AnnaSikorska 
annasikorska.blogspot.com
kobieta, status: Autorka/Oficjalna recenzentka, dodała: 1 ksiązkę i 57 cytatów, ostatnio widziana 9 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-14 11:41:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Co jest łatwiejsze: bycie dorosłym czy dzieckiem, za które inni podejmą decyzje? Bohaterzy kolejnej książki Anny Łaciny przekonają się, że żadna z tych ról nie jest dobra, bo każda ma ograniczenia, pozostawia bohaterów z poczuciem bezradności oraz utwierdzeniem, że o swoje trzeba bardzo mocno walczyć. I tak jest już na pierwszych stronach powieści, kiedy to do wystrojonej i bardzo dobrze... Co jest łatwiejsze: bycie dorosłym czy dzieckiem, za które inni podejmą decyzje? Bohaterzy kolejnej książki Anny Łaciny przekonają się, że żadna z tych ról nie jest dobra, bo każda ma ograniczenia, pozostawia bohaterów z poczuciem bezradności oraz utwierdzeniem, że o swoje trzeba bardzo mocno walczyć. I tak jest już na pierwszych stronach powieści, kiedy to do wystrojonej i bardzo dobrze przygotowanej do obrony pracy magisterskiej Patrycji dzwoni Eryk (jej chłopak) informując ją, że miał wypadek na rowerze. Na początku reakcja bohaterki nas dziwi: rozgorączkowana Pati rzuca wszystko i pędzi do ukochanego, a później przekłada termin bardzo ważnego egzaminu. Szybko jednak odkrywamy, że od jej uporu i szybkości działania zależy życie mężczyzny chorującego na hemofilię i musi jak najszybciej dostać czynnik krzepnięcia. Pracownicy pogotowia są jednak uparci i chcą pracować według znanych im procedur. Dziewczyna poszkodowanego jednak nie daje za wygraną: używa wszelkich możliwych dróg dojścia, aby przekonać personel. Ma spore szczęście, że jej ojciec należy do ludzi wpływowych… Te wydarzenia wstrząsają nią i pragnie przestać być kimś, komu personel medyczny zada zbywające pytanie: „Czy jest pani kimś z rodziny?”. Matrymonialne plany młodych jednak nie przypadną do gustu ich rodzicom, którzy zaczynają knuć intrygi, przekonywać swoje dzieci, że zawsze mogą żyć razem tak jak do tej pory (czyli bez ślubu i zobowiązań albo znaleźć sobie lepszą partię). Kilkuletni związek jest tu traktowany przez bliskich jak zabawa dzieci w dom. Zapominają, że owe dzieci mają już dwadzieścia parę lat, skończone studia i za chwilę same będą zakładały rodziny.
Dwie przyjaciółki (Patrycję Adler i Magdalenę Dzik) znane czytelnikom książek Anny Łaciny z wcześniejszych książek nie są już licealistkami tylko dorosłymi kobietami przypieczętowującymi swoją edukację obroną pracy magisterskiej. Praca, mieszkanie, pieniądze i ślub zacieśniają ich relacje, a los krzyżuje ich życiorysy z historią siedemnastoletniej Ośki zmuszonej z dnia na dzień do przeprowadzki na drugi koniec Polski, by zamieszkać z nieznanym jej biologicznym ojcem.
Anna Łacina po raz kolejny zabiera nas w świat, w którym wątki młodzieżowe przeplatają się z poważnymi problemami dorosłych, koniecznością dokonywania ważnych wyborów. Każdy bohater należy tu do innego pokolenia, innej grupy społecznej, przez co pisarce udaje się pokazać rozterki pojawiające się na różnych etapach drogi i są ważne właśnie wtedy, kiedy trzeba je przeżywać.
„Ostatnie wakacje” to autonomiczna kontynuacja wcześniejszych książek pisarki: można ją czytać bez znajomości poprzednich, ale miło jest znać nawiązania, wcześniejsze losy i wybory bohaterów, ich trudy życia, wyzwania jakim musieli stawić czoła. Ja zaczęłam czytanie od „Ostatnich wakacji” i później sięgnęłam po wcześniejsze książki. Znajomość tego, co się wydarzy wcale nie odbiera mi przyjemności z czytania. Zwłaszcza, że pisarka ma niesamowity dar wciągania czytelnika w bardzo autentyczną akcję już od pierwszych stron. Bohaterzy poddani prawdopodobnym próbom stają się dzięki temu wyraziści i namacalni. „Ostatnie wakacje” są podsumowaniem i jakby ukoronowaniem „Czynnika miłości”, „Kradzionych róż” i „Miłości pod Psią Gwiazdą”. We wszystkich książkach pisarki pojawia się wątek „medyczny”, czyli zmagania z chorobą, służbami zdrowia, szpitalami, bezdusznością systemu, brakiem refleksyjności, niechęci do słuchania pacjenta. Ponad tym wszystkim dominuje to, co powieściom dodaje pikanterii i sprawia, że są one na bliższe: opowieść o różnego rodzaju miłości: rodzicielskiej, przyjacielskiej, siostrzanej i braterskiej oraz między romantycznej. Te dwa ważne wątki pozwalają pisarce na poruszanie wielu ważnych problemów społecznych: od przemocy w rodzinie, wykluczenia, bezsilność, uprzedzenia po różnego rodzaju układy polityczne, wykorzystywanie wpływów oraz przekonanie rodziców o własnej nieomylności. Dzięki temu w książkach nie ma postaci jednoznacznie dobrych lub złych. Tak właśnie jest i tu. Jeśli bohaterzy są źli to często robią to w imię wiary w dobre wybory.
Polecam wszystkim poszukującym lekkiej lektury poruszającej ważne problemy.

pokaż więcej

 
2018-12-14 10:26:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Wiesz, zanim zaczęłam tu pracować, zupełnie inaczej wyobrażałam sobie ten autorski światek – w głosie Idy dźwięczało coś, jakby rozżalenie. – A teraz patrzę zza kulis i wcale i nie podoba mi się to, co widzę”.
Afera goni aferę – tak w skrócie można powiedzieć o literackim światku. Wszystkiemu pikanterii dodaje to, że od czasu do czasu jego członkowie – mniej lub trafniej – opisują bolączki...
„Wiesz, zanim zaczęłam tu pracować, zupełnie inaczej wyobrażałam sobie ten autorski światek – w głosie Idy dźwięczało coś, jakby rozżalenie. – A teraz patrzę zza kulis i wcale i nie podoba mi się to, co widzę”.
Afera goni aferę – tak w skrócie można powiedzieć o literackim światku. Wszystkiemu pikanterii dodaje to, że od czasu do czasu jego członkowie – mniej lub trafniej – opisują bolączki trawiące środowisko. Coraz częściej doprawione jest to trupem. Wypadający ze stron denat pomaga obnażyć wiele charakterów i lepiej pokazać ułomność uczestników wydarzeń. Tak jest i w przypadku powieści Małgorzaty J. Kursy wprowadzającej nas w tajniki pracy niesamowicie dobrej Agencji Literackiej TERCET (wyidealizowanej do granic możliwości) zajmujące się promocją książek. Już po pierwszej (zapowiadającej zawartość) stronie możemy domyślić się, że bohaterki „fikcyjnego” portalu będą pokazane jako zbawczynie literackiego światka i na pewno w tej kwestii się nie zawiedziemy. Nie znaczy to, że są one pokazane jako osoby bez wad. Oj, co to to nie. Każda ma jakieś tam przywary. Wszystko oczywiście tłumaczone tym, że działają w słusznej sprawie. Z tego powodu sporo w nich pogardy i poczucia wyższości, którymi niejednej osobie wchodzą za skórę. A że to światek literacki, to wiadomo, że nie raz pewnie są uśmiercane.
W końcu nie bez przyczyny funkcjonuje w nim żartobliwe powiedzenie: „Wejdź za skórę pisarzowi, a on Cię uśmierci”. Może nie naprawdę, ale w powieści. A jeśli nie uśmierci to zrobi z Ciebie mordercę lub karykaturę, a to czasami jest gorsze od literackiej zbrodni. Zwłaszcza dla osób bez dystansu i w przypadku nieżyczliwych pisarzy, o których wiemy, że wcale nie mieli dobrych intencji. Obok tej zasady funkcjonuje: przysłuż się pisarzowi, a zrobi z Ciebie superbohatera. Na takich chwytach w tym roku pojawiło się już pięć książek (może być więcej, ale tyle ja przejrzałam). Wszystkie łączy opisywanie literackiego światka i zbrodnia, wokół której toczy się akcja. Może zbieg okoliczności, może publiczne pranie brudów, a może o prostu pisarze umówili się ze sobą, że zabawią się czytelnikami i ich skojarzeniami? Wcale bym się jednak nie zdziwiła, gdyby chodziło o pierwszą opcję, bo z tego przywileju korzystało wielu literatów z Henrykiem Sienkiewiczem rozprawiającym się z rodziną byłych teściów na czele, więc nie ma się, co dziwić małym. Jednak ostatnia opcja podoba mi się najbardziej i zachęca do czekania na kolejne takie odsłony mniej lub bardziej życzliwych karykatur. Może i troszkę z małym dystansem, ale z ogólnie przebijającym ciepłem, dzięki któremu nawet postaci potraktowane jako ofiary i mordercy zostają nieco przypudrowane, pokazane ze zrozumiałą motywacją, a przez to stające nam się bliskie. Jedno jest pewne: jeśli zna się literacki światek to opisane osoby będą rozpoznawalne w książkach. Tak jest i w książce „Wiedźmy na gigancie” Małgorzaty J. Kursy.
Przygoda bohaterek z literatami zaczyna się od Majki Potoczek mającej po dziurki w nosie swojej dotychczasowej pracy. Gabinet psychologa pozwalający jej na spore zarobki przyprawia ją o ból głowy i coraz częściej ma wrażenie, że swoich klientów z warszawskiego światka korpoludków wizyty u niej dają poczucie pewnego awansu społecznego, podnoszenia pozycji towarzyskiej, a wszystko przez to, że chodzenie do psychologa stało się modne. Nikt nie chce uleczyć swojej duszy, rozwiązać problemy tylko mieć możliwość pochwalenia się znaną terapeutką. Takie podejście pacjentów sprawia, że bohaterka nie chce już pracować w zawodzie i zamierza oddać się słodkiemu nieróbstwu z książką w ręku. Szybko odkrywa, że o dobrą literaturę bardzo trudno. Zauważa, że polecane przez blogerów pozycje często są bardzo kiepskie, a pisarze uchodzący za gwiazdy to pozerzy. I to właśnie staje się motywem stworzenia Agencji Literackiej TERCET, do której szybko dołączają dwie poznane na fb autorki. Do zespoły trzech wiedźm i pana sekretarka (były policjant) dochodzi jeszcze młodziutka, znająca się na obsłudze stron internetowych i kochająca dobrą literaturę stażystka. Do literackiego światka jesteśmy wprowadzeni przez pryzmat działalności pracowniczek agencji mających poczucie misji. Oczywiście nie każdemu takie podejście się podoba. Zwłaszcza początkujący pisarze liczą na wielkie hołdy. Odrzucenie i krytyczne recenzje bolą. Wiedźmy mają jednak swoją złotą zasadę: nie wchodzimy dwa razy do tej samej wody. A co jeśli woda pcha się nam oknami i drzwiami? Wtedy zaczynają pojawiać się kłopoty.
Woda to oczywiście czterdziestoletni autor humorystycznych kryminałów, o którym wiedźmy bardzo szybko, by zapomniały, gdyby nie to, że on ciągle do nich wraca: a to za pomocą nieżyczliwych opinii o książkach jego konkurencji, a to przez niedopracowany kryminał napisany z gwiazdą obyczajówek, a później przez wygrażanie się, przeprosiny i tak w kółko coś. Wszystko przez to, że Adam (aż korci, żeby napisać Adaś) Grandzik to narcyz o mentalności nastolatka robiącego sobie kolejne selfie i śledzącego przybywające lajki i pochlebne opinie. Jednak, kiedy wychwyci jakąkolwiek krytyczną notkę wpada w szał porównywalny do paniki kilkulatka, któremu ktoś zabrał ulubioną zabawkę. Kto pracuje w środowisku literackim może wymienić takich postaci więcej niż ma palców… Adaś to skumulowanie tych przywar w jedne osobie. Nie zabraknie też gwiazd wypluwających co trzy miesiące kolejną nowość czy blogerek piszących nieskładnie, a także donosicieli, intrygantów. A wszyscy oni stanowią zaledwie plankton dla grubych ryb literatury, które faktycznie zapracowały na swój sukces i zasłużyły na miano najlepszych, a dzięki temu mogą skupić się na pisaniu i noszeniu garniturów oraz wyglądaniu tak jakby właśnie wyskoczyli z żurnala. Tych jednak naprawdę niewielu. Większość debiutantów z przerośniętym ego pragnie zająć ich miejsce i do takich właśnie należy nasz „ulubieniec” Adaś (którego pierwowzór także napisał książkę o zbrodni w literackim światku). Akcja toczy się wokół pomysłów na kolejne powieści i ich promocję. Problem bohatera polega na tym, że chce być uwielbiany za wszelką cenę. Nie jest w tym osamotniony, co każdego dnia przysparza pracownikom agencji sporej ilości pracy, a czasami czyni ich pracę bardzo niebezpieczną. Na pewno nie zabraknie tu trupów. Ofiarami nie zawsze będą osoby, na które polują urażeni pisarze.
Pomysł na fabułę nie jest oryginalny. W tym roku jest to moja piąta lektura o podobnej akcji z podobnymi bolączkami, opisująca zbyt dosłownie niedawne afery, które działy się w literackim światku, dzięki czemu bohaterzy są, aż nazbyt rozpoznawalni, przez co powieść może być krzywdząca dla wielu pisarzy. Trzeba jednak przyznać pisarce, że dobrze dobrała postaci, skomponowała akcję, dzięki czemu czytelnik nieznający literackiego światka będzie mógł mu się troszkę przyjrzeć, poznać słabości, niedomówienia, przepychanki i ostrą walkę o pozycję na rynku. Zostajemy wprowadzeni w tajniki literackich wojenek (a wszystkie prawdziwe) mających wynieść intrygantów na szczyty, a konkurencję zostawić, gdzieś w tyle. Można odnieść wrażenie, że ta powieść (podobnie jak wszystkie innych pisarzy o tej tematyce) też jest taką potyczką mającą przypomnieć o pisarce, która dzięki aferze wokół jej książki chce stać się sławniejsza. Czy jej się to udało? Mnie trudno to ocenić, bo nie znam wyników sprzedaży.
Jeśli oczekujecie, że będzie to książka wybitna to niestety się zawiedziecie, bo osoby związane z portalem dbającym o poziom literatury wcale nie piszą wybitnie. Ja jednak oczekiwałam rozrywki w postaci dużej dawki humoru oraz tych zapowiadanych trupów, a także napięcia związanego ze śledztwem. Na wszystko to trzeba tu czekać połowę książki. Nim ofiary zaczną słać się gęsto będziemy wprowadzeni w szereg zabawnych sytuacji, które osoby spoza środowiska na pewno rozbawi i skłoni do stwierdzenia, że mają „literackiego Smarzowskiego”, czyli dzieło przerysowane, uwypuklające wady i ze zbyt wyraźnie rozpoznawalnymi bohaterami oraz wydarzeniami. Myślę, że jest to kolejna książka, po którą powinny sięgnąć osoby zaczynające swoją przygodę z literackim światkiem, aby mogły dowiedzieć się, co je tak naprawdę czeka.

pokaż więcej

 
2018-12-13 10:03:28
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Agnieszka Wojdowicz, Morze trzcin. Księga życia Hili Campos, Warszawa „Nasza Księgarnia” 2018
Życie Hili Campos i jej bliskich staje się pretekstem do opowiedzenia trudnych dziejów żydów tułających się po Europie i szukających idealnego miasta, w którym czuliby się bezpiecznie. Wypędzeni z katolickiej Hiszpanii, prześladowani w całej Europie, wykorzystywani wysokimi opłatami, prześladowani...
Agnieszka Wojdowicz, Morze trzcin. Księga życia Hili Campos, Warszawa „Nasza Księgarnia” 2018
Życie Hili Campos i jej bliskich staje się pretekstem do opowiedzenia trudnych dziejów żydów tułających się po Europie i szukających idealnego miasta, w którym czuliby się bezpiecznie. Wypędzeni z katolickiej Hiszpanii, prześladowani w całej Europie, wykorzystywani wysokimi opłatami, prześladowani przez katolickich piratów osiadają w mieście najbardziej przyjaznym – Wenecji. Ale i tu trudy życia dają im się we znaki. Wysoki czynsz, utrudniające rozwijanie możliwości zarobku prawa i przepisy izolujące ich od chrześcijan sprawiają, że mieszkanie w nowym miejscu to walka o przetrwanie. Zmuszeni do sprostania wymagającym przepisom katolickich właścicieli miasta oraz surowych norm gminy żydowskiej ciągle poddawani kaprysom losu wiodą nieustabilizowane życie.
Opowiadająca nam dzieje swojej rodziny Hilia Campos pochodzi z typowej kupieckiej rodziny. Kiedy ojciec wyrusza po nowe towary w domu pozostają kobiety i synowie doglądający składu. Ich życie płynie wokół pracy, ciągłych starań, nauki. Każdego dnia po spełnieniu domowych obowiązków zabierają się do pracy. Kobiety w tym domu specjalizują się w naprawianiu starych koronek. Mimo niesamowitej biegłości w sztuce nowych ubrań niestety nie mogą wyrabiać i sprzedawać, ponieważ prawo im tego zabrania. Nawet brzemienna bratowa do ostatniej chwili ciężko pracuje. Mężczyźni w tym czasie pomagają w magazynie chrześcijańskiego wspólnika, dzięki któremu ich ojciec mógł wyruszyć na wyprawę, ponieważ żydzi mają zakaz posiadania okrętów. Przyjaźń między chrześcijańskim i żydowskim rodem to przede wszystkim wspólnota interesów pozwalających na bogacenie się, zapewnienie stabilności finansowej oraz pozycji w społeczeństwie.
Wspomnienia z idealnej przeszłości pomagają nam poznać trudne losy wygnania. Żyjący w przyjaznej Hiszpanii przodkowie cieszyli się bogactwem i powodzeniem. Jednak po wydaniu edyktu przez królów katolickich Ferdynanda i Izabeli (1492 rok, będący też rokiem odkryć geograficznych) rodzina Ignacia Severina (Menachema) musi uciekać. Pierwszym przystankiem rodu Campos jest Lizbona, później Antwerpia. Starają się ukrywać swoją żydowską tożsamość, ale nie jest to łatwe. Wenecja wydaje się wybawieniem na tej pełnej prześladowań drodze wiodącej z rodzinnego Toledo.
Z każdą stroną przekonujemy się, że weneckie, idylliczne życie bardzo odbiega od wizji raju: obłożone przepisami, nakazami, zabobonami, niepewne, a do tego naznaczeni, by łatwo było ich odróżnić: „Naznaczeni żółtym piętnem, przygnieceni nadmiernym podatkami, oddzieleni murem getta od morza i siedzib patrycjuszy”. Zaradni i płacący wysokie czynsze żydzi stają się doskonałym źródłem miejskiego dobrobytu, który – tak samo jak zaufanie i całkowita wolność - przybyszom nigdy nie będzie dany.
„Córka głosu. Księga życia Hili Campos” rozpoczyna życie żydów w XVI wiecznej Wenecji, w której brutalne prawa tworzą nie tylko chrześcijanie, ale i mieszkańcy gminy żydowskiej pilnujących moralności członków swojej społeczności. Przezorny ród ruszy w kolejną tułaczkę: „Wędrowanie miałam we krwi, bo w przeszłości przez tysiąclecia wymuszały ja na moich przodkach prześladowania, obmowy, fałszywe oskarżenia, pogromy i naciski, by wyrzec się korzeni, odrzucić tradycję, przehandlować wolność za życie. Czujność i dalekowzroczność uczyniły mój naród nomadami, a jego dom był tam, gdzie stawał obozem i rozkładał namioty”. W „Morzu trzcin”, będącym drugim tomem „Księgi życia Hili Campos” zawiła droga doprowadzi zamorskich Sefardyjczyków do Zamościa. Poznajemy dalsze losy rodziny uciekającej przed brutalnym prawem zabraniającym wchodzenie w związki osób należących do dwóch odmiennych religii. Ścigani jak przestępcy młodzi zostają surowo ukarani. Antonię (przyjaciółkę Hili) rodzina zamyka w klasztorze, a David (brat narratorki) jako żyd obcujący z chrześcijanką musi odpokutować swoje winy na galerach. Pozostali członkowie rodziny uciekają do odległego Zamościa, miasta całkowicie odmiennego od Wenecji, pozornie bardziej przyjaznego i otwartego, pozwalającego przybyszom na kupienie domu. Akademickie, postępowe miasto mieści w swoich ludziach ludzi o różnych narodowościach i należących do odmiennych religii, a przez to izolujących się od innych. Podzielona na wewnętrzne gminy i dzielnice miejscowość pełna jest kontrastów. Dzięki Hili Campos wchodzimy w gwarne uliczki pełne najrozmaitszych towarów i kupców z różnych części świata. Tu bogactwo miesza się z biedą, akceptacja z zawiścią i dyskryminacją. Los żydowskiej rodziny przeplata się z życiem wykluczonej przez społeczeństwo Frozyną, córką zmarłego kata, a później jeszcze stambulskimi żydówki: Szikmą i Miriam, siostrami o odmiennych charakterach. Agnieszka Wojdowicz za sprawą Hili opowiadającej o swoim życiu wprowadza nas w życie rodzinne, pokazuje różnice kulturowe między żydami mieszkającymi w różnych częściach świata i ich wędrowny tryb życia. Pojawi się też wątek zamiłowania do ksiąg i nauki, które są w stanie złączyć ludzi różnych wyznań. Wejdziemy także w świat starć między studentami, poznamy ówczesne problemy, z jakimi borykał się plebs, zagrożenia czyhające na przybyszów, bezradność wobec chorób oraz zabobonów.
Całą rodzinna historię przybliża nam młoda, ale wyjątkowo dojrzała Hila snująca opowieść, przez co książka zyskuje formę gawędy z nielicznymi dialogami i bogatymi opisami żydowskiej obrzędowości. Hila zabiera nas w świat pogrzebów, rozwodów, narodzin, ślubów, świąt. W zawiłej historii rodu nie zabraknie nieszczęść, smutku, ale są też radości dodające blasku codziennym trudnościom łączących rodziny żydowskie i chrześcijańskie. Do tego staniemy się świadkami wystąpień proroków, którzy po przekroczeniu murów getta i głoszenia swojej misji na chrześcijańskich placach razem z wyznawcami są łapani przez inkwizycję. Kilkukrotnie pojawi się wątek czarów.
„Młode” (założone w 1580 r.) miasto, do którego trafiają bohaterzy osiemnaście lat od założenia wcale nie oznacza całkowitej przemiany społecznej i odmiany losu wykluczonych, ale pomaga w znalezieniu tymczasowego domu w zaprojektowanym przez Bernardo Morendo zgodnie z zasadami idealnego miasta. Wygodne, szerokie ulice okazują się jednak wąskie, kiedy przepełniają go tłumy przybyszów, wśród których łatwo zginąć, zagubić się. Tętniące życiem miasto otwarte na mieszkańców z różnych regionów wzmacniało gospodarkę regionu i pozwalało na dobrobyt jego mieszkańców. Dzięki temu w nowym mieście rodzina Hili wystawiona na wiele prób nie może narzekać na zasobność. Ona jednak wymaga ciągłe pracy, zaangażowania w liczne zajęcia. Każdy dzień członków rodziny wypełniony jest zadaniami: doglądaniem domu oraz interesów, a także przestrzeganiem przepisów religijnych. Mogłoby się wydawać, że Zamość będzie dla przybyszów miejscem idealnym. Nim jednak zdążą nacieszyć się wytchnieniem Hila straci męża i tylko narodziny córki pozwolą jej na nowo odzyskać siły do życia. Przybywający z czasem domownicy odmieniają nowe miejsce i wnoszą do codzienności gwar, do jakiego bohaterka przywykła z nieprzyjaznej Wenecji, za którą mimo wszystko tęskni.
Poza losami rodziny Hila opowiada o znajomych, odwiedzających ich dom przybyszach i dzięki temu „Morze trzcin” to także historia o miejscu kobiet w społeczeństwie, ich dyskryminacji, przemocy wobec nich, zbrodniach dokonanych na oprawcach, lękach o potomstwo i konieczności ciągłego dbania o zachowanie dobrego imienia.
„Księga życia Hili Campos” Agnieszki Wojdowicz to lektura bogata w historyczne i kulturowe szczegóły, dlatego polecam ją każdemu, kto jeszcze nie zna losów żydów, a jest nimi zainteresowany i nie wie od czego zacząć ich zgłębianie. Dzięki pisarce wchodzimy w ten żydowski świat powoli, dostajemy codzienność przeplataną świętami i obrzędami. Stopniowo poznajemy najważniejsze żydowskie święta, związane z nimi zwyczaje, pełnione w czasie obrzędów role przez poszczególnych członków rodziny.

pokaż więcej

 
2018-12-12 10:52:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Pisanie o tematach poważnych bez dołowania czytelnika to nie lada wyzwanie i Natasza Socha ma ten dar. Pisarka potrafi poruszyć poważne tematy w sposób bardzo lekki, przystępny, a czasami okraszony humorem. Nie boi się sięgać po tematy drażliwe, łamiące kulturowe uprzedzenia, podkreślające wady określonych grup społecznych czy problemów wynikających z uprzedzeń Genderowych. Tym razem Natasza... Pisanie o tematach poważnych bez dołowania czytelnika to nie lada wyzwanie i Natasza Socha ma ten dar. Pisarka potrafi poruszyć poważne tematy w sposób bardzo lekki, przystępny, a czasami okraszony humorem. Nie boi się sięgać po tematy drażliwe, łamiące kulturowe uprzedzenia, podkreślające wady określonych grup społecznych czy problemów wynikających z uprzedzeń Genderowych. Tym razem Natasza Socha na warsztat wzięła temat bardzo ważny i poważny: chorobę i umieranie.
Magda i Aleksander Grefowie dowiadują się, że ich dwuletnia Ola jest chora na raka: IV stadium neuroblastoma. Diagnoza zwala ich z nóg, wywołuje rozpacz i jednocześnie zmusza do walki o ukochane dziecko, które dopóki żyje dopóty będzie dawało nadzieję na możliwość wygrania z nowotworem.
Drugą chorą jest czternastoletnia Karolina Majewska mieszkająca z mamą, ponieważ kilkanaście lat wcześniej ojciec je porzucił i wyjechał do Australii. Do niełatwego życia bohaterek wkracza chłoniak anaplastyczny. Walka z chorobą całkowicie zmienia bohaterki.
Muszę przyznać szczerze, że do napisania o tej książce zabierałam się już od ponad pół roku, a wszystko przez to, że bardzo trudno pisać o powieści poruszającej tak ważne i wzbudzającej skrajne emocje, z którymi mamy do czynienia od początku lektury. Żal, strach, histeria, rozpacz, a później oswajanie się z nimi, szukanie dobrych stron, poszukiwanie radości życia oraz nadziei i znowu popadanie w przepaść braku wiary w powodzenie. Dzięki pisarce stajemy się świadkami ważnych i trudnych dla bohaterów wydarzeń, śledzimy naturalny proces „żałoby” rodziców, którzy odkrywają, że życie ich dziecka wisi na włosku. W obliczu choroby zwyczajne problemy stają się zadziwiająco śmieszne.
W „Aptece marzeń” mimo bardzo trudnego tematu wejdziemy też w świat marzeń. Dowiemy się jak ważne jest planowanie, posiadanie celów, jakie pragnienia mogą mieć odchodzące dzieci, że poza leczeniem trzeba zadbać o ich samopoczucie i budowanie wiary w siebie. Odkryjemy, że młodzi bohaterzy mają takie pragnienia jak wielu ich rówieśników: wziąć udział w programie telewizyjnym, spotkać ulubioną piosenkarkę, wcielić się w magika, mieć ulubione kwiaty w ogródku, pracować jako policjant czy… znaleźć dawcę szpiku. Spełnianie ich marzeń może odmienić życie małych pacjentów i ich rodzin, czasami wprowadzić radość w ostatnie chwile i dać siłę do walki, a czasami wyznaczyć nową drogę w życiu. Natasza Socha pokazuje nam bardzo ważną rzecz: leczenie jest ważne, ale poza nim ważna jest dbałość o samopoczucie pacjenta i jego rodziny, bo tylko ludzie mający radość mogą mieć siły do dalszej walki. Dobre samopoczucie jest ważniejsze od wszystkich lekarstw, bo bez niego leczenie nie ma znaczenia.
„Apteka marzeń” Nataszy Sochy to lektura ważna, pokazująca trudne tematy, podpowiadająca, w jaki sposób my możemy zaangażować się w pomoc nawet jeśli nie mamy pieniędzy, aby obdarować nimi potrzebujących. Zawarte w książce historie pomagają też nabrać dystansu do naszych własnych problemów, nieco inaczej spojrzeć na własne życie i zobaczyć jak w nim wiele dobrego.
Kiedy sięgamy po „Aptekę marzeń” warto być świadomym, że nie jest ona wytworem pisarskiej wyobraźni. Są to historie konkretnych ludzi ubrane w słowa. Wszystko zaczęło się od spotkania przez autorkę swojej koleżanki ze studiów, Doroty Raczkiewicz, będącej szefową Drużyny Szpiku, dzięki której pisarka spotkała się z rodziną Grefów. Ta znajomość stała się punktem wyjścia do napisania „Apteki marzeń”, w której bohaterów w różnym wieku i o odmiennym pochodzeniu łączy choroba i walka z nią. W ten sposób rodzi się niezwykła przyjaźń odmieniająca życie dwóch głównych bohaterek: Oli i Karoliny, które trafiają na ten sam oddział w szpitalu.
„Apteka marzeń” to nie tylko opowieść o walce, ale też o ludzkiej bezinteresowności, sile jaka tkwi w grupie oraz w tym, że każdy z nas może zarejestrować się jako dawca szpiku i dać chorym nadzieję. A może to my kiedyś będziemy potrzebowali takiej pomocy? Przeczytajcie, przemyślcie i dołączcie do dawców szpiku, bo życie potrafi nieźle zaskoczyć.

pokaż więcej

 
2018-12-12 09:38:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Dziennik cwaniaczka (tom 13)

W ramach wprowadzania w „świąteczne i zimowe klimaty” warto przeczytać dwa tomy „Dziennika cwaniaka”: „No to lecimy” i „Jak po lodzie”. Oczywiście żadna z tych części przygód Grega nie będzie „pachniała choinką”, ale zimy w nich nie zabraknie. No, może nie do końca, bo pierwsza zabierze nas na święta w… tropiki, a przecież nie ma nic mniej kojarzącego się nam z Bożym Narodzeniem jak urlop pod... W ramach wprowadzania w „świąteczne i zimowe klimaty” warto przeczytać dwa tomy „Dziennika cwaniaka”: „No to lecimy” i „Jak po lodzie”. Oczywiście żadna z tych części przygód Grega nie będzie „pachniała choinką”, ale zimy w nich nie zabraknie. No, może nie do końca, bo pierwsza zabierze nas na święta w… tropiki, a przecież nie ma nic mniej kojarzącego się nam z Bożym Narodzeniem jak urlop pod palmami. Za to możemy być pewni, że bohaterzy dostarczą nam sporej dawki śmiechu i świetnej rozrywki, ponieważ nie ma nic bardziej niebezpiecznego od podróży w wykonaniu rodziny Heffleyów. Kiedy już ochłoniecie z gorącej atmosfery w tym tomie zapraszam do najnowszego, czyli „Jak po lodzie”. Tym razem zimy będzie sporo, nawet jeśli na początku wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że nie ma co liczyć na ochłodzenie. Greg ze specyficznym jemu dystansem poruszy kwestie globalnego ocieplenia, anomalii pogodowych i stanie się ofiarą sportów zimowych. Oczywiście w tym wszystkim nie może zabraknąć szkoły i zmagań ze zmieniającą się pogodą, która przyczyni się do chaosu i bałaganu w szkole, odwoływania zajęć oraz walki na skarpetki. W ramach walki o przetrwanie nasz bohater będzie chodził w ubraniach psa swojej babci i ukradkowo ogrzewał się w barze szybkiej obsługi, ale jak na pechowca przystało nie może go ominąć zimowa walka o terytorium, a jest czego bronić, bo górka ze śniegiem do zjeżdżania na sankach w oczach dzieci nie może pomieścić wszystkich i zamiast cieszyć się przyjemnym zjeżdżaniem zbudują prawdziwe śniegowe forty, które runą w starciu z odśnieżarką.
We wszystkich tomach „Dziennika cwaniaczka” akcja mknie niczym pociąg pośpieszny (oczywiście nie w Polsce), a wydarzenia nieuchronnie następują po sobie niczym w dominie: jeden przewrócony klocuszek powoduje prawdziwą lawinę zdarzeń, które jedynie może zatrzymać przewrócenie się wszystkich.
Całość napisano w formie dziennika wzbogaconego ilustracjami autora. W poszczególnych akapitach pierwszoosobowy narrator (Greg) przeskakuje z tematu na temat, co sprawia, że lektura jest bardzo interesująca i wciągająca. Zdania w stronie czynnej, duża dawka humoru – to wszystko sprawia, że kolejny tom „Dziennika cwaniaczka” wciąga od pierwszych stron i po przeczytaniu jednej części nie sposób nie sięgnąć po kolejne, dlatego zdecydowanie polecam wszystkim młodym czytelnikom, którzy uważa, że książki są nudne. Tu nie ma czasu na znudzenie. Akcja galopuje, do tego kolejne wydarzenia okraszone prostym humorem sytuacyjnym sprawiają, że lektura zdecydowanie poprawia humor.
Fabuła każdego tomu zawsze ma temat przewodni. Raz są nim wakacje, innym razem święta, nauka w gimnazjum, relacje z rodzeństwem, twarde wychowanie, dojrzewanie, konsekwencje złych czynów, pierwsze związki, rodzinne wyprawy czy kult przeszłości rodziców. Niedługie nakładające się na siebie scenki wprowadzające kolejne elementy napięcia i kończące się zabawnym rozwiązaniem sprawiają, że lekturę czyta się bardzo szybko i z zainteresowaniem. Aby dodatkowo urozmaicić czytanie w książce nie zabraknie elementów komiksowych, dzięki czemu sięgają po nią również młodzi przeciwnicy spędzania wolnego czasu z książką. Naszpikowanie dużą dawką humoru skutecznie zachęca dzieci do czytania.
"Dziennik cwaniaczka. Jak po lodzie" to lektura doskonała do czytelników powyżej piątego roku życia (wtedy oczywiście czytają rodzice). Niewinna fabuła kryje w sobie wiele prawd, nad którymi można rodzinnie dyskutować, a do tego rozbawi zarówno dzieci, jak i dorosłych, a opornych czytelników zachęci do czytania. Książka ma tak duże powodzenie, że powstają kolejne tomy, wznowienia, tłumaczenia, a nawet filmy o przygodach pechowego Grega. Zdecydowanie polecam wszystkim, którzy szukają pomysłu na zimową lekturę dla swoich pociech.

pokaż więcej

 
2018-12-11 11:44:01
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Znacie ludzi, którzy wszystkiego się boją, w każdym zdarzeniu, zjawisku upatrują wielką katastrofę lub lokalne zagrożenie? W każdej społeczności znajdzie się co najmniej jedna taka osoba. Co by było, gdyby tacy panikarze byli dziećmi chodzącymi do jednej klasy? O takich uczniach jest seria książek „Szkolne szaleństwa” i „Szkoła trzęsiportków” autorstwa Pameli Butchart, która w swoich... Znacie ludzi, którzy wszystkiego się boją, w każdym zdarzeniu, zjawisku upatrują wielką katastrofę lub lokalne zagrożenie? W każdej społeczności znajdzie się co najmniej jedna taka osoba. Co by było, gdyby tacy panikarze byli dziećmi chodzącymi do jednej klasy? O takich uczniach jest seria książek „Szkolne szaleństwa” i „Szkoła trzęsiportków” autorstwa Pameli Butchart, która w swoich opowieściach dziecięcą nadinterpretację i strach rozwinęła do granic możliwości. Tytuły serii bardzo sugestywne (zwłaszcza drugi skierowany do młodszych czytelników) i możemy się domyślić, że każde szkolne zdarzenie będzie tu pretekstem do snucia nieprawdopodobnych scenariuszy wywołujących u logicznie myślących czytelników wywołane wielkim zdziwieniem uniesienie powiek, a nawet otwarcie ust. O przygodach bohaterów można śmiało powiedzieć „Są rzeczy na niebie i ziemi, które nie śniły się filozofom”. A cóż takiego się nie śniło przekonacie się w kolejnych autonomicznych tomach, których motyw przewodni staje się pretekstem do snucia kolejnych wizji globalnych, szkolnych lub klasowych zagrożeń, poszukiwań nadprzyrodzonych mocy, tłumaczenia normalnych zjawisk paranormalnymi, wywołującymi panikę nawet u najbardziej opanowanych uczniów, ponieważ strach jest zaraźliwy i irracjonalny. Jak bardzo? Przekonajcie się sami, a pękniecie ze śmiechu. Oczywiście z tym pękaniem to tylko żartowałam. Nie ma się czego bać. Śmiech będzie bezpieczny i bardzo zdrowy oraz oczyszczający, ponieważ pozwoli dzieciom spojrzeć na wiele uprzedzeń i zabobonów z nieco innej perspektywy i odpowiedniego dystansu. Do tego w obu seriach występują ci samo bohaterzy, mają podobną nadgorliwość w snuciu teorii spiskowych i zapewnią nam tyle samo zabawy oraz mądrego ukrytego dydaktyzmu: nie należy za wcześnie wyciągać wniosków.
Tym razem szkolne życie przewraca do góry nogami tajemnicze zniknięcie Pana Stopka. Zamiast zrzędliwego pana przejścia dla pieszych pilnuje miła Pani Stopek. Dzieci przyzwyczajone do wcześniejszego pracownika służb porządkowych wszczynają śledztwo, w którym nie zabraknie nadprzyrodzonych zjawisk z duchami włącznie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że zaginiony Pan Stopek wraca do uczniów jako upór. Zadaniem uczniów będzie udobruchanie widma i zapewnienie szkole spokoju. Bardzo szybko okaże się, że nadprzyrodzone zjawiska da się wyjaśnić bardzo zwyczajnie. A co z zaginionym? O tym musicie przeczytać sami.
Takie snucie podejrzeń związanych ze zniknięciem Pana Stopka sprawia, że w szkole bardzo szybko wybucha panika i jedyną osobą, która może zapobiec katastrofie jest… Pan Stopek, który może dokładnie wyjaśnić, w jaki sposób doszło do niezwykłych wydarzeń. Wszystkie wyjaśnienia będą proste i logiczne.
W serii „Szkolne szaleństwa” każda książka to jedna opowieść, natomiast „Szkoła trzęsiportków zawiera trzy krótsze opowieści w jednym tomie. Opowiedziane przez pisarkę historie są autonomiczne, dlatego można sięgać po nie wybiórczo. Łączy je to, że wszystkie historie są zabawne, posiadają dużą dawkę absurdalności, a przez to w czasie czytania nie sposób się nie śmiać.
Zaletą każdej książki z serii jest to, że są one nieduże, z niewielką ilością tekstu, krótkimi rozdziałami, sporą ilością zabawnych ilustracji w odcieniach szarości i dominującego na okładce koloru. Ten zabieg sprawia, że są one ożywiające, przyciągają wzrok. Dzięki temu ciekawemu zabiegowi proste i dynamiczne ilustracje Thomasa Flinthama doskonale wprowadzają młodych czytelników w akcję opowieści, której bohaterzy są bardzo różnorodni, ale łączy ich jedno: uwielbiają się bawić i fantazjować.
Całość dopełnia duża czcionka, odpowiednie rozmieszczenie tekstu, wytłuszczenie, podkreślenie oraz zakreślenie niektórych wyrazów. Te zabiegi sprawiają, że dzieci w czasie czytania nie nudzą się. Na końcu lektury znajdziemy podsumowanie pozwalające zrozumieć kolejne wydarzenia z akcji. Opowieści bardzo dobrze czyta się na głos i doskonale sprawdzają się również w przypadku przedszkolaków lubiących słuchać czytanych książek. Zdecydowanie polecam!

pokaż więcej

 
2018-12-11 09:54:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Powiedzonka z „mocą” od dawna weszły do naszego języka. Jak wprowadzić w nie nasze dzieci i zarazić swoją pasją? Można sięgnąć po serial stworzony przez Lego oraz książki, których na rynku wydawniczym jest sporo. My szczególnie upodobałyśmy sobie te z Wydawnictwa Egmont, dlatego co jakiś czas opowiadam Wam o kolejnych. Mamy już na swojej liście „Star Wars. Przebudzenie Mocy. Historia Rey” i
...
Powiedzonka z „mocą” od dawna weszły do naszego języka. Jak wprowadzić w nie nasze dzieci i zarazić swoją pasją? Można sięgnąć po serial stworzony przez Lego oraz książki, których na rynku wydawniczym jest sporo. My szczególnie upodobałyśmy sobie te z Wydawnictwa Egmont, dlatego co jakiś czas opowiadam Wam o kolejnych. Mamy już na swojej liście „Star Wars. Przebudzenie Mocy. Historia Rey” i
„Star Wars. Krótkie opowieści na dobranoc”. Dziś kolejny tom wprowadzający nas w świat galaktycznej wojny z imperium. Możemy dokładniej poznać historię bohaterów „Gwiezdnych wojen”, świecie wykreowanym przez George’a Lucasa i kontynuowanym w różnego rodzaju sequelach, spin-offach, książkach, komiksach, serialach, grach tworząc z serii rozległą franczyzę przyczyniającą się do rozwoju fikcyjnego uniwersum.
Jedną z takich odsłon jest „Złota księga bajek. Star Wars. Historie z odległej galaktyki” będąca kompendium wiedzy o wykreowanym przez twórców „Gwiezdnych wojen”. W tej niepozornej lekturze z interesującymi i przyciągającymi wzrok ilustracjami znajdziemy wszystko, co do tej pory ukazało się w ramach serii. Każdy film w tej publikacji ukazany jest w formie przystępnej dla młodych czytelników bajki, w której akcja wydaje się dużo szybsza niż w filmach. Dzięki temu możemy przekazać dzieciom swoją miłość do filmów, wprowadzić w kod powiedzonek oraz poruszyć ważne tematy tyranii.
W książce znajdziemy takie historie jak: „Mroczne widmo", „Atak klonów", „Zemsta Sithów", „Nowa nadzieja", „Imperium kontratakuje", „Powrót Jedi", „Przebudzenie mocy", "Ostatni Jedi", „Jestem szturmowcem”, „Jestem Jedi”, „Jestem bohaterem” i „Stwory obcy i bestie”. Wszystko w bardzo przystępnej formie z dużą ilością ilustracji, dzięki czemu po książkę mogą sięgnąć już przedszkolaki uwielbiające słuchać opowieści o galaktycznych przygodach filmowych bohaterów. O ile filmy mogą znudzić młodych widzą to opowieści zawarte w tej książce na pewno nie pozwolą na znużenie. Lektura pozwoli nam dokładnie poznać losy rodu Skywalkerów i poznać powiazania między bohaterami.
„Historie z odległej galaktyki” to książka napisana bardzo prostym językiem. Będzie ona doskonałą przygodą wprowadzającą zarówno w świat filmów „Star Wars”, jak i całą literaturą powstałą dookoła nich. Lekturę adresowano dla czytelników w wieku szkolnym, ale myślę, że może po nią sięgnąć każdy, kto jeszcze nie widział „Gwiezdnych Wojen” i chciałby zacząć tę niezwykłą przygodę z jednym z tworów popkultury.
Opowieść toczy się wokół podejmowania życiowych wyborów, szukaniem własnego miejsca w świecie, odkrywania swojej drogi, walki dobra ze złem. Szybka akcja i prosty język sprawią, że młody czytelnik nie znudzi się w czasie lektury. Niedługą fabułę wzbogacono zdjęciami z filmu. Kolejne rozdziały to poszczególne obrazy z filmu. Akcja w nich zawiera się na kilku stronach, co ułatwia czytanie młodym czytelnikom.
Książkę polecam wszystkim miłośnikom „Gwiezdnych wojen” i tym, którzy chcą taką miłość do filmu rozbudzić w dzieciach.

pokaż więcej

 
2018-12-10 12:13:07
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Smerfy przede wszystkim kojarzą nam się z małymi niebieskimi ludzikami płci męskiej z małymi wyjątkami na Smerfetkę i Sasetkę. Znane kilku pokoleniom komiksowe postaci stworzył belgijski rysownik Pierre Culliford znany jako Peyo. Smerfy szybko stały się bohaterami filmów oraz serialu animowanego, a popularność postaci sprawiła, że po śmierci artysty jego syn, Thierry Culliford, przy współpracy... Smerfy przede wszystkim kojarzą nam się z małymi niebieskimi ludzikami płci męskiej z małymi wyjątkami na Smerfetkę i Sasetkę. Znane kilku pokoleniom komiksowe postaci stworzył belgijski rysownik Pierre Culliford znany jako Peyo. Smerfy szybko stały się bohaterami filmów oraz serialu animowanego, a popularność postaci sprawiła, że po śmierci artysty jego syn, Thierry Culliford, przy współpracy z artystami tworzy kolejne historie. To właśnie wielkie zainteresowanie sprawia, że co jakiś czas do miłośników małych niebieskich istot trafiają nie tylko gadżety, ale i nowe odsłony przygód. Nie brakuje też wznowień starszych. Tym razem do moich rąk trafił album będący efektem pracy syna twórcy Smerfów, Luca Parthoens, Alaina Maury i Paola Maddaleniego. Od wcześniejszych kontynuacji odróżniają go bohaterzy. Tym razem trafiamy do wioski dziewczyn. Znane nam Smerfy też tam są oczywiście, ale z wizytą, w czasie której mają okazję zmierzyć się z gospodyniami w różnego typu zawodach, które organizowane są każdego roku. Ku zaskoczeniu przybyszów mieszkanki osady są niezwykle sprawne. Każdego roku zawody wygrywała bardzo sprawna Burza. Tym razem kroku dotrzymuje jej Osiłek. Jednak sprawdzanie, kto jest sprawniejszy i sprytniejszy nie jest tematem przewodnim. W czasie trudnych starć uczestnicy zauważają, że woda z wodospadów coraz słabiej płynie. Sprawę oczywiście trzeba zbadać. W celu rozwiązania zagadki wyrusza ekspedycja.
„Zdrada Jaskierki” to przede wszystkim opowieść o przyjaźni, rozwiązywaniu problemów bez krzywdzenia nawet złośliwych i groźnych zwierząt, które nie zawahałyby się, aby skrzywdzić innych, sile tkwiącej w tłumie i uprzedzeniach. Dowiemy się, że wioska dziewczyn działa równie sprawnie jak ta chłopaków i posiada podobne struktury. Mnie interesuje jedna ważna rzecz, której w tym albumie nie pokazano: czy w dziewczęcej społeczności też są dwa męskie Smerfy?

Po raz kolejny kontynuatorzy Smerfów wykazali się pomysłowością dostarczając swoim czytelnikom interesującą i pouczającą historię. Duet Thierry’ego Culliforda i Luca Parthoensa doskonale wyczuwa sposób prowadzenia fabuły przez poprzednika i również z wprawą serwuje parę zwrotów akcji, w których Smerfy mimo różnych przeciwności losu zawsze wychodzą obronną ręką.
Całość prezentuje się interesująco i dostarcza znakomitą rozrywkę dzieciom oraz miłośnikom Smerfów. Kontynuatorzy doskonale radzą sobie ze stylem, jaki stworzył Peyo, a do tego skutecznie rozwijają i tworzą nowe wątki, wprowadzają troszkę odświeżenia, poruszają ważne, aktualne tematy. Dlatego wśród nowych albumów nie zabraknie wątków z hazardem, technologiami, skąpstwem, czy płciowości obarczonej sporymi uprzedzeniami kulturowymi i wieloma innymi tematami, przez co tworzą zupełnie inne Smerfy, ale zachowują sposób pisania poprzednika raz jego kreskę i kolorystykę, dzięki czemu nowe albumy doskonale wpisują się w to, co znamy. Dzięki identyczności rysunków miłośnicy pierwotnych Smerfów będą czuli satysfakcję z czytania. Wizyta w wiosce dziewczyn na pewno będzie pouczającym doświadczeniem młodych czytelników.

pokaż więcej

 
2018-12-07 10:02:04
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Świąteczny zawrót głowy może przyprawić każdego o ból głowy. Zwłaszcza, kiedy zaczyna się tuż po Wszystkich Świętych i nastawiony jest na konsumpcję, czyli konieczność kupowania, kupowania i jeszcze raz kupowania, aby zbudować świąteczny klimat. Może da się uniknąć tego całego zamieszania i wielkich wydatków. Tylko jak to zrobić? Jeśli zadanie nie jest łatwe i wymaga dużej kreatywności to... Świąteczny zawrót głowy może przyprawić każdego o ból głowy. Zwłaszcza, kiedy zaczyna się tuż po Wszystkich Świętych i nastawiony jest na konsumpcję, czyli konieczność kupowania, kupowania i jeszcze raz kupowania, aby zbudować świąteczny klimat. Może da się uniknąć tego całego zamieszania i wielkich wydatków. Tylko jak to zrobić? Jeśli zadanie nie jest łatwe i wymaga dużej kreatywności to możemy być pewni, że jest to doskonała misja dla Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka, czyli bohaterów dziewiątego tomu serii książek „Emi i Tajny klub Superdziewczyn” pt. „Idą święta”. Oj idą. I to w zawrotnym tempie. A do tego zmuszają do nielubianego wysiłku: gruntownych porządków, ozdobienia domu, przygotowania dużej ilości jedzenia i kupienia jeszcze większej ilości drogich prezentów. Tylko czy naprawdę to wszystko jest potrzebne, aby poczuć świąteczny klimat? Bohaterzy opowieści będą mieli nie lada wyzwanie. Zwłaszcza, że w czasie, kiedy za oknem pada (a raczej leje) deszcz trudno zbudować bożonarodzeniowy nastrój. Możemy być jednak pewni, że jak zwykle poradzą sobie z tym zadaniem doskonale i żaden rodzinny zjazd nie będzie im groźny.
Akcja tomu toczy się wokół przygotowań, wymyślania i robienia ozdób oraz prezentów, pomysłów na pomoc innym, ale też jak zwykle nie zabraknie sporo ciekawostek z historii i technologii. Dzieci dowiedzą się czym był telegram, co to takiego telegraf i że pierwsze komputery zajmowały klika pokoi, a także to skąd pochodzi najlepszy cynamon. Nie zabraknie też informacji o zdrowym żywieniu się, gimnastyce. Mamy Emi i Flo namiętnie uprawią jogę. Do tego dowiemy się dlaczego minimalizm jest świetny i zapobiega nadmiernemu bałaganieniu. Nie zabraknie też przepisu na smaczne pierniki i wiele innych smakołyków, które można przygotować na święta.
Seria opowieści o Emi Agnieszki Mielech w naszym domu towarzyszy nam już kilka lat i ciągle cieszy się sporym powodzeniem. Myślę, że sekret tkwi w tym, że poza pomysłami na zabawę pisarka bardzo umiejętnie przemyca sporo wiedzy. Emi to nasza ulubiona bohaterka książek dla młodych czytelniczek. Cała seria książek ma już ponad dziesięć tomów, w których akcja toczy się wokół działalności Tajnego Klubu Superdziewczyn. Kiedy w pierwszym tomie poznajemy Emi ma ona sześć lat i chodzi do zerówki. Nie jest to jednak zerówka przedszkolna tylko szkolna, co wpływa na powagę instytucji. Dzieci czują się poważniejsze, ważniejsze, doroślejsze i przez to zaczynają wymyślać coraz bardziej „dorosłe” zabawy, które przewidują rozdział płci: dziewczynki bawią się razem i chłopcy razem. Do tej pory wszyscy wspólnie organizowali wspaniałe przygody. Rozłam niesie jednak dużo dobrego: dziewczynki pod przewodnictwem Emi zakładają Tajny Klub Superdziewczyn., w ramach którego bohaterki planują zajmować się interesującymi rzeczami, aby w ich życie już nigdy więcej nie wdarła się nuda. Wśród licznych wyzwań nie zabraknie rozwiązywania zagadek, śledzenia, a do tego cynicznego spojrzenia na dorosłych. Z każdym tomem bohaterowie są starsi, bardziej doświadczeni, a sam klub się rozrasta. Poza dziewczynami pojawiają się w nim chłopcy, ponieważ członkinie cenią sobie intelekt, oczytanie, spostrzegawczość, wiedzę i zaangażowanie. Przynależność do założonego przez przedszkolaków klubu, który przetrwał kilka lat wymaga wielu umiejętności, chęci ich rozwijania i poszukiwania nowych pozytywnych cech. Niezwykła pasja oraz optymizm bohaterek sprawiła, że książki cieszą się nie tylko u nas dużym powodzeniem. Pokaźny stosik z przygodami Emi, który trafił do szkoły podstawowej jest rozchwytywany zarówno przez dziewczynki, jak i chłopców, ponieważ bohaterzy książek Agnieszki Mielech nikogo nie dyskryminują.
W każdym tomie bohaterzy mają wiele wyzwań pozwalających odkryć swoje mocne strony i uczących, że dziewczynki są samodzielne, mądre i potrafią bardzo wiele zdziałać, współpracować, tworzyć i rozwiązać zawiłe zagadki, a nawet poruszyć tłumy, czy pomagać innym.
Wielkim plusem publikacji jest zachęcanie dzieci do wykorzystania zdobytej wiedzy. Bohaterzy po każdej dawce nowych informacji planują nowe, ważne zadania.
„Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Idą święta” to interesująca lektura o młodych bohaterach ciekawych otoczenia. Pisarka pokazuje nam, że każdy element, mała zmiana mogą stać się pretekstem do poszerzania wiedzy. W uczniach jeszcze nie zniknęła dziecięca ciekawość, która wydaje się być podsycana przez zaangażowanych nauczycieli oraz rodziców mających interesujące zajęcia. Każdy jest tu niepowtarzalny i na swój sposób zwariowany. W książce nie zabraknie też sporej dawki humoru, a także tego jak sobie radzić z antypatiami.
Opowieść (podobnie jak całą serię opowieści o Emi) wzbogacono interesującymi ilustracjami Magdaleny Babińskiej. Niedługie rozdziały, prosty język i szybka, wciągająca akcja sprawiają, że dzieci chętnie sięgają po książkę. Ze względu na poszerzanie się Tajnego Klubu Superdziewczyn o chłopaków po książkę mogą sięgnąć i chłopcy pragnący przeżyć magiczne święta. Czytelnicy razem z Emi odkryją jakie umiejętności i rzeczy przydadzą im się w czasie świątecznych przygotowań. Wśród wielu propozycji zajęć nie zabraknie pieczenia słodkości (wszystko dziecinnie proste), przygotowywania prezentów oraz ozdób. Po tej lekturze nasze pociechy będą miały wiele pomysłów na samodzielne zabawy w czasie miesiąca przed świętami, a do tego wyręczą nas w ozdabianiu domu. Zdecydowanie polecam!

pokaż więcej

 
2018-12-07 08:50:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Basia

Seria książek Zofii Staneckiej z ilustracjami Marianny Oklejak zawsze cieszą się w naszym domu dużym powodzeniem. Do tej pory trafiały do nas opowieści zawierające scenki z życia wzięte pozwalające dzieciom na przyjrzenie się własnemu otoczeniu z nieco innej perspektywy, zachęcające do przedyskutowania problemów, zrozumienia świata dorosłych, przygotowania do ważnych wydarzeń. Zaskakujące i... Seria książek Zofii Staneckiej z ilustracjami Marianny Oklejak zawsze cieszą się w naszym domu dużym powodzeniem. Do tej pory trafiały do nas opowieści zawierające scenki z życia wzięte pozwalające dzieciom na przyjrzenie się własnemu otoczeniu z nieco innej perspektywy, zachęcające do przedyskutowania problemów, zrozumienia świata dorosłych, przygotowania do ważnych wydarzeń. Zaskakujące i śmieszne sytuacje pokazane przez pisarkę w opowieściach sprawiają, że zarówno dziecko, jak i dorosły nie nudzą się w czasie lektury. Zofia Stanecka posługuje się prostym, żywym językiem (zdania w stronie czynnej), dzięki czemu opowieści są interesujące. Kolejną cechą rozpoznawalną serii są ilustracje Marianny Oklejak. Prostota kształtów i barw oraz zobrazowanie scenek z lektury pozwala skutecznie przyciągnąć uwagę młodych czytelników. Rysunki ilustratorki są bardzo zbliżone do sposobu rysowania dzieci, co zachęca je do rysowania przygód ulubionej bohaterki. Wszystkie tomy łączy właśnie ciekawa fabuła, pokazywanie i objaśnianie świata bez nachalnego moralizatorstwa i świetne ilustracje. O ile te rzeczy są wspólne dla całej serii to już wygląd poszczególnych tomów jest nieco inny. Wszystkie są solidne, z twardą okładką i bardzo dobrym szyciem stron, przez co doskonale sprawdzają się jako wielokrotne lektury. Ostatnio miałyśmy okazję czytać trzy książki odbiegające wyglądem i stylistyką od pozostałych: „Basię i zwierzaki” z pomysłami na świąteczne ozdoby (naprawdę warto kupić do czytania w czasie świąt lub przed nimi), „Basię i lato pod psem” będącą zbiorem opowieści składających się na powieść dla dzieci oraz „Basia. Bajki na dobranoc”. O dwóch pierwszych już opowiedziałam. Teraz przyszedł czas na ostatnią, która najbardziej mnie zaskoczyła, a córka pokochała ją jak wszystkie inne.
Jak sam tytuł wskazuje w tej książce znajdziemy bajki, a raczej baśnie. Chociaż i to ostatnie stwierdzenie będzie złe, ponieważ nie są to ludyczne opowieści dla dorosłych, ale krótkie, wymyślone przez poszczególnych bohaterów opowieści wymyślane, aby mały Franek mógł spać. Każdy z członków rodziny Basi zabiera się za to zadanie i przez to otrzymujemy sześć części zawierającej cztery opowieści. Każda postać jest w innym wieku, ma inne doświadczenia i zainteresowania, i to doskonale widać w opowieściach. Historie Basi skupiają się wokół niedźwiedzi (w końcu misiek Zdzisiek musi doczekać się dobrych opowieści o nim), żelkach (opowiadanie o jedzeniu może przywołać słodkie sny), psie (czyli zwierzaku, o którym marzy) i swoich psotach. Bajki Dziadka sięgają do jego dzieciństwa. Wspomina on swojego psa oraz przygody z nauką latania, miłych i beztroskich chwilach, kiedy ludzie częściej i łatwiej się cieszyli. Opowieści Babci mają w sobie coś z magii. Są o niezwykłych, zaczarowanych, nieuchwytnych rzeczach, niezwykłych zjawiskach. Z kolei mama do tej magii wprowadza troszkę realizmu, opowiada o zaobserwowanych w ciągu dnia rzeczach, dorabia do nich historię. Tata z kolei tworzy serię opowieści o dzielnym rycerzu Franku Kolanku potrafiącym rozwiązać nawet najbardziej skomplikowane problemy. Wszystko oczywiście bez przemocy i z pokazaniem, że dobrem możemy zmieniać ludzi na lepsze. Z kolei Janek w swoich opowieściach wciela się w rolę superbohatera ratującego świat przed zagładą. Oczywiście jak na niezwykłą postać przystało nie jest rozumiany przez rodziców, a szczególnie mamę, która każde mu sprzątać zamiast ratować ludzkość. Janek jest jednak bardzo dzielny i z wszystkim doskonale sobie radzi. Nawet z podstępnym bałaganem w swoim pokoju.
Zofia Stanecka po raz kolejny po mistrzowsku pokazała dzieciom i rodzicom codzienność. Tym razem są to zwyczajne rzeczy ubrane w baśniowy strój, przez co pisarka i ilustratorka po raz kolejny udowodniły, że mają niesamowite wyczucie dziecięcej wrażliwości.

pokaż więcej

 
2018-12-06 12:32:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Pies i dziecko to niezawodny duet pozwalający stworzyć interesującą, wciągającą i pełną humoru fabułę. Wystarczy tylko być dobrym obserwatorem i pełnymi garściami czerpać z tego, co niesie nam rzeczywistość. Znany z takich kultowych postaci komiksowych jak duet Ptysia i Billa. Powstająca od 1959 roku seria początkowo oparta była na opowiadaniach Maurice’a Rosy, ale Jean Roba z czasem nabrał... Pies i dziecko to niezawodny duet pozwalający stworzyć interesującą, wciągającą i pełną humoru fabułę. Wystarczy tylko być dobrym obserwatorem i pełnymi garściami czerpać z tego, co niesie nam rzeczywistość. Znany z takich kultowych postaci komiksowych jak duet Ptysia i Billa. Powstająca od 1959 roku seria początkowo oparta była na opowiadaniach Maurice’a Rosy, ale Jean Roba z czasem nabrał samodzielności i dzięki temu stał się zarówno rysownikiem i autorem większości tekstów zawartych w komiksie o dość specyficznym klimacie. Dlaczego nietypowym? Ze względu na to, jak dziś widzi się dzieciństwo, a jak ono wyglądało ponad 60 lat temu. Nie znaczy oczywiście, że będzie tu bicie dzieci. Co to to nie! Raczej brak telefonów, tabletów, komputerów, a życie rodzinne będzie pokazanie przez pryzmat przygód dziecka i jego relacji ze zwierzętami oraz rodzicami. Kolejność wymienionych relacji oczywiście zamierzona, bo Ptyś to kilkuletni uczeń, który nie potrzebuje już ciągłego pilnowania przez rodziców i dzięki temu może przeżywać naprawdę niezwykłe i fascynujące przygody. Zwłaszcza, że ma takich pomocników jak Bill i Caroline, ale o tym później. Najpierw troszeczkę historii, bo jest ona tu ważna
„Ptyś i Bill” („Boule et Bill”) na początku ukazywał się w belgijskim magazynie „Spirou”. Debiut rysownika, który do tej pory wyłącznie tworzył ilustracje do magazynu i pomagał innym autorom był mini-opowieściami zawierającymi 32 strony w czasopiśmie. Ta niewielka rzecz miała wielkie znaczenie w życiu Roba, który już niedługo stał się autorem własnej, powoli rozrastającej się serii, której kontynuację przekazał Laurentowi Verron, swojemu uczniowi i współpracownikowi, z którym złączyło go wysłane przez młodego artystę portfolio z karykaturami i kilkoma komiksami. Opowiadam Wam o tym wszystkim, ponieważ jest to ważne ze względu na to, że pierwszy tom „Ptysia i Billa” zawiera gagi Roba i jego współpracownika, a drugi to wynik samodzielnej pracy artysty. Jestem ciekawa efektów samodzielnej kontynuacji przygód komiksowych bohaterów przez młodego rysownika.
Wszystkie odcinki w niewielkich (jednostronowych) wycinkach pokazują domowe przygody siedmioletniego Billa i jego psa Ptysia, dość wiekowego cocker Spaniela, rodziców i żółwia Caroline. Delikatnie antropomorfizowane zwierzęta w zasadzie zachowujące się jak normalne domowe pupile z przebłyskami niezwykłych talentów i nietypowych dla swoich gatunków zachowań często stają się motorem napędowym kolejnych gagów: czasami są to zaloty, czasami zabiegi związane z kąpielą, ale też sporo tu momentów zapędzania zwierząt do wcielania się w role, jakie Ptyś i jego przyjaciele nadają im w zabawie. Od czasu do czasu razem z bohaterem wybierzemy się do szkoły, gdzie pomocni zwierzęcy przyjaciele podpowiadają mu w czasie lekcji. Nie zabraknie też spacerów z tatą po mieście. Jednak zawsze takie przyjemności kończą się tragicznie: a to więzieniem, a to omdleniem w sklepie muzycznym, czy mdłości na statku, a nawet wylądowanie w szpitalu i całkowite zagipsowanie.
Poszczególni członkowie rodziny pokazani są tu z ich słabościami, niedociągnięciami, chęcią popisania się kończącą się wielką katastrofą. Rodzina Ptysia wydaje się być szczególnie narażona na różnego rodzaju nieszczęścia, zbiegi okoliczności czy naciąganie na niezwykłe atrakcje, które okazują się przereklamowane. Nie zabraknie też humorystycznego spojrzenia na rodzicielstwo, kiedy to małżeństwo może w końcu cieszyć się czasem wolnym dla siebie, ponieważ dziecko już śpi, pies i żółw także i można w końcu wspólnie spokojnie zjeść kolację przy świecach. Czar oczywiście bardzo szybko i dość brutalnie pryska, bo Ptyś koniecznie musi dołączyć do rodziców (nie wiem jak w Waszych domach, ale u nas to także norma). W całym komiksie moim zdaniem najwyrazistsza jest postać psa. Bill, co prawda nie umie mówić i jest tylko zwierzęciem, ale za to ucieka się do wielu sztuczek, aby zyskać to, czego chce. W myślach komunikuje się z domownikami i potrafi rozmawiać z innymi zwierzętami, do których należy jego najlepsza przyjaciółka, Caroline będąca żółwiem, z którym łączy go niezwykła więź. Bill to bardzo zaradny i bystry bohater, który robi wszystko, aby mieć więcej jedzenia, mniej ruchu, więcej leżenia na fotelach i jak najmniej kąpieli. Aby jej uniknąć gotowy jest nawet zjeść mydło. Mimo wielu wad pies w domu to wielka pomoc. Zwłaszcza taki z dużymi uszami może pomóc posprzątać liście, a w czasie wakacji nad morzem wygrać konkurs na najwspanialszy zamek z piasku.
Ze względu na czas, kiedy komiksy powstawały mamy tu dość Genderowy model rodziny: mama Ptysia wykonuje wszystkie domowe obowiązki i zapobiega wielu katastrofom wynikającym z pomysłów syna i jego zwierząt. Rola ojca skupia się na zarabianiu pieniędzy. Jako wychowawca i opiekun syna zdecydowanie się nie sprawdza, bo jego pomysły kończą się porażkami. Życie rodzinne nie pozostaje bez wpływu na jego pracę. Na szczęście zawsze w porę z pomocą przychodzi mu syn i zwierzęta, które dla dobra sprawy stają się nawet bohaterami reklam. W otoczeniu Ptysia nie zabraknie też antypatycznej starszej sąsiadki będącej wdową po pułkowniku i mieszkającą z nieznośnym kotem. Od czasu do czasu w opowieściach pojawia się też nielubiany i dokuczliwy kolega Gerard, szef taty, kuzynka, najlepszy przyjaciel, z którym nasz młody bohater czasami się droczy.
Wielkim plusem tych tomów jest to, że zawierają one niedługi humorystyczne historyjki, od których trudno się oderwać. Myślę, że spodoba się Wam i Waszym dzieciom. U nas w domu komiksy te cieszą się sporym powodzeniem. Zdecydowanie polecam!

pokaż więcej

 
2018-12-06 12:31:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Pies i dziecko to niezawodny duet pozwalający stworzyć interesującą, wciągającą i pełną humoru fabułę. Wystarczy tylko być dobrym obserwatorem i pełnymi garściami czerpać z tego, co niesie nam rzeczywistość. Znany z takich kultowych postaci komiksowych jak duet Ptysia i Billa. Powstająca od 1959 roku seria początkowo oparta była na opowiadaniach Maurice’a Rosy, ale Jean Roba z czasem nabrał... Pies i dziecko to niezawodny duet pozwalający stworzyć interesującą, wciągającą i pełną humoru fabułę. Wystarczy tylko być dobrym obserwatorem i pełnymi garściami czerpać z tego, co niesie nam rzeczywistość. Znany z takich kultowych postaci komiksowych jak duet Ptysia i Billa. Powstająca od 1959 roku seria początkowo oparta była na opowiadaniach Maurice’a Rosy, ale Jean Roba z czasem nabrał samodzielności i dzięki temu stał się zarówno rysownikiem i autorem większości tekstów zawartych w komiksie o dość specyficznym klimacie. Dlaczego nietypowym? Ze względu na to, jak dziś widzi się dzieciństwo, a jak ono wyglądało ponad 60 lat temu. Nie znaczy oczywiście, że będzie tu bicie dzieci. Co to to nie! Raczej brak telefonów, tabletów, komputerów, a życie rodzinne będzie pokazanie przez pryzmat przygód dziecka i jego relacji ze zwierzętami oraz rodzicami. Kolejność wymienionych relacji oczywiście zamierzona, bo Ptyś to kilkuletni uczeń, który nie potrzebuje już ciągłego pilnowania przez rodziców i dzięki temu może przeżywać naprawdę niezwykłe i fascynujące przygody. Zwłaszcza, że ma takich pomocników jak Bill i Caroline, ale o tym później. Najpierw troszeczkę historii, bo jest ona tu ważna
„Ptyś i Bill” („Boule et Bill”) na początku ukazywał się w belgijskim magazynie „Spirou”. Debiut rysownika, który do tej pory wyłącznie tworzył ilustracje do magazynu i pomagał innym autorom był mini-opowieściami zawierającymi 32 strony w czasopiśmie. Ta niewielka rzecz miała wielkie znaczenie w życiu Roba, który już niedługo stał się autorem własnej, powoli rozrastającej się serii, której kontynuację przekazał Laurentowi Verron, swojemu uczniowi i współpracownikowi, z którym złączyło go wysłane przez młodego artystę portfolio z karykaturami i kilkoma komiksami. Opowiadam Wam o tym wszystkim, ponieważ jest to ważne ze względu na to, że pierwszy tom „Ptysia i Billa” zawiera gagi Roba i jego współpracownika, a drugi to wynik samodzielnej pracy artysty. Jestem ciekawa efektów samodzielnej kontynuacji przygód komiksowych bohaterów przez młodego rysownika.
Wszystkie odcinki w niewielkich (jednostronowych) wycinkach pokazują domowe przygody siedmioletniego Billa i jego psa Ptysia, dość wiekowego cocker Spaniela, rodziców i żółwia Caroline. Delikatnie antropomorfizowane zwierzęta w zasadzie zachowujące się jak normalne domowe pupile z przebłyskami niezwykłych talentów i nietypowych dla swoich gatunków zachowań często stają się motorem napędowym kolejnych gagów: czasami są to zaloty, czasami zabiegi związane z kąpielą, ale też sporo tu momentów zapędzania zwierząt do wcielania się w role, jakie Ptyś i jego przyjaciele nadają im w zabawie. Od czasu do czasu razem z bohaterem wybierzemy się do szkoły, gdzie pomocni zwierzęcy przyjaciele podpowiadają mu w czasie lekcji. Nie zabraknie też spacerów z tatą po mieście. Jednak zawsze takie przyjemności kończą się tragicznie: a to więzieniem, a to omdleniem w sklepie muzycznym, czy mdłości na statku, a nawet wylądowanie w szpitalu i całkowite zagipsowanie.
Poszczególni członkowie rodziny pokazani są tu z ich słabościami, niedociągnięciami, chęcią popisania się kończącą się wielką katastrofą. Rodzina Ptysia wydaje się być szczególnie narażona na różnego rodzaju nieszczęścia, zbiegi okoliczności czy naciąganie na niezwykłe atrakcje, które okazują się przereklamowane. Nie zabraknie też humorystycznego spojrzenia na rodzicielstwo, kiedy to małżeństwo może w końcu cieszyć się czasem wolnym dla siebie, ponieważ dziecko już śpi, pies i żółw także i można w końcu wspólnie spokojnie zjeść kolację przy świecach. Czar oczywiście bardzo szybko i dość brutalnie pryska, bo Ptyś koniecznie musi dołączyć do rodziców (nie wiem jak w Waszych domach, ale u nas to także norma). W całym komiksie moim zdaniem najwyrazistsza jest postać psa. Bill, co prawda nie umie mówić i jest tylko zwierzęciem, ale za to ucieka się do wielu sztuczek, aby zyskać to, czego chce. W myślach komunikuje się z domownikami i potrafi rozmawiać z innymi zwierzętami, do których należy jego najlepsza przyjaciółka, Caroline będąca żółwiem, z którym łączy go niezwykła więź. Bill to bardzo zaradny i bystry bohater, który robi wszystko, aby mieć więcej jedzenia, mniej ruchu, więcej leżenia na fotelach i jak najmniej kąpieli. Aby jej uniknąć gotowy jest nawet zjeść mydło. Mimo wielu wad pies w domu to wielka pomoc. Zwłaszcza taki z dużymi uszami może pomóc posprzątać liście, a w czasie wakacji nad morzem wygrać konkurs na najwspanialszy zamek z piasku.
Ze względu na czas, kiedy komiksy powstawały mamy tu dość Genderowy model rodziny: mama Ptysia wykonuje wszystkie domowe obowiązki i zapobiega wielu katastrofom wynikającym z pomysłów syna i jego zwierząt. Rola ojca skupia się na zarabianiu pieniędzy. Jako wychowawca i opiekun syna zdecydowanie się nie sprawdza, bo jego pomysły kończą się porażkami. Życie rodzinne nie pozostaje bez wpływu na jego pracę. Na szczęście zawsze w porę z pomocą przychodzi mu syn i zwierzęta, które dla dobra sprawy stają się nawet bohaterami reklam. W otoczeniu Ptysia nie zabraknie też antypatycznej starszej sąsiadki będącej wdową po pułkowniku i mieszkającą z nieznośnym kotem. Od czasu do czasu w opowieściach pojawia się też nielubiany i dokuczliwy kolega Gerard, szef taty, kuzynka, najlepszy przyjaciel, z którym nasz młody bohater czasami się droczy.
Wielkim plusem tych tomów jest to, że zawierają one niedługi humorystyczne historyjki, od których trudno się oderwać. Myślę, że spodoba się Wam i Waszym dzieciom. U nas w domu komiksy te cieszą się sporym powodzeniem. Zdecydowanie polecam!

pokaż więcej

 
2018-12-06 09:05:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Nędznicy (tom 2)

„Winny jest nie ten, kto grzeszy, lecz ten kto roztacza ciemnotę”.
Istnieje dziwny przesąd, że socjalizm zaczął się od Karol Marksa. Jednak kiedy spojrzymy na czas, kiedy była Rewolucja Francuska, w jaki sposób rosła świadomość konieczności zmian w społeczeństwie uświadomimy sobie, że to właśnie we Francji powstał pierwszy ferment mający na celu zburzyć rządy oligarchii na świecie. Bogaci...
„Winny jest nie ten, kto grzeszy, lecz ten kto roztacza ciemnotę”.
Istnieje dziwny przesąd, że socjalizm zaczął się od Karol Marksa. Jednak kiedy spojrzymy na czas, kiedy była Rewolucja Francuska, w jaki sposób rosła świadomość konieczności zmian w społeczeństwie uświadomimy sobie, że to właśnie we Francji powstał pierwszy ferment mający na celu zburzyć rządy oligarchii na świecie. Bogaci ponad miarę arystokraci i żyjący w ubóstwie ludzie z niższych warstw społecznych, w których praca nie pozwala nawet na zapewnienie wyżywienia pracującym. To było powodem do wczesnego posyłania dzieci do zajęć zarobkowych. Idylliczne beztroskie dzieciństwo i mityczna bezczynność kobiet, które przed wywalczeniem przez sufrażystki praw wyborczych tylko pachniały i czekały na pracujących mężów na pewno wówczas nie istniały. Za to każdy człowiek (także ten mały, który jeszcze powinien się uczyć) musiał troszczyć się o zarobek, aby rodzina mogła przetrwać. Bardzo małe dzieci to był problem, ponieważ wyłączały któregoś z członków rodziny (na pewno nie kobietę tylko nieco starsze rodzeństwo) z pracy albo zmuszało do oddawania niemowląt pod opiekę, a nawet zostawianiu bez nadzoru.
Do XX wieku dzieci były bardzo tanią siłą roboczą. Pracujący robotnicy głodowali, umierali z wycieńczenia i powodu różnych chorób. Bród, smród, ubóstwo to codzienność większości ówczesnych ludzi. Do takiego świata zabiera nas Victor Hugo umiejscawiając akcję swojej powieści w czasach swojego dzieciństwa, które w jego przypadku opływało w dostatki i przepełnione było nauką oraz rozwijaniem poglądów rojalistycznych, czyli całkowicie innego niż ukazany przez niego świat w wielu powieściach. „Nędznicy” to nie jedyna jego powieść poruszająca bardzo ważne problemy społeczne. A wszystko zaczęło się od jego przypadkowego kontaktu z biedą, która przecież była w Paryżu na wyciągnięcie ręki. Tylko nieliczni mogli cieszyć się dobrami, balami, drogimi strojami, dobrobytem takim, że nie wyobrażali sobie, że ktoś może głodować. Victor Hugo do dzielnic nędzy wszedł już jako dorosły nadworny poeta, czyli człowiek o bardzo dobrej pozycji, cieszący się przywilejami i dobrami. Bieda jako osobiste doświadczenie była mu obca, a po jego wychowaniu oczekiwalibyśmy, że za wszelką cenę będzie bronił zastanego porządku, w którym wiodło mu się dobrze. Los jednak spłatał psikusa jego rodzicom. Obserwacja beznadziejności losu ludzi ubogich sprawiła, że pisarz stopniowo zmieniał swoje przekonania społeczne. Tę metamorfozę doskonale widać w jego dziełach, w których przekonuje, że za występki ludzi ubogich odpowiada całe społeczeństwo, a zwłaszcza bogaci, dla których los ludzi z niższych klas społecznych jest obojętny. Victor Hugo w „Nędznikach” zawarł wszystkie swoje poglądy, dlatego akcja powieści obfituje w spostrzeżenia i przemyślenia polityczne. Powstałe prawie dziesięć lat przed Komuną Paryską historie zawarte w bardzo wpłynęły na ówczesne wydarzenia. Napisana z wielkim rozmachem powieść o niesprawiedliwości i złym systemie prawnych nadal należy do tych, które poruszają wrażliwe umysły i pozwalają uzmysłowić sobie, jakim złem jest gromadzenie dóbr przez nielicznych koszem innych. Pracujący nędznicy to problem wszystkich systemów. Jak go rozwiązać? Na to ciągle nie ma odpowiedzi. Warto jednak poszukiwać rozwiązań. Nim oddacie się przemyśleniom społecznym zapraszam Was do świata bardzo ważnej powieści.
W moje ręce „Nędznicy” po raz pierwszy trafili jeszcze w liceum. I to właśnie ta powieść pomogła mi zrozumieć przekonania kolegi, który według małomiasteczkowych standardów uchodził za zamożnego, czego o sobie nie mogłam powiedzieć, chociaż miałam przekonania zbliżone do dzisiejszych młodych prawicowców marzących o tym, aby państwo im się w życie za bardzo nie mieszało i pozwoliło na rozpychanie się łokciami. Powieść Victora Hugo pozwolila mi spojrzeć na problem nierówności z innej strony i zrozumieć, że to nie jednostki są odpowiedzialne za głód, ale całe społeczeństwo, że człowiek nie jest samodzielną jednostką całkowicie odpowiedzialną za swoje życie, ale częścią większej machiny popychającej ją do określonych czynów. Taki obraz mamy właśnie w powieściach francuskiego pisarza.
W „Nędznikach” Victor Hugo zabiera nas w podróż do 1815 roku do Digne we Francji. Tam stajemy się świadkami oddania bogactw przez biskupa na rzecz szpitala. Majętny duchowny wyzbywa się dóbr i razem z siostrą oraz gosposią mieszka w skromnym (jak dla jego posady) budynku z kilkoma izbami. Zajmuje się zbieraniem datków od bogatych, aby pomóc biednym. Do jego domu trafia były galernik Jean Valjean, który za gościnę odpłaca kradzieżą. Biskup jednak nie wnosi oskarżenia tylko chce, aby były przestępca zmienił swoje życie. Nawet nie wie na jak wielu ludzi wpłynie jego dobroć.
Następnie poznajemy historię Fantyny, która po porzuceniu przez konkubenta zostaje sama z córką, małą Kozetą. Zmuszona do samodzielnego utrzymania siebie i dziecka kobieta zostawia swoją pociechę pod opieką rodziny oberżysty i rusza w poszukiwaniu pracy. Trafia do miasta rządzonego przez szanowanego mera Madeleine’a - nikomu nieznanego przemysłowca ciągle obserwowanego prze podejrzliwego z inspektora policji Javerta.
Przeplatające się opowieści są pretekstem do poruszenia ważnych problemów społecznych oraz pokazania właściwych postaw. Nieufny inspektor pokazany jest jako postać antypatyczna, natomiast biskup Benvenuto proszący o datki dla biednych to bohater pozytywny, wrażliwy, traktujący tak samo bogatych i biednych. Nieoceniający i niepotępiający pochopnie duchowny to człowiek łagodny i obdarzający innych zaufaniem, pokazujący im, że mogą wieźć inne, lepsze życie. Wystarczy, że tego zechcą i będą mieli środki umożliwiające im taką przemianę. Przy czym nacisk na dostarczenie biednym dóbr mających odmienić ich życie jest tu bardzo duży. Bez tego nawet dobre chęci nic nie dadzą, bo światem rządzą pieniądze.
Victor Hugo snując z wprawą opowieść przemyca ważne problemy etyczne. Bardzo często w tle wydaje się pobrzmiewać pytanie o to, dlaczego los ludzi musi tak wyglądać, dlaczego ludzie robią sobie takie piekło na ziemi. Główny bohater Jean Valjean to człowiek doświadczony przez życie. Wcześnie stracił matkę, a ojciec ginie przy pracy. Małym bohaterem zajmuje się starsza siostra będąca już wdową z siedmiorgiem dzieci. Chłopak od najmłodszych lat ciężko pracuje za niewielkie wynagrodzenie. Ima się różnych zajęć. Podobnie jest w przypadku jego siostry. Ostra zima jest dla rodziny momentem przełomowym: brak pracy zmusza Jeana do kradzieży, aby nakarmić dzieci. Skazany na pięć lat galer szybko ma zwiększany wyrok za próby ucieczki…
Doświadczenie galer, poznanie czym jest bezgraniczne dobro i wykorzystanie danej szansy sprawia, że stajemy się świadkami przemian Jeana Valjeana: z nędznika po zasobnego i uznawanego obywatela, który dzięki zgromadzonym dobrom, dobrze zorganizowanemu systemowi pracy może pomagać ludziom. Jedną z osób, z którą los splata jego ścieżki jest Kozeta: dziewczynka wykorzystywana do najcięższych prac, poniżana tylko dlatego, że jest nieślubnym dzieckiem pozostawionym pod opieką rodziny oberżystów.
Pierwszy tom skupia się przede wszystkim na problemach społecznych, rosnącemu napięciu wokół tajemnicy Jeana Valjeana. W drugim następuje lekka odmiana. Oto na horyzoncie pojawia się Mariusz, młody buntownik kierujący się w życiu emocjami. Widzący nędzę ludzi pracujących młody człowiek odrzuca pochodzenie i majątek swojego bardzo majętnego dziadka. Do tego zakochuje się w pięknej nieznajomej. Widzimy go jak w przypływie buntu wobec zaistniałego stanu rzeczy przyłącza się do rewolucjonistów, gdzie doświadcza strachu, rozpaczy z powodu śmierci znajomych i przegranej w walce. Poznamy także kilkuletniego ulicznika wypchnięty przez nędzną rodzinę z domu. Młody Gavroche, mieszkający blisko Mariusza, przez co ich losy musiały się przepleść, a ich wzajemne relacje stworzyć napięcie powstałe z poczucia tragizmu losu i rozwijającej się przyjaźni między ludźmi, których dzieli spora różnica wieku.
W tomie tym po raz kolejny spotkają się dwie postaci: Valjean i Javert, wokół których napięcie rosło przez całą powieść. Ich wartości ścierają się tu z całą siłą pokazując, że służenie innym i bezwzględna sprawiedliwość okazują się być przeciwnymi wartościami. Victor Hugo z dosadnością pokazuje w swojej powieści, że miłosierdzie i przestrzeganie prawa wzajemnie się wykluczają. Tym sposobem porusza ważne i bardzo ważne i często pojawiające się w literaturze pytanie etyczne: czy sprawiedliwość jest ważniejsza od człowieka i motywów jego działania?
„Nędznicy” Victora Hugo to dzieło napisane w stylu ówczesnych powieści. Sporo w nich dygresji, piękny, opisowy język, delikatnie snuta akcja, w której napięcie ciągle rośnie, przez co mimo dość obszernego tekstu nie można się od książki oderwać. Francuski pisarz zwyczajem romantycznych i pozytywistycznych pisarzy wprowadza nas w świat problemów społecznych. Pojawiają się tu nie tylko kwestie niesprawiedliwości, braku szans, dyskryminacji, przemocy, ale i temat wojny, rewolucji, które autor kreśli z dużą wprawą. Całość w nowym wydaniu dopełnia solidna oprawa, piękna okładka, bardzo dobrze zszyte strony, przemyślane rozmieszczenie tekstu, dzięki czemu czytanie staje się prawdziwą ucztą dla duszy.

pokaż więcej

 
2018-12-06 09:04:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Nędznicy (tom 1)

„Winny jest nie ten, kto grzeszy, lecz ten kto roztacza ciemnotę”.
Istnieje dziwny przesąd, że socjalizm zaczął się od Karol Marksa. Jednak kiedy spojrzymy na czas, kiedy była Rewolucja Francuska, w jaki sposób rosła świadomość konieczności zmian w społeczeństwie uświadomimy sobie, że to właśnie we Francji powstał pierwszy ferment mający na celu zburzyć rządy oligarchii na świecie. Bogaci...
„Winny jest nie ten, kto grzeszy, lecz ten kto roztacza ciemnotę”.
Istnieje dziwny przesąd, że socjalizm zaczął się od Karol Marksa. Jednak kiedy spojrzymy na czas, kiedy była Rewolucja Francuska, w jaki sposób rosła świadomość konieczności zmian w społeczeństwie uświadomimy sobie, że to właśnie we Francji powstał pierwszy ferment mający na celu zburzyć rządy oligarchii na świecie. Bogaci ponad miarę arystokraci i żyjący w ubóstwie ludzie z niższych warstw społecznych, w których praca nie pozwala nawet na zapewnienie wyżywienia pracującym. To było powodem do wczesnego posyłania dzieci do zajęć zarobkowych. Idylliczne beztroskie dzieciństwo i mityczna bezczynność kobiet, które przed wywalczeniem przez sufrażystki praw wyborczych tylko pachniały i czekały na pracujących mężów na pewno wówczas nie istniały. Za to każdy człowiek (także ten mały, który jeszcze powinien się uczyć) musiał troszczyć się o zarobek, aby rodzina mogła przetrwać. Bardzo małe dzieci to był problem, ponieważ wyłączały któregoś z członków rodziny (na pewno nie kobietę tylko nieco starsze rodzeństwo) z pracy albo zmuszało do oddawania niemowląt pod opiekę, a nawet zostawianiu bez nadzoru.
Do XX wieku dzieci były bardzo tanią siłą roboczą. Pracujący robotnicy głodowali, umierali z wycieńczenia i powodu różnych chorób. Bród, smród, ubóstwo to codzienność większości ówczesnych ludzi. Do takiego świata zabiera nas Victor Hugo umiejscawiając akcję swojej powieści w czasach swojego dzieciństwa, które w jego przypadku opływało w dostatki i przepełnione było nauką oraz rozwijaniem poglądów rojalistycznych, czyli całkowicie innego niż ukazany przez niego świat w wielu powieściach. „Nędznicy” to nie jedyna jego powieść poruszająca bardzo ważne problemy społeczne. A wszystko zaczęło się od jego przypadkowego kontaktu z biedą, która przecież była w Paryżu na wyciągnięcie ręki. Tylko nieliczni mogli cieszyć się dobrami, balami, drogimi strojami, dobrobytem takim, że nie wyobrażali sobie, że ktoś może głodować. Victor Hugo do dzielnic nędzy wszedł już jako dorosły nadworny poeta, czyli człowiek o bardzo dobrej pozycji, cieszący się przywilejami i dobrami. Bieda jako osobiste doświadczenie była mu obca, a po jego wychowaniu oczekiwalibyśmy, że za wszelką cenę będzie bronił zastanego porządku, w którym wiodło mu się dobrze. Los jednak spłatał psikusa jego rodzicom. Obserwacja beznadziejności losu ludzi ubogich sprawiła, że pisarz stopniowo zmieniał swoje przekonania społeczne. Tę metamorfozę doskonale widać w jego dziełach, w których przekonuje, że za występki ludzi ubogich odpowiada całe społeczeństwo, a zwłaszcza bogaci, dla których los ludzi z niższych klas społecznych jest obojętny. Victor Hugo w „Nędznikach” zawarł wszystkie swoje poglądy, dlatego akcja powieści obfituje w spostrzeżenia i przemyślenia polityczne. Powstałe prawie dziesięć lat przed Komuną Paryską historie zawarte w bardzo wpłynęły na ówczesne wydarzenia. Napisana z wielkim rozmachem powieść o niesprawiedliwości i złym systemie prawnych nadal należy do tych, które poruszają wrażliwe umysły i pozwalają uzmysłowić sobie, jakim złem jest gromadzenie dóbr przez nielicznych koszem innych. Pracujący nędznicy to problem wszystkich systemów. Jak go rozwiązać? Na to ciągle nie ma odpowiedzi. Warto jednak poszukiwać rozwiązań. Nim oddacie się przemyśleniom społecznym zapraszam Was do świata bardzo ważnej powieści.
W moje ręce „Nędznicy” po raz pierwszy trafili jeszcze w liceum. I to właśnie ta powieść pomogła mi zrozumieć przekonania kolegi, który według małomiasteczkowych standardów uchodził za zamożnego, czego o sobie nie mogłam powiedzieć, chociaż miałam przekonania zbliżone do dzisiejszych młodych prawicowców marzących o tym, aby państwo im się w życie za bardzo nie mieszało i pozwoliło na rozpychanie się łokciami. Powieść Victora Hugo pozwolila mi spojrzeć na problem nierówności z innej strony i zrozumieć, że to nie jednostki są odpowiedzialne za głód, ale całe społeczeństwo, że człowiek nie jest samodzielną jednostką całkowicie odpowiedzialną za swoje życie, ale częścią większej machiny popychającej ją do określonych czynów. Taki obraz mamy właśnie w powieściach francuskiego pisarza.
W „Nędznikach” Victor Hugo zabiera nas w podróż do 1815 roku do Digne we Francji. Tam stajemy się świadkami oddania bogactw przez biskupa na rzecz szpitala. Majętny duchowny wyzbywa się dóbr i razem z siostrą oraz gosposią mieszka w skromnym (jak dla jego posady) budynku z kilkoma izbami. Zajmuje się zbieraniem datków od bogatych, aby pomóc biednym. Do jego domu trafia były galernik Jean Valjean, który za gościnę odpłaca kradzieżą. Biskup jednak nie wnosi oskarżenia tylko chce, aby były przestępca zmienił swoje życie. Nawet nie wie na jak wielu ludzi wpłynie jego dobroć.
Następnie poznajemy historię Fantyny, która po porzuceniu przez konkubenta zostaje sama z córką, małą Kozetą. Zmuszona do samodzielnego utrzymania siebie i dziecka kobieta zostawia swoją pociechę pod opieką rodziny oberżysty i rusza w poszukiwaniu pracy. Trafia do miasta rządzonego przez szanowanego mera Madeleine’a - nikomu nieznanego przemysłowca ciągle obserwowanego prze podejrzliwego z inspektora policji Javerta.
Przeplatające się opowieści są pretekstem do poruszenia ważnych problemów społecznych oraz pokazania właściwych postaw. Nieufny inspektor pokazany jest jako postać antypatyczna, natomiast biskup Benvenuto proszący o datki dla biednych to bohater pozytywny, wrażliwy, traktujący tak samo bogatych i biednych. Nieoceniający i niepotępiający pochopnie duchowny to człowiek łagodny i obdarzający innych zaufaniem, pokazujący im, że mogą wieźć inne, lepsze życie. Wystarczy, że tego zechcą i będą mieli środki umożliwiające im taką przemianę. Przy czym nacisk na dostarczenie biednym dóbr mających odmienić ich życie jest tu bardzo duży. Bez tego nawet dobre chęci nic nie dadzą, bo światem rządzą pieniądze.
Victor Hugo snując z wprawą opowieść przemyca ważne problemy etyczne. Bardzo często w tle wydaje się pobrzmiewać pytanie o to, dlaczego los ludzi musi tak wyglądać, dlaczego ludzie robią sobie takie piekło na ziemi. Główny bohater Jean Valjean to człowiek doświadczony przez życie. Wcześnie stracił matkę, a ojciec ginie przy pracy. Małym bohaterem zajmuje się starsza siostra będąca już wdową z siedmiorgiem dzieci. Chłopak od najmłodszych lat ciężko pracuje za niewielkie wynagrodzenie. Ima się różnych zajęć. Podobnie jest w przypadku jego siostry. Ostra zima jest dla rodziny momentem przełomowym: brak pracy zmusza Jeana do kradzieży, aby nakarmić dzieci. Skazany na pięć lat galer szybko ma zwiększany wyrok za próby ucieczki…
Doświadczenie galer, poznanie czym jest bezgraniczne dobro i wykorzystanie danej szansy sprawia, że stajemy się świadkami przemian Jeana Valjeana: z nędznika po zasobnego i uznawanego obywatela, który dzięki zgromadzonym dobrom, dobrze zorganizowanemu systemowi pracy może pomagać ludziom. Jedną z osób, z którą los splata jego ścieżki jest Kozeta: dziewczynka wykorzystywana do najcięższych prac, poniżana tylko dlatego, że jest nieślubnym dzieckiem pozostawionym pod opieką rodziny oberżystów.
Pierwszy tom skupia się przede wszystkim na problemach społecznych, rosnącemu napięciu wokół tajemnicy Jeana Valjeana. W drugim następuje lekka odmiana. Oto na horyzoncie pojawia się Mariusz, młody buntownik kierujący się w życiu emocjami. Widzący nędzę ludzi pracujących młody człowiek odrzuca pochodzenie i majątek swojego bardzo majętnego dziadka. Do tego zakochuje się w pięknej nieznajomej. Widzimy go jak w przypływie buntu wobec zaistniałego stanu rzeczy przyłącza się do rewolucjonistów, gdzie doświadcza strachu, rozpaczy z powodu śmierci znajomych i przegranej w walce. Poznamy także kilkuletniego ulicznika wypchnięty przez nędzną rodzinę z domu. Młody Gavroche, mieszkający blisko Mariusza, przez co ich losy musiały się przepleść, a ich wzajemne relacje stworzyć napięcie powstałe z poczucia tragizmu losu i rozwijającej się przyjaźni między ludźmi, których dzieli spora różnica wieku.
W tomie tym po raz kolejny spotkają się dwie postaci: Valjean i Javert, wokół których napięcie rosło przez całą powieść. Ich wartości ścierają się tu z całą siłą pokazując, że służenie innym i bezwzględna sprawiedliwość okazują się być przeciwnymi wartościami. Victor Hugo z dosadnością pokazuje w swojej powieści, że miłosierdzie i przestrzeganie prawa wzajemnie się wykluczają. Tym sposobem porusza ważne i bardzo ważne i często pojawiające się w literaturze pytanie etyczne: czy sprawiedliwość jest ważniejsza od człowieka i motywów jego działania?
„Nędznicy” Victora Hugo to dzieło napisane w stylu ówczesnych powieści. Sporo w nich dygresji, piękny, opisowy język, delikatnie snuta akcja, w której napięcie ciągle rośnie, przez co mimo dość obszernego tekstu nie można się od książki oderwać. Francuski pisarz zwyczajem romantycznych i pozytywistycznych pisarzy wprowadza nas w świat problemów społecznych. Pojawiają się tu nie tylko kwestie niesprawiedliwości, braku szans, dyskryminacji, przemocy, ale i temat wojny, rewolucji, które autor kreśli z dużą wprawą. Całość w nowym wydaniu dopełnia solidna oprawa, piękna okładka, bardzo dobrze zszyte strony, przemyślane rozmieszczenie tekstu, dzięki czemu czytanie staje się prawdziwą ucztą dla duszy.

pokaż więcej

 
2018-12-03 10:39:03
Ma nowego znajomego: wrublik7
 
Moja biblioteczka
1955 1513 26837
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (557)

Ulubieni autorzy (395)
Lista ulubionych autorów
Ulubieni tłumacze (6)
Lista ulubionych tłumaczy
Ulubione cytaty (82)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd