Na południe od Brazos

Okładka książki Na południe od Brazos Larry McMurtry Patronat LC
Okładka książki Na południe od Brazos
Larry McMurtry Wydawnictwo: Vesper Cykl: Lonesome Dove (tom 1) literatura piękna
862 str. 14 godz. 22 min.
Kategoria:
literatura piękna
Cykl:
Lonesome Dove (tom 1)
Tytuł oryginału:
Lonesome Dove
Wydawnictwo:
Vesper
Data wydania:
2017-10-25
Data 1. wyd. pol.:
1991-01-01
Liczba stron:
862
Czas czytania
14 godz. 22 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377312766
Tłumacz:
Michał Kłobukowski
Tagi:
Michał Kłobukowski western
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Literatura w strzemionach


Link do recenzji

841 1 250

Oceny

Średnia ocen
8,9 / 10
951 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
162
125

Na półkach: ,

Jest takie powiedzenie „Czytelnik żyje tysiącem żyć” i ja dzięki tej książce żyłam kolejnym. Żyłam pełną piersią, naprawdę przeniosłam się na Dziki Zachód, naprawdę wędrowałam przez równiny, przeprawiałam się przez rzeki, strzelałam z rewolweru, jeździłam wierzchem i wypatrywałam Czerwonoskórych. Mowa oczywiście o książce pt. „Na południe od Brazos”. Powieści totalnej, absolutnej, arcydziele literatury, genialnym przebłysku talentu pisarskiego, znakomitym kąsku literatury.
Nigdy nie ciągnęło mnie do tych klimatów. Westerny? W dzieciństwie kojarzył mi się z niedzielami: w kuchni, w prodiżu piekł się coniedzielny kurczak, mama krzątała się w kuchni, a ja, mała dziewczynka, siadałam na kanapie przed telewizorem i oglądałam z tatą dzielnych kowbojów, honorowych stróżów prawa i piękne kobiety w przyciasnych stanikach. Po wyjściu z domu rodzinnego ta rozrywka jednak się skończyła, i mimo że oglądało mi się te filmu dobrze, nigdy jakoś sama ich sobie nie włączyłam. Nie rozumiałam zachwytów, uznając, że to typowo „męska” rzecz. „Na południe od Brazos” kupiłam siostrze pod choinkę – kierowana przeświadczeniem, że to ona z nas dwóch jest bardziej otwarta i lubi sięgać po nowe gatunki, a przecież western to bądź co bądź rzadko spotykany gatunek w literaturze. Książka nie przypadła jej jednak do gustu, odłożyła ją po kilkudziesięciu stronach, mnie jednak do niej ciągnęło. Miałam ją zawsze z tyłu głowy, a kiedy ostatnio odwiedziłam siostrę, łypało na mnie to opasłe tomiszcze z regału, aż w końcu przemogłam się i ją pożyczyłam. Miałam chęć na przygodę, i przygodę dostałam. I to jaką!
Pomiędzy tymi niepozornymi, brązowymi okładkami, skrywa się cały, przebogaty świat. Barwni bohaterowie, świetnie wykreowani, żywi, ze swoją przeszłością, marzeniami i celami. Dotknięci duchem tamtej epoki i tamtej rzeczywistości. Mężczyźni, którzy w gruncie rzeczy są chłopcami, których dumę urazić łatwiej niż znaleźć piasek na pustyni. Kobiety doświadczane wszelkimi trudnościami, ze swoimi smutkami i załamaniami, jednocześnie dość silne, by podźwignąć swoja życie i patrzeć na świat z większym wyzwaniem w oczach niż niejeden kowboj. Stare wygi, których życie nie rozpieszczało, doświadczeni i genialni w swoim fachu. Czarne charaktery, bestie w ludzkich skórach, nie cofający się przed żadnym okrucieństwem. Całe miasteczka ludzi prawdziwych jak ty czy ja, ze swoimi upadkami i wzlotami.
Fabuła to po prostu majstersztyk – to, w jaki sposób krzyżują się drogi poszczególnych bohaterów, sprawiało, że nie raz miałam ciary czytelniczego zadowolenia. Częste i pełnokrwiste zwroty akcji, które potrafią na sekundę zatrzymać akcję serca i wprawić w osłupienie. Autor jednak nie do końca rozpieszcza czytelników – nie raz i nie dwa zionęłam do niego nienawiścią za takie czy inne wybory fabularne, zawsze było to jednak spowodowane osobistym zawodem, nigdy nieudolnością pisarza. Historia jest w sumie prosta: dwóch pograniczników zbiera ekipę kowbojów, by przeprowadzić spęd bydła z Teksasu do Montany. Liczne przygody i przeszkody, jakie napotykają po swojej drodze, stanowią oś klasycznej powieści drogi, jednak autor nie ogranicza się tylko do tego. Rozsiewa bohaterów po ogromnym obszarze, ubiera ich w różne pochodzenia, klasy społeczne i zajęcia. Kreuje tyle barwnych postaci, że praktycznie każda z nich zapada w pamięć i od czasu do czasu gra pierwsze skrzypce. Większość z nich pokochałam, choć żadna nie mogła się mierzyć z Augustusem McCrea – mistrzem rewolweru, ciętego języka i kobieciarza z miękkim sercem.
Gus – moja nowa miłość. Muszę, po prostu muszę poświęcić mu kilka zdań w tej recenzji. Larry McMurtry stworzył bowiem na kartach tej powieści bohatera tak udanego, że klękajcie narody. Gus jest starszym pogranicznikiem, jednym z dwóch głównych bohaterów. Nie stroni od whisky, dobrej rozmowy i pięknych kobiet, ceni sobie jednak honor, poczucie odpowiedzialności (być może dlatego zręcznie unika branie na siebie jakiejkolwiek) i przyjaźń. To mężczyzna, który zawojował serce niejednej kobiety, a jeśli liczyć czytelniczki, to stawiam diamenty przeciw orzechom że spokojnie możemy iść w tysiące. Jego styl bycia, inteligencja i poczucie humoru sprawiło, że nie raz zaśmiewałam się w głos nad książką, co jednak rzadko mi się zdarza. Nad wyraz przyjemnie czytało mi się o tym człowieku, chociaż nie bez znaczenia może być również fakt, że w swojej wyobraźni ubrałam go zręcznie w aparycję Elliota Marstona (rola Alana Rickmana w filmie „Quigley na Antypodach” swoją drogą - polecam). Dlatego być może drżałam o jego losy, gdy tylko znalazła się w tarapatach, realnie odczuwając lęk o jego życie, i być może dlatego w pewnym momencie Larry McMurtry złamał moje serce.
Nie mam jednak do autora pretensji, bo dał mi prawdziwą, żywą przygodę na Dzikim Zachodzie, którą przeżyłam całą sobą, z pełnym wachlarzem emocji. Nie raz śmiałam się w głos, ale też nie raz wylewałam gęste łzy. Klimat, jaki stworzył w tej powieści, jest nie do podrobienia. Liczne zagrożenia, czyhające na bohaterów, nie przyćmiły uroku ich życia – jakiegoś takiego prawdziwszego, bliskiego naturze, rządzonego jej prawami. Większość bohaterów to byli prości ludzie – młodzi kowboje spragnieni chwały, kobiety pogodzone z losem i radzące sobie jak umiały najlepiej, starcy przytłoczeni życiem. I to też było magiczne, bo nadawało surowy sznyt tej powieści, tak wyjątkowej, bo szczerej. Specyficzny język, który wielu pewnie odepchnął od powieści, ja pokochałam, bo znakomicie wpisywał się w tamten świat. Opisy przyrody i zjawisk tak różnorodnych, od burz piaskowych do śnieżyc, były tak plastyczne i zgrabnie napisane, że nigdy nie zdarzyło mi się przy tej powieści nudzić, a to naprawdę kawał literatury. Duży format i grubo ponad 800 stron może przerażać, ale powieść ta tak wciąga, że połknęłam ją w niecałe trzy dni, walcząc z odwiecznym problemem każdego czytelnika, gdy trafi na naprawdę dobrą książkę, której jednocześnie chce i nie chce kończyć.
Kolejną niekwestionowaną zaletą „Na południe od Brazos” jest jej wielowarstwowość. To nie jest tylko prosta przygodówka opowiadająca o dwóch stetryczałych pogranicznikach, którzy znowu pragną zajrzeć niebezpieczeństwu w oczy. Larry McMurtry przedstawia w tej powieści kawał historii i kultury Stanów Zjednoczonych, obyczaje, relacje z rdzennymi mieszkańcami tamtych terenów, rys ekonomiczny czy żmudny proces powstawania kraju, jaki znamy obecnie. Jest to też studium psychiki ludzkiej, przyprawione licznymi rozważaniami na temat sensu życia i znaczenia, nieuchronności oraz przypadkowości śmierci. Znajdziemy tu też odwieczną walkę dobra ze złem, której ciekawym przykładem jest historia jednego z ważniejszych bohaterów, którego słabość charakteru, niesprzyjające okoliczności i szereg przypadkowych zdarzeń zaprowadziły na skraj moralności. „Na południe od Brazos” to książka uniwersalna, a każde nowe spotkanie z nią przyniesie inne wnioski i spostrzeżenia.
To pierwsza książka od dawna, której wystawiam notę najwyższą – 10/10. Nie mogę inaczej. To książka totalna, epicka, pełna, wyjątkowa. Wielka Amerykańska Powieść, chciałoby się rzec, jeśli już lecimy banałami. Ale po tej lekturze inaczej nie umiem, nie znajduje w sobie wręcz słów, by ją należycie pochwalić. Nie wiem nawet, czy można ją do czegoś porównać, ale jeśli bym już musiała, wymieniałabym takie tytuły jak „Przeminęło z wiatrem” czy „Grona gniewu”. Wiem jedno: muszę sobie kupić własny egzemplarz, bo nie raz jeszcze do tej książki wrócę, by wraz z Gusem i Callem, moimi compagneros, przemierzać świat nie mniej prawdziwy od tego, w którym żyjemy.

Jest takie powiedzenie „Czytelnik żyje tysiącem żyć” i ja dzięki tej książce żyłam kolejnym. Żyłam pełną piersią, naprawdę przeniosłam się na Dziki Zachód, naprawdę wędrowałam przez równiny, przeprawiałam się przez rzeki, strzelałam z rewolweru, jeździłam wierzchem i wypatrywałam Czerwonoskórych. Mowa oczywiście o książce pt. „Na południe od Brazos”. Powieści totalnej,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

4
avatar
354
126

Na półkach:

"Władca Pierścieni" Teksasu. Epicka opowieść o wielkiej podróży przez dziką Amerykę około roku 1880. Męska przyjaźń, miłość na Dzikim Zachodzie, kuchnia polowa (potrawka z kozy i grzechotnika), bizony, Indianie. Warto!

"Władca Pierścieni" Teksasu. Epicka opowieść o wielkiej podróży przez dziką Amerykę około roku 1880. Męska przyjaźń, miłość na Dzikim Zachodzie, kuchnia polowa (potrawka z kozy i grzechotnika), bizony, Indianie. Warto!

Pokaż mimo to

4
avatar
250
57

Na półkach:

Wspaniała na wielu poziomach literatura. Akcja książki rozpędza się jak lokomotywa Brzechwy, początek trochę ospale ale po pierwszym rozdziale nie można już się oderwać. Polecam gorąco bardzo bliska mojego ideału !!!

Wspaniała na wielu poziomach literatura. Akcja książki rozpędza się jak lokomotywa Brzechwy, początek trochę ospale ale po pierwszym rozdziale nie można już się oderwać. Polecam gorąco bardzo bliska mojego ideału !!!

Pokaż mimo to

5
Reklama
avatar
208
203

Na półkach:

Tak, przeczytałam western. Tak, jest to coś co wychodzi daleko poza moją tematykę. Jednak czy żałuje lektury? Nic z tych rzeczy!

Zazwyczaj w tym miejscu staram się nakreślić fabułę książki, jednak z tą pozycją mam pewien problem. Cokolwiek teraz napiszę zabrzmi to banalnie i nudno. "Na południe od Brazos" to książka o spędzie bydła - nuda! O kobiecie "zarabiającej tyłkiem", która chce uwolnić się od nędznej egzystencji - ziew... O walce kowbojów z Indianami - Ile można!? O szeryfie, który musi odnaleźć mordercę - Przecież wszystkie westerny o tym są! Ta książka jest prosta, a zarazem skomplikowana. Odwołuje się do najbardziej popularnych motywów, jednak sposób w jaki łączy je w całość - to jest coś!

"Na południe od Brazos" to książka pełna akcji. Mamy tutaj szereg różnych wydarzeń oraz postaci, które przeplatają się ze sobą. Jest to historia drogi w sensie dosłownym, ale również w przenośni. Mamy tutaj do czynienia z podróżą nie tylko w ujęciu geograficznym, ale przede wszystkim w ujęciu poznawania siebie, wewnętrznego rozwoju. Jest to historia życia, które ma momenty zabawne, jak również te smutne i skłaniające do przemyśleń.

Jedyny problem, jaki mam z tą książką to przekonanie, że cokolwiek teraz o niej napiszę będzie powierzchownym "liźnięciem tematu", gdyż pełna recenzja tego tytułu śmiało mogłabym podchodzić objętością pod długość pracy licencjackiej.

Książkę czytałam długo, ale czy dlatego, ze była nudna? Oj tego z pewnością nie można o niej powiedzieć. Przechodząc przez kolejne karty historii miałam wrażenie, że zżywam się coraz bardziej z bohaterami, przez co chciałam się delektować całą historią. Często ją odkładałam, by pomyśleć, by wyobrazić sobie pewne rzeczy czy wydarzenia.
Podsumowując - to była piękna historia świata, który jest brzydki, niegościnny i brutalny, ale jednocześnie piękny i wart odkrycia.

Książka ta kusiła mnie od dawna, teraz jednak wiem - byłam głupia, że tyle się jej opierałam!

Tak, przeczytałam western. Tak, jest to coś co wychodzi daleko poza moją tematykę. Jednak czy żałuje lektury? Nic z tych rzeczy!

Zazwyczaj w tym miejscu staram się nakreślić fabułę książki, jednak z tą pozycją mam pewien problem. Cokolwiek teraz napiszę zabrzmi to banalnie i nudno. "Na południe od Brazos" to książka o spędzie bydła - nuda! O kobiecie "zarabiającej...

więcej Pokaż mimo to

3
avatar
804
736

Na półkach:

Autor „Czułych słówek”, Larry McMurtry, napisał powieść o oryginalnym tytule „Lonesome Dove”. Oznacza to nazwę miasteczka na pograniczu Stanów Zjednoczonych i Meksyku, z kilkoma chatami, często bez podłogi, a jedynie z klepiskiem, i do tego żałosny bar Sucha Fasola.

Augustus McCrae i Woodrow Call, główni bohaterowie, choć z połowa pojawiających się w powieści postaci staje się w jakimś momencie wyjątkowo ważna, dawni Strażnicy Teksasu, prowadzą w pobliżu Lonesome Dove, Przedsiębiorstwo Handlu Bydłem nad Kapeluszem. Wojowniczych Indian i niebezpiecznych bandytów już prawie nie ma w okolicy, więc po dziesięciu latach handlu bydłem, Gus i Call zaczynają się potężnie nudzić; wyprawy do Meksyku po bydło też już nie są tak ekscytujące jak dawniej. Z dnia na dzień postanawiają porzucić spokojne życie, zebrać wielkie stado i przepędzić je do Montany. „Na południe od Brazos” jest historią tej wyprawy, choć nie tylko jej.

Ponad ośmiuset stronicowa książka ze wszech miar zasługuje na miano epopei narodowej, a konkretnie teksaskiej. W tym znaczeniu przypomina powieści „Grona gniewu”, „Stary gringo”, „Mały wielkie człowiek”, „Syn”, a nawet „Przeminęło z wiatrem”. Jest to więc western historyczny, psychologiczny, socjologiczny… nie jestem pewien, czy przygodowy. Opisywane wydarzenia, osoby, ich postawy życiowe, zachowania i przekonania, mogą się wydawać egzotyczne i przygodowe współczesnemu czytelnikowi, ale dla bohaterów powieści stanowiły zwyczajną codzienność. Może za wyjątkiem porwania Loreny przez Sinego Kaczora. Także wątki uczuciowe, romansowe oraz kurewskie, wydają się zupełnie zwyczajne.

Powiedziałbym, że to powieść bardzo dobra, choć jednak nie porywająca. Do plusów zaliczam specyficzne poczucie humoru autora. Do minusów błędy Larry’ego McMurtry lub korektora. Na przykład: w wyprawie bierze udział dwóch braci z wielodzietnej rodziny Raineyów., Ben i Jimmy. Ale kilkadziesiąt kartek dalej jeden z nich nagle staje się Charliem (s. 164 i 216). Albo to: syn wielkiej miłości Gusa (a może Calla), Klary, raz zmarł mając ledwie rok, ale innym razem dożył lat prawie dziesięciu (s. 578 i 685).

Autor „Czułych słówek”, Larry McMurtry, napisał powieść o oryginalnym tytule „Lonesome Dove”. Oznacza to nazwę miasteczka na pograniczu Stanów Zjednoczonych i Meksyku, z kilkoma chatami, często bez podłogi, a jedynie z klepiskiem, i do tego żałosny bar Sucha Fasola.

Augustus McCrae i Woodrow Call, główni bohaterowie, choć z połowa pojawiających się w powieści postaci...

więcej Pokaż mimo to

27
avatar
541
535

Na półkach:

Jako wielki miłośnik literatury kocham uczucie ciarek przechodzących po całym ciele, w momencie gdy przeczytałem właśnie ostatnie zdanie książki. Po tym poznaję te najlepsze, najbardziej wybitne arcydzieła. Drugi tom genialnego westernu przyniósł kolejne przygody bohaterów i potężną dawkę nostalgii i zadumy. Pisarz wykreował dwóch niesamowitych bohaterów, dwóch pograniczników z Teksasu- kapitana Calla i jego druha Augustusa McCrae. Kapitan był postacią niesłychanie zamkniętą w sobie, samotnikiem, włóczęgą, nawykłym do wydawania rozkazów. Niesamowicie poruszająca jest historia jego relacji z synem, do którego nigdy się oficjalnie nie przyznał. Za to Gus był niesłychanie charyzmatyczny, gaduła, oryginał, indywiduum, w przeciwieństwie do Calla uwielbiał i był uwielbiany przez kobiety. Ale oprócz głównych bohaterów była jeszcze Lorena, kurwa, kobieta upadła, która przeszła niesłychaną metamorfozę, jej relacja z Gusem była świetnie zarysowana. W tym tomie poznaliśmy też Klarę, doświadczoną przez życie i równie charyzmatyczną jak Augustus. Nie można zapomnieć o czarnoskórym Deetsie, znakomitym tropicielu i wspaniałym przyjacielu. Ten western nie miał żadnych wad. Była tu przygoda, było wiele śmierci na szlaku, były perypetie miłosne, mnogość bohaterów. Jednym z bohaterów była XIX wieczna Ameryka, dzikie prerie, niesamowite i dzikie krajobrazy. Od czytania wprost nie można było się oderwać. Jeśli ktoś kocha literaturę to prędzej czy później sięgnie i samemu przeczyta "Na południe od Brazos". Pozycja obowiązkowa.

Jako wielki miłośnik literatury kocham uczucie ciarek przechodzących po całym ciele, w momencie gdy przeczytałem właśnie ostatnie zdanie książki. Po tym poznaję te najlepsze, najbardziej wybitne arcydzieła. Drugi tom genialnego westernu przyniósł kolejne przygody bohaterów i potężną dawkę nostalgii i zadumy. Pisarz wykreował dwóch niesamowitych bohaterów, dwóch...

więcej Pokaż mimo to

7
avatar
541
535

Na półkach:

Westerny znam dużo lepiej z filmów niż książek. Dlatego gdy dowiedziałem się o tym tytule i przeczytałem opis miałem spore oczekiwania i nadzieje. I nie zawiodłem się ani trochę. Pierwszy tom od początku dostarczył mi wspaniałej rozrywki. Bardzo ciekawa i wielowątkowa fabuła, niesamowity klimat Dzikiego Zachodu, interesujący bohaterowie, dużo humoru i niesamowicie lekkie pióro pisarza. Nie mogą dziwić tak entuzjastyczne opinie, tę powieść czyta się jednym tchem i każdy kto po nią sięgnię będzie zachwycony. Teraz pora na tom drugi.

Westerny znam dużo lepiej z filmów niż książek. Dlatego gdy dowiedziałem się o tym tytule i przeczytałem opis miałem spore oczekiwania i nadzieje. I nie zawiodłem się ani trochę. Pierwszy tom od początku dostarczył mi wspaniałej rozrywki. Bardzo ciekawa i wielowątkowa fabuła, niesamowity klimat Dzikiego Zachodu, interesujący bohaterowie, dużo humoru i niesamowicie lekkie...

więcej Pokaż mimo to

8
avatar
1189
82

Na półkach: , , ,

Nie mogę wyjść z podziwu nad tą książką. W zasadzie ma wszystkie cechy, które powinny mnie od niej odstręczać - negatywny obraz kobiet (za wyjątkiem jednej?), niewygodny obraz ludzi odmiennych kulturowo/ rasowo, śniące mi się po nocach brutalne sceny i osadzenie akcji na Dzikim Zachodzie.

Ale nie mogłam się od niej oderwać. Po to czytam książki, żeby raz na kilka lat trafić na taką, w którą wsiąkam, zapominam o wszystkim naokoło i żyję z bohaterami jak z ludźmi z krwi i kości. Niesamowita przygoda.

Nie mogę wyjść z podziwu nad tą książką. W zasadzie ma wszystkie cechy, które powinny mnie od niej odstręczać - negatywny obraz kobiet (za wyjątkiem jednej?), niewygodny obraz ludzi odmiennych kulturowo/ rasowo, śniące mi się po nocach brutalne sceny i osadzenie akcji na Dzikim Zachodzie.

Ale nie mogłam się od niej oderwać. Po to czytam książki, żeby raz na kilka lat...

więcej Pokaż mimo to

5
avatar
1142
905

Na półkach: ,

Western arcydziełem? Ale takim na poważnie z całym bogactwem literatury i tego, co można nazwać życiem? Owszem. Jestem wielce zdumiony, że to piszę, ale siła ciężkości i nie chodzi tylko o fantastycznie wydaną księgę – tomiszczę, ale o siłę literacką przede wszystkim „Na południe od Brazos”. Jest to powieść wielka, misternie skonstruowana, wciągająca i godna najwyższych pochwał. Choć nie będzie łatwo zachęcić czytelników do podjęcie niemałego trudu przeczytania.

Jak na western to całkiem niewiele tu strzelanin, bitew z Indianami (choć też są) albo łotrzykowskich intryg. Raczej dostajemy piaszczysty znój codzienności. Drobiazgowo oddane realia egzystencji kowbojów zarówno w drodze, jak i w trybie osiadłym. I mówię tu o drobiazgowości nie pomijającej kwestii higieny. A najciekawsze jest to, że ta otoczka nie zasłania głównego dramatu, który na oczach czytelnika się toczy. Dodam jeszcze, że nie jest on porywający tempem, ale i nie stroni od chwil prawdziwie dramatycznych.

Głównymi postaciami są Call i Gus. Obaj mają na koncie sporo walk w obronie pogranicza, a obecnie zajmują się kradzieżą koni i generalnie starają się przeżyć. Gus ma zacięcie filozoficzne, a Call z zacięciem sfinksa milczy i nabożnie oddaje się swojej pracy. Jednak z czasem dowiemy się o źródłach ich postaw znacznie więcej, ale również okaże się, że żaden z nich ideałem nie jest, ani jego postawa życiowa do nieprzemakalnych nie należy.

Naturalnie występują tu również kobiety, ale nie tylko w roli ofiar. Spotkamy – choć raczej w drugim planie – żeńskie bohaterki, które z całą mocą przeć będą do przejęcie sterów swojego życia. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, żeby domyślić się, że w towarzystwie pijanych kowbojów trudne zadanie przed nimi stanie.

No dobrze, ale o co w tym wszystkim chodzi? Przecież nie o opisy nieprzyjaznej człowiekowi i spalonej słońcem przyrody. Ano rzecz rozbija się o relacje międzyludzkie, które pokazane są tu z mikroskopijną dokładnością. Każdy dialog przykuwa uwagę, każdy gest bohatera śledzimy z wyjątkową sumiennością, a autor nie zapomina dać nam kilku nagród w postaci zabawnych wymian zdań czy uszczypliwości.

Jest to też powieść o charakterze człowieka, o którym łatwo zapomnieć w czasach naszpikowanych technologią, która ma za nas coś zrobić. W tej powieści bohaterowie muszą ponosić konsekwencje swoich działań nie posiadając żadnej wiedzy o tym, jak gdzie mogą ich doprowadzić. Kierowani niejasnymi przeczuciami albo nadzieją – jak ten wielki spęd bydła, który wydaje się najgorszym pomysłem świata, a w którym mimowolnie bierzemy udział.

Larry McMurtry zrobił według mnie rzecz niepojętą i z błahych opowiastek o czarnobiałym świecie rewolwerowców stworzył wielce zajmującą powieść po lekturze której nie pamięta się „akcji”, ale momenty mówiące o głębokiej samotności człowieka. Niesamowite, naprawdę.

Western arcydziełem? Ale takim na poważnie z całym bogactwem literatury i tego, co można nazwać życiem? Owszem. Jestem wielce zdumiony, że to piszę, ale siła ciężkości i nie chodzi tylko o fantastycznie wydaną księgę – tomiszczę, ale o siłę literacką przede wszystkim „Na południe od Brazos”. Jest to powieść wielka, misternie skonstruowana, wciągająca i godna najwyższych...

więcej Pokaż mimo to

13
avatar
257
38

Na półkach:

Proszę Państwa, jeśli szukacie książki-opowieści, to znaleźliście ją. Potężne, 800set stronicowe tomiszcze da Wam Opowieść przez duże "O". W życiu nie czytałam niczego, co choćby stało koło "westernu", kompletnie nie mój świat. A w historii o teksańskich rangersach utonęłam. Jestem zachwycona. Trudno napisać cokolwiek mądrego o książce tak, moim zdaniem, wybitnej. Spróbujcie. Serio.

Proszę Państwa, jeśli szukacie książki-opowieści, to znaleźliście ją. Potężne, 800set stronicowe tomiszcze da Wam Opowieść przez duże "O". W życiu nie czytałam niczego, co choćby stało koło "westernu", kompletnie nie mój świat. A w historii o teksańskich rangersach utonęłam. Jestem zachwycona. Trudno napisać cokolwiek mądrego o książce tak, moim zdaniem, wybitnej....

więcej Pokaż mimo to

1

Cytaty

Więcej
Larry McMurtry Na południe od Brazos Zobacz więcej
Larry McMurtry Na południe od Brazos Zobacz więcej
Larry McMurtry Na południe od Brazos Zobacz więcej
Więcej

Video

Video
Reklama
Reklama
zgłoś błąd