Hiob: Komedia sprawiedliwości

Okładka książki Hiob: Komedia sprawiedliwości Robert A. Heinlein Patronat LC
Okładka książki Hiob: Komedia sprawiedliwości
Robert A. Heinlein Wydawnictwo: Rebis Seria: Wehikuł czasu [Rebis] fantasy, science fiction
456 str. 7 godz. 36 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Seria:
Wehikuł czasu [Rebis]
Tytuł oryginału:
Job: A Comedy of Justice
Wydawnictwo:
Rebis
Data wydania:
2019-06-25
Data 1. wyd. pol.:
1992-01-01
Liczba stron:
456
Czas czytania
7 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380622234
Tłumacz:
Michał Jakuszewski
Tagi:
dobro koniec świata niebezpieczeństwo piekło samotność science fiction świat alternatywny wizja przyszłości zagłada zło
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Drugie lądowanie Władlen Bachnow, Dymitr Bilenkin, Ben Bova, Ray Bradbury, Fredric Brown, Kir Bułyczow, Thomas M. Disch, Randall Garrett, Ron Goulart, Harry Harrison, Robert A. Heinlein, Shinichi Hoshi, Langdon Jones, Morio Kita, Cyril M. Kornbluth, Tuli Kupferberg, Raphael A. Lafferty, Keith Laumer, C. C. MacApp, Dean McLaughlin, William F. Nolan, Rick Norwood, Frederik Pohl, Mack Reynolds, Bob Shaw, Robert Sheckley, Henry Slesar, Władimir Szczerbakow, Ilja Warszawski, Jack Williamson
Ocena 7,8
Drugie lądowanie Władlen Bachnow, Dy...
Okładka książki The Science Fiction Hall of Fame, Vol. 2-A Poul Anderson, Ben Bova, John W. Campbell, Robert A. Heinlein, Cyril M. Kornbluth, Henry Kuttner, C. L. Moore, Lester del Rey, Eric Frank Russell, Cordwainer Smith, Theodore Sturgeon, Herbert George Wells, Jack Williamson
Ocena 0,0
The Science Fi... Poul Anderson, Ben ...

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Zakład



1586 475 125

Oceny

Średnia ocen
6,7 / 10
207 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
487
265

Na półkach:

Książka trochę nierówna. Na początku intrygowała, potem zaczęła się dłużyć i w końcu przyśpieszyła i zainteresowała na nowo. W sumie nieźle bawiłem się podczas czytania. Pewne fragmenty przypominały mi Komornika Gołkowskiego. Może Hiob był jakąś inspiracją?

Książka trochę nierówna. Na początku intrygowała, potem zaczęła się dłużyć i w końcu przyśpieszyła i zainteresowała na nowo. W sumie nieźle bawiłem się podczas czytania. Pewne fragmenty przypominały mi Komornika Gołkowskiego. Może Hiob był jakąś inspiracją?

Pokaż mimo to

avatar
606
24

Na półkach: , , , ,

Niezmiernie cieszy mnie trend wydawniczy polegający na wznawianiu klasycznych (albo raczej, wydanych w zeszłym stuleciu) książek z szeroko rozumianego science fiction/fantastyki. Artefakty od MAGa i rebisowski Wehikuł Czasu to naprawdę świetne serie!

"Hiob: Komedia sprawiedliwości" to lekka i dosyć zabawna uwspółcześniona wersja biblijnej opowieści o Hiobie. Śledzimy losy Alexa Hegensheimera - konserwatywnego, mocno religijnego protestanckiego duchownego. Przejście po rózżarzonych węglach wplątuje go w przedziwną podróż pomiędzy różnymi światami, podczas której poznaje miłość swojego życia. Nie chcę pisać dużo więcej o fabule - pierwsza połowa książki wydawała mi się raczej nudna, a samo zwiedzanie tych samych miejsc w "światach alternatywnych" prawdopodobnie nie jest najlepszą reklamą. Warto jednak przez nią przebrnąć bo w drugiej połowie zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki i całość zaczyna nabierać sensu (dlatego warto czytać książkę dosyć uważnie - bo sceny/postacie, które początkowo wydają nam się być nieistotne mogą wcale takie nie być ( ͡° ͜ʖ ͡°)).

Książka jest naprawdę lekka, momentami naprawdę zabawna, ale w na pewno nie jest to najlepsza pozycja Heinleina. Do przeczytania w dwa/trzy wieczory i zapomnienia. Raczej dla fanów autora, jeżeli to miałby być pierwszy kontakt z Heinleinem to IMHO lepiej zainwestować w "Kawalerię kosmosu", czy "Obcego w obcym kraju".

Niezmiernie cieszy mnie trend wydawniczy polegający na wznawianiu klasycznych (albo raczej, wydanych w zeszłym stuleciu) książek z szeroko rozumianego science fiction/fantastyki. Artefakty od MAGa i rebisowski Wehikuł Czasu to naprawdę świetne serie!

"Hiob: Komedia sprawiedliwości" to lekka i dosyć zabawna uwspółcześniona wersja biblijnej opowieści o Hiobie. Śledzimy losy...

więcej Pokaż mimo to

avatar
786
44

Na półkach: , ,

Humor w "Hiobie. Komedii sprawiedliwości" mi pasuje, wydaje mi się takim, jakim go pamiętam z "Obcego w obcym kraju". Jest on też nieco podobny do tego, który w swoich książkach prezentuje Joseph Heller, swego czasu uwielbiany przeze mnie prawie na równi z Kurtem Vonnegutem. W ogóle Ci trzej panowie przychodzą mi często na myśl razem, mimo tego, że czytałam ich cale eony temu - no, poza jedną recenzowaną tu książką - i nie do końca jestem w stanie sobie przypomnieć, czy ich proza miała jakieś konkretne punkty wspólne. Czy słusznie mi się kojarzą? Musiałabym ich powtórzyć (kto mi odda trochę wolnego czasu? ._.).

Zaczęłam od humoru, jest to bowiem najprostsza do oceny rzecz w tej książce. Cała reszta - o, mamusiu. Czytało mi się to bardzo dobrze i szybko - to tak ogólnie. Ale ileż tutaj można napisać o reszcie...

Bohater jest ortodoksyjnym protestantem o takich poglądach, że najchętniej widziałabym go wysłanego w kosmos na jakąś odległą planetę, co by nie musieć stąpać po tej samej ziemi, co on. Większość jego luźnych myśli jest skrajnie konserwatywna, seksistowska, rasistowska, pogardliwa wobec wszelkich odstępstw od jego zapiętej pod samą brodą i wyprasowanej "normy". Dlaczego więc czytanie nie nastręczało mi trudności? Bo postać została stworzona niekonsekwentnie: myśli jedno, a robi drugie. Gdy bowiem spotyka innych ludzi, kobiety, czarnoskórych czy osoby prezentujące całkiem odmienną kulturę z alternatywnych światów, to nagle się okazuje, że bohater potrafi się zreflektować, szanować i robić wszystko, aby zrozumieć drugiego człowieka. Ze swoją dziewczyną rozmawia (acz tutaj czasami zaślepia go jego wiara), a skoro już o niej mówimy, to wspomnę, że Margrethe jest jedną z najciekawszych, najlepiej zbudowanych postaci w tej powieści i naprawdę szkoda, że pod sam koniec, kiedy autor przeprowadzał nas przez rozwiązanie wszystkiego, została ona zepchnięta z pierwszego planu w tło. Jestem ciekawa, co miałaby do powiedzenia na temat całej tej szopki. Jednym z lepiej zapamiętanych przeze mnie fragmentów to ten, kiedy bohater się pulta o to, że założyła króciutkie szorty, a ona mu odpowiada, że nie jest jego niewolnicą, jej nogi nie są nieprzyzwoite i nigdy tak o nich nie pomyśli. Przy czym Margrethe nie jest buntowniczą osobą - przez większość czasu jest spokojna, rozsądna, niekonfliktowa, skromna, ale... nie da się jej zmusić do zmiany tego, co uważa za słuszne, pod tym względem jest nieustępliwa. Pięknie poprowadzona postać.

Czytających ostrzegam: uważnie się przyglądajcie postaciom, które bohaterowie spotykają, przerzucani do kolejnych światów alternatywnych roku 1995 (notabene, książka została napisana w 1984). Jest tutaj parę nieścisłości, ale zasadniczo wszystko się ze wszystkim wiąże i będzie ważne pod koniec, kiedy to akcja nagle całkowicie się zmienia, a bohaterowie lądują... no właśnie. Autor musiał mieć nieziemską fazę, jak to pisał...

Cała książka jest karykaturą. Sam tytuł interpretowałam jako wskazanie poziomu, w jakim zniekształcona i zasługująca na wyśmianie, jest nasza sprawiedliwość, acz teraz skłaniam się ku interpretacji podsuniętej mi przez kogoś innego, iż tytuł może nawiązywać do budowy komedii jako gatunku dramatycznego. I, co ciekawe, gdy przeczytać definicję komedii obyczajowej, to pasuje idealnie.

Za "Słownikiem terminów literackich" pod red. Janusza Sławińskiego wydanego przez Zakład Narodowy im. Ossolińskich:

"forma komedii satyrycznej, obejmująca utwory, w których przedmiotem ośmieszającego przedstawienia jest obyczajowość określonego środowiska społecznego, obowiązujące w nim konwencje współżycia i motywacje postaw, przywary moralne jego przedstawicieli, przesądy, ceremoniał stosunków towarzyskich, sposób manifestowania uczuć, mówienia itp."

No wypisz, wymaluj.

Książka zmusza do zastanawiania się, jakie są poglądy autora, ale ni hu, hu, nie pozwala z całą pewnością stwierdzić, co on o różnych rzeczach myśli. Poza tym, że kole go w oczko jeden naród sąsiadujący od południa z USA...

Humor w "Hiobie. Komedii sprawiedliwości" mi pasuje, wydaje mi się takim, jakim go pamiętam z "Obcego w obcym kraju". Jest on też nieco podobny do tego, który w swoich książkach prezentuje Joseph Heller, swego czasu uwielbiany przeze mnie prawie na równi z Kurtem Vonnegutem. W ogóle Ci trzej panowie przychodzą mi często na myśl razem, mimo tego, że czytałam ich cale eony...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
15
11

Na półkach: , , ,

Książka bardzo nierówna. Zdarzają się momenty interesujące pod względem pomysłu pociągnięcia akcji. Ale też sporo jest miejsc zbędnych, nużących

Książka bardzo nierówna. Zdarzają się momenty interesujące pod względem pomysłu pociągnięcia akcji. Ale też sporo jest miejsc zbędnych, nużących

Pokaż mimo to

avatar
2205
2201

Na półkach:

"To, co było, jest tym, co będzie..." Księga Koheleta

Alexander Hergensheimer tak naprawdę nie wie, co go podkusiło, aby założyć się i przejść po rozżarzonych węglach, jednak kiedy tego dokonuje niespodziewanie przeniesiony zostaje w inny świat, pozornie podobny, lecz z nowymi cechami, których trzeba nauczyć się, aby móc przeżyć. Zmienia się tożsamość, lecz człowiek w środku pozostaje ten sam, a może jednak to złudne odczucie, bo czyż środowisko i ludzie wokół nie mają wpływu na to kim jesteśmy i co sobą reprezentujemy? Co z wartościami, które dotychczas wskazywały kierunek, czy nadal będzie się za nimi podążać, czy może trzeba będzie się ich wyzbyć i przyjąć nowe przekonania i ramy moralne?

Czytając książkę wielokrotnie zastanawiałam się, jak sama zareagowałabym na taką modyfikację życia, przewrotne odwrócenie czegoś, co dotąd było stabilne, torowało ścieżkę losu, stanowiło trwałą w swoich ramach opokę. A co, gdyby do przeobrażenia świata dochodziło kilka razy? Niewątpliwie autorowi udało się przekonująco odmalować emocje towarzyszące kluczowej postaci, jej rozterki i wahania, zmagania z cierpieniem i udręką. Mocnymi atutami okazały się również pokrętność fabuły i zwodniczość sfer, po których jesteśmy prowadzeni. Margrethe, towarzyszka Alexandra, wzbudziła we mnie bardzo pozytywne skojarzenia, to właśnie z nią i jej poglądami w dużym stopniu identyfikowałam się. Trzeba przyznać, że mocne nuty wkradają się w dyskusję o bożym lub nie porządku świata, i choć książka napisana wiele lat temu, wciąż sporo aspektów pozostaje aktualnych, jednak ze względu na powszechność podobnych opinii w sferze publicznej nie są już tak kontrowersyjne i burzliwe. Odpowiadało mi przechodzenie przez filozofię życia, zaglądanie w jej mniej lub bardziej zakurzone zakątki, kolejny raz przyglądanie się dychotomii światopoglądu. Nie we wszystkich fragmentach czułam się komfortowo i wygodnie, czasem trzeba było przez nie przebrnąć, aby złapać szerszą perspektywę opowieści. Jednak większość łączyła się z ciekawymi refleksjami i przemyśleniami, na które warto było zwrócić uwagę. I choć powieść nie zmieniła mojego spojrzenia na zagadnienie boskości, ani nie wniosła znaczącego wkładu w życie, to była interesującą rozrywką intelektualną. Po prostu, nie mogłam po zapoznaniu się z zebranymi w serię reprezentantami klasyki science fiction nie sięgnąć i po "Hioba. Komedię sprawiedliwości".

bookendorfina.pl

"To, co było, jest tym, co będzie..." Księga Koheleta

Alexander Hergensheimer tak naprawdę nie wie, co go podkusiło, aby założyć się i przejść po rozżarzonych węglach, jednak kiedy tego dokonuje niespodziewanie przeniesiony zostaje w inny świat, pozornie podobny, lecz z nowymi cechami, których trzeba nauczyć się, aby móc przeżyć. Zmienia się tożsamość, lecz człowiek w...

więcej Pokaż mimo to

avatar
239
133

Na półkach:

Zdrowo pokręcone, ale zmusza do myślenia, do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi.

Zdrowo pokręcone, ale zmusza do myślenia, do zadawania pytań i szukania na nie odpowiedzi.

Pokaż mimo to

avatar
933
553

Na półkach:

Niewiarygodne, jak bardzo najważniejsze powieści (i opowiadania) z kanonu science-fiction wydają się współczesne. Większość z nich, wśród nich ta właśnie, nie tylko się nie zestarzały, one nawet dziś brzmią lepiej niż wtedy.
Hiob zaskoczył mnie jeszcze jedną cechą (no tak, tym samym przyznaję, że nie czytałem go przed laty, choć powinienem był) - tym mianowicie, że kojarzący mi się literaturą raczej przygodową Robert Heinlein stworzył oto dzieło niepozbawione elementu rozrywkowego, nawet humorystycznego od czasu do czasu, a przecież to jednocześnie traktat filozoficzny i teologiczny, to przyczynek do wiedzy o amerykańskiej religijności ludowej, to wreszcie także powieść i miłości i o uczeniu się miłości.
Nie chciałbym zdradzać szczegółów, bo książkę i warto, i należy przeczytać, chciałby natomiast radzić się a marzeniem zapewnie nieziszczalnym - żeby tę powieść dać do czytania nastolatkom w szkołach średnich i omawiać ją lekcjach literatury i/lub religii zamiast klepania na tych drugich katolickich sloganów ideologicznych.
No bo to jest, proszę Państwa, swego rodzaju odpowiedź Ameryki na rosyjskiego Mistrza i Małgorzatę. Nie wierzycie? No to czytajcie!

Niewiarygodne, jak bardzo najważniejsze powieści (i opowiadania) z kanonu science-fiction wydają się współczesne. Większość z nich, wśród nich ta właśnie, nie tylko się nie zestarzały, one nawet dziś brzmią lepiej niż wtedy.
Hiob zaskoczył mnie jeszcze jedną cechą (no tak, tym samym przyznaję, że nie czytałem go przed laty, choć powinienem był) - tym mianowicie, że...

więcej Pokaż mimo to

avatar
191
97

Na półkach:

Rozpoczynając swoją przygodę z Hiobem już od pierwszych stron poznajemy historię Alexandra Hergensheimera, człowieka uczciwego, żonatego i gorliwie religijnego. W wyniku nierozważnego zakładu - w czasie reju statkiem po Pacyfiku - polegającego na przejściu po rozgrzanych do czerwoności węglach traci on przytomność, co staje się początkiem jego tarapatów. Mianowicie budzi się w innym świecie, w których historia potoczyła się inaczej, obyczaje różnią się diametralnie od tego czego uczono go od najmłodszych lat, zmianie ulega również on sam, stając sie Alec’em Grahamem, wziętym biznesmenem i kobieciarzem. Na szczęście szybko otrzymuje on wsparcie od pięknej stewardesy Margrethe, w której szybko zakochuje się ze wzajemnością. Sielanka nie trwa długo, gdyż wraz z upływem czasu bohaterowie są przerzucani pomiędzy różnorakimi światami, w których przyjdzie im mierzyć się z różnymi wyzwaniami i poznać wielu ludzi szukając odpowiedzi na pytania - dlaczego są doświadczani w ten właśnie sposób oraz kto lub co stoi za tym wszystkim.
Jak łatwo zauważyć po tytule Hiob. Komedia sprawiedliwości nawiązuje do biblijnej przypowieści o Hiobie, który w wyniku zakładu między Bogiem a Szatanem, był przez tego drugiego straszliwie doświadczany, co miało stanowić próbę jego wiary. Heinlein nawiązuje w swej książce do tej historii. Stara się jednak zrobić to w sposób humorystyczny, nie bojąc się zadawać trudnych pytań, w tym dotyczących biblii, religii oraz doświadczanie przez niewinnych ludzi cierpienia.
Mnie osobiście najbardziej urzekła postać głównego bohatera Alexandra/Aleca. Początkowo nie przypadł mi on do gustu, przede wszystkim ze względu na swe radykalne poglądy i postrzeganie świat w sposób taki, iż albo coś jest dobre albo złe. Z książki dowiadujemy się, iż w swoim świecie był on autorem haseł m.in. przywrócenia kary śmierci za satanizm i czary oraz przesiedlenia na Alaskę ludności murzyńskiej ze Stanów Zjednoczonych. Myślę że wiele osób nie chciałoby mieć nic wspólnego z taką osobą. Jednak na skutek podróży między światami, poznawania wielu dobrych ludzi o zupełnie innych poglądach i wyznających inne religię, a przede wszystkim z powodu jego ukochanej Margrethe, zachodzi w nim ogromna przemiana. Stopniowo staje się on człowiekiem tolerancyjnym, oceniającym ludzi za ich czyny, a nie pod kątem Kościoła, do którego należą.
Książka pełna jest zwrotów akcji, co sprawia, iż wszystkie domysły czytelnika dotyczące dalszych losów bohaterów w trakcie lektury będą wielokrotnie obalane, aż do ostatniego rozdziału.

Rozpoczynając swoją przygodę z Hiobem już od pierwszych stron poznajemy historię Alexandra Hergensheimera, człowieka uczciwego, żonatego i gorliwie religijnego. W wyniku nierozważnego zakładu - w czasie reju statkiem po Pacyfiku - polegającego na przejściu po rozgrzanych do czerwoności węglach traci on przytomność, co staje się początkiem jego tarapatów. Mianowicie budzi...

więcej Pokaż mimo to

avatar
622
601

Na półkach:

Chwilami zabawna i intrygująca, przez większość czasu nudnawa i schematyczna.

Chwilami zabawna i intrygująca, przez większość czasu nudnawa i schematyczna.

Pokaż mimo to

avatar
658
532

Na półkach: ,

Nigdy bym nie przypuszczała, że fantastyka naukowa będzie dla mnie lekturą ciekawą i wciągającą, no ale stało się – przeczytałam „Hioba. Komedię sprawiedliwości” Roberta A. Heinleina i nie żałuję. Co prawda znawcy gatunku twierdzą, że nie jest to szczególnie wybitne dzieło tego klasycznego już amerykańskiego pisarza SF, jednak ja nie mam żadnego porównania, oceniam zatem na podstawie własnego doświadczenia literackiego.
Bohaterem książki jest Alex Hergensheimer, duchowny całkowicie pewny, że Bóg kieruje całym światem. Mężczyzna podróżuje na statku wycieczkowym po Polinezji. Przez przypadek zakłada się, że zdoła przejść po rozżarzonych węglach, tak jak tubylcy podczas jednego ze swoich obrzędów. Udaje mu się to, jednak na koniec traci przytomność. Kiedy się budzi, świat nie jest już taki sam. Okazuje się, że wszyscy wokół uważają go za niejakiego Pana Grahama, w którym zakochana jest stewardessa Margarethe. Również Alex wkrótce odwzajemnia jej uczucia i od tej pory razem przemieszczają się pomiędzy różnymi światami, które zmieniają się dla nich z coraz większą częstotliwością, sprawiając, że co jakiś czas muszą zaczynać wszystko od początku, zdobywać środki do życia.
Oboje żyją w przekonaniu, że zbliża się koniec świata. Alex uważa, że doświadczają tej ciężkiej próby dlatego, że Bóg właśnie odsiewa ziarno od plew. Za wszelką cenę chce pozostać wierny swojej wierze, a ponadto sprawić, by Margarethe również ją podzielała. Ta jednak wyznaje wiarę nordycką i uważa, że przekształcenia, które ich dotykają, są dziełem złośliwego boga Lokiego, który wyzwolił się z więzów nałożonych przez innych bogów i właśnie szuka zemsty. Wymiana poglądów tej dwójki ludzi stanowi najważniejszą i najbardziej wartościową część książki. Alex, jako człowiek wierzący i kierujący się tradycyjnymi wartościami, często ulega jej praktycznym, choć często nieoczywistym poglądom i działaniom.
Historia Alexa ma być rozumiana jako współczesna wersja losów biblijnego Hioba, na którego Bóg zesłał wszelkie nieszczęścia, w wyniku których stracił on majątek, rodzinę, a na koniec również zdrowie, jednak pozostał mu wierny, dlatego Bóg go nagrodził i pozwolił odzyskać wszystko to, o czym marzył. Tak samo Alex traci wszystko, raz za razem, jednak nie wątpi w Boga, dlatego dostępuje wniebowzięcia. A tam dopiero zaczyna się dziać…
Jestem pod wrażeniem kreatywności Heinleina. Stworzył niesamowitą fabułę, od której może zakręcić się w głowie. Do tego w lekkim, satyrycznym tonie opowiada nam historię, pełną teologicznych rozważań, pytań i wątpliwości. Dzięki temu książka jest lekkostrawna, choć dotyka spraw najważniejszych: sensu cierpienia, relacji człowieka z Bogiem, obecności zła na świecie. Tytułowej sprawiedliwości też. Zadaje pytania o zaangażowanie Boga w ludzkie sprawy, sens ofiary Chrystusa na krzyżu, obecność szatana. Powiedziałabym, że nawet podważa sens istnienia religii.
Sądzę, że książka jest na tyle wszechstronna, że miłośnicy wielu gatunków literackich znajdą w niej wątek, który ich zainteresuje. Każdy, kto szuka powieści czy to odnoszącej się do symboliki biblijnej, czy historii miłosnej, czy fantastyki naukowej, czy nawet powieści drogi, powinien być zadowolony, kiedy sięgnie po „Hioba. Komedię sprawiedliwości”. Mnie osobiście książka urzekła, cenię sobie umiejętność satyrycznego opisywania świata. Jednocześnie mogłam się przekonać, ze literatura science-fiction może być wartościowa, skłaniająca do myślenia, że to coś więcej niż wojny robotów i podróże kosmiczne.

Nigdy bym nie przypuszczała, że fantastyka naukowa będzie dla mnie lekturą ciekawą i wciągającą, no ale stało się – przeczytałam „Hioba. Komedię sprawiedliwości” Roberta A. Heinleina i nie żałuję. Co prawda znawcy gatunku twierdzą, że nie jest to szczególnie wybitne dzieło tego klasycznego już amerykańskiego pisarza SF, jednak ja nie mam żadnego porównania, oceniam zatem na...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Robert A. Heinlein Hiob: Komedia sprawiedliwości Zobacz więcej
Reklama
Więcej
Reklama
zgłoś błąd