matram 
kobieta, Frankfurt/Oder, status: Czytelniczka, dodała: 7 książek i 13 cytatów, ostatnio widziana 24 minuty temu
Teraz czytam
  • Błękit
    Błękit
    Autor:
    Autorka bestsellerowej Historii pszczół – sprzedanej w Polsce w nakładzie 65 tysięcy egzemplarzy – powraca z niezwykłą powieścią o... wodzie. Przyszłość bez niej jest bardziej przerażająca niż świat b...
    czytelników: 1136 | opinie: 100 | ocena: 6,7 (335 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-02-15 17:47:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Innego życia nie będzie” to kolejna książka Marii Nurowskiej o miłości, napisana z zupełnie innej perspektywy niż dotychczas. O uczuciu między młodym wojewodą Stefanem i Wandą, która po wojnie została jego sekretarką, dowiadujemy się głównie z pisanych przez nią przez całe życie dzienników. Ostatnią wolą Wandy było by przekazać je byłemu mężowi. Jeśli los chciałby, by to on pierwszy odszedł z... „Innego życia nie będzie” to kolejna książka Marii Nurowskiej o miłości, napisana z zupełnie innej perspektywy niż dotychczas. O uczuciu między młodym wojewodą Stefanem i Wandą, która po wojnie została jego sekretarką, dowiadujemy się głównie z pisanych przez nią przez całe życie dzienników. Ostatnią wolą Wandy było by przekazać je byłemu mężowi. Jeśli los chciałby, by to on pierwszy odszedł z tego świata, dzienniki miały zostać włożone do jej trumny.

Lektura wspomnień jedynej kobiety, która kochała go prawdziwie przez całe życie zmusza Stefana do refleksji i budzi w nim ukrywane przez wiele lat emocje. Odkrywa on również sporo faktów z ich wspólnego życia, o których do tej pory nie miał bladego pojęcia (także dotyczących przyczyn ich rozstania…) oraz chociaż częściowo ma możliwość poznać ich drugiego syna, którego nigdy nie spotkał. Teraz będzie okazja, gdyż Stefan junior spełni też drugą wolę matki – przywiezie jej prochy do ojczyzny, by mogła spocząć w polskiej ziemi.

Historia trudnej, chociaż wielkiej miłości w czasach komunizmu. Godna uwagi, chociaż nie należy do moich ulubionych opowieści autorstwa Marii Nurowskiej. Chyba najbardziej podczas czytania przeszkadzała mi stylistyka jaką autorka wybrała. Wanda było dobrą, choć prostą kobietą ze wsi i jej relacja – dostosowana do bohaterki – jest dość toporna, szczególnie mając na uwadze inne powieści Marii Nurowskiej, w których właśnie jej niepowtarzalny i płynny styl, był jedną z ważniejszych zalet, które tak mnie ujęły. Książa co prawda nie składa się z samych dzienników, ale te są zdecydowanie dominującą częścią fabuły. Myślę jednak, że nie każdemu będzie przeszkadzać ten rodzaj narracji, chociaż ja nie mogłam się przyzwyczaić. Mimo wszystko polecam tę książę, gdyż Nurowska już dawno wyrobiła sobie markę na światowym rynku literackim.

pokaż więcej

 
2019-02-14 14:46:05
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Moje życie z Mozartem” to bardzo specyficzna rozmowa prowadzona między autorem, a jego mistrzem – Mozartem – którego muzyka miała ogromny wpływ na życie pisarza i w której odnajdował odpowiedzi na trudne pytania, nurtujące go na przestrzeni lat. Schmitt prowadzi więc nietypowy dziennik. Jego nieregularne wpisy mają jednak adresata i jest nim właśnie Mozart. Jemu zwierza się ze swoich... „Moje życie z Mozartem” to bardzo specyficzna rozmowa prowadzona między autorem, a jego mistrzem – Mozartem – którego muzyka miała ogromny wpływ na życie pisarza i w której odnajdował odpowiedzi na trudne pytania, nurtujące go na przestrzeni lat. Schmitt prowadzi więc nietypowy dziennik. Jego nieregularne wpisy mają jednak adresata i jest nim właśnie Mozart. Jemu zwierza się ze swoich rozterek, pyta go o wskazówki kiedy pojawiają się wątpliwości i w tych listach dziękuje mu również za odpowiedzi, które odnajdywał za każdym razem w muzyce.

Bardzo osobista książka z wieloma wątkami autobiograficznymi, w której Schmitt miejscami może zbyt otwarcie mówi o swoich prywatnych sprawach, co jednak bez wątpienia przybliża czytelnika do pisarza. Poza tym możemy dowiedzieć się z niej sporo o muzycznych fascynacjach autora, który sam wybrał muzykę znajdującą się na dołączonej do książki płycie. (Ja mój egzemplarz nabyłam w antykwariacie i niestety nie posiadał kompaktu. Na szczęście, na podstawie spisu utworów muzycznych znajdującego się na końcu książki, można znaleźć poszczególne fragmenty online i je odsłuchać).

Wyjątkowo krótka, ale niezmiernie wartościowa książeczka, w której każdy odnajdzie kawałek siebie. Refleksyjna, inspirująca, ciepła i pozytywna, w której muzyka tworzy niepowtarzalny klimat. Nieśpieszna rozmowa między dwójką artystów z subtelną i magiczną muzyką w tle. Polecam zarówno miłośnikom Erica-Emmanuela Schmitta jak i melomanom, otwartym na różne gatunki, gdyż jest to niezwykle ciekawa książka również o „czytaniu” muzyki.

pokaż więcej

 
2019-02-13 20:16:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Good night Dżerzi” to pierwsza książka Janusza Głowackiego jaką przeczytałam i zrobiłam to tylko ze względu na fakt, iż została poświęcona Jerzemu Kosińskiemu, który jest jednym z moich ulubionych autorów. Jakoś do tej pory nie było mi po drodze z panem Głowackim i chyba niestety tak – póki co – pozostanie. Ale po kolei.

Narratorem książki jest alter ego autora lub może i sam Janusz...
„Good night Dżerzi” to pierwsza książka Janusza Głowackiego jaką przeczytałam i zrobiłam to tylko ze względu na fakt, iż została poświęcona Jerzemu Kosińskiemu, który jest jednym z moich ulubionych autorów. Jakoś do tej pory nie było mi po drodze z panem Głowackim i chyba niestety tak – póki co – pozostanie. Ale po kolei.

Narratorem książki jest alter ego autora lub może i sam Janusz Głowacki. Nie znam jego biografii na tyle dobrze, by stwierdzić czy we fragmenty dotyczące jego życia również wkradła się fikcja literacka, ale jakieś wątki autobiograficzne znajdziemy tu bez wątpliwości. Tak czy inaczej, Jerzy „Dżerzi” Kosiński jest tylko jednym z bohaterów opisywanych w tej książce i przez sporą jej część niestety zdominowanym przez inne postacie, które się w niej pojawiają. Wyjątkowo dużo miejsca poświęcone jest np. młodej Rosjance, malarce, którą z Moskwy zabrał do lepszego świata jej przyszły niemiecki mąż i która, w swoim czasie, pojawiać się będzie w otoczeniu Kosińskiego dość często. Chwilami miałam wrażenie, że fabuła kręci się raczej wokół niej.

Koncepcja książki przypomina bardziej zbiór dość luźno powiązanych ze sobą anegdot na temat Kosińskiego, ale i samego Nowego Jorku oraz życia artystyczno-kulturalnego, w którym uczestniczyli zarówno Kosiński jak i Głowacki oraz inni wspominani artyści i, jak to się dzisiaj ładnie określa, celebryci. Przez dość długi wstęp informacje o Dżerzim trzeba było wyłapywać jakby między wierszami.

Poza tym narrator, który w książce pracuje nad scenariuszem filmowym o Kosińskim, od czasu do czasu przedstawia sceny swego przyszłego filmu obrazujące retrospekcje z poszczególnych etapów życia Dżerziego. Sporo łudząco przypomina również fragmenty najgłośniejszej i najbardziej kontrowersyjnej powieści Kosińskiego – czyli „Malowany ptak” – która chyba najbardziej przyczyniła się do skandalu, upokorzenia oraz tragicznego końca autora.

Do stylu książki trzeba się bez wątpienia przyzwyczaić, ale gdy się już go zaakceptuje można się również w końcu sporo dowiedzieć o życiu Kosińskiego. W moim przypadku było to raczej usystematyzowanie wiedzy, którą posiadałam z innych źródeł oraz uzupełnienie, czy też wzbogacenie biografii Jerzego Kosińskiego.

Książka specyficzna, która nie oczarowała mnie jakoś mocno, ale absolutnie nie żałuję, że ją przeczytałam. Fragmenty dość mocne, zaskakujące i pewnie mogące szokować bardziej wrażliwych czytelników. Polecam oczywiście fanom Jerzego Kosińskiego.

pokaż więcej

 
2019-02-11 17:32:26
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Dziewczyna z Brooklynu” to dopiero druga powieść autorstwa Guillaume Musso, jaką miałam okazję przeczytać, ale z pewną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że pisarz ten już teraz trafił do grona moich ulubionych twórców. Chyba nikt (kogo znam/czytałam) nie pisze książek tak hipnotyzująco i które by aż tak trzymały w napięciu.

Głównym bohaterem, a zarazem narratorem thrillera pt.: „Dziewczyna...
„Dziewczyna z Brooklynu” to dopiero druga powieść autorstwa Guillaume Musso, jaką miałam okazję przeczytać, ale z pewną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że pisarz ten już teraz trafił do grona moich ulubionych twórców. Chyba nikt (kogo znam/czytałam) nie pisze książek tak hipnotyzująco i które by aż tak trzymały w napięciu.

Głównym bohaterem, a zarazem narratorem thrillera pt.: „Dziewczyna z Brooklynu” jest młody francuski pisarz. Pewnego wieczoru, krótko przed ślubem, po kłótni, w której jego narzeczona wyjawia mu pewien sekret dotyczący jej przeszłości, zszokowany Raphaël wychodzi z domu. Gdy po kilkunastu minutach przychodzi oprzytomnienie i wraca, by dokończyć rozmowę, która tak naprawdę nigdy się nie zaczęła, ponieważ dziewczyna pokazała mu zaledwie jedno zdjęcie, Anny już nie ma. Strach spowodowany jej zniknięciem narasta z minuty na minutę. Raphaël już wie, że zrobi wszystko by odszukać swoją ukochaną. Tym razem będzie prowadzić śledztwo w swoim imieniu, a nie jako bohater żyjący na kartach jego książek. Praktykę już ma, ponieważ Raphaël jest bardzo poczytnym autorem kryminałów…

Ta książka to wybuchowa mieszanka zaskoczeń, zwrotów akcji i niespodziewanego! Bardzo dynamiczna akcja trzyma w napięciu do samego końca. Porywającą fabułę można by spokojnie podzielić między kilka książek, a wszystkie i tak byłyby intrygujące. Charyzmatyczne postacie wywołujące całe spektrum emocji powodują, że czytelnik musi im wręcz kibicować! Jestem pełna podziwu dla fantazji i wyobraźni G. Musso. Do tego thriller ten napisany jest w bardzo dobrym stylu i czyta się go błyskawicznie. Nawet nie zauważyłam kiedy ten czas minął. Myślę, że nie ma takich słów, którymi można by wyczerpująco opowiedzieć o „Dziewczynie z Brooklynu” – tę książkę trzeba po prostu przeczytać. „Must read” dla wszystkich miłośników skomplikowanych historii, pełnych tajemnic, powodujących dreszczyk na skórze. Polecam!

pokaż więcej

 
2019-02-10 14:13:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Pracę nad powieścią pt.: „Kochaj bliźniego” Remarque rozpoczął wiosną 1938 roku będąc już na emigracji w Szwajcarii. Bazuje ona na autentycznej historii Kerna, którego poznał właśnie w Porto Ronco. Natomiast wątek Steinera jest całkowicie fikcyjny. Sam autor nie był do końca zadowolony z tej książki. Po tym jak ukazało się niemieckie wydanie (w 1941 r. w wydawnictwie emigracyjnym... Pracę nad powieścią pt.: „Kochaj bliźniego” Remarque rozpoczął wiosną 1938 roku będąc już na emigracji w Szwajcarii. Bazuje ona na autentycznej historii Kerna, którego poznał właśnie w Porto Ronco. Natomiast wątek Steinera jest całkowicie fikcyjny. Sam autor nie był do końca zadowolony z tej książki. Po tym jak ukazało się niemieckie wydanie (w 1941 r. w wydawnictwie emigracyjnym Bermann-Fischer w Sztokholmie) Remarque zaznaczył w swoim dzienniku, że prawdopodobnie lepszym rozwiązaniem byłoby umieszczenie na pierwszym planie tylko historii Steinera, zamiast naprzemiennie opowiadać o życiu trójki protagonistów. Jednak uważam, że to jest jedna z jego lepszych powieści – i właśnie dlatego, że opisał tych wszystkich bohaterów w taki sposób.

Powieść „Kochaj bliźniego“ opisuje losy trójki emigrantów, którzy zmuszeni byli opuścić ojczyznę po tym jak Hitler został wybrany kanclerzem rzeszy, a władzę przejęła NSDAP. Wyjechali oni bez dokumentów przez co nie mogli zostać przyjęci w żadnym innym europejskim kraju. Jak sami wspominali, jedyną ich ojczyzną stała się od tego momentu granica. Na szczególną uwagę zasługuje tu wręcz absurdalny wątek przerzucania emigrantów z jednego kraju do drugiego – jak jakąś piłeczkę ping-pongową. Nie wszyscy niestety byli w stanie poradzić sobie z tą sytuacją tak dobrze jak Ludwik. Wielu załamało się wcześniej czy później, inni jednak stworzyli sobie w tych chorych warunkach jakąś namiastkę społeczności i usiłowali prowadzić w miarę normalne życie.

Na początku opowieści, 21-letni Ludwik Kern – pół Żyd i syn zadenuncjowanego żydowskiego sprzedawcy perfum, poznaje w Wiedniu dwa razy starszego Steinera, którego aresztowano z powodów politycznych, jednak udało mu się uciec z obozu koncentracyjnego. Powoli stanie się jego mentorem, który odkryje przed nim wiele sprytnych tajników ułatwiających życie na wygnaniu bezpaństwowcom, ale i kimś bardzo bliskim – przyjacielem, na którym zawsze może polegać. Po jakimś czasie – podczas pobytu w Pradze, gdzie szukał swojego ojca – Ludwik pozna Ruth i zakocha się w niej. Od tego czasu będzie im przyświecać już wspólny cel, a razem – mając oparcie w drugiej osobie, będzie zdecydowanie łatwiej…

Remarque poruszał w swoich powieściach trzy główne nurty tematyczne: bezpośrednie wydarzenia wojenne (szczególnie w kontekście młodych żołnierzy), los emigranta oraz życie powojenne w nowej rzeczywistości. Najbardziej podobają mi się właśnie historie bezpaństwowców, które opisuje i uważam, że nikt nie robi tego tak doskonale jak on. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że wiele czerpie on z własnych doświadczeń, co prawda nie były one tak dramatyczne jak losy jego bohaterów, ale jednak. Poza tym historia przedstawiona w „Kochaj bliźniego” bardzo przypomina mi losy bohaterów „Łuku Triumfalnego”, który już zawsze pozostanie jedną z moich ulubionych książek.

„Kochaj bliźniego” to książka poruszająca bardzo ważny ale i uniwersalny (i dziś szczególnie aktualny) temat godności człowieka w czasie kiedy nie posiada on ważnych papierów stanowiących o jego wartości i decydujących o jego przeżyciu. Emigrant musi „mieć silne serce, by żyć bez korzeni”. Na szczęście Remarque zachował w swojej powieści równowagę, pozwalając spojrzeć na los emigrantów bardziej optymistycznie. Mimo wielu przeciwności losu, nie jest niemożliwe spotkać na swojej drodze ludzi, którzy się nie boją wykazać człowieczeństwem w stosunku do obcych i wyciągną do nich pomocną dłoń. W wielu przypadkach nie robią oni zresztą nic nadzwyczajnego, co przekraczałoby normy standardowego zachowania, jednak dla uchodźców to często ich być albo nie być.

Niezwykle emocjonująca, dramatyczna, przejmująca, refleksyjna ale i piękna opowieść – jak to zwykle u Remarque bywa… – która pozostaje na długo w pamięci. Szczerze polecam!

pokaż więcej

 
2019-02-07 20:35:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Kwartet klimatyczny (tom 1)

„Historia pszczół” to nietypowa saga opisująca losy ludzi, których życie związane było na różny sposób z pszczołami. Akcja powieści rozgrywa się naprzemiennie w trzech miejscach na świecie, które dzielą od siebie zarówno setki kilometrów, jak i lat, jednak fabuła bardzo płynnie przechodzi od jednej do drugiej opowieści uzupełniając całą historię i tworząc mimo wszystko jedną spójną całość.

...
„Historia pszczół” to nietypowa saga opisująca losy ludzi, których życie związane było na różny sposób z pszczołami. Akcja powieści rozgrywa się naprzemiennie w trzech miejscach na świecie, które dzielą od siebie zarówno setki kilometrów, jak i lat, jednak fabuła bardzo płynnie przechodzi od jednej do drugiej opowieści uzupełniając całą historię i tworząc mimo wszystko jedną spójną całość.

Pierwszym narratorem jest młoda Chinka Tao, która żyje w 2098 roku na prowincji i trudni się ręcznym zapylaniem kwiatów, gdyż w jej świecie pszczół już od dawna nie ma. Pracuje każdego dnia sumiennie przez wiele godzin, w niewygodnej pozycji, dla dobra społeczności. Aż pewnego dnia zdarza się tragedia, która już na zawsze odmieni nie tylko jej mały świat…

Drugą opowieść przedstawia XIX-wieczny niespełniony angielski uczony – William, który musiał poświęcić swoją karierę naukową dla dobra dość licznej rodziny. Jednak, kiedy większość dzieci jest już prawie dorosła, postanawia wrócić do obserwacji pszczół, które fascynowały go od dawna i udoskonalić model ula. Czy jednak uda mu się być prekursorem w tej dziedzinie i zdobyć światową sławę?

Ostatnia historia – najbardziej współczesna, bo z 2007 roku – opowiadana jest przez Georga ze Stanów Zjednoczonych, który jest z dziada pradziada pszczelarzem. Udoskonalił swoje gospodarstwo i posiada kilkaset uli. Pszczoły to cały jego świat, dba o nie najlepiej jak potrafi i marzy, że to dziedzictwo będzie mógł przekazać swojemu jedynemu synowi. Tylko czy jego powołaniem również będzie zajmowanie się owadami?

Ta książka to przede wszystkim piękna opowieść o relacjach rodzinnych – głównie między dziećmi a rodzicami, choć nie tylko. Autorka bardzo trafnie ujęła napięcia jakie się tam pojawiają, ale i uczucia jakie towarzyszą obu stronom tych układów. Jest to również powieść o wpływie i potędze natury. O tym jak bardzo człowiek jest od niej uzależniony i o tym, że potrafi się ona odwdzięczyć pięknym za nadobne, o czym nie można zapominać.

Myślę, że autorka w pewnym sensie próbuje przestrzec nas trochę i uświadomić, że chociaż jesteśmy podporządkowani naturze, to też bardzo dużo zależy od człowieka i w przyszłości będzie on ponosić konsekwencje swego działania – zarówno te pozytywne jak i negatywne.

Paradoksalnie, chyba od samego początku najbardziej zaciekawiła mnie dość futurystyczna opowieść Tao z końca XXI wieku, mimo że nie gustuję w opowiastkach przedstawiających nieprzewidywalne wizje przyszłości. Poza tym była to zdecydowanie najbardziej przygnębiająca i chwilami przytłaczająca historia. Jednakowoż ona chyba daje najwięcej nadziei, bo dotyczy tego czasu, na który mamy jeszcze wpływ. To taka kartka, którą możemy zapisać zupełnie inaczej jeśli będziemy postępować mądrze.

Wyjątkowa, inna, mądra, psychologiczno-przyrodnicza opowieść (bo zawiera też wiele interesujących naukowych faktów), podczas czytania której nie sposób się pozbyć ochoty na miód i wrażenia, że nieustannie towarzyszy nam bzyczenie pszczół. Osobliwe doświadczenie. Polecam!

pokaż więcej

 
2019-02-03 22:50:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Miłośnica” to fabularyzowana biografia Krystyny Skarbek vel. Christine Granville, która była polską agentką brytyjskiej tajnej służby Kierownictwa Operacji Specjalnych oraz wywiadowcą Secret Intelligence Service. Postać niezwykle interesująca i intrygująca, ale mam wrażenie, że jej osiągnięcia i zasługi są odwrotnie proporcjonalne do sławy jaką się okryła w swojej ojczyźnie. A szkoda, bo bez... „Miłośnica” to fabularyzowana biografia Krystyny Skarbek vel. Christine Granville, która była polską agentką brytyjskiej tajnej służby Kierownictwa Operacji Specjalnych oraz wywiadowcą Secret Intelligence Service. Postać niezwykle interesująca i intrygująca, ale mam wrażenie, że jej osiągnięcia i zasługi są odwrotnie proporcjonalne do sławy jaką się okryła w swojej ojczyźnie. A szkoda, bo bez wątpienia była to wybitna Polka, która zasługuje na to, by ją pamiętać.

Maria Nurowska w posłowiu do książki przyznaje, że dość długo nosiła się z zamiarem napisania książki o Krystynie Skarbek, która zafascynowała ją już dawno, bo jeszcze podczas słuchania opowieści jej ojca o hrabim Jerzym Skarbku – ojcu Krystyny, którego ten znał osobiście, a tym co obu panów połączyło była miłość do koni. W końcu wspomnienia o Krystynie stały się motywem przewodnim fabuły, której główna bohaterka – Ewa Kondrat – dziennikarka zwolniona z pracy, postanawia napisać książkę właśnie o Krystynie Skarbek. Jednak zanim to się stanie musi przeprowadzić bardzo wnikliwe śledztwo dziennikarskie, w celu zdobycia materiałów do książki. Łączy się to z licznymi podróżami zarówno w kraju jak i za granicą, podczas których udaje jej się dotrzeć do wielu mężczyzn z najbliższego otoczenia Krystyny, z którymi łączyło ja coś więcej niż tylko „praca zawodowa”, bo jak się okazuje to była właśnie taka „miłośnica”, robiąca piorunujące wrażenie na płci przeciwnej i potrafiąca rozkochać w sobie chyba każdego mężczyznę.

„Miłośnica” to kolejna bardzo oryginalnie i zupełnie inaczej niż poprzednie napisana książka Marii Nurowskiej, którą miałam przyjemność przeczytać. Ponownie jestem pod wrażeniem pomysłu autorki na fabułę. I chociaż opiera się ona na bardzo obszernym materiale dokumentalnym dotyczącym życia Krystyny, to jej fantazja i wyobraźnia zadziwia. Fenomenalnie wykorzystuje fakty, by stworzyć fikcję literacką. Zresztą te dwa światy przenikają się cały czas bardzo subtelnie i trudno je od siebie odróżnić. To wszystko powoduje, że jest to powieść godna uwagi, tak samo jak życie i osoba Krystyny Skarbek. Warto przeczytać chociażby z tego powodu, by móc poznać tę nietuzinkową postać. Polecam.

pokaż więcej

 
2019-01-31 23:02:07
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, W oryginale / po niemiecku

Książką pt.: „Obserwator” Charlotte Link potwierdziła swoją pozycję na liście moich ulubionych współczesnych autorów. Jej twórczość zapewnia mi sporą dawkę rozrywki, jaką lubię sobie serwować pomiędzy bardziej ambitnymi i wymagającymi lekturami. Jak zawsze u pani Link jest ciekawie, zaskakująco, intrygująco i nieszablonowo no i oczywiście temu wszystkiemu towarzyszy dreszczyk emocji i napięcie... Książką pt.: „Obserwator” Charlotte Link potwierdziła swoją pozycję na liście moich ulubionych współczesnych autorów. Jej twórczość zapewnia mi sporą dawkę rozrywki, jaką lubię sobie serwować pomiędzy bardziej ambitnymi i wymagającymi lekturami. Jak zawsze u pani Link jest ciekawie, zaskakująco, intrygująco i nieszablonowo no i oczywiście temu wszystkiemu towarzyszy dreszczyk emocji i napięcie stopniowane wręcz po mistrzowsku, do tego stopnia, że w pewnym momencie wprost nie sposób jest odłożyć książkę na później.

Jednym z głównych bohaterów jest tytułowy „Obserwator”, który z braku innych zajęć całymi dniami przygląda się życiu obcych kobiet. Ponieważ jest nadzwyczaj nieśmiały, nie udało mu się jeszcze nigdy do żadnej zbliżyć, albo chociaż poznać osobiście, by zamienić kilka słów. Swoją beznadziejną egzystencję wypełnia idealnym życiem obserwowanych przez siebie kobiet i ich rodzin. Jednak wkrótce spostrzega, że ta idylla wcale nie jest taka nieskazitelna, jak by mogło się wydawać. W tym samym czasie dochodzi do bardzo tajemniczych i brutalnych morderstw, których ofiarami są samotne kobiety zabite w wyjątkowo sadystyczny sposób sugerujący, że morderca kierował się niewyobrażalną nienawiścią do nich… Okazuje się również, że w niebezpieczeństwie jest jedna z obserwowanych przez Samsona kobiet, którą darzy on – jak mu się wydaje – głębszymi uczuciami. Czy policja znajdzie psychopatę, zanim ten dotrze do kolejnej ofiary?

Książka ta nie jest jednak typowym kryminałem, w którym przyglądamy się stereotypowo śledztwu na różnych jego etapach. To bardzo dobry thriller psychologiczny, w którym mamy do czynienia z ciekawie zarysowanymi i bardzo zróżnicowanymi sylwetkami bohaterów. Autorka porusza w nim także wiele ważnych i aktualnych problemów społecznych, których przez wzgląd na fabułę nie chcę tu konkretnie wymieniać. Nie usprawiedliwiam w żadnym wypadku haniebnego postępowania, ale kat również może być jednocześnie ofiarą.

Tym razem powieść Charlotte Link czytałam w oryginale i muszę przyznać, że „Beobachter” napisany jest w niezwykle dobrym stylu. Współczesny i rzeczowy język, bez zbędnych ozdobników spowodował, że książkę czytało się bardzo szybko i przyjemnie. Gdy tylko będę mieć okazję, sięgnę po kolejne utwory Link w języku niemieckim.

Wyjątkowo emocjonująca książka z dynamiczną akcją, pełną zaskakujących zwrotów. Ostatnie 100 stron trzeba przeczytać właściwie jednym ciągiem, by jak najszybciej poznać finał całej historii. Polecam wszystkim, którzy gustują w intrygujących i skomplikowanych fabułach, których czytaniu towarzyszą wypieki na twarzy.

pokaż więcej

 
2019-01-23 14:51:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Seria: Salamandra

„Kiedy była dobra” to pierwsza książka Philipa Rotha, która niestety nie wywarła na mnie pozytywnego wrażenia. Może dlatego, że należy do początkowej fazy jego twórczości? A może dlatego, że jest ona jedyną, której główną bohaterką jest młoda kobieta i – rzecz jasna – czytelnik nie może utożsamiać tej postaci z alter ego pisarza – tak często spotykanym w jego powieściach. Uważam, że akurat... „Kiedy była dobra” to pierwsza książka Philipa Rotha, która niestety nie wywarła na mnie pozytywnego wrażenia. Może dlatego, że należy do początkowej fazy jego twórczości? A może dlatego, że jest ona jedyną, której główną bohaterką jest młoda kobieta i – rzecz jasna – czytelnik nie może utożsamiać tej postaci z alter ego pisarza – tak często spotykanym w jego powieściach. Uważam, że akurat wątki autobiograficzne w twórczości P. Rotha są bardzo ciekawym elementem jego książek.

Powieść ta opowiada o młodej amerykance wychowanej na Środkowym Zachodzie, w pierwszej połowie XIX wieku. W zasadzie książka jest opowieścią o niej, na różnych etapach jej dość krótkiego życia, ale i przedstawiona z różnych perspektyw. Jeśli Roth chciał uchwycić w tej powieści obraz społeczeństwa z dawnych lat, to mu się bez wątpienia udało. Chociaż sądząc po opisie z okładki, spodziewałam się po tej pozycji jednak czegoś więcej.

Lucy jest bardzo zasadniczą osobą, dla której prawda i moralność to wartość największa i przedkładana ponad wszystko. Jej przesadna surowość w odniesieniu do zasad moralnych i obyczajów niemal zakrawa na obłęd. Oczywiście uważa, że to ona jest nieomylna i tylko to co myśli jest jedynym słusznym rozwiązaniem, które zresztą próbuje narzucić wszystkim w swoim otoczeniu. To wszystko sprawia, że nie sposób nie tylko utożsamiać się z tą postacią czy darzyć ją sympatią, ale też czytanie o niej jest niezmiernie męczące i wręcz toksyczne.

Do tego dochodzi bardzo długi, bo praktycznie na 1/3 treści „wstęp” do całej historii, podczas czytania którego zastanawiałam się nieraz, czemu ma on właściwie służyć. Dalej, minimalne zaciekawienie, jak doszło właściwie do tak tragicznego finału historii, ponieważ już na samym początku poznajemy również zasadniczego dziadka Lucy, który odwiedza jej grób i dopiero później przenosimy się w przeszłość - aż do jej dzieciństwa, poznając po kolei całą historię. Wreszcie – dosłownie na ostatniej stronie książki – finał – niestety rozczarowujący, bo taki nijaki…

Fakt – już jakiś czas temu chciałam poznać twórczość Philipa Rotha kompleksowo i pewnie prędzej czy później i tak sięgnęłabym po tę powieść, ale z czystym sumieniem stwierdzam, że cieszę się, iż mam to już za sobą i się nie powtórzy. Zdecydowanie bardziej trafia do mnie seria z Zuckermannem. Nie polecam, chyba że ktoś znalazł dla siebie cokolwiek interesującego w mojej opinii i mimo wszystko zaciekawiła go ta książka.

pokaż więcej

 
2019-01-19 22:44:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Z okazji obchodzonego 18 stycznia Dnia Kubusia Puchatka, który przypada z resztą na dzień urodzin jego twórcy czyli Alana Alexandra Milne, poczułam nieodpartą chęć, by sięgnąć po książkę z przygodami tego uroczego misia, który znany jest chyba każdemu. Spowodowane to było pewnie wszechobecnymi, na każdym niemal portalu książkowym, złotymi myślami niedźwiadka o małym rozumku. Cóż… czasem tak... Z okazji obchodzonego 18 stycznia Dnia Kubusia Puchatka, który przypada z resztą na dzień urodzin jego twórcy czyli Alana Alexandra Milne, poczułam nieodpartą chęć, by sięgnąć po książkę z przygodami tego uroczego misia, który znany jest chyba każdemu. Spowodowane to było pewnie wszechobecnymi, na każdym niemal portalu książkowym, złotymi myślami niedźwiadka o małym rozumku. Cóż… czasem tak jest, że to książki wybierają nas, a nie my je.

Poza tym… dlaczego tylko dzieci miały by czytać bajki?! Każdemu polecam czasem zrobić sobie taki „powrót do przeszłości” i do swoich wspomnień. Bardzo ciekawe doświadczenie spojrzeć na jakąś książkę z zupełnie innej perspektywy - po latach i „odkrywać” w niej coś nowego. Z resztą jak mówi jedno z moich ulubionych powiedzeń Juana Valery „Książki są odwrotnością armat – im krótsze i lżejsze, tym dalej niosą.”.

I chociaż sądzę, że „Kubusia Puchatka” nikomu nie trzeba reklamować, to podsumuję, że jest to urocza i dowcipna opowieść, pełna „puchatych” mądrości, która wywoła uśmiech na twarzy każdego czytelnika. Miła odskocznia od „prawdziwych” książek „na poważnie”. Polecam!

pokaż więcej

 
2019-01-18 19:44:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Ze wstydem muszę przyznać, że trochę ociągałam się zanim sięgnęłam po współczesny thriller medyczny Krzysztofa Koziołka pt.: „Nie pozwól mi umrzeć”. Uwielbiam jego kryminały retro, klimat tamtych lat, porywającą fabułę z historią w tle. Jednak inny typ powieści wcale nie znaczy gorszy. Co więcej – książka spodobała mi się już od pierwszych stron i spowodowała, że nie mogłam się od niej oderwać... Ze wstydem muszę przyznać, że trochę ociągałam się zanim sięgnęłam po współczesny thriller medyczny Krzysztofa Koziołka pt.: „Nie pozwól mi umrzeć”. Uwielbiam jego kryminały retro, klimat tamtych lat, porywającą fabułę z historią w tle. Jednak inny typ powieści wcale nie znaczy gorszy. Co więcej – książka spodobała mi się już od pierwszych stron i spowodowała, że nie mogłam się od niej oderwać przez 3 dni. Teraz już chyba na każdą kolejną książkę Koziołka będę czekać z wielką niecierpliwością.

Na początku książki czytelnik poznaje trzy oddzielne historie trójki bohaterów, którzy pozornie nie mają ze sobą nic wspólnego. Rozdziały naprzemiennie opisują więc losy około 40-letniej rozwódki z Poznania, która nie ma najlepszego czasu przed sobą, jednak tę największą tragedię już przeżyła i nie był nią wcale rozwód, ale czy poradziła sobie z nią? Dalej poznajemy perypetie młodego mężczyzny z Wrocławia, który usiłuje zgłosić na policję nietypowe zaginięcie żony, jednak nikt nie dowierza jego opowieści. Jest też policjant z Zielonej Góry, który podczas przymusowego urlopu zostaje poproszony przez kolegę z dawnych lat o pewną przysługę… Jak można się domyślać tych troje spotka się wcześniej niż możemy przypuszczać. Co ich połączy i jaki będzie finał tej przygody? Wspomnę tylko, że pojawi się prywatne śledztwo na granicy prawa, morderstwa, zemsta, prowokacje, mistyfikacje.., a to wszystko w słusznej sprawie!

„Nie pozwól mi umrzeć” to porywająca powieść, z dynamiczną akcją i doskonale stopniowanym napięciem. Czytelnika czeka niejedna niespodzianka i to w momencie, kiedy wydawałoby się, że punkt kulminacyjny mamy już za sobą. Fabuła rozgrywa się wokół bardzo aktualnego problemu dotyczącego szczepień i związanych z nimi koncernów farmaceutycznych czerpiących z całego procederu niewyobrażalne zyski. W tym miejscu należą się słowa uznania dla autora, który wykazał się niesamowicie rzeczowym i dogłębnym research’em zagadnień medycznych – merytoryczna strona książki robi naprawdę duże wrażenie! Co prawda zwolennicy szczepień mogą zarzucać autorowi jednostronność, ale nie zawsze prawda leży pośrodku.

Jeśli już jestem przy samym autorze to niezmiernie miło mi jest również stwierdzić progres w jego twórczości. Warsztat pisarski z każdą kolejną książką staje się coraz lepszy – życzę w dalszym ciągu takiego rozwoju zawodowego! Chyba żadna z dotychczasowych powieści nie była napisana w tak dobrym stylu. Zresztą dużym plusem są też pojawiające się co jakiś czas elementy humorystyczne, które rozładowują napięcie i powodują, że czytelnik może chociaż na chwilę odetchnąć i przestać „obgryzać paznokcie” ze zdenerwowania. ;)

Ciekawe czy jeszcze kiedyś na kartach książek Koziołka spotkamy Dalię Chybę, Damiana Sarana czy też Ryszarda Grodzkiego. Chyba można mieć nadzieję, ponieważ i tym razem pojawił się, co prawda epizodycznie, ale jednak, znany stałym czytelnikom dziennikarz Andrzej Sokół. Z pewnością byłoby to pasjonujące spotkanie – jak ze starymi przyjaciółmi „po latach”. Póki co pozostają mi tylko wspomnienia, a tym, którzy jeszcze nie czytali – okazja do super rozrywki na najwyższym poziomie i to z przesłaniem – ku przestrodze. Bo jak brzmi ostatnie zdanie powieści: wszystkie wydarzenia w tej książce są co prawda fikcyjne, ale w każdej chwili mogą się wydarzyć. Szczerze polecam!

pokaż więcej

 
2019-01-14 21:57:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Psie serce” to nowela z 1925 roku, która przeczekała aż 63 lata zanim wydano ją w ojczyźnie autora.

Jest to satyryczna opowieść o moskiewskim profesorze, który przeprowadził próbę przeszczepienia psu ludzkiej przysadki mózgowej i jąder, co miało doprowadzić do odmłodnienia organizmu. Nietypowych skutków swojego eksperymentu Filip Filipowicz nie przewidział jednak w najśmielszych snach. Otóż...
„Psie serce” to nowela z 1925 roku, która przeczekała aż 63 lata zanim wydano ją w ojczyźnie autora.

Jest to satyryczna opowieść o moskiewskim profesorze, który przeprowadził próbę przeszczepienia psu ludzkiej przysadki mózgowej i jąder, co miało doprowadzić do odmłodnienia organizmu. Nietypowych skutków swojego eksperymentu Filip Filipowicz nie przewidział jednak w najśmielszych snach. Otóż Szarik zaczął przeistaczać się w człowieka, przejmując przy tym najgorsze cechy charakteru dawcy organów i przysparzając swojemu „panu” licznych kłopotów. I tak z ufnego, potulnego i poczciwego psiaka, stał się nie tylko aroganckim złodziejem, alkoholikiem i prostakiem, ale i donosicielem, który „pokąsał karmiącą go rękę”. Jednak profesor i na to znalazł sposób!

Bułhakow w tym krótkim, ale bardzo dowcipnym opowiadaniu przedstawił pierwsze lata po rewolucji, ukazując w krzywym zwierciadle absurdy dnia codziennego. Groteskowo i zabawnie ukazał sytuację w Rosji, która w żadnym wypadku nie była wesoła. Jednocześnie „Psie serce” obrazuje pogląd Bułhakowa, który mówi tak ewolucji, a nie rewolucji. Przestrzega też przed bezkarną ingerencją w prawa natury, która wielce prawdopodobne, obróci się przeciwko eksperymentującym.

Jeśli chodzi o krótkie formy Bułhakowa to „Psie serce” podobało mi się o wiele bardziej niż np. „Fatalne jaja”. Pełna wielu złotych myśli oraz zabawnych psich przemyśleń opowieść wywołująca mimo wszystko uśmiech na ustach. Bułhakow jakiego uwielbiam - w najlepszym gatunku! Szczerze polecam!

pokaż więcej

 
2019-01-13 15:28:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Listy miłości” to książka Marii Nurowskiej, która jak dotąd najbardziej mną poruszyła. Chociaż zdarzało mi się już mówić to o jej innych, przeczytanych wcześniej powieściach… Bez wątpienia jest to bardzo oryginalnie napisana i przejmująco smutna książka, która nie nastraja pozytywnie, ale przy tym wszystkim obcowanie z nią jest bardzo wartościowe i wprost nie sposób uwolnić się od tej... „Listy miłości” to książka Marii Nurowskiej, która jak dotąd najbardziej mną poruszyła. Chociaż zdarzało mi się już mówić to o jej innych, przeczytanych wcześniej powieściach… Bez wątpienia jest to bardzo oryginalnie napisana i przejmująco smutna książka, która nie nastraja pozytywnie, ale przy tym wszystkim obcowanie z nią jest bardzo wartościowe i wprost nie sposób uwolnić się od tej historii, nawet po przeczytaniu do końca. Historii bez wątpienia tragicznej, ale dającej dużo satysfakcji z możliwości poznania jej.

Narratorką „Listów miłości” jest młoda kobieta, która mimo, że pisze je do konkretnego adresata na przestrzeni lat (swojego ukochanego) to traktuje je bardziej jak pamiętnik, czy nawet pewną formę spowiedzi, przez którą próbuje dojść do ładu ze swoją skomplikowaną przeszłością. Elżbieta zaczęła pisać te listy żyjąc już jako Krystyna Chylińska - gdy wyszła z getta i przypadkowo trafiła do pewnej rodziny po stronie aryjskiej, która ją przygarnęła – tak po prostu, bo jej oczy mówiły wszystko i nie można było po prostu postąpić inaczej. W dniu kiedy napisała pierwszy list, miało też miejsce jej pierwsze spotkanie z mężczyzną, którego pokochała od pierwszego spojrzenia i to na całe życie.

W tych listach Krystyna przedstawia swoją dramatyczną historię, ponieważ nie umie powiedzieć prawdy patrząc prosto w oczy. I chociaż nie planuje tych listów nigdy wysłać, ani przekazać adresatowi, to chyba podświadomie pragnie, by on jednak poznał ich treść. Poznał, zrozumiał i wybaczył. Z resztą w pewnym momencie, kiedy już teoretycznie była na tyle dojrzała, że dałaby radę zmierzyć się ze zdarzeniami, które miały miejsce w getcie, jej fikcyjne nowe życie tak bardzo zaczęło prowadzić się własnymi torami, że nie umiała nad tym wszystkim zapanować. Nie chciała też chyba go przekreślić i pozbyć się go – tak po prostu, jednym ruchem. Miało bezsprzeczną wartość i było dobre. Pomijając oczywiście jej tajemnicę z tamtych lat, która niestety cały czas wisiała nad nim niczym upiór czekając na moment, by dać o sobie znać.

Książka zaczyna się od fragmentu ostatniego listu, więc czytelnik już od początku wie, jak zakończy się cała historia. Jednak narracja jest tak zbudowana - napięcie cały czas narasta, ciekawość z każdą stroną staje się coraz większa, odkrywają się kolejne zaskakujące fakty – że zaintrygowany czytelnik nie może się wręcz doczekać, by dojść do finału tej opowieści. To sprawia oczywiście, że nie sposób tej książki odłożyć na dłużej.

„Listy miłości” to nie tylko powieść obyczajowa z romansem w tle, to także bardzo dobre studium kobiecej psychiki. Maria Nurowska tak sugestywnie opisała uczucia jakie targają główną bohaterką i to co się dzieje w jej świecie wewnętrznym, że chwilami miałam wrażenie, że sama stałam się tą bohaterką i odczuwam ten sam ból, strach, dylematy, ale i namiętność, troskę i miłość, co ona. Przyznam, że rzadko mi się to zdarza podczas czytania książek. Wyjątkowe wrażenie…

Bardzo refleksyjna, emocjonująca, nostalgiczna powieść poruszająca temat tożsamości żydowskiej, trudnych wyborów determinujących całe późniejsze życie ale i wielu aspektów miłości. Szczerze polecam. I podtrzymuję moją opinię, że książki Nurowskiej nie są pisane tylko z myślą o kobietach.

pokaż więcej

 
2019-01-11 14:06:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Mam trochę mieszane uczucia po przeczytaniu książki Elisabeth Winder pt.: „Sylvia Plath w Nowym Jorku. Lato 1953 r.”. Absolutnie nie żałuję, że sięgnęłam po tę pozycję, gdyż zawsze czytając książki staram się znajdować w nich pozytywy, nawet jeśli mijają się z moim wyobrażeniem o nich, jednak czytelnicy, którzy nastawiali się na biografię lub ładny wycinek biografii Sylvii Plath, mogą czuć się... Mam trochę mieszane uczucia po przeczytaniu książki Elisabeth Winder pt.: „Sylvia Plath w Nowym Jorku. Lato 1953 r.”. Absolutnie nie żałuję, że sięgnęłam po tę pozycję, gdyż zawsze czytając książki staram się znajdować w nich pozytywy, nawet jeśli mijają się z moim wyobrażeniem o nich, jednak czytelnicy, którzy nastawiali się na biografię lub ładny wycinek biografii Sylvii Plath, mogą czuć się w pewnym stopniu zawiedzeni.

Książka Winder to właściwie zbiór retrospekcji dotyczących tamtego lata w 1953 roku, kiedy Sylvia wraz z 19 innymi dziewczynami, które wygrały konkurs organizowany przez czasopismo „Mademoiselle”, przyjechały do Nowego Jorku na staż jako redaktorki gościnne. Przez miesiąc mieszkały razem w kultowym hotelu Barbizon oferującym gościnę tylko kobietom i pracowały nad jednym z numerów czasopisma. Zajmowały się zbieraniem materiałów np. podczas wywiadów ze znanymi osobistościami, pozowały do zdjęć, które miały się ukazać na łamach gazety, a po pracy korzystały z oferty kulturalno-rozrywkowej, którą oferowało im zarówno „Madmoiselle” jak i Nowy Jork. Książka powstała na podstawie relacji tej właśnie grupki kobiet, które wspominały młodzieńczą przygodę w Nowym Jorku oraz swoją przyjaciółkę wyróżniającą się dość mocno na tle grupy.

Mamy więc do czynienia ze swoistym kolażem składającym się zarówno z opowieści o pracy przy numerze czasopisma – pełnym pikantnych ploteczek ale i emocjonujących wspomnień – oraz licznych dygresji autorki na temat nowojorskich realiów z 1953 roku. Autorka przy pomocy kompilacji postaci Sylvii oraz jej rówieśniczek tworzy portret typowej młodej kobiety stojącej u progu życia, mającej marzenia i plan na siebie oraz możliwości jego realizacji. Szansa, którą czasopismo regularnie oferowało gościnnym redaktorkom, była początkiem wielu karier. Ważne, by umieć tę okazję dobrze wykorzystać… To wszystko pozwala czytelnikowi wyrobić sobie bardzo dobry obraz na temat społeczeństwa i życia w jednej z bardziej znaczących i fascynujących amerykańskich metropolii, będącym niedoścignionym marzeniem na przestrzeni wielu lat.

Oczywiście, pomiędzy fragmentami niczym z telewizyjnego „Seksu w wielkim mieście” wyczytamy w tej książce sporo ciekawostek na temat Sylvii Plath – dotyczących głównie jej życia osobistego i upodobań, zdecydowanie mniej o jej profesji, z której jest powszechnie znana czyli tworzenia literatury. Informacje ograniczają się jednak głównie do tego jednego lata w 1953 roku, więc mogą co najwyżej zaostrzyć apetyt na pełna biografię Sylvii Plath lub być jej uzupełnieniem, jeśli ktoś zdążył już bliżej poznać tę poetkę.

Wg mnie jest to książka bardziej o życiu w Nowym Jorku, w której jakby przy okazji wspominana jest Sylvia Plath i jej nowojorski epizod, jednak nie zmienia to faktu, że Elisabeth Winder bardzo dobrze oddała charakter i atmosferę lat 50-tych, pozwalając czytelnikowi przenieść się choć na chwilę na Manhattan, który chyba też ją w pewnym sensie fascynuje, gdyż to już druga książka (po „Marilyn na Manhattanie. Najradośniejszy rok życia”) traktująca o „gwieździe w tym właśnie mieście”.

pokaż więcej

 
2019-01-07 20:11:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Po wojennej i dość przygnębiającej tematyce ostatniej przeczytanej przeze mnie książki potrzebowałam odmiany i czegoś zupełnie innego. Dlatego z wielką chęcią sięgnęłam po prezent od przyjaciółki czyli „Atlas szczęścia” (zaliczając przy okazji styczniowe wyzwanie LC – zresztą już po raz drugi).

Swego czasu moją uwagę zwróciło hygge, chociaż opis pojęcia nie przekonał mnie do zagłębienia się w...
Po wojennej i dość przygnębiającej tematyce ostatniej przeczytanej przeze mnie książki potrzebowałam odmiany i czegoś zupełnie innego. Dlatego z wielką chęcią sięgnęłam po prezent od przyjaciółki czyli „Atlas szczęścia” (zaliczając przy okazji styczniowe wyzwanie LC – zresztą już po raz drugi).

Swego czasu moją uwagę zwróciło hygge, chociaż opis pojęcia nie przekonał mnie do zagłębienia się w lekturę. Bardziej zaintrygowało mnie już ostatnio sisu wydając się mi trochę bliższe, chociaż też nie na tyle, by od razu coś o tym czytać. A tymczasem nieoczekiwane pojawił się „Atlas szczęścia” rozwijając wyżej wspomnianą tematykę i to na skalę globalną (!), gdyż autorka opisuje w swojej książce czym jest szczęście w 30 różnych krajach świata. Mamy więc tu porządną kulturową podróż przez ciekawostki i obyczaje, począwszy od Australii, przez Bhutan, Amerykę, Kanadę, Skandynawię, Indie, RPA, wiele krajów europejskich i skończywszy na Turcji czy też Japonii.

Książka jest nie tylko zabawna i dowcipna, ale też pouczająca i inspirująca. Można się z niej dowiedzieć wielu naprawdę interesujących rzeczy na temat życia w wymienionych przeze mnie powyżej i wielu innych zakątkach świata i to na dodatek z pierwszej ręki. Helen Russel podczas pracy nad swoim „przewodnikiem” bazowała na relacjach swoich zagranicznych znajomych lub też znajomych tych znajomych. To, czy cytowane porady wprowadzimy później w życie to już inna sprawa. Ale jeśli ktoś ma ochotę na picie alkoholu w zaciszu domowym i koniecznie tylko w samej bieliźnie jak typowy Fin, to dlaczego ma od dzisiaj (no dobra – od piątku) nie praktykować dającego szczęście KALSARIKÄNNIT? Stwierdzam, że każdy sposób jest dobry, by osiągnąć radość i zadowolenie, ważne by był zgodny z naszymi przekonaniami i naszym wewnętrznym „ja”.

Pod koniec każdego rozdziału znajdziemy kilka wskazówek jak przełożyć na nasze realia lokalne sposoby na szczęście. Muszę przyznać, że przy inspirujących pojawiały się też „oczywiste oczywistości”, które chyba mimochodem stosuję. Nie zmienia to jednak faktu, że by żyć szczęśliwym ważne jest pozytywne nastawienie, życzliwość dla otoczenia, regularny i aktywny wypoczynek na łonie natury oraz oczywiście spotkania z przyjaciółmi i rodziną. W „prostocie” siła!

Polecam – pozytywna dawka dobrej energii! Jak znalazł na początek roku!

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
167 142 2485
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (61)

Ulubieni autorzy (12)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (19)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd