanty Willemann, warszawiak, lecz syn niemieckiego arystokraty i spolszczonej Ślązaczki, niewiele robi sobie z patriotycznych haseł i tradycji uświęconej krwią bohaterskich żołnierzy. Jest cynikiem, łajdakiem i bon-vivantem. Niewiernym mężem i złym ojcem. Konstanty niechętnie bierze udział w kampanii wrześniowej, a po jej klęsce również wbrew sobie zostaje członkiem tajnej organizacji....

Konstanty Willemann, warszawiak, lecz syn niemieckiego arystokraty i spolszczonej Ślązaczki, niewiele robi sobie z patriotycznych haseł i tradycji uświęconej krwią bohaterskich żołnierzy. Jest cynikiem, łajdakiem i bon-vivantem. Niewiernym mężem i złym ojcem.

Konstanty niechętnie bierze udział w kampanii wrześniowej, a po jej klęsce również wbrew sobie zostaje członkiem tajnej organizacji. Nie chce być Polakiem, nie chce być Niemcem. Pragnie jedynie zdobyć kolejną buteleczkę morfiny i żyć swoim dawnym życiem bywalca i kobieciarza.

Przed historią jednak uciec się nie da.

Szczepan Twardoch w Morfinie osiągnął rzecz rzadką w polskiej prozie - wykreował antybohatera, którego nie sposób nie lubić. Młody pisarz tak jak najwięksi – Witkacy, Gombrowicz, Littell – potrafi ukazać słabego, rozdartego człowieka wplątanego w wielką historię.
Szalona, transowa i odważna powieść.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Literackie, 2012

źródło okładki: http://www.wydawnictwoliterackie.pl/ksiazka/2422/M...»

pokaż więcej

Gdzie kupić?
Sklep
Format
Cena
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Polecamy

Gdzie wypożyczyć?
Znajdź książkę w najbliższej bibliotece MAK+
Oficjalna recenzja
Viginti książek: 1427

Walka z polskością

Nagrodzona Paszportem Polityki za 2012 rok powieść Szczepana Twardocha rozgrywa się jesienią 1939 roku w zgwałconej (jak zwykł mawiać główny bohater) Warszawie. Mimo że osadzenie historii w czasie okupacji niemieckiej przywołuje jednoznaczne skojarzenia, w „Morfinie” brak czynów chwalebnych, obrazów Polaka patrioty, gotowego za ojczyznę walczyć i oddawać życie. Zamiast tego funkcjonuje antybohater Konstanty Willemann, morfinista i kurwiarz. Ścierają się też warstwy powieściowe: historyczna, bo Twardoch pieczołowicie oddał klimat okupowanej Polski, sensacyjna, śledząca kolejne szalone zdarzenia, w które uwikłany zostaje Willemann, i najszersza, psychologiczna, będąca książki esencją.

Konstanty Willemann to człowiek, który nie wie kim jest i obsesyjnie szuka odpowiedzi na to podstawowe pytanie. Matka jego, szalona Katarzyna Willemann, wybrała niegdyś dla siebie narodowość. Jako młoda Ślązaczka zechciała być Polką i stała się nią. Przywłaszczyła sobie polskość, teraz zaś uosabiać może więcej: stare kości obleczone w skórę przywodzą na myśl Kostkowi pramatkę albo Polskę, bo ta jest przecież kobietą, albo i indiańskiego wodza, demona. Willemanna ojciec, którego Katarzyna uwiodła gdy miał lat szesnaście, to niemiecki arystokrata. Konstanty, wychowywany na Polaka, ale świetnie władający również językiem niemieckim, teoretycznie ma podłoże do umacniania zarówno niemieckości, jak i polskości. W chwili zajęcia Warszawy, a zatem sytuacji wyzwalającej poczucie odrębności, mógłby...
Nagrodzona Paszportem Polityki za 2012 rok powieść Szczepana Twardocha rozgrywa się jesienią 1939 roku w zgwałconej (jak zwykł mawiać główny bohater) Warszawie. Mimo że osadzenie historii w czasie okupacji niemieckiej przywołuje jednoznaczne skojarzenia, w „Morfinie” brak czynów chwalebnych, obrazów Polaka patrioty, gotowego za ojczyznę walczyć i oddawać życie. Zamiast tego funkcjonuje antybohater Konstanty Willemann, morfinista i kurwiarz. Ścierają się też warstwy powieściowe: historyczna, bo Twardoch pieczołowicie oddał klimat okupowanej Polski, sensacyjna, śledząca kolejne szalone zdarzenia, w które uwikłany zostaje Willemann, i najszersza, psychologiczna, będąca książki esencją.

Konstanty Willemann to człowiek, który nie wie kim jest i obsesyjnie szuka odpowiedzi na to podstawowe pytanie. Matka jego, szalona Katarzyna Willemann, wybrała niegdyś dla siebie narodowość. Jako młoda Ślązaczka zechciała być Polką i stała się nią. Przywłaszczyła sobie polskość, teraz zaś uosabiać może więcej: stare kości obleczone w skórę przywodzą na myśl Kostkowi pramatkę albo Polskę, bo ta jest przecież kobietą, albo i indiańskiego wodza, demona. Willemanna ojciec, którego Katarzyna uwiodła gdy miał lat szesnaście, to niemiecki arystokrata. Konstanty, wychowywany na Polaka, ale świetnie władający również językiem niemieckim, teoretycznie ma podłoże do umacniania zarówno niemieckości, jak i polskości. W chwili zajęcia Warszawy, a zatem sytuacji wyzwalającej poczucie odrębności, mógłby wybrać jedną z dwóch dróg, nie wybiera jednak żadnej – jest pusty, a pustkę wypełniają mu kobiety. Matka, żona i kochanka. Są one dookreślone, wyraziste, przerysowane wręcz, bo niemalże archetypiczne. Konstantego natomiast charakteryzuje nijakość, słabość, niemoc. Brak utożsamiania się dotyczy nie tylko przynależności narodowościowej, ale też kwestii bardziej egzystencjalnej, pokazanej tu jako kształtowanie się męskości. Willemann potrzebuje znajdywać potwierdzenia, szukać siebie w oczach kobiet. Wydaje się bowiem, że sam jest nikim albo nie jest nawet zupełnie.

Tożsamość i poszukiwanie jej stanowią centralny punkt powieści, warto więc wspomnieć, że Twardoch, mimo delikatnej materii przedmiotu, prowadzi dojrzałą narrację, nie popadając w banał. Główny bohater miota się, przyjmując narzucane mu przez kobiety role: mąż, kochanek, bonvivant, morfinista albo podporucznik. Jeśli uznać wejście w owe role za lek, to tylko doraźny. Wciąż przewijającego się pytania o to, kim jest naprawdę, nie są w stanie zagłuszyć morfiniczne sesje u kochanki, w głowie Konstantego będącej wcieleniem kobiecości demonicznej. Nie jest w stanie zagłuszyć go żona Helena, córka endeka Peszkowskiego, do której Konstanty nie może się zdecydować, jakie żywi uczucia, ani nie zagłusza go syn Jureczek, którego Kostek kocha, ale nie wie dlaczego. Tym bardziej nie pcha do stężenia płynnej tożsamości Willemanna okupacja niemiecka, bo Konstanty wojny tej nie rozumie, pluje na nią, zbywa i plugawi polskie świętości. Jureczek tatusia wyściska. Wierszyk powie. Hela go uczy „Kto ty jesteś”, nawet nie chciało mi się protestować, chociaż to głupie przecież straszliwie, a w takich czasach nieodpowiedzialne, trzylatka takich kiczów potwornych uczyć. Żaden z trzylatka Polak, trzylatek to ledwie półczłowiek, półbestyjka kochana, małpiszon, nie żaden Polak.

Polskość jawi się Willemannowi jako gra, teatr, pozory. Kiedy Peszkowski oferuje rodzinie wyjazd do Szwecji, Kostek widzi, czego żona od niego oczekuje. Aby odmówił, zaproponował ucieczkę jej i Jureczkowi, a sam został, walczył o Polskę, dla Polski. Wtedy ona mogłaby zacząć go przekonywać do wyjazdu, mówiąc, że rodzina najważniejsza, a on powołałby się na obowiązek każdego Polaka. Gra dostojna, udowadniająca miłość do kraju, zadowoliłaby Helę, zaspokoiłaby jej potrzebę gorliwości w obliczu potrzebującej ojczyzny. Ponieważ żona Konstantego, tak jak inne kobiety w powieści, stanowi zaprzeczenie Kostka, formę domkniętą. Hela jest jedną z najważniejszych konstrukcji dla Polaków: Matką Polką, cierpiącą dla narodu i w cierpieniu tym znajdującą ukojenie. Twardoch doskonale przywołał owe wzniosłe aspekty polskości, a potem kazał Willemannowi je podsumować: Czy mój Kostuś okaże się godzien wspaniałych tradycji niepodległościowych naszej rodziny? Czy okaże się człowiekiem tak odważnym, jak odważny powinien być mąż Heleny Willemann de domo Peszkowskiej herbu Jastrzębiec? Czy nie boi się śmierci? Czy mój Kostuś godzien jest nazywać się Polakiem? Pierdolenie.

W powieści pojawia się więcej podobnych groteskowych wątków. Jest między innymi kapitan Pawlikowski, który zastrzelił taksówkarza, bo ten odpowiedział mu: sam jesteś łobuz. Dla Pawlikowskiego to obraza munduru polskiego, a więc Polski, a więc śmierć dla obrazoburcy; logika kierujących się uwielbieniem dla świętych symboli. Wyraźny jest w „Morfinie” brak uwznioślania wojny czy postaw Polaków, można by nawet sądzić, że obraz kształtuje się zgoła odwrotnie, że jest to książka antybohaterska. Twardoch zaprzecza jednak jakoby jego celem było rozprawianie się z polską martyrologią. Historia zresztą opowiedziana jest na poziomie jednostkowym i dotyka przede wszystkim osobistych poszukiwań Willemanna. Poza tym, że wyróżnia się tu staranność w aspekcie historycznym i kulturowym – w tym szczególnie zauważalne są podwójne normy moralne, inne dla kobiet, a inne dla mężczyzn – to jednak Twardoch daleki jest od sięgania po perspektywę skierowaną na całości. Decyduje się też na złożoność opisu. Mało z tego, o czym się czyta, jest tutaj jednoznaczne.

Tak skonstruowana została „Morfiny” narracja, aby skupienie na wnętrzu podkreślać – jest rytmiczna, transowa, często przechodzi w strumień świadomości. Forma ta jest cechą konstytutywną książki, stanowi wyróżnik i atut pozwalający w majaki Willemanna się przedostać. Z drugiej strony strumień żłobi czasem tak szerokie koryto, że zostaje tylko literackie gadulstwo, dużo znaków, a mniej niż chciałoby się treści. Z narracją Twardocha wiąże się też inny interesujący zabieg, tym razem perspektywę poszerzający. Jest nią drugi głos narracyjny, szara przyjaciółka, zagadkowa postać kobieca podążająca za Willemannem i zwracająca się do niego pieszczotliwie, niby to matka chcąca kierować krokami syna. Bohaterka antycypująca wydarzenia, zdradzająca fakty, o których Kostek nie mógłby wiedzieć, nieodgadniona w swoim racjonalnym szaleństwie. Czy to jungowska anima, jedna z bogów, wszechkobieta czy coś jeszcze innego, pozostaje w sferze domysłów. Konstanty zaś znowu staje się bierny, bezwolny, skazany na władzę kobiety. Kolejnej kobiety o mocnym charakterze. Ciekawy to głos w temacie o płci – bo chociaż mężczyźni posiadają w „Morfinie” atrybuty władzy, to kobiety są tymi silniejszymi.

Wśród rozciągniętego narkotycznego stanu Willemanna i okoliczności pchających go z jednego miejsca w drugie, wyłania się to, o czym usiłował łopatologicznie mówić Murakami w swoim „Sputniku Sweetheart”. Konstanty żyje z żoną, bywa u kochanki, widuje się z najlepszym przyjacielem. Nie zna ich jednak, a oni nie znają jego. Każdy żyje osobno, a ludzie nigdy się nie spotykają. Fakt ten będzie miał swoje konsekwencje na końcu książki. Warto do niego dotrzeć, choć niekoniecznie jak najprędzej – to nie powieść do tego, by przez nią przebiec.

Sylwia Kluczewska

Cytaty za: „Morfina”, Szczepan Twardoch, Wydawnictwo Literackie 2012

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników
książek: 446
Marlena | 2015-02-10
Przeczytana: 10 lutego 2015

"Morfina" to z całą pewnością jedna z tych powieści, która przeczy powtarzanej przez co poniektórych opinii, że polska literatura jest nieszczególnie interesującą.
Z jednej strony jest to powieść mocno osadzona w historycznych realiach, fabuła jest ściśle związana z klęską kampanii wrześniowej w 1939 roku; z drugiej strony zaś mamy pewien uniwersalizm, na spojrzenie z szerszej perspektywy pozwala głos tajemniczej narratorki, która zna i przeszłość, i przyszłość. Kim ona jest? Tego czytelnik może tylko się domyślać (osobiście miałam skojarzenia z boginią Nemezis). Główny bohater, Konstanty Willemann to - tak jak już wiele osób przede mną wspominało - antybohater, którego do działania zmuszają albo najprostsze instynkty, albo okoliczności niezależne od niego samego, on tylko daje się porwać nurtowi zdarzeń. Nie jest to jednak kolejna obnażająca narodowe mity dekonstrukcja toposu patrioty walczącego o wolność ojczyzny, duża porcja czarnego humoru zawarta w powieści sprawia, że...

książek: 456
Huncwotcool | 2013-03-10
Przeczytana: 10 marca 2013

Szum medialny wokół Twardocha był niesłychany. Tygodniki opiniotwórzcze z lewa i z prawa piały z zachwytu a Paszport Polityki był wisienką na torcie. Czy autor na te wszystkie peany zasłużył?

Na początku byłem "Morfiną" zafascynowany. Pomysł by akcję umieścić zaraz po przegranej kampanii wrześniowej, ciekawy styl, plastyczne i ponure ujęcie wciskanej pod but okupanta Warszawy dawały wrażenie, że ma się kontakt z literaturą najwyższej klasy.
Niestety dosyć szybko to co na początku zachwycało, zaczęło nużyć by pod koniec zostawić czytelnika z niesmakiem.

W książce jest dużo zapychającego kartki pustosłowia, bezcelowego gmatwania i tony dygresji. Twardoch stara się rozmyć treść, byle jakiś recenzent znalazł coś niby ambitnego, jakieś odkrywcze szlaki interpretacji.
Na kupę zrzucone zostały rozważania o narodowości i mitach narodowych, zdradzie i konspiracji. Po prostu zrzucone bo zupełnie nierozwinięte. Ma się wrażenie brnięcia przez chaotycznie zorganizowaną wystawę. Brak drążenia...

książek: 773
Wojciech | 2014-12-27
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 grudnia 2014

Ta lektura ma zdecydować o moim, dotąd ambiwalentnym, stosunku do twórczości Twardocha, więc mimo przerażajacej mnie objętości, bo prawie 600 stron, przykładam się solidnie do tej lektury. Muszę powiedzieć, że mój wiek /71/ powoduje, że wolę formy krótsze, skondensowane, dające jednocześnie dużo do myślenia, jak ostatnio recenzowana przeze mnie „Nieśmiertelność” Szczeklika.
No i stało się. Mało tego, że z zapałem dojechałem do końca, to przejrzałem wiekszość recenzji, które są obfite i jest ich mrowie. Wobec tego piszę dla Państwa najkrótszą z możliwych.
1. ARCYDZIEŁO. Nie obniżajmy jego wartości odwołując się do przeróżnych wzorów, bo tak można zniszczyć każde dzieło. Odczepcie się wszyscy z tym Littellem, jak i Witkacym czy Gombrowiczem.
2. BOHATER to ANTYBOHATER, w dodatku ŚMIEĆ. Nie jakiś bon vivant, utracjusz, słaby mężczyzna ulegający silnym kobietom, ...

książek: 5396
allison | 2012-12-16
Przeczytana: 16 grudnia 2012

Napisana barwnym, soczystym językiem powieść, która obala mit Polaka-patrioty.

Konstanty jest właściwie antybohaterem, gdyż reprezentuje wszystkie te cechy, które zaprzeczają ideałowi konspiratora: ma w nosie ojczyznę, jak mówi - pierdoli innych, głupszych ludzi, którzy nie umieją się ustawić, gardzi uczciwością i miłością, spędza wszystkie wieczory na pijaństwie, notorycznie zdradza żonę z prostytutkami (chociaż nie uważa tego za zdradę), narkotyzuje się i właściwie cały czas jest albo pijany, albo odurzony, albo leczy kaca. Jego cynizm ujawnia się także w retrospekcjach, gdy wspomina swoje przedmałżeńskie związki, pierwszą męską przyjaźń, a także swój udział we wrześniowej kampanii. Bez ogródek przyznaje, że kocha się upijać, dobrze zjeść, sypiać z dziwkami, spotykać ze znanymi ludźmi w kawiarniach; nienawidzi zaś wojny, walki, swojego teścia i biedy.

Życie Kostka komplikuje się, gdy poznaje przywódcę jednej z podziemnych organizacji i gdy zaczyna coraz wnikliwiej zastanawiać...

książek: 339
Carles | 2015-03-13
Na półkach: Przeczytane

I fabuła i styl dość oryginalne, kontrowersyjne zarazem - ale ja to kupuję. I nawet jeśli nie nazwałabym moich odczuć po przeczytaniu tej książki zachwytem to z pewnością jestem usatysfakcjonowana.
Lubię temat wojny, może nie ten wojskowo-frontowy ale okupacyjny właśnie, dlatego z zainteresowaniem czytałam o Warszawie i jej mieszkańcach. Autor świetnie odtworzył wiele detali, oddał klimat i namalował nieco inny obraz niż ten, który znałam dotychczas. Podobały mi się też ostre wątki seksualne, dekadencja, no i ten główny dylemat związany z podwójnym pochodzeniem. Mocna fabuła.
Styl jest dziwny, prawda. Irytowały mnie powtórzenia w trzech osobach i nie wiem czy były one konieczne, żeby przekazać to co było do przekazania. Pomyślałam jednak "trochę pokory Karolino", nie Ty tu jesteś pisarzem. I pomogło.

książek: 2217
emindflow | 2013-04-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 kwietnia 2013

Znakomita książka, bezdyskusyjnie zasługująca na wszystkie otrzymane nagrody i pochwały. Autor w bezkompromisowy sposób rozprawia się ze stereotypami dotyczącymi postaw Polaków podczas okupacji w Warszawie - nie ma tu miejsca na patriotyzm, bohaterstwo czy poświęcenie. Ale tragiczne wydarzenia października 1939 r są tylko pretekstem do niezwykłej opowieści o człowieku poszukującym własnej tożsamości. Ta książka wręcz poniewiera - kopie w tyłek, wali w łeb i na koniec zostawia czytelnika z rozdziawioną gębą. Dla mnie Szczepan Twardoch tą powieścią usadowił się na najwyższej półce współczesnej polskiej literatury.To jedna z niewielu książek, do których z pewnością jeszcze powrócę. Lektura obowiązkowa!

książek: 1464
ZARAZA | 2015-02-24
Przeczytana: luty 2015

Nie spodziewałam się, że "Morfina" będzie tak udaną lekturą. Sięgnęła po nią ze względu na to, że moja polonistka ją polecała, a bibliotekarka wpychała mi na siłę do rąk. Obie z powody narracji. I owszem narracja jest największym atutem tej powieści. Jest niezwykła, barwna, zagadkowa. Ostatnio szukam powieści, gdzie główni bohaterowie nie są idealizowani, a nawet nie budzą sympatii czytelnika. Taką postacią jest Konstantyn. Jest bardziej antybohaterem, autor go nie idealizuje, a sama postać nie idealizuje otaczającej go rzeczywistości. Bohater poszukuje własnej tożsamości i zadaje sobie wiele pytań, związanych z ojczyzną, honorem i poświęceniem. Dodatkowo wszystko utrzymane w atmosferze niepokoju, początki II wojny światowej po kampanii wrześniowej. Wszystko razem dało świetny, piorunujący efekt. Dodam, że powieść czyta się szybko, jednak nie jest łatwą powieścią. Polecam, wymagająca powieść dla czytelników, którzy oczekują od książki czegoś więcej.

książek: 1485
lapsus | 2013-04-25

W poszukiwaniu właściwości

Konstanty Willemann – to Niemiec, króry stał się Polakiem, bo tak chciała jego matka. De facto Willeman jest Ślązakiem, czyli kimś z narodowego pogranicza. Problem pogłębia fakt, że stał się warszawiakiem, walczył jako oficer w kampanii wrześniowej, a akcja powieści ma miejsce w październiku 1939. Polska przegrana narodowość domagała się dookreślenia – Szczepan Twardoch, autor powieści „Morfina”, o której mowa – twierdzi, że były tylko trzy takie momenty w polskiej historii, tylko trzy takie graniczne momenty, gdzie nie było już wyjścia, gdy trzeba było uświadomić sobie, kim właściwie się jest. Szczepan Twardoch jest Ślązakiem, więc to nie tylko powieść o polskiej tożsamości. Miejsce akcji – okupowana Warszawa - jest, jako centrum ówczesnej polszczyzny, tym bardziej symboliczna. Konstanty Willemann mógł być drugim Wallenrodem.

Willemann szuka siebie. Szuka siebie w oczach Polaków. Szuka siebie w oczach kobiet. W obliczu klęski i samotności, stara się...

książek: 570
chiara | 2013-04-05
Przeczytana: 05 kwietnia 2013

Świetnie napisana książka. Autor opowiada o klęsce września 1939 roku widzianej oczami Konstantego Willemanna, człowieka o nieokreślonej narodowości, ni to Polaka, ni to Niemca, ni Ślązaka, słabego i poddającego się nałogom. Oryginalnym zabiegiem narracyjnym jest równoległe komentowanie wydarzeń przez "anielicę stróża", wybiegającą wiedzą w przeszłość i przyszłość. Z niemal dokumentalną dokładnością zostało przedstawione życie ówczesnej Warszawy, a także podróż przez Polskę i Słowację do Budapesztu.

książek: 2001
Natalia-Lena | 2013-10-09
Przeczytana: 04 lutego 2014

Morfina uderza, dusi i rozstraja jaźń. A potem robi się lekko i rozmywa spojrzenie. Kac po morfinie zostawia mdły i gorzki posmak na języku; odchodzi falami i falami wraca. A potem robi się lekko i trzeźwieje spojrzenie.

Morfina? A może jednak ,,Morfina”? Szczepan Twardoch w swojej powieści oferuje czytelnikom narkotyk najczystszej wody. Złoty strzał złożony ze słów może zabić, ale gdy się go rozłoży na porcje – z pewnością odurzy. Nie oczekujcie, że trzeźwienie będzie łatwe. Nie będzie.

Ból głowy, skołowaciały język i umysł próbujący okiełznać myśli. Konstanty Willemann po raz kolejny budzi się na kacu. Budzi się do rzeczywistości, której nie chce i nie rozumie. Jest rok 1939, październik. Pół Polak, pół Niemiec, szuka swojej tożsamości w zgwałconej Warszawie, w ramionach kobiet i w narkotykach. Życie bon vivanta w czasach pokoju znieczulało rozterki, ale wraz z wybuchem wojny ,,wypadało się określić”. Określił się, bo żona poprosiła. Decyzje podjęła matka. Rozkazali...


Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Bestseller drugiej Rzeczpospolitej
Miłość we śnie
Tłumaczenie snów
erotycznych wedle nauki
Skorzystaj z przedwojennego
sennika i poznaj prawdę o sobie...
i o przedwojennej Polsce.

Zaznacz - jeśli we śnie:
  •   widziałaś AGRAFKĘ
  •   pojawiła się CEBULA
  •   oglądałeś KOBIETĘ
  •   widziałaś ŚWIECĘ
  •   spotkałaś UŁANA
SPRAWDŹ CO OZNACZA SEN

Pobierz aplikację mobilną

Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Kalendarium literackie
  • Maria Konopnicka
    173. rocznica
    urodzin
    Ja lubię słyszeć mądre słowo! Mądre słowo to jest jak ojciec i jak matka człowiekowi. Nu, ja za mądre słowo to bym milę drogi szedł.
  • Mitch Albom
    57. rocznica
    urodzin
    Nigdy nie jest za późno ani za wcześnie. Jest dokładnie wtedy, kiedy trzeba
  • Max Brooks
    43. rocznica
    urodzin
    Tak, to były kłamstwa, ale czasem kłamstwo nie jest złe. To znaczy, kłamstwo samo w sobie nie jest ani złe, ani dobre. Jest jak ogień: może ogrzać, ale może spalić - zależy od sposobu użycia.
  • Jerzy Bralczyk
    68. rocznica
    urodzin
    Bralczyk: Tak jak weekend, wciąż pisany po angielsku. To podobno jest słowo, które najdłużej czeka na spolszczenie. I nie doczeka się. Bo wyraźnie narusza reguły: w polszczyźnie po "ł" nie występuje "-i'. "Łikendu" nie będzie. Markowski: Występuje, występuje. W wyrazie "półinteligent"... pokaż więcej
  • Anja Snellman
    61. rocznica
    urodzin
    Mamo, posłuchaj, czasem oswojone ptaki zaczynają wariować. Obijają się o szyby, strącają pranie ze sznura, wlatują w cierniste krzewy, aż fruwa pierze. Po tych wybuchach nastaje zupełna cisza. W końcu ostatnie piórko spływa spokojnie na ziemię. Słychać, jak trawa rośnie. A potem życie toczy się dale... pokaż więcej
  • Agnieszka Chylińska
    39. rocznica
    urodzin
  • Martin Pollack
    71. rocznica
    urodzin
    Dlaczego to zawsze intelektualiści dają się okpić takim oszustom, podczas gdy umięśnieni półanalfabeci wydają się arcyodporni na problemy nowej epoki?
  • Sean Williams
    48. rocznica
    urodzin
    Ludzi można zastąpić. Sekund nie.
  • Mark Buckingham
    49. rocznica
    urodzin
  • James Blish
    94. rocznica
    urodzin
  • Karlheinz Deschner
    91. rocznica
    urodzin
    Od czasów Konstantyna cechami, po których rozpoznaje się ten Kościół, są obłuda i przemoc; codzienną praktyką tej religii stała się masowa zagłada. Surowo zakazywano zabijania pojedynczych osób, ale uśmiercanie tysięcy ludzi było dziełem miłym Bogu. To nie obłęd, to jest chrześcijaństwo.
  • Nora Szczepańska
    101. rocznica
    urodzin
  • Henrik Ibsen
    109. rocznica
    śmierci
    Odbierając przeciętnemu człowiekowi życiowe kłamstwo, odbiera mu pan równocześnie szczęście.
  • Cyprian Kamil Norwid
    132. rocznica
    śmierci
    Jękły głuche kamienie. Ideał sięgnął bruku.
  • Tony Halik
    17. rocznica
    śmierci
    Jeszcze raz mogłem się przekonać, że jednak kobiety mają zawsze rację. Pozorny kaprys mojej żony uratował życie dwóm ludziom!

Znajdź nas na Facebooku

zgłoś błąd zgłoś błąd