Jeżynka 
Uzależniona od czytania, matka, żona i kobieta pracująca. Dodatkowo niestrudzona orędowniczka www.siepomaga.pl
41 lat, Warszawa, status: Czytelnik, dodał: 1 ksiązkę, ostatnio widziany 2 godziny temu
Teraz czytam
  • Dziewczyna w niebieskim płaszczu
    Dziewczyna w niebieskim płaszczu
    Autor:
    Podmieniona tożsamość, utracona miłość i zdradzona przyjaźń. Wciągający thriller na tle wielkiej Zagłady. Okupowana Holandia, rok 1943. 19-letnia Hanneke handluje towarami na czarnym rynku, choć sama...
    czytelników: 340 | opinie: 9 | ocena: 6,81 (59 głosów)
  • Gdzie jest prezydent
    Gdzie jest prezydent
    Autorzy:
    Książka, o której mówi cały świat. Największa sensacja 2018 roku. To się za chwilę wydarzy. Najgroźniejszy atak terrorystyczny w historii rozpocznie się za 6… 5… 4… Zniknie wszystko. Dostęp do wody,...
    czytelników: 318 | opinie: 46 | ocena: 7,09 (58 głosów) | inne wydania: 1
  • Nocny człowiek
    Nocny człowiek
    Autor:
    Larvik, Vestfold, mglisty, jesienny poranek. Powoli ustępująca mgła, odsłania głowę kobiety wbitą na pal pośrodku miejskiego rynku. Jej tożsamość jest nieznana, ale widać, że to młoda osoba. William W...
    czytelników: 355 | opinie: 48 | ocena: 6,81 (175 głosów)
  • Z zimną krwią
    Z zimną krwią
    Autor:
    Starcie dobra ze złem – odwieczny problem ludzkości "Z zimną krwią" to pionierska próba nowego pisarstwa, dokument zbrodni popełnionej przez dwóch recydywistów na czteroosobowej rodzinie f...
    czytelników: 5631 | opinie: 134 | ocena: 7,82 (1982 głosy) | inne wydania: 9

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-22 10:50:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Posiadam
Seria: Reportaż

Wyrachowana morderczyni czy niewinna ofiara? Takie pytanie zadawano sobie kilkadziesiąt lat temu w trakcie procesu poszlakowego Rity Gorgon, oskarżonej o brutalne zamordowanie córki swojego konkubenta.

Tragedia ta, rodem z kryminałów Agathy Christie, rozegrała się pod Lwowem w willi architekta Zaremby. Jego nastoletnia córka Lusia została znaleziona martwa z roztrzaskaną głową we własnym...
Wyrachowana morderczyni czy niewinna ofiara? Takie pytanie zadawano sobie kilkadziesiąt lat temu w trakcie procesu poszlakowego Rity Gorgon, oskarżonej o brutalne zamordowanie córki swojego konkubenta.

Tragedia ta, rodem z kryminałów Agathy Christie, rozegrała się pod Lwowem w willi architekta Zaremby. Jego nastoletnia córka Lusia została znaleziona martwa z roztrzaskaną głową we własnym łóżku. Mimo iż pierwsze wersje śledcze zakładały że zrobił to ktoś kto zakradł się pod osłoną nocy do jej pokoju szybko zweryfikowano że mordercy należy szukać wśród domowników. A lista była wyjątkowo krótka: architekt Zaremba, jego kochanka (i matka jego najmłodszej córki) Rita Gorgon oraz nastoletni syn Staś. Listę tę uzupełniła jeszcze służąca i ogrodnik który wraz z żoną mieszkał na terenie posesji ale mimo iż pojawiały się sugestie o jego winie nigdy formalnie nie postawiono mu zarzutów.
Podejrzenia od razu padają na Ritę, która według świadków nienawidziła Lusi. Nie podobało się iż kochanka ojca jest traktowana jak pani domu. Udało jej się skonfliktować ojca z Ritą skutkiem czego ta w najbliższych dniach miała pozostać sama z córką w podmiejskiej willi a architekt Zaremba wraz ze starszymi dziećmi miał przenieść się do mieszkania we Lwowie. Oznaczało to formalny koniec związku.
Według śledczych to Rita Gorgon, kierowana nienawiścią i żądzą zemsty zabiła Lusię. Gdy staje przed sądem (rozprawa staje się lwowską sensacją a ulica od razu wydaje wyrok "winna") konsekwentnie nie przyznaje się do winy.

"Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej" Cezarego Łazarewicza to książka która niezwykle szczegółowo odtwarza śledztwo, proces oraz atmosferę wokół niego. Poznajemy argumenty prokuratora, obrońców oskarżonej, opinie (często sprzeczne) powoływanych biegłych.
Autor nie poprzestaje jednak na tym. Po latach stawia pytanie czy dziś, bez wszelkich wątpliwości, można byłoby orzec czy Gorgonowa była winna zarzucanego jej czynu (w pierwszym procesie została winna i skazana na karę śmierci od której uratowało ją to że była w ciąży, w drugim , po apelacji obrońców, sąd także uznał ją za winną i skazał na 8 lat więzienia).
Bo wątpliwości pozostały i rozpalają umysły domorosłych detektywów, dziennikarzy śledczych a także spędzają sen z powiek potomkom Rity.

Autor drąży, stawia pytania, stara się jeszcze raz poddać w wątpliwość wiarygodność zeznań i materiału dowodowego. Nie broni jednak swojej bohaterki zapalczywie. Dopuszcza możliwość że była winna.

Książkę czyta się fantastycznie, jak najlepszy kryminał. Publikację uzupełniają liczne fotografie. Imponująca jest również bibliografia. Nie ma w tej książce taniej sensacji. Jest solidna reporterska robota z której znany jest Cezary Łazarewicz. Polecam gorąco!

*wyzwanie LC/styczeń 2019

pokaż więcej

 
2019-01-21 10:47:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Z biblioteki

Thriller to nie jest gatunek literacki który darzę duża estymą. Tego typu książki traktuję jako czystą rozrywkę choć cieszy mnie jeśli jest to rozrywka inteligentna i zmuszająca do refleksji.
Nie zdarza się to często, co nie przeszkadza mi ciągle szukać nowych pozycji które zaspokoją mój, jak się okazuje, wysublimowany gust.

"Mury" Hollie Overton to książka która bardzo pozytywnie mnie...
Thriller to nie jest gatunek literacki który darzę duża estymą. Tego typu książki traktuję jako czystą rozrywkę choć cieszy mnie jeśli jest to rozrywka inteligentna i zmuszająca do refleksji.
Nie zdarza się to często, co nie przeszkadza mi ciągle szukać nowych pozycji które zaspokoją mój, jak się okazuje, wysublimowany gust.

"Mury" Hollie Overton to książka która bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła bo nie dość że trzyma w napięciu i budzi w czytelniku całą gamę emocji to dodatkowo jest ważnym i donośnym głosem w dyskusji o przemocy domowej, karze śmierci i całym systemie sprawiedliwości w Stanach Zjednoczonych.
Ten głos wybrzmiewa jeszcze głośniej kiedy czytelnik z "Posłowia" dowiaduje się iż matka autorki była przez długie lata ofiarą swojego męża i tylko heroiczna decyzja aby opuścić oprawcę uratowała ją i jej dwie córki przed życiem w ciągłym strachu.

Bohaterką "Murów" jest Kristy Tucker - młoda kobieta, samotna matka która dzieli swoje życie na opiekę nad nastoletnim synem i schorowanym ojcem oraz pracę jako urzędnik w amerykańskim systemie penitencjarnym.
Na co dzień ma kontakt z więźniami skazanymi na karę śmierci i nie ma wątpliwości że w niektórych przypadkach jest to jedyna właściwa kara. Jednak jej pewność zostaje zachwiana gdy nawiązuje bliższą relację z jednym ze skazanych który przekonuje że nie jest winny śmierci swoich dzieci które zginęły w pożarze. Udaje mu się zasiać w Kristy ziarno niepewności.
Z kolei jej życie prywatne zdaje się zmieniać na lepsze. Zakochuje się z wzajemnością z trenerze syna i z nadziejami na szczęśliwe życie wchodzi w związek małżeński. Szybko jednak okazuje się że jej mąż to brutal i przemocowiec a wyrwanie się z jego wpływów jest niezwykle trudne. Jednym skutecznym rozwiązaniem wydaje się zabójstwo. Bazując na dziesiątkach spraw z którymi zetknęła się w swej karierze zawodowej planuje zbrodnię doskonałą.

Ta książka, nie dość że do końca trzyma w napięciu to stawia również trudne pytania na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Pokazuje również że przemoc rodzinna nie zawsze wiąże się ze środowiskiem patologicznym. To często dramat który dotyka tzw. "normalne rodziny" gdzie pod płaszczykiem szczęścia i dobrobytu trwa horror.

Bardzo mnie ta książka poruszyła. Polecam Wam lekturę "Murów" Hollie Overton.

pokaż więcej

 
2019-01-19 15:11:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Audiobook 2019, Z biblioteki
Cykl: Zabić drozda (tom 1)

Jest takie przysłowie które mówi że wszystko ma swój czas. Nie inaczej jest z książkami. Są takie pozycje do których musimy dojrzewać latami aby docienić ich głębie i przekaz i są też takie które największe wrażenia robią na czytelnikach stających na progu dorosłości.
Taką lekturą, moim zdaniem, jest "Zabić drozda". Nie chcę przez to powiedzieć że to książka naiwna i sentymentalna ale na pewno...
Jest takie przysłowie które mówi że wszystko ma swój czas. Nie inaczej jest z książkami. Są takie pozycje do których musimy dojrzewać latami aby docienić ich głębie i przekaz i są też takie które największe wrażenia robią na czytelnikach stających na progu dorosłości.
Taką lekturą, moim zdaniem, jest "Zabić drozda". Nie chcę przez to powiedzieć że to książka naiwna i sentymentalna ale na pewno mocniej dotrze do młodych osób które są pewne że w dorosłym życiu będą w stanie zmienić otaczający ich świat na lepszy.
Niestety im więcej lat, doświadczeń i problemów które stawia przed nami życie tym trudniej nam w to wierzyć.
Uważam jednak że przywiejem młododości jest wierzyć w lepszą przyszłość: świat sprawiedliwy, tolerancyjny, świat równych szans. I chyba warto, bo przecież kropla drąży skałę. Podejrzewam że Nelle Harper Lee pisząc swoją powieść, która weszła do kanonu literatury światowej, nie przypuszczała że jej krajem w XXI wieku będzie rządził czarnoskóry prezydent.

Bo "Zabić drozda" to opowieść o Ameryce lat 30-tych, kiedy to Afroamerykanie byli traktowani jako ludzie drugiej kategorii a bratanie się z nimi białych uważano za co najmniej niestosowne i narażało na ostracyzm społeczny.
Jego ofiarą pada prawnik Atticus Finch który broni czarnoskórego oskarżonego o gwałt na białej kobiecie.
Narratorem tej opowieści jest jego córeczka zwana Skautem. To jej oczami obserwujemy tamten świat pełen agresji, przemocy wobec czarnoskórych i strachu. Skaut jest dzieckiem i widzi rzeczywistość wolną jeszcze od stereotypów, podziałów i barier.
Nie może zrozumieć dlaczego kolorowi są ludźmi drugiej kategorii i buntuje się przeciwko temu całą sobą.

To piękna opowieść którą na pewno podsunę kiedyś mojemu synowi. Jednak ja już nie potrafię patrzeć na życie tak jak Skaut. Przekonanie że świat jest z gruntu dobry a ludzie mądrzy i sprawiedliwi jest przywilejem młodych. To oni powinni czytać "Zabić drozda". Ja natknęłam się na tę książkę zdecydowanie za późno by się nią w pełni zachwycić.

Powieści wysłuchałam w interpretacji Joanny Koroniewskiej, które wbrew obawom bardzo przypadła mi do gustu.

pokaż więcej

 
2019-01-18 16:07:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Z biblioteki

Jeśli miałaby jednym zdaniem scharakteryzować twórczość Jakuba Małeckiego powiedziałambym ze to pisarz który jak nikt inny oddaje z liryzmem trudy naszego życia codziennego: pełnego rutyny, pozbawionego fajerwerków które przeważnie "ubiera się" w różne odcienie szarości.

I tak jak wcześniejsze jego powieści osadzone były w scenerii prowincji, której daleko jednak było do sielskości i sennych...
Jeśli miałaby jednym zdaniem scharakteryzować twórczość Jakuba Małeckiego powiedziałambym ze to pisarz który jak nikt inny oddaje z liryzmem trudy naszego życia codziennego: pełnego rutyny, pozbawionego fajerwerków które przeważnie "ubiera się" w różne odcienie szarości.

I tak jak wcześniejsze jego powieści osadzone były w scenerii prowincji, której daleko jednak było do sielskości i sennych klimatów, tak "Nikt nie idzie" to galeria postaci zanużonych w wielkomiejskim życiu których do Warszawy ściągnęły studia, praca czy marzenia o lepszym życiu.
To historia utkana z opowieści kilku osób które jak to u Jakuba Małeckiego bywa splatają się ze sobą przez przypadek.
Bo przypadek, czy jak ktoś woli los bądź opatrzność ma niebagatelny wpływ na losy bohaterów.
Olga i Igor to dwójka osób których drogi krzyżują się na ruchliwych ulicach stolicy. Szukają harmonii, miłości, akceptacji ale przez błędne decyzje podjęte w przeszłości skazują się na samotność. Zamknięci na świat wokół, żyją z dnia na dzień.
Niespodziewany impuls który każe zaopiekować się Oldze niepełnosprawnym umysłowo Klemensem sprawia że zaczyna ona inaczej patrzeć na swoje życie. Powoli nabiera odwagi aby zawalczyć o swoje marzenia tak jak robi to jej "podopieczny", który chce wzbić się w powietrze.

Ta nieśpieszna historia czaruje prostotą, uniwersalnością i stawia pytania na które odpowiedzi szukamy codziennie. Ja uwielbiam taką literaturę. Jakub Małecki udowadnia że mniej znaczy więcej. "Nikt nie idzie" to kolejna świetna książka w dorobku tego autora. Polecam!

pokaż więcej

 
2019-01-16 15:00:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Z biblioteki

Forma mnie pokonała a treść wynudziła - tak jednym zdaniem mogłabym podsumować najnowszą książkę Anny Brzezińskiej "Woda na sicie. Apokryf czarownicy".
Już dawno w trakcie lektury nie towarzyszyło mi tak silne pragnienie aby odłożyć ją na bok i omijać wzrokiem.
Byłam zachwycona "Córkami Wawelu" (choć wiem że część czytelników od zachwytów była daleka). Nie mogłam się więc doczekać kolejnej...
Forma mnie pokonała a treść wynudziła - tak jednym zdaniem mogłabym podsumować najnowszą książkę Anny Brzezińskiej "Woda na sicie. Apokryf czarownicy".
Już dawno w trakcie lektury nie towarzyszyło mi tak silne pragnienie aby odłożyć ją na bok i omijać wzrokiem.
Byłam zachwycona "Córkami Wawelu" (choć wiem że część czytelników od zachwytów była daleka). Nie mogłam się więc doczekać kolejnej książki autorki. Jako pierwsza w mojej osiedlowej bibiotece chwyciłam ją z półki "nowości" i zabrałam się do czytania.
Po prześledzeniu kilku opinii wiedziałam już że to książka której akcja osadzona jest w dawnych czasach, gdzieś na terenie Italii a główną bohaterka jest kobieta oskarżona o czary która staje pod trybunałem inkwizycyjnym który ma zadecydować o jej dalszych losach.
To temat który ostatnio przewija się na kartach książek bo świat magii, wiedźm i sił nieczystych kusi swoją tajemniczością i mrokiem.

Historia głównej bohaterki też jest mroczna i tajemnicza. La Vecchia snuje swoją opowieść w formie monologu zaczynając od opisu trudnego dzieciństwa podczas którego musiała mierzyć się z piętnem bękarta. Jako córka ladacznicy, będącej przedstawicielką grupy oświeconych zajmującej się wydobyciem minerału powstałego z krwi smoka, jest na dnie społecznej hierarchii. Szybko wkracza na drogę występku i prostytucji więc kiedy po latach wraca do rodzinnej wioski jest łatwym celem aby to właśnie ją oskarżyć śmierć jednego z mnichów.
Jednak śmierć duchownego to tylko pretekst bo prawdziwym problemem który nęka okolicę są wyschające złoża smoczej krwi. To właśnie La Veccia jest podejrzana że chcąc zemścić się za ciężkie lata dzieciństwa i młodości spowodowała wysychanie złóż.

"Woda na sicie. Apokryf czarownicy" to opowieść o pragnieniu miłości, poszukiwaniu prawdy i zemście. Jednak niezwykle trudno się w nią zaangażować bo monolog głównej bohaterki miejscami przypomina majaczenia szaleńca. Zdania stylizowane na dawny język są długie, w wielu przypadkach bełkotliwe i wymagają od czytelnika maksymalnej uwagi aby wyłapać ich sens. Niezwykle to męczące. I jeśli dodamy tego że jedna historia opowiadana jest w kilku wersjach bo bohaterka plącze się w zeznaniach i zmienia wersję to czytelnik kończy lekturę wyczerpany.

Mimo iż książka ma swój klimat rodem z "Gry o tron" to jednak ja nie będę orędowniczką "Wody na sicie". Ucieszyłam się kiedy dobrnęłam do końca lektury. Ja jej nie polecam.

pokaż więcej

 
2019-01-13 15:17:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Z biblioteki
Autor:

Nie kuszą mnie specjalnie opowieści ze wschodu. Moja czytelnicza półka z napisem "orient" jest pusta. I tak by zapewne pozostało gdyby w moje ręce nie wpadła książka Alfonso Cruza "Dokąd odchodzą parasolki". Oczywiście był to czysty przypadek bo sięgając po grubą (ponad 600 stronicową) książkę miałam w głowie tylko mgliste wrażenie że słyszałam gdzieś o niej dobre opinie.
I rzeczywiście...
Nie kuszą mnie specjalnie opowieści ze wschodu. Moja czytelnicza półka z napisem "orient" jest pusta. I tak by zapewne pozostało gdyby w moje ręce nie wpadła książka Alfonso Cruza "Dokąd odchodzą parasolki". Oczywiście był to czysty przypadek bo sięgając po grubą (ponad 600 stronicową) książkę miałam w głowie tylko mgliste wrażenie że słyszałam gdzieś o niej dobre opinie.
I rzeczywiście niezwykła to opowieść. Zbudowana jest z kilku historii które przeplatają się ze sobą tworząc barwną opowieść o miłości, rodzicielstwie, samotności i poszukiwaniu sensu w sytuacjach w których wydaje nam się że nasze życie właśnie się skończyło i jeśli coś nas czeka jutro to tylko ciemność.

Wydawać by się mogło że Fazal Elahie wygrał przysłowiowy los na loterii. Ma przepiękną żonę która rodzi mu zdrowego syna. Jest właścicielem małej fabryki dywanów, wiedzie dostatnie życie spędziając wolny czas na czytaniu poezji i dyskusjach ze swoim niemym kuzynem który potrafi wszystkie swoje myśli przekazać za pomocą rąk.
Jednak pewnego dnia jego żona znika. Ta pewna siebie, wyzwolona kobieta niepasująca do wizerunku typowej muzułmanki zostawia za sobą dawne życie i ubrana w obcisłe dżinsy i podkoszulek podkreślający kształty wyrusza w świat. Zrozpaczony Fazal postanawia skupić się na wychowaniu synka jednak okrutny los znowu obraca jego życie w ruinę.
Musi zmierzyć się z niewyobrażalną stratą i spróbować nadać swemu życiu jakiś sens.

Zanurzona w orientlanej scenerii to uniwersalna opowieść o życiu które często zaskakuje nas w momencie kiedy najmniej się tego spodziewamy. I o tym że zawsze po nocy, nawet tej najczarniejszej, przychodzi dzień.
Króciutkie rozdziały to pełne mądrości przypowieści które nanizane przez autora na długi sznur tworzą klimatyczną opowieść. "Dokąd odchodzą parasolki" to książka inna niż wszystkie. Zachęcam Was do lektury.

pokaż więcej

 
2019-01-09 11:20:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Audiobook 2019, Z biblioteki

Nie będę ukrywać że wymęczyła mnie ta książka przeokrutnie. I nie mogę wyjść ze zdziwienia że udało jej się zdobyć tak duże uznanie czytelników które zaowocowało chociażby nagrodą "Książka Roku 2017" przyznawaną przez użytkowników serwisu LC. Czy zadziałał efekt halo związany z nazwiskiem autora (bądź co bądź popularnego i chętnie czytanego), czy niezwykle intensywna kampania reklamowa czy też... Nie będę ukrywać że wymęczyła mnie ta książka przeokrutnie. I nie mogę wyjść ze zdziwienia że udało jej się zdobyć tak duże uznanie czytelników które zaowocowało chociażby nagrodą "Książka Roku 2017" przyznawaną przez użytkowników serwisu LC. Czy zadziałał efekt halo związany z nazwiskiem autora (bądź co bądź popularnego i chętnie czytanego), czy niezwykle intensywna kampania reklamowa czy też może powracający coraz częściej czy to w literaturze czy sztuce sentyment do Polski z okresu PRL-u? Pewnie wszystko po trochu i z przegadanej, miejscami potwornie nudnej książki zrobiła się nagle sensacja wydawnicza, której grzechem jest nie przeczytać.
Przeczytałam więc (a właściwie wysłuchałam audiobooka) i nie dołączę do grona wielbicieli powieści "Jak zawsze" którą jednym zdaniem mogłabym scharakteryzować jako przerost formy nad treścią.

Pomysł Zygmunt Miłoszewski miał ciekawy (choć nie jakoś specjalnie oryginalny bo motyw cofnięcia się w czasie aby inaczej ułożyć swoje życie w komedii "Ile waży koń trojański" wykorzystał już w 2008 roku Juliusz Machulski).
Małżeństwo Ludwika i Grażyny ma na koncie kilkudziesięcioletni staż. Pewnego ranka budzą się młodsi o 50 lat w Polsce która jest zgoła inna od rzeczywistości którą oni zapamiętali ze swojej młodości. Zamiast pod butem ZSRR rozwija się pod patronatem Francji jednak nadal daleko jej do krainy mlekiem i miodem płynącej. Gdy okazuje się że mają oni szansę pozostać na dłużej w tej nowej rzeczywistości stają przed szansą aby przeżyć swoje życie na nowo.
Czy z niej skorzystają czy jednak będzie jak zawsze?

Książka miała szansę stać się lekkim, humorystycznym czytadłem jednak autor wybrał zgoła inną koncepcję. To co dominuje w "Jak zawsze" to polityka: wizje, wiece, mowy, protesty, sylwetki postaci znanych nam dobrze z powojennej historii Polski. I tak z lektury łatwej i przyjemnej szybko przechodzimy w lekturę gdzie ścierają się dwie frakcje polityczne (pro-zachodnia i pro-wschodnia) determinując życie bohaterów i ich wybory.

Nie jestem może jakoś specjalnie rozczarowana bo z rezerwą podchodziłam do tej książki. Jednak dziwi mnie jej popularność i tak pozytywne komentarze czytelników. "Jak zawsze" jest chyba w tym przypadku idealną ilustrację przysłowia że o gustach się nie dyskutuje.

pokaż więcej

 
2019-01-07 10:52:08
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Z biblioteki

Dopiero pod koniec lat 80-tych XX wieku robotnicy przymusowi zostali oficjalnie uznani za ofiary nazistowskich Niemiec. Ta wielotysięczna grupa kobiet i mężczyzn, której znaczną część stanowiły Polki (i Polacy), przez lata nie budziła specjalnego zainteresowania ani historyków specjalizujących się w tematyce II wojny światowej, ani oficjalnych władz czy opinii publicznej.

Rodzinna historia...
Dopiero pod koniec lat 80-tych XX wieku robotnicy przymusowi zostali oficjalnie uznani za ofiary nazistowskich Niemiec. Ta wielotysięczna grupa kobiet i mężczyzn, której znaczną część stanowiły Polki (i Polacy), przez lata nie budziła specjalnego zainteresowania ani historyków specjalizujących się w tematyce II wojny światowej, ani oficjalnych władz czy opinii publicznej.

Rodzinna historia Sophie Hodorowicz Knab, której rodzice byli robotnikami przymusowymi, była dla autorki impulsem aby zgłębić ten temat.
Wynikiem tej wieloletniej pracy jest książka jej autorstwa "Naznaczone literą "P". Polki jako robotnice przymusowe w III Rzeszy 1939-1945".
To publikacja który w sposób niezwykle rzetelny, usystematyzowany i wyczerpujący ukazuje wszelkie aspekty pracy przymusowej: od momentu wywiezienia do Rzeszy (w znakomitej większości wypadków były to wywózki przymusowe gdyż próba pozyskania ochotników do pracy poprzez kampanię ogłoszeniową przygotowaną przez nazistów spełzła na niczym), po warunki pracy, codzienne problemy z którymi musieli mierzyć się robotnicy przymusowi (głód, choroby, skandaliczne warunki mieszkaniowe, praca ponad siły w poczuciu ciągłego zagrożenia) aż do momentu wyzwolenia w którym to momencie wcale nie kończyły się ludzkie dramaty bo często powrót do Polski wcale nie był wyborem oczywistym.

Sophie Hodorowicz Knab opisuje to wszystko z perspektywy kobiet, które według niektórych szacunków stanowiły ponad połowę polskich pracowników przymusowych w nazistowskich Niemczech. Pracowały w gospodarstwach rolnych, zakładach przemysłowych, przemyśle zbrojeniowych.
Często, oprócz troski o własne życie, zamartwiały się losem swoich dzieci bo "na roboty" wysyłane były całe rodziny a przyzakładowe żłobki i przedszkola które miały opiekować się dziećmi były miejscami gdzie większość z nich umierała już po kilku dniach.
Autorka w swoją opowieść wplata wypowiedzi kobiet które zdecydowały się podzielić wspomnieniami, w tym opowieści swojej mamy. Książkę uzupełniają też liczne zdjęcia.

To nie jest praca naukowa przeznaczona dla wąskiego grona odbiorców. To książka która dzięki przejrzystej konstrukcji i zrozumiałemu językowi ma szansę zainteresować większą rzeszę czytelników.
Ja zachęcam do lektury bo ukazuje ona ten fragment naszej historii o której do tej pory niewiele się mówiło.

pokaż więcej

 
2019-01-04 12:28:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2019, Z biblioteki

Zawiodą się ci którzy sięgając tę książkę liczyli na zapoznanie się z życiem i twórczością Ingmara Bergmana. Autor, który we wstępie tłumaczy że wiele dobrych biografii reżysera napisano już wcześniej, postanowił skupić się na jego życiu prywatnym: relacjach z rodzicami, kolejnych małżeństwach, licznych romansach a także kontaktach (a właściwie ich braku) z kolejnymi dziećmi. Z racji na... Zawiodą się ci którzy sięgając tę książkę liczyli na zapoznanie się z życiem i twórczością Ingmara Bergmana. Autor, który we wstępie tłumaczy że wiele dobrych biografii reżysera napisano już wcześniej, postanowił skupić się na jego życiu prywatnym: relacjach z rodzicami, kolejnych małżeństwach, licznych romansach a także kontaktach (a właściwie ich braku) z kolejnymi dziećmi. Z racji na niezwykle intensywne i barwne życie Ingmara Bergmana materiałów do opracowania miał aż nadto.
I choć można kręcić nosem że książka ta bardziej przypomina artykuły które możemy znaleźć w serwisach plotkarskich i do "prawdziwej" literatury jej daleko to Thomas Sjoberg uniknął języka taniej sensacji i włożył wiele pracy aby przedstawić sylwetkę Bergmana jako syna, męża i ojca w sposób rzetelny i wielowymiarowy.

A wymagało to od pisarza niemałej odwagi bo, czy to za życia reżysera czy już po jego śmiercie, utarło się aby mówić o nim albo dobrze albo wcale. Wszelka krytyka czy nawet przedstawienie innego punktu widzenia na jego twórczość i odbierana jest przez Szwedów jako atak na świętość narodową. Ten kto się na taki krok odważy musi się liczyć z publicznym linczem a nawet, jak pokazuje przykład dziennikarki która ośmieliła się skrytykować jedno z przedstawień teatralnych reżyserowanych przez Bergmana, groźbami karalnymi.

Scenarzysta i reżyser (radiowy, teatralny i filmowy) który zdobył najważniejsze światowe nagrody był tytanem pracy. Praca była azylem i ucieczką od życia w którym do końca poszukiwał miłości, bezpieczeństwa i spokoju (i zdaje się że znalazł to u boku swojej ostatniej żony).
Egocentryk, nadwrażliwiec którego do śmierci prześladowały traumy surowego dzieciństwa kochał być zakochany. Ten stan działał na niego stymulująco. To wtedy tworzył z pasją, bez wytchnienia.
Jednak tak jak szybko się zakochiwał tak szybko mijała mu fascynacja. Regułą stało się że ślub było początkiem końca jego kolejnych związków. Więc szukał dalej zdradzając swoje partnerki i płodząc dziewiątkę dzieci w których wychowanie nie angażował się w ogóle.
5 małżeństw, liczne romanse, 9 dzieci i toksyczna relacja z rodzicami (szczególnie z matką) - o tym opowiada książka "Ingmar Bergman. Miłość, seks i zdrada". To na pewno lektura która wciąga czytelnika jednak mi zabrakło rozwinięcia wątków dotyczących twórczości bohatera. Niby taki był zamysł autora ale ja wolę czytać biografie które o danej postaci opowiadają w sposób całościowy.

Niemniej książka na pewno jest warta uwagi, choćby dlatego aby dowiedzieć jakie ukryte demony napędzały twórcę takich filmów jak "Tam gdzie rosną poziomki" czy "Fanny i Aleksander"

pokaż więcej

 
2019-01-03 15:00:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Z biblioteki
Cykl: Bernard Gross (tom 1)

Tą książką zakończyłam mój czytelniczy rok 2018. Rok niezwykle intensywny jeśli chodzi o przeczytane lektury, obfitujący w wiele ciekawych odkryć i kilka sromotnych porażek. Do tej drugiej kategorii najczęściej zaliczały się pozycje w kategorii thriller/sensacja/kryminał które od zawsze są na mojej liście "chcę przeczytać" gdyż nic mnie tak nie odpręża po ciężkich i poważnych lekturach jak... Tą książką zakończyłam mój czytelniczy rok 2018. Rok niezwykle intensywny jeśli chodzi o przeczytane lektury, obfitujący w wiele ciekawych odkryć i kilka sromotnych porażek. Do tej drugiej kategorii najczęściej zaliczały się pozycje w kategorii thriller/sensacja/kryminał które od zawsze są na mojej liście "chcę przeczytać" gdyż nic mnie tak nie odpręża po ciężkich i poważnych lekturach jak dobrze napisana opowieść z dreszczykiem.
Niestety większość tego typu książek po które sięgnęłam w 2018 roku była mniejszym lub większym bublem promowanym przez agresywne, głośne i zapewne bardzo drogie kampanie reklamowe.

"Skaza" Roberta Małeckiego nie krzyczała na mnie z bilbordów ani półek księgarskich z etykietką "top 10". Okładka jakich wiele (chyba Czwarta Strona ma tylko jednego grafika na etacie tak na marginesie) choć nazwisko jakby znane...
Jednak Małecki (Jakub) i Małecki (Robert) to zupełnie dwa różne światy literackie choć oba intrygują czytelnika i wciągają w kreowane historie. I można by tu się bawić w mówienie o literaturze wyższej i niższej je jednak uważam że literatura jest albo dobra albo zła niezależnie od tego czy pisze się powieści obyczajowe czy kryminały.

A "Skaza" to po prostu dobra książka która posiada wszystkie cechy jakie powinien posiadać porządny kryminał: ciekawą i logiczną zagadkę kryminalną, akcję gdzie wydarzenia następują po sobie prowadząc do finału który jest intrygując i trudny do odgadnięcia ale nie bierze się znikąd i drogą dedukcji bystry czytelnik może sam powoli do niego dojść.
Książka ma też swój niezaprzeczalny klimat: małego miasteczka położonego w "pięknych okolicznościach przyrody", z ciekawą historią i zabytkami. I tak jak kocham Toruń i rokrocznie staram się go odwiedzać tak w Chełmży jeszcze nigdy nie byłam a autor swoimi sugestywnymi opisami sprawił że pomysł takiej wycieczki zaczął chodzić mi po głowie.
Główny bohater, jak to zwykle bywa policjant po dramatycznych przejściach i skomplikowanym życiu rodzinnym, wzbudza sympatię i zaufanie. A jego pasja związana z modelarstwem nadaje mu taki ludzki, normalny wymiar. Bo Bernard Gross to żaden superbohater - ot solidny i pracowity glina i tyle.
Zwłoki dwóch osób (w tym jednej NN) znalezione na i w jeziorze powodują że policjant zaczyna rozgrzebywać stare, nierozwiązane sprawy które swego czasu wstrząsnęły lokalną społecznością.

Dobra książka, dobrze napisana po której wiem że sięgnę po kolejne publikacje tego autora. Polecam!

pokaż więcej

 
2019-01-02 10:11:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Z biblioteki
Seria: Trupia Farma

Antropologia sądowa od kuchni. Bill Bass wraz z Jonem Jeffersonem odkrywa przed czytelnikami tajniki swojej pracy.
To postać kultowa w swoim środowisku. Jego odwaga, myślenie poza schematami i tytaniczna praca spowodowały że dziedzina nauki której jest przedstawicielem rozwinęła się w w ciągu ostatnich dziesięcioleci w zaskakującym tempie a jej ogromne znaczenie w prowadzeniu śledztw jest...
Antropologia sądowa od kuchni. Bill Bass wraz z Jonem Jeffersonem odkrywa przed czytelnikami tajniki swojej pracy.
To postać kultowa w swoim środowisku. Jego odwaga, myślenie poza schematami i tytaniczna praca spowodowały że dziedzina nauki której jest przedstawicielem rozwinęła się w w ciągu ostatnich dziesięcioleci w zaskakującym tempie a jej ogromne znaczenie w prowadzeniu śledztw jest niepodważalne.
Założyciel Antropologicznego Ośrodku Badawczego Uniwersytetu Tennessee zwanego Trupią Farmą najbardziej znany jest właśnie z badań nad rozkładem ludzkich zwłok i osteologią.

Jego praca i dokonania naukowe stały się inspiracją dla pisarzy i twórców filmowych. On sam jest najlepszym propagatorem antropologii sądowej bo "Trupia farma. Nowe śledztwa" to kolejna książka Billa Bassa w której opowiada o ciekawszych przypadkach w swojej naukowej karierze. I robi to ze swadą, w sposób wciągający i zrozumiały nawet dla czytelników nie mają większego pojęcia o naukach z zakresu medycyny.

Każdy rozdział to inne śledztwo (choć do niektórych Bill Bass wraca po latach kiedy rozwój nauki pozwolił ponownie przyjrzeć się nierozwiązanym sprawom) w którym autor uczestniczył. Dziwią więc zarzuty niektórych czytelników mówiące o tym że za dużo w tej książce megalomaństwa i swoistej autopromocji. Ja tak tego nie odebrałam. Jeśli Bill Bass pisze o sprawach w które sam był zaangażowany to nie dziwi że w narracji używa pierwszej osoby liczby pojedynczej. Nigdy też nie zapomina o współpracownikach i zawsze podkreśla ich wiedzę i wkład jaki wnieśli do śledztwa.

Czytając "Trupią farmę. Nowe śledztwa" poznamy sprawy które sam autor zaklasyfikował jako jedne z ciekawszych w swojej karierze - na przykład identyfikację ciał ofiar w eksplozji nielegalnej fabryczki fajerwerków, potwierdzenie po latach przyczyn śmierci idola lat 50 -tych Big Boppera który wraz z Buddym Hollym i Ritchiem Valensem zginęli w katastrofie lotniczej czy ustalenie tożsamości zwłok które uległy prawie zupełnemu spaleniu w porzuconym samochodzie.

To fascynujące opowieści które ukazują że nauka to klucz do większości zagadek które nurtują ludzkość. Czyta się świetnie. Polecam!

pokaż więcej

 
2018-12-30 13:55:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Z biblioteki

Człowiek ikona. Nawet gdy przestał pełnić rolę ministra jeszcze przez długi czas cieszył się zaufaniem społeczenstwa na poziomie ponad 80%. Ideowiec, społecznik, który zawsze starał się żyć i działać w zgodzie z samym sobą. Jego życiorys ma wiele aspektów które z perspektywy czasu można nazwać błędami ale łatwo o tym mówić mając obecną wiedzę o tym jak przez ostatnie dziesięciolecia zmieniała... Człowiek ikona. Nawet gdy przestał pełnić rolę ministra jeszcze przez długi czas cieszył się zaufaniem społeczenstwa na poziomie ponad 80%. Ideowiec, społecznik, który zawsze starał się żyć i działać w zgodzie z samym sobą. Jego życiorys ma wiele aspektów które z perspektywy czasu można nazwać błędami ale łatwo o tym mówić mając obecną wiedzę o tym jak przez ostatnie dziesięciolecia zmieniała się sytuacja polityczna w Polsce. Jacek Kuroń nie tylko te przemiany obserwował ale od wczesnej młodości był ich uczestnikiem. Za swoje zaangażowanie zapłacił wysoką cenę i nie chodzi tylko o lata które spędził w więzieniu ale o fakt iż działalność polityczna była u niego zawsze na pierwszym miejscu. Choć do szaleństwa kochał swoją żonę Gajkę to nie był on przykładnym mężem i ojcem dla swojego jedynego syna Maćka. Ważniejsza była Polska, internowani koledzy czy tworzące się ruchy takie jak KOR a potem Solidarność.

Nie jestem fanką pióra Anny Bikont a to ona wraz z Heleną Łuczywo jest współautorką biografii Jacka Kuronia. Podziwiam jej pracowitość i niezwykłą skrupulatność w zbieraniu informacji ale jej stronniczość i epatowanie własnym zdaniem zawsze mnie drażniło.
Obawiałam się że ta książka, z racji na bliskie relacje obu pań z bohaterem, będzie pomnikiem bez skazy. Na szczęście autorki nie poszły tą drogą. Piszą o Jacku Kuroniu bez cenzury, wytykając mu błędy i potknięcia do których sam też potrafił się po latach przyznać.

"Jacek" to portret człowieka którego celem było sprawienie aby w Polsce żyło się lepiej a miarą tego jak jest zawsze był los tych najsłabszych, wykluczonych.

Mnóstwo w tej książki historii i polityki bo losy bohatera śledzimy od II wojny światowej aż po czasy współczesne. Niektóre fragmenty wymagały dużej samodyscypliny aby przez nie przejść ale bez tego kontekstu trudno byłoby zrozumieć postawę Jacka Kuronia i jego życiowe wybory.

Książkę wzbogacają liczne zdjęcia, fragmenty prywatnej korespondencji między Jackiem Kuroniem a jego żoną które, mi osobie która rzadko się wzrusza, wycisnęły niejedną łzę.

To rzetelna i ciekawie napisana biografia człowieka który w powszechnej pamięci na zawsze zostanie zapamiętany jako ten dla którego los tych wykluczonych - bezrobotnych, niezaradnych życiowo czy pokrzywdzonych przez historię jest wartością nadrzędną.

Zachęcam Was do lektury.

pokaż więcej

 
2018-12-29 14:10:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam

Ta lektura zostawiła mnie z mieszanymi uczuciami. "Obsesja zbrodni" to zapis wieloletniego prywatnego śledztwa dziennikarki Michelle McNamary tropiącej jednego na najwiekszych złoczyńcow Ameryki - gwałciciela i seryjnego mordercy.
Przez dziesięć lat terroryzował on mieszkańcow Kalifornii - najpierw okradjąc domy i gwałcąc samotne kobiety by wkrótce zmienić swój sposób działania na jeszcze...
Ta lektura zostawiła mnie z mieszanymi uczuciami. "Obsesja zbrodni" to zapis wieloletniego prywatnego śledztwa dziennikarki Michelle McNamary tropiącej jednego na najwiekszych złoczyńcow Ameryki - gwałciciela i seryjnego mordercy.
Przez dziesięć lat terroryzował on mieszkańcow Kalifornii - najpierw okradjąc domy i gwałcąc samotne kobiety by wkrótce zmienić swój sposób działania na jeszcze bardziej brutalny. Jego celem stały się pary. Po obezwładnieniu mężczyzny gwałcił kobietę a następnie zabijał ich oboje.
Mimo szeroko zakrojnego śledztwa, udziału w nim profilerów, agentów FBI i odczytania DNA mordercy do dziś jego tożsamość pozostaje tajemnicą.
Czy przestał zabijać bo trafił do więzienia, a może zmarł? Są i tacy, jak chociażby autorka tej ksiażki, którzy wierzą że jego wyciszenie to racjonalna decyzja mordercy na którą wpływ miał rozwój najnowyszych technik śledczych. Gdyby kontynuował swą zbrodniczą działalność teraz, zapewne zostałby złapany a tak pozostaje jednym z największych zbrodniarzy Ameryki którzy nadal mają status "poszukiwany".
Dla dziennikarza śledczego taka historia to woda na młyn. Michelle McNamara od lat zajmowała się pisaniem o niewyjaśnionych sprawach z przeszłości ale to właśnie ta seria brutalnych gwałtów i morderstw pochłonęła ją bez reszty i jako pisarkę i jako człowieka bo do końca życia budziła się i zasypiała z pytaniem kto dokonał tych potwornych zbrodni.
Zdeterminowało ono nie tylko jej pracę ale także życie osobiste bo wszystko podporządkowała temu śledztwu.

Ta książka to zapis tropów na które wpała, wątków które z uporem maniaka śledziła tygodniami by w końcu przyznać sama przed sobą że to ślepy zaułek.
To też historia o ludziach którzy przez lata, po dziś dzień szukają odpowiedzi na pytanie kto stoi za tymi zbrodniami.
Podziwiam ludzi z pasją. Mam do nich ogromny szacunek ale czytając "Obsesję zbrodni" czułam że autorka przekroczyła tę cienką granicę między pasją a szaleństwem. Tak osobiste zaangażowanie sprawia że po drodze gubi się obiektywim i zdrowy rozsądek. A w zawodzie dzienniarza to cechy niezwykle ważne.

Raził mnie też potworny chaos tej książki która została ukończona po śmierci autorki. Niektóre rozdziały napisała sama, niektóre dopisane zostały na podstawie jej wcześniej publikowanych artykułów inne zaś stworzone z nagrań i notatek którymi miała wypełniony cały pokój. Ta historia nie ma takiej płynności narracji do jakiej jestem przyzwyczajona.

Mimo to pozycja jest warta uwagi. Szczególnie polecam ją fascynatom mrocznych historii które napisało samo życie.

pokaż więcej

 
2018-12-21 10:45:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Z biblioteki

Czytanie pierwszych trzydziestu stron szło mi jak po grudzie. Powoli musiałam przypomnieć sobie wydarzenia z pierwszego tomu "Silva Rerum" a także przyzwyczaić się do stylu i języka autorki które są w zdecydowanej opozycji do tego jak pisane są współczesne "bestsellery" (krótkie zdania, prosty język, narracja w pierwszej osobie a 3/4 tekstu to dialogi).
Kristina Sabaliauskaitė opowiada dalszą...
Czytanie pierwszych trzydziestu stron szło mi jak po grudzie. Powoli musiałam przypomnieć sobie wydarzenia z pierwszego tomu "Silva Rerum" a także przyzwyczaić się do stylu i języka autorki które są w zdecydowanej opozycji do tego jak pisane są współczesne "bestsellery" (krótkie zdania, prosty język, narracja w pierwszej osobie a 3/4 tekstu to dialogi).
Kristina Sabaliauskaitė opowiada dalszą część historii rodu Narwojszów w sposób wręcz magiczny. Zdania wręcz kipią od detali, obrazów, kolorów wprowadzając nas w świat bohaterów Anno Domini 1707. Wyobrażam sobie że tak dawniej snuto opowieści: ze swadą, nieśpiesznie, powoli odkrywając przed słuchaczami kolejne wątki.

Dzięki "Silva Rerum II" czytelnik może śledzić dalsze losy bohaterów i miejsc znanych z pierwszej części powieści. Powracamy więc na Litwę: do Wilna, Królewca i rodowej siedziby rodziny Narwojszów - majątku Milkonty. Jednak niespokojne czasy (trwająca wojna północna) sprawiają że zamiast sielskiego życia, dalekich podróży i miłosnych porywów bohaterowie muszą walczyć z przeciwnościami losu: głodem, wojskami nieprzyjaciela i osobistymi tragediami.
Poznajemy kolejne pokolenie rodu Narwojszów - rotmistrza Jana Izydora (syna Kazimierza) i jego żonę których trudne losy są osią tej powieści.
Nie brakuje też postaci z przeszłości wśród których prym wiedzie Urszula Birontowa którą miłość do Jana Bironta swego czasu wyciągnęła zza klasztornych murów.

Tak jak poprzednio i tutaj w tle opisywanych zdarzeń jest wielka historia: wojna, walka o tron, skłócone rody magnackie których żądza władzy i pazerność powoli prowadzi kraj do upadku.

"Silva Rerum II" to godna kontynuacja "Silva Rerum". Napisana przepięknym językiem, pełna emocji i wzruszeń. Polecam!

pokaż więcej

 
2018-12-20 11:02:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Audiobook 2018, Z biblioteki

"Immortaliści" to historia o rzeczach wydawać by się mogło zwyczajnych bo to opowieść o życiu i śmierci jednak napisana w tak niebanalny sposób że pochłonęła mnie bez reszty. Chloe Banjamin opowiadając historię czwórki żydowskiego rodzeństwa mówi o sprawach nad którymi od zarania dziejów zastanawiali się wielcy filozofowie i mędrcy tego świata. Po co żyjemy, co nadaje naszemu życiu sens, jak... "Immortaliści" to historia o rzeczach wydawać by się mogło zwyczajnych bo to opowieść o życiu i śmierci jednak napisana w tak niebanalny sposób że pochłonęła mnie bez reszty. Chloe Banjamin opowiadając historię czwórki żydowskiego rodzeństwa mówi o sprawach nad którymi od zarania dziejów zastanawiali się wielcy filozofowie i mędrcy tego świata. Po co żyjemy, co nadaje naszemu życiu sens, jak wykorzystać czas który został nam dany aby u na końcu drogi odejść z poczuciem spełnienia?

Takie pytania zadaje też sobie rodzeństwo Goldów: Varya, Daniel, Klara i Simon. W ramach zabicia nudy i wiedziona dziecięcą ciekawością cała czwórka idzie na spotkanie z wróżką która podobno słynie z tego że potrafi precyzyjnie przepowiedzieć każdemu datę jego śmierci.
Czy ta informacja sprawi że ich życie będzie lepsze, pełniejsze, bardziej odważne? Czy też zamknie ich w skorupie strachu i czekać będą na nieuniknione?

Autorka opowiada nam cztery historie które tak naprawdę obrazuje różne podejścia do korzystania z życia. Daniel opuszcza rodzinne gniazdo aby żyć w zgodzie ze sobą: tańczy w balecie i kocha z zachłannością jakby każdy dzień był tym ostatnim.
Klara goni za marzeniami. Zostaje iluzjonistką i robi wszystko aby udowodnić że magia istniej naprawdę i to ona ma władzę nie tylko nad swoich życiem ale i śmiercią.
Daniel się buntuje ale nie ma odwagi żyć w zgodzie ze swoim sumieniem. Jest konformistą przekonanym że wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć i to go ostatecznie gubi.
Varya natomiast żyje w ciągłym strachu przed życiem. Boi się odpowiedzialności, zaangażowania. Jej egzystencja przypomina smutną wegetację.

Żyć długo i ostrożnie czy intensywnie jakby życie miało skończyć się jutro? Z takim pytaniem zostawia Chloe Benjamin czytelników jej debiutanckiej powieści. Powieści która bardzo mnie poruszyła i która na pewno będzie wracać do mnie jeszcze nie raz.

"Immortalistów" wysłuchałam w formie audiobooka w interpretacji Filipa Kosiora i muszę powiedzieć że lektor ten zachwycił mnie totalnie. Polecam!

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
576 521 34748
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (234)

Ulubieni autorzy (6)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd