Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 98 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 227 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Atrofia

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Magdalena Rychlik
tytuł oryginału: Wither
seria/cykl wydawniczy: Chemiczne światy tom 1
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: lipiec 2011
ISBN: 978-83-7648-821-9
liczba stron: 320
język: polski
typ: papier
dodał: Justilla
7.38 (167 ocen i 52 opinie)
 
Kup książkę
Cena od 29,10 zł

Wyobraź sobie, że znasz dokładnie datę swojej śmierci… Pierwsza część trylogii „Chemiczne światy”. Dzieci poczęte naturalnie są niedoskonałe. Dlatego – żeby stworzyć idealnych ludzi – ruszyła produ... Wyobraź sobie, że znasz dokładnie datę swojej śmierci…
Pierwsza część trylogii „Chemiczne światy”.

Dzieci poczęte naturalnie są niedoskonałe. Dlatego – żeby stworzyć idealnych ludzi – ruszyła produkcja embrionów bez najmniejszych wad genetycznych. Ale tylko pierwsze pokolenie to okazy zdrowia; potomkowie perfekcyjnych ludzi umierają w wieku dwudziestu paru lat. W tym ponurym świecie dziewczęta zmuszane są do poligamicznych małżeństw, by zapewnić przetrwanie gatunku. Rhine, Jenna i Cecily trafiają do ekskluzywnej rezydencji w gaju pomarańczowym, gdzie wszystkie poślubia młody syn właściciela. Serce Rhine bije jednak dla Gabriela, młodego Służącego, który zaryzykuje wszystko, by pomóc jej odzyskać wolność. Dziwaczny świat luksusu i piękna, skrywający mroczne sekrety, rozciąga swoje macki, wabi dziewczęta iluzją. Lecz widmo śmierci wciąż krąży wokół nich, niepogodzonych z losem. Liczą na cud, a każdemu z czymś innym się kojarzy prawdziwe życie.

Powinienem nienawidzić Lauren DeStefano za to, że skradła mi nieprzespaną noc, w czasie której „połknąłem” jej debiutancką powieść. Ale tak naprawdę jestem jej wdzięczny za to, że zabrała mnie do niepokojącego świata swej „Atrofii”. Ta książka intryguje. I bardzo wciąga. A także ma wszystko, by zyskać status kultowej - postapokaliptyczny, duszny klimat i niezwykle silną, a przecież zaledwie 16-letnią bohaterkę, Rhine Ellery. Polubicie ją. I będziecie mocno trzymać za nią kciuki!
Artur Szklarczyk, "Popcorn"

Skłaniający do refleksji debiut przywodzący na myśl „Opowieść podręcznej” z dodatkiem wielkiej miłości.
„Kirkus Reviews”

Fascynujący i zarazem wstrząsający debiut… DeStefano, analizując okrucieństwo, empatię, miłość, nienawiść i sprzeczności targające jej bohaterami, jest niezwykle spostrzegawcza i odrobinę bezlitosna. „Atrofia” to początek naprawdę obiecującej trylogii.
„Publishers Weekly”

DeStefano jest mistrzynią splatania fascynujących wątków, tworzenia niezapomnianych postaci i zaskakiwania psychologicznymi suspensami.
„The Buffalo News”
pokaż więcej.


źródło opisu: Prószyński i S-ka, 2011

źródło okładki: http://ksiegarnia.proszynski.pl/product,61155



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Oficjalna recenzja

Dystopijna rzeczywistość

Dla Rhine, głównej bohaterka „Atrofii”, czyli pierwszego tomu cyklu „Chemiczne światy” dwudziesty pierwszy wiek to odległa historia, o której przeczytać można jedynie w książkach. W jej świecie – świecie zniszczonym przez III Wojnę Światową pozostał tylko jeden kontynent – Ameryka Północna. Społeczeństwo dążąc do biologicznej doskonałości wyniszczyło się całkowicie. Po pierwszym, zmodyfikowanym genetycznie pokoleniu, wszystkie następne umierają bardzo młodo: kobiety mogą przeżyć dwadzieścia lat, mężczyźni dwadzieścia pięć. Życie z takim wyrokiem śmierci prowadzi do potężnych zmian w strukturze społeczeństwa i ludzkiej psychice – dlatego pojawiła się instytucja łowców, którzy wyłapują młode, atrakcyjne dziewczęta, po to, by mogły one zostać małżonkami bogaczy. Każdy z nich ma kilka żon – poligamia daje większą szansę na poczęcie potomka.

Rhine jest właśnie taką młodą dziewczyną, która zmuszona została do poślubienia nieznanego jej wcześniej mężczyzny, Lindena. Razem z dwiema innymi jego żonami: Jenną i Cecily mieszka teraz w luksusowej posiadłości. Marzy o ucieczce, jednak jej życiu stale zagraża ojciec Lindena, Mistrz Vaughn, który całkowicie kontroluje poczynania dziewczyn. Gdy Rhine zakochuje się w młodym służącym, Gabrielu, sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej.

„Atrofia” to kolejna propozycja dystopijna. Obecnie dystopie to obok paranormal romance najbardziej popularny gatunek powieści młodzieżowych. Rozważania nad tym, dlaczego tak chętnie czyta się dziś katastroficzne wizje rzeczywistości pozostawmy socjologom i psychologom. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż cała fabuła „Atrofii” oparta została na jednym z największych lęków, trapiących ludzkość od wieków – lęku przed śmiercią. Gdy zna się od dzieciństwa datę własnego zgonu, nie da się prowadzić normalnego życia – Lauren DeStefano ukazuje nam psychikę nastolatek ukształtowanych przez taki właśnie nienaturalny sposób myślenia. Są w pełni świadome tego, co je czeka, albo więc zupełnie negują rzeczywistość (jak Jenna), albo próbują przedwcześnie przyspieszyć proces dojrzewania (jak Cecily).

DeStefano świetnie wykreowała obraz ekskluzywnej rezydencji, gdzie wszystko jest jedynie na poły rzeczywiste – dziewczęta żyją w świecie hologramów: pływają w basenie z wirtualnymi rybami, grają na wirtualnym pianinie, żyją w Chemicznym Świecie perfekcji i doskonałości, która jednak nie chroni przed stałą świadomością nadchodzącej śmierci. Wirus może zaatakować nagle, przerywając puste, jałowe życie, wypełnione jedynie prostymi rozrywkami, właściwymi bardziej dla dzieci niż dorosłych – Rhine radzi sobie z lękiem pochłaniając kolorowe cukierki, razem z Jenną skaczą też na trampolinie. Zabawa jednak nie uratuje żadnej z nich przed śmiercią.

Autorka precyzyjnie oddaje nastrój relacji międzyludzkich, które siłą rzeczy skazane są na porażkę – choć między mieszkańcami willi pojawiają się z czasem pewne więzi, są one jednak stale naznaczone świadomością możliwej utraty. Wyraźnie ukazuje to historia Lindena, który, choć nie jest zły z natury, przeżywając depresję po śmierci żony nie widzi nic złego w życiu jednocześnie z trzema żonami – i choć czyn ten jest moralnie dwuznaczny, jego postępowanie wydaje się zrozumiałe, próbuje on bowiem jedynie chronić się przed bólem.

Linden nie jest jedyną interesującą postacią pojawiającą się w powieści. Zarówno Jenna, jak i Cecily nie należą do bohaterek banalnych – choć są swoimi przeciwieństwami. Rhine, główna bohaterka, nie pozostaje tylko tłem – jest inteligentną i bystrą obserwatorką. Poznajemy ją tylko przez jej własną relację, przez co może wydawać się mniej charakterystyczna niż pozostali – nie skupia się w swej opowieści na sobie, ale na przedstawionych wydarzeniach, co jednak niewątpliwie wychodzi powieści na plus, dodając akcji dynamiki i pozbawiając ją zbędnych dłużyzn. Najbardziej blado wypada Gabriel, służący, będący obiektem uczuć Rhine – właściwie nie poznajemy go zbyt dobrze, jest jedynie cieniem, przemykającym po kartach powieści, postacią raczej papierową. Być może jednak kolejne części trylogii pozwolą poznać go lepiej.

„Atrofia” jest powieścią interesującą i na rynku dystopijnym dość oryginalną. Stawia trudne pytania, wiele faktów przekazuje w formie niedopowiedzeń i aluzji, pozwalając wyobraźni czytelnika na dopełnienie obrazu. To zaskakująca refleksyjna historia o wyrazistym przesłaniu. Warto się z nią zapoznać.

Maria Guzelak-Robaszkiewicz


Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (9)

Opinie czytelników
Przeczytana: 25 lipca, 2011

Kiedy przeczytałam zapowiedź książki „Atrofia” Lauren DeStefano i zobaczyłam piękną okładkę, to od razu intuicja podpowiadała mi, że to pozycja wydawnicza, która zrobi na mnie wrażenie. Na dodatek intrygujący opis od razu przypadł mi do gustu i musiałam dostać ją w swoje łapki:)

Ludzie prawie zawsze dążą do doskonałości. Wolimy być perfekcyjni, bezbłędni, wręcz idealni niż posiadać jakieś wady czy mankamenty. Co powiedziałbyś, gdyby istniał świat, w którym wszelkie błędy w ludzkim genomie zostałyby wyeliminowane? Gdyby ludzie rodzili się bez wad i chorób genetycznych? Czyż nie byłby to wspaniały świat? Istna utopia. A jednak wszystko ma swoją mroczną stronę i drugie dno..

Oto postapokaliptyczny świat, z którego prawie nic nie pozostało. W tym świecie, który miał być rajem na ziemi, zostały tylko zgliszcza. Ludzie chcąc być doskonali za pomocą inżynierii genetycznej na masową skalę zaczęli produkować embriony pozbawione jakichkolwiek niedoskonałości. Eksperyment częściowo się udał, ponieważ pierwsze pokolenie „ludzi z probówki”, rzeczywiście było zdrowe i żyło długo. Jednak na tym sielanka się kończy, ponieważ ich potomstwo dożywa dwudziestu lat w przypadku dziewczynek i dwudziestu pięciu w przypadku chłopców. Oczywiście wszyscy próbują rozgryźć tę zagadkę i znaleźć lek na wirusa powodującego ten stan rzeczy. Część osób twierdzi, że tylko powrót do dawniejszej, naturalnej drogi rozmnażanie będzie skuteczny, więc kobiety są zmuszane do poligamicznych związków, aby tylko zachować ciągłość gatunku ludzkiego. Czyż to nie przerażająca wizja?

W takim właśnie świecie musi się odnaleźć nasza bohaterka Rhine. Zostało jej niewiele czasu do dwudziestych urodzin a na dodatek zostaje porwana przez handlarza żywym towarem. Jej towarzyszki niedoli, Jenna i Cecily, trafiają do eleganckiej rezydencji, gdzie stają się żonami syna właściciela. Z dala od bliskich, próbując przyzwyczaić się do nowej sytuacji i żyjąc w strachu przed zbliżającym się końcem życia... Jak potoczą się dalsze losy bohaterek i co ich jeszcze czeka? Zapraszam do lektury!!

Książka spełniła oczekiwania, jakie wobec niej miałam. Przeczytałam ją jednym tchem. Podobało mi się przedstawienie przez autorkę mrocznej wizji świata i klimat jaki stworzyła. Fabuła jest interesująca a język przyjemny i lekki. Warto też wspomnieć o silnych emocjach i nasuwających się na każdym kroku refleksjach. Także wielowarstwowość powieści przypadła mi do gustu. Książka podejmuje szereg tematów takich jak problem inżynierii genetycznej i skutków nierozsądnego jej zastosowania. Również zagadnienie poligamii zostanie tu wzięte pod lupę, podobnie jak próba przechytrzenia i kontrolowania śmierci. A to tylko niektóre z poruszanych wątków.

„Atrofia” to antyutopijna wizja świata, którą autorka świetnie wykreowała. To tajemnicza opowieść o wewnętrznych rozterkach w sytuacjach skrajnych, miłości, sile, która pozwala przetrwać. Z pewnością wywoła w Was liczne przemyślenia nad przemijalnością życia i jego sensem czy każe się zastanowić nad naszą przyszłością. Już nie mogę doczekać się kolejnej części. Polecam i pozdrawiam!!

Moja ocena: 5,5/6


Przeczytana: 12 sierpnia, 2011

Atrofia to zjawisko polegające na zmniejszaniu się i zanikaniu pewnych narządów wskutek zwyrodnienia i śmierci komórek. Może do niej dojść w wyniku choroby lub starzenia się organizmu. Schorzenie to dotyka m.in. skóry, mięśni, narządów wewnętrznych, a nawet mózgu. Wyobraźcie sobie, jak wyglądałby świat, gdyby cała ludzkość naznaczona była tą chorobą. Świat, w którym ludzka rasa powoli i nieodwracalnie niszczeje, a potem wymiera, jak komórki ciała dotknięte atrofią. Właśnie taką przerażającą wizję przyszłości przedstawia nam Lauren DeStefano w pierwszej części swojej znakomitej trylogii „Chemiczne światy”.

Trzecią wojnę światową przetrwała jedynie Ameryka Północna, jako kontynent najbardziej zaawansowany technologicznie. Resztę kuli ziemskiej zalała woda, pozostał jedynie bezkresny ocean. Świat zmienił się nie do poznania: wynaleziono lekarstwo na raka, a także szczepionki dla niemowląt likwidujące alergie i chroniące przed przeziębieniami, chorobami zakaźnymi, a nawet infekcjami przenoszonymi drogą płciową. Naukowcy w swoim dążeniu do perfekcji posunęli się jednak jeszcze dalej. Dzieci poczęte w sposób naturalny uznano za niedoskonałe, dlatego zaczęto produkować embriony bez najmniejszych wad genetycznych, które stworzyły nowe, długowieczne pokolenie idealnych ludzi. Niestety kolejne pokolenia – potomkowie ludzi doskonałych – wymiera na skutek zakażenia wirusem, którego nikt nie potrafi powstrzymać. Mężczyźni żyją dwadzieścia pięć, kobiety tylko dwadzieścia lat. Nikt nie rozumie, dlaczego w świecie idealnych ludzi panuje chaos i rządzi cierpienie. Rhine Ellery zostaje porwana i trafia do rozległej, ekskluzywnej rezydencji, gdzie zostaje jedną z trzech nowych żon syna właściciela. Rhine jest gotowa na wszystko, byle się stamtąd wydostać.

Gdy tylko usłyszałam o premierze tej książki, wprost nie mogłam się doczekać, aż będę miała możliwość ją przeczytać. Po pierwsze dlatego, że uwielbiam antyutopijne powieści i jest to mój ulubiony nurt z gatunku fantastyki młodzieżowej. Lubię wszelkie tego typu wizje przyszłości i konsekwentnie „poluję” na takie książki. Właściwie nie wiem skąd mi się to wzięło, ale po prostu kocham czytać dystopie. Drugim powodem, dla którego nie mogłam doczekać się debiutanckiej powieści Lauren DeStefano, jest tytuł, który przyciągnął mnie niczym magnes. Podobnie idealnie z nim współgrająca okładka, na którą można by patrzeć godzinami. Zastanawiałam się, jakie tajemnice może kryć tak zachęcająco wyglądająca książka o tak intrygującym tytule. Stwierdziłam, że „Atrofia” jest jedną z tych pozycji, które koniecznie muszą znaleźć się w mojej domowej biblioteczce. Miałam wobec niej duże, może nawet trochę zbyt wygórowane, oczekiwania. Jednak nie zawiodłam się - „Atrofia” spełniła co najmniej większość z nich.

Jak już wcześniej wspomniałam, Rhine zostaje jedną z żon Zarządcy domu Lindena. W czasach, w których żyje dziewczyna, poligamia jest nie tylko legalna, ale również zupełnie naturalna. Wraz z nią do posiadłości trafiają osiemnastoletnia, milcząca Jenna i arogancka trzynastolatka, rudowłosa Cecily. Każda z dziewcząt jest inna i na swój sposób wyjątkowa. Polubiłam je wszystkie, co bardzo mnie zdziwiło, bo naprawdę rzadko zdarza mi się obdarzyć sympatią tak wielu bohaterów. Jednak tutaj nic nie mogłam poradzić na to, że bardzo lubię wszystkie dziewczyny. Być może dlatego, że w „Atrofii” nie ma postaci wyidealizowanych – wszystkie mają swoje wady i słabości. Nie ma też bohaterów zbędnych i niepotrzebnych, ponieważ każdy odgrywa jakąś znaczącą rolę. Polubiłam nawet naiwną, złośliwą, małą Cecily, której autentycznie współczułam. Współczucie nie jest uczuciem, które żywię często, a już na pewno nie w stosunku do bohaterów literackich. Mimo to szkoda mi było tej jeszcze dziewczynki, zupełnie nieświadomej zła, które ją otacza. Cecily była dzieckiem, które nigdy tak naprawdę nie miało dzieciństwa, co samo w sobie jest ogromną tragedią.

Z kolei Jenna jest postacią, której trudno nie polubić, a przynajmniej mnie zawsze podobały się takie intrygujące bohaterki. To, że została zraniona, sprawiło, że stała się niezwykle silną osobą. Robiła wrażenie osoby, która jest w cieniu, ale tak naprawdę cały czas była w centrum wydarzeń. Jej inteligencja i spostrzegawczość były dużo bardziej niebezpieczne niż „fochy” Cecily. Ale i tak największą sympatią obdarzyłam główną bohaterkę. Po części pewnie dlatego, że jest ona narratorką powieści i mamy wgląd we wszystkie jej przemyślenia i uczucia. Ale również dlatego, że cały czas wiedziała, czego chce i dążyła do tego. Nigdy nie dała się zwieść ułudzie szczęścia, jaką dawał jej Linden. Podziwiam ją za to, że tak wytrwale i niezmiennie wierzyła w słuszność swoich pragnień, że znalazła aż tyle siły, by je zrealizować. Sam Linden, o dziwo, budzi ciepłe uczucia. Bo tak naprawdę to nie on jest tym złym, lecz jego ojciec Vaghn, pochodzący z długowiecznego pokolenia, który tak manipuluje synem, że ten nie widzi, ile krzywdy wyrządzają innym. Być może nie powinnam, ale polubiłam tego nieszczęśliwego, zamkniętego w sobie człowieka, rozpaczającego po śmierci pierwszej żony Rose, która była jego prawdziwą miłością. Jest jeszcze Gabriel, służący w domu Lindena, którego wprost pokochałam. Między nim a Rhine rodzi się uczucie i musze przyznać, że jest to jeden z moich ulubionych wątków. Autorka naprawdę wspaniale go opisała – delikatnie i z wyczuciem.

Wizja przyszłości opisana przez Lauren DeSetfano zaskoczyła mnie i zszokowała, ale jednocześnie świat dziwacznego, złudnego piękna przedstawiony w „Atrofii” pochłonął mnie bez reszty i na pewien sposób zauroczył. Rhine jest przytłoczona otaczającym ją luksusem, czuje się jak ptak zamknięty w złotej klatce: ma wszystko, czego jej potrzeba, wszystko oprócz wolności. Podoba mi się także język, którym autorka posłużyła się, by to wszystko opisać. Dzięki niemu wszystko jest plastyczne, obrazowe i na wyciągnięcie ręki.

Lektura tej powieść sprawia, że w głowie rodzi się wiele poważnych pytań i wątpliwości. Przede wszystkim jak wygląda życie naznaczone widmem śmierci? Gdyby ludzie znali datę swojej śmierci, czy wtedy ich życie wyglądałoby inaczej? Czy jest sens walczyć o cokolwiek, skoro ma się świadomość, że zostało nam już tylko kilka lat? I jeszcze wiele, wiele innych pytań, które uparcie kołaczą się w mojej głowie, odkąd skończyłam czytać tę powieść. Książka pokazuje też z całą wyrazistością, że nieważne, czy ludzie wiedzą, kiedy umrą oni i ich bliscy, śmierć zawsze będzie zaskoczeniem. Bo tak naprawdę nie da się na nią przygotować. A ból po stracie kogoś, kogo kochamy zawsze będzie taki sam.

Pozostało jeszcze tyle rzeczy, które chciałabym napisać na temat tej książki, jednak muszę się powstrzymać, bo inaczej ta recenzja nie będzie miała końca. Uwielbiam powieść Lauren DeStefano i serdecznie polecam ją wszystkim, zarówno fanom gatunku jak i tym, którzy nie czytają takich powieści na co dzień. Dla mnie „Atrofia” jest książką niemal doskonałą, która zachwyca, trzyma w napięciu i sprawia, że ma się ochotę na więcej. Subtelny język, fascynujący świat i wielowymiarowi bohaterowie to tylko część z licznych zalet tej pozycji. Jest to jedna z najbardziej wyjątkowych, poruszających i szokujących książek, jakie w życiu przeczytałam. Bardzo, bardzo mocno zachęcam do sięgnięcia po tę lekturę.

Recenzja opublikowana również na blogu: http://kawa-z-cynamonem-recenzje.blogspot.com/


Przeczytana: 01 kwietnia, 2012

Gdy raz po raz natykam się w literaturze, filmie czy to w innych środkach przekazu na pojęcie dystopii, zastanawiam się, czy ludzie żyjący na naszej planecie, powiedzmy te kilkadziesiąt lat wstecz, mieli choćby zbliżone jej wyobrażenie do tego, co dzieje się obecnie. Czy byli w stanie przewidzieć taką ilość wypływającego zewsząd koszmaru i zła drzemiącego w głębinach ludzkiej psychiki, które teraz są naszą codziennością? Trudno tak do końca odpowiedzieć na to pytanie, tak jak równie trudno jest ewidentnie zaprzeczyć temu, że dzisiejsze dystopijne fabuły nigdy nie znajdą odzwierciedlenia w przyszłości.

Jedną z takich książek jest debiutancka powieść Lauren DeStefano pt. „Atrofia”. Jest pierwszą częścią trylogii „Chemiczne Światy” i snuje na tyle mroczne wyobrażenie przyszłości bytu człowieka, by każdy jej czytelnik z całego serca pragnął nie dożyć tych czasów, jeśli miałyby się one kiedykolwiek ziścić…

Widzimy oto świat bardzo niedoskonały. Dzieci zrodzone w skutek naturalnej prokreacji mają coraz więcej wad genetycznych. Naukowcy, chcąc wyeliminować ten błąd, rozpoczynają pracę laboratoryjną nad embrionem bez skazy. I udaje się, lecz tylko w przypadku pierwszego pokolenia. Następne nie dożywają swoich trzydziestych urodzin – umierają, nim tak naprawdę zaczną żyć.
W takiej sytuacji niezbędnym posunięciem staje się legalizacja poligamii. Rhine, Jenna i Cecily zostają małymi trybikami w machinie mającej zapewnić przetrwanie gatunkowi ludzkiemu. Trzy młode kobiety (Cecily jest całkowicie słusznie traktowana przez dwie pozostałe bohaterki jak młodsza siostra, gdyż w chwili zamążpójścia ma zaledwie kilkanaście lat) otoczone luksusem, służbą i posiadające niemal wszystko, czego można pragnąć od strony materialnej, pozbawione są tego, co najcenniejsze – wolności. Każda z nich to inna osobowość, inna historia życia z czasów sprzed ślubu z Lindenem oraz inne wyobrażenie przyszłości. Rhine pragnie uciec z tego osobliwego więzienia, ale czy możliwe jest wymknięcie się z miejsca, w którym na każdym kroku trzeba posługiwać się specjalnymi kartami, a drzewa otaczające budynek okazują się być tylko hologramami? Czy miłość do służącego ten plan ułatwi, czy utrudni?

Po odpowiedzi na pytania naturalnie odsyłam do lektury, w której bez wątpienia odnajdą się fani mrocznych wyobrażeń przyszłości świata. W książkach tego typu jest tym straszniej, im dana wizja jest bardziej realistyczna, a ta systematycznie godzi czytelnika swą prawdziwością. To jeden z atutów – a kolejny? Kolejnym jest konkretyzm stylu prowadzenia akcji – już sam jej początek nie pozwala się nudzić, nie ma tu zbędnego i przydługiego wstępu, który ma nas dopiero wprowadzić w istotę fabuły, wszystko dzieje się od razu – tu i teraz. Jedyne, co mam za złe autorce, to poświęcenie zbyt małej uwagi mrocznej działalności czarnego charakteru tytułu, jakim bez wątpienia jest teść Rhine – Mistrz Vaughn. Myślę, że dodałoby to powieści jeszcze więcej mrocznego klimatu, a tak mamy lekką historię fantasy dla młodzieży (choć nie tylko, naturalnie).

Ktoś, dzięki komu przeczytałam tę książkę (Książka w Mieście), dodał do niej krótką adnotację: „to lepsza wersja Lasu Zębów i Rąk Carrie Ryan oraz innych temu podobnych”. Całkowicie mogę się z tą opinią zgodzić. „Atrofia” jest znacznie ciekawsza, mrozi realizmem i przede wszystkim nie bawi tępotą głównych bohaterów (w przypadku Lasu Zębów i Rąk mam na myśli marną kreację zombi). To książka, którą naprawdę dobrze się czyta.

Ocena: 4,5/6

***http://ksiazkowka.blogspot.com/2012/04/atrofia-lauren-destefano.html***


Przeczytana: 28 sierpnia, 2011

Co byście zrobili, gdybyście znali datę swojej śmierci? Gdybyście zamiast sędziwego wieku dożyli do jedynie dwudziestu lat i na tym zakończyło się Wasze życie? Zbyt mało czasu by czegokolwiek dokonać, zbyt mało czasu na to, aby zasmakować prawdziwego życia. Zmuszeni dorosnąć zbyt szybko i równie szybko się usamodzielnić. Być jak bohaterka „Atrofii”, znaleźć się na chwilę w jej świecie i żyć w miejscu, w którym przyszłość to walka o każdy kolejny dzień, a najcenniejszym darem jest wolność. Powieści antyutopijne zawsze troszkę mnie przerażały, ale przede wszystkim niezwykle fascynowały przedstawionym w nich światem. Zmuszały do refleksji, porównań, a przede wszystkim do zastanawiania się nad swoim życiem i stawiania na miejscu bohaterów takich książek. Z jednej strony coś takiego wydaje mi się być niezwykle nierealne, z drugiej jednak strony świat ten ma w sobie odrobinę prawdziwości.

Rhine to szesnastoletnia dziewczyna, żyjąca w świecie, który przetrwał trzecią wojnę światową. W świecie, w którym dzieci poczęte naturalnie uważane są za niedoskonałe i pełne wad, wobec tego rusza produkcja embrionów bez jakichkolwiek wad genetycznych. Wbrew pozorom tylko pierwsze pokolenie okazuje się być perfekcyjne. Ich potomkowie umierają w wieku dwudziestu, dwudziestu paru lat pokonani przez wirusa, na którego nie ma lekarstwa. Trzy młode dziewczyny, Rhine, Cecily i Jenna trafiają do oszałamiającej bogactwem posiadłości, w której poślubić je musi syn właściciela. Rhine poznaje tam młodego służącego, Gabriela, do którego pała uczuciem i z którym planuje ucieczkę. Czy ich plan się powiedzie? A może Rhine ulegnie niesamowitości świata, w którym się teraz znajduje i jej marzenie o wolności i powrocie do dawnego życia spadnie na drugi plan lub całkowicie się rozwieje?

Długo szukałam słów, którymi mogłabym opisać tę książkę i uczucia, które we mnie wywołała i gdy myślałam, że już je znalazłam, okazało się, że to nie jest to. Prawdę mówiąc nadal nie wiem, jakich słów mogłabym użyć, ponieważ jest to lektura tak nietuzinkowa, że jakiekolwiek słowa wydają mi się być zbyt banalne, zbyt zwykłe, żeby ich użyć. Naprawdę dawno nie spotkałam książki, w której wolność odgrywałaby tak wielką, tak istotną rolę, gdzie byłaby ona najcenniejszym skarbem, który pozostał ludziom. Rhine, głównej bohaterce książki, ta wolność została odebrana. Dziewczyna dusi w sobie nienawiść do swoich oprawców, nie planuje bynajmniej się poddać. Zamierza walczyć o swoją przyszłość, o to, by samodzielnie dysponować latami, które jej jeszcze pozostały. Zamierza walczyć o to, co zostało jej odebrane, o powrót do dawnego życia, za którym bardzo tęskni.

Większość ludzi słynie z tego, że pragną oni idealizmu, perfekcjonizmu w każdym calu. Idealne ubrania, idealna fryzura, idealne życie. Idealny mąż, idealna żona, idealne dzieci. Często nie zdają sobie wówczas sprawy, jak bardzo krzywdzą taką postawą swoich bliskich, ponieważ ich wymagania często przerastają ludzi, od których oczekuje się perfekcji. Niektóre stawiane przez ludzi wymagania mogą nieść za sobą tragiczne skutki, co doskonale przedstawia „Atrofia” Lauren DeStefano. Ludzkość pragnąca perfekcji doprowadziła do zagłady świata, gdzie ludzie dożywają jedynie dwudziestu paru lat, nigdy więcej.

Autorka posługująca się niezwykle barwnym i plastycznym językiem stworzyła świat, który zaczarował mnie już od samego początku, odkąd tylko zaczęłam tę książkę czytać. Jest to lektura tak wciągająca, że podczas jej czytania żałowałam, iż doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny, a nie więcej, gdyż oderwanie się od tej książki było nie lada wyczynem. Pokochałam w niej to, że pochłonęła ona moją uwagę już od pierwszej strony – czasami trzeba czasu, żeby w daną lekturę się wczytać, tutaj jednak nie miałam tego problemu. Już od początku wiedziałam, że czytanie tej powieści będzie niezapomnianą przygodą i nie zawiodłam się pod tym względem. Zaczarował mnie świat stworzony przez Lauren DeStefano, gdyż, mimo iż cechuje się on niezwykłą perfekcją i bogactwem, to w głębi jest pełen wad i niedoskonałości, wydaje się być miejscem nieszczęśliwym i w pewien sposób zagubionym. Można uznać, iż świat przedstawiony w książce Lauren DeStefano wcale tak bardzo nie różni się od tego, w którym żyjemy aktualnie.

Moją dużą sympatię zdobyła główna bohaterka książki, która jest postacią odważną i wiedzącą, czego chce. Nie ulega niesamowitościom i bogactwom znajdującym się w posiadłości, w której przyszło jej mieszkać i poślubić bogatego mężczyznę. Jest niczym ptak uwięziony w klatce, aczkolwiek wszystkimi siłami walczący o to, co zostało jej odebrane. Z resztą nie tylko Rhine zasługuje na uwagę, gdyż wszyscy bohaterowie tej książki są niezwykłymi postaciami. Tak plastyczni i wielokolorowi, że nietrudno zapałać do nich sympatią. Nia są pustymi skorupami, a prawdziwymi, niemal rzeczywistymi bohaterami, posiadającymi tę specjalną iskrę, która sprawia, że wydają się być niezwykle realni. Ledwo odłożyłam książkę na półkę, a już za nimi wszystkimi tęsknię i wiem, że czekanie na drugi tom trylogii „Chemiczne światy” będzie nie lada wyzwaniem.

Bez najmniejszego zawahania mogę polecić tę książkę, gdyż lektura ta jest pełną pasji historią, od której nie sposób się oderwać. Niesamowitą mieszankę tworzy świetna powieść wraz z pięknym wydaniem, od którego nie sposób oderwać oczu. Jestem pewna, że jeszcze nie raz zajrzę do tej książki, gdyż bardzo bym chciała kiedyś do niej powrócić i poczuć ponownie te same emocje, które poczułam podczas pierwszego czytania tej książki. Mam nadzieję, iż druga część wyjdzie jak najszybciej i jeżeli będzie ona równie dobra co „Atrofia”, to z pewnością będę mogła wrzucić tę trylogię na półkę z moimi ulubionymi książkami.


Na półkach: Przeczytane, Na półce
Przeczytana: 13 września, 2011

Okładka debiutanckiej powieści Lauren DeStefano jest jedną z najlepszych, jakie zdarzyło mi się oglądać. Pozwólcie, że na jej podstawie opowiem Wam historię osoby, którą przedstawia, 16 letniej Rhine, pięknej dziewczyny o naznaczonych defektem genetycznym oczach, z których każde jest innego koloru.

Zdjęcie przedstawia siedzącą dziewczynę. Uwagę przykuwają jej długie, jasne, fantazyjnie ułożone włosy oraz mocno pomalowane powieki skrywające wzrok. Gest ten kojarzony jest ze skromnością, można jednak równie dobrze śledzić kogoś "spod oka", lub skrywać jakąś tajemnicę.
Dziewczyna przysiadła na pięknym antycznym krześle, jej suknia świadczy o zamożności, zwróćcie jednak uwagę na dwie rzeczy - po pierwsze: nienaturalna poza w połączeniu ze strojną suknią, porcelanową cerą i wyrazistym makijażem przywodzą na myśl marionetkę, po drugie: na serdecznym palcu lewej dłoni lśni obrączka, wyraźnie wyeksponowana przez projektanta okładki i połączona linią z ptaszkiem w klatce, alegorią zniewolenia.
Od modelki biegnie kolejna, wyraźniejsza, linia łącząca ją z klepsydrą, spójrzcie jak niewiele piasku w niej pozostało. Obok stoją szklane fiolki i menzurki nieodzownie kojarzące się z eksperymentami laboratoryjnymi, są one jednak puste, jakby eksperymenty nie odbywały się, lub... nie przynosiły rezultatów. Na podłodze porozrzucano w nieładzie lilie - symbole czystości i niewinności. Spójrzmy teraz na stopę dziewczyny - wydaje się brudna, jakby strudzona długą wędrówką i dużo starsza, niż by sugerowała twarz dziewczyny.
Tło przechodzi od zupełnie czarnego przy głowie bohaterki i klatce z ptaszkiem, do jaśniejszej szarości podłogi w okolicach klepsydry i połamanej lilii, zupełnie jakby im dalej od zniewolenia tym więcej światła.
Zauważcie, że w klatce znajdują się drzwiczki, w stronę których zwrócony jest ptaszek, spoglądając jednocześnie na jaśniejszą plamę przy porzuconym kwiecie.

Historia Rhine jest prosta - nastoletnia mieszkanka Nowego Jorku została uprowadzona, wywieziona na Florydę, zaślubiona wbrew swej woli, wraz z dwiema innymi dziewczynami, młodemu chłopakowi, który początkowo budzi wyłącznie jej odrazę. Zadaniem młodych żon jest urodzić Lindenowi przed śmiercią dziecko. Zarówno Rhine, jak i Lindenowi, zostało jeszcze około 4 lat życia, ponieważ ludzkość na skutek podjęcia nieudanej próby przeprowadzenia ewolucji w doskonałość, nękana jest wirusem zabijającym potomków "pierwszego pokolenia" przed osiągnięciem dwudziestego piątego roku życia. Głos serca nie jest zgodny z narzuconą przez despotycznego i prawdopodobnie psychopatycznego teścia rolą, jednak Rhine, podobnie jak jej współtowarzyszki muszą podjąć się jej odegrania, inaczej zginą.

Pierwszoosobowa narracja w czasie teraźniejszym została poprowadzona ładnym, dość bogatym językiem, jednak rzucają się w oczy krótkie zdania, co bywa ciekawym zabiegiem stylistycznym, tu stanowi tylko zgrzyt - wina prawdopodobnie leży po stronie tłumacza, który mógł posłużyć się większą ilością zdań złożonych nie odbiegając od treści - książka by na tym zyskała. Plusem jest umiejętność zwrócenia uwagi na jakiś szczegół poprzez np. wprowadzenie koloru, minusem wkradająca się czasem chaotyczność stanowiąca tylko pustą dygresją, w Opowieści Podręcznej Atwood, do której porównywana jest powieść DeStefano, podobne chaotyczne dygresje znalazły usprawiedliwienie w fabule, a ich zadanie polegało na budowaniu nastroju, podsycaniu ciekawości.

Od samego początku widać wyraźnie, że DeStefano planowała napisanie serii - akcja toczy się momentami za wolno, dygresje urywają się w najciekawszym miejscu, a kiedy Rhine później powraca do rozważań, zaczynają się w połowie urwanego fragmentu - niczym serialowe "w poprzednim odcinku".

W przeciwieństwie do antyutopijnej Opowieści Podręcznej mamy tu całkiem zgrabny przykład dystopii, której scenariusz nie jest aż tak nieprawdopodobny, jakby się mogło wydawać. Poza tym, w zalewie paranormalnych romansów, stanowi ciekawą alternatywą dla nastolatek lubiących lekką fantastykę.

Porównanie debiutu literackiego DeStefano do Opowieści Podręcznej Atwood jest może lekko przesadzone, gdyż nie zaliczyłabym Atrofii do dzieł wybitnych i uniwersalnych, jednak niewątpliwie ma wiele zalet. Nie ma tu, niestety, głębi, drugiego dna, których nie zabrakło u Atwood, ale jestem skłonna stwierdzić, że DeStefano nie brakuje potencjału i, wraz z doświadczeniem i kolejnymi wydanymi książkami, ma szanse stać się poczytną pisarką, może nie na miarę swej kanadyjskiej koleżanki, ale kto to wie?

ksiazkawmiescie.blogspot.com


Przeczytana: 05 sierpnia, 2011

Kiedyś rozmawiałam z moim ojcem na temat przyszłości, a dokładniej jakie zdarzenia miałyby miejsce gdyby ludzie znali datę swojej śmierci oraz sposób i okoliczności w jakich wydadzą ostatnie tchnienie. Jednoznacznie stwierdziliśmy, że byłby to koniec świata. Ludzie wyzbyliby się wszystkich zasad moralnych oraz popełniali masowe samobójstwa, bo czekanie doprowadzałoby ich do szaleństwa. W literaturze dla młodzieży coraz częściej można się spotkać z tematem przyszłości. Pani Lauren DeStefano podjęła się ciężkiego zadania opisania przyszłych losów ludzkości w Chemicznych Światach. Miejscu, gdzie śmierć nie jest tematem tabu, a wręcz towarzyszy przy każdej rozmowie.

Rhine żyje w czasach, kiedy jedynym kontynentem jest Ameryka Północna, podstawą żywienia są sztucznie hodowane warzywa i owoce, i każda nastolatka musi ukrywać się w domu, aby nie zostać uprowadzoną przez Kolekcjonerów. Oprócz tych wszystkich nowości mamy kolejną niespodziankę. Przed kilkoma laty genetycy wynaleźli „zaklęcie” na idealne potomstwo. Mianowicie sztuczna produkcja embrionów bez żadnych skaz oraz wad genetycznych. Masz zapewnienie, iż twoje dziecko nie będzie cierpieć na zespół Downa, autyzm, czy urodzi się bez ręki lub innej kończyny. Sukces nie trwa jednak długo, ponieważ tylko pierwsze pokolenie „doskonałych” jest naprawdę zdrowa. Dziatki idealnych ludzi dożywają do dwudziestu lat albo dwudziestu pięciu, w zależności jakiej są płci. Dlaczego? Powodem jest wirus, który dopada każdego, który nie jest z pierwszego pokolenia. Jego objawy są podobne do gruźlicy, jednak nie znaleziono na niego lekarstwa, dlatego ludzie żyją cały czas ze świadomością, że nie za długo przysłowiowy Mroczny Kosiarz przyjdzie po ich dusze.

Pragnieniem prawie każdego małżeństwa jest posiadanie potomstwa. Wychowywanie ich, rozpieszczanie i patrzenie na to jakim człowiekiem się staje. Cieszenie się z jego sukcesów, odczuwanie smutku, gdy coś mu się nie powiedzie; a przede wszystkim widzenie w nim swojego małżonka. W „Atrofii” można tylko marzyć o prawdziwej miłości, spokojnym życiu bez pośpiechu przy boku rodziny. Panuje tam walka z czasem. Dziewczynki zaraz po pierwszej miesiączce siłą są uprowadzane przez Kolekcjonerów, a później sprzedawane bogatym mężczyznom, którzy w jak najszybszym tempie starają się je zapłodnić i zapewnić przetrwanie gatunku oraz spadkobiercę własnego majątku. Rhine, Jenna i Cecily trafiają do posiadłości Lindena, syna słynnego naukowca pracującego nad lekiem na wirusa powodującego w tym wczesnym wieku nieuleczalną chorobę. Rezydencja jest przepiękna, a dziewczyny mają tam wszystkie uwygodnienia na skinienie palca. Osobistą pokojówkę, kucharza, widok na piękny ogród oraz gaj pomarańczowy. Rhine nie może pogodzić się ze swoim losem, czuję się jak zwierzątko w klatce, ozdoba, bądź przedmiot, który rodzi dzieci dla właściciela. Cały czas obmyśla plan ucieczki z luksusowego piekła. Podczas przeżywania wewnętrznych męczarni w nowym domu, poznaje Gabriela, młodego i przystojnego służącego, któremu zwierza się ze wszystkich swoich utrapień. Niedługo potem odnajduje w nim swoją bratnią duszę i zakochuje się bez pamięci.

O Lauren DeStefano nigdy nie słyszałam, zanim nie przeczytałam „Atrofii”. Jak się później okazało, powieść jest jej debiutem. Mimo tego, że pisarka skończyła wydział kreatywnego pisania nie mogę uwierzyć, iż taka dobra i niesamowita lektura jest napisana przez osobę, która nie wydała wcześniej niczego innego. Pierwsze co urzekło mnie w „Atrofii” to pomysł. Nie cierpię science fiction, jednak w książce debiutantki nie mamy do czynienia z żadnym z rodzajów literatury, ponieważ w idealny sposób DeStefano zebrała wisienki z każdego gatunku. Mamy tutaj tło nieciekawej przyszłości, niebanalny wątek romantyczny na miarę Szekspira oraz obrazy psychologiczne; do tego napisane jest lekkim i wciągającym stylem. Nie ma tutaj powolnej akcji i ciężkiego, niezrozumiałego języka, który można spotkać w powieściach science fiction. Najbardziej podobała mi się emocjonalność i wrażliwość widoczna na każdej stronie. Wspaniale wykreowani bohaterowie, którzy mają skomplikowane charaktery. Nie są to osoby, których działania zrozumiesz bez głębszego zastanowienia. Można to zaobserwować po tym jak dziewczyny zachowywały się po przyjeździe do rezydencji. Każda zupełnie inaczej. Rhine starała się być od Lindena jak najdalej. Cały czas myślała o ucieczce i nie chciała dopuścić do jakiegokolwiek kontaktu cielesnego. Jenna starała się znieść to wszystko z zaciśniętymi zębami, a Cecily cieszyła się jak małe dziecko. Za wszelką cenę chciała zwrócić na siebie uwagę gospodarza, pragnęła być przez niego kochana i darzyć go szczerą miłością. We trójkę znalazły się w podobnej sytuacji, aczkolwiek ich zachowania są zupełnie odmienne. Wszystko zależy od ich doświadczeń i życia przed uprowadzeniem.

Wpadłam w ten świat i nie ma tutaj najmniejszych wątpliwości. Wciągnęłam się w niego niesamowicie i analizowałam go, wyciągałam wnioski, i stawiałam hipotezy. Jedną z nich było to jak w przyszłości mają być traktowane kobiety. Jak przedmioty codziennego użytku. Bez szacunku i na sprzedaż. Jak automaty, które w konsekwencji czynności dawały dzieci. W tym świecie mężczyźni byli władcami, mieli po kilka żon. Kobiety były ich własnościami po zapłaceniu odpowiedniej sumy. To właśnie wzburzyło mnie najbardziej, że tak ma być traktowana płeć piękna. Widocznie nie byłabym sobą, gdybym o tym nie wspomniała, jako kobieta z feministycznymi zasadami nie mogłam tego przemilczeć. Lauren DeStefano uspokoiła mnie oraz ostudziła mój zapał przed wypowiedzeniu wojny mężczyznom z przyszłości. Linden nie jest typowym przedstawicielem płci brzydkiej, którym zawładnął nadmiar testosteronu. Swoje nowe żony stara zrozumieć, dotrzeć do nich i zrobić wszystko, żeby jego polubiły. Jeżeli jakaś nie chciała dotyku nie był nachalny. To w nim bardzo polubiłam. Teoretycznie mógł robić z nimi co chciał, aczkolwiek umiał je traktować jak osoby ludzkie, liczył się z ich uczuciami oraz pragnieniami.

O Chemicznych Światach mogłabym napisać jeszcze wiele akapitów, jednak popsułoby to zabawę innym czytelnikom, którzy tak jak ja powinni go zwiedzać na własną rękę. Moim zdaniem jest to jedna z lepszych książek jakie ostatnio czytałam. Przyjemna i refleksyjna na raz, zdecydowanie polecam każdemu.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 21 lipca, 2011

Kiedyś pisało się o znanej nam rzeczywistości. Później przyszła moda na magię. Po magii nadeszły wampiry, wilkołaki i inne stwory. Od paru miesięcy można dostrzec w literaturze coraz więcej książek z nowego nurtu - bądź co bądź jeszcze świeżego, nie wyeksploatowanego do granic możliwości - patrzenie w przyszłość, rozważanie tego, co stanie się z ludzkością, szukanie ideału - proszę Państwa oto utopie i ich negacje, walki z ideałem - antyutopie.

Muszę przyznać, że z tego wszystkiego, co w literackiej modzie się w ostatnich pięciu latach znalazło, ta ostatnia kategoria przypadła mi do gustu najbardziej. Może dlatego, że autorzy nie zdążyli mnie jeszcze zmęczyć? A może dlatego, że to znacznie szersze pole dla wyobraźni, bo nie ograniczone przez pewne typowe cechy dla danego stworzenia, jak krew dla wampira, czy przemiana w futrzaka w przypadku wilkołaka. Tutaj mamy tylko człowieka i wizję tego, co stać się może. Czy to idealne społeczeństwo, czy też niedoskonałe. Zniszczony świat, ale jakiś kolorowy kącik, do którego trafiają wybrane - oczywiście idealne - osoby.

Świat całkiem podobny do opisanego przeze mnie w tym jednym zdaniu znalazł się właśnie w "Atrofii". Po III Wojnie Światowej z naszej planety pozostało raczej niewiele - zaledwie Stany Zjednoczone, które miały najlepiej rozwiniętą technikę (z tym jednym niechętnie się nie zgadzałam, ponieważ uważam, że ku temu większe szanse ma Japonia, chociaż jako kraj wyspiarski... troszkę łatwiej ich unicestwić, jednak argument technologiczny pozostawia we mnie trochę wątpliwości) i zdołały przetrwać. Nie ma Europy, Azji, Afryki... I mało kto o nich wie. Społeczeństwo chciało być doskonałe, jednak nie wyszło - kobiety dożywają dwudziestego roku życia, mężczyźni dwudziestego piątego. Każdy wie, co go czeka, a naukowcy nie potrafią stworzyć działającego lekarstwa na wirusa zabijającego ludzi. Niewiele jest osób z pierwszego pokolenia, które żyją tyle co my, czyli kilkadziesiąt - nawet do stu - lat. I chociaż nowy świat jest mały, jest ciężko. Bardzo ciężko.

Jednak ta książka nie opowiada tyle o świecie, co o trójce dziewcząt - porwanych i wydanych za jednego mężczyznę. Są one niczym lalki - uwięzione w złotej klatce. Są różne - jedna nienawidzi i chce umrzeć, druga chce uciec, ale stara się zrobić to w sposób mądry, rozważny. Trzecia zaś jest całkowicie zachwycona swoim nowym życiem, oddana mężowi i teściowi, odgrywa dokładnie tę rolę, jaka jest jej przypisana.

Lauren DeStefano porwała mnie do tego świata. Świetnie przedstawiła kontrasty między tu i tam, dziś i wtedy, ja i ona, one i oni. Przedstawiła miłość, tęsknotę, oddanie, strach, zrezygnowanie, wolę walki. Wątek romantyczny nie wysuwa się tutaj na pierwszy plan, jest schowany za firanką, widoczny, ale ja osobiście nie zdołałam się na nim skupić. Pochłaniało mnie coś innego. Pochłaniał mnie ten lęk, który się sączył z książki - doskonale go czuć, nie da się zignorować. Strwożona czytałam, nie chcąc się oderwać. Bałam się o bohaterkę, bohaterki, chociaż wiedziałam, że to jest trylogia i główna postać na pewno przeżyje tę część. A jednak - bałam się o nią. Polubiłam wszystkie dziewczyny, polubiłam ich męża. Cieszyłam się wraz z ich małymi radościami, cierpiałam w ich bólu. Ciężko było mi się z nimi nie łączyć w jakimś porozumieniu. I cieszy mnie jedno - najwidoczniej Amerykanki z przyszłości nie są aż tak głupie jak te we współczesnym kinie i książkach. Nie bez wad, też mają różne wyskoki, ale z całą pewnością nie aż tak tragiczne.

Książka jest fascynująca, niezwykle mi się podobała, chociaż brakło malutkiej iskierki do zachwytu, której upatruję w języku. Jest dobry, przyjemny, prosty, ma coś z melancholii, ale to jeszcze nie to, czego bym od niego oczekiwała. Mimo to sama książka jest według mnie naprawdę rewelacyjna. I jeszcze ta niesamowicie piękna okładka! Mogę się w nią wpatrywać i wpatrywać... w oczekiwaniu na drugi tom.

Polecam.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 07 sierpnia, 2011

"Atrofia" przedstawia wizję przyszłości, w której niedaleka zagłada ludzkości wydaje się być nieunikniona.
Społeczeństwo, które dominują ludzie młodzi, bardzo młodzi, może nie poradzić sobie z czekającą je rzeczywistością.
Niedoświadczenie i strach wkrótce staną się początkiem jej końca.

Powieść bardziej niż na problemach świata skupia się na kilku wybranych bohaterach, szczególnie na Rhine, Jennie i Cecily.
3 dziewczęta zostają żonami 21 letniego Lindena, syna przedstawiciela pierwszego pokolenia - Mistrza Vaughn'a.
Piękna, luksusowa rezydencja, dookoła gaje pomarańczowe, ogrody różane, błękitny basen. Nowocześnie urządzone pokoje, spełniający zachcianki służący - to jest ich nowy świat.
Dziewczęta wkraczają w niego jednak z pełną świadomością przeszłości i przyszłości, a wizje obu tych czasów są na tyle straszne, że otaczające je luksusy są tylko iluzją zza której wyłania się prawdziwa rzeczywistość.

Rhine pragnie wrócić do przeszłości, do swojego domu i brata, od których została podstępnie zabrana. Jest ptaszkiem w złotej klatce, który wyczekuje wolności.
Jenna, której zabito 3 siostry, oczekuje już tylko śmierci. Zobojętniała na otoczenie, pogrąża się w świat książek - ale tylko z pozoru, Jenna bacznie obserwuje i choć sama już się poddała, nie rezygnuje z pomocy innym.
Cecily, dziewczynka z sierocińca najlepiej odnajduje się w nowym życiu. Nie ma za czym tęsknić, więc lepsza przyszłość, u boku męża wydaje się jej cudownym zrządzeniem losu. Cecily jest naiwnie nieświadoma tego co się wokół dzieje, prawda przychodzi więc do niej z brutalną siłą.

Historia zawarta w powieści skupia się na tych trzech dziewczętach, na ich przyswajaniu się, buncie, rezygnacji, na ich marzeniach, obawach, na więzi która powoli zaczyna ich łączyć. Dla każdej z nich nowe życie u boku Lindena jest czymś innym, choć obserwujemy je oczami Rhine, punkt widzenia pozostałych jest dobrze ukazany.
Rhine od początku szuka drogi ucieczki z posiadłości, nie buntuje się w widoczny sposób, wie że musi zdobyć przychylność nowego męża, by jej plany stały się kiedyś realne. Jednak żyjąc coraz dłużej w iluzji, otoczona hologramami prawdziwego życia, zatraca się w nim. Nowo poznane osoby stają się dla niej ważne, nagle decyzja o ucieczce zaczyna być coraz trudniejsza.
Czy Rhine wytrwa w swoim postanowieniu? Czy może jednak iluzja stanie się rzeczywistością?

Po kilku dobrych recenzjach, które wpłynęły na moją decyzję o sięgnięciu po książkę, nastawiłam się na emocjonującą powieść rozgrywającą się w budzącym przerażenie świecie. Chęć doświadczenia zachwytu trzymała mnie przy niej bardzo długo, aż do samego końca, bo moja nadzieja wsparta tyloma książkami, w których zakończenie przyćmiewało całą resztę, była duża.

Skończyło się na wielkim rozczarowaniu.

„Atrofia” okazała się po prostu nudna, od początku, do samego końca, nie poczułam żadnych emocji, żadnego napięcia, nie mówię nawet o akacji, bo książki nie muszą jej mieć żeby wciągnąć. „Atrofia” jej nie posiadała, nie posiadała również tego czegoś, co wzbudza zachwyt innego rodzaju.
To, że treść „Atrofii” do mnie nie przemówiła, nie było główną przyczyną mojego zawodu, największą - była główna bohaterka – postać, z którą jak nigdy, nie miałam żadnego kontaktu, kompletnie obca mi osoba, której los nie poruszył mojego serca. Nie interesowało mnie co zrobi Rhine, mogłaby nawet umrzeć na miejscu, nic by mnie to nie obchodziło. Jak więc mogłam przejąć się treścią, jeśli opierała się ona na pragnieniu wolności głównej bohaterki?

Muszę jednak przyznać, że „Atrofia” jest bardzo ładną opowieścią. Nudną w piękny sposób. Nie miałam przy czytaniu zastrzeżeń co do stylu autorki, która opisała stworzony przez siebie świat w przyjemny sposób, stworzyła piękną bajkę za którą kryły się brzydkie potwory. Myślę, że do wielu osób ta historia przemówi. Tak jak stało się w przypadku „Dobranych” – książki która w pewien sposób bardzo przypominała mi "Atrofię". Sądzę, że osobom, którzy polubili ”Dobranych”, „Atrofia” także przypadnie do gustu. Chyba, że uznają ją, za powtórkę z rozrywki. Mnie obie powieści bardzo rozczarowały, obie wzbudzały we mnie niemal identyczne odczucia, albo raczej ich brak.
Dla mnie „Atrofia” tak jak i „Dobrani” są wielką tragedią z niczego, nie kusi mnie poznanie jej końca, nie ciekawi mnie los bohaterów.

Nie polecam, lecz i nie zniechęcam. Z pewnością "Atrofia" może się spodobać, do mnie jednak nie trafiła.


Przeczytana: 14 października, 2011

Data śmierci pozostaje dla nas nieodgadnioną zagadką. Nikt nie wie, kiedy odejdzie z tego świata: czy stanie się to za miesiąc, czy może za parędziesiąt lat. Żyjemy w błogiej nieświadomości, nie przejmując się każdego dnia upływającym czasem. To, kiedy ostatecznie pożegnamy się z egzystencją, będzie tajemnicą aż do samego końca. Czy jednak na pewno?...

Rhine ma szesnaście lat i tylko cztery lata życia przed sobą. Wie doskonale, że umrze w wieku dwudziestu lat, podobnie jak wszystkie kobiety z drugiego pokolenia. Mężczyźni cieszą się światem trochę dłużej, choć niewiele: pięć lat. Wszystko to za sprawą wirusa, który powstał w wyniku stworzenia idealnej generacji ludzi z probówek. Są oni piękni, zdrowi i długowieczni. Ich potomkowie nie mają tyle szczęścia; umierają młodo i boleśnie. Nie mają wiele czasu, żyją w niebezpiecznych czasach, w których brutalnie walczy się o przetrwanie. Z siedmiu kontynentów pozostał tylko jeden: Ameryka Północna, dzięki zaawansowanej technice. Resztę kuli ziemskiej stanowi bezkresny ocean i unoszące się w nim szczątki dawnych cywilizacji.

„Jedyną zabawą, jaką znam, jest ustawianie pułapek w kuchni i walka o przetrwanie nocy.”

Na ulicach zaczęli pojawiać się Kolekcjonerzy: nieczuli ludzie, porywający dziewczyny i zmuszający je do poligamii. Ku swemu nieszczęściu Rhine trafia w sidła jednego z nich i wraz z innymi nastolatkami zostaje przewieziona ciężarówką do Zarządcy Lindena. Ten wybiera trzy dziewczęta spośród przerażonej grupy; reszta skazana jest na śmierć. I tak rozpoczyna się nowe życie Rhine. Wraz z milczącą i spostrzegawczą Jenną oraz kapryśną i uzdolnioną muzycznie Cecily staje na ślubnym kobiercu. Przed nią jawi się wizja spędzenia tych ostatnich czterech lat w nieszczęśliwym, fałszywym małżeństwie, wśród luksusów, lecz także ułudy i iluzji, które wypełniają nowy dom po brzegi. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Lepiej pogodzić się z losem czy walczyć? Zostać z Lindenem i jego mrożącym krew w żyłach teściem czy uciec z dodającym otuchy służącym Gabrielem, ryzykując przy tym życiem?

„Oto moja historia. Przeszłość, którą zachowam na zawsze w sercu. Znajdę sposób, żeby tam wrócić.”

Świat, który stworzyła w swym debiucie Lauren DeStefano jest ponury i smutny. Nad bohaterami nieustannie ciąży widmo śmierci, wciąż przypominając o nieubłagalnie zbliżającym się końcu. Życie przesypuje im się między palcami niczym piasek w klepsydrze: miarowo i bezlitośnie. Nadzieja już prawie nie istnieje; nikt nie wierzy w wynalezienie antidotum na tę okrutną chorobę. Choć naukowcy wciąż pracują nad lekarstwem, szansę na powodzenie wciąż maleją. Ludzkość skazana jest na zagładę. Czy w tak przykrych okolicznościach wciąż jest miejsce uczucia?

„Nie da się nikogo zatrzymać na tym świecie samą miłością.”

Powiedziałam sobie, że zajrzę tylko na chwilę. Przeczytam tylko parę zdań i odłożę na półkę, by wrócić do niej później. Nic z tego. „Atrofia” ma w sobie jakąś przyciągającą, magnetyczną moc, która hipnotyzuje i zachwyca już od pierwszych słów. Nie sposób przerwać czytania. Minuta za minutą, kartka za kartką… Choć wykreowana przez autorkę rzeczywistość przeraża, to jednak ma w sobie coś takiego, że chciałabym zostać w niej na dłużej. Ani trochę nie chciałam opuszczać stworzonych przed DeStefano postaci; w krótkim czasie stały mi się bliskie i za wszelką cenę chciałam poznać ich dalsze losy. Przedłużałam lekturę ostatnich rozdziałów najbardziej, jak tylko mogłam, jednak było to niemożliwe: panująca w nich adrenalina po prostu nie pozwala na leniwe przewracanie stron.

„Prawdziwy to słowo uznawane w tym domu za wulgarne.”

Bohaterowie są różnorodni i doskonale przedstawieni. Rhine jest niezwykle wiarygodną postacią, odważną, lecz ze słabościami i wadami. Nie zawsze postępuje właściwie, popełnia błędy jak każdy człowiek. To właśnie sprawia, że ma się wrażenie, iż mogłaby ona istnieć naprawdę. Jenna od razu zdobyła moją sympatię, Cecily budziła we mnie na zmianę irytację i współczucie. Gdy tylko pojawiał się Mistrz Vaughn, czułam ciarki na całej skórze. Przez powieść przewija się cała paleta bohaterów: żyjący w złotej klatce Linden, marząca o podróżach Rose czy mała projektantka Deirde. Każda z postaci budzi jakieś uczucia, nie ma bohaterów czarno-białych, papierowych, płaskich. Wszyscy mają w sobie to „coś”, co czyni ich wyjątkowymi.

Okładka – o niej mogłabym mówić godzinami. Jest naprawdę piękna, oryginalna. Znajdują się na niej elementy, doskonale oddające istotę tej opowieści: klepsydra, jakieś probówki, ptak w klatce, rozsypane lilie. Całość przyciąga wzrok, obwoluta jest także bardzo przyjemna w dotyku za sprawą wklęsłych napisów. Bardzo spodobało mi się również to, jak zostały ozdobione pierwsze strony rozdziałów. Strona graficzna „Atrofii” nie pozostawia absolutnie nic do życzenia.

Trochę zabrakło mi opisów tego, co dokładnie wydarzyło się, zanim sześć kontynentów zostało zalanych wodą. Lauren DeStefano zbyt mało czasu poświęciła na przedstawienie realiów, w których muszą odnaleźć się żyjące w niedalekiej przyszłości postaci. Mam nadzieję, że w następnej części zostanie przekazanych więcej wiadomości na ten temat.

Jest to absolutnie zachwycający debiut, zapadający w pamięć na długi czas. To pierwszy tom wyśmienicie zapowiadającej się trylogii i po prostu nie mogę doczekać się ciągu dalszego. Wstrząsająca, dająca do myślenia, fascynująca, wiarygodna: taka właśnie jest „Atrofia”. Czego chcieć więcej?

Szybko biegniesz, mroźne powietrze wypełnia Twoje płuca. Docierasz do żeliwnej bramy: to jedyna droga ucieczki. Wolność jest tuż-tuż. Czy odważysz się zaryzykować tych kilka lat, które Ci pozostało i wybierzesz życie na zewnątrz? Czy odwrócisz się i wrócisz do życia w kłamstwie? Wybieraj… Czas płynie. I nie możesz zrobić nic, by go zatrzymać.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 sierpnia, 2011

Kochani! Oto przed Wami książka doskonała w każdym calu, kompletna i absolutnie wyjątkowa. Książka, której i tytuł, i okładka idealnie korespondują z treścią. Książka, która wstrząsa, zachwyca i ekscytuje. Książka naprawdę znakomita.

Debiutancka powieść Lauren DeStefano przenosi nas w czasy, w których XXI wiek jest tylko pięknym, nieznanym okresem, o którym wspominają książki. Świat, jaki znamy, przestał istnieć - na kuli ziemskiej pozostała jedynie Ameryka Północna pełna młodych, nieszczęśliwych ludzi. Stworzone z probówki idealne pokolenie powoli osiąga wiek starczy, patrząc na swych umierających dwudziestoletnich potomków. Oto efekt eksperymentów genetycznych - jedno doskonałe pokolenie wydaje na świat dzieci, które znają datę swojej śmierci...

W tej antyutopijnej rzeczywistości nie brakuje szaleńców, próbujących za wszelką cenę wynaleźć antidotum na tajemniczą genetyczną przypadłość, wybijającą młodych. W ten sposób porywają z ulic piękne, młode dziewczęta, by angażować je w poligamiczne związki i eksperymentować na ich dzieciach.

Jedną z porwanych dziewcząt jest Rhine - szesnastoletnia sierota, która trafia do niewyobrażalnie wielkiej i przerażającej posiadłości, w której dochodzi do makabrycznych procederów. Eksperymenty na ciałach młodych dziewcząt, mordowanie ich dzieci, zniewalanie. Rhine poślubia młodego bogacza i powoli przystosowuje do życia w zamknięciu, nieustannie opracowując plan ucieczki. Ucieczki, która może zakończyć się jej śmiercią...

Nigdy nie sądziłam, że książka z łatką fantastyka okaże się jedną z najciekawszych, jaką w życiu czytałam. Świat stworzony przez Lauren DeStefano jest skomponowany idealnie, z najdrobniejszymi szczegółami. Nakreślony przez nią obraz społeczeństwa jest spójny i obszerny. Rzeczywistość przedstawiona jest zatem tak precyzyjnie, że z powodzeniem można przenieść ją w granice naszej wyobraźni. Co, jak co, ale ona podczas czytania 'Atrofii' zaangażowana jest w pełni.

Lauren DeStefano naszkicowała w swej debiutanckiej powieści cztery interesujące portrety kobiece. Rose - znajdująca się na łożu śmierci rozkapryszona idealistka, nieustannie pogrążona w marzeniach, szukająca pocieszenia dla swego męża. Cecily - młodziutki chochlik, który z wesołego podlotka błyskawicznie musi przemienić się w dojrzałą kobietę. Jenna - zamknięta i zdystansowana, znakomita obserwatorka, gotowa oddać życie w imię przyjaźni. Oraz Rhine - młoda dziewczyna, która od lat nieustannie walczy o przetrwanie. Najpierw koczując w opuszczonej ruderze, potem próbując uwolnić się z pięknego więzienia, jakim jest tajemnicza posiadłość na Florydzie.

Ciekawi są również mężczyźni w tej powieści - bezwzględny Mistrz Vaughn, który wykorzysta wszelkie możliwe sposoby, by uratować syna przed śmiercią. Oderwany od rzeczywistości Linden, który nigdy nie zaznał smaku prawdziwego życia oraz - nieco mniej interesująco przedstawiony - służący Gabriel - postać trochę nijaka, ale odgrywająca w powieści kluczową rolę.

Losy wszystkich tych postaci stykają się ze sobą za murami przerażającej posiadłości, z której dla nikogo nie ma ucieczki i która jest jedną, wielką iluzją. To zapewne znak przyszłych czasów - sztucznie wytworzone rośliny, hologramy imitujące rzeczywistość i pełne zmechanizowanie. Chemiczny Świat.

Nie wszyscy lubimy fantastykę, ale zapewniam, że 'Atrofia' nie jest nią przesycona - więcej tu znakomitych wątków przygodowych i elementów powieści psychologicznej. Obraz typowy dla science fiction stanowi tylko tło książki Lauren DeStefano. I chyba właśnie dlatego, tak bardzo mnie ona urzekła.

Wielkim pozytywem tej powieści są również pewne niedopowiedzenia i sugestie, które sprawiają, że nie jesteśmy świadkami najbrutalniejszych procederów, a jedynie wyobraźnia podpowiada nam, że miały one miejsce. Jest to o tyle ważne, że książkę tę z powodzeniem można polecić młodzieży - autorka bowiem znakomicie zakamuflowała to, co mogłoby odstraszać wrażliwych odbiorców. Zabieg ten udał jej się perfekcyjnie. Dlatego uważam tę powieść za doskonałą w każdym calu.

Jestem pewna, że cykl 'Chemiczne Światy' będzie jednym z moich ulubionych i daleko w tyle pozostawi 'True Blood' i 'Vampire Diaries', w które zagłębiam się jedynie z sentymentu. Gorąco zachęcam Was do lektury - przekonajcie się, że warto.


Przeczytana: 14 sierpnia, 2011

Uwaga - będzie laurka (nie, żeby mi się jakoś z imieniem autorki skojarzyło), uwaga - będą achy i ochy, uwaga - będą zachwyty :)

Ale jak tu się nie zachwycać, kiedy wszystko zaspokaja potrzeby czytelnika - od okładki poprzez bohaterów i "lekki" język po niebanalną, bardzo spójną i przemyślaną fabułę.

Zacznę od tego, co najpierw rzuca się w oczy. Dawno nie widziałam tak dopracowanej graficznie, pięknie wydanej książki. Okładka jest sztywna ze skrzydełkami i taka "mięsista" w dotyku. Dodatkowo pola w kółkach są "śliskie", a litery wytłaczane. Sam obrazek i jego kolorystyka są bardzo ładne. Geometryczne motywy graficzne powtarzają się "wewnątrz" - rozpoczynają każdy rozdział i zdobią numery stron. Naprawdę - cacko.

Bohaterowie - a właściwie bohaterki. Bo główne role w tym spektaklu, nie do końca z własnej woli, odgrywają trzy kobiety - młodziutka Cecily, niepokorna Rhine i spokojna, stojąca jakby z boku, Jenna. Autorce udało się, moim zdaniem, stworzyć ciekawe i wiarygodne postacie - niejeden raz denerwowała mnie naiwność Cecily, zadziwiała postawa Jenny, a najważniejsza z nich Rhine - pobudzała do myślenia, czy wolność jest najwyższą z wartości, wartością, dla której warto poświęcić życie.
Mężczyźni są trochę w tle, ale też nakreśleni interesującą kreską. Szlachetny służący Gabriel, który pomaga Rhine; wspólny mąż dziewczyn - Linden - wyrachowany czy nieświadomy?; ojciec Lindena Mistrz Vaughn - najbardziej demoniczna postać, można by rzec "spiritus movens" tego, co się wydarza.

Wspomniałam wyżej również o języku - książka jest napisana bez wulgaryzmów, bez epatowania naturalizmem, mimo w sumie dość ciężkiego tematu język powieści jest lekki, płynie - a czyta się ją bardzo szybko. Bardzo dobrze są też rozłożone akcenty - zwroty akcji, zwłaszcza zawieszenia na końcach rozdziałów -nie dało się odłożyć książki bez przeczytania jeszcze kilku stron i ... jeszcze kilku stron.

A teraz krótko o samej historii - świat przyszłości, ludzkość po katastrofach została tylko w Ameryce Północnej. Ludzkość niemalże doskonała, bo w efekcie różnorodnych eksperymentów genetycznych udało się stworzyć idealne pokolenie - dzieci bez wad, bez chorób. Niestety coś poszło nie tak - w każdej kolejnej generacji kobiety dożywają tylko 20 lat, mężczyźni 25 - dziesiątkuje ich tajemniczy wirus, na który wciąż nie ma lekarstwa. Żeby zwiększyć szanse przetrwania bogaci mężczyźni poprzez tzw. Kolekcjonerów porywają młode dziewczęta i czynią je swoimi żonami. Co dzieje się z tymi, które nie spodobają się nikomu?
Mistrz Vaughn, ojciec Lindena, "kupuje" mu trzy żony. Jego pierwsza żona Rose właśnie bowiem zachorowała i jest umierająca. Na ogromnej plantacji swoje nowe, krótkie i tak życie rozpoczynają Cecily, Rhine i Jenna. Każda z nich prezentuje inne podejście do swojej sytuacji. Cecily jest w zasadzie zachwycona - mąż jest przystojny, miły, w domu nie brak właściwie niczego - o czym więcej mogłaby marzyć? Jenna jakby "izoluje się", jest tylko ciałem pogodzona z losem, ale nie akceptująca go w duchu. A Rhine? A Rhine, pomimo sympatii, którą stopniowo zaczyna odczuwać wobec Lindena, cały czas próbuje wymyślić sposób ucieczki i powrotu do domu, do jedynej prawdziwie bliskiej sobie osoby - brata bliźniaka. Czy jej się to uda?

Na koniec napiszę jeszcze, że nie myślałam, że aż tak wciągnie mnie powieść będąca w zasadzie trochę "fantastyką", jak już kiedyś pisałam najbardziej lubię książki, w których wszystko da się racjonalnie wyjaśnić (oczywiście dopuszczam i czytam o wampirach, wilkołakach i innych stworach, ale to przecież umowna konwencja;)) Ale czy tak naprawdę wiemy, dokąd zmierzają naukowcy zajmujący się genetyką, klonowaniem komórek? Czy świat stworzony przez Lauren nie stanie się kiedyś rzeczywistością? Czytałam gdzieś w wywiadzie z nią, że nie było jej zamiarem poddawanie w wątpliwość wagi badań genetycznych, raczej "zasugerowała się" podświadomie czymś obejrzanym w telewizji. Niemniej jednak po lekturze nasuwa się wiele pytań i wiele rzeczy do przemyślenia.

"Atrofia" to pierwsza część trylogii "Chemiczne światy" - niezmiernie jestem ciekawa, jak to się wszystko dalej rozwinie. Tym bardziej, że równie dobrze, kolejna może "pociągnąć" wątki lub opowiedzieć zupełnie inną historię.
Polecam naprawdę gorąco!


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 08 sierpnia, 2011

Atrofia, to taka ładna nazwa, nieprawdaż? Bardzo mi się ten tytuł spodobał, jak tylko go ujrzałam. Niestety, znaczenie nie jest już takie ładne. Atrofia ze starogreckiego oznacza „zanik, wiąd – stopniowe zmniejszanie się objętości komórki, tkanki, narządu, części ciała” (Cytat z Wikipedii). W wyszukiwarce obrazów Google można znaleźć bardzo brzydkie zdjęcia pokazujące tę chorobę. Niestety trafiłam na nie w poszukiwaniach zdjęcia okładki.

A teraz wyobraźcie sobie świat, w którym nie istnieje wasz dom, miasto, kraj, ląd. Czy wy też nie istniejecie? Najprawdopodobniej. Istnieją tylko Stany Zjednoczone. Z reszty świata zostały pojedyncze wyspy i nikt nie wie, czy coś jeszcze na nich żyje. Witajcie w świecie, w którym mężczyźni żyją lat dwadzieścia pięć, kobiety zaledwie dwadzieścia. W którym tak naprawdę nie ma dorosłych, a osierocone dzieci umierają z głodu na ulicach. To świat stworzony ludziom przez nich samych. Tak bardzo pragnęli naprawiać naturę, że ich przechytrzyła. Macie za swoje, powiedziała. I sprawiła, że ze wspaniałej mrzonki o idealnych ludziach zostały tylko popiół i gruzy.

Główną bohaterką „Atrofii” jest Rhine, szesnastoletnia dziewczyna porwana przez Kolekcjonerów. Wraz z dwoma innymi dziewczynami zostaje sprzedana Lindenowi, dwudziestojednoletniemu chłopakowi, któremu umiera żona. One mają ją zastąpić. Zostają zamknięte w złotej klatce, ich świat ogranicza się do pilnie strzeżonych murów rezydencji i to nie całej – mają wyznaczone miejsca, w których mogą przebywać. Rhine marzy o ucieczce. Na Manhattanie zostawiła brata bliźniaka. Jenna chce tylko śmierci, nie ma już po co żyć. A Cecily jest szczęśliwa. Biedne dziecko wyrwane z sierocińca trafiło do raju. Jak potoczą się losy tej czwórki? Czy pogodzą się ze swoim losem, a może będą walczyć? Jak bardzo można sprawować nad kimś kontrolę? Czy życie sprowadzone do policzonych już miesięcy i dni różni się czymś od naszej złudnej długowieczności?

Trzeba przyznać, że Lauren DeStefano stworzyła bardzo ciekawy obraz świata, a każda jej kreacja jest po mistrzowsku uszyta. Aż ciarki przechodzą, jak dopuści się do siebie myśl, że jej pomysł wcale nie jest tak daleki od rzeczywistości. Ilekroć się zajrzy do naukowego magazynu, czy wejdzie na odpowiednią stronę w Internecie można do woli naczytać się o pomysłach naukowców, genetycznych modyfikacjach i wizji przyszłości. Mam nadzieję, że nigdy nie zajdą za daleko. I wcale nie pociesza mnie myśl, że mnie wtedy już nie będzie. Ale będą moje dzieci, wnuki, prawnuki… Jednak ten dziwny, niemalże postapokaliptyczny świat poznajemy zza murów eleganckiej rezydencji, gdzie atmosfera jest duszna, lepka i podszyta strachem. Przez moment siedzimy w pięknych sypialniach, bierzemy pachnące kąpiele i znajdujemy się w wymarzonej bibliotece. Ale co z tego, jeśli w podziemiach pachnie śmiercią, a ogrodzenia tego pięknego więzienia nie widać?

Autorka ewidentnie ma talent. Napisała powieść, w której wnętrzu z łatwością można się znaleźć, którą można przeżywać i o której myśli się po przerwaniu czytania. Także charaktery, które stworzyła, są bardzo ludzkie, wiarygodne i wielowymiarowe. Dziewczęta nie są przedstawione płasko i nie tworzą tła dla losów Rhine. Są ważną częścią całej historii i niejednokrotnie nas zaskakują. To, czego mi trochę brakowało to pogłębienie świata poza murami rezydencji. Jakoś tak marnie rozkład świata został opisany. Dlaczego z Europy i Azji nic nie zostało? Wybuchła bomba, kometa uderzyła o Ziemię? Dlaczego to niby Stany Zjednoczone mają mieć najbardziej zaawansowaną technikę i z tego powodu przeżyć? Przecież Rosja, Japonia czy Korea niczym Ameryce nie ustępują. Tak marnie to wszystko zostało wyjaśnione. Pisarka skupiła się bardziej na problemach egzystencjonalnych Rhine i jej zamknięciu. Jednakże, ponieważ jest to pierwsza część trylogii, nie przekreślam jej i mam nadzieję, że w kolejnych tomach zagłębimy się w ten ponury świat przyszłości i stanie się on o wiele bardziej wiarygodny i wielowymiarowy. Ale jak na debiut, jest to bardzo dobra książka.

Polecam zarówno nastolatkom pragnącym romansu z odrobiną przygody jak i wielbicielom ciekawych, psychologicznych powieści, których akcja umieszczona jest w nieco innej rzeczywistości niż nasza obecna.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 09 sierpnia, 2011

W ciągu ostatnich kilku lat na co drugiej stronie internetowej atakują nas reklamy portali ,na których "dowiemy się" jaka jest data naszej śmierci.Wystarczy tylko wypełnić kilkuminutowy test ,by zdać sobie sprawę z tego ,że nasze dni są policzone.Taka wiedza niesie ze sobą wiele plusów - możemy pożegnać się z bliskimi ,prawidłowo rozdysponować swój majątek i załatwić wszystkie ważne sprawy.Ale czy tak naprawdę chcielibyście wiedzieć ,którego dnia ,o której godzinie opuścicie świat żywych?

Atrofia to zjawisko polegające na stopniowym zmniejszaniu się objętości komórki,tkanki,narządu lub części ciała; spowodowane spadkiem syntezy białek.Myślę ,że pojęcie to możemy przyrównać do naszego życia.Każdy człowiek powoli "się zużywa" ,czyli starzeje się ,a jego ciało z roku na rok coraz częściej odmawia mu posłuszeństwa .Nasza typowa atrofia trwa ok.60-70 lat . Jednak czy możecie sobie wyobrazić ,że wasza trwałość życia ma z góry ustaloną granicę czasową ,której nikomu nie udało się jej pokonać? Czy życie ludzkie dalej byłoby takie samo ,gdyby jego atrofia posuwała się o jakieś 3-4 razy szybciej niż ta ,którą nazwaliśmy normą?

Lauren DeStefano w swojej niedawno wydanej i zarazem debiutanckiej powieści przedstawia nam przerażającą wizję świata po trzeciej wojnie światowej ,gdzie nie zabijają już nieuleczalne nowotwory ,czy guzy; teraz problemem poskramiającym ludzkość jest nikomu nieznany wirus.W pierwszej części serii Chemiczne światy tytułowa atrofia ludzka trwa 25 lat dla mężczyzn i tylko 20 dla kobiet. Dzieci ,które zostały poczęte w sposób naturalny uznawane są za niedoskonałe ,więc by "uzyskać" idealnego potomka wystarczy tylko poprosić o wyprodukowanie embrionu,który nie będzie posiadał żadnych wad genetycznych. Błędy ludzi,którzy zapragnęli zawładnąć światem i móc mieć całkowity wpływ na przebieg życia ludzkiego mają przerażający wpływ na żywot mieszkańców Ameryki Północnej - na świecie grasują chaos ,nieporozumienie,cierpienie, niezgoda i niesprawiedliwość.

Wśród ogarniętych paniką nieuchronnej śmierci ,kończącej tak krótkie życie istot spotykamy naszą bohaterkę - Rhine.Dziewczynę tę poznajemy ,gdy zostaje porwana z mieszkania ,które dzieli z bratem i uprowadzona do luksusowej rezydencji ,by jako jedna z trzech wybranek pojąć za męża syna właściciela posiadłości.Mimo iż wszyscy twierdzą iż z miejsc takich jak to ,do którego trafiła główna bohaterka nie da się opuścić będąc żywym Rhine nie traci nadziei i już od pierwszego dnia pobytu zajmuje się obmyślaniem planu na ucieczkę do swojego brata.Jednak okazuje się ,że wydostanie się z luksusowej willi wcale nie jest takie proste i jeśli naprawdę chce się tego dokonać trzeba poświęcić dosłownie wszystko.

Wiecie co ? Jestem dosłownie oczarowana tą książką. Co prawda nie należy ona do tych ,w których akcja gna jak szalona ,a położenie bohatera zmienia się ze strony,na stronę .Tutaj nie zachwyca bieg wydarzeń ,czy ich nadmiar.W nowej książce Lauren DeStefano możemy wręcz rozkoszować się przepięknym językiem,który pozwala nam zagłębić się w świat bohaterki i przeżywać wszystko wraz z nią.Jestem naprawdę zaskoczona tym ,że są jeszcze na świecie autorzy ,którzy już w swoich debiutach udowadniają ,że w świecie zdominowanym przez słabe książki z gatunku paranormal romance pisane tylko ze względów komercyjnych można jeszcze stworzyć coś oryginalnego i pięknego,co zachęca do dalszego obcowania z literaturą.

Naprawdę serdecznie zapraszam was do zapoznania się z tą książką .Uwierzcie mi ,że naprawdę warto :-) Ja już nie mogę doczekać się kolejnej części trylogii Chemiczne światy :-)


Na półkach: Przeczytane, Recenzyjne
Przeczytana: 21 sierpnia, 2011

„Atrofia” rozpoczynająca trylogię „Chemiczne światy” to debiut Lauren DeStefano. Pomysł na fabułę można śmiało streścić słowami piosenki: „Ja mam dwadzieścia lat! Ty masz dwadzieścia lat! Nie będzie nigdy więcej!”, ale nie dlatego, że zakochani mają zawsze po dwadzieścia lat - w „Chemicznych światach” dwudziestoletnie dziewczyny i dwudziestopięcioletnich chłopców zabija wirus, na który nie znaleziono lekarstwa.

Po III wojnie światowej świat ogranicza się do Ameryki Północnej, która przetrwała konflikt z uwagi na zaawansowanie technologiczne. Otacza ją ocean, który prawdopodobnie pochłonął cały stary świat. Ludzkości udało się sztucznie wyhodować człowieka bez wad genetycznych. Niestety już kolejne pokolenie okazało się dotknięte wirusem, który bezlitośnie zabija dwudziestolatków. Pięćdziesiąt lat później Amerykę zamieszkuje owo pierwsze pokolenie bez wad i młodzi ludzie bez przyszłości. Osierocone dzieci zdane tylko na siebie walczą na ulicach o przeżycie, laboratoria bezskutecznie próbują odnaleźć metodę na walkę z wirusem, przeciwnicy dalszej ingerencji w organizm ludzki nierzadko zbrojnie manifestują swoje poglądy, a bogate rody w walce o przetrwanie kupują od Kolekcjonerów młode kobiety, których najważniejszą rolą jest urodzić kolejne pokolenie.

„Atrofia” to historia opowiadana przez Rhine – szesnastoletnią dziewczynę, porwaną przez Kolekcjonerów. Wraz z dwoma innymi dziewczętami trafia ona do domu Zarządcy Lindena, którego mają poślubić. On jest bogaty, one są piękne, lecz co do zasady nieszczęśliwe, dom to złota klatka, a nad wszystkimi wisi widmo śmierci.

Postacie w „Atrofii” są charakterystyczne i trochę baśniowe – śliczna i miła księżniczka, zły czarodziej, siostra rozważna, siostra kapryśna i tak dalej. Spokojnie można lokować swoje sympatie i antypatie, bo łatwo odgadnąć, kto jest katem, kto ofiarą i dopingować dobrych w walce ze złymi.

Sama fabuła też jest dość przewidywalna – nietrudno się domyślić, do czego zmierza główna bohaterka i czy jej się to powiedzie, kto jej pomoże, ko będzie przeszkadzał, kto kogo pokocha i jakie będą tego konsekwencje. Koncepcja świata została wyraźnie uproszczona – już wizja Stanów Zjednoczonych, które jako jedyne wyszły obronną ręką z III wojny światowej, na swój sposób bawi. Pomimo tego książka jest niezwykle wciągająca – od pierwszych stron autorka buduje nastrój strachu, wywołuje silne emocje i choć wiadomo, jak ta historia musi się potoczyć, nie można się od niej oderwać.

Co z tego zatem, że w swoim debiucie autorka nie ustrzegła się ani zbytnich uproszczeń, ani utartych schematów, jeśli jej książkę czyta się niemal z zapartym tchem? DeStefano zdecydowanie potrafi opowiadać. Jej język, styl i sposób prowadzenia fabuły to duże atuty tej książki. Można się rozwodzić nad potrzebą wolności, która każe porzucić luksusowe więzienie, nad siłą miłości i przyjaźni, które okazują się potężniejsze niż lęk przed śmiercią, można rozważać niepokojącą wizję tragicznych skutków nadmiernej ingerencji w ludzki organizm, ale to wszystko byłoby bez znaczenia, gdyby autorka nie potrafiła po prostu porwać swoją opowieścią. Mam nadzieję, że po takim początku kolejne części trylogii pokażą, że w „Atrofii” czytelnik poznał tylko wierzchołek góry lodowej bogactwa „Chemicznych światów” i w kontynuacji powieści DeSetafno zupełnie mnie zaskoczy. Z całą pewnością udany debiut.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 06 sierpnia, 2011

Każdy jest ciekaw co przyniesie nam przyszłość. Nikt tego jednak nie wie. ''Atrofia'' zaś ukazuje nam ją w pewnym świetle. Ludzie produkują embriony. Dzieci poczęte naturalnie nie były doskonałe, stąd produkcja ludzi, którzy są idealni, zdrowi, lecz ledwo dożywają dwudziestu paru lat. To jest jedyna wada w nowym, 'idealnym' świecie.

Ameryka Północna jako jedyna przetrwała trzecią wojnę światową. Resztę kontynentów zalał ocean. Rhine, Jenna i Cecily zostają porwane wraz z innymi dziewczynami i wybrane pośród nich na żony pewnego młodzieńca, który nie długo zostanie wdowcem. Trafiają do ekskluzywnego domu, z którego nie ma wyjścia. Zostaje im przydzielone całe piętro, pokoje i pokojówki, które opiekują się nimi i przygotowują do dnia, w którym to, trzy dziewczyny poślubią tego samego mężczyzne i będą z nim żyć w pięknej rezydencji do końca swoich dni. Poligamia w tym czasie. Jestjak najbardziej legalna i normalna. W domu tym wraz z ich mężem Lindenem mieszka jego ojciec doktor Vaghn, który poszukuje szczepionki na przedłużenie życia i wciąż się z tym zmaga.

Trzy żony zaprzyjaźniają się ze sobą, wszystkie trzy różnią się od siebie nie tylko wyglądem, lecz także charakterem. Jednak to Rhine zostaje pierwszą żoną Lindena. To z nią wychodzi na bankiety i inne imprezy. To ją pokazuje wszystkim. Serce Rhine wyrywa się jednak ku służącemu Gabrielowi i tęskni za bratem, który został w domu i na nią czeka. Teraz mimo wszystko musi pokazać Lindenowi, że zasłużyła na bycie pierwszą żoną i cieszy się tym. Choć serce mówi co innego, Rhine jest silna i wierzy, że kiedyś wydostanie się z tego domu. Marzy o ucieczce, ale czy chce uciec sama? Martwi się też Cecily. Mimo tego, że ta mała ruda dziewczynka była wredna i złośliwa, to w końcu przecież jest jeszcze dzieckiem, choć pewna sytuacja zmienia ją nie do poznania. Jenna jest Rhine coraz bliższa, jej też nie chce zostawiać, choć doskonale wie, że Jenna dałaby sobie radę sama. I co z ojcem Lindena? Gdy dowie się o planach Rhine, będzie mścił się i pilnował jej bardziej, a wtedy ucieczka się nie powiedzie.

Na samym początku zaintrygował mnie bardzo tytuł. ''Atrofia- stopniowe zanikanie komórki, tkanki, narzadu lub części ciała...'' Później spojrzałam na okładke i stwierdziłam, że jest niesamowita. Na końcu przeczytałam opis i wiedziałam, że tę książkę muszę przeczytać. Zaczęłam więc i pierwsze moje skojarzenie dotyczyło ''Igrzysk Śmierci''. Również jesteśmy w przyszłości w Ameryce Północnej, dziewczyna robi coś wbrew sobie, zakochuje się, chce przeżyć, bo w domu ktoś na nią czeka. Drobne rzeczy, jednak czytając lekturę wciąż przypominałam sobie igrzyska. Koniec także mnie zawiódł. Oczekiwałam czegoś, co byłoby wstrząsające, dałoby mi do myślenia i zachęcało do czekania na następną część z wielkim zniecierpliwieniem. Oczywiście wciąż czekam na kontynuacje, bo jestem ciekawa, ale mogę czekać i czekać z cierpliwością. Książka jednak sama w sobie podobała mi się.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 13 marca, 2012

Niesamowita książka. Naprawdę dawno nie czytałam nic tak dobrego. Porywająca akcja, świetni bohaterzy, nowy nieoklepany temat, miłość, niepewność, podstęp i nieznany świat, czyli wszystko to co mole książkowe lubią najbardziej. W skrócie: Szesnastoletnia Rihnie zostaje porwana przez Kolekcjonerów razem z masą innych dziewczyn. Poddawane są ocenie i trzy z nich zostają wybrane, aby zostać żoną zarządcy. Jest to właśnie Rihnie, osiemnastoletnia Jenna i trzynastoletnia Cecyly. Dziewczyny zostają zabrane do domu zarządcy, a reszta dziewczyn zostaje rozstrzelana. Po wybudzeniu się z gazu usypiającego (którym została potraktowane w samochodzie) Rihnie poznaje Gabriela, służącego z którym wkrótce zaczyna łączyć ją coś więcej, dziewczyna poznaje również pierwszą żonę zarządcy Lindena, Rose która ma dwadzieścia lat i już jej czas na tej ziemi się kończy ( z powodu wirusa dziewczyny umierają w wieku 20 lat, a chłopcy w wieku 25 lat). Rihnie odkrywa, że powodem jej wybrania na jedną z żon zarządcy były nie tylko wyjątkowe oczy (jedno niebieskie drugie brązowe) ale również jej niebywałe podobieństwo do Rose. Niedługo potem następuje ślub trzech dziewcząt z Lindenem, a w między czasie Rose i Rihnie się zaprzyjaźniają. Niestety Rose umiera, a zarządca nie może pogodzić się z jej stratą. Główna bohaterka od chwili przybycia do domu myśli tylko o ucieczce, stara się zdobyć zaufanie Lindena i zostać jego pierwszą żoną która jest zabierana na bale, liczy, że wtedy uda jej się zniknąć. Wcześniej jednak niż ucieczka Rihnie nadchodzi wieść, że Cecyly jest w ciąży. Po dziewięciu miesiącach na świat przychodzi Bowen. Złym charakterem w tej książce jest z całą pewnością ojciec Lindena, lekarz który robi wszystko żeby znaleźć lek na wirusa. Szczególnie na oku ma Rihnie która powoli przywraca Lindena do życia. Dzięki niej znowu szkicuje projekty domów, wychodzi do ludzi i śmieje się. Jedak nie dla wszystkich ojciec Lindena jest tak łaskawy, gdy Jenna umiera ( w wieku 19 lat a więc o rok za wcześnie) Rihnie podejrzewa, że maczał w tym palce ojciec Lindena. Parę dni później uciekają razem z Gabrielem z tego szalonego świata.
Już nie mogę doczekać się kolejnej części!


Przeczytana: 12 sierpnia, 2011

Od lat naukowcy pracują nad tym, żeby przedłużyć nam życie, wynaleźć lek na nieuleczalne choroby. Zastanawialiście się kiedyś co by było, gdyby im się udało? DeStefano postanowiła podzielić się z nami swoją wizją takiej przyszłości. Udało się, w probówce stworzono dzieci idealne, długowieczne, pozbawione wad genetycznych i wszelkich niedoskonałości. Ludzkość odetchnęła z ulgą, bo od teraz można żyć bez obaw. Do czasu. Pokolenie doskonałe dorasta i ma własne dzieci. Mija trochę czasu i właśnie wtedy ludzie poznają skutki uboczne swoich eksperymentów. Potomkowie perfekcyjnych ludzi umierają w bardzo młodym wieku. Dziewczęta mają tylko 20 lat, a chłopcy 25.
W tym świecie żyje nasza główna bohaterka – Rhine. XXI wiek pozostał tylko wspomnieniem, podobnie jak znany nam świat. Z powierzchni ziemi zniknęły całe kontynenty. Ocalały tylko Stany Zjednoczone, ale i tam nie jest kolorowo. Małe dziewczynki porywane są z ulic, czy nawet ze swoich domów, a potem zmuszane do wyjścia za mąż. Żeby przed śmiercią jeszcze zdążyć urodzić dzieci. Rhine dość długo udawało się tego uniknąć, ale w końcu i na nią przyszła pora. Razem z dwoma innymi dziewczynami trafia do domu Zarządcy Lindena, gdzie wszystkie trzy mają wyjść za niego za mąż. Początkowo Rhine całą swą nienawiść kieruję w stronę męża, jednak szybko okazuje się, że to jego ojciec – Mistrz Vaughn – rozdaje tutaj karty i jest zdolny do wszystkiego, byle tylko przybliżyć się do wynalezienia lekarstwa i przedłużenia życia synowi.
Czy Rhine odnajdzie się w nowej rzeczywistości? Czy jeszcze kiedykolwiek będzie mogła zobaczyć brata i Nowy Jork, za którym tak tęskni?

Ten dziwny świat przyjdzie nam oglądać oczami 16-letniej Rhine - dziewczyny, która już dawno musiała dorosnąć, żeby walczyć o przeżycie. Wyrwana ze swojego świata musi jakoś nauczyć się żyć z mężem i pozostałymi żonami. Od początku planuje ucieczkę, a przy zdrowych zmysłach trzymają ją tylko wspomnienia o dawnym życiu, rodzicach, bracie bliźniaku, domu. Cierpliwie, przez długie miesiące powoli dąży do celu. Problem w tym, że z upływem czasu ten mały raj, w którym się znalazła wydaje się taki kuszący i bezpieczny. Mąż dba o nią, ma wszystko czego zapragnie. Wbrew sobie czuje, że otaczające ją osoby stają się dla niej ważne. I bardzo często musi sobie przypominać, że to tylko doskonała iluzja, stworzona przez teścia, a prawdziwe życie i wolność jest daleko za bramą.
Polubiłam Rhine. Za to właśnie, że się nie zatraciła, ciągle pamiętała kim jest i co czeka na nią na zewnątrz. Zazwyczaj udzielały mi się też jej emocje.
Na początku Linden budził wstręt, potem już tylko litość i współczucie, bo przecież on nigdy nie miał okazji spróbować innego życia.
Cecily strasznie mnie drażniła, ale właściwie czego innego mogłam się spodziewać po 13-letniej dziewczynce wychowanej w sierocińcu, która nagle trafia do pałacu z bajki. Nic dziwnego, że poczuła się jak księżniczka, która znalazła swojego księcia.
Jenna od początku była jedną wielką niewiadomą i w dużej mierze pozostało tak do końca. Cicha, spokojna, wiecznie siedząca w kącie z książką. Z czasem okazała się świetną obserwatorką.
Bardzo polubiłam też Gabriela, taka iskierka dobra w tym ponurym i złym świecie.
Za to za każdym razem, kiedy na scenie pojawiał się Mistrz Vaughn, miałam wrażenie, że ciarki przechodzą mi po plecach. Ale to pewnie zasługa tego, o czym już wspomniałam – współodczuwania tego, co czuła Rhine.
Mam nadzieję, że każdemu czytelnikowi udzieli się taka empatia, bo wtedy będzie miał silne wrażenia gwarantowane.

Lubię, kiedy książkę czytam jednym tchem i mam poważne problemy z odłożeniem jej na półkę, kiedy trzeba iść spać. Taka właśnie jest „Atrofia”. Może i nie ma tu galopującej akcji, ale za to znajdziemy wiele innych zalet: wspaniały, lekki język, ciekawa fabuła, mroczna wizja świata i przede wszystkim silne emocje, jakie wzbudza. Przy tym skłania do refleksji, stawiając przed nami kilka trudnych pytań, na które sami musimy sobie odpowiedzieć.
Naprawdę doskonała, trzymająca w napięciu i wciągająca lektura. Polecam!


Przeczytana: 23 lipca, 2011

Wyobraź sobie, że umrzesz za cztery lata. Wystarczająco przerażające prawda? A teraz dołóż do tego śmierć w samotności z dala od bliskich, w niewoli...
Rhine, bohaterka „Atrofii”, ma 16 lat, została porwana, w wieku 20 lat umrze... Dlaczego? Ludzie, tworząc genetycznie doskonałe dzieci, nieświadomie sprawili, że kolejne pokolenia zostają zarażone nieznanym wirusem- kobiety umierają w wieku 20, a mężczyźni 25 lat. Jakby tego było mało młode dziewczyny zostają porywane na "zamówienie" bogatych rodzin, które chcą przedłużyć linię swojego rodu. Jak to jest nigdy nie dorosnąć? Bo tak naprawdę umierają oni jako nastolatkowie. Jak to jest żyć ze świadomością rychłej śmierci? Jak to jest żyć w świecie zniszczonym przez III Wojnę Światową?
Jeśli chcecie się przekonać musicie sięgnąć po debiutancką książkę Lauren DeStefano.
Autorka „Atrofii” roztacza przed nami wizję przerażającego, mrocznego świata, który przez ludzi chyli się ku upadkowi. Przetrwała jedynie Ameryka Północna, reszta świata została zniszczona przez wojnę, ale ta resztka naszej potęgi rozpada się- fabryki zanieczyściły powietrze, gleby, oceany, naukowcy zniszczyli gatunek ludzki. Jest to świat wypruty z uczuć i barw, gdzie dzieci muszą się nauczyć dorosnąć, aby móc przeżyć i cieszyć się każdą chwilą, aby nie żałować niczego co zrobili. Przecież umrą zanim zasmakują życia.
Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tego, że miałabym umrzeć za 4 lata, a jeszcze na dodatek, że miałabym odejść w obcym domu...
Rhine zrobi wszystko żeby wrócić do domu, do bliskiej jej osoby... Ale w międzyczasie wydarzy się tyle rzeczy... Pomyślcie sami- gdybyście mieli umrzeć w jakiejś obskurnej piwnicy albo pośród luksusów to co byście wybrali? Świat Zarządcy choć dziwny i mroczny kusi...
Lauren DeStefano stworzyła książkę o wciągającej fabule, która porywa dosłownie od pierwszych stron. Jak to niektórzy mówią- zaczyna się od trzęsienia ziemi...
Bohaterzy może i nie są wnikliwie nakreśleni, ale bardzo szybko można się z nimi zaprzyjaźnić czy identyfikować. Nie wiedzieć kiedy zaczęłam przeżywać lęki z główną bohaterką, cieszyłam się małymi rzeczami, odczuwałam to co ona. DeStefano potrafi pisać w taki sposób, że poprzez niewielkie gesty jesteśmy w stanie domyśleć się co odczuwa Rhine, nawet jeśli ona jeszcze nie do końca zdaje sobie z tego sprawę.
Styl autorki jest można by rzec oszczędny, ale zarazem tak żywy, że ma się wrażenie oglądania filmu.
Na pewno ogromnym plusem jest to, że wątek romantyczny nie wysuwa się na pierwszy plan, jest tam gdzieś w tle, ale ważniejsza jest Rhine i jej plany ucieczki.
Oprócz szybkiej akcji autorka zapewnia nam także tematy do przemyśleń. O tym do czego może doprowadzić człowiek i jego dążenie do ideału, i jak ironiczny może być los- ludzie marzą o nieśmiertelności tymczasem nie potrafią dożyć do 30.
Problem bliższy czytelnikowi i bohaterce książki- zostałbyś w domu, w którym możesz mieć praktycznie wszystko czego zapragniesz? Wszystko oprócz wolności. Co ci szkodzi, w końcu i tak umrzesz za cztery lata. U boku osoby, której nie znam? Która mnie uprowadziła i zabrała możliwość kontaktu z rodziną? Przecież i tak ty i twoi bliscy za niedługo umrzecie. Po co się w tym czasie męczyć, żyć w nędzy?
Właśnie, a co Ty, Drogi Czytelniku byś wybrał? Pokochałbyś nowego męża czy planował ucieczkę? Co wybierze Rhine?
„Atrofia” to świetny początek trylogii, nie mówi za dużo, ale wystarczająco, aby zaintrygować, zasiać ziarenko niepewności i zachęcić do sięgnięcia po kolejne tomy.
Książkę dosłownie pożera się, jest to doprawdy przednia rozrywka, prawie zarwałam przez nią noc ;)
W dobie zalewających nas nadprzyrodzonych stworzeń książka ta jest jak powiew świeżości.
Osobom, które mają ochotę na coś lekkiego, a nie gustują w romansach paranormalnych szczerze polecam „Atrofię”! Nawet nie będziecie wiedzieli kiedy przeczytaliście połowę książki.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 30 lipca, 2011

Lauren DeStefano, dzięki swojej debiutanckiej powieści, przenosi czytelnika w przyszłość, gdzie na choroby, takie jak rak znaleziono lekarstwo, a w wyniku III Wojny Światowej cały świat został zniszczony, prócz wysoko rozwiniętych technologicznie Stanów Zjednoczonych. W celu stworzenia idealnego człowieka, naukowcy wyprodukowali embriony, nieposiadające żadnej skazy genetycznej. Mimo wszystko, cały ich trud poszedł na marne, ponieważ tylko pierwsze pokolenie idealnych ludzi, może poszczycić się doskonałym zdrowiem. Z niewiadomych przyczyn, każdy ich kolejny potomek dożywa - w zależności od płci - 20 lub 25 lat. Naukowcy w dalszym ciągu szukają antidotum na tajemniczego wirusa uśmiercającego młodych ludzi, jednak, aby linia bogatych rodów przetrwała, wynajmowani są specjaliści tzw. Kolekcjonerzy, którzy porywają młode dziewczyny i sprzedają je bogaczom w celach rozrodczych.

Właśnie taki los spotkał różnooką Rhine, której pozostały cztery lata życia. Główna bohaterka została porwana i wraz z pozostałymi dwoma dziewczynami, zmuszona do małżeństwa z zamożnym synem właściciela ogromnej posiadłości, w której teraz przyszło jej i pozostałym żonom żyć. Mimo, że niczego jej nie brakuje, to tęsknota za bratem bliźniakiem okazuje się silniejsza. Dziewczyna, postanawia uciec z tajemniczego, choć ekskluzywnego więzienia i powoli obmyśla plan ucieczki. Sprawy jednak się komplikują, ponieważ niespodziewanie zaczyna darzyć uczuciem służącego, Gabriela.

„Atrofia” sama w sobie jest ciekawą pozycją, która ukazuje przyszłość świata w dość nieciekawym świetle. Ludzie, którzy próbowali stać się odporni na choroby, zostali dotkliwie ukarani. Bo czy może być coś gorszego, niż chowanie własnych dzieci, które powinny zazwyczaj żyć kilkadziesiąt lat dłużej od własnych rodziców? Świat opisany przez autorkę jest mroczny i pozbawiony współczucia. Głodne dzieci pałętają się po ulicach, podczas gdy bogate osobistości urządzają sobie wystawne przyjęcia. Jedyne co spodobało mi się w tej smutnej, a zarazem tak realistycznej wizji świata, to to, że każdego bez względu na pozycję czy stan materialny czeka śmierć. Pisząc to, może i jestem okrutna, jednak szczerze cieszyło mnie, że bogate dzieci czeka taki sam los jak niższe warstwy społeczne, i bez względu ile pieniędzy włożą ich rodzicie, nie będą w stanie uratować swoich potomków od śmiercionośnego wirusa.

Lauren DeStefano napisała intrygującą powieść, która wciąga od pierwszej strony. Język jest prosty i bogaty w opisy, jednak jest to pozycja przewidywalna, przy czytaniu której, nie towarzyszyły mi większe emocje. Najciekawszymi postaciami w tej historii okazały się właśnie trzy żony, trzy porwane dziewczyny, różniące się od siebie pod każdym względem. Były niczym kanarki uwięzione w złotej klatce. Cały czas kontrolowane, musiały grać napisaną dla nich rolę, jednak główna bohaterka była jedyną, która próbowała ziścić swe marzenia o ucieczce ze złotego więzienia, jedyną która nie zapomniała jaką wyrządzono jej krzywdę.

Pozycja niezaprzeczalnie jest warta uwagi. Pomimo pięknej okładki, ma również bogate wnętrze, które będzie w stanie zapewnić rozrywkę nie jednej osobie. Głównym atutem książki jest to, że uczucie między Rhine, a Gabrielem jest jedynie wątkiem pobocznym, który nadaje jedynie uroku opisanej historii. „Atrofia” jest kolejnym przykładem dzieła antyutopijnego, dlatego mogę polecić ją wszystkim fanom fantastyki, a zwłaszcza osobom, którzy lubią się zaczytywać w dystopijnych i futurystycznych wizjach.


Przeczytana: 19 sierpnia, 2011

Muszę przyznać, że sięgnęłam po tą książkę z pewną nutą dystansu i mieszanych uczuć. Kiedy po raz pierwszy ją zobaczyłam na serwisie LC od razu ją dodałam na odpowiednią półkę do swojej biblioteczki, z której jednak zniknęła na jakiś czas. Dlaczego? Otóż bałam się, że fabuła będzie zbyt wydumana i oderwana od rzeczywistości. Jednakże jak tylko zobaczyłam, że mogę ją dostać, po chwili wahania poprosiłam o nią. Szczęśliwie uchroniłam się od nieszczęścia nie przeczytania jej. Moje obiekcje rozwiewały się z każdą przeczytaną stroną, a fabuła coraz bardziej fascynowała.
Już od pierwszych zdań zauważamy, że świat jest inny - na ziemi został tylko jeden kontynent, a rzeczywistość jest dużo bardziej brutalna niż ta którą znamy. Oto wkraczamy w sztuczny świat, gdzie nic nie jest takie jak być powinno, a w takim świecie musi się odnaleźć Rhine - kobieta, która w naszych czasach uznana byłaby za podlotka. Zostaje porwana i zmuszona do małżeństwa z mężczyzną, który ma już żonę i poślubia 3 kolejne, bo ta pierwsza jest umierająca. Jednak ta bigamia, jest inna od tej którą znamy, bo miejsce do którego trafia główna bohaterka nie jest tylko złotą klatką, ale miejscem, w którym luksus jest tylko przykrywką, pod którą kryje się brutalna ale i dramatyczna próba znalezienia antidotum na błąd, który jest wynikiem dążenia ludzi do doskonałości...
Muszę przyznać, że świat, który wykreowała Autorka wbił mi się mocno w wyobraźnie, na tyle mocno, że wychodząc kiedyś z pracy poczułam się tak jakbym była Rhine...za wiele mnie z nią łączyło - praca w telemarketingu, cukierek w dłoni i ciężarówka. Te osoby, które już czytały Atrofię, wiedzą dlaczego dostałam gęsiej skórki... W tym momencie następuje wielki ukłon w stronę kunsztu pisarskiego Pisarki, bo nie łatwo osiągnąć coś takiego. Bardzo ważne jest to, że powieść jest dość złożona, ale napisana w lekki sposób - tak, że pozwala nam oderwać się od codzienności. Postacie są złożone i bardzo ciekawe, a relacje między nimi czasem bardziej skomplikowane niż może się wydawać na początku. Muszę przyznać, że Autorka tak wykreowała każdą z postaci, że potrafią nas zaskakiwać swoim charakterem i działaniami...czasem robią coś czego się po nich nie spodziewamy.
Muszę przyznać, że Atrofia jest dla mnie dużym zaskoczeniem i to w bardzo pozytywnym sensie. Mam nadzieję, że uda mi się sięgnąć po dwie kolejne części jak się tylko ukarzą, bo Lauren DeStefano zostawiła mnie z głodem poznania dalszych losów Rhine i...Gabriela. Nie chcę Wam pisać więcej, bo mogłabym opowiedzieć Wam fabułę, a to nie o to chodzi. Chciałabym, żeby ta książka mogła Was zaskoczyć tak samo jak mnie - jeżeli uda Wam się po nią kiedyś sięgnąć. Ja osobiście na pewno do niej kiedyś wrócę, a póki co stoi sobie u mnie na półce i jest dla mnie jedną z pereł w mojej domowej biblioteczce...