Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 98 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 227 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Na fejsie z moim synem

Autor:

więcej informacji
wydawnictwo: Wielka Litera
data wydania: luty 2012
ISBN: 978-83-63387-01-3
liczba stron: 448
słowa kluczowe: wiśniewski, facebook
język: polski
typ: papier
5.31 (70 ocen i 28 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 27,00 zł
Kup ebooka
Legimi
Cena: 29,90 zł

Powieść zaczyna się od urodzin Hitlera, które właśnie odbywają się w piekle, a później jest już tylko ciekawiej. Znajdziemy tu oryginalne rozważania o pochodzeniu człowieka, o Bogu, sztuce, tajemnicze... Powieść zaczyna się od urodzin Hitlera, które właśnie odbywają się w piekle, a później jest już tylko ciekawiej. Znajdziemy tu oryginalne rozważania o pochodzeniu człowieka, o Bogu, sztuce, tajemniczej chemii ludzkich uczuć. Dowiemy się, dlaczego za każdym razem, kiedy jest w Moskwie, Janusz L. Wisniewski odwiedza grob pewnej młodej kobiety... Wiśniewski przedstawia swoją autorską teorie tzw. bogonow, cząsteczek boskich, które współtworzą materie wszechswiata. Wyprowadza traktat o samobojstwie. W magnetyczny sposob opisuje metodę, jaką kochankowie mogą wyekstrahowac z krwi i zobaczyć łączące się łancuchy swoich DNA.

Autor porusza temat swojego życia w Niemczech. "Synuś. Bo Ty Niemcem nigdy nie będziesz, prawda?" - pyta go zza grobu matka. Która, nawiasem mowiżc, w ostatniej chwili nie wsiadła w styczniu 1945 r. na poklad statku Wilhelm Gustloff...

Autor "Bikini" pokazuje tez raczej nieznana do tej pory twarz - krytyka tradycyjnie pojmowanej religijnosci, który zastanawia się czy "nad Bogiem nie istnieje przypadkiem jakiś iBog" i czy "bog nienawidzi kobiet". Wisniewski jest w swojej nowej ksiazce obronca praw kobiet, duze fragmenty "Na fejsie" moglyby z powodzeniem wyjsc spod piora ktorejs z feministek.

Pokazuje tez, jakim cieniem na naszych czasach kłada się reguly koscielne dotyczace zycia seksualnego, przypomina na przykład, ze nie tak dawno "karą za połączenie się męża z małżonką w okresie Wielkiego Postu był cały rok pokutny (chyba że małżonek pijany był, to wtedy o 40 dni karę skracano)". Jednak przede wszystkim, co przyznaje sam pisarz, pytany, skad wziela się ta niezwykle osobista ksiazka, "Na fejsie z moim synem" jest splaceniem dlugu wobec wlasnej matki. Jest zapisem wzajemnej tesknoty, próbą nadrobienia straconego czasu.
pokaż więcej.


źródło opisu: Wydawnictwo Wielka Litera

źródło okładki: Wydawnicwo Wielka Litera



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Oficjalna recenzja

Metafizyka na Fejsie

Spotkałam się z twierdzeniem, iż Wiśniewskiego można kochać lub nienawidzić, do niego uczucia pośrednie nie pasują. Trudno mi zaprzeczać i w pełni zgadzam się z powyższym, przyznając, że słabość do słowa pisanego JLW mam i za skarby się jej nie wyrzeknę. Tym razem jednak nie o uwielbieniu dla samego autora … a o jego najnowszej książce.

„Na fejsie z moim synem” – tytuł dość intrygujący i, odważę się powiedzieć, w jego stylu, nieprawdaż? A treść?

Irena Wiśniewska – matka JLW, po śmierci wędruje do piekła. Jest dwukrotną rozwódką, matką dwóch nieślubnych synów, więc niestety bramy nieba pozostają przed nią zamknięte.

Opowiedzieć Ci wielu rzeczy za życia nie zdążyłam z przeoczenia, z zaniedbania lub – najczęściej – z tej śmiesznie naiwnej, ale głębokiej wiary mojej, że będę żyć wiecznie, więc zawsze jeszcze zdążę. Ale nie zdążyłam synuś.
Po śmierci Irena Wiśniewska, mając wiele czasu i okazji do głębokich przemyśleń, dzieli się nimi za pośrednictwem „fejsa” ze swoich ukochanym synem. Porusza trudne tematy dotyczące Boga, wiary, przeznaczenia, samobójstwa, miłości, a nawet fizyki, malarstwa i poezji. W Piekle obraca się w „zacnym” towarzystwie. Hitler, Binladen, Wojaczek, Sylvia Plath, Marilyn Monroe – jako jedni z wielu błąkają się po Piekle.

Ze strony na stronę ujawnia się coraz więcej tematów i refleksji. Trzeba być bardzo uważnym, aby nie pogubić się w strumieniu myśli, jakie autor ma do przekazania. Momentami opowieść staje się bardzo osobista i czytelnik ma wrażenie, jakby zza rogu podsłuchiwał rozmowę, czuje się jak intruz w świecie, do którego przez przypadek został wpuszczony. Pogrzeb, wybieranie trumny dla matki, wiele intymnych sytuacji – ich opisy przyprawiały mnie o dreszcz.

Powieść przybiera formę rozliczenia autora z własnym życiem. Matka, momentami twarda, zarzuca mu błędy, wytyka, że nie mieszka w Polsce, że żaden z niego pisarz i że do nieba na pewno nie pójdzie. Równocześnie można wyczuć wielką miłość i tęsknotę autora. Wiśniewski po raz kolejny pokazał, jak wielką rolę w jego twórczości odgrywają uczucia i emocje oraz jak wielką wagę przywiązuje do nauki i religii.

Trudno jest oceniać tę książkę, mając w pamięci poprzednie utwory autora. Jest ona zupełnie inna i może dlatego trudna w odbiorze? Odrobinę trąci ekshibicjonizmem i próżnością, ale widać także oryginalność i wielką odwagą, szczególnie wtedy, gdy w grę wchodzą błędy popełnione w życiu autora.

Polecam, ale uprzedzam - ta książka jest zupełnie inna i nie można jej porównać do twórczości, do jakiej zdążył nas przyzwyczaić Janusz L. Wiśniewski.

Iwona Zaczek


Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (6)

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 10 lutego, 2012

Miałem okazję przeczytać przedpremierowo egzemplarz promocyjny. Genialne, literackie dresiarstwo, kompletna niemoc i intelektualne chamstwo kipiące z każdej strony, gdzie Wiśniewski śmieje się w twarz małpom, bo ludzi już trudno na to nabrać. Wiem, to niby nic dziwnego, że bodaj najgorszy pisarz w Polsce wydaje nędzną książkę, ale ja chce powiedzieć, że o ile wcześniej mieliśmy nędzę i dno, tak tu naprawdę mamy rycie w mule. I... to sprawia satysfakcję! Tak jak przeglądanie pudelka czy czytanie facebookowych postów naszej znajomej, która ma pstro w głowie - "Na fejsie z moim synem" poprawia samopoczucie. Przeczytałem od deski do deski w błyskawicznym tempie i mimo dosyć niskiej samooceny, pomyślałem sobie pod koniec: "nie martw się, ostatecznie nie jesteś Wiśniewskim". Dlatego dwie gwiazdki.


Przeczytana: 11 marca, 2012

Pamiętam swoje spotkanie z autorem podczas Targów Książki kilka lat temu. Choć miałam za sobą większość jego powieści, to przybyłam do jego stolika tylko po autograf dla mojej Mamy. I to w dodatku nie jego autograf, a podpis Doroty Wellman, z którą to Janusz Leon Wiśniewski wspólnie napisał książkę. Niestety znana dziennikarka musiała szybciej wybyć (nagle wezwana do pracy), więc pozostało mi spotkanie z JLW. Znany pisarz wydał mi się szalenie nieśmiały i początkowo nie wiedziałam, jak podtrzymać rozmowę. Postanowiłam więc "zagadać" na tematy naukowe, bowiem dziedziny zarówno fizyki czy nawet genetyki nie są nam obce. JLW zdziwił się nieco. Nie wiem, dlaczego. Przecież kobieta niespełna trzydziestoletnia może coś na ten temat wiedzieć. Zaraz potem zapytałam, jakie książki naukowe czyta, bo może i mnie coś z tego zaciekawi. Tutaj padły słowa, które... nie wiem... mogłabym odebrać jako obrazę. Autor powiedział, że te książki naukowe, które czyta są po pierwsze bardzo drogie, a po drugie "bardzo naukowe", zatem nic mi nie poleci. Nie będę udawać, że w tym momencie autor złapał u mnie przysłowiowego minusa. Bo co, ja niby biedna i głupia jestem?

Ale wracając do samej książki...

Już na samym początku dał mi się we znaki sposób pisania. Zupełnie, jakbym czytała Masłowską! Zamiana kolejności wyrazów w zdaniach - nie wiem, co miała na celu. Próba bycia "trendy", czy też "cool"? Ten masłowsko-yodowy styl mi nie odpowiada. Po kilkunastu stronach męczy i mocno zniechęca do dalszego czytania (i tak przez całą powieść).

Bardzo spodobał mi się pomysł na listy od własnej matki. Ba - listy z zaświatów, z samego piekła! I jak niekiedy wspomnienia z czasów wojny mnie zauroczyły, a z kolei opowiadania o znanych zmarłych osobach i ich życiu w piekle niezmiernie ciekawiły, tak tłumaczenie przez panią Irenę zawiłości fizyczno-chemiczno-genetycznych naszego wszechświata były jakby nierealne. Nie twierdzę, że osoba bez matury (można się o tym dowiedzieć z okładki tuż pod zdjęciem pani Ireny) nie może pochwalić się taką wiedzą. Niemniej niejednokrotnie w książce wspomniano, że pani Irena "się nie zna, bo niedouczona jest i to Nusza musi wytłumaczyć". Trochę na siłę autor próbował upchać w listy swojej matki naukowe teorie.

Rzuciły mi się w oczy dwie rzeczy.

Kilka razy pani Irena, tłumacząc coś synowi, próbuje go "pocieszyć" pisząc, żeby się nie przejmował krytyką jego powieści, bo to pewnie ludzie "z zawiści piszą", że to "literaccy ignoranci, analfabeci są". Chwilę jednak przedtem stwierdza, że pisać to każdy umie, tego nie trzeba się uczyć i zawód pisarza to żaden zawód. Dość mocny kontrast. Miałam wrażenie, że słowa otuchy ze strony matki w sprawach literackich to próba wmówienia czytelnikom przez samego autora (bo to przecież On pisał książkę, a nie jego matka), że skoro coś nam się w jego pisaniu nie podoba, to oznacza, że po prostu nie dorośliśmy do takiej literatury. Mocno uogólnione. I w pewnym momencie JLW wrzuca wszystkich swoich czytelników do jednego wora: "jak nie lubicie, to znaczy, że się nie znacie".

Druga sprawa...

Niejednokrotnie przewijają się tam rozmyślania na temat narodowości. Jak wiadomo - JLW jest Polakiem, ale od lat mieszka w Niemczech. Nie on pierwszy, nie ostatni. W czasie czytania jednak można znowu doszukać się pewnego paradoksu. Z jednej strony matka JLW tłumaczy syna, że "tak tęskni za Polską i polskością", że to życie w Niemczech "to tak na chwilę". A kilka stron dalej rozpisuje się na temat tego, jacy to Polacy są zawistni (a Niemcy nie), jacy niepoukładani (a Niemcy nie), jacy niedoświadczeni politycznie (a Niemcy nie) itepe. Paradoks na paradoksie.

Największy szok jednak pojawił się, gdy Irena (czyli autor) zaczyna cytować książki naukowe, które ja czytałam, a którymi JLW podczas rozmowy ze mną wyjątkowo pogardził ("za mało naukowe", heh!). Gdy w książce pojawia się dość obszerny cytat z "Hiperprzestrzeni" M.Kaku (wspominałam o tej książce podczas Targów Książki), to z moich ust wydobyło się złośliwe: "Ty, chamie!" (to do osoby JLW się odnosiło) "Czyli tylko to, co Ty naukowego czytasz, jest godne uwagi? A cała reszta sugerowana przez osoby nie-tak-bardzo-wykształcone jak Ty zasługuje na zbycie gburowatym, wyniosłym komentarzem? A potem się okazuje, że jednak nasze źródła naukowej wiedzy są te same!". No tak... Ale ja jestem tylko magistrem. Nie mam co się "równać" do doktora habilitowanego. A sama matka Nuszy w powieści pisze, że "po co syn te wszystkie dyplomy chciał zdobyć", że przecież "i bez tych tytułów byłby mądry". Niestety... wychodzi na to, że dla JLW jednak papier i ilość tytułów przed nazwiskiem ma ogromne znaczenie.

Cóż... porzućmy jednak tą "żółć"...

Dla momentów, w których pani Irena opowiada o swoim życiu oraz o życiu "po śmierci" warto było poświęcić czas. Szkoda tylko, że tych momentów było niespełna... powiedzmy... dwadzieścia procent. Pozostałe osiemdziesiąt procent to naukowe wywody, wulgarny niekiedy język, brak logicznej kolejności wyrazów w zdaniach (moje określenie to: masłowsko-yodowy styl, bo tylko Masłowska i Yoda tak się wypowiadali) oraz wiele, wiele hipokryzji, paradoksów, zaprzeczeń swoich poprzednich słów.

Przez całą książkę jednak nie opuszczało mnie jedno przeczucie. Na potwierdzenie tego... Hmm... Gdybym kiedykolwiek miała okazję spotkać raz jeszcze pana JLW, zapytałabym go i poprosiła tylko o jedno. "Czy pan, panie Januszu, pisał tą książkę na haju? Był pan na alkoholowym, bądź narkotykowym rauszu? A przy okazji... proszę już takich dyrdymałów nie pisać. Wolę to, co stworzył pan w "Losie powtórzonym" i "Bikini"."

I to tyle w tym temacie...


Przeczytana: 05 kwietnia, 2012

Czyżby Wiśniewski pozazdrościł Hołowni i postanowił napisać książkę o sprawach ostatecznych okraszoną informacjami z dziedziny popkultury, zwykłym potocznym językiem. Oraz jak to Wiśniewski ma w zwyczaju zasypując lawiną informacji z genetyki, fizyki, chemii i innych nauk – raczej ścisłych?

Jeśli taki był jego zamysł. To nie wyszedł. Zresztą nie chciałabym przez to porównanie urazić p. Szymona. Który przecież pisze świetnie!

Gdy usłyszałam o tej książce postanowiłam ją przeczytać, zaintrygowała mnie forma. Książka miała być rozmową z matką(nie wiedziałam, że matka jest w piekle). Moi drodzy, być może jestem wypaczona przez naukę języka polskiego i kajam się w tym miejscu, ale uczono mnie, że rozmowa to dialog, rozmawiają minimum dwie osoby. Tymczasem my dostaniemy monolog. Ireana Wiśniewska postanawia napisać do ukochanego syna i powiedzieć mu to czego za życia nie zdążyła(bo jak większość z nas wierzyła, że będzie żyć wiecznie i czasu na takie rozmowy będzie wiele) oraz opowiedzieć to co widziała już po zejściu z tego naszego łez padołu i zakwaterowaniu w piekle.

Nie mogę odmówić autorowi niezłych, rozczulających, wzruszających momentów, które poruszają moje zimne serce. Jednak mam wrażenie, że większość książek autor spisuje po to aby błysnąć wiedzą, jak mawia się w moim środowisku. Dostaniemy wiele tych samych historii o których czytałam w „S@motności”, nieco przerobionych, na pewno to dostrzeżecie i dowiecie się ile z siebie autor dawał bohaterom swoich opowieści. W książce znajdzie się wyobrażenie życia pozagrobowego postaci, które Wiśniewski ceni, lubi, podziwia, których wplatał również w fabułę swoich innych powieści.

Autor stworzył mieszankę, jak się okazuje wybuchową. W tej książce jest wszystko, historia, teologia, podręcznik do nauk którymi autor się zajmuje, biografie ludzi znanych, losy ludzi, którzy po śmierci trafili do piekła(te ziemskie i piekielne). Gdyby autor chociaż minimalnie się ograniczył wtedy książka na pewno byłaby lepsza. W tej formie – w jakiej została wydana sprawia wrażenia książki o wszystkim, ale jednak o niczym.

Wiśniewski ku mojej wielkiej zgrozie idzie w stronę grona autorów, którzy już w książce rozprawiają się z potencjalną krytyką. Jeżeli ktoś śmie krytykować to co pisze, nie dorósł, nie zna się, jest frustratem który sam chce napisać i wydać książkę, ale mu się nie udaje. I ja pisząc te słowa wyładowuję, rzekomo swoje frustracje. Kolejny raz powtórzę nie czuję się niespełnioną pisarką. I nie mam zamiaru chwalić książki, którą pewnie bym rzuciła w kąt, ale że w formie audiobooka przy pracy słuchałam, a i tak osiem godzin miałam co robić, to co szkodziło mi słuchać? Nie podoba mi się, nie mam zamiaru uznać jej za genialne dzieło, nawiązujące do doskonałych surrealistów, którzy malowali absurd farbą, a Wiśniewski czyni to, tylko piórem. Nie lubię absurdu. Nie przepadam za wymyślaniem dziwnych historii, które autora wprawiają w stan nirwany, bo wymyślił coś tak genialnego, czytelników w konsternację bo nie wiedzą(często ) o co chodzi, ale aby nie wyjść na niedouczonych ignorantów przyklaskują i chwalą za nowatorstwo.

Czy przeniesienie zasad współczesnego świata, Europy, Polski do nieba czy piekła jest pomysłem nowym? Nie sądzę. Uwypuklenie tych absurdów również nie jest czymś nowym.

Zresztą czytając – pardon- słuchając – książkę miałam ochotę zakrzyknąć „nihil novi” miałam wrażenie, że o tym wszystkim czytałam, bo chociaż książka miała być czymś nowym „Wiśniewski jakiego nie znacie” to okazała się czymś przeciętnym i oklepanym. Na dodatek z nieuaktualnionymi informacjami ze świata nauki.

Ciężko mi pisać te słowa, bo mimo wszystko z tej książki bije ogromna miłość łącząca syna i matkę, co uczuciem jest szczególnym, świętym i nienaruszalnym. Chociaż Wiśniewski posłużył się postacią Matki(odniosłam takie wrażenie) aby swoje poglądy i teorie przedstawić. Dlatego kobieta bez matury, która cale życie ciężko pracowała(i to nie intelektualnie a fizycznie) posiada wiedzę profesora chemii.

Wielki zawód mi ta książka sprawiła. Chyba wrócę do „Losu powtórzonego” czyli pierwszej książki Wiśniewskiego jakiej czytałam, a w razie niedosytu po „S@motność w sieci” znowu sięgnę, chociaż tam autor wiedzą poszanował.

Niestety „Na fejsie z moim synem” jest zawodem miesiąca. Książka kiepska, kiepskim językiem napisana, ze zbędnymi powtórzeniami i takimiż samymi powtórzeniami…

Nie mam za to absolutnie żadnych zarzutów jeśli chodzi o audiobooka, świetna pani lektor doskonale oddawała nastrój książki, miły głos, odpowiednia intonacja, wczuwanie się w treść. Brawa dla Pani, która nie pozwoliła mi zasnąć, ale skupiała moją uwagę, przecież nie lektora wina, ze książka cienka…
Absolutnie nie polecam!


Na półkach: Przeczytane

Po książkę sięgnęłam, zaciekawiona tytułem. Jako że sama jestem przypadkiem totalnie anty-fejs, miałam nadzieję że autor rozprawi się z tą świątynią lansu i bezlitośnie obnaży jej nicość, posługując się mistrzowskim sarkazmem i szyderstwem. Niestety przeliczyłam się.
Mam nieodparte wrażenie, że książka pisana była na szybko i dla kasy, w celu podreperowania domowego budżetu. Fabuła byłaby intrygująca, refleksje głębokie i soczyste , a proponowane prawdy godne wzięcia pod głębszą rozwagę, gdyby książka wyszła spod pióra 16 latka :)
A jako że wyszła spod pióra doświadczonego, 58- letniego pisarza, to automatycznie staje się zwykłą, kioskową szmirą. Poza tym za dużo suchych i zupełnie niczego do powieści nie wnoszących faktów naukowych, za dużo dat, nazwisk, epatowania wiedzą encyklopedyczną. Momentami miałam wrażenie, że czytam Wikipedię :)


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 marca, 2012

„Świat jest tak psychodelicznie-pięknie-skomplikowany,
że tylko na jakimś megahaju można było go sobie wymyślić.”s. 44





Janusz Leon Wiśniewski w swojej najnowszej książce „Na fejse w moim synem” próbuje się zmierzyć z trudnym tematem, mianowicie usiłuje zrozumieć funkcjonowanie świata poprzez rozmowę ze swoją matką, Ireną Wiśniewską, zmarłą w 1977 roku, która pisze do niego z czeluści piekielnych. Z jednym z wywiadów autor powiedział, że jest to sposób na dokończenie rozpoczętych za życia rozmów. Sposób, w jaki to robi jest dość specyficzny, ponieważ matka kontaktuje się z nim na Facebooku. Chwyt marketingowy czy głębsze znaczenie? Pozostawię to bez oceny. Podtytuł powieści jasno wskazuje, że jest to historia surrealistyczna, można, więc powiedzieć, że umiejscowienie Ireny Wiśniewskiej w piekle jest usprawiedliwione. Bo jakże niewielki wybór miał autor, nudne niebo, nijaki czyściec i piekło. W piekle jest ciekawie, można spotkać interesujące osobowości, usłyszeć jak to było naprawdę.

Właśnie odwołanie do rzeczywistych zdarzeń z przeszłości, spotkanie z takimi ludźmi jak Stalin, Hitler czy Monroe, dodaje autentyzmu. Irena Wiśniewska często odbiega od tematu głównego, oddając szerszy kontekst problemu, mam wrażenie, że każda ich rozmów zaczyna się od słów: Synku, czy wiesz, że…

W odniesieniu do tej książki można powiedzieć, że słoność do ekshibicjonizmu Janusza Leona Wiśniewskiego wzięła się z tęsknoty do matki. Co by nie mówić, w tej książce znajdziemy wiele prywatnych historii rodzinnych, intymnych wyznań, ale całość otoczona jest czułością, miłością i życzliwością. Już sam sposób, w jaki zwraca się do syna Irena Wiśniewska wskazuje na bliskie relacje, jakie ich łączyły.

Myślę, że jest to najbardziej dopracowana językowo książka tego autora, czytając kilkakrotnie miałam wrażenie, że autor bawi się językiem, że sprawia mu radość samo pisanie. Natomiast samą fabułę określiłabym, jako poprawnie skonstruowaną, zabrakło mi różnicowania napięcia, całość jest jednostajnie poprawna, bez wzlotów czy upadków.

Po książki Janusza L. Wiśniewskiego sięgam bez zastanowienia, każda z nich jest inna, zaskakująca. Przeciwników i tak nie przekonam, natomiast zwolennicy tak czy tak sięgną po tę książkę. Jest to z całą pewnością książka warta uwagi.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 20 marca, 2012

Fejsowe rozważania Ireny, czyli cóż tam ciekawego w piekle mój synu

Aż dziw bierze, że taka to „Irena bez matury” tak się w piekle naczytała, że zna odpowiedzi na niemal wszystkie pytania świata. Momentami przemądrzała, a momentami pełna refleksji „fejsowa bohaterka” opisuje swojemu synowi co się dzieje w piekle i kto się tam znajduje. Piekło Wiśniewskiego jest pełne cech charakterystycznych dla ziemi. Są ważni i ważniejsi, są nakazy i zakazy, są bary, puby i restauracje, jest też wszechobecny Internet. Czytając tę powieść zastanawiam się na czym właściwie polega piekło, bo nie różni się ono znacznie od życia na ziemi, a może nawet jest trochę lepsze…
Irena jest głosem z zaświatów, która swoimi opowieściami stara się przekazać synowi całą prawdę o sobie o życiu, bo jak twierdzi „Ty synku prosto ku piekłu zmierzasz”* Wiśniewski głosem Ireny pisze, że niebo jest nudne i tam nic się nie dzieje, a w piekle co chwile jakieś rewolucje, poruszenia, debaty i sympozja się odbywają. Począwszy od imprez urodzinowych Hitlera, poprzez przybycie Osamy Bin Ladena, a skończywszy na wizytach zacnych uczonych minionego świata: Freuda, Nietzschego czy Skłodkowskiej-Curie, którzy to do piekła z odczytami przybywają.
Cała powieść jest monologiem, w którym często Wiśniewski stosuje szyk przestawny, co dodatkowo urozmaica język, którym posługuje się Irena opisując często zbyt długotrwałe i monotonne wywody na tematy społeczno-religijne. Czytając fejsbukowe „monoteksty” Ireny Wiśniewskiej nasuwa mi się powieść "Balladyny i romanse" Karpowicza, ponieważ obydwie powieści tworzą ciekawy i odrębny obraz religii katolickiej. Jezus, który u Karpowicza staje się seksualnym i empatycznym amantem zakochanym w Nike, u Wiśniewskiego przybiera postać niemal fejsbukowego profilu z adresem Jezus@chrustus.pl. Bohaterka Irena przytacza równe apokryfy i dywaguje na temat związków Maryi i Józefa czy Jezusa i Marii Magdaleny twierdząc, że gdyby „Playboy” w tamtych czasach wychodził, z pewnością Maria Magdalena byłaby na rozkładówce.
Zastanawiam się czy tak naprawdę Nusza – syn Ireny w ogóle dostaje te wiadomości, czy nie są to przypadkiem puste majaczenia z odległego piekła krążące jedynie w myślach bohaterki…mimo wszystko powinniśmy się jednak strzec fejsbukowych wiadomości z zaświatów…



*Janusz L. Wiśniewski, Na fejsie z moim synem, Warszawa, 2012, s. 13.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 18 lutego, 2012

Przeczytałam 100 pierwszych Stron " na fejsie" i nie mogę dalej. Teraz już wiem dlaczego od Pana Janusza tak bije smutek, współczuję szczerze.

(Mam wszystkie Jego książki, ale z całym szacunkiem ta idzie do kosza..)


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 29 kwietnia, 2012

Trudno, niezwykle trudno jest powstrzymać się od zgryźliwości, złośliwości i paskudności po przeczytaniu książki Janusza L. Wiśniewskiego. O tym, że za panem, delikatnie mówiąc, średnio przepadam, pisałam przy okazji "Bikini". Pojawiła się okazja przeczytania jego najnowszej "powieści" i pomyślałam, że może warto zmierzyć się, raz kolejny, ze swoimi uprzedzeniami. Jednak, jak to z owymi bywa, wiecie pewnie sami najlepiej - jak się je już nabyło, to niezwykle trudno jest się ich pozbyć.

"Na fejsie z moim synem" to według okładkowego opisu rozmowa syna z matką, która pisze do niego za pośrednictwem portalu społecznościowego. Pisze nie z byle jakiego miejsca, bo z samego Piekła. Wiele się tam dzieje, skazani na wieczne potępienie nieźle się bawią, mając do dyspozycji szeroki zakres kanałów telewizyjnych, stacji radiowych oraz dostęp do Internetu - nieco zmodyfikowanego oraz cenzurowanego. I przyznam się od razu - taka wizja Piekła zapracowała na ocenę, którą wystawiłam powieści.

Irena Wiśniewska, zmarła w 1977 roku, dwukrotna rozwódka, matka dwóch nieślubnych synów, do Piekła trafiła, według niej samej (a właściwiej według jej syna) zasłużenie. Narratorem wydaje się być sama Irena Wiśniewska, jednak - nie dajmy się zwieść - to tylko przysłowiowa "przykrywka". Od pierwszego do ostatniego zdania nie mamy wątpliwości, że jest to Janusz L. Wiśniewski. "Matka" porusza wszelkie tematy - jak na osobę, która mało czym się za życia interesowała, Piekło wzbudziło w niej nie lada intelektualizm. Pisze do "Nuszki" o Bogu, wierze, przeznaczeniu, samobójstwach, miłości, poezji, sztuce, fizyce, chemii, genetyce. Tak, tak - dosłownie o wszystkim. A jak ktoś pisze o wszystkim, to najczęściej pisze o ... niczym.

Na okładce umieszczono szumne zdanie, iż jest to najbardziej osobista powieść autora "S@amotności w sieci". Prawda - jest. Jednak autor, który i w poprzednich powieściach, nie krył się ze swoimi skłonnościami do literackiego ekshibicjonizmu, tym razem postawił sobie poprzeczkę wysoko. I o zgrozo, przeskoczył ją, gdyż "Na fejsie..." to tak naprawdę nic innego jak wyrzucenie z siebie szerokim strumieniem, wszystkiego (!!!), co mu na wątrobie i innych częściach ciała leżało. Szkoda, że wykorzystał do tego swoją matkę, wkładając jej w usta słowa i sformułowania, których pewnie by się powstydziła. Czytanie tej powieści, jak napisał słusznie Artur na portalu Lubimy czytać, przypominało czytanie Pudelka czy wpisów na Facebooku niezbyt rozgarniętej znajomej czy znajomego. Pytanie jednak, kto powinien być tym faktem bardziej zażenowany - ja jako czytająca czy "pisarz", który to stworzył?

Bardzo długo brnęłam przez tę powieść - ewidentnym utrudnieniem była skrajna wielowątkowość i gadatliwość Ireny Wiśniewskiej. Będę jednak szczera - "Na fejsie ..." jest idealnym usypiaczem, a żaden z ogromnej liczby wątków tak naprawdę mnie nie zainteresował. Rzekoma rozmowa zapowiadana na okładce to jednak monolog - długi, mało ciekawy, usypiający. Przyznam, że przez całe ponad czterysta stron czekałam na odpowiedź "synusia". Nie doczekałam się, co wzmogło jedynie moje zniecierpliwienie.

Bardzo, ale to bardzo u JLW drażni mnie wymądrzanie się na temat kobiet - jak zawsze przemyślenia te wkładane są w usta bohaterek płci żeńskiej. I znowu - uogólnianie, upraszczanie, robienie z nas - kobiet - seksualnych idiotek, zachowujących się niczym kotki podczas rui. Dorzućmy do tego popisywanie się wiedzą z zakresu chemii, fizyki, co kompletnie nic nie wnosi w powieść, nudzi, nuży. Tego typu tyrady udowadniają jedynie jak wielkim ego obdarzony jest JLW. Wpisał się on ponadto, w dość ostatnio popularny trend, rozprawiania się z krytyką swoich dzieł. JLW jest przewidujący i już w treści powieści odniósł się do ewentualnych późniejszych zarzutów. "Budujące".

Aby jednak nie przesadzić z żółcią, chciałabym również zwrócić uwagę na kilka kwestii, które spodobały mi się w powieści. O pierwszej - wizji Piekła - już wspominałam. JLW wplótł ponadto kilka ciekawych, sentymentalnych wątków, które romantykom mogą się spodobać. Jednak historie w klimacie pokazania kobiecie swojego DNA czy opowieści o Greku pijącym krew menstruacyjną swojej kochanki - to już dokładnie coś, co mnie od JLW odrzuca. Ciekawie wypadały wątki stricte rodzinne - i to jest moim zdaniem najmocniejsza strona powieści.

Janusz L. Wiśniewski wzbudza skrajne emocje - albo się go uwielbia, albo nienawidzi. Ja raczej przypisałabym się do drugiej grupy - za dużo mnie w jego pisarstwie nie ujmuje, wręcz drażni, wkurza i zniesmacza. "Na fejsie z moim synem" to kolejny przykład grafomaństwa i raczej tandetnej literatury. Szkoda, bo tytuł niósł w sobie jakiś potencjał. A tak wyszło, moim zdaniem, jak zawsze - górnolotnie, ckliwie i nijako. I miejmy nadzieję, że "synuś" nie posłucha rady swojej matki zawartej w ostatnim zdaniu powieści:
"P.S. A jak czas, synuś, znajdziesz, to napisz kiedyś ..."

bazgradelko.pl


Przeczytana: 31 marca, 2012

„I wcale nie potrzeba się napić, aby Boga obecność poczuć.”*

Siadasz do komputera, włączasz go i łączysz się z Internetem, wchodzisz na załóżmy jakiś portal patrzysz i widzisz wiadomość od kogoś kto nie żyje. Pierwsza, druga, trzecia... i tak dalej. W wiadomościach tych zaś czytasz o wszystkim co tylko możliwe. O tematów rodzinnych po Boga.

Matka autora Irena Wiśniewska pisze do niego na Facebooku z Piekła. Poprzez te wiadomości czytamy o rodzinnych historiach i nie tylko. Irena porusza temat Boga, kultury, sztuki, wiary, miłości, fizyki oraz wiele innych ważnych rzeczy. Będąc w piekle obraca się „doborowym towarzystwie postaci jak: Hitler, Binladen, Wojaczek, Sylvia Plath, Marilyn Monero – to tylko niektórzy z towarzystwa.

Zawsze jak słyszę nazwisko Wiśniewskiego pierwsze co mi przychodzi namyśl to jego „Samotność w sieci”, którą to mogę czytać i czytać... Gdy sięgałam po „Na fejsie z moim synem” zupełnie nie wiedziałam czego się spodziewać i z lekkimi obawami zaczynałam przygodę z tą pozycją. Jednak w trakcie mimo pewnych minusów przekonywałam się, że polski autor po raz kolejny pokazał swój talent. Twórczość Wiśniewskiego albo się lubi, albo nienawidzi nie ma uczuć pośrednich i ja się z tym zgadzam. Wszystko zaczyna się od urodzin Hitlera, a później jest już tylko ciekawiej jeśli chodzi o poruszane wątki. Trzeba tylko pilnować aby się nie pogubić w tym co jest nam przekazywane - momentami miałam wrażenie, że nie zdążyłam się wczytać a już przeskakiwało się do kolejnego i całkiem odmiennego tematu. Trzeba czytać w skupieniu i powoli, bez pośpiechu, nawet jeśli chcemy się dowiedzieć co będzie dalej nie należy czytać na „łapu capu”.
Niekiedy miało się wrażenie iż jest się mimo wolnym świadkiem rozmów i wspomnień nie przeznaczonych dla osób trzecich. Takie osobiste wynurzenia zbliżają czytelnika z pisarzem lub postaciami. Niekiedy wzruszają, bawią lub przyprawiają o dreszcz. Widać, że przez te kartki przewija się próba rozliczenia autora z życiem, który robi tak jakby bilans swojej egzystencji. Z jednej strony widać wielką miłość, a z drugiej bardzo głęboki żal.
„Na fejsie z moim synem” nie jest łatwa w odbiorze i trudno ją ocenić. Styl, którym została napisana denerwował mnie i utrudniał czytanie, były momenty gdy jakiś fragment czytałam dwa razy by go zrozumieć. Prawdę jednak mówiąc autor wykazał się nie małą odwagą zważając na błędy przeszłości.
Pozycja ta ma plusy i minusy. Polecam ją fanom pana Janusza, zapewniam, że tu poznacie zupełnie innego człowieka niż do tej chwili.

*str. 222


Na półkach: Przeczytane, Moje książki

Jak uwielbiam książki Wiśniewskiego tak na tej jednak się zawiodłam. Męczyłam się z nią strasznie. Faktycznie jest bardzo osobista. Wydaje mi się, że właśnie autor przelał swoje wszystkie myśli i rozważania na papier. Może nie ma z kim po prostu o tym porozmawiać. Jeżeli ktoś ma nadzieję, że to będą takie same książki jak poprzednio to na pewno nie.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 25 lutego, 2012

Jestem rozczarowana tą książka i to bardzo. Nudna przeczytałam do końca tylko ze względu ze lubię autora ;(


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 16 marca, 2012

Kiedy dostałam nową książkę p.Wiśniewskiego do przeczytania ucieszyłam się w pierwszej kolejności z jej rozmiarów(jak do tej pory nie zawiodłam się na tej twórczości).Okazało się jednak,że ciężko mi było przebrnąć przez całość.Zaintrygował mnie pomysł na rozmowę matki z synem z piekła przy pomocy fejsa,gdyby tak można było faktycznie skontaktować się z bliskimi,dokończyć co się zaczęło lub powiedzieć czego się nie zdążyło powiedzieć.Poza tym pomysłem reszta była już pod górkę:sporo prowokacyjnych tematów,dużo naukowych wywodów.Z całości próbowałam jeszcze wyłuskać biograficzne wątki,ale generalnie odetchnęłam z ulgą gdy dobrnęłam do końca:pewnie na co innego liczyłam.


Przeczytana: 26 marca, 2012

Uważałam się za wielbicielkę Wiśniewskiego, jednak co książka, to gorzej [jak u Gretkowskiej]. Tutaj pseudofilozoficzny i pseudopopularnonaukowy bełkot. Książka rzucona po kilkunastu stronach. Poza tym - te peany na własną cześć...?! to nie przystoi.


Na półkach: Przeczytane, Rok 2012
Przeczytana: 21 kwietnia, 2012

"Nie dokończyłaś ze mną rozmowy. Umarłaś sobie. Tak się mamo nie robi.”

Nazwisko Janusza Leona Wiśniewskiego większości osób lubiących książki nie jest obce. Jeśli nawet ktoś nie miał okazji przeczytać choćby jednej książki tego polskiego pochodzenia, a mieszkającego w Niemczech pisarza na pewno kojarzy głośny i popularny film „Samotność w sieci”

Film jest oparty na książce J.L Wiśniewskiego o tym samym tytule.

Książka „Samotność w sieci „ nie przypadła mnie do gustu. Dlatego do „Na fejsie z moim synem” podeszłam z lekką rezerwą. Czytałam wiele opinii na temat tejże książki i nie wiedziałam zbytnio, czego się mogę spodziewać.

„Na fejsie z moim synem” jest to książka specyficzna, bardzo intymna i osobista. Jest to monolog nieżyjącej matki samego autora do niego samego. Matka jego Irena Wiśniewska z piekła piszę do niego wiadomości na facebooku .Jej wiadomości układają się w niezwykła opowieść, intymną i frapującą.

Irena przedstawia życie w piekle, jako drugie życie, pełne ciekawostek, plotek i życiowych historii i o nich m.in. synowi opowiada.

Matka Janusza Leona Wiśniewskiego opowiada mu swoje życie i losy jego rodziny poprzez jej pryzmat życia w czasie wojny m trudnych lat powojennych. Opowiada o swoich trzech mężach, skupiając największą uwagę na miłości do ojca pisarza. Wplata ona w tę opowieść liczne wywody na temat historii (Hitlera, Ewy Braun, Stalina itp.) sztuki (Monroe itp.), filozofii, nauk biologicznych, chemii, ale przede wszystkim religii i feminizmu.

Jest to książka antyklerykalna i głosząca bardzo wyraźne i głośno poglądy feministyczne. Dlatego nie jest to książka dla każdego. Często jest poruszana seksualność Jezusa oraz historia jakoby Józef powziął kroki by rozwieść się z Maryją, gdyż udowodnić chciał jakoby Jesus z nieprawego łoża pochodził.

Występują dywagacje na temat Ewy i Adama i tu mój ulubiony cytat z książki:
„ADAŚ nie wykazywał męskiej dojrzałości, ani opanowania. Napalonym burakiem był swoją drogą. Nawet wąż z nim rozmawiać nie chciał. Wolał z Ewą rozmawiać, bo inteligentniejszą istotą się wydawała. Ewa jest pierwszą feministką. To ona podejmuje niezależne decyzje za całą ludzkość. Jest autonomiczna”.

Matka Janusza używa wielu niewybrednych słów pod kierunkiem księży, Jezusa a nawet BOGA.

Często pisze do syna i tu cytat „Jezus mnie kręci, bo przystojny był”
Rozważa wiele aspektów religijnych. Zadaje trudne pytania filozoficzne. O sens miłości, wybaczenie, egzystencji itp.
Najbardziej rzuciło mi się stosunek Ireny do księży. Piszę,że potępia księży za ich stosunek do homoseksualistów, do zapłodnień in vitro. Nie rozumie ich stosunku do kobiet. Że kobiety służą księżom często jako obiekty wyłącznie seksualne, bez wartości samej w sobie. Drażni ją sytuacja, gdy maltretowana kobieta przychodzi do księdza po słowa otuchy, a otrzymuje słowa nagany, że „rodzina świętością jest”, „jak bije to kocha”.

Porusza ona trudny temat.Mianowicie temat przemocy wobec kobiet w krajach arabskich. Opisuje liczne historie oblania kwasem ciał kobiet i rozważa możliwość kary dla oprawcy.

Irenę bardzo boli stosunek świata do jej syna, którego kocha bardzo.
W tej książce pada wiele wulgarnych słów, wiele niewybrednych anegdot oraz różnorodnych rozważań.

Opowieści z historii różnorodnych często historycznych postaci, którzy w piekle odpokutowują swoje winy wraz z Ireną.

Poprzez te książkę pisarz wyraża swoje liczne poglądy oraz odnoszę wrażenie małe pretensje, do tych, którzy nie rozumieją jego koncepcji sztuki.

Odniosłam wrażenie, jakby chciał się trochę pochwalić swoimi licznymi tytułami naukowymi i swoją wiedzą (np. wiedzą z zakresu genetyki czy chemii). Jakby chciał pokazać światu, co w swoim życiu osiągnął. Wytłumaczyć się, że Polak żyję w Niemczech.

Postać matki i jej wyrazy miłości i uwielbienia do osoby Janusza ma być narzędziem w tym celu.

Co mi się nie podoba w tej książce to pewne „zakłamanie” stwierdzenia Ireny, jakoby ona prosta kobieta urodzona w Niemczech, a potem żyjąca w Torunia bez wykształcenia jest. By potem licznymi i fachowymi terminami na różnorakie tematy się tak obszernie wypowiadać.

Tak jak miałam mieszane uczucia zaczynając czytać te książkę miałam. Tak i ją kończąc te same uczucia zmieszania mi towarzyszą.
Trudno jest mi określić czy bardziej jestem na tak, (choć z autorem mam wiele wspólnych poglądów) czy na nie, bo jest coś, co mi trudno określić, co mi w tej pozycji nie pasuje.

Być może to częste zwroty uwielbienia samego Janusza?
Wielki plus za poruszanie wielu tematów tabu. Jednak trzeba mieć odwagę, by głosić publicznie tak nie popularne tezy.
Minus za zbyt wiele historii, które opowiada Irena, bo tworzy się swojego rodzaju nieład w fabule.

Jak wcześniej pisałam ,nie jest to książka dla każdego. Osobom bardzo konserwatywnym, religijnym i nielubiącym zbyt obcesowego podejścia do seksu radzę, by się zastanowili, by nie poczuć się zgorszonym bądź nawet powiedziałabym obrażonym.

www.figlarneczytanie.blogspot.com


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 10 kwietnia, 2012

dość nietypowa jak na Janusza L.Wiśniewskiego. Bardzo samokrytyczna, bo autor w słowach matki sam o sobie pisze,że jest "brzydki,gruby, za dużo pali". Pomiędzy wywodami o religii ( co bardziej wierzących niektóre mogą bulwersować), Bogu, miłości pojawiają się wspomnienia.
Nieiele o samotności i smutku, które JLW tak uwielbia. To książka,przy której częściej się uśmiechałam niż wzruszałam.
Warto, bo to interesująca książka


Przeczytana: 01 lutego, 2012

Dawno nie męczyłam tak książki jak tej... jest okropnie nudna i najgorsza ze wszystkich jakich do tej pory przeczytałam J.L. Wiśniewskiego.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 18 lutego, 2012

Rewelacyjna książka, polecam nie tylko fanom JLW :) Wg mnie najlepsza, po S@motności w sieci tego Autora.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 kwietnia, 2012

Ta książka mnie mocno irytowała podczas czytania. No bo to takie polskie obśmiać wszystkich i wszystko. Zdeprecjonować osiągnięcia innych samemu mając niewielką wiedzę w temacie bądź żadną. Choć jak sam autor ciągle wspominał ustami matki swojej piszącej na facebooku z piekła. I wykształcenie takie ma i z zawodu taki jest, a i od czasu do czasu trafiało się przypomnienie, że to córki na tej samej uczelni jak wspominany znany, a że autor światowy jest, bo lata samolotami. Trudno czasami było wyczuć czy to z powodu usprawiedliwienia czy z próżności. Autor obśmiewa i komentuje bieżące i odległe wydarzenia czy idee. Na dodatek jest to taki język ironii, zalatujący pajacowatością TVN-u czy Onet-u. Oszczędza w zasadzie tylko JP2 Nie wiem czy to aby nie zrazić czytelników, czy się podlizać. Autor ustami swojej matki komentuje wszystko co mu na sercu leży. Z drugiej strony jak przestawić swoje nastawienie. Ma dużo racji w tym co mówi, tyle, że są to takie oczywiste racje. To taki swoisty komentarz do publikacji Onet-owych wręcz. Nic nowego, nic odkrywczego. Sami to wiemy, i samych nas to irytuje. Jedynie pod koniec książki spora dawka wiedzy dla takiego niewykształconego buraka ze wsi jak ja. Na temat znanych osób w kontekście miłości tak ogólnie. Z tego skorzystałem i to mi się podobało, albo tylko przestało irytować. Również książkę należy potraktować jako taką osobistą autobiografię autora. Gdyby nie to zakończenie, byłbym poirytowany tą książką. Tak, sam nie wiem czy polecać ją, czy godna uwagi? W każdym razie warto ją doczytać do końca mimo początkowej irytacji. Każda książka i każdy autor zasługuje na doczytanie do końca co ma do powiedzenia. A że styl trochę irytuje, to może po prostu kwestia nastawienia.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 marca, 2012

już słyszę słowa krytyki i widzę psy, które wieszane są na autorze.a ja mam to w nosie.bo nie dla wszystkich są książki JLW. to trzeba być pokrewną duszą i czuć podobnie.inaczej się nie da.książka inna niż wszystkie.bardzo osobista i mnóstwo w niej informacji o autorze (ale to trzeba między wersami wyczytać). styl faktycznie dziwny, ale to było zamierzone, skoro to "słowa" matki, więc musiałay brzmieć inaczej, bo ona przecież w innych czasach żyła.czytając śmiałam się, ale też czasem smutno mi było.bo tak jest jak się czyta JLW.mam ulubione cytaty i zamieszczę je tutaj, bo tak wolę i chcę, bo mam swoje powody.

"Chciałabym go zapytać, dlaczego mnie tak podle zostawił.I dlaczego mi nie powiedział z jakiego powodu.Dla kobiety to ogromnie ważne wiedzieć.Ta wiedza, dlaczego mężczyzna nagle postanawia odebrać kobiecie swoją uwagę, czułość i opiekę, wartość w sobie ogromną niesie"

" Nie wiedziałem tak naprawdę, od którego momentu kobieta staje się "moją", ale przypuszczam, że to się wydarza, gdy nie wstydzę się przy niej płakać".

"Bo kiedy kobieta mężczyźnie, także żona mężowi, powie lub napisze, że go kochać przestała i że nie chce z nim ani czasu oraz miejsca wspólnego, ani rozmów, ani wzruszeń, ani dotyku, ani połączenia dzielić, to ważniejsze to jest aniżeli pieczątka sądu oraz podpis sędziego na dokumencie jakimkolwiek.A gdy powtórzy mu to razy wiele, staje się wówczas prawem jej niepodważalnego prawa do wolności wynikającym".

"A potem mnie pierwszy raz czułością swoją oszołomił i dbać o mnie zaczął.I się o mnie troszczyć.I moimi zmartwieniami się zamartwiać.I moim śmiechem się śmiać.I moim smutkiem smucić.I moimi lękami bać.I moimi pragnieniami pragnąć".


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 23 marca, 2012

W tej książce jest wszystko i nic. Czyli nic, bo jak się chce mówić o wszystkim, to wychodzi nic. A może Wiśniewski sam nie wiedział o czym ta książka ma być i dlatego zmieszał taki koktajl z krótkiej historii czasu, wspomnień osobistych, dorzucił feministyczne teksty – i bestseller gotowy. Nie wiem dlaczego autor twierdzi, że książka ta ma być „spłaceniem długu wobec własnej matki”, próbą rozmowy z nią i nadrobieniem straconego czasu – skoro Wiśniewski prezentuje w niej wyłącznie własne opinie, włożone w usta matki. Czemu autor nie napisze jakiejś książki popularnonaukowej, gdzie będzie mógł swobodnie prezentować swoje teorie, zamiast nabierać czytelników na pseudonaukowy bełkot pod płaszczykiem „osobistej historii”?
Poza tym nawet teorie fizyczne czy teologiczne można przekazać strawnym językiem, a strumień myśli Wiśniewskiego, z manierą niemiecką czasowników na końcu umieszczania dla mnie strawny nie jest. Przypominało mi to opowieść gościa ze słowotokiem, który potrafi zupełnie swobodnie przejść od wczorajszego obiadu do Freuda, teatrologii i budowy samolotu.
W dodatku wszystko wskazuje na to, że synuś nie odpowiedział na ani jedną epistołę… Myślę, że Irena Wiśniewska przewróciłaby się w grobie, gdyby przeczytała tę książkę. "Na fejsie z moim synem" jest pretensjonalne i niestrawne. Szczerze odradzam.