Wieloryby i ćmy. Dzienniki 2007-2015

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,31 (481 ocen i 97 opinii) Zobacz oceny
10
9
9
27
8
68
7
136
6
115
5
69
4
23
3
18
2
7
1
9
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788308060407
liczba stron
288
język
polski
dodała
AMisz

Autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności Daleko za kołem podbiegunowym, na Spitsbergenie, jest osada. Stare drogi pozarastała tajga, okna szklarni rozbito. Po dawnym życiu pozostało niewiele — niszczejące hangary, trochę śmieci, zeschnięte krzaki pomidorów. I cmentarz. Z brzydkimi, odlanymi z betonu nagrobkami. Pod jednym z nich leży ciało rocznej dziewczynki. Jego syn...

Autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności

Daleko za kołem podbiegunowym, na Spitsbergenie, jest osada. Stare drogi pozarastała tajga, okna szklarni rozbito. Po dawnym życiu pozostało niewiele — niszczejące hangary, trochę śmieci, zeschnięte krzaki pomidorów. I cmentarz. Z brzydkimi, odlanymi z betonu nagrobkami. Pod jednym z nich leży ciało rocznej dziewczynki. Jego syn też ma rok. Został w kraju, a tak niedawno zasypiał mu na kolanach.

Znacznie bliżej, na Śląsku, nie ma już śladu po starym młynie. Rozebrano go, bo groził zawaleniem. Zniknął też dom, w którym na świat przyszedł jego pradziadek, a kopalnię, w której dziadek został śmiertelnie ranny, zastąpiła szkoła wyższa. Wszędzie wokół historia porozrzucała kości. Niektóre należą do tych, którzy spoglądają ze starych zdjęć w rodzinnym albumie.

Dalekie podróże i bliskie spotkania. Obserwacje, komentarze, refleksje. W swoich dziennikach Twardoch przeplata ogólnoludzkie z pokoleniowym; historyczne ze współczesnym, a oswojone z obcym. Wieloryby i ćmy — autoportret wielokrotny i literacka opowieść o współczesności.

 

źródło opisu: http://www.taniaksiazka.pl/wieloryby-i-cmy-p-588355.html

źródło okładki: www.facebook.com/szczepan.twardoch.oficjalna.strona

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
lapsus książek: 1703

Twardoch – Roczniki

Porobiło się. Żeby tak przed 40. swe dzienniki publikować, rolę mentora sobie przypisywać, rolę nestora sobie nadawać? A na zdjęciu junak młody, jak w piosence „Malcziki”, której polski tekst stworzył Kazik Staszewski:

Płomienne zorze budzą mnie ze snu
Giełdowy ranek, informacji szum
Z radiem na uszach i wartości swej
W pełni świadomy, świadomy, że hej.

Szczepan Twardoch dużo ryzykuje tą książką. „Wieloryby i ćmy” wydane przez Wydawnictwo Literackie to zapis prywatnych sytuacji i refleksji autora, które zostały dokonane w latach 2007-2015. Nie wiemy, jak wyglądała selekcja tekstów do tych „Dzienników”, bo nie wiemy, czy, i na ile, autor ingerował w swoje prywatne notatki. Nie wiemy, czy autor pisał swe teksty na bieżąco, czy wracał we wspomnieniach swych do dawniejszych okresów. Nie wiemy nic. Ale książka stała się faktem i junacka twarz prozaika wita nas dziś z każdej witryny księgarskiej.

„Wieloryby i ćmy” są ryzykowne według mnie z jednego, zasadniczego powodu – autor zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, każda z jego powieści od „Wiecznego Grunwaldu” począwszy jest ważnym wydarzeniem. Czy „Dzienniki” są wystarczająco dobrym materiałem literackim, takim, który sprosta wybitności jego poprzednich dzieł? Naprawdę nie wiem. Mogę się przyłączyć do chóru niezadowolonych, ale chyba nie chcę.

Nie chcę traktować Twardocha jako pisarza, który ma swoje „pięć minut” i próbuje na tym coś ugrać. Bo to i lansik mercedesem mi tu na myśl przychodzi, i jakieś dziwne poczucie gwiazdorzenia,...

Porobiło się. Żeby tak przed 40. swe dzienniki publikować, rolę mentora sobie przypisywać, rolę nestora sobie nadawać? A na zdjęciu junak młody, jak w piosence „Malcziki”, której polski tekst stworzył Kazik Staszewski:

Płomienne zorze budzą mnie ze snu
Giełdowy ranek, informacji szum
Z radiem na uszach i wartości swej
W pełni świadomy, świadomy, że hej.

Szczepan Twardoch dużo ryzykuje tą książką. „Wieloryby i ćmy” wydane przez Wydawnictwo Literackie to zapis prywatnych sytuacji i refleksji autora, które zostały dokonane w latach 2007-2015. Nie wiemy, jak wyglądała selekcja tekstów do tych „Dzienników”, bo nie wiemy, czy, i na ile, autor ingerował w swoje prywatne notatki. Nie wiemy, czy autor pisał swe teksty na bieżąco, czy wracał we wspomnieniach swych do dawniejszych okresów. Nie wiemy nic. Ale książka stała się faktem i junacka twarz prozaika wita nas dziś z każdej witryny księgarskiej.

„Wieloryby i ćmy” są ryzykowne według mnie z jednego, zasadniczego powodu – autor zawiesił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, każda z jego powieści od „Wiecznego Grunwaldu” począwszy jest ważnym wydarzeniem. Czy „Dzienniki” są wystarczająco dobrym materiałem literackim, takim, który sprosta wybitności jego poprzednich dzieł? Naprawdę nie wiem. Mogę się przyłączyć do chóru niezadowolonych, ale chyba nie chcę.

Nie chcę traktować Twardocha jako pisarza, który ma swoje „pięć minut” i próbuje na tym coś ugrać. Bo to i lansik mercedesem mi tu na myśl przychodzi, i jakieś dziwne poczucie gwiazdorzenia, modnych ciuchów, popisów medialno-celebryckich. Czy to „pięć minut”, które trzeba koniecznie wykorzystać? Szkoda by było.

Bo fanem jestem prozy Twardocha gorącym. Podoba mi się wszystko, co tworzy, uważam, że daje on radę wyjątkowo mocno i jest jednym z jaśniejszych punktów na polskiej mapie kulturalnej. A w swoich wspominkach trzyma mnie Twardoch na dystans. O ile w swoich „fikcjach” pozwalał mi podejść do siebie wyjątkowo blisko, to w „prawdzie” jest taki jakiś pomnikowy, godny, rzeknę: godny naśladowania. Młody gość a jakimś starczym uwiądem dotknięty. Coś mi tu nie gra. Ekstremalne i bezkompromisowe jazdy, które Twardoch serwował czytelnikowi w swojej prozie, w „Wielorybach i ćmach” są praktycznie nieobecne. Przejażdżki, spacery, obiadki i trunki. Niestety taka jest ta książka, która jest dla mnie rozczarowaniem.

Dlaczego zatem można, bo nie „trzeba” ale właśnie „można”, nową książkę Twardocha przeczytać? Bo Twardoch potrafi pisać, bo jest inny niż w powieściach i nawet w wywiadach, bo zdradza nam trochę prywatne tło swych dzieł i pokazuje, że licho czai się wszędzie, no i że jego idolem jest Sandor Marai, co akurat mi osobiście pasuje. Warto dla snów i warto dla tej prawdy, dzięki której autor może odwiedzać restauracje i jeździć dobrym wozem, że do szczęścia brakuje nam tych „450 pengo” , o których wspomina Marai, że tych „450 pengo” na miesiąc, tych około 8 tysięcy miesięcznie, zabraknie mimo wszystko każdemu.

Bo trzeba jakoś żyć, będąc pisarzem. I dla tego stwierdzenia warto przeczytać „Wieloryby i ćmy”, że tak naprawdę wszyscy biegamy, a niejednokrotnie podlimy się, żeby mieć na to nasze permanentne niezaspokojenie. I to jest dla mnie ta „Eureka!”. Prawda oczywista, zdawać by się mogło, ale z jakim trudem wypowiedziana.

A że paru innych też wpadło na ten pomysł? Że Siemion i Dehnel z pokolenia 30.latków też wydali „Dzienniki”, przypominające w smaku „beaujolais”? Cóż:

Moi koledzy ścigają ze mną się
Bo do wyścigu każden gotów jest
Moi koledzy z lepszych najlepsi
Ostatnie piętro, biura szklanych drzwi

Bo każdy myśli o tych „450 pengo” miesięcznie, choć i tak ich zabraknie.

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (97)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 170
Dejw | 2019-09-25
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 22 września 2019

8 lat myśli, snów i wspomnień mądrego człowieka. Czasem być może popadające w tony pretensji czy arogancji, ale wciąż całościowo wartościowe i interesujące. Szczególne wrażenie robią wspomnienia autora z podróży do Arktyki, ponadto jego egzystencjalne refleksje naprawdę odciskają piętno na czytelniku. Interesującej perspektywy dodaje długi czas obcowania z zapiskami Twardocha - "Wieloryby i ćmy" czytałem we fragmentach na przestrzeni roku i dało to swoistą namiastkę długiego trwania ich powstawania, co wydaje się odpowiednim pomysłem na lekturę tej książki, fragmentaryczną i długą. Ciekawą obserwacją jest również dostrzegać rozwój stylu i warsztatu autora na przestrzeni lat, a faktem jest, że w samych dziennikach widać, że poczynił istotne postępy. Koniec końców - "Wieloryby i ćmy" to bardzo wartościowa, mądra lektura.

książek: 115
Jagoda Wełniak | 2019-07-02
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 2019 rok

"No, dziadek powiedział, że wtedy życie było ciężkie, ale proste. A nasze jest lekkie, ale skomplikowane"

"Czym dzisiaj epatować pozytywistycznie konserwatywno-socjalistycznie-liberalnych, tępo zadowolonych mikroburżujków z centrum handlowego, takich co to i do kościoła pójdą, i flamie bachora wyskrobią, i potem się tym wyskrobaniem zasmucą, i nawet pójdą na psychoterapię?"

"Niczym gnostyk po kolejnym wtajemniczeniu żyję i zawsze żyłem w przekonaniu, że jeszcze niedawno byłem bardzo głupi. Kiedy miałem osiemnaście lat, wspominałem z politowaniem siebie piętnastoletniego. Osiemnastoletni wydawałem się głupcem sobie dwudziestoletniemu i teraz też wiem, że jako dwudziestoparolatek byłem durniem"

książek: 19
Wasz_Marchołt | 2019-06-10
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 10 czerwca 2019

Sam Twardoch przestrzega przed ciągłym czytaniem jednego autora, ale co zrobić, mam ciąg na Twardocha właśnie. Przybyła do mnie kolejna książka-prezent i musiałem ją szybko przeczytać, gdyż ustawia się już kolejka domowników, prawie-domowników, a nawet dalszych członków rodziny tychże prawie-domowników, więc bycie pierwszym w tej kolejce zobowiązuje.

„Wieloryby i ćmy” to dobry, intrygujący tytuł, natomiast nazwanie tego zbioru myśli „dziennikami” powoduje, że pojęcie to osiągnęło nieznany chyba wcześniej w historii literatury wymiar: otóż wiele wskazuje na to, że „dziennik” można pisać nawet raz w roku. Wiadomo, „efekt marketingowy”, więc rację ma Twardoch, że robotników zastąpili obecnie sales repowie i key accounci, w tym przypadku pozostawiając autorowi, robotnikowi pióra, napisanie około 20 wyrazów dziennika dziennie.

Wyznanie? Autokreacja? A może nowoczesna powieść? – podlizują się dalej owi sales repowie i key accounci z okładki, sugerując, że być może gdzieś tam odnajdzie...

książek: 205
Kasia G | 2018-12-26
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 19 grudnia 2018

Szczepan Twardoch to mój ulubiony autor. Czytam jego książki, wklejam się w nie,zapadam,zatracam a one wlewają się we mnie do 5 nad ranem...
To tyle, bo cokolwiek napiszę nie będzie obiektywne.
Ale czy mamy jakiś wybór:"...piszę, po prostu, dla czytelniczek, jeśli są jeszcze w tej zombie-apokalipsie jakieś żywe czytelniczki, i dlatego wstaję czasem o piątej rano, wstaję czarnym świtem, żeby ukraść wieczory ich mężom narzeczonym i konkubentom, żeby wleźć do ich sypialń i leżeć na ich nocnych stolikach"?

książek: 248
siekierowy | 2018-09-04
Na półkach: Przeczytane, 2018
Przeczytana: 03 lipca 2018

Podczas lektury dzienników towarzyszyła mi nieustannie myśl o tym, by nie myśleć o Twardochu, wyabstrahowując ocenę lektury z mojego niechętnego stosunku do niego. Raczej niezbyt mi się to udało. Opisy gotowania rosołu wzbudzały raczej śmiech, podobnie jak marzenia o brerze czy problem ze sklejonym loctitem zamkiem. Być może przemawia przeze mnie jakiś mazowiecki słabeusz który nie potrafi zrozumieć przeżywnaia pełni i piekna męskości.

Nie każdemu wychodzi dziennik z poniedziałek: ja, wtorek: ja. A taka to jest lektura.

Ale oczywiście książkę czyta się bardzo sprawnie, polacam tym którzy lubią oglądać olbrzymie kraby tęczowe w terrarium.

książek: 518
Nathalie-bibki | 2018-07-29
Przeczytana: 28 lipca 2018

Mam słabość do prozy Twardocha. Lubię ten język ciągłych zaprzeczeń, nieco kabotyński styl. Czasem mam wrażenie, że gdyby Rafał Wojaczek pożył te 10 lat dłużej i poszedł w stronę prozy, pisałby właśnie tak. „Wieloryby i ćmy” bardzo przypominają mi bowiem Wojaczowe „Sanatorium”. Żeby nie było tak kolorowo wspomnę też o tym, co mi się nie podobało: błąd językowy „mój tato”, zamiast poprawnej formy mój tata (tato to wołacz, np. tato, chodź tu, a nie mianownik!). W książce znalazłam tez ciekawy fragment, o tym, że autor nie lubi banków, a szczególnie reklam tychże instytucji. Brzmi to nieprawdopodobnie, biorąc pod uwagę, że Szczepana Twardochach widzę kilkanaście razy dziennie w reklamie pewnego banku.

książek: 163
Marta M | 2018-07-28
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: lipiec 2018

...dziadek powiedzial ze zycie wtedy bylo ciezkie ale proste. A nasze jest lekkie i skomplikowane.... - mysle ze ten dziadek mial swieta racje. Czytajac dziennki Szczepana chwilami sie gubilam mam zupelnie inne sppjrzenie na swiat wiele z nich sa zupelnie abstrakyjne jesli o mnie chodzi np. sex porownany do jedzenia owocow morza.. Moze i ma to sens kazdy widzi wszytsko inaczej nie po to czytamy innych autorow by znalezdz tam swoje spojrzenie na swiat ale poznac to inne to czyjes. To byla pierwsze spotkanie z jego autorstem zastanawiam sie nad kolejna pozycja ale mysle ze wtedy bede potrzebowala wiecej czasu tej ksiazki nie da sie przeczytac jak obyczaj ja trzeba raczej przegryzdz usiasc pomyslec zastanowic sie nie nad samym sensem slow ale tak wniknac glebiej w tresc. Mysle ze jednak zajrze w kolejna pozycje mimo troche filozoficznego stylu i wynioslosci to jednak zajrze.

książek: 76
badgalmads | 2018-06-28
Na półkach: Przeczytane

Twardoch pisze o rodzicielstwie w taki sposób, z jakim się jeszcze nie spotkałam. Jego spojrzenie na własne dzieci uwalnia bliżej nieokreślone ciepło.

książek: 247
wiesia | 2018-05-29
Na półkach: Przeczytane

Ach, jak ja lubię taki sposób patrzenia na świat, trochę nonszalancki, trochę dandysowski, ale przede wszystkim uważny, mądry i refleksyjny.Szczepana Twardocha uwielbiam za jego umiejętność mówienia i pisania o rzeczach zwykłych w niezwykły sposób.

książek: 121
martamachowska | 2018-04-03
Przeczytana: 14 stycznia 2018

Nie jestem do końca pewna, czy "Wieloryby i ćmy" kwalifikują się jako dziennik. Jest to raczej zbiór przemyśleń, refleksji, zaskakująco dobrych literacko i trafnych "życiowo" (chociaż to określenie uważam za bardzo ułomne). Podobnie jak większość, do Dzienników Twardocha podchodziłam z rezerwą zbudowaną wokół mitu, że dzienniki lub (auto)biografię, mają prawo pisać ludzie, którzy przeżyli prawie całe swoje życie i z dłużej perspektywy spoglądają na swoje dokonania. Nic bardziej mylnego! Jeśli są to refleksje tak dojrzałe i tak świadome, warto po nie sięgnąć. Fantastyczna, świadoma kreacja literacka sprawia, że Dzienniki czyta się jednym tchem i pozostaje niedosyt, który nie zawsze potrafią wypełnić cotygodniowe felietony.

Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Co pisarze skrywają pod literacką bielizną?

Ostatnio pisaliśmy wiele o szkolnym kanonie i pisarzach, których obowiązkowo muszą poznać uczniowie. Autorzy kojarzeni są często z męczącymi lekturami – rzadko kiedy patrzy się na nich jak na ludzi pełnych namiętności i emocji. Takie spojrzenie gwarantuje jednak przeczytanie ich dzienników, do którego namawia Grzegorz Przepiórka.


więcej
Czytamy w weekend

Dzisiaj druga odsłona naszego cyklu. Cieszymy się, że w minionym tygodniu tak licznie podzieliliście się z nami tym, co sami zamierzacie czytać. Jak wyglądają nasze czytelnicze plany na najbliższe dwa dni? Sprawdźcie sami.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd