Carlos Fuentes był pisarzem w Polsce znanym i czytanym, o czym świadczy dość pokaźna ilość polskich przekładów jego utworów. I to nie tylko w okresie Polski Ludowej, gdy społecznie wrażliwa i momentami wyraźnie antyamerykańska proza meksykańskiego pisarza doskonale wpisywała się w zimnowojenną retorykę dwubiegunowego świata. Fuentes mógł być wtedy postrzegany u nas jako „swój” pisarz - postępowy, socjalistyczny, a może nawet komunizujący, o co zresztą podobno podejrzewały go służby wywiadowcze Stanów Zjednoczonych. Ale również po zakończeniu Zimnej Wojny Fuentes nadal był w Polsce tłumaczony i wydawany, co tylko potwierdza jego solidną rangę w dziejach światowej literatury. Inna sprawa, którą poruszam tutaj niejako przy okazji, to zaskakujący dla mnie brak literackiego Nobla dla pisarza tak płodnego i niewątpliwie obdarzonego literackim geniuszem. Ów żelazny kandydat do tejże nagrody nie doczekał się jednak jej przyznania. Jest tu jakaś dziejowa niesprawiedliwość, którą trudno mi wytłumaczyć. Czyżby chodziło o to, że Fuentes był pisarzem zbyt hermetycznym? Zbyt meksykańskim? Możliwe, choć zapewne w dziejach literackiej nagrody Nobla było wielu jemu podobnych pod tym względem. A może chodziło właśnie o owe lewicujące i antyamerykańskie poglądy pisarza, które mogły odstraszyć Komitet Noblowski przed uhonorowaniem tego chyba największego z pisarzy meksykańskich? Naprawdę trudno powiedzieć. Zresztą to już historia. Ale skoro już przy historii jesteśmy, wróćmy na chwilę do początku lat 60. XX wieku, kiedy to nastąpiła eksplozja światowego zainteresowania literaturą iberoamerykańską. W roku 1960 ukazuje się „Syn człowieczy” Bastosa, a trzy lata później - „Miasto i psy” Llosy oraz „Gra w klasy” Cortazara. Dzieła te, uchodzące za „kamienie milowe” dla popularności latynoskiej prozy, rozdziela „Śmierć Artemia Cruz”, która to powieść ukazała się w roku 1962 i okazała się być przełomową dla światowej rozpoznawalności Carlosa Fuentesa.
Napisałem wcześniej, że Fuentes był pisarzem pod pewnym względem hermetycznym, gdyż jego twórczość jest mocno osadzona w dziejowej i kulturowej spuściźnie rodzimego Meksyku, co w późniejszej twórczości spróbuje on przezwyciężyć, tworząc własną wykładnie dziejów całego kręgu kultury latynoskiej (np. „Pogrzebione zwierciadło”, „Terra nostra”). Ale w jego pierwszej powieści o światowym rozgłosie pisarz przeprowadza śmiały rozrachunek z historią własnego kraju. Rewolucja meksykańska, która rozpoczęła się w roku 1910, była wydarzeniem o ogromnym znaczeniu dla dziejów tego państwa. Nic zatem dziwnego, że w tamtejszej sztuce twórcy powracali do niej wielokrotnie. Cały problem polega jednak na tym, że ciąg wypadków, który nazywamy rewolucją meksykańska, był tak naprawdę niezwykle skomplikowanym okresem walki wszystkich ze wszystkimi. Jak w przypadku każdej rewolucji, początkowe górnolotne hasła („Tierra y Libertad”) oraz polityczne programy zawsze na końcu są, nieraz bardzo brutalnie, weryfikowane przez realne życie i panujące stosunki społeczne. I tak właśnie należy odczytywać recenzowaną powieść - jako szczery rozrachunek z tym, co zostało z wielkich ideałów rewolucji. Ale Fuentes nie jest tutaj zawiedzionym wyznawcą tej lub innej opcji politycznej. Przeciwnie, jest świadomym recenzentem przeszłości, który uzyskany efekt końcowy odnosi do jego ukrytych przyczyn. A robi to na przykładzie tytułowego bohatera - Artemia Cruz.
Charakterystyka tej postaci nie jest prosta, choć zapewne stanowiłaby interesujący temat na jakąś pracę magisterską lub doktorską z zakresu literatury meksykańskiej. Nie miejsce tutaj na przysłowiowe porywanie się z motyką na słońce, aby takową analizę przeprowadzić, ale nie sposób też uciec od chociażby pobieżnego przedstawienia problematyki wykreowanej przez pisarza wokół tej postaci, gdyż jest ona rzeczą kluczową dla zrozumienia sensu powieści. Cruz jest bowiem dzieckiem swoich czasów - dzieckiem meksykańskiej rewolucji. Na pewno nie jest to postać idealistyczna - to nie doktryner gotowy na bezkresne poświecenie dla sprawy. Tak, jest on człowiekiem rewolucji, gdyż bierze udział w walkach, zabija i odnosi rany, popiera tego lub innego pretendenta do władzy nad Meksykiem, ale wraz z postępem wypadków gorzknieje w swoim podejściu do sensu toczącej się rewolucji. Fuentes z pełną świadomością kreśli tutaj obraz wykolejonego i rozczarowanego rewolucjonisty: bezwzględnego człowieka, który potrafił na rewolucyjnych gruzach zbudować własną pozycję, a następnie umocnić ją za pomocą metod dalekich od szczytnych ideałów, o które nie tak dawno toczyła się walka. Wyzysk, przekupstwa, łapówki, przysługi i protekcja - to są środki, za pomocą których główny bohater wspina się po kolejnych szczeblach kariery w ówczesnym Meksyku, kraju post-rewolucji. Nic jednak w życiu człowieka nie jest wieczne, a śmierć ostatecznie przychodzi także po bogatych i potężnych.
Fuentes swoją opowieść o życiu Artemia Cruz rozpoczyna właśnie od momentu jego śmierci, gdy, otoczony najbliższą rodziną, doznaje wszystkich stanów psychofizycznych związanych ze słabnącym i gasnącym ciałem. To właśnie w tym momencie czytelnik zanurza się w strumień świadomości bohatera, w którym będzie raz świadkiem jego życiowego rozrachunku przed śmiercią, by chwilę później przenieść się do świata wspomnień z przeszłości, a więc tych kluczowych momentów, które doprowadziły go do miejsca, z którego zaraz opuści ten świat. Meksykański pisarz stosuje tutaj technikę, którą rozwinie inny z latynoamerykańskich gigantów literatury, wspomniany już Mario Vargas Llosa - pomieszane chronologicznie retrospekcje, które czytelnik będzie musiał dopiero ułożyć sobie w całość, aby zrozumieć opowiadaną historię. U Fuentesa jest to o tyle ułatwione, że stosuje on w rozdziałach datację dla opisywanych właśnie wydarzeń, co pozwala o wiele sprawniej uporządkować nam fabułę, niż ma to miejsce w przypadku powieści Peruwiańczyka (zob. „Rozmowa w Katedrze”, „Zielony dom”). Dzieje się tak dlatego, że, w mojej ocenie, Fuentes celowo nie chce za bardzo komplikować czytelnikowi poskładania w całość przeszłości Artemia Cruz, gdyż jest mu ona potrzebna do czegoś innego - do ukazania fatalizmu meksykańskiej historii.
Cruz jest bowiem postacią, której przeszłość i przyszłość wprost wynikają z trudnej historii ojczyzny pisarza. Fuentes cofa się tutaj od momentu umierania zestarzałego już Artemia aż do jego dzieciństwa, aby ukazać, że pewne postawy wynikają z określonych fundamentów, co finalnie powinno uczynić tego bohatera niejednoznacznym w naszej ocenie końcowej (całą prawdę o tej postaci odkrywamy dopiero na samym końcu). Dotyczy to zarówno jednostkowego życia tytułowego bohatera, jak i masowego procesu rewolucji. „Śmierć Artemia Cruz” jest zatem powieścią gorzką - powieścią o zawiedzionych nadziejach, o zmarnowanych szansach, ale także o trudnym dylemacie adaptacji do zastanych warunków. W życiowej postawie Artemia Cruz odkrywamy odwieczną prawdę o rewolucji, która zawsze na poziomie idei i postulatów rozpoczyna się od wielkich i chwalebnych haseł, a kończy jako proces adaptacji do tego, co udało się realnie wywalczyć. Wszak rewolucja to gwałtowna zmiana stosunków społecznych. Tyle głosi teoria. Praktyka życia pokazuje, że zmiana ta nigdy nie dotyczy jednak odwiecznego porządku ludzkiej zbiorowości - podziały na rządzących i rządzonych, posiadających i wyzyskiwanych, tych, którym się udało wzbić w górę drabiny społecznej, i tych, którzy ponieśli klęskę próbując. Każda rewolucja to nowe rozdanie stanowisk, dóbr, władzy i wpływów, które trwa do czasu, aż wszystkie miejsca pozostawione przez poprzedni ustrój lub wytworzone przez nowy zostaną zajęte. Właśnie wtedy rewolucja się kończy, choć armatnie salwy mogą jeszcze rozbrzmiewać nadal, i zaczyna się odliczanie do kolejnej. Fuentes stworzył bohatera, który właściwie zrozumiał ten proces. Dla romantycznej wizji rewolucjonisty to potężny cios, ale dla nas - wnikliwe studium przypadku, czego w żaden sposób nie umniejsza jego fikcyjność.
Wreszcie powieść Fuentesa to także pewna adaptacja meksykańskiej historii; kreacja świata pełnego niesprawiedliwości, biedy, wyzysku, przemocy, który na chwilę osiągnął stan wrzenia w dobie rewolucji, by potem powrócić w jakimś stopniu do stanu wyjściowego. Oczywiście to nie będą te same koleiny, ten sam kierunek, ale szczytne ideały wolności i ziemi dla szerokich mas uciemiężonych nie zostały finalnie w pełni spełnione. Meksykański pisarz tworzy obraz nowej elity kraju, która zaadaptowała się do świata porewolucyjnego. Cruz jest tutaj postacią skupiającą podejście nowych kręgów do własnego państwa. Podejścia, które sprowadza się do żądzy władzy nad innymi. Taki właśnie jest główny bohater, dla którego bogactwo jest ostatecznie narzędziem służącym do kontrolowania innych. Doskonale widać to na przykładzie balu, jaki wyprawia dla meksykańskich elit, podczas którego to osobiście dyryguje zabawą - zaproszeni tańczą, jak on im zagra. Ale, co bardziej tragiczne, to samo realizuje w życiu prywatnym. Jego najbliższa rodzina, żona i dzieci, kontrolowane są przez jego pieniądze i wpływy. Nic zatem dziwnego, iż w momencie nadciągającej ku niemu śmierci myśli jego najbliższych ogniskują się wokół kwestii testamentu starego. A tu czeka ich niemiła niespodzianka i ostatni pokaz siły Artemia, który zapisał wszystko duchom ze swojej przeszłości. Ale wracając do kwestii nowych meksykańskich elit, ich świat ostro kontrastuje z opisami zapadłych mieścin i wiosek doby rewolucji, lichych budynków z błotnej cegły adobe, z krytych strzechą dachów, zakurzonych ulic pełnych zabiedzonych dzieci. Fuentes zderza te migawki ze sobą, aby ukazać to, co boli go najbardziej - zawiedzione nadzieje tych, którzy w rewolucję naprawdę uwierzyli, przelali za nią krew, a może nawet oddali swoje życie. Obrazek starzejącego się Cruza, wypoczywającego na prywatnym jachcie z młodą kochanką - oczywiście opłaconą z jego pieniędzy - jest tutaj najjaskrawszym przykładem na klęskę pewnego zbiorowego marzenia rzeszy Meksykanów. I zapewne w jakimś stopniu samego pisarza.
Na zakończenie warto zatem jeszcze raz powtórzyć, że „Śmierć Artemia Cruz” to powieść, która objawiła światu literackie możliwości Carlosa Fuentesa. Pisarz zastosował w niej wiele - jak na owe czasy - innowacji pisarskich. Zmieniające się formy narracji, zaburzona chronologia, głęboka introspekcja ze strony umierającego bohatera, pogłos jego minionego życia, wreszcie wiernie odmalowana meksykańska rzeczywistość - wszystko to sprawia, że powieść ta słusznie została zauważona na świecie i zaliczona do wspomnianych na wstępie dzieł, które rozpoczęły modę na literaturę iberoamerykańską. Ukazała także niezwykle ambitne podejście meksykańskiego pisarza do twórczości literackiej, jako wyrazicielki głębszych i bardziej złożonych zjawisk społecznych lub procesów, niż tylko chwilowe zaciekawienie czytelnika. I właśnie dzięki temu ta aktualnie mocno już zapomniana powieść nadal warta jest przeczytania.
Carlos Fuentes był pisarzem w Polsce znanym i czytanym, o czym świadczy dość pokaźna ilość polskich przekładów jego utworów. I to nie tylko w okresie Polski Ludowej, gdy społecznie wrażliwa i momentami wyraźnie antyamerykańska proza meksykańskiego pisarza doskonale wpisywała się w zimnowoj...
Rozwiń
Zwiń