Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pan Lodowego Ogrodu - tom I

Cykl: Pan Lodowego Ogrodu (tom 1)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
8,12 (11745 ocen i 876 opinii) Zobacz oceny
10
1 844
9
3 016
8
3 508
7
2 242
6
692
5
264
4
77
3
75
2
12
1
15
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375746068
liczba stron
545
język
polski
dodał
Oksa

Inne wydania

Pan z Wami! Jako i ogród jego! Wstąpiwszy, porzućcie nadzieję. Oślepną monitory, ogłuchną komunikatory, zamilknie broń. Tu włada magia. Vuko Drakkainen samotnie rusza na ratunek ekspedycji naukowej badającej człekopodobną cywilizację planety Midgaard. Pod żadnym pozorem nie może ingerować w rozwój nieznanej kultury. Trafia na zły czas. Planeta powitała go mgłą i śmiercią. Dalej jest tylko...

Pan z Wami! Jako i ogród jego! Wstąpiwszy, porzućcie nadzieję. Oślepną monitory, ogłuchną komunikatory, zamilknie broń. Tu włada magia.

Vuko Drakkainen samotnie rusza na ratunek ekspedycji naukowej badającej człekopodobną cywilizację planety Midgaard. Pod żadnym pozorem nie może ingerować w rozwój nieznanej kultury. Trafia na zły czas. Planeta powitała go mgłą i śmiercią. Dalej jest tylko gorzej. Trwa wojna bogów. Giną śmiertelnicy. Odwieczne reguły zostały złamane.

Ilustracje Dominik Broniek.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Fabryka Słów, 2012

źródło okładki: http://www.fabrykaslow.com.pl/

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 599
tivrusky | 2013-06-04
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2013
Przeczytana: 03 czerwca 2013

Pan Lodowego Ogrodu, od dłuższego czasu wpychał się wszędzie, gdzie tylko mógł. Człowiek rozmawiał ze znajomymi, a znajomi się pytali: czy Pana zna, czy Pana lubi? A potem: dlaczego Pana nie zna, dlaczego Pana nie lubi? I radzili, najlepiej jak umieli: niech lepiej Pana pozna, niech nie czeka.
I nieznajomi, oni też same dobre opinie na temat Pana mieli. Może nawet bardziej znośne, mniej nachalne, bo jak to tak - nikt do nieznajomych nie podchodzi i nie nagabuje do upadłego do tego, czy tamtego.
Człowiek szedł do księgarni, a tam, zwielokrotniony dzięki sztuce druku, Pan rozpychał się na półkach. Oczywiście na półkach było dlań za mało miejsca, więc i witryny zawalił. Na regałach z najchętniej nabywanymi książkami też wyszarpywał sobie bez większych problemów wyższe i najwyższe miejsca.
Więc kupiło się. Co miało się zrobić? Czekać aż Pan sam się na półce zjawi? Zjawił się i poleżał cierpliwie, pół roku bodajże, innym książkom szkody nie czyniąc. Jak już tak cierpliwie i grzecznie czeka trzeba w końcu powiedzieć: dzień dobry. Kultury trochę.

Pierwsza strona:
Pierwszą stronę, rozdział pierwszy, czyta się po wielokroć. Na pamięć zna się już prawie. Ale jak tu na pamięć nie poznawać? To pewnie najlepszych kilkanaście pierwszych zdań w dziejach literatury, a przynajmniej tej już poznanej literatury, bo kto wie jakie pierwsze zdania jeszcze się kiedyś przeczyta... Więc czyta się dalej.

Pięćdziesiąta strona:
Jeśli do tej pory miało się wątpliwości na temat tego jak wyglądają mieszane uczucia, to teraz już się ich nie ma. Starcie dwóch różnych realiów, dwóch różnych światów... jakoś tak wcale nie przekonuje. Pomysł bądź co bądź ciekawy, ale jakoś tak nie można pozbyć się wrażenia jakiejś dziwnej oczywistości z jednej strony i jakiegoś, jeszcze dziwniejszego zgrzytu i niedopasowania z drugiej. No ale nic to. Czytać się zaczęło, trzeba czytać dalej.

Setna strona:
Mieszane uczucia lekko tracą na goryczy, choć nie znikają. Czyta się i czyta, i nie można powiedzieć, że czyta się źle. Nie - źle się nie czyta. Nadal jednak coś zgrzyta, nadal coś nie pasuje. Bohater wkracza do świata, którego do końca nie rozumie, stara się odgadnąć znaczenia tej i tamtej rzeczy, stara się dopasować. Skoro już się czyta, można postarać się razem z nim. Więc czyta się dalej.

Strona sto sześćdziesiąta:
W końcu początkowe zgrzyty giną, głuchną przytłumione już setką stron. Świat staje się namacalny, jakąś logikę, jakąś całość się w nim widzi. Vuko ma przygody. Dużo przygód w lesie. Z ptaszyskami, z koniem i z upiorami oczywiście. Co to za przygody bez upiorów? Nie narzeka się więc i czyta się dalej.

Strona sto siedemdziesiąta:
I znów nowe realia. Nowe miejsce, nowi bohaterowie... Wszystko nagle jakoś w próżni zawieszone (a co nagle, to po diable - trzeba pamiętać), kolejnych pięćdziesiąt stron musi minąć, żeby człowiek się przyzwyczaił. Nagle nie siedzi się już w lesie i na upiory się nie gapi. Nagle siedzi się w pałacu i ćwiczy się i uczy to tego, to tamtego. Cóż, tak widocznie musi być. Więc czyta się dalej.

Czterysta pięćdziesiąta strona:
"Grzędowicz to wędkarz jakiś" - rzuca się w gniewie o trzeciej nad ranem, z niewidzącymi, rybimi oczami, idąc spać. Człowiek łapie się na haczyk i nagle trzysta stron znika, nie wiadomo gdzie. No ale na tych trzystu stronach też znika niejeden bohater i niejedno się wydarza, więc jakoś tak wszystko współgra. Na przemian siedzi się w pałacu (gdzie sprawy mają się raz dobrze, raz lepiej ale koniec końców, na końcu jak zwykle źle i gorzej) i w lasach, osadach rybackich, burdy się wszczyna, z roślinami i wężami się walczy. To znaczy czyta się - to Vuko walczy. Zgrzyty zniknęły już dawno temu, ale nie ma się co dziwić - całkiem spora sterta zadrukowanego papieru je przykryła.

Pięćset dziesiąta strona:
Powoli zbliża się do końca. Zaczyna się żałować, że nie kupiło się od razu Pana w kolejnych jego odsłonach. Bo jeszcze się nie skończyło, ale już ta świadomość, że przecież zaraz się skończy, w głowę kołacze.

Strona Pięćset czterdziesta:
No i skończyło się. Siedzi się teraz i pisze się o Panu. I tylko głowi się człowiek. Jakoś górnolotnie nie było i czytając nie czuło się wybuchów i wypieków się nie miało. Doczepić się można było do tego i tamtego - nie, że złe, albo nijakie, albo nie wiadomo jakie jeszcze. Po prostu, mimo wszystko wydawało się, że będzie lepiej, że Pan powali, że suchej nitki nie zostawi - tak się myślało czytając.

A teraz kiedy już przeczytane, odczuwa się konieczność sięgnięcia po ciąg dalszy. I nie wiadomo skąd ten cały zachwyt - podczas czytania wystawiał łeb od czasu do czasu tylko. Teraz szczuje ciekawością i tęsknotą i każe czytać dalej i to jak najszybciej. Więc pewnie pójdzie się i nabędzie się drugi tom. Co tu innego zrobić? Czyli chyba jednak tak trochę powalił, chyba jednak wiele nitek suchymi nie zostawił.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Za zamkniętymi drzwiami

Czytadło, przez które płynie się gładko i wartko. Intryga może nie najwyższych lotów, za to napisana w taki sposób, że czyta się błyskawicznie i robi...

zgłoś błąd zgłoś błąd