rozwińzwiń

Księgi Jakubowe

Okładka książki Księgi Jakubowe autora Olga Tokarczuk, 9788308049396
Okładka książki Księgi Jakubowe
Olga Tokarczuk Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie powieść historyczna
912 str. 15 godz. 12 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Data wydania:
2014-10-23
Data 1. wyd. pol.:
2014-10-23
Liczba stron:
912
Czas czytania
15 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308049396
Inne
Średnia ocen

7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Księgi Jakubowe w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Księgi Jakubowe i



Przeczytane 3324 Opinie 113 Oficjalne recenzje 66

Opinia społeczności książki Księgi Jakubowei



Książki 1736 Opinie 207

Oceny książki Księgi Jakubowe

Średnia ocen
7,8 / 10
3213 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Księgi Jakubowe

avatar
767
210

Na półkach:

Najprościej rzecz ujmując to zbeletryzowana biografia Jakuba Franka vel Józefa Dobruckiego, czyli przywódcy sekty żydowskiej, która w XVIII wieku w Rzeczpospolitej dokonała masowego nawrócenia na katolicką wiarę. Nie jest to oczywiście biografia sensu stricte, bo jak sama Tokarczuk wyraziła w tytule „opowiada przez zmarłych a przez autorkę dopełniona metodą koniektury” czyli domysłu. Mimo wszystko widać w tej powieści ogrom pracy już na poziomie zebrania materiału źródłowego. Naprawdę chylę czoła przed pracowitością i pasji poświęconej temu opus magnum.

Niestety ma największą wadę, która wynika z samego faktu poświęcenia powieści życiu jednego człowieka (i grupy jego wyznawców). Tą wadą jest przede wszystkim to, że rzadko kiedy całe życie nadaje się na wielkie dzieło (najlepiej potrafią z tego wybrnąć baśnie, które w odpowiednim momencie kończą zgrabną formułą w stylu żyli długo i szczęśliwie). O ile przez większość opowieści udaje się utrzymać pewien poziom napięcia, gdy przyszli uczniowie Franka (poszukujący mesjasza),a później perypetie tej sekty w imperium Osmańskim i na kresach I Rzeczypospolitej (zmagania z ortodoksyjnymi wyznawcami judaizmu) i problemy podczas konwersji, to już po opuszczeniu przez Józefa (Jakuba) Franka ziem Rzeczypospolitej brak tu dynamiki, a problemy finansowe nie są w stanie napędzać akcji ani utrzymać uwagi na dotychczasowym poziomie (wymagało to ode mnie sporej siły woli, abym chciał ukończyć tę historię).

Ponadto jest to powieść, która wymaga już odpowiednio wysokiego poziomu wejść. Choć co rusz wyjaśniane są drogi kabalistów, przytaczane myśli Franka i jego uczniów o sabataizmie i frankizmie to uważam, że dla czytelnika nie zaznajomionego z mistycyzmem żydowskim może to być trudne. Z drugiej strony, kto się nie zrazi tym, albo nie nastawi się na próbę pojęcia tej formy religijności można znaleźć piękne i głębokie przypowieści o poszukiwaniu prawdy, mądrości, Boga i człowieczeństwa.

Z kolei na dużą pochwałę zasługuje ukazanie panoramy „wielonarodowego” społeczeństwa XVIII wiecznej Polski z czasów Augusta III Wettina i Stanisława Augusta Poniatowskiego. Wielonarodowego celowo dałem w cudzysłowie, gdyż naród jak to pojmujemy dzisiaj to twór dziewiętnastowieczny. Spotkać można na kartach wiele osób znanych z podręczników historii i tych nie znanych, choć równie ważnych. Również oddanie głosu wielu bohaterom, które nie tylko oddają złożoność ruchu frankistowskiego i społeczeństwa tamtych czasów, sprawia wrażenie, jakbyśmy słuchali żywych świadków tamtych wydarzeń jest wspaniałym zabiegiem narracyjnym. Pomimo moich wcześniejszych zastrzeżeń jest to dzieło godne polecenia, bo można je odczytywać na wielu poziomach, a nawet metapoziomach, choć na pewno nie jest to książka dla każdego.

Najprościej rzecz ujmując to zbeletryzowana biografia Jakuba Franka vel Józefa Dobruckiego, czyli przywódcy sekty żydowskiej, która w XVIII wieku w Rzeczpospolitej dokonała masowego nawrócenia na katolicką wiarę. Nie jest to oczywiście biografia sensu stricte, bo jak sama Tokarczuk wyraziła w tytule „opowiada przez zmarłych a przez autorkę dopełniona metodą koniektury”...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
171
13

Na półkach:

Wyjątkowa. Wciągająca. Ciekawa. Impresyjna. Mistrzowska.

Wyjątkowa. Wciągająca. Ciekawa. Impresyjna. Mistrzowska.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
976
306

Na półkach: ,

Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk to dzieło niezwykle obszerne i ambitne, wymagające od czytelnika dużego skupienia i cierpliwości. Lektura nie poddaje się łatwo — trzeba się w nią „wgryźć”, oswoić z wielością nowych, często trudnych i archaicznych słów oraz złożoną, wielogłosową narracją. Nie jest to książka przeznaczona wyłącznie do czytania dla przyjemności; raczej intelektualne wyzwanie, które nagradza dopiero uważnego i zaangażowanego odbiorcę.

Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk to dzieło niezwykle obszerne i ambitne, wymagające od czytelnika dużego skupienia i cierpliwości. Lektura nie poddaje się łatwo — trzeba się w nią „wgryźć”, oswoić z wielością nowych, często trudnych i archaicznych słów oraz złożoną, wielogłosową narracją. Nie jest to książka przeznaczona wyłącznie do czytania dla przyjemności; raczej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

15599 użytkowników ma tytuł Księgi Jakubowe na półkach głównych
  • 8 554
  • 6 116
  • 929
2575 użytkowników ma tytuł Księgi Jakubowe na półkach dodatkowych
  • 1 910
  • 290
  • 149
  • 70
  • 57
  • 54
  • 45

Inne książki autora

Olga Tokarczuk
Olga Tokarczuk
Polska pisarka, eseistka, autorka scenariuszy, poetka, psycholog. Laureatka Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 2018, laureatka The Man Booker International Prize 2018 za powieść "Bieguni" (Flights) oraz dwukrotna laureatka Nagrody Literackiej „Nike” za powieści: "Bieguni" (2008) i "Księgi Jakubowe" (2015). Wychowała się w Sulechowie, skąd przeniosła się z rodzicami do Kietrza, gdzie ukończyła Liceum Ogólnokształcące im. C.K. Norwida. Jest absolwentką Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. W czasie studiów jako wolontariuszka opiekowała się osobami chorymi psychicznie. Po studiach pracowała jako psychoterapeutka w poradni zdrowia psychicznego w Wałbrzychu. Gdy jej pierwsze utwory literackie zyskały popularność, zrezygnowała z pracy i po przeprowadzeniu się do Nowej Rudy poświęciła się pisaniu. Mieszka obecnie we Wrocławiu, także w Krajanowie koło Nowej Rudy, w Sudetach Środkowych. Pejzaż i kultura tych okolic przewija się w kilku jej utworach. Prowadzi warsztaty prozatorskie w Studium Literacko-Artystycznym na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Była współorganizatorem Festiwalu Opowiadania, podczas którego autorzy krótkich form literackich z Polski i zagranicy prezentują swoje utwory. Od 2008 prowadzi zajęcia z twórczego pisarstwa na Uniwersytecie Opolskim. Była członkinią Zielonych 2004 oraz redakcji „Krytyki Politycznej”. Od 2015 Olga Tokarczuk organizuje w Nowej Rudzie i okolicach Festiwal Góry Literatury przy współudziale Karola Maliszewskiego, Stowarzyszenia Kulturalnego „Góry Babel” oraz Gminy Nowa Ruda. W programie festiwalu znajdują się: akcje edukacyjne, debaty, koncerty, panele, pokazy, spotkania, Noworudzkie Spotkania z Poezją, warsztaty: filmowe, kulinarne, literackie; wystawy. Zadebiutowała w 1979 na łamach pisma „Na przełaj”, gdzie pod pseudonimem Natasza Borodin ogłosiła pierwsze opowiadania. Jako powieściopisarka zadebiutowała w 1993. Wydała wówczas Podróż ludzi Księgi. Książka uzyskała nagrodę Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek. Publikowała m.in. w „Mandragorze”. W 1995 ukazała się druga powieść autorki, "E.E". Książka opowiada o dojrzewaniu dziewczynki, która nagle uzyskuje zdolności parapsychiczne i równie nagle je traci. Dużym sukcesem Tokarczuk okazała się wydana w 1996 powieść "Prawiek i inne czasy". Rok 1998 przyniósł zbiór trzech opowiadań zatytułowany "Szafa", a także kolejną powieść pt. "Dom dzienny, dom nocny". W 2004 ukazały się "Ostatnie historie". Książka ta składa się z trzech oddzielnych opowieści, ukazanych w niezależnych od siebie czasie i przestrzeni. Jest twórczynią wiersza Bardo. Szopka, zawierającego opis ruchomej szopki z klasztoru redemptorystów w Bardzie Śląskim. Ma także honorowe obywatelstwo tego miasta. W pierwszej połowie października 2007 ukazała się powieść "Bieguni". Tokarczuk pracowała nad nią trzy lata. Wspomina, że większość notatek robiła w czasie podróży. „Ale nie jest to książka o podróży. Nie ma w niej opisów zabytków i miejsc. Nie jest to dziennik podróży ani reportaż. Chciałam raczej przyjrzeć się temu, co to znaczy podróżować, poruszać się, przemieszczać. Jaki to ma sens? Co nam to daje? Co to znaczy” – pisze we wstępie autorka. Jak mówi sama Tokarczuk, „pisanie powieści jest dla mnie przeniesionym w dojrzałość opowiadaniem sobie samemu bajek. Tak jak to robią dzieci, zanim zasną. Posługują się przy tym językiem z pogranicza snu i jawy, opisują i zmyślają”.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Drach Szczepan Twardoch
Drach
Szczepan Twardoch
forma jaką Twardoch zaproponował w książce "Drach" na początku tak bardzo mi się nie podobała, że powieść dwa razy odkładałem z zamiarem porzucenia. później jednak wracałem, ponieważ zrozumiałem, że drach, to po śląsku - latawiec, i że ten latawiec snuje się po niebie i patrzy z góry na ludzi na przełomach epok, i wszystko widzi, jak narrator. i to był klucz do zrozumienia całej tej historii śląskiej rodzinnej sagi, klucz do zrozumienia dlaczego Twardoch w każdym z rozdziałów prawie co akapit skacze z epoki do epoki. bez tej interpretacji fabuła stawała się męcząca i nie wiedziałem co czytam. treści nie będę tutaj opisywał, ponieważ zrobił to już każdy szanujący się bloger. napiszę za to o smaczkach, które Twardoch zamieścił w tekście, a które to może znać tylko Ślązak. tak, Ślązacy boją się Murzynów, jako rodowity Ślązak potwierdzam ten śląski stan świadomości. bubikopf, to specyficzna fryzura, znana pod tą nazwą tylko na Śląsku. przekleństwo "ty pieronie" nie oznacza pioruna tylko pogańskiego boga Peruna, wzywanie go jest grzechem. mam nadzieję, że będę kiedyś miał rower marki Wanderer. mniej więcej po pierwszym rozdziale zrozumiałem co autor miał na myśli. dlatego później już mi się podobało. początek był męczący. ale tak to jest jak się nie czyta blurba, w którym jest wyraźnie napisane jak interpretować powieść. historia to piękna i kapelusz z głowy dla Szczepana stworzył, że ją wymyślił posługując się pewnie historycznymi faktami. ale mój werdykt jest jednoznaczny - Pokora>Drach. za tydzień idę na Dracha do Teatru Śląskiego. naturalne, że chciałem przeczytać przed obejrzeniem spektaklu, bo później już bym nie przeczytał. zobaczymy jak poradzi sobie z tą historią reżyser i aktorzy
Polubic_czytanie - awatar Polubic_czytanie
ocenił na716 dni temu
Matka Makryna Jacek Dehnel
Matka Makryna
Jacek Dehnel
“Boże ciało” Jana Komasy w wersji retro i do tego w kresowym płaszczu. I od filmu o pięć lat starsze. A jeszcze na podstawie historii prawdziwej - sprzed dwóch bez mała stuleci… Słuchamy oto lamentu matki Makryny Mieczysławskiej - przeoryszy klasztoru bazylianek w Mińsku - słanego do uszu arcybiskupa poznańskiego, a opisującego jej dramatyczne losy (prześladowania cerkiewno-carskie, poniżania i tortury, wygnania i liczne golgoty) toczące się na dawnych Kresach Rzeczypospolitej (obecnie pod rosyjskim zaborem) i na rubieży walk prawomyślnej cerkwi prawosławnej (no, nie do końca, bo przecież nie w rycie staroobrzędowym, a po reformach patriarchy Nikona) z jej unickim odłamem (nie mającym się wówczas - jak zaświadczają historycy - wcale za dobrze ani w dziedzinie teologii, ani moralności). Równocześnie zaś śledzimy również pierwszoosobową narrację dotyczącą wdowy po carskim kapitanie-moczymordzie z Wilna i w pewnym momencie orientujemy się, że jakieś drobiazgi z jednej opowieści przenikają do narracji równoległej… Finalnie zaś poznamy jeszcze i historię żydowskiej biedoty wileńskiej i wywodzącej się z niej ubożuchnej dziewuchy, przygarniętej “dla ratowania duszy” przez zakonnice, preparujące służki dla szlacheckich dworów… Historia XIX-wiecznej natchnionej kresowej religijnej hochsztaplerki jest dziś dość powszechnie znana, więc nic tu nie spojleruję. O ile jednak katolicko-narodowa (głównie zresztą emigracyjna) narracja uczyniła z tej prorokini i cudotwórczyni jeden z elementów mesjanistyczno-narodowej mitologii, to po ujawnieniu całej tej mistyfikacji (już w XX wieku) postać popadła we wstydliwe i skrzętnie pielęgnowane zapomnienie. Jacek Dehnel wyciąga tego trupa z szafy narodowych mitów i stawia przed nami w pełnej jego trupiej krasie. I czyni to zaprawdę mistrzowsko. Dostajemy bowiem nie tylko kawał soczystej Literatury o zacięciu narodowo-łotrzykowskim, co również wgląd w naszą narodową i słowiańską duszę, jątrzące zapytanie o stosunek do rodzimej mitologii, przypomnienie wreszcie (nic to, że nie do końca chlubnych) jej przedstawicieli. Prawem twórcy literatury miesza historie prawdziwe i twórcze swe historii uzupełnienia; prawdę z mitem i jeszcze już zupełnie fabularnymi dywagacjami, nie potwierdzającymi się w materiałach historycznych. Dobrze się Makryna odnajduje w emigracyjnym środowisku paryskim, dobrze i wśród samych Francuzów (głównie jednak za aktywną pomocą protektorów, gdyż sama - jako prostaczka - nie potrafiła wypowiadać się poprawnie w żadnym języku, również po polsku ani rusińsku). A trzeba przyznać, że konkurencja między szaleńcami w tej epoce i tym miejscu silna, bo i zwariowani poeci, i natchniony obłędem Towiański… Ale sam książę Czartoryski nie taki znów głupi; inni być może również dość prędko orientują się w niejasnym charakterze opowieści o prześladowanej mniszce. Dobrze nam Dehnel i te narodowe mity dekonstruuje, choć tu już ostrożniej, z jakimś lekko nabożnym szacunkiem. A zorientowani w literaturze odnajdą tu mnóstwo odniesień do również ze szkół znanych poezyi i nie tylko; im kto więcej w szkołach czytywał, tym więcej romantycznych tropów dostrzeże… Piękna proza karmiąca się wcześniejszymi wytworami ducha. Swoją zaś drogą jawi nam się dehnelowska Makryna jako udana emanacja self-made-(wo)mana, która bierze własny swój los i własną historię we własne dłonie i sama steruje swym obrazem w oczach współczesnych. Inna sprawa, czy budowana narracja nie przerasta jej nieco, czy trochę się gdzieś z tych dłoni nie wymyka (czy przewidziała, że będzie musiała zdawać relację przed papieżem?)? Na pewno słusznie przywraca jej postać Dehnel z magazynu wstydliwych mitów narodowych i jednak przywraca godność tej postaci. Mówi o niej ironicznie, ale też pokazuje, że wszystkie swe razy otrzymała, wszystkie blizny ma prawdziwe, wypiła swój kielich goryczy do dna, a czy z ręki Moskala czy mężowskiej podany, to już mniejsza o to. Bardzo to wchodzi w duch feministyczny; bardzo mąci nam łatwość osądu postaci fałszywej zbawczyni narodu… Zresztą narodowe mity dekonstruuje tu Jacek Dehnel w iście mistrzowski sposób, bo do wiedzy dziś już niemal pewnej o głównej dramatu postaci dodaje wiele swojej autorskiej inwencji literackiej. Prowadzi więc bohaterkę jej europejskim szlakiem tułaczym i stawia na jej drodze równie prawdziwe postaci w zaistniałych faktycznie spotkaniach. Ale już treści rozmów, nawet z papieżem, Norwidem czy Mickiewiczem (“wierszopisem kudłatym”),to czysta odautorska literacka licentia poetica. Jest też postać matki Makryny - o czym zaświadczają relacje świadków i dokumenty historyczne - swoistym konstruktem epoki i proto-celebrycką odpowiedzią na emigracyjne zapotrzebowanie na taką postać. Na taką okaleczoną personifikację równie okaleczonej Ojczyzny, na taką martyrologiczną odpowiedź na towiańskie przeanielenie, na jej triumfalny zmartwychwstańczy pochód południem Francji w drodze do Rzymu. Jest też - być może - nieudaną wiadomością słaną księciu Czartoryskiemu do Paryża przez litewskich Tyszkiewiczów (a nieudaną, bo uzyskującą własny głos, własną bujającą opowieść i swój autonomiczny blask)? Powieść jest też apoteozą kresowości, odmalowaną słowem (gwara!),kartografią i klimatem miejsc, które w XX wieku nie wyglądały już “jak za cara” (byłem jako dziecko w latach 80-tych w wymienianych tu Smorgoniach i Mołodecznie - wiem, co mówię). Widzę, że wielu czytelników język zmęczył, czy wręcz pokonał; dla mnie jest on raczej wyrazem mistrzowskiego zagłębienia się Pisarza w materię którą bada, twórczo przekształca i wreszcie przeobraża w słowo na papierze. No i trzeba jeszcze przyznać, że jak mało kto potrafią się chrześcijany między sobą ładnie bawić; o zabawach protestantów z katolikami wiemy wiele, mniej zaś o tych między prawosławnymi moskiewskimi, a unickimi. Jakoś więc wierzono w świecie o popach (biskupach nawet!) osobiście razami karzącymi mniszki celem ich nawrócenia… Wprawdzie nie wszystkie winy Makryna w swych konfabulacjach przypisuje tym, którym powinna, to jednak sumarycznie - coś z rzeczy podobnych w tym czasie i tych stronach się dziewało… Książka po wielokroć przesuwana na dalszą pozycję w czytelniczej poczekalni (nie wiem czego się bałem: książki samej, czy głupiej fascynacji kolejnym - dotychczas szczęśliwie niepoznanym - Pisarzem i kolejnych potencjalnych pozycji dorzucanych na półkę “do przeczytania”?). I tak się zresztą dzieje - już zaopatrzyłem się w kolejne pozycje Autora i już je na półeczkę “do przeczytania”... Samego zaś Pisarza - już po piwerwszej lekturze - stawiam na półce obok nazwisk takich jak Szostak, Huelle, Chwin. Ma coś Dehnel pociąg do stylistyki ikony; tu okładka doskonała, współgra z treścią książki bez mała genialnie! A jest jeszcze i kolejna ikona, tym razem z wpisanym nań samym Autorem, na innej jeszcze książce, którą właśnie dorzuciłem na rosnącą górę pozycji wstydu i marzeń…
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na92 miesiące temu
Kamień na kamieniu Wiesław Myśliwski
Kamień na kamieniu
Wiesław Myśliwski
🪦🌾 O grobie, który mówi pełnią życia — i o pisarzu, którego będzie brakowało 🌾🪦 ⭐ Moja ocena: 9/10 — Kamień na kamieniu po raz kolejny przypomniał mi, jak wielkim pisarzem był Wiesław Myśliwski. A może nawet bardziej: jak rzadkim. Tym mocniej wybrzmiewa to właśnie teraz, tuż po wiadomości o jego odejściu. I chyba dlatego ta lektura poruszyła mnie jeszcze mocniej — bo mówi o śmierci, pochówku i przemijaniu, a jednocześnie jest tak pełna życia, ciepła, humoru i ludzkiej prawdy, że czyta się ją z uśmiechem, ale też z sercem pod gardłem. 🗣️ Gawęda, która niesie 🗣️ Największa przyjemność tej książki płynie dla mnie z samego języka. To proza, która nie pędzi do celu, tylko żyje po drodze: dygresją, wspomnieniem, obserwacją, pozornie bocznym zdaniem, które nagle okazuje się ważniejsze niż niejeden wielki finał u innych autorów. Myśliwski opowiada lekko, ale nigdy pustą lekkością. Jest tu błysk, czułość, wiejski konkret, humor, a zaraz obok ból i strata. I właśnie dlatego to tak mocno działa. 🪦 Z grobu wyrasta całe życie 🪦 Punkt wyjścia jest prosty i genialny zarazem: budowa rodzinnego grobu. Ale u Myśliwskiego z tego jednego motywu wyrasta cała opowieść — o rodzinie, pamięci, braciach, rodzicach, ziemi, wojnie, biedzie, dumie i losie. To jedna z tych książek, w których wszystko znaczy więcej, ale nic nie jest sztucznie napompowane symboliką. Nawet śmierć nie jest tu literacką pozą. Jest częścią życia — ciężką, nieuniknioną, a zarazem bliską i ludzką. 🌾 Wieś bez dekoracji 🌾 Bardzo cenię to, że Myśliwski nie robi z tej wsi ani cepelii, ani manifestu. To nie jest świat upiększony. Jest twardy, biedny, pełen uporu, śmieszności, ran, rodzinnych napięć i ciężaru historii. A jednak nie ma w tej prozie martwoty. Przeciwnie — ona oddycha. Ma rytm, własną mądrość, własny uśmiech i własny sposób patrzenia na człowieka. Dzięki temu ta opowieść nie staje się ani sielanką, ani chłopskim mitem, tylko prawdziwym życiem. ⏳ Czas, który krąży jak pamięć ⏳ Ta powieść nie biegnie równo od początku do końca. Zawraca, odchodzi w bok, wraca do dawnych zdarzeń, zatrzymuje się na szczególe, żeby po chwili odsłonić coś znacznie większego. I właśnie to ma ogromny urok. Nie ma tu chaosu — jest żywa pamięć. Taka, która nie układa się w linijki, tylko mówi własnym rytmem. Czytając, miałem poczucie, że nie obcuję z wymyśloną konstrukcją, ale z prawdziwym doświadczeniem opowiedzianym przez kogoś, kto naprawdę wie, czym jest życie i czym jest strata. 🖤 Dziś brzmi jeszcze mocniej 🖤 Trudno mi oddzielić tę książkę od wiadomości o śmierci Myśliwskiego. I może nie trzeba. Bo nagle jeszcze wyraźniej widać, jak niezwykła była to proza: bez wielkich gestów, bez nadęcia, bez taniej mądrości. Niby lekka, niby gawędziarska, chwilami nawet uśmiechnięta — a przecież pod spodem niesie rzeczy najcięższe. Kamień na kamieniu czytany teraz wybrzmiewa niemal podwójnie: jako znakomita powieść i jako ciche przypomnienie, że odchodzą pisarze, ale zostają ich zdania. A niektóre zostają naprawdę na długo. 🌿 Na koniec 🌿 To chyba najpiękniejsze u Myśliwskiego: że potrafił pisać o śmierci tak, że człowiek jeszcze mocniej czuje życie. Bez patosu. Bez górnolotności. Bez literackiego przymusu „ważności”. Po prostu mądrze, czule i prawdziwie. I może właśnie dlatego po tej książce zostaje nie tylko zachwyt, ale też wdzięczność.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na913 dni temu
Głosy Pamano Jaume Cabré
Głosy Pamano
Jaume Cabré
„Głosy Pamano” Jaume Cabre to moja druga książka tego autora (po „Jaśnie Pan”),dla mnie jest bardziej ciekawa niż poprzednia, napisana w sposób niebanalny, i z tego powodu jest trudniejsza w odbiorze. Charakterystyczne dla tej książki są przeskoki czasowe, akcja rozgrywa się współcześnie, jak i w latach czterdziestych, pięćdziesiątych, czy siedemdziesiątych. Opowieść toczy się z pominięciem kolejności czasowej, w powieści czas akcji z roku 2002-go przenosi się nagle w lata siedemdziesiąte albo czterdzieste, następuje to czasami nawet w tym samym zdaniu, czy w trakcie dialogów. Dlatego też książka ta wymaga szczególnej uwagi i skupienia. Autor opisując losy swoich bohaterów ukazuje życie w Hiszpanii generała Franco, rządy ówczesnych władz, represje, prześladowania przeciwników politycznych, jak i działającą tam partyzantkę. Fabuła książki jest ciekawa i wciągająca, w powieści mamy bohaterów żyjących na przestrzeni opisanych lat. Głównym bohaterem jest nauczyciel Oriol Fontelles, żyjący w latach 40-tych, wokół niego toczy się główny wątek książki; inną postacią jest Tina Bros, postać współczesna, osoba, która próbuje rozwiązać zagadkę z przeszłości. Ciekawą osobowością jest też Elisenda Vilabru, arystokratka, żyjąca przez wszystkie lata opisane w powieści, osoba, która ma układy z władzami, i tak naprawdę to ona decyduje o większości spraw urzędowych w swojej miejscowości, jak również o losach mieszkańców tego miasteczka. A dzięki pieniądzom osoba ta osiąga swoje cele. Podsumowując książka bardzo mi się podobała; ciekawa fabuła, niepospolity styl narracji, mam nadzieje, że następna książka tego autora wywoła u mnie podobny zachwyt.
AnnaDe - awatar AnnaDe
ocenił na92 miesiące temu
Judasz Amos Oz
Judasz
Amos Oz
Amos Oz pod pretekstem rozważań na temat postaci Judasza, jego relacji z Jezusem i ich postrzegania w oczach Żydów, przedstawia nam różne poglądy na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego i ogólnego "prawa" Izraela do utworzenia swojego państwa na tych właśnie ziemiach. Brzmiało to dla mnie intrygująco, okazało się jednak niespecjalnie ciekawe. Zaznaczę na wstępie, że czytało mi się tę książkę dosyć dobrze, nie męczyła mnie ona zbytnio. Jest taka konserwatywna, zachowawcza, taka "po bożemu" - wiemy dokładnie, czego się po niej spodziewać i czasami taka lektura siada. Na przykład podczas upalnego lata, kiedy wylegujesz się na kocu nad rzeką, jak było w moim przypadku. Przedstawione w niej poglądy są ciekawe i z reguły dobrze uargumentowane, a z całej książki bije raczej stosunek krytyczny względem syjonizmu i nacjonalistycznych ciągotek Państwa Izrael. Natomiast całość tej powieści jest zbyt nijaka w swojej prostocie, zbyt podoba do miliona innych książek napisanych w podobny sposób. Fabuła jest aż nadto pretensjonalna, zbyt ciągnąca się i tak naprawdę nie prowadząca do nikąd. Nie intryguje, nie interesuje czytelnika. Ciężko jest zżyć się, czy kibicować jakiemukolwiek bohaterowi, ich losy nie ciekawią. Są wydmuszkami, a nie ludźmi z krwi i kości. Szczególnie mierzi główna postać kobieca, która jest jedynie zlepkiem męskich fantazji na temat kobiet jako tako. Wszystko to jest aż nadto kliszowe, a wątków na temat Judasza znajdziemy tutaj znacznie mniej, niż można byłoby się spodziewać. Kolejna książka z cyklu: "Mogłabym jej nie przeczytać i nic nie zmieniłoby to w moim życiu".
zatracenia - awatar zatracenia
oceniła na61 rok temu
Śpiewaj ogrody Paweł Huelle
Śpiewaj ogrody
Paweł Huelle
„Śpiewaj ogrody” Pawła Huellego to wielowątkowa opowieść, w której centrum jest Gdańsk tuż po zakończeniu II wojny światowej. Miasto tonie w powojennym chaosie pod rządami radzieckiej komendantury, a dawni mieszkańcy egzystują obok siebie z nowoprzybyłymi osadnikami, czekającymi na przydział własnego mieszkania. Z ponurej teraźniejszości autor zabiera nas w przeszłość, odkrywaną przez narratora dzięki wspomnieniom Grety. Huelle kreśli portrety ludzi, którzy uciekając przed własnymi traumami, szukają nowego początku daleko od ojczyzny, wierząc, że w nowym miejscu zdołają zostawić przeszłość za sobą. To historia o nieprzewidywalności życia, które rzadko toczy się w oczekiwanym kierunku. Nad wszystkim unosi się zaś mroczny motyw niedokończonego „Szczurołapa” - dzieła, które wypełniło życie Ernesta i ostatecznie stało się symbolem jego tragicznego losu. Paweł Huelle posiada dar pisania o sprawach trudnych w sposób literacko wysmakowany. To powieść o wielu wątkach i dużym rozmachu, w której natchnione, subtelne fragmenty sąsiadują z obrazami przemocy - te kontrasty, choć bolesne, oddają realizm tamtych lat. W końcowych partiach książki z największą siłą wybrzmiewają wyrzuty sumienia jednych i poczucie honoru innych. Cała opowieść znajduje tu swoje wyciszone dopełnienie, w którym wszystkie rozproszone dotąd wątki cichną, tworząc harmonijną całość. To moment, w którym można zatrzymać się nad fundamentami literackiego świata Huellego - nad siłą charakteru i godnością, które niczym stały, czysty ton, pozwalają odnaleźć orientację w zmieniającej się rzeczywistości.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na724 dni temu
Drugi dziennik. 21 czerwca 2012 – 20 czerwca 2013 Jerzy Pilch
Drugi dziennik. 21 czerwca 2012 – 20 czerwca 2013
Jerzy Pilch
Ten dziennik pilchowy pisany był w latach 2012-13, wtedy pisarza zaczęły dopadać poważne dolegliwości, w szczególności choroba Parkinsona, nieuleczalna, powoli rozwijająca się choroba układu nerwowego, która z czasem prowadzi do inwalidztwa. W tym tomie Pilch powoli oswaja się z tą straszną chorobą i swoją samotnością. Wprawdzie sporo pisze o tym jak dobrze się czuje siedząc sam w swoim lokum w Warszawie na Hożej, ale moim zdaniem robi dobrą minę do złej gry. Gwoli prawdy, znajdziemy też w książce wiele informacji o chorobie, o życiu z nią, brzmi wtedy Pilch optymistycznie, ale... wydaje się, że usiłuje swoje przerażenie i rozpacz przykryć słowami. W ogóle rzecz cała jest przegadana, autor wchodzi w niekończące dygresje, napawa się swoją frazą, podziwia ją, to z czasem staje się męczące. Czytałem w tym samym czasie drugi tom dzienników Sandora Maraia z lat 1949-1956, uderza różnica, tam jest powaga i odwaga, stanięcie twarzą w twarz ze swoim tragicznym losem, u Pilcha zaś mamy ucieczkę, zasłonę ze słów i niekończących się opowieści. Muszę jednak przyznać, że trafiają się w książce zdania dramatyczne: „Godzinne i niezakończone tryumfem zapinanie koszuli. Heroiczna próba zakręcenia butelki coca-coli. Gwint nie zaskakuje, niczym zdecentrowany element maszynerii o najwyższym stopniu komplikacji. Dławiące marzenie, by jeszcze kiedyś zjeść talerz zupy łyżką.” Oczywiście mamy też typowe pilchowe bon-moty: „Swoją drogą, ujmując rzecz frontalnie: miała po mnie zostać kronika dymania, zostanie kronika zdychania, niby szlachetniej, ale jednak wolałbym na odwrót.” Albo to prorocze zdanie: „Piłka nożna to jest gra, w której bierze udział 22 mężczyzn, a i tak zawsze przegrywają Polacy.” Zdarzają się też odwołania do klasyków: „Wszyscy mówią: Olimpiada! Olimpiada! A ja olimpiady na oczy nie widziałem.” (zagadka, do kogo się tu Pilch odwołuje?) Nie wiem, jak się czas obejdzie z dziełem Pilcha, za życia był niezwykle popularny, trzeba powiedzieć, że umiał uwodzić ludzi, roztaczał wokół siebie atmosferę wybitnego twórcy i króla życia. Jakoś nigdy nie ceniłem jego prozy i do niedawna myślałem, że próbę czasu wytrzymały jedynie dzienniki i felietony, teraz już nawet dzienników nie jestem pewien.
almos - awatar almos
ocenił na69 miesięcy temu
Wyznaję Jaume Cabré
Wyznaję
Jaume Cabré
Okładkowe hasło "powieść-katedra" to chyba najtrafniejsza i najbardziej wyczerpująca recenzja "Wyznaję" Cabre. Wciągająca historia, wielowątkowość i takie rozwiązania literackie (w jednym zdaniu Autor potrafi przenieść Czytelnika w zupełnie inne miejsce i czas) sprawiają, że ta powieść wymaga 200 procent uwagi i nie daje się czytać z lekkością. Mnie z przerwami zajęło wiele tygodni, żeby ją smakować, nie spieszyć się, jakby połapać wątki, z lekkością porozrzucane na prawie 800 stronach w praktycznie losowych na pierwszy rzut oka miejscach. Jakby Cabre pokazuje nam tutaj środkowy palec i mówi: ma być tak, jak napisałem i elo z chronologią, odmianą przez osoby, narratorem który wie wszystko albo nie wie nic, zabawa językami obcymi, punktem widzenia czyli dosłownie oczami, przez które aktualnie patrzymy na rozwój wydarzeń. A ty się Czytelniku orientuj, albo tam są drzwi. I gdzieś czasem kusiło, żeby z tych drzwi wyjściowych skorzystać. Faktycznie mamy tutaj paletę uczuć, postaci, wydarzeń, motywacji, ciągów przyczynowo-skutkowych, które przecinają się w sposób mniej lub bardziej oczywisty. Mamy ploty fabularne na które się nie godzimy, bohaterów których decyzje szarpią nasze nerwy (aż do ostatniej strony),balansujemy w wydawaniu werdyktów czy ktoś jest zły czy dobry, dyskutujemy z głównym bohaterem o naturze zła, miłości, naturze człowieka jako takiego. W moim przekonaniu, w takim ogólnym rozrachunku jest to powieść gorzka, cierpka, zostawiająca raczej niesmak w ustach. Jasne - traktuje o sprawach uniwersalnych etc. - ale jednak w moim przekonaniu Jaume Cabre w "Wyznaje" raczej gasi nam światło w pokoju zwanym "nadzieja na dobre życie" niż wykuwa w nim nowe okna, wpuszczając nieco więcej słońca. Muszę przyznać, że potrzebowałem czasu na wgryzienie się w ten styl, nie było to łatwe i tak subiektywnie ujmując: nie żałuję ale z drugiej strony nie sięgnę po nią ponownie. W sensie trochę szkoda mi czytelniczego czasu na takie katowanie jednej książki. Natomiast doskonale rozumiem wszystkie zachwyty nad "Wyznaję", też daję tutaj mocne 8/10.
NathanDrake - awatar NathanDrake
ocenił na86 dni temu

Cytaty z książki Księgi Jakubowe

Więcej
Olga Tokarczuk Księgi Jakubowe Zobacz więcej
Olga Tokarczuk Księgi Jakubowe Zobacz więcej
Olga Tokarczuk Księgi Jakubowe Zobacz więcej
Więcej

Video

Video