Wspomnienia

Okładka książki Wspomnienia
Nadieżda Mandelsztam Wydawnictwo: Agora Seria: Biblioteka Gazety Wyborczej biografia, autobiografia, pamiętnik
560 str. 9 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Seria:
Biblioteka Gazety Wyborczej
Tytuł oryginału:
Воспоминания
Wydawnictwo:
Agora
Data wydania:
2015-12-10
Data 1. wyd. pol.:
2015-12-10
Liczba stron:
560
Czas czytania
9 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788326823107
Tłumacz:
Jerzy Czech
Tagi:
związek radziecki
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
8,1 / 10
47 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
876
852

Na półkach:

Nikt tak nie skrzywdził Rosjan – a raczej precyzyjniej: mieszkańców tego imperium, czy to carskiego, czy komunistycznego, czy putinowskiego – jak sami inni tego kraju mieszkańcy (niekoniecznie rodowici Rosjanie, bo to wszak i Lenin, i Dzierżyński, i Dżugaszwili, Beria, czy Szojgu)...

Taka można mieć dziś refleksje po lekturze tych wstrząsających, a wspaniale napisanych wspomnień, żony największego poety Rosji 20. wieku. Przechowała ona dla potomności jego wiersze po jego śmierci – z a p a m i ę t u j ą c je, bo bała się zapisywać, w obawie najścia NKWD.

Ludzie ludziom zgotowali ten los. W kontekście nowych zbrodni Wiecznego Imperium Zła to lektura obowiązkowa. Bo spostrzeżenia najwspanialszej z wdów nabrały przerażającej aktualności.

A nie mam najmniejszych wątpliwości, bo której dziś stronie byliby i Ona i Poeta, który w słynnym - niestety, proroczym - wierszu pisał:

Wiek, jak brytan wilkowi, do gardła mi skacze,
Lecz ja wilkiem nie jestem, nie jestem.
Jak się czapkę pcha w rękaw, tak pchnij mnie już raczej
W duszny kożuch Syberii leśnej.

Byle tchórza nie widzieć i brudu nie widzieć
Ani kołem łamanych kości.
Niechaj z nocy polarnej błękitny lis wyjdzie,
Niech mi zalśni w swej mroźnej piękności.

Prowadź w noc, gdzie Jenisej przetacza się milcząc,
Tam gdzie sosna do gwiazdy się wspina,
Bo nie jestem ja wilkiem i krew mam niewilczą,
A więc z ręki równego niech zginę.

(tłum. Jerzy Pomianowski)

Nikt tak nie skrzywdził Rosjan – a raczej precyzyjniej: mieszkańców tego imperium, czy to carskiego, czy komunistycznego, czy putinowskiego – jak sami inni tego kraju mieszkańcy (niekoniecznie rodowici Rosjanie, bo to wszak i Lenin, i Dzierżyński, i Dżugaszwili, Beria, czy Szojgu)...

Taka można mieć dziś refleksje po lekturze tych wstrząsających, a wspaniale napisanych...

więcej Pokaż mimo to

avatar
240
178

Na półkach: ,

"Niegdyś Rosja ocaliła chrześcijańska kulturę Zachodu przed Tatarami, dzisiaj ratuje ją przed racjonalizmem i jego następstwami - dążeniem do zła. I poniosła przy tym wielkie ofiary. Czy mam uwierzyć, że były nadaremne?" Takie pytanie zadała autorka po opisaniu piekła na ziemi - życia w latach stalinowskich w sowieckiej Rosji. Wygląda, że niestety ofiara była daremna. Kolejne wcielenia, mutacje i odsłony neomarksizmu i ich niepowstrzymany marsz przez świat, umysłowo zaczadziały zachód, niepojęty tryumf głupoty i zła - dowodzą tego dobitnie. "Wspomnienia" Nadieżdy Mandelsztam - ponure świadectwo wegetacji pięknych dusz w gnijącym, zrakowaciałym społeczeństwie.

"Niegdyś Rosja ocaliła chrześcijańska kulturę Zachodu przed Tatarami, dzisiaj ratuje ją przed racjonalizmem i jego następstwami - dążeniem do zła. I poniosła przy tym wielkie ofiary. Czy mam uwierzyć, że były nadaremne?" Takie pytanie zadała autorka po opisaniu piekła na ziemi - życia w latach stalinowskich w sowieckiej Rosji. Wygląda, że niestety ofiara była daremna....

więcej Pokaż mimo to

avatar
380
10

Na półkach: , ,

Bardzo dobra ,skłaniająca do refleksji literatura, opisująca ostatnie lata życia Osipa Mandelsztama. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tak poruszającej literatury ,napisanej z tak dużą erudycją , z wielką wiedzą na temat sztuki literackiej i poezji.
To, co mnie najbardziej poruszyło czytając te wspomnienia ,to wpływ ideologii ,systemu politycznego na losy zwykłego człowieka. Każda dyktatura jest ogromnie destrukcyjna. To co działo się w latach 30-tych w ZSRR to potworny koszmar.
Nadieżda opisuje wstrząsające lata fali terroru w Rosji, tworzenie rosyjskiego człowieka- „homo sovieticus”, rosyjskiej mentalności , której nie da się łatwo wykorzenić, chociaż mijają dekady. Z gorzką ironią mówi o losie artystów, którzy mieli odwagę wyjść poza dozwolone bariery.
Wszechobecny , ciągły strach o życie, swoje i bliskich, zdrady, donosicielstwo, łamanie psychiki, uzależnianie ludzi od systemu. Nikt nie chce się wyłamać, każdy chce być wierny i lojalny, a o wszystkim decyduje przerażenie. Każdy może Cię zdradzić, donieść na Ciebie, a wszystko po to aby ratować swoje życie. Nawet Mandelsztam w końcu napisał odę na cześć Wielkiego Gospodarza Stalina wierząc że uniknie łagru. Pozbawianie ludzi domu, pracy. Bezradność od której nie ma ucieczki. Ucieczką jest tylko śmierć.
I tak jak pisze Nadieżda , trzeba walczyć o to żeby przeżyć ,żeby zaświadczyć o tym co było. Tak i my teraz powinniśmy czytać takie wspomnienia ,żeby nie zapomnieć i nie dopuścić by taki potworny czas się powtórzył.

Bardzo dobra ,skłaniająca do refleksji literatura, opisująca ostatnie lata życia Osipa Mandelsztama. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tak poruszającej literatury ,napisanej z tak dużą erudycją , z wielką wiedzą na temat sztuki literackiej i poezji.
To, co mnie najbardziej poruszyło czytając te wspomnienia ,to wpływ ideologii ,systemu politycznego na losy zwykłego...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
406
279

Na półkach:

Nadieżda Mandelsztam wspomina lata 30-te w Rosji Radzieckiej, głównie czasy między pierwszym a drugim aresztowaniem jej męża, wielkiego poety - Osipa Mandelsztama. To blisko pięćset stron (i jeszcze obfite przypisy) bardzo interesującej książki (recenzuję i czytałam jedynie pierwszy tom). Wspomnień, w których właściwie nie istnieje własne ja. Oczywiście Nadieżda opowiada tu swoje życie, musi więc w nim występować, ale nigdy nie staje się podmiotem, głównym tematem wywodu. I wbrew pozorom walce nie będzie nim Osip (nazywany zazwyczaj O.M.). Myślę, że są dwa tematy, którym książka ta jest konsekwentnie i bardzo precyzyjnie podporządkowana: poezja i wpływ terroru na człowieka.

Pozornie drugie z tych zagadnień wysuwa się na plan główny. Ale to pierwsze stanowi autorskie credo. Jest wyznaniem wiary, która umożliwiła wszystko - przeżycie, przetrwanie poezji, zachowanie nadziei i wreszcie powstanie Wspomnień.

Jako że jest to książka, w której żona opowiada o mężu, jego śmierci i jego spuściźnie, łatwo widzieć we Wspomnieniach niezwykłe świadectwo miłości - i podsumowywać je tym kuszącym, romantycznym sformułowaniem. Może i jest ono prawdziwe, ale niejako zakłamuje fakt, że Nadieżda o swojej miłości do męża nie pisze. Bo ta miłość to sprawa intymna. A to nie jest intymna książka. Zresztą właściwie to zdanie też wcale nie jest prawdziwe. Wspomnienia jako całość odsłaniają nam bardzo wiele o autorce, bo poznajemy wszystko w co wierzy, a to dość intymna część człowieka. Może powinnam napisać, że to książka pozbawiona nawet najmniejszej dawki ekshibicjonizmu - zazwyczaj nieuniknionej, gdy piszemy o uczuciach.

Zapewne najlepszą recenzję Wspomnień napisał Josif Brodski, w eseju "Na śmierć Nadieżdy Mandelsztam" ze zbioru Śpiew wahadła, tu umieszczonym jako wstęp (wyd. Agora, 2015).

Brodski pisze o surowym, nawet kostycznym stylu tej prozy. I trudno się z tym nie zgodzić, ale jednocześnie, dzięki językowej precyzji i absolutnej szczerości, można Wspomnienia czytać bardzo szybko, z wypiekami na twarzy. Zresztą choć Nadieżda Mandelsztam jest w swoich analizach rzeczywistości szorstka, twarda i pozbawiona złudzeń, to nie stawia granic: my i oni, dobrzy i źli, zdrajcy i bohaterowie. To bardzo ważna cecha tej książki, pozwalająca komuś, kto nie zetknął sie nigdy z żadną formą totalitaryzmu, bez złudzeń (no powiedzmy, ze zmniejszoną ich ilością) osadzić siebie w takiej rzeczywistości. W maszynerii narastającego terroru, choć niektórym udaje się zachować człowieczeństwo, każdy jest trybikiem. (I tu znowu chyba powinnam zrobić zastrzeżenie, bo niektórzy - poeci - choć czasy oczywiście i ich naznaczają, nie ponoszą uszczerbku na duszy. Jak już pisałam: poezja jest wiarą Nadieżdy Mandelsztam.) Wspomnienia są więc strasznym świadectwem nieuniknionych upadków moralnych.

Warto też czytając Wspomnienia mieć w pobliżu tomy poezji obojga poetów, których wiersze autorka przechowywała w pamięci: Osipa Mandelsztama i Anny Achmatowej. Trzeba tylko pamiętać, że ładunek emocjonalny czytania tego łącznie jest ogromny i przyznam, że dla mnie chwilami za trudny do zniesienia.

Cytaty:

"W obliczu nieuchronności zguby nawet strach znika, bo strach to świtanie nadziei, wola życia, autoafirmacja. To jest uczucie głęboko europejskie. Zrodziły je szacunek dla siebie, poczucie własnej wartości, swoich praw, potrzeb i pragnień. Człowiek trzyma sie swego i boi sie to utracić. Strach i nadzieja są wzajemnie powiązane. Kiedy tracimy nadzieję, pozbywamy sie też strachu - nie ma się o co bać."

"Potem często się zastanawiałam, czy człowiek powinien wyć, kiedy go biją i depczą. Czy nie lepiej zastygnąć w piekielnej dumie i odpowiedzieć katom pełnym pogardy milczeniem? Myślę, że trzeba wyć. W tym żałosnym wyciu, które czasem dolatywało nie wiadomo skąd do głuchych, niemal dźwiękoszczelnych cel, skupiają się resztki ludzkiej godności i wiary w życie. Tym wyciem człowiek zostawia ślad na ziemi i pokazuje ludziom jak żył i umarł. Wyciem broni swego prawa do życia, posyła wiadomość za mury, żąda pomocy i sprzeciwu. Jeśli nic innego nam nie zostało trzeba wyć. Milczenie jest prawdziwą zbrodnią przeciw ludzkości."

Jest we Wspomnieniach krótka historyjka z pierwszego aresztowania O.M. Przemieszczany między pokojami przesłuchań poeta jechał wraz z obstawą windą, w windzie były i osoby postronne. Mandelsztam torturowany brakiem snu i ostrym światłem, dostał ataku, padł na ziemią śliniąc się i przeklinając. Postronny, mimowolny świadek znający Mandelsztama odezwał się wtedy: "Mandelsztam, jak wam nie wstyd" - znowu piszę recenzję parę miesięcy po czytaniu książki i nie mogę znaleźć powyższego fragmentu, ale utkwił mi on w pamięci jako najbardziej przerażający, nie przez los Mandelsztama, tylko tego zwykłego człowieka, który w tym momencie, tak właśnie radził sobie z rzeczywistością. Jednym zdaniem sprzedał duszę diabłu.

"Tak żyliśmy i dlatego nie jesteśmy tacy jak wszyscy. Nasze przeżycia musiały przecież zostawić w nas jakieś ślady. Staliśmy się rozchwiani psychicznie, odrobinę nienormalni. Może nie od razu chorzy, ale też nie całkiem w porządku - podejrzliwi, zakłamania, zagubieni, z wyraźnymi zahamowaniami w mowie i podejrzanym, infantylnym optymizmem. Czy tacy jak my mogą być świadkami?"

"Śmierć artysty nie jest przypadkiem, ale ostatnim aktem twórczym, czymś takim jak snop promieni oświetlających jego drogę życiową. (...) Przecież śmierć to najmocniejszy element konstrukcji, któremu podporządkowany jest cały bieg życia. Nie chodzi tu o żaden determinizm, lepiej traktować to jako przejaw wolnej woli. O.M. władczo wiódł swoje życie ku zgubie, która na niego czyhała, ku najbardziej rozpowszechnionej u nas formie śmierci "hurmem, hurtem""

"Kiedy się mieszka w Asyrii nie wolno zapominać o Asyryjczyku" (cytat zrozumiały w kontekście zainteresowań Mandelsztama, Asyryjczyk = Stalin)

"Czytając w dzieciństwie o rewolucji francuskiej, często się zastanawiałam, czy można ocaleć podczas terroru. Teraz dobrze wiem, że nie można. Kto oddychał tym powietrzem ten przepadł, nawet jeśli udało mu się jakoś przeżyć".

Nadieżda Mandelsztam wspomina lata 30-te w Rosji Radzieckiej, głównie czasy między pierwszym a drugim aresztowaniem jej męża, wielkiego poety - Osipa Mandelsztama. To blisko pięćset stron (i jeszcze obfite przypisy) bardzo interesującej książki (recenzuję i czytałam jedynie pierwszy tom). Wspomnień, w których właściwie nie istnieje własne ja. Oczywiście Nadieżda opowiada...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
203
202

Na półkach:

„Wspomnienia” Nadieżdy Mandelsztam, żony jednego z największych rosyjskich poetów XX wieku, to nie tylko relacja z czterech ostatnich lat życia Ospina Mandelsztama, ale także wnikliwy obraz życia w czasach przerażającej inżynierii społecznej, mającej na celu stworzenie nowego człowieka. Czerwony terror czasów stalinowskich pokazany został tu z punktu widzenia jednostki, która chce przetrwać i ocalić swoją spuściznę umysłową. Wiersze – czy można zabijać za wiersze? To jedno z licznych pytań stawianych przez autorkę i jej męża. Okazuje się, że można, szczególnie gdy wiersz dotyczy jednego z największych krwawych despotów w historii. Ospin Mandelsztam napisał i odczytał kilku osobom krytyczny wiersz na temat Stalin („Żyjemy tu, nie czując ziemi…”), co wystarczyło, by sprowadzić na siebie zgubę. Ale czy na pewno tylko o wiersz tutaj chodziło? Czyż wiersz nie jest wyrazem wolnej myśli poety, a więc wolnej myśli człowieka jako takiego? To w totalitarnym państwie stworzonym przez komunistów w Rosji była jedna z największych zbrodni. Warto sięgnąć po te autentyczne wspomnienia z tej straszliwej epoki, aby odkryć tę smutną prawdę i poczuć atmosferę tamtych lat. Cenne świadectwo okresu ludzkiego szaleństwa.

„Wspomnienia” to przede wszystkim przedstawienie losów męża autorki, Ospina. Człowieka niepokornego, obdarzonego niebywałym darem tworzenia wierszy, na którego spuściznę twórczą władza wydała wyrok - „poeta kontrrewolucyjny”. Zresztą nie tylko na niego, bo to co uderza w książce Nadieżdy, to tragiczny dylemat całej inteligencji rosyjskiej wobec rewolucji i rządów bolszewików. Wybór był jasny – albo współpraca z nową władzą i wyrzeczenie się własnej drogi twórczej, albo szykany, prześladowania, zsyłki i egzekucje. Machina zbrodniczej ideologii pracowała w tym obszarze przez lata z nieubłaganą konsekwencją. Nielicznym tylko udało się przetrwać bez zdrady własnego inteligenckiego sumienia, ale cena za to była straszliwa. Nie tylko konieczne było wyzbycie się wszelkich aspiracji twórczych – należało po prostu zamilknąć na zawsze, ale także zmierzenie się z traumą życia w ustawicznym zagrożeniu własnego życia. Ospin Mandelsztam zamilknąć nie potrafił, nie był w stanie wyrzec się swojej drogi i powołania. I zapłacił za to najwyższą cenę. Nadieżda natomiast ocalała, jak sama twierdzi - „przez przypadek”, aby podjąć nową walkę. Wspólna walka o zachowanie życia męża zakończyła się niepowodzeniem. Jednostka była bez szans w starciu z molochem państwa. Natomiast bój o przekazanie jego spuścizny następnym pokoleniom – to wielkie zwycięstwo kobiety, która musiała przez długie lata przechować wiersze we własnej pamięci, przemycać i ukrywać ich odpisy, bo nie mogła nikomu zaufać, i jednocześnie drżeć ze strachu, czy aby ktoś tam u góry nie przypomni sobie, że była przecież żoną „groźnego przestępcy”.

Tak, po lekturze tej książki można sobie zdać pytanie, czy jest jakaś straszliwsza siła od prawdziwej miłości? Cztery lata życia w ciągłym zagrożeniu, odbijania się od drzwi do drzwi, tułaczki po bezkresach rosyjskiego państwa, klepania biedy, przeżycia wreszcie dwóch aresztowań męża i wiadomości o jego śmierci – ileż siły trzeba, aby to wszystko znieść. Nie poddać się, nie załamać, ale stanąć do kolejnej walki, do kolejnych lat poniewierki i biedy, tym razem już samotnej, bez żadnych widoków na zwykłe, ludzkie „dziękuję”. „Wspomnienia” Nadieżdy to świadectwo tego, jak silnym potrafi być człowiek w czasach, gdy inni upadają. Jeszcze raz powtórzę, autorka nie ma złudzeń – cały jej trud możliwy był tylko przez przypadek, przez to, że „została zapomniana” przez bezlitosną władzę. Inni nie mieli tyle szczęścia.

W rzeczy samej. „Wspomnienia” pokazują konkretnych ludzi, z którymi stykali się Mandelszatmowie, i ich losy. Wielki plus dla wydawców i polskiego tłumacza dzieła za niezwykle obszerne przypisy objaśniające, bez których książka z pewnością wiele by straciła. Dzięki krótkim szkicom biograficznym możemy poznać losy tych ludzi. Jakże często padają wobec nich sformułowania: „aresztowany”, „zesłany”, „rozstrzelany”, „zamordowany”, „skazany” itp. Była to cena, którą płacili za to, że „nie pasowali” do nowych czasów. Związek Radziecki za Stalina pełen był Mandelsztamów, którzy jednak nie mieli swojej Nadziei, swojej Nadieżdy, która nie tylko przetrwa, ale opowie kolejnym pokoleniom o tym, co ich spotkało.

Szczególnie wstrząsające są ostatnie strony wspomnień, gdzie autorka próbuje przedstawić swoje wysiłki w celu odtworzenia losów jej męża po drugim aresztowaniu w 1938 roku i zsyłce do łagru. Z kart tych wyłania się obraz bezradności i cierpienia spowodowanego niewiedzą, co się stało z ukochanym człowiekiem. Żyje? A jeśli umarł, to kiedy? Jak? Co wtedy czuł? O czym myślał? Kto może coś wiedzieć? Roztrząsanie tych pytań może prowadzić do obłędu, a jednak Nadieżda zachowała siły, aby zmierzyć się i z tym wyzwaniem. Trudno tutaj jednak mówić o zwycięstwie. To raczej gorzkie poczucie bezsilności i zwątpienia. Nadieżda pisze: „Wiem jedno: że gdzieś umarł człowiek, cierpiętnik i męczennik”.

Jeszcze kilka słów o stylu „Wspomnień”. Świadectwo Nadieżdy Mandelsztam nie jest tak bezpośrednio szokujące jak choćby „Archipelag Gułag” Sołżenicyna. Język autorki jest bardziej wyważony, bogatszy stylistycznie, mniej emocjonalny, pełen odwołań do poezji i fragmentów wierszy, a mimo to doskonale ujmujący atmosferę tamtych lat. Strach, zwątpienie, zobojętnienie, bezsilność – to wszystko przebija do nas z kart książki. Czuć tu ciężki i duszny klimat czasów, gdy ludzie „po prostu znikali”. Relacja z czterech lat życia Ospina Mandelsztama wypełniona jest mnóstwem anegdot, analiz literackich, refleksji na temat życia i społeczeństwa. Styl ten może być różnie odbierany przez czytelnika. Osobom nastawionym na czysty fakt może to mniej lub bardziej przeszkadzać. Jest to jednak autentyczny głos przedstawicielki rosyjskiej inteligencji, niezwykle cenny dla odtworzenia postawy tej warstwy społecznej w latach wielkiego zniewolenia. Jednocześnie Nadieżda Mandelsztam, co niezwykle istotne, nie jest pozbawiona zdolności do głębszej refleksji. W licznych fragmentach swoich wspomnień odsłania ona przed czytelnikiem wiele prawd dotyczących funkcjonowania państwa totalitarnego. Jest to kolejna próba odpowiedzi na pytanie: „jak to było możliwe?”. Odpowiedź tym cenniejsza, że pochodząca od osoby, która ową totalność doświadczyła jak mało kto. Uważny czytelnik z pewnością odnajdzie ją pośród innych rozważań autorki.

Na koniec króciutki fragment z przedmowy do książki autorstwa Josifa Brodskiego:

„Ale sama miłość jest najbardziej elitarnym uczuciem, które dopiero w kontekście kultury uzyskuje trójwymiarowość i głębię, ponieważ nie w łóżku, ale w umyśle zajmuje najwięcej miejsca. Miłość wyjęta z ram kultury staje się płaską, jednowymiarową fikcją. Nadieżda Mandelsztam była wdową po kulturze i myślę, że pod koniec życia bardziej kochała swojego męża niż w dniu ich ślubu”.

Piękna myśl. Za takie kiedyś zabijano. Zdecydowanie warto przeczytać.

„Wspomnienia” Nadieżdy Mandelsztam, żony jednego z największych rosyjskich poetów XX wieku, to nie tylko relacja z czterech ostatnich lat życia Ospina Mandelsztama, ale także wnikliwy obraz życia w czasach przerażającej inżynierii społecznej, mającej na celu stworzenie nowego człowieka. Czerwony terror czasów stalinowskich pokazany został tu z punktu widzenia jednostki,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
922
394

Na półkach: ,

Wstrząsający zapis "życia codziennego w czasach terroru". Genialny poeta, który musi żebrać pieniądze od znajomych, by przetrwać kilka następnych dni. I jak w tym wszechobecnym strachu i upodleniu nie stracić godności i resztek wrażliwości? A może jest tak, jak mówił Osip Mandelsztam: poezja i poeci muszą być ważni, skoro nas aresztują i konfiskują wiersze.

Wstrząsający zapis "życia codziennego w czasach terroru". Genialny poeta, który musi żebrać pieniądze od znajomych, by przetrwać kilka następnych dni. I jak w tym wszechobecnym strachu i upodleniu nie stracić godności i resztek wrażliwości? A może jest tak, jak mówił Osip Mandelsztam: poezja i poeci muszą być ważni, skoro nas aresztują i konfiskują wiersze.

Pokaż mimo to

avatar
113
28

Na półkach: , , ,

statekglupcow.wordpress.com

O autorce.

Na pierwszych stronach swojej opowieści Nadieżda Mandelsztam pisze: „W epokach przemocy i terroru ludzie chowają się w skorupie i ukrywają swoje uczucia, ale same uczucia nie dadzą się wyplenić i żadne wychowanie ich nie usunie” – gdzieś dalej z kolei napisze, że tylko urojony system radziecki mógł za zadanie wziąć sobie nie „kształcenie”, a właśnie – „wychowywanie” narodu. I że skrajnie niedorzeczne myślenie o narodzie doprowadziło do jego skarakanienia, bo faktycznie wychowano sobie szpicli, łajdaków, donosicieli, łapówkarzy, płatnych morderców i nocnych grabarzy z sierpem i młotem w głowie.

Następnie Nadieżda pisze, dlaczego serce człowieka – nawet serce martwe – więcej znaczy od wystrzelonego pocisku.

W swoim drugim poetyckim tomie z 1957 r. zatytułowanym Hermes, pies i gwiazda Zbigniew Herbert dyktuje poetycką prozę Mur. Pierwsze fragmenty brzmią: „Stoimy pod murem. Zdjęto nam młodość jak koszulę skazańcom. Czekamy”.

Być może to literackie nadużycie, czytając Wspomnienia Nadieżdy, widzieć jej męża, największego rosyjskiego poetę XX wieku, kiedy wychudzony i z oczami pełnymi dumy i strachu, jak oczy każdego Żyda w czasie ostatniego potwornego stulecia, stoi przed lufami karabinów. Pod murem. Młodości dawno zapomniał – jak pisze jego żona, miewał napady unieruchamiającego strachu. Zaczynał słyszeć głosy. Cholernie się bał, powoli przygotowywał się na najgorsze. Popadał w omroczenie serca. Czekał.

Co jest w tym człowieku najwspanialszego? Może wiara w poezję jak monolit? To, że wyrok na niego wydał osobiście Stalin, a Osip Mandelsztam z tą świadomością żył i nie przestawał tworzyć. I jeszcze to: że raz tylko spróbował popełnić samobójstwo. A potem napisał w wierszu:

„Skok. I zdrów. I już po strachu”. I swojej żonie zabronił nawet o tym myśleć, choć wydaje się to całkowicie normalne wiedząc, czego ludziom przysparzał stalinizm. A na każdą jej wzmiankę o wspólnym samobójstwie, najpierw mówił: „Skąd wiesz, co będzie potem? Życie to dar, którego nikt nie powinien się wyrzekać”. A potem dodawał jeszcze: „Dlaczego wbiłaś sobie do głowy, że powinnaś być szczęśliwa?”.

A Nadia była mądra, szczęśliwa – chyba również, ale nie wolno o tym powiedzieć tak głośno, trzeba wyczytać między słowami Wspomnień.

Ta książka to jedno z najwspanialszych świadectw tego przykrego (jakże przymiotniki są małe i niewiele znaczące wobec świadomości tego, że można zniszczyć człowieka…) czasu, ale też szerokie spojrzenie na literacki światek Rosji trzeciej i czwartej dekady XX wieku oraz na życie urodzonego w Warszawie Mandelsztama. W każdym zachowaniu, w tak zwanej codzienności Nadia dostrzegała poetycką predestynację swojego męża. Napisze: „Myślę, że dla poety halucynacje słuchowe są czymś w rodzaju choroby zawodowej” – jak często taka „choroba” powtarza się w życiorysach poetów. Miłosz dał słowa: „Spojrzy w twarz swoich wielkich braci:/ W ich słowach była prawda szczera,/ Powinien wiedzieć jak się płaci,/ Kto z młodu zawód ten obiera” – wyobrażam sobie ten moment, który przeżył chyba również Miłosz, kiedy pierwszy raz otworzył karty księgi i za niedługo cały strach świata zebrał mu się w sercu, bo wiedział, bo już wiedział, że jego powinnością jest zostać poetą.

Co jest niedorzeczne samo w sobie, ale przy tym nieodwołalnie piękne.

Powracając do Muru Herberta, dalsze słowa tej prozy: „Zanim tłusta kula usiądzie na karku, mija dziesięć, dwadzieścia lat. Mur jest wysoki i mocny. Za murem jest drzewo i gwiazda”. Mandelsztam był akmeistą – była to modernistyczna tendencja w rosyjskiej literaturze, która uformowała się i rozwijała w drugiej i trzeciej dekadzie ubiegłego wieku – stała w kontrze do przede wszystkim symbolizmu. Osip bardzo przyjaźnił się z poetką Anną Achmatową, mieli nawet własny język, jak język każdego dzieciństwa, w którym wymyślamy słowa i posługujemy się specyficznym kodem językowym, faktycznie zrozumiałym tylko dla przyjaciół. Tacy byli w czasie terroru – potrafili się śmiać. To niesamowite, że można tak klinem, dbając o uczucia, wchodzić w zasady gry decydentów, aby zapamiętane zostało to, co czyni nam miłość, a nie nienawiść.

Bo honorowane wówczas były, jak w każdym szczurzym świecie, przede wszystkim smród i fałszywe uśmiechy zdradzieckich mord. O jednym z takich skunksów Nadia wspomni: „To jedynie nędzny robaczek, który musiał żyć w strasznym czasie. Czyż człowiek istotnie odpowiada za siebie? Nawet jego czyny, jego charakter – wszystko tkwi w łapskach epoki. To ona ujmuje człowieczka w dwa palce i wyciska z niego kroplę dobra albo zła, taką, jaka jest jej akurat potrzebna”.

O Wspomnieniach.

Osip Mandelsztam został objęty zakazem drukowania, przysporzono mu również wielkich kłopotów w związku ze znalezieniem jakiejkolwiek pracy dla literata, a wszystko przez jeden wiersz – niedrukowany oczywiście, w którym Stalina określa mianem „kremlowskiego górala”, na którego „osetyńską pierś” „miodem kapie każda nowa śmierć”.

Na przesłuchaniu Osip ten wiersz wyrecytował. Musiało dziać się to tak, kilka dni wcześniej: nerwowe poruszanie ustami. Spojrzenie na żonę – jest obok; jest cisza i spokój; w takim momencie nie powstanie wiersz. Potrzeba samotności, ruchu (Osip zawsze chodził, tworząc). I już za moment wsłuchiwał się w daleki głos wiatru, który słyszą tylko poeci. Potem wypowiedział do żony słowa nowego wiersza, które polecił zapisać.

Nadia zbladła, jej serce już wiedziało, że zostanie wdową.

Wyrok zabrzmiał: „izolować, ale zachować”. Pojechała z nim na zesłanie do Woroneża i to jest scena jak ze Zbrodni i kary, kiedy Sonia jedzie za Raskolnikowem na katorgę. Tyle, że Osip nikogo wcześniej nie skrzywdził, a jego kara była niezasłużona. Nadia jest prawdziwą Sonią rosyjskiego świata – niejedyną zapewne z „najwspanialszych”.

Zresztą, ten tytułowy przymiotnik może okazać się nieco fałszywy – ktoś powie, że każdy terror wyolbrzymia uczucie, ponieważ w czasie terroru uczucia w ogóle nie przystoją, są czystą abstrakcją, nie tym, co ma według demiurgów systemu, zostać zapamiętane.

A one na przekór, jak te wszystkie kobiety, którym my, mężczyźni, zawdzięczamy swój szczęśliwy los, idą na katorgę i zawsze pójdą, bo je kochamy i chyba tylko dlatego, choć to dla nas zbyt wielkie dobro. Matki-kariatydy; narzeczone i żony, które „umieją cierpliwie znosić wielkie idee, plany zmieniania świata, wiarę w genialność”; nasze wiecznie objęte troską siostry – na które patrzysz i nieustannie martwiąc się, widzisz: „kruchość, ranliwość, śmiertelność”, a całe ich postaci w mgiełce tendresse – czułości.

I strach staje w gardle, że mogłoby ich nie być, kiedy każde źdźbło ich jest zasługą.

O tym, czym dla mnie są Wspomnienia.

Księgą mądrości, którą napisała niezwykła kobieta. W spojrzeniu na klincz czasu, z którego nie sposób się wydobyć; w spojrzeniu na faktyczne istnienie poety i potrzebie tego anormalnego zjawiska. „Dlaczego ludzie się dziwią, że poeci tak przenikliwie przepowiadają swój los i wiedzą, jaka śmierć ich czeka? Przecież śmierć to najmocniejszy element konstrukcji, któremu podporządkowany jest cały bieg życia. Nie chodzi o żaden determinizm […]”. Ale są Wspomnienia również historią dbałości o drugiego człowieka – o próbach, staraniach, trosce, rzeczach rzadko spotykanych dzisiaj. I o nadziei.

Proza Herberta kończy się słowami: „Drzewo podważa mur korzeniami. Gwiazda nadgryza kamień jak mysz. Za sto, dwieście lat będzie już małe okienko”.

Żaden, żaden, żaden pocisk wystrzelony w czasie kolejnej wielkiej wojny nie powstrzyma Nadziei.

statekglupcow.wordpress.com

O autorce.

Na pierwszych stronach swojej opowieści Nadieżda Mandelsztam pisze: „W epokach przemocy i terroru ludzie chowają się w skorupie i ukrywają swoje uczucia, ale same uczucia nie dadzą się wyplenić i żadne wychowanie ich nie usunie” – gdzieś dalej z kolei napisze, że tylko urojony system radziecki mógł za zadanie wziąć sobie nie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
333
184

Na półkach:

Słuchałem audiobooka (choć zazwyczaj słucham tylko tego, co wcześniej przeczytałem).
Mój ulubiony fragment to scena w sądzie, gdzie petenci strofują płaczącą babę, mówiąc, że skoro twój syn już nie żyje, to nie ma się co awanturować, bo oni dłużej przez to muszą czekać na swoją kolejkę, by móc dowiedzieć się, gdzie i ile lat spędzą ich bliscy. A kobiet płakała, bo jej syna wzięto i zabito przez pomyłkę - za sąsiada, który się ukrył.
Mam wrażenie, że świata bolszewizmu nigdy nie da się do końca zrozumieć i opisać - już łatwiej jest/ było z nazizmem.

Słuchałem audiobooka (choć zazwyczaj słucham tylko tego, co wcześniej przeczytałem).
Mój ulubiony fragment to scena w sądzie, gdzie petenci strofują płaczącą babę, mówiąc, że skoro twój syn już nie żyje, to nie ma się co awanturować, bo oni dłużej przez to muszą czekać na swoją kolejkę, by móc dowiedzieć się, gdzie i ile lat spędzą ich bliscy. A kobiet płakała, bo jej syna...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1124
746

Na półkach: , ,

audio czytane przez Stenkę, zostawia przygnębiające wrażenie mimo , że jest rewelacyjnym dokumentem -- wspomnienia w przekładzie Drawicza (Nadzieja w Beznadziei) przyjmowałem zdecydowanie bardziej pozytywnie -- była w tym nadzieja

audio czytane przez Stenkę, zostawia przygnębiające wrażenie mimo , że jest rewelacyjnym dokumentem -- wspomnienia w przekładzie Drawicza (Nadzieja w Beznadziei) przyjmowałem zdecydowanie bardziej pozytywnie -- była w tym nadzieja

Pokaż mimo to

avatar
739
523

Na półkach:

Ma wspaniałe fragmenty. Dla nich warto się przebijać. Ale momentami jest to tak nudna piła, że czytanie zajęło mi ponad miesiąc.

Ma wspaniałe fragmenty. Dla nich warto się przebijać. Ale momentami jest to tak nudna piła, że czytanie zajęło mi ponad miesiąc.

Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Nadieżda Mandelsztam Wspomnienia Zobacz więcej
Nadieżda Mandelsztam Wspomnienia Zobacz więcej
Nadieżda Mandelsztam Wspomnienia Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd