NIEnaczytana 
https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com, https://www.facebook.com/NIEnaczytana
status: Czytelnik, dodał: 3 cytaty, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-29 18:31:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

"Zwykłe życie to coś bardzo niezwykłego. Najtrudniej je zbudować".

Są na naszym rodzimym rynku autorzy, po których książki sięgam w ciemno. Wiem, że będzie czekała mnie prawdziwa uczta literacka. Do nich zalicza się z całą pewnością Krystyna Mirek. Czy jej tegoroczna świąteczna propozycja również mnie zachwyciła?

Sylwia Nowak vel Amelia Diamond ma doskonałe życie. Zazdrości jej go wiele...
"Zwykłe życie to coś bardzo niezwykłego. Najtrudniej je zbudować".

Są na naszym rodzimym rynku autorzy, po których książki sięgam w ciemno. Wiem, że będzie czekała mnie prawdziwa uczta literacka. Do nich zalicza się z całą pewnością Krystyna Mirek. Czy jej tegoroczna świąteczna propozycja również mnie zachwyciła?

Sylwia Nowak vel Amelia Diamond ma doskonałe życie. Zazdrości jej go wiele kobiet, które codziennie z zapartym tchem śledzą losy postaci, granej przez nią w popularnym serialu. Z powodu śmierci siostry musi zaopiekować się jej córką i urządzić w domu rodzinne święta. Mimo obaw przekonuje samą siebie, że to w końcu tylko jeden wieczór, a potem wróci do swojego normalnego życia. Co stanowi trudność, z którą przyjdzie się jej zmierzyć? I czy wyjdzie z tego starcia zwycięsko?
Chciałabym napisać, że ta książka mnie zachwyciła. Chciałabym powiedzieć, że miałam łzy w oczach, a emocje we mnie buzowały podczas lektury. Chciałabym przyznać, że jest to jedna z moich ulubionych świątecznych propozycji przeczytanych w tym roku. Chciałabym... ale nie mogę.

Zacznę może od tego, co odbieram in plus. Na pewno pod względem stylu i języka Krystyna Mirek nie zawiodła - książka jest "ładnie napisana". Ciekawy był również pomysł na opisanie losów gwiazdy telewizyjnej, a tym samym pokazanie tego, że to co na co dzień widzimy na ekranie telewizorów jest wykreowane, a rzeczywistość odbiega od idealnego życia rodem z serialu. Podobał mi się także pomysł na narrację naprzemienną, zestawienie losów "zwykłej" rodziny, która zmaga się ze "zwykłymi" problemami, z perfekcyjnym życiem sławnej aktorki i jej troskami. Książka ma przesłanie, które może nawiązywać do znanych słów księdza Jana Twardowskiego: "Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą", a które to odzwierciedla relacja Sylwii i jej siostry. Uświadamia także, że ważniejsze od pieniędzy i pozornego szczęścia jest rodzina, prawdziwe emocje, a nie te stworzone na potrzeby otoczenia.

I to chyba byłoby tyle z tych plusów...

Historia opisana w książce jest dla mnie mało spójna. Cały czas miałam wrażenie, że autorka stwarzała ją na przysłowiowym kolanie. Bohaterowie nie tylko nie wzbudzili mojej sympatii, ale do tego byli mało wiarygodni. Nawet Zosia i Kazik, z którymi mi po drodze jeżeli chodzi o codzienność. Zabrakło mi w tej historii świątecznej magii, ciepła, bardziej skłaniałabym do nazwania jej depresyjną opowieścią dla tych, którym jest ciężko w życiu, a którzy przeczytawszy ją stwierdzą, że są na szczęście tacy, którym jest gorzej. Jeżeli dołożyć do tego sztuczne dialogi, to całość wypada w moim odczuciu niestety bardzo blado. Nie uratowała jej nawet świąteczna okładka, która zapowiadała przyjemną lekturę.

Podsumowując:

"Tylko jeden wieczór" mnie rozczarował. Pierwszy raz sięgając po książkę Krystyny Mirek dostałam lekturę, którą mówiąc kolokwialnie - męczyłam, która ciągnęła mi się tak bardzo, że nie mogłam doczekać się jej zakończenia. I jeśli zazwyczaj z niecierpliwością wypatruję finału opowieści, tak tutaj było mi obojętne jak się zakończy. Nie trudno było go zresztą przewidzieć. Oczywiście nie musicie się zgadzać z moją opinią, chętnie poznam wasze zdanie. Być może to ja nie dostrzegłam w niej magii, która powinna, moim zdaniem, towarzyszyć świątecznej historii.

pokaż więcej

 
2018-11-28 18:26:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

"Różnica pomiędzy samotnym życiem a samotnością polega na tym, że pierwsze istnieje w świecie fizycznym, a drugie w sercu".

Ta powieść świąteczna była moim kolejnym spotkaniem z bestsellerowym amerykańskim pisarzem. Poprzednia książka nieszczególnie mnie zachwyciła. Czy zimowa odsłona Richarda Paula Evansa wpisała się w mój czytelniczy gust?

Alex rozstaje się z żoną, która znajduje swoje...
"Różnica pomiędzy samotnym życiem a samotnością polega na tym, że pierwsze istnieje w świecie fizycznym, a drugie w sercu".

Ta powieść świąteczna była moim kolejnym spotkaniem z bestsellerowym amerykańskim pisarzem. Poprzednia książka nieszczególnie mnie zachwyciła. Czy zimowa odsłona Richarda Paula Evansa wpisała się w mój czytelniczy gust?

Alex rozstaje się z żoną, która znajduje swoje szczęście u boku innego mężczyzny. Namówiony przez kolegów postanawia poszukać miłości w internecie. Tym sposobem trafia na blog LBH. Jego zainteresowanie i fascynacja tajemniczą blogerką są tak silne, że wyrusza do zaśnieżonego miasteczka na drugim końcu kraju pomimo faktu, że zna tylko jej inicjały. Czy mężczyzna odnajdzie kobietę, która skradła jego serce?

Mówi się, że można być samotnym w tłumie. Jest w tych słowach wiele prawdy, a biorąc pod uwagę fragment z książki Richarda Paula Evansa, stan ten to kwestia naszego umysłu i serca. "Tajemnica pod jemiołą" zaczyna się mało świątecznie, co mogłaby sugerować sielankowa i zimowa okładka. Od pierwszych stron uderza nas proza życia i smutek współodczuwany wraz z bohaterem. Jednak im bardziej zagłębiamy się w lekturze, tym bardziej dostrzegamy "światełko w tunelu". Pojawia się nadzieja na to, że można zamknąć za sobą pewien rozdział i ruszyć dalej. Koniec danego etapu w życiu wcale nie świadczy o tym, że nic więcej nie czeka na nas za przysłowiowym zakrętem. Czasem los odbiera coś, aby ofiarować nam coś innego. Jakby chciał powiedzieć: nie martw się! Jeśli szczęście nie zapukało do twoich drzwi, zawsze możesz wpuścić je oknem.

Historia Alexa i LBH to dowód na to, że można odnaleźć bratnią duszę nawet jeśli jesteśmy przekonani o tym, że samotność stała się naszą codziennością. To także smutny obraz dzisiejszych czasów, kiedy to w dobie Internetu, całego mnóstwa możliwości kontaktu, tak wielu ludzi czuje się osamotnionych, niezauważanych, pozostawionych samym sobie. I chociaż wiele w tej książce momentów, które skłaniają nas do refleksji, chociaż jest to ciepła i napisana w dobrym stylu opowieść, która niesie nadzieję, to... jakoś mnie nie urzekła. Być może czegoś mi w niej zabrakło, a być może przeszkadzała mi jej przewidywalność i to, że autor nie pozostawił czytelnikowi żadnego elementu zaskoczenia?

Podsumowując:

"Tajemnica pod jemiołą" to książka, którą zakwalifikowałabym do kategorii: "można przeczytać". Nie rozczarowała mnie, ale też nie wniosła do mojego życia niczego nowego. Być może jest to efekt dużych oczekiwań, które mam wobec tegorocznego "wysypu" książek świątecznych? Niemniej jednak czytało się ją całkiem przyjemnie i na pewno umili wam nadchodzące zimowe wieczory.

https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com/2018/11/tajemnica-pod-jemioa-richard-paul-evans.html

pokaż więcej

 
2018-11-18 10:08:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

"W życiu potrzebna jest równowaga. Nie może być przez cały czas dobrze, bo gdyby od czasu do czasu nie było źle, nie potrafilibyśmy tego docenić".

Magdalena Majcher to autorka, która nie boi się poruszać trudnych tematów. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że na rynku wydawniczym pojawi się jej powieść świąteczna, byłam bardzo ciekawa tego nowego oblicza.

Magdalenę spotkała prawdziwa tragedia,...
"W życiu potrzebna jest równowaga. Nie może być przez cały czas dobrze, bo gdyby od czasu do czasu nie było źle, nie potrafilibyśmy tego docenić".

Magdalena Majcher to autorka, która nie boi się poruszać trudnych tematów. Dlatego kiedy dowiedziałam się, że na rynku wydawniczym pojawi się jej powieść świąteczna, byłam bardzo ciekawa tego nowego oblicza.

Magdalenę spotkała prawdziwa tragedia, która odcisnęła na jej życiu piętno i sprawiła, że kobieta nie potrafi się nim cieszyć. Kamila musi przeorganizować swoje dotychczasowe życie i odnaleźć się w roli partnerki i matki. Kinga prowadzi idealne życie, a przynajmniej tak to wygląda w mediach społecznościowych. Teresa pragnie spędzić wigilię inaczej niż do tej pory, bez lepienia uszek i świątecznej krzątaniny. W przeciwieństwie do jej siostry Marii, której marzy się suto zastawiony stół i licznie zgromadzona przy nim rodzina. Czy ten wyjątkowy wieczór w roku odmieni ich życie?
"Cud grudniowej nocy" skończyłam czytać już kilka dni temu. Jednak potrzebowałam czasu, aby poukładać sobie w głowie wszystko to, co czułam po lekturze najnowszej książki Magdaleny Majcher.

Autorka pozostała wierna sobie. Po raz kolejny poruszyła w swojej książce tematy, które dla wielu mogą wydać się niewygodne. Gdybym miała wskazać ten, który przykuł moją uwagę najbardziej, to był nim wątek Kingi. W dobie mediów społecznościowych, kiedy osób które nie mają konta na Facebooku jest zdecydowanie mniej, niż tych, które je posiadają, wydał mi się bardzo aktualny. Z jednej strony niby całkiem niewinny, bo co komu przeszkadza, że ktoś relacjonuje swoje życie i pokazuje je w internecie, a z drugiej... I właśnie tę ciemniejszą stronę tworzenia swojego wizerunku, pokazała Magdalena Majcher. Silna potrzeba bycia perfekcyjnym może spowodować, że zatracimy czujność i przekroczymy tę cienką granicę pomiędzy życiem w realu, a tym w wirtualnym świecie. A to może doprowadzić do tego, że skutki będą nieodwracalne. Wątek Kingi zmusza z całą pewnością do refleksji i zastanowienia się nad tym, jakie jest nasze miejsce w tej 'medialnej machinie'? Czy podobnie jak bohaterka nie kreujemy swojego życia tak, aby wydawało się bardziej atrakcyjne niż jest naprawdę? Bo przecież znajomi z Facebooka tego nie sprawdzą. Być może nawet nie dostrzegą naszego prawdziwego "ja", ukrytego pod kolejnym filtrem...

"Cud grudniowej nocy" to także przejmująca opowieść o stracie ukochanej osoby i o próbach odnalezienia się w nowej po-rzeczywistości. O stracie tym boleśniejszej, że dotyczy matki, a nie ma większego bólu niż śmierć dziecka. Autorka pokazuje jak destrukcyjnie może ona wpływać na życie tych, którzy zostali. Jak bardzo można zatracić się w rozpaczy i sprawić, że nasze życie będzie przypominało dobrze zaprogramowany scenariusz. Tylko gdzie w tym wszystkim jest miejsce na prawdziwe emocje? Czy obok tragedii matki, dostrzegamy także ból ojca, który przecież równie mocno kochał i także cierpi? W końcu - czy można żyć dalej bez wzajemnego żalu i pretensji oraz pytania: "co by było gdyby..." ?

Nie byłabym uczciwa wobec was, wobec siebie, gdybym nie powiedziała o moich pierwszych odczuciach po lekturze tej książki. Po jej zakończeniu pojawiło się przygnębienie. Było mi smutno ze względu na to, co wydarzyło się w życiu bohaterek. Jednak w miarę upływu czasu, zaczęłam dostrzegać to, co autorka chciała przekazać przede wszystkim. I chociaż nie jest to w moim odczuciu typowa opowieść świąteczna, podczas której słyszymy w głowie "Jingle bells", to daje nadzieję. Nadzieję na to, że nawet po największej tragedii można się podnieść. Że można przewartościować swoje priorytety i dać szansę na lepsze jutro przede wszystkim sobie. Że można spróbować zacząć żyć od nowa, otworzyć kolejny rozdział, który nie będzie lepszy, czy gorszy. Będzie po prostu inny.
Podsumowując:

Jeżeli oczekujcie typowej świątecznej książki, przepełnionej radością, dźwiękami kolędy i zapachem pierników, to w "Cudzie grudniowej nocy" odnajdziecie coś zgoła innego. Najnowsza książka Magdaleny Majcher to refleksyjna opowieść o kobietach, których los nie oszczędzał, a każda z nich znalazła w się na życiowym zakręcie. To na pewno nie jest cukierkowa opowieść, która opisuje jedynie tę jasną stronę świąt. To historia, która daje nadzieję i pokazuje, że bez względu na ilość tragedii w naszym życiu, rodzina powinna być zawsze najważniejsza.
https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com/2018/11/cud-grudniowej-nocy-magdalena-majcher.html

pokaż więcej

 
2018-11-17 17:23:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

"W człowieku często mieszka zło, o które sam siebie nie podejrzewa."

"Królowa gwiazd" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Walczak - Chojeckiej. Jak wypadło? Czy dałam się porwać historii, której akcja toczy się na słonecznej Malcie?

Cztery przyjaciółki nie mają do tej pory zbyt wielkich sukcesów w swoim zawodzie. Wszystkie są aktorkami, którym marzy się rola życia. Ponieważ...
"W człowieku często mieszka zło, o które sam siebie nie podejrzewa."

"Królowa gwiazd" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Walczak - Chojeckiej. Jak wypadło? Czy dałam się porwać historii, której akcja toczy się na słonecznej Malcie?

Cztery przyjaciółki nie mają do tej pory zbyt wielkich sukcesów w swoim zawodzie. Wszystkie są aktorkami, którym marzy się rola życia. Ponieważ jednak do tej pory nie udało im się zrealizować tego pragnienia, wpadają na pomysł, aby szukać szczęścia na Malcie, gdzie ma odbyć się festiwal filmowy. Jak zakończy się dla nich ta podróż?
Kiedy zaczęłam czytać "Królową gwiazd" byłam bardzo ciekawa, jak autorka połączyła historię o kobiecej przyjaźni ze światem filmowego show biznesu. Początkowo byłam trochę rozczarowania, bo fabuła zaczęła zmierzać w kierunku, który nie wzbudził mojej ciekawości. Ot cztery niespełnione aktorki wpadły na nieco szalony pomysł, zważywszy na ich sytuację życiową, i wyruszyły w nieznane, aby dostać upragnioną rolę. Jednak w miarę zagłębiania się w lekturze, moje zainteresowanie rosło.
Na szczęście autorka nie skupiła się jedynie na przybliżeniu czytelnikowi "filmowego świata", ale zaserwowała mu coś więcej. Porywała go do malowniczego kraju, zdradzając tym samym swoje zamiłowanie do podróży. Bardzo obrazowo oddała klimat Malty co sprawiło, że w trakcie lektury czułam się tak, jakbym zwiedzała wyspę razem z bohaterkami.
To co dla mnie stanowiło "smaczek", coś co sprawiło, że z zainteresowaniem śledziłam kolejne poczynania kobiet, była tajemnica, która pojawiła się wraz z męskim bohaterem - serbskim reżyserem Zoranem Mrviciem. Nie od razu mamy jednak możliwość ją odkryć. Autorka rozdaje karty powoli, buduje napięcie i wywołuje zniecierpliwienie związane z chęcią poznania większej ilości faktów dotyczących historii Zakonu Maltańskiego oraz prawdziwych pobudek mężczyzny o rolę w którego filmie walczą przyjaciółki. A wiecie co było najfajniejsze? Kiedy już myślałam, że udało mi rozwiązać zagadkę okazało się, że autorka ma jeszcze niejednego 'asa w rękawie'.
Podsumowując:

"Królowa gwiazd" to nie tylko historia o świecie aktorów i pogoni za sławą. To przede wszystkim opowieść o kobiecej przyjaźni, która zostaje wystawiona na ciężką próbę. Autorka pokazuje co może się stać, kiedy egoizm przysłania to co ważne. Jak bardzo chęć zdobycia tego, czego się bardzo pragnie, może zaślepić człowieka i sprawić, że nie będzie przebierał w środkach, aby to osiągnąć. Polecam miłośnikom dalekich podróży oraz literackich przygód i tajemnic. Która z kobiet zdobędzie rolę i czy ich przyjaźń przetrwa? Aby się tego dowiedzieć, musicie sięgnąć po książkę Agnieszki Walczak - Chojeckiej.
https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com/2018/11/krolowa-gwiazd-agnieszka-walczak.html

pokaż więcej

 
2018-11-11 11:41:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

"Romantyczna cząstka mnie kazała mi wierzyć, że ludzie są ze sobą bo się kochają. Życie w samotności nie jest kwestią chłodnej kalkulacji, tylko niepowodzeń podczas poszukiwania swoje drugiej połowy".

Na temat twórczości Kasi Bulicz-Kasprzak słyszałam dużo dobrego. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po jej najnowszą książkę. Jak wypadło nasze pierwsze "spotkanie"?

Dorota jest tłumaczem. Po...
"Romantyczna cząstka mnie kazała mi wierzyć, że ludzie są ze sobą bo się kochają. Życie w samotności nie jest kwestią chłodnej kalkulacji, tylko niepowodzeń podczas poszukiwania swoje drugiej połowy".

Na temat twórczości Kasi Bulicz-Kasprzak słyszałam dużo dobrego. Dlatego z ciekawością sięgnęłam po jej najnowszą książkę. Jak wypadło nasze pierwsze "spotkanie"?

Dorota jest tłumaczem. Po rozstaniu z chłopakiem mieszka sama, a jej towarzyszem jest pies, w dodatku podrzucony przez koleżankę. Kobietę wychowała matka, dlatego kiedy pewnego dnia dowiaduje się, że jej dziadek, z którym nigdy nie miała kontaktu, znalazł się w szpitalu, postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o rodzinie od strony ojca. To wydarzenie staje się początkiem prawdziwej rewolucji. Czy dotąd poukładane, ale samotne życie Doroty zmieni się na lepsze? Czy uda się jej pokochać nowego członka rodziny?
Wyobraźcie sobie, że wiedziecie spokojnie życie i nie spodziewacie się, że coś mogłoby zburzyć wasz dotychczasowy porządek świata. Aż tu nagle, dowiadujecie się, że dostaliście spadek! I to w postaci dziadka! Teoretycznie to dobra wiadomość, ale jeżeli dziadek jest zgorzkniałym staruszkiem, który żyje w brudzie i niespecjalnie jest zainteresowany pogłębianiem rodzinnych relacji, to już nie tak ciekawie. I chociaż to nie finansowy spadek, to podatek "od wzbogacenia" w tym przypadku, może was porządnie uderzyć po przysłowiowej kieszeni. Ale jak to w życiu bywa, początki często bywają trudne, ale jeśli zejdą się dwie samotne dusze, to zawsze jest szansa na zbudowanie nieistniejących dotąd fundamentów relacji wnuczka - dziadek.
Kasia Bulicz- Kasprzak w swojej książce porusza temat samotności, znajdziecie w niej wiele jej odcieni. Autorka pokazuje, jak duży wpływ na nasze życie ma brak bliskiej osoby u boku, jak potrafi to skomplikować relacje z nowo poznanymi ludźmi.
"Spadek" to bardzo wnikliwe i ciekawe studium przypadku kobiety zagubionej. Kobiety, która wychowywała się bez ojca, choć nie była pozbawiona męskiego wzorca. Kobiety, która tak bardzo pragnie miłości, że kiedy pojawia się na jej drodze, nie potrafi jej rozpoznać. Wreszcie kobiety, która zatraca się w swojej samotności i gdyby nie pomocna dłoń, już na zawsze wegetowałaby, zamiast żyć pełną piersią. A wszystko to napisane w bardzo dobrym stylu.
Podsumowując:

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Kasi Bulicz-Kasprzak na pewno nie będzie ostatnim. Autorka stworzyła historię, która z pozoru banalna, zadziwia czytelnika swoją wnikliwością i wiarygodnym przedstawieniem pojęcia samotności. To opowieść o życiu, które wciąż potrafi zaskoczyć, które uczy nas kochać ludzi, którzy dotąd byli dla nas obcy, a nawet stali się "balastem". To także historia o tolerancji i miłości, która nie patrzy na przeszłość, wiek, czy... orientację seksualną. Polecam osobom, które lubią nieoczywiste, niecukierkowe historie z przesłaniem ukrytym pomiędzy wierszami.

pokaż więcej

 
2018-11-11 11:40:34
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki
Cykl: Uśmiech losu (tom 2)

"Ludzie są przecież zasadniczo dobrzy. A przynajmniej na dłuższą metę okazuje się, że nie są wcale tacy źli".

Po przeczytaniu "Kamienicy pod Szczęśliwą Gwiazdą" z niecierpliwością czekałam na kontynuację losów jej bohaterów. Autorka zostawiła czytelników w dużym znakiem zapytania i to, że sięgnę po "Dobre uczynki", było dla mnie oczywiste.

Mieszkańcy kamienicy zostali postawieni przed nie...
"Ludzie są przecież zasadniczo dobrzy. A przynajmniej na dłuższą metę okazuje się, że nie są wcale tacy źli".

Po przeczytaniu "Kamienicy pod Szczęśliwą Gwiazdą" z niecierpliwością czekałam na kontynuację losów jej bohaterów. Autorka zostawiła czytelników w dużym znakiem zapytania i to, że sięgnę po "Dobre uczynki", było dla mnie oczywiste.

Mieszkańcy kamienicy zostali postawieni przed nie lada wyzwaniem. Jej właściciel jasno określił warunki otrzymania przez każdego z nich mieszkania. Okazuje się jednak, że dokonanie czegoś spektakularnego i dobrego jednocześnie, nie jest wcale takie łatwe. Zwłaszcza jeśli codzienne problemy przytłaczają na każdym kroku. Helena zmaga się z chorobą, próbuje dojść do siebie po zabiegu. Jej celem staje się odkrycie tajemnicy spadkobiercy rodziny Mincerów. Zuzanna układa swoją rzeczywistość z matką, która nie należy do najłatwiejszych współlokatorek. Marta Olesińska zaczyna pokazywać ludzkie oblicze, a to za sprawą małej podopiecznej Fundacji, która ma rozpocząć działalność w sąsiedztwie. Jak zakończy się śledztwo Heleny i jej siostrzenicy Mirandy? Czy wspólna inicjatywa ogrodu społecznego zbliży do siebie mieszkańców kamienicy na ulicy Gwiaździstej?
Co to była za książka! Te słowa najlepiej odzwierciedlają moje emocje po przewróceniu ostatniej strony. Po takim zakończeniu...!
Ale od po kolei. Od początku lektury poczułam, że "Dobre uczynki" będą miały bardziej dynamiczną fabułę, niż pierwszy tom serii. I nie pomyliłam się. Autorka zabiera czytelnika do świata lokatorów kamienicy na Gwiaździstej i zostajemy mimowolnie wmieszani w ich utarczki i kłótnie związane z kilkoma sprawami, a w głównej mierze lokalem, w którym mieści się mydlarnia Heleny. Konflikt pomiędzy kobietą, Jackiem i Martą ostatecznie zostaje rozwiązany, ale nie zdradzę wam na czyją korzyść.
To co mogę powiedzieć na pewno o tym tomie cyklu "Uśmiech losu" to to, że cała fabuła owiana jest tajemnicą i to nie jedną. Pierwsza z nich zabiera nas w podróż w czasie do lat 80-tych. Agnieszka Krawczyk powoli odkrywa karty i dawkuje fakty dotyczące tajemnicy rodzinnej pań Werde, aby w końcu rozwiązać ją z prawdziwym przytupem na końcu tomu! Buduje napięcie i prowadzi całą akcję w taki sposób, że ze zniecierpliwieniem czekamy na punkt kulminacyjny! Kolejna tajemnica wiąże się z nieznanym, jak dotąd, donatorem, a którą to próbuje rozwiązać Helena. Nie zdradzę wam jednak, czy i ona zostanie wyjaśniona, nie chcę wam bowiem odebrać przyjemności przekonania się o tym osobiście. 😉

To, że "Dobre uczynki" to świetna obyczajówka, nie muszę wam pisać. Podobało mi się jednak także to, że porusza ona ważne kwestie, jak chociażby temat profilaktyki w leczeniu raka piersi. Autorka pod postacią jednej z bohaterek "przemyciła" temat tak ważny w dzisiejszych czasach, dając tym samym wielu czytelniczkom znak, aby zaczęły o siebie dbać, a przede wszystkim badały się regularnie. Pojawia się w niej również wątek fundacji, a co za tym idzie kwestia tolerancji oraz ograniczonego zaufania społecznego.
Podsumowując:

"Dobre uczynki" to nie jest kolejne obyczajowe love story. To opowieść, że tak się wyrażę - "z krwi i kości". Doskonale pokazuje ludzkie postawy i charaktery. To wielowątkowa powieść o ludzkich dylematach oraz tajemnicach z przeszłości, która wciągnie was od pierwszej strony i sprawi, że nie będziecie się nudzić podczas lektury. Jedyne do czego się mogę przyczepić to fakt, że autorka zostawiła mnie w takim momencie! Nie pozostaje mi nic innego, jak cierpliwie czekać na rozwiązanie tajemnicy właściciela kamienicy oraz na dobre uczynki, którymi bohaterowie tej historii będą próbowali przekonać go do siebie.😉

pokaż więcej

 
2018-11-11 11:39:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

"Niestety, czasami bywa tak, że ci, którzy chcą naszego szczęścia, pojmują je zupełnie inaczej niż my sami".

Po książki Karoliny Wilczyńskiej sięgam "w ciemno". To jedna z tych autorek, na której twórczości się nigdy nie zawiodłam. Dlatego byłam bardzo ciekawa, jak poradziła sobie z powieścią świąteczną.

Krystyna ma już swoje lata. Pomimo to, dorabia sprzątając, aby zapewnić byt swoim...
"Niestety, czasami bywa tak, że ci, którzy chcą naszego szczęścia, pojmują je zupełnie inaczej niż my sami".

Po książki Karoliny Wilczyńskiej sięgam "w ciemno". To jedna z tych autorek, na której twórczości się nigdy nie zawiodłam. Dlatego byłam bardzo ciekawa, jak poradziła sobie z powieścią świąteczną.

Krystyna ma już swoje lata. Pomimo to, dorabia sprzątając, aby zapewnić byt swoim wnukom. Daniel jest w związku, o którym nie ma odwagi powiedzieć swoim rodzicom. Tadeusz jest „królem życia”. Korzysta z niego bez ograniczeń, nie licząc się z uczuciami żony. Natalia codziennie drży w obawie o zdrowie i życie swojego chłopaka. Elwira ma kochającego męża i piękny dom. I chociaż wydawać by się mogło, że nic jej nie potrzeba do pełni szczęścia, to jest jednak coś, co wywołuje smutek na jej twarzy. Zbyszek jest tak bardzo skupiony na swojej karierze, że nie ma czasu dla żony i maleńkiej córki. Co czeka bohaterów? Czy magia wigilijnej nocy sprawi, że ich życzenia się spełnią?
Z czym kojarzą ci się święta bożego narodzenia? Zapach pierników, błyszczce lampki na choince, rodzina w komplecie i biel opłatka – to rzeczy bez których nie wyobrażamy sobie tego szczególnego okresu w roku. Każdy, bez względu na wiek czy status materialny, dąży do tego, aby ten wyjątkowy dzień jakim jest Wigilia, był najpiękniejszy i najszczęśliwszy. Nawet jeżeli codzienność tak bardzo nam doskwiera...

W życiu nie zawsze jest kolorowo. I chociaż święta takie właśnie powinny być, to nie jesteśmy w stanie sprawić, aby jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, każdy mógł zaśpiewać z uśmiechem na ustach:
„Jest taki dzień, tylko jeden raz do roku
Dzień, zwykły dzień, który liczy się od zmroku
Jest taki dzień, gdy jesteśmy wszyscy razem
Dzień, piękny dzień, dziś nam rok go składa w darze”.

Książka Karoliny Wilczyńskiej bardzo dosadnie pokazuje, co może się stać, jeśli w życiu zapomnimy o tym, co jest tak naprawdę ważne, co jeżeli nawet w święta nie będziemy dbali o najbliższe nam osoby. Jakie mogą być konsekwencje naszych wyborów, kiedy wyżej w hierarchii postawimy karierę, pieniądze, a nawet... nałóg. Autorka uświadamia nam, że życie jest tak krótkie, że dziś możemy mieć swoje plany i życzenia, a jutro nie zawsze daje możliwość, by je zrealizować. Bo los pisze swój własny scenariusz, a druga szansa może się już nigdy nie pojawić...


Podsumowując:

„Spełnione życzenia” nie jest typową książką z „choinką w tle”. Mimo, że występuje w niej motyw bożonarodzeniowy, to autorka opisała tę mniej radosną stronę świąt. Bo przecież nie każdy ma szansę zasiąść przy biało nakrytym stole i połamać się opłatkiem z najbliższymi. Na pewno nie brakuje w niej momentów wzruszenia. I chociaż pojawiają się podczas lektury nawet chwile czytelniczego sprzeciwu wobec losu jaki zgotowała swoim bohaterom Karolina Wilczyńska, to nie sposób się od niej oderwać. Czasami w trakcie czytania byłam zła, coś we mnie krzyczało: dlaczego?! Czy tak musiało się stać!? A potem przychodził moment refleksji, a nawet zadumy...
Kiedy przygasną światła w galeriach handlowych, kiedy zniknie cały blichtr wystaw sklepowych, a ty usłyszysz życzenia: „wesołych świąt!” i ogrzeje cię miłość ukochanych osób pamiętaj, że masz ogromne szczęście, bo nie jesteś sam...

https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com/2018/11/spenione-zyczenia-karolina-wilczynska.html

pokaż więcej

 
2018-11-11 11:38:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

"Los jakby próbował powetować sobie smutną historię. Nie śpieszył się jednak bardzo i pozwolił na to dopiero w trzecim pokoleniu".

Zazwyczaj wolę książki stanowiące "zamkniętą fabułę". Zdarza mi się jednak sięgać po antologię. Zwłaszcza kiedy wyszła ona spod pióra wielu świetnych pisarek.

Dzień Babci, Dzień Przytulania, Wielkanoc, zagubiona w czasie i przestrzeni tajemnicza Wigilia… To tylko...
"Los jakby próbował powetować sobie smutną historię. Nie śpieszył się jednak bardzo i pozwolił na to dopiero w trzecim pokoleniu".

Zazwyczaj wolę książki stanowiące "zamkniętą fabułę". Zdarza mi się jednak sięgać po antologię. Zwłaszcza kiedy wyszła ona spod pióra wielu świetnych pisarek.

Dzień Babci, Dzień Przytulania, Wielkanoc, zagubiona w czasie i przestrzeni tajemnicza Wigilia… To tylko niektóre z tematów, które wzięły na swój warsztat autorki. Dwanaście opowiadań, dwanaście historii, które bawią, wzruszają, zmuszają do refleksji. Mieszanka stylów sprawia, że każdy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie.
Ze zbiorami opowiadań tak zazwyczaj bywa, przynajmniej wynika to z mojego czytelniczego doświadczenia, że są takie, które podobają nam się bardziej i takie, które niekoniecznie nas zachwyciły. W przypadku tej antologii było podobnie. Nie mogę powiedzieć, że były takie, które uważam za słabe, bo każde z nich miało swoj fajny klimat, ale nie sposób nie wyróżnić kilku, o których chciałabym wam opowiedzieć, oczywiście nie zdradzając zbyt wiele z fabuły.

Zacznę od trzech, które zakwalifikowałam do kategorii "mam apetyt na więcej". Tak się składa, że są to pierwsze trzy opowiadania autorstwa: Hanny Greń, Edyty Świętek i Anny Klejzerowicz. Chociaż każde z nich jest inne, to mają w moim odczuciu jedną wspólną cechę. Po ich przeczytaniu odniosłam wrażenie, że autorka nie powiedziała jeszcze, w temacie opisanej przez siebie historii, ostatniego słowa, że nie postawiła przysłowiowej kropki nad "i". Czułam niedosyt, a wyobraźnia podsuwała mi jakiś ciąg dalszy, a może nawet początek, który mógłby przerodzić się w książkę? Tak czy inaczej uważam, że opowiadania pt. "Prezent na Dzień Babci", "Przytul mnie mocno" oraz "Przeklęty" mają w sobie na tyle dużo potencjału, że aż się "prosi" o rozwinięcie ich wątku.

Drugą kategorią, jaką sobie przyjęłam, nazwałam roboczo:"pisz dla mnie jeszcze". O co chodzi? Tym razem po przeczytaniu opowiadań, byłam tak zauroczona stylem, językiem i pomysłem na fabułę, że wiedziałam na pewno, że to nie jest moje ostatnie spotkanie z twórczością danej autorki. Do takich historii należą: "Talerzyk w niebieskie kwiatuszki" - Joanny Sykat oraz mój faworyt w całej antologii, czyli "Kobiety nieidealne" - Magdaleny Kawki i Małgorzaty Hayles. Tak bardzo podobały mi się ich opowiadania, że nie wahałam się, aby sięgnąć po więcej. Tym sposobem na mojej półce pojawiły się książki tych autorek. Być może taki zbiór opowiadań to dobry sposób na to, aby dać się poznać i "sprzedać" nowemu czytelnikowi? 😉

Podsumowując:

"Wyjątkowe opowieści na 12 miesięcy" to lektura idealna na każdą porę roku. Jej różnorodność i wielowątkowość sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Możecie czytać ją od razu od deski, do deski lub przyjąć sposób czytania jednego opowiadania na miesiąc. Jakąkolwiek metodę lektury wybierzecie gwarantuję wam, że będzie to bardzo udana podróż do świata bohaterów wykreowanych przez utalentowane polskie pisarki. Dajcie znać, która opowieść jest waszym faworytem.

https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com/2018/11/wszystkie-barwy-roku-wyjatkowe.html

pokaż więcej

 
2018-11-11 11:37:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

"Ostatnio, jak był całe dwa dni w domu, to zrobiłam wszystko, żeby go jakoś podniecić. Kupiłam sobie nawet czarne koronkowe body. Ale jak w nim weszłam wieczorem do sypialni, to Witek ziewnął i zapytał, czy umarł ktoś ważny, że nawet do łóżka kładę się w żałobie".


Twórczość Alka Rogozińskiego znam głównie z serii o przygodach Róży Krull. Dlatego z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po...
"Ostatnio, jak był całe dwa dni w domu, to zrobiłam wszystko, żeby go jakoś podniecić. Kupiłam sobie nawet czarne koronkowe body. Ale jak w nim weszłam wieczorem do sypialni, to Witek ziewnął i zapytał, czy umarł ktoś ważny, że nawet do łóżka kładę się w żałobie".


Twórczość Alka Rogozińskiego znam głównie z serii o przygodach Róży Krull. Dlatego z dużym zainteresowaniem sięgnęłam po "Zbrodnię w wielkim mieście". Czy nowym bohaterom udało się zaskarbić moją sympatię?

Trzy kobiety, które łączy wspólna praca w wydawnictwie oraz antypatia do szefa, postanawiają się go pozbyć. Udaje im się nawet ustalić plan działania. I wszystko byłoby po ich myśli gdyby nie fakt, że nie tylko one wpadły na pomysł zabicia mężczyzny. Ktoś realizuje ich wizję, a jedna z nich zostaje wmanipulowana w zbrodnię. Szybko okazuje się, że "ojców sukcesu" jest wielu, ale tak naprawdę nie wiadomo komu przyznać "laur zwycięzcy".

Do czego może doprowadzić rozmowa sfrustrowanych kobiet, zwłaszcza jeżeli jest prowadzona pod wpływem alkoholu? Z własnego doświadczenia wiem, że skutki mogą być często opłakane.😜 Wprawdzie nie zdarzyło mi się planować zabójstwa własnego szefa, ale wiem co znaczy być kobietą "gotową na wszystko". Być może dlatego od pierwszych stron poczułam, że łączy mnie z głównymi bohaterkami nić porozumienia. Lubię kiedy postacie wykreowane w książkach są nietuzinkowe. Nie są nudne, czy też stworzone według jakiegoś utartego schematu. I takie są właśnie te w książkach Alka Rogozińskiego, który niczym wprawny obserwator realizuje "niecny plan demaskowania". 😜 Tak, tak - dopatruję się w jego postaciach satyry na nasze rodzime społeczeństwo, a szczególnie "barwne" przykłady zachowań ludzkich rodem z samej stolicy. Co oczywiście dla mnie, jako mieszkanki dużo mniejszej "metropolii", stanowi smakowity kąsek i ciekawe doświadczenie.
To taka mała dygresja w kwestii bohaterów, ale przejdźmy do samej fabuły.
Cała historia jest mocno zakręcona. Jeden trup, wielu podejrzanych, a chętnego do przyznania się do dokonanego czynu oczywiście brak. Podczas czytania miałam duży mętlik w głowie i zdarzało mi się zgubić w tej całej mocno zaplątanej sieci powiązań poszczególnych osób. Fakt ten odbieram jako plus, zważywszy na to, że do końca nie wiedziałam, kto tak właściwie zabił biznesmena. Łatwiej było mi udzielić odpowiedzi na pytanie, kto tego na pewno nie zrobił.

Podsumowując:

"Zbrodnia w wielkim mieście" to must read nie tylko dla miłośników twórczości autora, ale także dla tych, którzy lubią lekkie, pomimo gatunku, powieści z trupem w tle. Ja osobiście lubię prześmiewcze dialogi i wbijanie przysłowiowej szpili, które można odnaleźć w książkach Alka Rogozińskiego. Jeżeli preferujecie "nieoczywiste kryminały", to ta książka przypadnie wam do gustu. A jeśli dorzucić do tego wnikliwe i całkiem słuszne odzwierciedlenie postaci kobiecych, to odpowiedź na pytanie: czytać, czy nie czytać? - nasuwa się sama.

https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com/2018/11/zbrodnia-w-wielkim-miescie-alek.html

pokaż więcej

 
2018-11-11 11:36:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

"W życiu najbardziej fascynujące są zmiany. Jeśli ich nie ma, to może oznaczać dwie rzeczy: że umarliśmy lub że umarliśmy mentalnie. Brak zmian, choć wydaje się być dla nas bezpieczny, bo nie wiąże się z podejmowaniem ryzyka, prowadzi nas do tego samego mieszkania, na tę samą kupioną przed laty na kredyt kanapę, przed ten sam telewizor. Brak zmian zabija marzenia".

Kiedy do moich rąk trafiła...
"W życiu najbardziej fascynujące są zmiany. Jeśli ich nie ma, to może oznaczać dwie rzeczy: że umarliśmy lub że umarliśmy mentalnie. Brak zmian, choć wydaje się być dla nas bezpieczny, bo nie wiąże się z podejmowaniem ryzyka, prowadzi nas do tego samego mieszkania, na tę samą kupioną przed laty na kredyt kanapę, przed ten sam telewizor. Brak zmian zabija marzenia".

Kiedy do moich rąk trafiła książka "Gdyby nie ty", nie do końca wiedziałam, czego się mogę spodziewać. Nigdy nie podejrzewałabym tego, jak bardzo wstrząśnie mną ta historia. Tego nie da się przewidzieć...

Eliza ma za sobą trudny czas. Udało się jej wygrać z ciężką chorobą, w walce z którą wspierała ją ukochana córka. Nikt jednak nie wie, że kobieta nosi w sobie traumatyczne wspomnienia. Sytuacja zmienia się kiedy jej córka zakochuje się w mężczyźnie, który był oprawcą Elizy. Kobieta musi wyjawić bolesną prawdę, koszmar, który nikomu się nawet nie śnił... Jak zareaguje jej córka?
Ta historia zostanie ze mną na zawsze.
Nie, to nie jest banał ani pusty frazes zapisany po to, aby zachęcić was do lektury. To moja pierwsza refleksja po przeczytaniu "Gdyby nie ty"...

Ta książka ma w sobie tyle emocji, tyle bólu, że być może będziecie musieli ją odkładać i wracać do niej kilka razy, aby na spokojnie "przetrawić" to, co przeczytaliście. Podczas lektury łapałam się na tym, że zamykałam oczy, aby nie 'widzieć' niektórych scen. Monika Sawicka opisała wydarzenia tak obrazowo, nie omijając żadnego szczegółu, że miałam wrażenie jakbym stała obok i widziała je na własne oczy. Wszystko to było tak bardzo realne, jakby nie była to fikcja literacka, wytwór wyobraźni autorki, a wspomnienia kogoś, kto doświadczył takiego piekła na własnej skórze. Celowo nie zdradzam wam o czym dokładnie jest książka, bo tego nie da się opisać ot tak. Tego trzeba doświadczyć samemu.

Ja już wiem, że będę wracać do tej książki wiele razy. I nie, nie przeczytam jej po raz drugi. Za bardzo mną wstrząsnęła, zbyt wiele w niej bólu, z którym ja osobiście nie umiałabym sobie ponownie poradzić. Ale jest to jedna z TYCH książek, którą się po prostu pamięta. Chociaż wiele w niej smutku, jest i nadzieja, że życie można zacząć się na nowo nawet kilka razy. Bo los pisze kolejny scenariusz i rola dla nas jest zawsze 'do wzięcia'.

"w niebo spoglądam znów
zdarte od kłamstw i bzdur
wszystko wypadło z rąk
niebo mam swoje tu" * /Blue Cafe - "Double Soul" (2018)/

Podsumowując:

"Gdyby nie ty" to jedna z najlepszych książek jakie przeczytałam w tym roku. Niezwykle smutna, opisująca traumatyczne przeżycia, ale absolutnie MUSICIE ją przeczytać! To nie tylko historia kobiety, która przeżyła piekło na ziemi, ale także opowieść o wielkiej sile miłości, która sprawia, że nawet wtedy, kiedy znajdziemy się na samym dnie, zawsze mamy możliwość, aby zbudować swój świat na nowo.

https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com/2018/11/gdyby-nie-ty-monika-sawicka.html

pokaż więcej

 
2018-11-11 11:35:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

"Czasem ludzkie losy komplikują się tak bardzo, że już nie można ich rozwiązać. Jednak czas powoduje, że supły się kruszą i nawet nie trzeba ich rozplątywać. Można zacząć zupełnie od nowa".

Sięgając po antologię wiem, że będę próbowała wybrać moje ulubioną historię. Czy w przypadku zbioru opowiadań, których akcja toczy się w Zakopanem, było podobnie?

Zimowa stolica Polskie w sezonie jest...
"Czasem ludzkie losy komplikują się tak bardzo, że już nie można ich rozwiązać. Jednak czas powoduje, że supły się kruszą i nawet nie trzeba ich rozplątywać. Można zacząć zupełnie od nowa".

Sięgając po antologię wiem, że będę próbowała wybrać moje ulubioną historię. Czy w przypadku zbioru opowiadań, których akcja toczy się w Zakopanem, było podobnie?

Zimowa stolica Polskie w sezonie jest oblegana przez rzesze turystów i amatorów sportu. Ludzie z całego kraju zjeżdżają się do Zakopanego, aby odpocząć od codzienności i spędzić czas w najsłynniejszym górskim kurorcie. Każdy ma w tym jakiś cel. Co stanie się kiedy ich drogi przetną się w jednym miejscu? Konkurs dla zakochanych zorganizowany przez miasto stanie się dla wielu bodźcem do dokonania życiowych zmian.
Moja pierwsze skojarzenie z tytułem tej książki nie będzie dla was zaskoczeniem. Podczas lektury mimowolnie nuciłam melodię, która w jakiś zadziwiający sposób wielu osobom zaczęła kojarzyć się z Zakopanem. A że tematyka poruszona w opowiadaniach dotyczyła przede wszystkim miłości, to czułam się wprowadzona w klimat w 100%.
Jak napisałam we wstępie, czytając antologie zazwyczaj potrafię wskazać swoje ulubione opowiadanie, jedną lub dwie historie, które wyróżniły się na tle pozostałych. Tym razem jednak było inaczej. Każda z nich była inna i każda podobała mi się tak samo. Co więcej, dzięki różnorodności wątków wykorzystanych przez autorki, fabuła była dynamiczna, a książkę czytałam z dużą ciekawością. Podobało mi się to w jaki sposób udało się połączyć opowiadania w zgrabną całość. Zupełnie tak, jakby pisząc je pisarki same spędziły tydzień w Willi pod Jodłami. Jak gdyby konsultowały się w trakcie pracy i ustalały, jak mają potoczyć się losy poszczególnych bohaterów, aby zachować spójność. Przypuszczam, że odbywało się to w inny sposób, tym bardziej warto podkreślić, że efekt końcowy jest naprawdę imponujący.

W książce znajdziecie wiele odcieni miłości. Od tej pierwszej, kiełkującej w sercu, z motylami w brzuchu i całym 'dobrodziejstwem inwentarza', przez tę dojrzałą, która w wieloletnim związku zeszła na drugi plan i musi w wydarzyć się to COŚ, co sprawi, że małżonkowie odkryją się na nowo. Aż po tę nieszczęśliwą, która została zdradzona i wydawało się, że nie ma szansy na przebaczenie, bo raz utraconego zaufania, nie da się już odbudować. Niezależnie od tego z jakim problemem lub rozterką bohaterowie "Zakochane Zakopane" pojawili się w Willi pod Jodłami, nie znaleźli się się tam przez przypadek.
Podsumowując:

"Zakochane Zakopane" to dowód na to, że można pracować w autorskim zespole i stworzyć niezwykle klimatyczną i dobrze napisaną książkę. Zauroczy was panująca w Willi pod Jodłami atmosfera i świąteczny zgiełk zakopiańskich uliczek. To nie tylko zbiór opowiadań z Bożym Narodzeniem w tle, ale wnikliwy przegląd ludzkich problemów. Historie w nim opisane wzruszą was i rozbawią, zmuszą do refleksji, a być może nawet do zastanowienia się nad swoim życiem. Kiedy przebrzmi już dźwięk kolędy i zgasną lampki na choince, kiedy odejdą w zapomnienie prezenty i zabawy karnawałowe, a powróci codzienność to pamiętajmy, że zawsze najważniejsza jest miłość.
https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com/2018/11/zakochane-zakopane-agnieszka-krawczyk.html

pokaż więcej

 
2018-10-21 17:28:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

"(...) człowiek jest jak ten latawiec. Wciąż musi starać się wzbić w górę, bo tylko wtedy jest wolny. Każdy człowiek potrzebuje wolności jak powietrza..."

Zapraszam was do przedwojennego teatru, gdzie zacumowało kilka zagubionych latawców...

Zuzanna pracuje w kobiecym piśmie, jednak to zajęcie jest poniżej jej kwalifikacji. Jej kariera dziennikarska została przerwana przez dużą aferę i teraz...
"(...) człowiek jest jak ten latawiec. Wciąż musi starać się wzbić w górę, bo tylko wtedy jest wolny. Każdy człowiek potrzebuje wolności jak powietrza..."

Zapraszam was do przedwojennego teatru, gdzie zacumowało kilka zagubionych latawców...

Zuzanna pracuje w kobiecym piśmie, jednak to zajęcie jest poniżej jej kwalifikacji. Jej kariera dziennikarska została przerwana przez dużą aferę i teraz musi pogodzić się z losem i obecnym życiem. Konieczność zebrania materiałów do świątecznego wydania magazynu, niespodziewanie zmienia jej życie o 180 stopni. Wkracza ona bowiem w świat teatru, a to za sprawą Eleny, sąsiadki, którą dotychczas uważała za zdziwaczałą staruszkę. Młoda kobieta nawet nie wie, co szykuje dla niej los i jak bardzo przyjaźń z dawną gwiazdą teatru, zmieni ją samą.
Wiecie o czym myślałam kiedy czytałam najnowszą książkę Ilony Gołębiewskiej? O moim pamiętniku. Każdy chyba jako dziecko miał swój, a w nim wiele wpisów od towarzyszy dziecięcych zabaw. Dla mnie dużą wartość stanowiły także dedykacje od nauczycieli, a zwłaszcza jedna, która idealnie nawiązuje, w moim odczuciu, do treści "Teatru pod Białym Latawcem". I chociaż dziś już nie pamiętam kto wpisał te słowa, ani kto był autorem cytatu, ale utkwił on w mojej pamięci tak głęboko, że do teraz mam go przed oczami:

"Życie jest jak szpital, ludzie jak chorzy
Życie jest jak teatr, ludzie jak aktorzy.
Jedni swą rolę grają znakomicie,
inni zaś cierpią, cierpią całe życie..."

W swojej najnowszej książce Ilona Gołębiewska zabiera nas do Teatru Starego na Woli. Od pierwszych stron poznajemy losy Eleny Nilsen i jej matki - aktorki przedwojennej Warszawy. Autorka tak pięknie oddała klimat tamtych lat, że oczami wyobraźni jesteśmy w stanie zobaczyć scenę, światła, kurtynę, usłyszeć orkiestrę, czy brawa widzów spektaklu...
I chociaż o życiu obu pań dowiadujemy się głównie z opowiadań Eleny, to nie sposób się nie zachwycić. Fascynujący świat historii odgrywanych na deskach teatru, porywa nas i sprawia, że najchętniej sami poszlibyśmy na przedstawienie, aby poczuć te emocje "na żywo".

Tak wiele mamy, a jednak nie zawsze potrafimy docenić fakt, że możemy rano wstać i cieszyć się pięknem tego świata. Więcej w naszym życiu jest powodów do narzekania, niż do radości, bo przecież wciąż tak wiele nam brakuje, tak wiele jeszcze byśmy chcieli... A potem następuje coś, jedna chwila, która zmienia nasz dotychczasowy świat i sprawia, że nasza codzienność już nigdy nie będzie taka sama. Często dopiero wtedy potrafimy docenić to, co mamy. Tylko dlaczego dopiero wtedy, kiedy zostajemy do tego niejako zmuszeni przez sytuację?
Ilona Gołębiewska w "Teatrze pod Białym Latawcem" dosyć dobitnie pokazuje, jak jeden moment, jedno wydarzenie, może zniszczyć czyjeś życie. W osobie Jakuba Bilewicza możemy zobaczyć człowieka, który cierpi, a swoje życie podporządkowuje zemście. Odcina się od wszystkiego co może być w życiu piękne. Odzwierciedla postać nieszczęśliwego mężczyzny, pogrążonego w beznadziei ojca, który nie widzi przyszłości dla swojego niepełnosprawnego syna. Uważa, że wypadek przekreślił jego szansę na w miarę normalne życie.

W książce autorka zwraca również uwagę na temat niepełnosprawności. Ukazuje życie podopiecznych Fundacji Złotych Serc, od których każdy zdrowy człowiek może uczyć się radości życia. Plus za to, że Ilona Gołębiewska nie uprościła tematu opieki i życia z osobą niepełnosprawną. Podopieczni fundacji są jednak optymistycznym dowodem na to, że można nawet w zwykłych, prozaicznych czynnościach, odnaleźć powód do uśmiechu. Bo przecież w życiu należy cieszyć się tym, że ma się blisko kochające osoby.
Podsumowując:

Teatr jest stanowczo motywem przewodnim tej książki. Nie tylko dlatego, że jest miejscem większości wydarzeń, ale dlatego, że każdy z bohaterów odgrywa w całej historii ważną rolę. Ilona Gołębiewska stworzyła doskonały spektakl, który jest mieszanką emocji i ludzkich charakterów. Uważam, że to najlepsza książka autorki, która porywa czytelnika tak bardzo, jak świat teatru - widza. Ma w sobie wszystko to, czego oczekuję od dobrej obyczajówki. Jest ciepła, wzruszająca, mądra, refleksyjna, a przede wszystkim jest o "czymś". Przypomina nam o wartościach, których nigdy nie powinniśmy stracić z oczu. Polecam wam ją serdecznie. Na pewno się nie zawiedziecie!

"Człowiek nie zdaje sobie sprawy. Z każdego upadku można powstać. Potrzebna jest silna wola walki, chęć dostrzegania cudu w małych codziennych sprawach i pomocna dłoń przyjaciół, którzy są jak zapasowe skrzydła latawca. Podnoszą nas, gdy sami zapominamy, że wciąż potrafimy latać..."

https://nieprzeszkadzajterazczytam.blogspot.com/2018/10/teatr-pod-biaym-latawcem-ilona.html?showComment=1540135495901#c4444577661656668411

pokaż więcej

 
2018-10-13 17:52:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

Miś Koralik to wyjątkowa seria stworzona z myślą o dzieciach do drugiego roku życia. Każdy z tomów opowiada nieskomplikowane, ale przy tym bardzo zabawne historie. Bogato ilustrowane opowieści są dostosowane do wieku i wiedzy dziecka.
Jestem mamą 2-letniego Leosia i maluch od razu zwrócił uwagę na te książeczki. Myślę, że przyciągnęły go wyraziste kolory oraz postać misia, którą bardzo lubi.

...
Miś Koralik to wyjątkowa seria stworzona z myślą o dzieciach do drugiego roku życia. Każdy z tomów opowiada nieskomplikowane, ale przy tym bardzo zabawne historie. Bogato ilustrowane opowieści są dostosowane do wieku i wiedzy dziecka.
Jestem mamą 2-letniego Leosia i maluch od razu zwrócił uwagę na te książeczki. Myślę, że przyciągnęły go wyraziste kolory oraz postać misia, którą bardzo lubi.

Mieliśmy okazję przeczytać cztery opowiadania o losach małego bohatera. Pierwszym z nich było to o "Okularach".
Dziadek Koralika nie mógł znaleźć swoich okularów, a wnuczek pomagał mu w szukaniu. Był ciekawy dlaczego okulary są magiczne. Jakie było jego zdziwienie, kiedy po ubraniu ich okazało się, że miś nie widzi wyraźnie. Dziadek wytłumaczył mu, że okulary noszą tylko ci, którzy mają chore oczy. Maluch zauważył, że w jego rodzinie tata nosi, a nawet ma dwie pary, podczas gdy mama nie ma ani jednej. Dlatego rezolutny Koralik ofiarował jej magiczne okulary z uśmiechami.
Książeczka wyjaśnia małemu czytelnikowi po co nosi się okulary. W przystępny sposób tłumaczy, dlaczego są "magiczne".
Dziecko znajdzie w książeczce szablon do wycięcia swoich okularów, jak również mini zagadkę na rozpoznawanie kolorów. Na końcu bajki znajdują się też proste pytania, które można mu zadać, aby sprawdzić co zapamiętało z lektury.

Kolejna historyjka nosi tytuł "Rysa". Opowiada o wyjściu małego misia na spacer z tatą. Koralik jechał hulajnogą, jednak mimo ostrzeżeń nie uważał podczas wycieczki.

Spowodowało to małe zderzenie ze słupkiem i rysę na hulajnodze. Kiedy tata obiecał zamalować uszkodzenie, miś postanowił je zostawić jako przypomnienie o tym, aby być bardziej uważnym podczas zabawy.
To opowiadanie uczy zasad zachowania bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Zwraca uwagę na odpowiednie zabezpieczenie dziecka w kask oraz konieczność poruszania się wyznaczonymi trasami do jazdy rowerem lub hulajnogą. Na końcu książeczki dziecko znajdzie szablon wiatraczka, który może przy pomocy rodzica złożyć i jak Miś Koralik przyczepić sobie np. do rowerka.
Kolejna historia przypadła mi do gustu z powodu odwiecznego problemu ze "Skarpetkami". Podobnie jak u Koralika mamy mnóstwo par, które wiecznie są zdekompletowane.
Ciągłe poszukiwanie odpowiedniej pary może być fajną zabawą dla malucha. Nie tylko zajmie na jakiś czas jego uwagę, ale także pomoże w rozwoju spostrzegawczości. Podobnie jak w książeczce, w której mama misia zaproponowała synkowi zabawę w parowanie.
Opowiadanie zwraca uwagę nie tylko na rozwijaniu u dziecka spostrzegawczości, ale także na wykorzystanie niepotrzebnych przedmiotów w kreatywny sposób np. zamiana skarpetek w pacynki. Wzory kukiełek znajdziecie także do wycięcia na końcu książeczki, podobnie jak "skarpetkowe zagadki".
Ostatnia historyjka nosi ciekawy tytuł "Bulbul". Tym razem nasz bohater szuka tajemniczego bulbula, którego słyszy w rurach, w doniczce, w czajniku i zastanawia się kim on właściwie jest.
Chcąc go znaleźć odkręca kran i słucha płynącej wody. Mama tłumaczy Koralikowi, że wodę należy oszczędzać. Misio w końcu wpada na to, kim jest Bulbul. On mieszka w wodzie i należy o nią dbać, wtedy zostanie na zawsze.
Kolejna mądra historia, która uczy małego czytelnika ekologicznego podejścia do życia w tak prozaicznych czynnościach jak zakręcanie wody, czy uważne podlewanie kwiatów. Dzięki niej dziecko może zrozumieć, dlaczego tak ważne jest oszczędzanie wody. Na końcu nagroda za uwagę w postaci wycinanki do samodzielnego ozdobienia pokoju zabaw.

Podsumowując:

Seria książeczek "Miś Koralik" to świetna propozycja dla maluchów. Zwracają uwagę barwnymi ilustracjami Anny Zboiny oraz przyjaźnie nastawionym bohaterem. Dziecko chociaż małe, już teraz może utożsamiać się z misiem i tak jak on poznawać nowe rzeczy, uczyć się i bawić. Mój synek z zainteresowaniem słuchał opowieści o Koraliku i jego przygodach. Martwił się, kiedy misio uszkodził hulajnogę, cieszył się kiedy podczas czytania naśladowałam bulgotanie wody. To idealna propozycja, która angażuje zarówno dzieci, jak i rodziców. Umieszczenie na końcu każdej książeczki zagadek oraz szablonu do wycięcia, dodatkowo podnosi jej atrakcyjność.

pokaż więcej

 
2018-10-13 17:51:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

Miś Koralik to wyjątkowa seria stworzona z myślą o dzieciach do drugiego roku życia. Każdy z tomów opowiada nieskomplikowane, ale przy tym bardzo zabawne historie. Bogato ilustrowane opowieści są dostosowane do wieku i wiedzy dziecka.
Jestem mamą 2-letniego Leosia i maluch od razu zwrócił uwagę na te książeczki. Myślę, że przyciągnęły go wyraziste kolory oraz postać misia, którą bardzo lubi.

...
Miś Koralik to wyjątkowa seria stworzona z myślą o dzieciach do drugiego roku życia. Każdy z tomów opowiada nieskomplikowane, ale przy tym bardzo zabawne historie. Bogato ilustrowane opowieści są dostosowane do wieku i wiedzy dziecka.
Jestem mamą 2-letniego Leosia i maluch od razu zwrócił uwagę na te książeczki. Myślę, że przyciągnęły go wyraziste kolory oraz postać misia, którą bardzo lubi.

Mieliśmy okazję przeczytać cztery opowiadania o losach małego bohatera. Pierwszym z nich było to o "Okularach".
Dziadek Koralika nie mógł znaleźć swoich okularów, a wnuczek pomagał mu w szukaniu. Był ciekawy dlaczego okulary są magiczne. Jakie było jego zdziwienie, kiedy po ubraniu ich okazało się, że miś nie widzi wyraźnie. Dziadek wytłumaczył mu, że okulary noszą tylko ci, którzy mają chore oczy. Maluch zauważył, że w jego rodzinie tata nosi, a nawet ma dwie pary, podczas gdy mama nie ma ani jednej. Dlatego rezolutny Koralik ofiarował jej magiczne okulary z uśmiechami.
Książeczka wyjaśnia małemu czytelnikowi po co nosi się okulary. W przystępny sposób tłumaczy, dlaczego są "magiczne".
Dziecko znajdzie w książeczce szablon do wycięcia swoich okularów, jak również mini zagadkę na rozpoznawanie kolorów. Na końcu bajki znajdują się też proste pytania, które można mu zadać, aby sprawdzić co zapamiętało z lektury.

Kolejna historyjka nosi tytuł "Rysa". Opowiada o wyjściu małego misia na spacer z tatą. Koralik jechał hulajnogą, jednak mimo ostrzeżeń nie uważał podczas wycieczki.

Spowodowało to małe zderzenie ze słupkiem i rysę na hulajnodze. Kiedy tata obiecał zamalować uszkodzenie, miś postanowił je zostawić jako przypomnienie o tym, aby być bardziej uważnym podczas zabawy.
To opowiadanie uczy zasad zachowania bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Zwraca uwagę na odpowiednie zabezpieczenie dziecka w kask oraz konieczność poruszania się wyznaczonymi trasami do jazdy rowerem lub hulajnogą. Na końcu książeczki dziecko znajdzie szablon wiatraczka, który może przy pomocy rodzica złożyć i jak Miś Koralik przyczepić sobie np. do rowerka.
Kolejna historia przypadła mi do gustu z powodu odwiecznego problemu ze "Skarpetkami". Podobnie jak u Koralika mamy mnóstwo par, które wiecznie są zdekompletowane.
Ciągłe poszukiwanie odpowiedniej pary może być fajną zabawą dla malucha. Nie tylko zajmie na jakiś czas jego uwagę, ale także pomoże w rozwoju spostrzegawczości. Podobnie jak w książeczce, w której mama misia zaproponowała synkowi zabawę w parowanie.
Opowiadanie zwraca uwagę nie tylko na rozwijaniu u dziecka spostrzegawczości, ale także na wykorzystanie niepotrzebnych przedmiotów w kreatywny sposób np. zamiana skarpetek w pacynki. Wzory kukiełek znajdziecie także do wycięcia na końcu książeczki, podobnie jak "skarpetkowe zagadki".
Ostatnia historyjka nosi ciekawy tytuł "Bulbul". Tym razem nasz bohater szuka tajemniczego bulbula, którego słyszy w rurach, w doniczce, w czajniku i zastanawia się kim on właściwie jest.
Chcąc go znaleźć odkręca kran i słucha płynącej wody. Mama tłumaczy Koralikowi, że wodę należy oszczędzać. Misio w końcu wpada na to, kim jest Bulbul. On mieszka w wodzie i należy o nią dbać, wtedy zostanie na zawsze.
Kolejna mądra historia, która uczy małego czytelnika ekologicznego podejścia do życia w tak prozaicznych czynnościach jak zakręcanie wody, czy uważne podlewanie kwiatów. Dzięki niej dziecko może zrozumieć, dlaczego tak ważne jest oszczędzanie wody. Na końcu nagroda za uwagę w postaci wycinanki do samodzielnego ozdobienia pokoju zabaw.

Podsumowując:

Seria książeczek "Miś Koralik" to świetna propozycja dla maluchów. Zwracają uwagę barwnymi ilustracjami Anny Zboiny oraz przyjaźnie nastawionym bohaterem. Dziecko chociaż małe, już teraz może utożsamiać się z misiem i tak jak on poznawać nowe rzeczy, uczyć się i bawić. Mój synek z zainteresowaniem słuchał opowieści o Koraliku i jego przygodach. Martwił się, kiedy misio uszkodził hulajnogę, cieszył się kiedy podczas czytania naśladowałam bulgotanie wody. To idealna propozycja, która angażuje zarówno dzieci, jak i rodziców. Umieszczenie na końcu każdej książeczki zagadek oraz szablonu do wycięcia, dodatkowo podnosi jej atrakcyjność.

pokaż więcej

 
2018-10-13 17:51:18
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Egzemplarz recenzencki

Miś Koralik to wyjątkowa seria stworzona z myślą o dzieciach do drugiego roku życia. Każdy z tomów opowiada nieskomplikowane, ale przy tym bardzo zabawne historie. Bogato ilustrowane opowieści są dostosowane do wieku i wiedzy dziecka.
Jestem mamą 2-letniego Leosia i maluch od razu zwrócił uwagę na te książeczki. Myślę, że przyciągnęły go wyraziste kolory oraz postać misia, którą bardzo lubi.

...
Miś Koralik to wyjątkowa seria stworzona z myślą o dzieciach do drugiego roku życia. Każdy z tomów opowiada nieskomplikowane, ale przy tym bardzo zabawne historie. Bogato ilustrowane opowieści są dostosowane do wieku i wiedzy dziecka.
Jestem mamą 2-letniego Leosia i maluch od razu zwrócił uwagę na te książeczki. Myślę, że przyciągnęły go wyraziste kolory oraz postać misia, którą bardzo lubi.

Mieliśmy okazję przeczytać cztery opowiadania o losach małego bohatera. Pierwszym z nich było to o "Okularach".
Dziadek Koralika nie mógł znaleźć swoich okularów, a wnuczek pomagał mu w szukaniu. Był ciekawy dlaczego okulary są magiczne. Jakie było jego zdziwienie, kiedy po ubraniu ich okazało się, że miś nie widzi wyraźnie. Dziadek wytłumaczył mu, że okulary noszą tylko ci, którzy mają chore oczy. Maluch zauważył, że w jego rodzinie tata nosi, a nawet ma dwie pary, podczas gdy mama nie ma ani jednej. Dlatego rezolutny Koralik ofiarował jej magiczne okulary z uśmiechami.
Książeczka wyjaśnia małemu czytelnikowi po co nosi się okulary. W przystępny sposób tłumaczy, dlaczego są "magiczne".
Dziecko znajdzie w książeczce szablon do wycięcia swoich okularów, jak również mini zagadkę na rozpoznawanie kolorów. Na końcu bajki znajdują się też proste pytania, które można mu zadać, aby sprawdzić co zapamiętało z lektury.

Kolejna historyjka nosi tytuł "Rysa". Opowiada o wyjściu małego misia na spacer z tatą. Koralik jechał hulajnogą, jednak mimo ostrzeżeń nie uważał podczas wycieczki.

Spowodowało to małe zderzenie ze słupkiem i rysę na hulajnodze. Kiedy tata obiecał zamalować uszkodzenie, miś postanowił je zostawić jako przypomnienie o tym, aby być bardziej uważnym podczas zabawy.
To opowiadanie uczy zasad zachowania bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Zwraca uwagę na odpowiednie zabezpieczenie dziecka w kask oraz konieczność poruszania się wyznaczonymi trasami do jazdy rowerem lub hulajnogą. Na końcu książeczki dziecko znajdzie szablon wiatraczka, który może przy pomocy rodzica złożyć i jak Miś Koralik przyczepić sobie np. do rowerka.
Kolejna historia przypadła mi do gustu z powodu odwiecznego problemu ze "Skarpetkami". Podobnie jak u Koralika mamy mnóstwo par, które wiecznie są zdekompletowane.
Ciągłe poszukiwanie odpowiedniej pary może być fajną zabawą dla malucha. Nie tylko zajmie na jakiś czas jego uwagę, ale także pomoże w rozwoju spostrzegawczości. Podobnie jak w książeczce, w której mama misia zaproponowała synkowi zabawę w parowanie.
Opowiadanie zwraca uwagę nie tylko na rozwijaniu u dziecka spostrzegawczości, ale także na wykorzystanie niepotrzebnych przedmiotów w kreatywny sposób np. zamiana skarpetek w pacynki. Wzory kukiełek znajdziecie także do wycięcia na końcu książeczki, podobnie jak "skarpetkowe zagadki".
Ostatnia historyjka nosi ciekawy tytuł "Bulbul". Tym razem nasz bohater szuka tajemniczego bulbula, którego słyszy w rurach, w doniczce, w czajniku i zastanawia się kim on właściwie jest.
Chcąc go znaleźć odkręca kran i słucha płynącej wody. Mama tłumaczy Koralikowi, że wodę należy oszczędzać. Misio w końcu wpada na to, kim jest Bulbul. On mieszka w wodzie i należy o nią dbać, wtedy zostanie na zawsze.
Kolejna mądra historia, która uczy małego czytelnika ekologicznego podejścia do życia w tak prozaicznych czynnościach jak zakręcanie wody, czy uważne podlewanie kwiatów. Dzięki niej dziecko może zrozumieć, dlaczego tak ważne jest oszczędzanie wody. Na końcu nagroda za uwagę w postaci wycinanki do samodzielnego ozdobienia pokoju zabaw.

Podsumowując:

Seria książeczek "Miś Koralik" to świetna propozycja dla maluchów. Zwracają uwagę barwnymi ilustracjami Anny Zboiny oraz przyjaźnie nastawionym bohaterem. Dziecko chociaż małe, już teraz może utożsamiać się z misiem i tak jak on poznawać nowe rzeczy, uczyć się i bawić. Mój synek z zainteresowaniem słuchał opowieści o Koraliku i jego przygodach. Martwił się, kiedy misio uszkodził hulajnogę, cieszył się kiedy podczas czytania naśladowałam bulgotanie wody. To idealna propozycja, która angażuje zarówno dzieci, jak i rodziców. Umieszczenie na końcu każdej książeczki zagadek oraz szablonu do wycięcia, dodatkowo podnosi jej atrakcyjność.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
118 106 900
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (13)

Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (3)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd