Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
matram 
kobieta, Frankfurt/Oder, status: Czytelniczka, dodała: 3 książki i 13 cytatów, ostatnio widziana 6 godzin temu
Teraz czytam
  • Ciernista róża
    Ciernista róża
    Autor:
    Nowa powieść jednej z najpopularniejszych niemieckich powieściopisarek! Karin Palmer, była nauczycielka z Berlina, ogarnięta chęcią zmiany dotychczasowego życia, decyduje się wyjechać na angielską wy...
    czytelników: 3869 | opinie: 297 | ocena: 7,05 (1891 głosów) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-04-22 22:32:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Ebooki, W oryginale

„Łuk triumfalny” to druga po „Na zachodzie bez zmian” najbardziej znana powieść Remarque napisana przez autora na emigracji w Stanach Zjednoczonych, którą wydano tuż po wojnie w 1945 (najpierw w języku angielskim) i na całym świecie sprzedano w blisko pięciu milionach egzemplarzy, co sprawiło, że stała się ona prawdziwym bestsellerem.

Akcja powieści rozgrywa się pod koniec dwudziestolecia...
„Łuk triumfalny” to druga po „Na zachodzie bez zmian” najbardziej znana powieść Remarque napisana przez autora na emigracji w Stanach Zjednoczonych, którą wydano tuż po wojnie w 1945 (najpierw w języku angielskim) i na całym świecie sprzedano w blisko pięciu milionach egzemplarzy, co sprawiło, że stała się ona prawdziwym bestsellerem.

Akcja powieści rozgrywa się pod koniec dwudziestolecia międzywojennego w przededniu drugiej wojny światowej w Paryżu, gdzie z dnia na dzień atmosfera staje się coraz bardziej napięta, chociaż Francuzi cały czas nie wierzą w rozpoczęcie kolejnej wojny – lub może raczej nie chcą uwierzyć. Remarque czerpiąc z własnych osobistych doświadczeń przedstawił w „Łuku triumfalnym” pełne dramatyzmu losy niemieckiego emigranta prześladowanego w ojczyźnie i zmuszonego do jej opuszczenia.

Głównym bohaterem powieści jest doktor Ravic, który jako uchodźca nielegalnie ukrywa się we Francji i tam bez uprawnień praktykuje swój zawód. Przez swoją sytuację często podejmuje się bardzo ryzykownych lub niewygodnych operacji oraz innych niechcianych w środowisku lekarzy zajęć. Chociaż za swoją bardzo dobrą i rzetelną pracę dostaje zaledwie mały procent wynagrodzenia francuskiego lekarza, to i tak znajduje się w dużo lepszym położeniu niż większość emigrantów przebywających w Paryżu. Przede wszystkim dzięki temu, że trafił na przychylnych mu ludzi przez cały czas może uprawiać swój zawód, poza tym ma stałe źródło dochodu pozwalające mu się spokojnie utrzymać.

Pewnego dnia jego monotonne życie, toczące się głównie między kliniką a pokojem hotelowym, przerywa dramatyczne zdarzenie. Młoda kobieta chce popełnić samobójstwo skacząc z mostu. Ravic zabiera nieporadną Joannę, która właśnie straciła ukochanego, ze sobą stając się w pewnym sensie za nią od teraz odpowiedzialnym. Tak zaczyna się historia wielkiej, burzliwej ale i tragicznej miłości, która całkowicie odmieni życie głównego bohatera i sprawi, że zacznie znowu czuć, pragnąć, pożądać… - zacznie ŻYĆ, a nie tylko wegetować.

Wprawdzie miłość jest osią tej powieści i wątek miłosny między Raviciem i Joanną cały czas dominuje w przedstawionej przez Remarque historii, to autor porusza też wiele innych istotnych problemów. Ravica trzyma przy życiu nie tylko miłość ale i chęć zemsty, która w pewnym momencie przeradza się wręcz w obsesję. Czy będzie on w stanie pomścić śmierć ukochanej kobiety, do której doprowadził okrutny gestapowiec przesłuchujący i torturujący również jego – zanim trafił do obozu koncentracyjnego, z którego udało mu się na szczęście uciec i dotrzeć do Paryża? Czy on – lekarz, który powinien ratować życie, będzie w stanie je z zimną krwią odebrać?

Z tym zagadnieniem wiąże się również szeroko pojęta etyka lekarska. Do czego może się posunąć lekarz, który złożył przysięgę Hipokratesa – czy w imię dobra pacjenta, by ulżyć jego cierpieniom może przedwcześnie zakończyć jego bolesną egzystencję? Ale również czy może okłamać pacjenta gdy jego choroba jest na tyle zaawansowana, że nie jest w stanie mu już nic pomóc lub gdy sam znajduje się w trudnym położeniu i jego umiejętności są niewystarczające by wykonać skomplikowaną operację. Autor porusza również temat aborcji i jej mniej lub bardziej tragicznych skutków dla młodych dziewczyn, które nie widząc innego wyjścia poddają się zabiegowi w niepewnych warunkach często przypłacając to własnym życiem.

Oczywiście jednym z głównych motywów typowych dla twórczości pisarza, jest niezwykle trudna sytuacja uchodźców jako ludzi bez dokumentów, bez praw, bez ojczyzny, bez możliwości, zwieszonych w próżni, bez szansy na polepszenie swojego losu, samotnie zmagających się z codziennością, nie mogących zaznać spokoju, żyjących w ciągłym napięciu i ukryciu oraz zagrożonych chociażby możliwą w każdej chwili denuncjacją.

„Łuk triumfalny” to bardzo emocjonująca i złożona powieść skłaniająca do refleksji, która pozostaje z czytelnikiem jeszcze długo po zamknięciu książki. Z biografii Remarque dowiadujemy się, że praca nad nią była dla pisarza „osobistym wyzwaniem i autoanalizą, podczas której penetrował głęboko własna duszę i stan psychiczny”. Jako ciekawostkę mogę przytoczyć fakt, że główna postać kobieca – Joanna – została stworzona na wzór kochanki autora – Marleny Dietrich – zyskując jej sposób zachowania i kapryśność.

Na zakończenie chcę się jeszcze odnieść krótko do tytułowego łuku triumfalnego będącego symbolem militarnych zwycięstw i francuskiego patriotyzmu, a który pacyfistyczny Remarque utożsamiał z ludzkim cierpieniem i bezsensowną śmiercią, cytując ostatnie trzy zdania powieści: „Nigdzie nie było światła. Plac stał się morzem ciemności. Zginął w niej nawet Łuk Triumfalny”. Tak jakby nie był już nigdy konieczny, jakby nigdy nie musiał powstać…

Książka bardzo ważna, którą powinno się przeczytać! Polecam każdemu ceniącemu sobie klasykę literatury i nie tylko.

pokaż więcej

 
2018-04-19 14:11:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Ebooki
Autor:

Jest to pierwsza powieść Donny Tartt, którą przeczytałam, ale na pewno nie ostatnia.

Na ten tytuł natknęłam się zupełnie przypadkowo, przeczytałam opis fabuły i stwierdziłam, że może być ciekawa. Okazało się, że „Tajemna historia” jest niesamowicie wciągającą, trzymającą w napięciu do ostatniej strony, piękną książką, napisana pięknym językiem! Jedna z lepszych jakie czytałam. Taka...
Jest to pierwsza powieść Donny Tartt, którą przeczytałam, ale na pewno nie ostatnia.

Na ten tytuł natknęłam się zupełnie przypadkowo, przeczytałam opis fabuły i stwierdziłam, że może być ciekawa. Okazało się, że „Tajemna historia” jest niesamowicie wciągającą, trzymającą w napięciu do ostatniej strony, piękną książką, napisana pięknym językiem! Jedna z lepszych jakie czytałam. Taka współczesna „Zbrodnia i kara”. Jest więc morderstwo, są wyrzuty sumienia i jest również kara. (ale ciiii…. nie chcę za dużo zdradzać). To wszystko w świecie nastolatków studiujących w elitarnym college’u w Nowej Anglii. Poza tym spotkamy tu bardzo interesujące postaci budzące wiele emocji.

Jedyne do czego mogę się przyczepić to dość zwyczajny i pospolity tytuł, który raczej nie intryguje i nie zachęca (przynajmniej mnie…) do sięgnięcia po tę książkę. Na tym jednak kończą się minusy „TAJEMNEJ HISTORII”.

Szczerze powiedziawszy ta książka dała mi to, czego spodziewałam się kiedyś po przeczytaniu sławnego „Buszującego w zbożu”. Niestety „tam” było totalne rozczarowanie… „Tu” jest bardzo przyjemne zaskoczenie!

Podpisuje się obiema rękami pod stwierdzeniem, że „Tajemna historia” Donny Tartt jest uznawana za jedną z najważniejszych powieści końca XX wieku! Polecam!!!

pokaż więcej

 
2018-04-15 19:53:01
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Przyznam, że długo zwlekałam z przeczytaniem jakiejś książki Carlosa Ruiza Zafona. Może zabrzmi to nielogicznie, ale odstraszała mnie jego popularność, która swego czasu przerodziła się wręcz w „modę na Zafona”. Z niewielkimi oporami, ale i z ciekawością zdecydowałam się w końcu, kilka dni temu sięgnąć po „Cień wiatru”, by móc wyrobić sobie własne zdanie na temat twórczości autora. Przyznam,... Przyznam, że długo zwlekałam z przeczytaniem jakiejś książki Carlosa Ruiza Zafona. Może zabrzmi to nielogicznie, ale odstraszała mnie jego popularność, która swego czasu przerodziła się wręcz w „modę na Zafona”. Z niewielkimi oporami, ale i z ciekawością zdecydowałam się w końcu, kilka dni temu sięgnąć po „Cień wiatru”, by móc wyrobić sobie własne zdanie na temat twórczości autora. Przyznam, że już po kilkunastu stronach moje opory zniknęły całkowicie! Historia wciągnęła mnie bez reszty. Cudowna, wyjątkowa historia. I nie ważne ile napiszę na temat tej książki, mój opis nawet w najmniejszym stopniu nie odda jej „cudowności”. Całkowicie przepadłam za „Cieniem wiatru” i chyba za twórczością Zafona (chociaż jedna jaskółka wiosny nie czyni…)

„Cień wiatru” opowiada historię młodego chłopca – Daniela, którego ojciec pewnego dnia zaprowadził do bardzo tajemniczego i wyjątkowego miejsca jakim okazał się ‘Cmentarz Zapomnianych Książek’. Chłopiec w labiryncie regałów zapełnionych od ziemi po sufit wszystkimi możliwymi książkami, miał wybrać jedną jedyną, która odtąd będzie tylko jego i którą będzie musiał ocalić od zapomnienia. Może nie brzmi to zbyt przekonującą i zachęcająco, ale to dopiero początek, który jeszcze przyjmowałam dość sceptycznie…

Wybór Daniela padł na „Cień wiatru” Juliana Caraxa i miał ogromny wpływ na jego dalsze życie, które poznajemy na kolejnych kartach książki. Książka zafascynowała go do tego stopnia, że zaczął żyć życiem jej bohaterów, którzy wkrótce okazali się nie być tylko fikcyjnymi postaciami wykreowanymi przez mało znanego autora… „Cień wiatru” stał się w pewnym stopniu jego małą „obsesją” – zapragnął dowiedzieć się wszystkiego o Caraxie i o tym dlaczego, ktoś próbuje zniszczyć wszystkie jego dzieła. I TO jest początek tej zaskakującej, niesamowitej i pięknej opowieści, w której okaże się, że życie Daniela, ma dużo więcej wspólnego z losami bohaterów, o których czytał w swojej ukochanej książce, niż mu się na początku mogło wydawać…

„Cień wiatru” nie jest jednak tylko książka o rozwiązywaniu zagadki i prowadzeniu amatorskiego „śledztwa” przez młodego chłopaka, które przyznam, bywało bardzo intrygujące i trzymające w napięciu! To wielowątkowa opowieści o miłości – tej pierwszej, prawdziwej, namiętnej, na całe życie – nie zawsze szczęśliwej, ale zawsze wyjątkowej i determinującej dalsze losy bohaterów. A tam gdzie jest miłość, często pojawia się i zazdrość, zawiść oraz zemsta! Czyli znajdziemy tu również dreszczyk emocji! Dla równowagi pojawi się także wyjątkowa przyjaźń zrodzona w zaskakujących okolicznościach, która połączy losy bohaterów już na zawsze. Może brzmi to jak banalne frazesy, ale to dlatego, że o „Cieniu wiatru” Zafona nie powinno się pisać, tylko go czytać!

C. R. Zafon nie tylko opisał fenomenalną historię, ale też przedstawił ja po mistrzowsku pięknym językiem, z którym obcowanie staje się ogromną przyjemnością. Klimat książki, plastyczne opisy miejsc Barcelony, bardzo zróżnicowane charakterologicznie postaci, ich wielkie emocje przenoszą czytelnika do pięknego świata wykreowanego przez pisarza. To jedna z tych książek, po których skończeniu pojawia się żal, że ma się już ją za sobą, że zna się już całą historię. Na szczęście historia ta na długo pozostanie w mojej pamięci i zawszę mogę do niej wrócić.

Obowiązkowa pozycja na półce każdego bibliofila, która zdecydowanie trafia na półkę moich „NAJ”! Szczerze polecam!

P.S. i jakoś tak miło mi się robi mając świadomość, że mój egzemplarz "Cienia wiatru" również pochodził z pewnego antykwariatu... :-)

pokaż więcej

 
2018-04-09 15:25:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Ponieważ „Darłowskie śledztwo Eberharda Mocka” to opowiadanie, jest niestety bardzo krótkie. I to właściwie jedyny mój zarzut, bo tym razem przygoda z Mockiem skończyła się, zanim na dobre zdążyła się rozpocząć. Szkoda, bo temat zdecydowanie można by rozbudować i stworzyć w ten sposób kolejną książkę.

Autor w swoim utworze skupił się tym razem stricte na dochodzeniu Eberharda Mocka, który ze...
Ponieważ „Darłowskie śledztwo Eberharda Mocka” to opowiadanie, jest niestety bardzo krótkie. I to właściwie jedyny mój zarzut, bo tym razem przygoda z Mockiem skończyła się, zanim na dobre zdążyła się rozpocząć. Szkoda, bo temat zdecydowanie można by rozbudować i stworzyć w ten sposób kolejną książkę.

Autor w swoim utworze skupił się tym razem stricte na dochodzeniu Eberharda Mocka, który ze względu na całkiem miłe wspomnienia, decyduje się przyjąć pewne nietypowe zlecenie i wybrać się po latach do Darłowa. Jak widać każdy czasem potrzebuje zmienić otoczenie i nabrać dystansu.

Nad morzem Mock ma odnaleźć zaginionego syna bardzo bogatego przedsiębiorcy w podeszłym wieku, który od wyniku śledztwa uzależnia treść swojego testamentu – w szczególności kto będzie spadkobiercą jego wielkiego majątku – syn czy może jednak sierociniec.

Mock rozwiązuje zagadkę nadzwyczaj gładko i błyskawicznie, jakby działał na zwiększonych obrotach. Jednak zakończenie opowiadania jest dość zaskakujące i mówi nam też co nieco o samym Eberhardzie Mocku, co zawsze jest wartością dodaną „kryminałów z Breslau”, bo fajnie jest kogoś poznawać – poznać „bardziej” i może z trochę innej strony. Polecam jako miły dodatek do biografii Eberharda.

Pod poniższym adresem znajduje się opowiadanie w bardzo ciekawej szacie graficznej wzbogaconej o stare fotografie opisywanych w nim miejsc.
http://bi.gazeta.pl/im/5/10590/m10590555,Darlowskie-sledztwo-Eberharda-Mocka.pdf

pokaż więcej

 
2018-04-09 11:03:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Grandhotel. Powieść nad chmurami” to druga – po „Niebie pod Berlinem” – książka Jaroslava Rudiša, którą przeczytałam i ponownie był to bardzo dobry wybór. Chyba coraz bardziej zaczynam ulegać czarowi czeskiej literatury i wcale mnie ten fakt nie martwi. „A tak na marginesie”, intrygujące jest to upodobanie autora do przestworzy… ;-)

Tytułowy „Grandhotel” – futurystyczna budowla o kształcie...
„Grandhotel. Powieść nad chmurami” to druga – po „Niebie pod Berlinem” – książka Jaroslava Rudiša, którą przeczytałam i ponownie był to bardzo dobry wybór. Chyba coraz bardziej zaczynam ulegać czarowi czeskiej literatury i wcale mnie ten fakt nie martwi. „A tak na marginesie”, intrygujące jest to upodobanie autora do przestworzy… ;-)

Tytułowy „Grandhotel” – futurystyczna budowla o kształcie odwróconego leja – położony jest malowniczo na szycie góry Ještěd, u podnóży której leży piąte pod względem wielkości miasto w Czechach czyli Liberec. Przewodnikiem po hotelu oraz narratorem opowieści jest główny bohater Fleischman. A opowiadać on będzie po prostu o swoim życiu. Niby nic nadzwyczajnego, tak samo jak on, jednak w tej opowieści jest coś magnetyzującego co przyciąga, wciąga i budzi wiele pozytywnych emocji, powodując, że czytelnik nie może odłożyć książki na później.

Fleischman obecnie pracuje w Grandhotelu u swojego kuzyna Jegra, który zaopiekował się nim po tym, jak odeszli jego rodzice. Nie był to może los wygrany na loterii, ale przynajmniej nie trafił do przytułku. Traktowany jest przez swojego zwierzchnika jak popychadło, przez co może budzić współczucie, jednak sam nie robi z tego faktu jakiejś tragedii. Raczej przyjmuje to ze stoickim spokojem, bo taki już jest. Pogodzony z losem, nie ma pragnień, nigdzie nie był – jak (stereo)typowy Czech, do niczego nie dąży, nic nie chce zmienić. I to jest też jego problem – niemożność osiągnięcia czegokolwiek.

Z resztą każda z pojawiających się w Grandhotelu osób ma podobny problem, tak jakby to miejsce przyciągało specyficzne podobne osobowości – życiowych nieudaczników, którzy nie osiągnęli zbyt wiele… W przeciwieństwie do nich Fleischman regularnie chodzi na spotkania do pani psycholog, podczas których próbuje zrozumieć siebie i przeanalizować swoje życie, tylko, że z tych wizyt też ciągle nic nie wynika…

Mimo swoich 30 lat na pierwszy rzut oka może wydawać się dość infantylny, nieporadny, trochę pokrzywdzony, jednak zdecydowanie nie można powiedzieć, że jest głupkiem, co dość często zarzucają mu inni wyśmiewając go. Po prostu jest dość nieprzeciętny, ma swój własny wykreowany przez siebie świat – świat który kręci się wokół… pogody, bo „od pogody – jak twierdzi – wszystko zależy” – z tego powodu zwany jest też Chmuromirem. A ponieważ położenie Grandhotelu daje mu fantastyczne możliwości do obserwacji warunków atmosferycznych oddaje się swojej pasji na całego stając się w tej dziedzinie prawdziwym ekspertem. Fachowo wypowiada się na temat różnych zjawisk pogodowych, potrafi je analizować tworząc wykresy, wyciąga trafne wnioski ze swoich obserwacji – „a tak na marginesie” ogólnie jest spostrzegawczym obserwatorem, którego przemyślenia są pełne życiowych mądrości – „tak na marginesie”. ;-)

Jego pasja – czyli pogoda, obserwowanie nieba i chmur dają mu szczęście. I w gruncie rzeczy, mimo, że ciężko mu osiągnąć cokolwiek, nie można powiedzieć, że całkowicie nie ma pragnień – „bo przecież każdy człowiek ma jakieś marzenia – jak twierdzi pani doktor.” Fleischman marzy by „wydostać się z tego miasta i zobaczyć wszystkie chmury świata. I może kiedyś tu wrócić. Ale żeby wrócić musiałbym najpierw odejść”. Czy takie stwierdzenie nie jest urocze tak samo jak i sam Fleischman?

Ja przyznam, że przepadłam za tą historią, za tą postacią, za tą książką. Może i napisaną trochę naiwnie lecz z humorem, dość prostym językiem, ale w przecież „książki są przeciwieństwem armat – im krótsze i lżejsze, tym dalej niosą.” „Grandhotel” jest bardzo nostalgiczną i pełną refleksji powieścią, która uświadamia nam, że by zrobić krok w na przód czyli w przyszłość należy najpierw uporać się ze swoją przeszłością. Trzeba pogodzić się z tym co było, stawić temu czoła – czasem wystarczy to po prostu głośno się do tego przyznać – jak Fleischman – i wtedy stajemy się wolni i wszystko może się udać i nawet „chmury będą na wyciągnięcie ręki”!

Czas spędzony „w” „Grandhotelu” był bardzo przyjemny i na długo pozostanie w mojej pamięci. Na pewno jeszcze kiedyś wrócę do tej niesamowicie pozytywnej książki, która na każdą myśl o niej wywołuje uśmiech na mojej twarzy. I ponieważ bardzo lubię czytać o miejscach, które znam, lub odwiedzać miejsca, o których czytałam, mam nadzieję, że uda mi się kiedyś dotrzeć na szczyt góry Ještěd do tego wyjątkowego hotelu. Ciekawe czy spotkam tam jakiegoś Fleischmana.

pokaż więcej

 
2018-04-06 20:36:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Ebooki
Cykl: Eberhard Mock (tom 5)

Po krótkiej przerwie wróciłam do kolejnej części serii o Eberhardzie Mocku i po raz kolejny się nie zawiodłam. Powiem więcej – była to chyba najbardziej zaskakująca i nieprzewidywalna książka Krajewskiego jaką przeczytałam do tej pory. W „Dżumie w Breslau” dzieje się bardzo dużo, akcja jest dynamiczna i pełna nieoczekiwanych zwrotów.

Biografia Mocka zostaje uzupełniona o kolejne wątki, które...
Po krótkiej przerwie wróciłam do kolejnej części serii o Eberhardzie Mocku i po raz kolejny się nie zawiodłam. Powiem więcej – była to chyba najbardziej zaskakująca i nieprzewidywalna książka Krajewskiego jaką przeczytałam do tej pory. W „Dżumie w Breslau” dzieje się bardzo dużo, akcja jest dynamiczna i pełna nieoczekiwanych zwrotów.

Biografia Mocka zostaje uzupełniona o kolejne wątki, które wyjaśniają sporo szczególnie w kontekście poprzednich części. Tym razem poznajemy dość młodego Eberharda, pracującego w wydziale obyczajowym wrocławskiej policji. Zajmuje się głównie prozaicznym spisywaniem prostytutek i ich alfonsów – praca dość niewdzięczna i nie dająca mu się za bardzo wykazać. Ale ponieważ Mock jest (m.in.) wielbicielem kobiet – wszelakich kobiet! – także tutaj potrafi się jakoś urządzić; mimo, że cały czas marzy o awansie i pracy w wydziale kryminalnym. I jak wiadomo (z poprzednich części) w końcu się tam znajdzie. Jak do tego doszło okaże się właśnie w „Dżumie w Breslau”! Nadmienię tylko, że jest to bardzo niebanalna i kręta droga.

Poza tym będzie intryga w wyniku, której bezkompromisowy nadwachmistrz stanie po drugiej stronie „barykady” i nawet trafi do więzienia! Będzie tajne bractwo – i to nie jedno… Pojawią się mizantropii w przerażających ptasich maskach i strojach typowych dla lekarzy walczących swego czasu z dżumą, będą brutalne morderstwa, które trzeba wyjaśnić i wiele innych niespodzianek!

I mimo, iż tym razem Marek Krajewski odchodzi trochę od typowej dla siebie stylistyki ukazującej mroczną, brutalną, zepsuta atmosferę Breslau, pełnej topograficznych i historycznych szczegółów, to nadal – a może właśnie dlatego bardziej – podoba mi się jego opowieść. Bo opowiadanie historii Eberharda Mocka zdecydowanie wychodzi na plan pierwszy – a jest to historia nie byle jaka! Ja jestem zachwycona i na samą myśl o niej uśmiecham się w duchu! Szczerze polecam!

pokaż więcej

 
2018-04-04 13:26:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg – najgroźniejszej polskiej agentki” to bardzo dobrze przeprowadzone i przedstawione śledztwo dziennikarskie Michała Wójcika. Muszę przyznać, że autor „miał nosa” gdy podczas pracy nad zleconym mu rocznicowym dodatkiem o Powstaniu Warszawskim, przeglądając kilkadziesiąt mniej popularnych książek na ten temat zwrócił uwagę na dość nietypowy opis kobiety,... „Baronówna. Na tropie Wandy Kronenberg – najgroźniejszej polskiej agentki” to bardzo dobrze przeprowadzone i przedstawione śledztwo dziennikarskie Michała Wójcika. Muszę przyznać, że autor „miał nosa” gdy podczas pracy nad zleconym mu rocznicowym dodatkiem o Powstaniu Warszawskim, przeglądając kilkadziesiąt mniej popularnych książek na ten temat zwrócił uwagę na dość nietypowy opis kobiety, która „przelazła przez barykadę, szła z pejczem w dłoni”. Tak zaczęło się tropienie nieznajomej w tysiącach archiwalnych materiałów, od jednej wzmianki, do drugiej – żmudna praca, która trwała kilka lat, ale przyniosła niesamowity efekt. Wójcik przyznaje, że Wanda Kronenberg stała się jego „obsesją” i tak jak inni mężczyźni ponad 70 lat wcześniej uległ jej czarowi.

Szokująca jest lista potencjalnych „adoratorów” Baronessy Kronenberg. Pod jej urokiem byli polscy, rosyjscy, niemieccy, ukraińscy oraz angielscy mężczyźni, z różnych grup społecznych – mundurowi, żołnierze, konspiratorzy, gestapowcy, esesmani, ale i arystokraci, inteligenci czy zwykłe cwaniaczki. M.in. jako Edith Müller, Wanda Jegoroff, agentka Wera i Lida współpracowała aż z 5 wywiadami (Gestapo, Abwehra, NKWD, Intelligence Service, AK). Swoją działalność konspiracyjną zaczęła jako 17latka zafascynowana rolą Jadwigi Smosarskiej w kręconym w jej rodzinnym dworku w Wieńcu filmie p.t. „Na Sybir!”, a skończyła jako wytrawny i przebiegły gracz mający zaledwie 22 lata.

Intrygująca jest nie tylko sama sylwetka Wandy, ale i sposób jej działania oraz motywacja. Ta polska famme fatale o żydowskim pochodzeniu „rządziła i dzieliła”, manipulowała i kontrolowała. Działalność szpiegowska stała się jej sposobem na życie – nie służąc celom wojskowym czy politycznym. Stawką tej niebezpiecznej gry, którą prowadziła na wielu frontach było życie – jej własne, rodziców, brata. Tak naprawdę pracowała wyłącznie dla siebie. Kłamała, oszukiwała, manipulowała i wykorzystywała innych, by przetrwać – w samoobronie.

Nie są do końca jasne okoliczności jej śmierci. Autor przytacza kilka relacji, z różnych źródeł. Jedno jest pewne – zginęła za szybko, nie tylko z powodu jej młodego wieku, ale i przez zbyt szybkie działanie egzekutorów. Nie udało się również ustalić czy jej ekshumowane z podwórka przy kamienicy na ul. Kruczej ciało trafiło do rodzinnego grobowca na Powązkach czy do zbiorowej mogiły ofiar Powstania Warszawskiego. Mimo, że po wojnie jej ojciec walczył o przywrócenie córce dobrego imienia, nie została zrehabilitowana.

W książce Michała Wójcika przeczytamy nie tylko o tytułowej agentce. Autor przytacza wiele interesujących faktów zarówno na temat Warszawy, która szybko stała się „pierwszoligowym miastem szpiegów” oraz o licznych „kolegach z branży”, którzy stanęli na drodze Wandy. W epilogu znajdziemy również informacje biograficzne o ważniejszych postaciach opisanych w książce, w szczególności o tym, jak toczyło się ich życie po wojnie.

Książka jest bardzo oryginalnie napisana – Michał Wójcik nie przytacza tylko suchych historycznych faktów. „Śledztwo dziennikarskie” uzupełniają również fragmenty fabularyzowane opisujące losy „Wandy Kronenberg” po 2 Wojnie Światowej. Bo jej historia nie skończyła się pierwszego dnia Powstania Warszawskiego kiedy została zastrzelona… Zaintrygowani? :-)

Poza tym autor bardzo często opisuję również w jaki sposób dotarł do nowych zaskakujących wiadomości dot. Wandy i jakie towarzyszyły mu przy tym emocje. Zwierza się czytelnikowi, trochę tak jakby pisał pamiętnik.

Chociaż pozostało niewiele pamiątek z majątku rodzinny Kronenbergów, w książce zobaczymy kilka fotografii przedstawiających Wandę, jej najbliższych oraz okolice, które były dla niej ważne. Na końcu gratka dla miłośników historii – kilka pełnych dokumentów – takich jak donosy, protokoły przesłuchań, raporty – „Lidy” ale i innych szpiegów z jej otoczenia, które wcześniej we fragmentach przytaczał Wójcik. Dają one możliwość usystematyzowania informacji o Baronównie, które poznaliśmy wcześniej.

Im dłużej myślę o Wandzie Kronenberg tym bardziej zastanawiający jest fakt, że nikt wcześniej – przez tak wiele lat – nie dotarł do tego tematu. Czyżby specjalnie został „przemilczany”, bo tak naprawdę koniec jej historii zdecydowanie nie należy do chlubnych epizodów Drugiej Wojny Światowej i Powstania Warszawskiego? Na ten temat również debatuje Michał Wójcik. Polecam serdecznie wszystkim miłośnikom historii okresu Drugiej Wojny Światowej i nie tylko!

pokaż więcej

 
2018-03-31 00:49:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Ebooki

„Żar” to powieść afabularna czyli nie posiadająca jakiejś jasno określonej fabuły, związki przyczynowo-skutkowe nie są ukazane w sposób systematyczny i uporządkowany. Właściwie cała „akcja” utworu opiera się na ukazaniu jednej rozmowy – w trakcie jednej nocy – pomiędzy dwoma przyjaciółmi, którzy ponownie spotykają się aż po 41 latach i 43 dniach. Ich spotkanie ma miejsce na początku XX wieku,... „Żar” to powieść afabularna czyli nie posiadająca jakiejś jasno określonej fabuły, związki przyczynowo-skutkowe nie są ukazane w sposób systematyczny i uporządkowany. Właściwie cała „akcja” utworu opiera się na ukazaniu jednej rozmowy – w trakcie jednej nocy – pomiędzy dwoma przyjaciółmi, którzy ponownie spotykają się aż po 41 latach i 43 dniach. Ich spotkanie ma miejsce na początku XX wieku, w cesarsko-królewskiej Monarchii Austro-Węgierskiej, pośrodku lasu w mrocznej scenerii feudalnego dworku, należącego do jednego z nich. Chociaż nie widzieli się bardzo długo, każdego dnia myśleli o sobie, a to o czymś świadczy.

Dla gospodarza to spotkanie było niezmiernie ważne, można by rzec, że czekał i przygotowywał się do niego właśnie te ponad 40 lat rozłąki. I miał nieuzasadniona pewność, że któregoś dnia dojdzie do niego. Czekanie stało się dla niego sensem i celem życia – trzymało go tyle długich lat, mimo wszystkich przeciwności przy życiu. Pragnął spotkać przyjaciela jeszcze chociaż jeden raz – nawet ten ostatni – byleby tylko osiągnąć w końcu spokój mogący zapewnić mu tylko rozmowa z Konradem – wyjaśnienie niewyjaśnionego i odkrycie prawdy. Uważa, że tę można poznać nie tylko po czynach, jest zdania, że słowa są równie ważne. Czy pamięć i wspomnienia nie zatrą jednak obrazu prawdy? Szczególnie po tylu latach?

Generał chciał, by tego wieczoru wszystko wyglądało tak jak podczas ich ostatniej kolacji, kiedy byli jeszcze młodzi, kiedy się przyjaźnili, kiedy była z nimi ukochana Krystyna i kiedy to następnego dnia Konrad znikną bez słowa. Służba starannie odtworzyła dawną scenerię dbając i najmniejsze detale. Był ten sam pokój w pałacu, ta sama dekoracja, tak samo nakryty stół, zaserwowano te same dania i trunki. Tylko biesiadnicy nie byli już tacy sami. Konrad zniknął nagle i wyjechał daleko w świat, który go zmienił, a Henryk pozostawiony ze swoimi przypuszczeniami, hipotezami i interpretacjami czekał cierpliwie pragnąc jeszcze czegoś – zemsty. Miała ona polegać na konfrontacji Konrada ze swoimi wspomnieniami i próbami ich wyjaśnienia. Wg. Henryka zazdrość przyjaciela o bogactwo i popularność są przyczynami jego działań.

Czytelnik dowiaduje się jeszcze jednego, że ta ostatnia kolacja przed laty poprzedzona była znamiennym polowaniem, podczas którego zdarzyło się coś bardzo niespodziewanego i co było przyczyną rozłamu tej męskiej przyjaźni. Coś o czym nawet dwóch mężczyzn biorących udział w tym zdarzeniu nie powiedziało aż do teraz ani jednego słowa – z resztą nie musieli mówić – oni wiedzieli i to wystarczyło… Na początku Marai nie opowiada nic więcej i nic więcej nie jest konieczne, by zafascynować czytelnika swoją (o)powieścią oraz stworzyć napięcie, które trzyma do samego końca.

Rozmowa będąca osią „Żaru” bardziej przypomina monolog, gdyż głos zabiera przede wszystkim główny bohater – Generał. Można odnieść wrażenie, jakby tego jednego wieczoru chciał wypowiedzieć wszystkie słowa, które nie padły z jego ust przez ponad 40 lat rozłąki. Zarówno Konrad jak i czytelnik poznają przemyślenia Henryka, zwierza się tak, jakby był u psychologa. W przejmujący i bardzo emocjonujący sposób przedstawia fakty, z przeszłości, niezwykle logicznie interpretuje je, stawia pytania, na które sam bystrze odpowiada. Jest zaangażowany emocjonalnie, ale jednocześnie opanowany, mimo, że wspomnienia są dla niego bolesne. Mimo iż wtedy – praktycznie w jednym momencie stracił zarówno ukochaną żonę jak i drogiego przyjaciela. Całonocna rozmowa jest bardzo wyczerpująca, trwa aż do momentu kiedy świece przestaną się palić. Co ciekawe oryginalny węgierski tytuł powieści „A gyertyák csonkig égnek” brzmi „Świece palą się do końca”. Przyznam, że nie spodziewałam się ani takiego zakończenia rozmowy, ani powieści.

W warstwie wierzchniej powieści Sandora Maraia znajduje się historia trójkąta miłosnego, jednak za nim pojawiają się takie wartości jak wierność, honor i prawda. Jest to intrygująca i piękna opowieść o męskiej przyjaźni i jej rozłamie, której autor pozostawił czytelnikowi sporo pole do interpretacji. Tylko czy to naprawdę była przyjaźń? Nic nie jest do końca pewne, chociaż może się wydawać oczywiste. Książka wymaga od czytelnika niesamowitego skupienia się, na każdym słowie. Nie ma tu zbędnych elementów.

Od samego początku intrygowało mnie dlaczego akurat 41 lat i 43 dni – chyba pozostanie to tajemnicą Maraia. Jednak ciekawym jest fakt, że autor, który w 1948 r. wyemigrował ze względu na przekonania polityczne do Stanów Zjednoczonych, po 41 latach życia ma wygnaniu popełnił samobójstwo (w 1989 r.). Powrót do ojczyzny nie wydawał mu się możliwy – w przeciwieństwie do Konrada…

Polecam – naprawdę warto!

pokaż więcej

 
2018-03-28 19:13:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

„Tête-à-Tête. Opowieść o Simone de Beauvoir i Jean-Paulu Sartrze” nie jest typową podwójną biografią, jak często określa się tę książkę. To historia niesamowitego i kontrowersyjnego związku dwójki wyjątkowych artystów, którzy stali się jedną z najsłynniejszych par świata XX wieku. Nie sposób mówić o jednym z nich nie wspominając o drugim.

Ponad wszystko cenili sobie wolność! Para nigdy nie...
„Tête-à-Tête. Opowieść o Simone de Beauvoir i Jean-Paulu Sartrze” nie jest typową podwójną biografią, jak często określa się tę książkę. To historia niesamowitego i kontrowersyjnego związku dwójki wyjątkowych artystów, którzy stali się jedną z najsłynniejszych par świata XX wieku. Nie sposób mówić o jednym z nich nie wspominając o drugim.

Ponad wszystko cenili sobie wolność! Para nigdy nie wzięła ślubu, chociaż ich związek można nazwać tzw. „otwartym małżeństwem”, nie mieszkali również razem, chociaż przez 36 lat spotykali się niemal codziennie. Razem pracowali, podróżowali, inspirowali się – zawsze mogli liczyć na siebie.

Zarówno Simone jak i Jean-Paul miewali kochanków – nie kryli tego faktu przed sobą, co więcej otwarcie o nich sobie opowiadali. Czasem zdarzało się tak, że jedno zakochiwało się w sympatii drugiego. Ich porozumienie opierało się na przekonaniu, że ich miłość jest „absolutną”, pozostałe są „drugorzędne”.

Nie była to łatwa relacja. Z czasem towarzyszyły jej liczne intrygi mające głównie związek z kobietami Sartre’a oraz z faktem, że przeważnie łatwiej i wygodniej było mu skłamać, niż kogoś zranić – szczerością. Myślę, że Sartre zdecydowanie lepiej odnalazł się, by nie powiedzieć „ustawił”, w tym układzie. Z resztą Simone o wiele bardziej pozytywnie przedstawiona jest przez autorkę niż Jean-Paul. Czytelnik darzy, ją sympatią, podziwia, czasem współczuje. Sartre potrafi natomiast zirytować głównie przez swój męski egoizm.

Książka przedstawia niezwykłą historię dwojga bliskich sobie ludzi – „taką, jaką Sartre i Beauvoir pragnęli uczynić swoje życie” – i sprawia, że ma się ochotę na więcej! Nie tylko poznać bardziej szczegółowo biografie tych dwojga, ale i ich twórczość. Mnie szczególnie zaintrygowało dzieło Simone p.t. „Druga płeć”, które planuję wkrótce przeczytać, ale i inne książki wielokrotnie wspominane w „Tête-à-Tête” są godne uwagi.

Żałuję tylko, że polskie tłumaczenie książki „Tête-à-Tête” – w przeciwieństwie do angielskiej wersji – pozbawione jest fotografii przedstawiających głównych bohaterów i inne postacie, które odegrały istotą rolę w ich życiach, a o których także możemy przeczytać w tej książce. Zdecydowanie podniosło by to wartość akurat tej pozycji, wydającej się być dopracowaną w najmniejszym szczególe. Autorka biografii sławnych osobistości – Hazel Rowley nie tylko na kilka lat przeprowadziła się do Paryża pisząc swoją książkę, ale i dotarła do wielu nie publikowanych wcześniej materiałów oraz przeprowadziła liczne wywiady z żyjącymi jeszcze osobami z najbliższego otoczenia de Beauvoir i Sartre’a. Jej sumienność i perfekcjonizm można zauważyć niemal na każdej kartce tej opowieści. Szczerze polecam, mimo iż nie jest łatwo „zdobyć” tę książkę! Ale zdecydowanie warto!

pokaż więcej

 
2018-03-22 10:27:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Ebooki, W oryginale

Jak wskazuje tytuł – akcja powieści rozgrywa się podczas jednej letniej nocy 1942 r. w portugalskiej stolicy, która przygotowuje się na nadejście nazistowskiej fali. Gdy „zaleje” ona tą ostatnią bramę, przez którą uciekają do wolnego świata wrogowie Trzeciej Rzeszy, nikt nie będzie mógł już czuć się wolny.

„Noc w Lizbonie” przedstawia rozmowę dwóch nieznajomych mężczyzn, którzy spotkali się...
Jak wskazuje tytuł – akcja powieści rozgrywa się podczas jednej letniej nocy 1942 r. w portugalskiej stolicy, która przygotowuje się na nadejście nazistowskiej fali. Gdy „zaleje” ona tą ostatnią bramę, przez którą uciekają do wolnego świata wrogowie Trzeciej Rzeszy, nikt nie będzie mógł już czuć się wolny.

„Noc w Lizbonie” przedstawia rozmowę dwóch nieznajomych mężczyzn, którzy spotkali się przypadkowo w porcie obserwując statek odpływający wkrótce do Nowego Jorku. Statek, który jawi się niczym mityczna arka ratująca na swoim pokładzie wybranych szczęśliwców zabierając ich do lepszego świata. Jeden z mężczyzn oddał by wszystko, by móc się na nim znaleźć wraz z ukochana kobietą. Nie ma jednak ani pieniędzy, ani wizy, pomijając już fakt, że wszystkie bilety od dawna są wyprzedane. Tylko cud mógłby sprawić, że uda im się uciec z Europy. I wszystko wskazuje na to, że tak się stanie, bo cud im bardziej niemożliwy, tym bardziej prawdziwy. Drugi mężczyzna, przedstawiający się jako Schwarz chcę odstąpić nieznajomemu dwa bilety, gdyż jak twierdzi nie są mu już potrzebne. W zamian nie oczekuje nic poza towarzystwem podczas tej trudnej dla niego nocy i możliwości opowiedzenia komuś swojej historii, by ocalić ja od zapomnienia. Tak zaczyna się ta specyficzna znajomość i wyjątkowa noc, która dla obu nieznajomych będzie miała ogromne znaczenie.

Historia opowiedziana przez Remarque mocno wciąga, mimo iż już na jej początku przyczyna rezygnacji z ucieczki do Ameryki, a co się z tym wiąże koniec historii Schwarza, wydaje się być oczywisty. Ciekawi jednak to, co było przedtem – jak wyglądało życie emigranta na obczyźnie, który musiał odnaleźć się i przeżyć w nowej i często absurdalnej rzeczywistości, kiedy z jednej strony nie otrzymywał pozwolenia pobytu w nowym kraju, ale i zabraniano mu wyjazdu z niego. Intryguje również skomplikowana i niebezpieczna podróż, którą musiał odbyć, by w końcu móc znowu poczuć się wolnym człowiekiem, kiedy to każdego dnia wykradał losowi kawałeczek szczęścia oddalając się od nazistowskich prześladowań. Dzisiaj, kiedy Europę ponownie po II Wojnie Światowej dotknął największy kryzys migracyjny, ten temat wydaje się być jeszcze bardziej aktualny. Myślę, że po lekturze „Nocy w Lizbonie” nie jedna osoba inaczej – i chyba przychylniej – spojrzy na coraz częściej spotykanych na swej drodze uchodźców i ich problemy.

Właściwie to czytałam „Die Nacht von Lissabon”, gdyż zdecydowałam się na oryginalną niemiecką wersję – bez „ingerencji” i interpretacji tłumacza przekładającego na „swój” język treść książki. Podobało mi się, że widzę, jak autor chciał opisać te trudne wydarzenia, jakich słów i określeń użył – zdecydowanie jest to wartość dodana do treści. Chyba miałam przez to również wrażenie, że słucham opowieści samego Remarque, który opowiadał mi o swoich osobistych doświadczeniach związanych życiem na emigracji – losie obywatela bez ojczyzny, wiecznego wygnańca. Uczucia towarzyszące zbiegom z ojczyzny opisane przez autora były takie wyraźnie odczuwalne! Jego historia pełna emocji – dramatyczna, przejmująca, wstrząsająca zrobiła na mnie ogromne wrażenie i na długo pozostanie w mojej pamięci.

„Noc w Lizbonie” to ostatnia książka pisarza wydana za jego życia. Myślę, że jest to dość symboliczne i wymowne podsumowanie jego twórczości przed ostateczną podróżą, która miał wkrótce odbyć.

pokaż więcej

 
2018-03-18 15:53:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Seria: Nike

Pierwotny tytuł książki, na który – jak i na bardziej odważne fragmenty – nie zezwolił pierwszy wydawca (w 1931 r.) brzmiał „Schodzimy na psy”. Autor chciał by czytelnik już w pierwszym momencie – gdy spogląda na okładkę – wiedział jaki jest cel powieści – miała ona przede wszystkim ostrzegać. Ostrzegać przed przepaścią, do której zbliżają się Niemcy tuż przed upadkiem Republiki Weimarskiej i... Pierwotny tytuł książki, na który – jak i na bardziej odważne fragmenty – nie zezwolił pierwszy wydawca (w 1931 r.) brzmiał „Schodzimy na psy”. Autor chciał by czytelnik już w pierwszym momencie – gdy spogląda na okładkę – wiedział jaki jest cel powieści – miała ona przede wszystkim ostrzegać. Ostrzegać przed przepaścią, do której zbliżają się Niemcy tuż przed upadkiem Republiki Weimarskiej i przejęciem władzy przez Hitlera, a wraz z nimi cała Europa.

Akcja książki toczy się pod koniec lat 20tych XX wieku w czasie światowego kryzysu gospodarczego aż do 1930 r. w Berlinie. Głównym bohaterem jest tytułowy Jakub Fabian – trzydziestokilkuletni germanista pracujący w fabryce papierosów w dziale reklamy jako propagandysta czyli taki współczesny copywriter. Fabian przyjmuje rolę ironicznego obserwatora, który czeka aż ludzie staną się lepsi i bardziej przyzwoici, jednak tak naprawdę w to nie wieży, na co maja wpływ liczne rozczarowania, których doświadcza.

Inne zdanie ma jego przyjaciel z czasów studenckich – Labude, mający duży wpływ na Fabiana. Wierzy on w ewolucję i postęp świata. Po odkryciu zdrady jego wieloletniej narzeczonej zaczyna poszukiwać szczęścia u innych kobiet, jednak nigdy nie czuje się prawdziwie szczęśliwym. Obaj odkrywają kolorowe życie nocne Berlina – odwiedzają domy publiczne i knajpy o wątpliwej reputacji, spotykają się różnymi artystkami i kobietami, które otwarcie mówią o swoich potrzebach i kuszą ich. W każdym z tych miejsc Fabian ma styczność zarówno z wyuzdanym poszukiwaniem rozkoszy, jak i zakłamaniem innych ludzi. Przeważnie trzyma się swojej roli obserwatora.

Jednak pewnego razu w domu homoseksualnej rzeźbiarki spotyka Kornelię. Między parą rodzi się prawdziwa namiętność i wszystko wskazuje na to, że Fabian przechodzi również zmianę wewnętrzną – staje się bardziej optymistyczny i zaczyna dostrzegać jakiś cel w życiu. Jednak wyrachowana kobieta, by spełnić swoje marzenie o karierze aktorskiej oddaje się wpływowemu reżyserowi… Ma nadzieję, że Fabian zrozumie jej postępowanie, jednak ten kategorycznie rozstaje się z nią. Kolejny cios spada na Fabiana, gdy traci pracę w skutek redukcji etatów i cięcia kosztów w fabryce. Jednak najgorsze okazuje się być dopiero przednim – przyjaciel Labude odbiera sobie życie. To wszystko sprawia, że Fabian postanawia zostawić wielkie miasto pełne pokus i wrócić w rodzinne strony – do kochającej matki, która odnajdywała go zawsze w najgorszych okresach zwątpienia. Jednak czy będzie mu dane znaleźć spokój w miasteczku, z którego pochodzi?

Powieść „Fabian. Historia pewnego moralisty“ to satyra ukazująca w krzywym zwierciadle rzeczywistość niemiecką po pierwszej wojnie światowej. Obraz ten jest celowo przejaskrawiony i jawi się skrajnie pesymistycznie. Fabian przestaje wierzyć w dobro i chęć zmiany ludzi. Jednak jako moralista nie zniechęca się tą z góry narzuconą straconą pozycją, co jest widoczne szczególnie w jego stosunku do pracy i do ukochanej Korneli. Pod koniec historii wydaje się, ze rezygnacja jest jedynym wyjściem. Fabian staje się realistą. Jego postawa niesie za sobą pewne konsekwencje – rozsądna próba ratowania topiącego się dziecka kończy się śmiercią Fabiana, który… po prostu nie umiał pływać! Pisarz uznał, że dalsze życie w tak niemoralnym świecie nie jest warte starań. Upadek Republiki Weimarskiej wydaje się dla niego przesądzony. Jednakże normy moralne nie mogą nigdy tracić na wartości. Poprzez krzywe zwierciadło Kästner chciał zachęcić czytelników do zmiany swoich działań.

Nacjonaliści uznali książkę "Fabian. Historia pewnego moralisty." jako zwyrodniałą i na jej podstawie dzieła autora zostały w 1933 r spalone. Wprawdzie poruszany jest w niej temat swobody lat 20tych i 30tych XX wieku, ale zarzutu o pornografię nie można było udowodnić. W III Rzeszy książki Ericha Kästnera zostały zakazane. Tym bardziej polecam!

pokaż więcej

 
2018-03-15 13:45:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Polska odwraca oczy” to zbiór 16 reportaży Justyny Kopańskiej, na temat głośnych i kontrowersyjnych spraw, którymi swego czasu żyła cała Polska. Część na pewno była poruszana również w telewizyjnych programach interwencyjnych. Przyznam, że nie o wszystkich przypadkach wcześniej słyszałam, a te, które były mi znane widzę obecnie w zupełnie innym świetle, dzięki wyczerpującej i rzeczowej... „Polska odwraca oczy” to zbiór 16 reportaży Justyny Kopańskiej, na temat głośnych i kontrowersyjnych spraw, którymi swego czasu żyła cała Polska. Część na pewno była poruszana również w telewizyjnych programach interwencyjnych. Przyznam, że nie o wszystkich przypadkach wcześniej słyszałam, a te, które były mi znane widzę obecnie w zupełnie innym świetle, dzięki wyczerpującej i rzeczowej relacji autorki, popartej bardzo wnikliwym śledztwem dziennikarskim.

Przeczytamy o bardzo trudnych i tragicznych przypadkach takich jak np. znęcanie się nad nieletnimi pacjentami szpitala psychiatrycznego, o wielokrotnych mordercach i gwałcicielach, o przemocy w więziennictwie, o sadystycznych siostrach zakonnych znęcających się nad swoimi wychowankami i innych, w których kat bardzo często nadal jest lub długo był ofiarą.

Jest to lektura bardzo ciężka, wyczerpująca psychicznie, szokująca, ale też powodująca z każdą kolejną przeczytaną kartką coraz większe niedowierzanie i współczuje wobec opisywanych ofiar, ponieważ te krzywdzono wiele razy – nie tylko przez bezpośredniego sprawcę przestępstwa. Ich cierpienie potęgowało się w momencie, kiedy niesprawiedliwie i okrutnie traktowani byli także przez osoby, od których po swoich trudnych przeżyciach powinny dostać wsparcie i pomoc – czyli grupy ludzi, która z założenia powinna stać na przeciwległym biegunie w stosunku do przestępcy i przemocy jakiej się dopuścił. Tym czasem potwierdza się niestety schemat, że od policjanta, prokuratora, sędziego, pracownika więziennego czy szpitala albo ośrodka wychowawczego nie zawsze otrzymamy rzetelną interwencję i wsparcie oraz pomoc, która powinna się należeć ofierze „z urzędu”! Przerażające!

Na szczęście dzięki osobom takim jak Justyna Kopańska, które nie boją się głośno „krzyczeć” o dramatach osamotnionych w swym bólu jednostek i walczą o sprawiedliwość coś idzie ku lepszemu. Przede wszystkim posiadamy wiedzę – reportaże „otwierają oczy”, które teraz trudniej będzie „odwrócić”. Myślę, że sporo czytelników będzie bardziej wyczulonych na pewne niepokojące sygnały i jeśli chociaż tylko kilkoro z nich wykazując się empatią odważy się działać, to warto było napisać tę książkę.
Poza tym coraz częściej słyszymy od jakiegoś czasu o naprawie wymiaru sprawiedliwości. Pozostaje mieć tylko nadzieje, że nie będą to tylko zmiany na „papierze”.

pokaż więcej

 
2018-03-12 19:45:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Jest to druga powieść Amora Towlesa, którą przeczytałam, mimo, że to właśnie od niej zaczął swoja karierę jako pisarz. Chociaż książka ta trafiła w 2011 roku na listy bestsellerów New York Timesa, Boston Globe i Los Angeles Times, The Wall Street Journal uznał ją za jedną z dziesięciu najważniejszych książek beletrystycznych wydanych w 2011 r., a francuski przekład otrzymał w 2012 r. Nagrodę... Jest to druga powieść Amora Towlesa, którą przeczytałam, mimo, że to właśnie od niej zaczął swoja karierę jako pisarz. Chociaż książka ta trafiła w 2011 roku na listy bestsellerów New York Timesa, Boston Globe i Los Angeles Times, The Wall Street Journal uznał ją za jedną z dziesięciu najważniejszych książek beletrystycznych wydanych w 2011 r., a francuski przekład otrzymał w 2012 r. Nagrodę Fitzgeralda, to opis znajdujący się na okładce zachęcił mnie do sięgnięcia po nią tylko w umiarkowany sposób. Stwierdziłam, że kiedyś pewnie przy okazji tę książkę również przeczytam. Ach… jakże mylne mogą być te „pierwsze wrażenia” i „okładki”!

„Dobre wychowanie” to powieść retro, której akcja rozgrywa się głównie w Nowym Jorku lat 30-tych ubiegłego stulecia. Główną bohaterką i zarazem narratorką jest młoda dziewczyna (na marginesie autor świetnie poradził sobie z tą kobieca narracją!), która ucieka z emigranckiej biedy Brooklynu, zmieniając przy okazji imię z Katiya na Katey. Jest oczytana, wyważona, akuratna, potrafiąca zawsze zachować się odpowiednio do sytuacji i otoczenia, nie przeszkadza jej to jednak być równie rozrywkową jak jej przyjaciółka i współlokatorka – Eve – i czerpać z życia przyjemności.

Eve ma sporo wspólnego z Katey, również wyrwała się z nudnego życia na Południu, marzy o tym by wybić się ze swojej warstwy społecznej i osiągnąć sukces. Obie mają co prawda inne wizje tego sukcesu i różnymi sposobami do niego dążą, na co w duży, wpływ maja odmienne charaktery obu pań, nie komplikuje to jednak ich przyjaźni, która chwilowe zawirowanie przechodzi jedynie, gdy na horyzoncie pojawia się młody, przystojny i bogaty mężczyzna – Tinker – „dżentelmen do zakochania”… Mylą się jednak ci, którzy stereotypowo wyobrażą sobie dalszy ciąg tej historii – skąd inąd romantycznej, subtelnej, intrygującej, pozytywnej i bardzo zaskakującej! Nie zawsze będzie jednak tak cukierkowo – pojawią się również momenty tragiczne i nostalgicznie. Nie będę jednak zdradzać więcej szczegółów, by czytelnik sam mógł delektować się lekturą tej książki, bo czytanie jej było naprawdę wielką przyjemnością.

Książka ma świetny lekki styl, czyta się błyskawicznie. Dzięki bardzo plastycznym opisom Amor Towles wykreował w niej bardzo ciekawy obraz Nowego Jorku mimo, że tak naprawdę tylko dwa miejsca wspominane w książce przetrwały do dzisiaj – Hotel Plaza oraz Klub 21 – a i pojawiają się takie, które istniały tylko wyłącznie w jego wyobraźni – jak np. undergroundowy klub jazzowy prowadzony przez Rosjan. Czytając ma się wrażenie, że wszystko o czym pisze Towles jest takie prawdziwe i wręcz namacalne. Do tego cały czas czuje się atmosferę tamtych czasów – książka jest pełna „smaczków z przeszłości”– informacji o minionej epoce, przekazanych w bardzo subtelny i nienachalny sposób, a wynajdywanie ich sprawia naprawdę wielka frajdę.

W opiniach o „Dobrym wychowaniu” bardzo często znajdziemy porównanie do „Śniadania u Tiffaniego” i „Wielkiego Gatsbyego”. Owszem te książki mają sporo wspólnego. Poza tym, że w każdej pojawia się Nowy Jork i atmosfera epoki jest bardzo sugestywnie opisania. Do tego bohaterowie prowadzą dość rozrywkowy styl życia charakterystyczny dla młodej elity lat 20tych i 30tych, mają wielkie aspiracje, marzą o awansie społecznym, niektórym nawet udaje się osiągnąć sukces, jednak „Dobre wychowanie” jest dla mnie książką pod każdym względem wyjątkową i na pewno nie umniejszałabym jej wartości w porównaniu z wymienionymi wyżej dziełami.

O wielkiej sile tej powieści świadczą przede wszystkim niebanalne postacie – nie tylko dwie wyżej wymienione dziewczyny i Tinker, ale cały rząd znaczących i ciekawych charakterologicznie postaci drugoplanowych (Wallace i Dicky, Anne Grandyn czy Mason Tate) które miały bardzo duży wpływ na to jak ewoluowała główna bohaterka i jej historia. A historia ta może być bardzo inspirująca. Owszem los jest nieprzewidywalny stwarza nam ogromne możliwości (czasem płata figle), ale mamy też wpływ na nasze życie dokonując świadomych wyborów. Ważne by to były nasze wybory i żebyśmy zawsze żyli przede wszystkim w zgodzie ze sobą. Może to brzmi banalnie, ale jednak skłania do refleksji, tak jak „Dobre wychowanie” Amora Towlesa.

Zarówno książka, jak i jej autor trafiają na półkę moich „naj”.

pokaż więcej

 
2018-03-08 16:46:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Wielki Gatsby” to powieść obyczajowa, której akcja rozgrywa się na początku lat 20tych XX wieku w okolicach Nowego Yorku czyli z jednej strony w czasie dynamicznego rozwoju amerykańskiej gospodarki, wielkich możliwości, przemian obyczajowych, ale też wtedy, gdy wprowadzono prohibicję, co łączy się nierozerwalnie z działalnością licznych grup przestępczych i ich szemranymi interesami. Nigdy... „Wielki Gatsby” to powieść obyczajowa, której akcja rozgrywa się na początku lat 20tych XX wieku w okolicach Nowego Yorku czyli z jednej strony w czasie dynamicznego rozwoju amerykańskiej gospodarki, wielkich możliwości, przemian obyczajowych, ale też wtedy, gdy wprowadzono prohibicję, co łączy się nierozerwalnie z działalnością licznych grup przestępczych i ich szemranymi interesami. Nigdy wcześniej slogan „od pucybuta do milionera” nie zyskał tak bardzo na znaczeniu i nie wyznaczał początku kariery tak licznych osobistości nowej elity finansowej.

Idealnym przykładem, który łączy w sobie te wszystkie wyżej wymienione zjawiska jest tytułowy Jay Gatsby, którego czytelnik poznaje poprzez wspomnienia narratora i, jak się później okaże, jedynego prawdziwego przyjaciela Gatsby’ego – Nicka Carraway’a, - młodego absolwenta Yale, stojącego zarówno u progu kariery w branży finansowej, jak i dorosłego życia, które chce rozpocząć z dala od rodzinnej Minnesoty z czystą kartką.

Nick sprowadza się na Long Island i jako sąsiad Gatsby’ego ma możliwość obserwowania stylu życia młodej nowojorskiej śmietanki, a także wstąpienia powoli do tych nowych wyższych sfer. Tylko czy rzeczywistość okaże się tak atrakcyjna jak wyobrażenie o niej? Z czasem, gdy Gatsby zaczyna mu ufać, otwiera się przed nim i daje mu się naprawdę poznać, okazuje się, że to jego cudowne życie jest tylko grą pozorów, mirażem mającym mu zapewnić status, uznanie, szacunek i… miłość kobiety, która była motorem jego działania. Fascynacja dziewczyną z przeszłości determinowała jego postępowanie, uczucie do niej stało się motywacją, by wyrwać się ze swojej warstwy społecznej, zbić fortunę, zaimponować jej i zapewnić to wszystko, na co zasługuje panna z dobrego i bogatego domu.

By nie zdradzić zbyt wiele z tej dość prostej, ale bardzo ciekawej historii, wspomnę tylko, iż po raz kolejny sprawdzą się powiedzenia, że „pieniądze szczęścia nie dają” i „nie kupi się za nie ani miłości, ani przyjaźni”. Smutne, ale prawdziwe.
Siłą tej książki są bez wątpienia bardzo zróżnicowani i ciekawie skonstruowani bohaterowie budzący wiele emocji oraz bardzo sugestywnie oddany klimat Ameryki lat 20tcyh ubiegłego stulecia.

Fitzgerald przedstawił w swojej powieści wierny obraz tzw. „straconego pokolenia”, którego młodzieńcze lata pokrywały się z pierwszą wojna światową. Jednak jest to powieść ponadczasowa, aktualna także dzisiaj, kiedy „American dream” jest wciąż synonimem idealnego bajkowego życia i celem wielu młodych ludzi.

Jedyne, do czego mogę się przyczepić to długość książki (chociaż w sumie słowo „krótkość” byłoby bardziej odpowiednie). Żałuję, że czas spędzony z bohaterami „Wielkiego Gatsby’ego” trwał tak krótko i wręcz minął w mgnieniu oka. Czyżby była to kolejna książka zaliczana do kanonu klasyki amerykańskiej literatury, na miarę – może zabrzmi to złośliwie, a na pewno ironicznie – amerykańskich możliwości czytelniczych? A może Francis Scott Fitzgerald antycypował, że będzie to świetny materiał na scenariusz do filmu? W końcu „Wielki Gatsby” doczekał się póki co już 5 ekranizacji.

Jako miłośniczka klasyki literatury polecam jednak bezwzględnie!

pokaż więcej

 
2018-03-06 20:17:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Ebooki
Cykl: Eberhard Mock (tom 4)

Każda kolejna, czytana przeze mnie, część serii o Eberhardzie Mocku podoba mi się coraz bardziej, a książkowego bohatera darzę coraz większa sympatią. Z resztą Mocka z „Festung Breslau” nie da się nie lubić! I bardzo dobrze sprawdza się tu powiedzenie, że mężczyzna jest jak wino – im Mock starszy, tym lepszy – szlachetniejszy.

Akcja „Festung Breslau” zaczyna się w 1954 roku w Wiedniu, kiedy...
Każda kolejna, czytana przeze mnie, część serii o Eberhardzie Mocku podoba mi się coraz bardziej, a książkowego bohatera darzę coraz większa sympatią. Z resztą Mocka z „Festung Breslau” nie da się nie lubić! I bardzo dobrze sprawdza się tu powiedzenie, że mężczyzna jest jak wino – im Mock starszy, tym lepszy – szlachetniejszy.

Akcja „Festung Breslau” zaczyna się w 1954 roku w Wiedniu, kiedy to elegancki mężczyzna w zaawansowanym wieku, rządny sprawiedliwości za wszelką cenę, po przejściach fizycznych i psychicznych, odnajduje swojego wroga sprzed lat. Daje mu to ogromną satysfakcję. W końcu będzie mógł zakończyć sprawę, która zaczęła się w 1945 roku w obleganym przez Armię Czerwoną Breslau… dokąd - tradycyjnie już - przenosi czytelników i swoich bohaterów Marek Krajewski.

W zniszczonym druga wojną światową Wrocławiu, zawieszony w swoich obowiązkach za nieudowodniony mu brutalny samosąd nad równie brutalnym przestępcą Mock, na własną rękę postanawia sprawdzić co kryje się pod adresem z anonimu, który przyniósł mu jego brat Franz. Czy rzeczywiście znajdzie tam odpowiedź na pytanie, kto zabił jego siostrzeńca – Erwina? (Takie odnośniki do poprzednich części, pojawiające się głównie we wspomnieniach Mocka, zdarzają się częściej. Jest to całkiem ciekawy zabieg autorski.) Udając się kanałami bombardowanego Wrocławia do zniszczonej kamienicy, Eberhard nawet nie przypuszczał, że znajdzie tam młodą, ledwo żyjącą kobietę, brutalnie zgwałconą i okrutnie torturowaną przez tajemniczego oprawcę. Gdy dziewczyna umiera mu na rękach rozpoczyna swoje ostatnie śledztwo – by sprawiedliwości stało się zadość!

„Festung Breslau” jest inna niż poprzednie części, co oczywiście nie znaczy, że gorsza. Wrocław nie jest tu taki mroczny, dekadencki i „rozrywkowy”, jak wcześniej. Tym razem jest to miasto mocno zniszczone przez drugą wojnę światową, wszędzie są ruiny, pył, kurz, strzały, bombardowania… I okrucieństwo – okrucieństwo wielkiej wojny – dobrze znane chociażby z obozów prowadzonych przez SS-manów. Przyznam, że ta „inność” była zaskakująca i wciągająca, podobnie jak akcja, która do samego końca trzyma w napięciu. A z pozoru banalna zagadka, którą sukcesywnie rozwiązuje Mock, ma naprawdę niewiarygodne zakończenie. Ponownie Marek Krajewski mnie nie zawiódł. Polecam!

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
93 70 769
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (43)

Ulubieni autorzy (6)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (19)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd