Mad_Hag1819 
ksiazki-oczami-amn.cba.pl, , https://www.facebook.com/Ksi%C4%85%C5%BCki-oczami-AMN-803338933106896/?ref=bookmarks, , https://www.instagram.com/?hl=pl
Lubię biegać, słuchać muzyki, malować, czytać i spotykać się z przyjaciółmi ;)
21 lat, kobieta, Kraków, status: Czytelniczka, dodała: 2 cytaty, ostatnio widziana 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-15 21:45:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Rok 2014 - to właśnie wtedy świat obiegła informacja o fanatykach ISIS, którzy przeprowadzili eksterminację mniejszości jezydzkiej w Sindżarze. Dla mnie ten rok był dokładnie tym, w którym skończyłam pierwszą klasę technikum ekonomicznego. Wówczas to nowinami ze świata się nie interesowałam, więc ta informacja do mnie nie dotarła. Przyznam, że gdyby nie książka autorstwa Dunyi Mikhail pt:... Rok 2014 - to właśnie wtedy świat obiegła informacja o fanatykach ISIS, którzy przeprowadzili eksterminację mniejszości jezydzkiej w Sindżarze. Dla mnie ten rok był dokładnie tym, w którym skończyłam pierwszą klasę technikum ekonomicznego. Wówczas to nowinami ze świata się nie interesowałam, więc ta informacja do mnie nie dotarła. Przyznam, że gdyby nie książka autorstwa Dunyi Mikhail pt: "Pszczelarz z Sindżaru", pewnie do tej pory nie wiedziałabym, co tam się stało.
Powieść ta jest zbiorem rozmów autorki z Abd Allahem, który opowiada historie ludzi, którzy uciekli z rąk ISIS. Ich opowieści przepełnione są smutkiem, bólem i strachem. Daesz nie traktował nikogo łagodnie. Mężczyzn i starszych ludzi od razu zabijano, kobiety sprzedawano na targu, jak gdyby były jakimś produktem, który w razie niezadowolenia, można było zwrócić.
Jeżeli mam być całkowicie szczera, to nie mam pojęcia, co sądzić o tej książce. Nie mogę uwierzyć, jak ludzie potrafią być okrutni i do czego są zdolni. Naprawdę staram się zrozumieć, jak trzeba mieć wyprany mózg, albo jak można doprowadzić człowieka do tego stanu, że bez mrugnięcia okiem jest w stanie zabić innych. Naprawdę z całego serca współczuję tym kobietom tego, co przeszły i jestem pełna podziwu dla Abda, że mimo niebezpieczeństwa, robi coś tak wielkiego.
Takie historie pokazują, że mimo wielkiego zła, są jeszcze ludzie, w których warto wierzyć.

pokaż więcej

 
2019-01-12 00:58:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Mieszkając całe życie w jednym kraju, ciężko mi mówić o emigracji. Wiem, że kilka osób z mojej rodziny wyjechało zagranicę, w poszukiwaniu lepszego życia. Czy byli tam szczęśliwi? Czy było im ciężko?
Nigdy jakoś ich o to nie zapytałam. Po prostu tak się utarło, że my mieszkamy tu, oni mieszkają tam.
Osobiście jakoś mnienie ciągnie do wyjazdu, chociażczęsto słyszę od wielu znajomych, że oni z...
Mieszkając całe życie w jednym kraju, ciężko mi mówić o emigracji. Wiem, że kilka osób z mojej rodziny wyjechało zagranicę, w poszukiwaniu lepszego życia. Czy byli tam szczęśliwi? Czy było im ciężko?
Nigdy jakoś ich o to nie zapytałam. Po prostu tak się utarło, że my mieszkamy tu, oni mieszkają tam.
Osobiście jakoś mnienie ciągnie do wyjazdu, chociażczęsto słyszę od wielu znajomych, że oni z chęcią by to zrobili. Ostatnio pewna osoba mimochodem zapytała mnie, czy może nie chciałabym wyjechać zagranicę, ale na moje pytanie, kto by mnie mógł wziąć pod swoje skrzydła, dopóki nie stanęłabym na nogi, zapadła grobowa cisza.
Temat wyjazdu zagranicę nigdy nie bywa łatwy. Przekonała się o tym główna bohaterka powieści "Łatwo nie będzie" autorstwa Małgorzaty Urszuli Laski. Hania po zerwaniu zaręczyn ze swoim narzeczonym, postanowiła wraz z koleżanką wyjechać. Jak to w życiu bywa, nie wszystko poszło zgodnie z tym, co dziewczyny sobie założyły. Po niespodziewanym powrocie do Polski koleżanki Hani, główna bohaterka musiała poradzić sobie sama.
Jestem naprawdę przyjemnie zaskoczona tą lekturą. Z żywym zaciekawieniem czytałam o losach dziewczyny.
Tak jak już wspominałam, książka opisuje bardzo trudny temat, jakim jest emigracja - jak to wygląda z perspektywy młodej dziewczyny, która wyjechała z powodu złamanego serca. Historia dzieje się w dwóch miastach: we Frankfurcie nad Menem, gdzie Hania mieszkała przez większość roku oraz we wsi Kurpie, gdzie dziewczyna odwiedziła swoją rodzinę, a także byłego narzeczonego - Michała. Oprócz wspomnianej opowieściksiążka opisuje także zmiany, jakie zaszły, kiedy Polska weszła do Unii Europejskiej.
Od razu polubiłam obie te postaci i z całego serca współczułam Michałowi tego, że znalazł się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie i został oskarżony o to, czego nie zrobił. Na szczęście dla obojga bohaterów historia zakończyła się bardzo pomyślnie. Liczyłam na takie zakończenie od samego początku.
Język powieści jest bardzo obrazowy i przyjemny, a samą książkę czyta się bardzo szybko. Narracja jest prowadzona z trzeciej osoby, dzięki czemu czułam się trochę jak paparazzi, który krok w krok chodzi za Hanią, obserwując jej życie.
Jeżeli ktoś szuka przyjemnej lektury na zimowy wieczór, to serdecznie polecam tę książkę.

pokaż więcej

 
2019-01-06 00:15:49
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Królewska (tom 3)
 
2019-01-06 00:15:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Królewska (tom 2)
 
2019-01-06 00:15:16
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Królewska (tom 1)
 
2019-01-02 16:51:07
Ma nowego znajomego: Słowem Stworzona
 
2019-01-02 16:49:32
Ma nowego znajomego: MonimePL
 
2019-01-02 12:35:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Kiedy miałam trzynaście lat, przerabialiśmy na języku polskim pewien tekst. Już nawet nie pamiętam o czym on był, ale dokładnie pamiętam zadanie. Chodziło w nim o to, aby wyrazić swoje zdanie na temat tego, czy miłość istnieje.
Mając trzynaście lat o miłości miałam takie pojęcie, jakie ma mój kot o fizyce kwantowej. Na szczęście nie była to moja polonistka, ale i tak przy sali pełnej osób,...
Kiedy miałam trzynaście lat, przerabialiśmy na języku polskim pewien tekst. Już nawet nie pamiętam o czym on był, ale dokładnie pamiętam zadanie. Chodziło w nim o to, aby wyrazić swoje zdanie na temat tego, czy miłość istnieje.
Mając trzynaście lat o miłości miałam takie pojęcie, jakie ma mój kot o fizyce kwantowej. Na szczęście nie była to moja polonistka, ale i tak przy sali pełnej osób, nazwała mnie "egoistką".
W końcu nadeszły pierwsze miłostki i marzenia, aby znaleźć "tego jednego, jedynego".
Główni bohaterowie recenzowanej książki to Roy i Celestial. Roy, który był typowym kobieciarzem i zmieniał dziewczyny jak rękawiczki, po spotkaniu Celestial jest przekonany, że to jest "ta jedyna". Po wyboistej drodze, jaką przebył, żeby oświadczyć się ukochanej sądzi, że ma już wszystko. Jednak jedna noc całkowicie odmienia ich życie. Roy niesłusznie oskarżony o coś, czego nie zrobił, trafia do więzienia. Celestial natomiast staje przed trudnym zadaniem, jakim jest bycie żoną więźnia. Dla obojga był to wielki sprawdzian ich uczucia. Zdali go? Czy może wręcz przeciwnie?
Jak tego pierwszego polubiłam, tak z jego żoną było mi o wiele trudniej. Miałam wrażenie, że ona nie za bardzo wie, czego chce, mimo że twierdzi inaczej. Była też za mało asertywna. Jeżeli czegoś nie chciała, mogła to powiedzieć, zamiast wodzić za nos. Gdy Roy trafił do więzienia, nie zachowała się w stosunku do niego fair. Całkowicie straciła moją sympatię i jakoś tak nie odzyskała jej już do końca, mimo że bardzo chciała pomóc głównemu bohaterowi w stanięciu na nogi po wyjściu z zakładu karnego.
Co do Roya, to było mi go po prostu żal. Od samego początku książki polubiłam go i bardzo mu kibicowałam. Chciałam żeby jego życie w końcu się ułożyło i był zwyczajnie szczęśliwy. Nie było mu jednak łatwo. Na szczęście w więzieniu znalazł swojego "anioła stróża".
Wsparciem był też dla niego ojciec - Duży Roy, który starał się chronić syna i pomagać mu w każdej sytuacji. To taki kochający ojciec z krwi i kości, dla którego rodzina była najważniejsza. Polubiłam jego ogólny sposób bycia.
Książkę skończyłam stosunkowo niedawno i potrzebowałam chwili, aby wszystko, co o niej myślę ułożyło się w spójną całość. Jest to bardzo życiowa historia, niekoniecznie przyjemna i przesłodzona do bólu. Momenty radości przeplatają się z kłótniami, decyzjami, których konsekwencje odczują wszyscy bohaterowie, a także wiarą w lepsze jutro. Opowieść ta wywołała we mnie naprawdę mnóstwo emocji.
Powieść jest z pewnością wartą przeczytania, pokazuje jak bardzo zawiłe są ścieżki, które wytacza ludziom los i jak niektóre decyzje mogą wpłynąć na życie innych. Jest napisana bardzo prostym językiem, obrazuje to, co w danym momencie się dzieje. Jestem pod dużym wrażeniem i serdecznie zachęcam do zapoznania się z tą pozycją.

pokaż więcej

 
2018-12-27 18:00:52
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Ostatnimi czasy czytam bardzo dużo książek z motywem wsi. Jak już kiedyś wspominałam, pierwsze lata swojego życia też na niej spędziłam, zanim wyprowadziłam się do większego miasta. W tym roku tak się złożyło, że przyjechałam do domu moich dziadków na Święta, który to teraz mocno się różni od tego, co pamiętam z dzieciństwa. Zniknął piec, w którym babcia piekła chleb, zmieniły się kolory... Ostatnimi czasy czytam bardzo dużo książek z motywem wsi. Jak już kiedyś wspominałam, pierwsze lata swojego życia też na niej spędziłam, zanim wyprowadziłam się do większego miasta. W tym roku tak się złożyło, że przyjechałam do domu moich dziadków na Święta, który to teraz mocno się różni od tego, co pamiętam z dzieciństwa. Zniknął piec, w którym babcia piekła chleb, zmieniły się kolory ścian, pojawiło się parę drobiazgów, których nie pamiętam aby były za dzieciaka. Na całe szczęście dziadkowie nie za bardzo się zmienili. Wciąż mają różny stosunek do mnie. Babcia przyznała, że dalej traktuje mnie jak małą dziewczynkę, podczas gdy dziadek już widzi we mnie kogoś dorosłego. Nie umiem określić, z kim jestem bardziej zżyta, wydaje mi się, że z obojgiem tak samo.
Natalia, główna bohaterka debiutanckiej powieści Beaty Dmowskiej "Spadek" nie ma takiego dylematu. Zdecydowanie woli swojego dziadka, od chorej psychicznie babci. Gdy po latach wraca do swojego rodzinnego domu zwanego Romanówką (nazwa pochodzi od imienia jej dziadka - Romana), pewne zakopane w jej podświadomości wspomnienia nagle odżywają. Na domiar złego, każdy we wsi uważa, że w jej domu straszy duch zmarłej Zofii - babci Natalii, a jej mąż Wiktor, który nagle znów pojawia się w życiu bohaterki pragnie, aby kobieta do niego wróciła. Próbuje jej wmówić, że jest chora tak samo, jak jej babka. Z dnia na dzień sytuacja się pogarsza. Na jaw wychodzą rodzinne sekrety, a Natalia zaczyna wątpić w krystaliczny obraz dziadka, który stworzyła za dziecka.
Książkę czytało mi się niezwykle przyjemnie. Bardzo podobało mi się zestawienie spokojnej na pierwszy rzut oka wsi, z rodzinnymi sekretami, które wywracają życie bohaterki do góry nogami. Ciągłe zwroty akcji, przeplatające się z wspomnieniami Natalii powodowały, że chciałam jak najszybciej skończyć lekturę i sprawdzić, co tak naprawdę działo się w Romanówce i czy Zofia była aż tak chora, jak wszyscy mówili. Zakończenie mnie całkowicie zaskoczyło. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.
Podobała mi się kreacja bohaterów. Z Natalią zżyłam się niemal od razu, chociażby ze względu na to, że jest moją imienniczką oraz podobnie jak ja mieszkała kiedyś na wsi i z niej wyjechała, żeby po latach móc tam wrócić. Jedyną postacią, której naprawdę nie znosiłam, była córka Natalii i Wiktora - Marta. Mimo że była dorosła, zachowywała się jak mała, rozpuszczona dziewczynka, robiąca awanturę za każdym razem, kiedy coś nie szło po jej myśli. Zazwyczaj jeżeli negatywnie oceniane przeze mnie postacie, robią coś dobrego dla głównego bohatera, jestem w stanie im przebaczyć i obdarzyć pewnego rodzaju sympatią, ale jakoś u Marty nie mogłam się na to zdobyć. Może przy końcu nie lubiłam jej trochę mniej, jednak zdecydowanie nie jest to moja ulubiona postać.
Książka nie jest romansem, jak to na początku założyłam. Raczej powiedziałabym, że to powieść obyczajowa, gdzie występuje wątek kryminalny(biorąc pod uwagę fakt, że zostało popełnione morderstwo).
Jeżeli ktoś szuka lektury, z którą ciekawie mógłby spędzić wieczór, to serdecznie ją polecam.

pokaż więcej

 
2018-12-15 12:35:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Dwa tygodnie temu, podczas pisania recenzji “Drogi do przebaczenia” Katarzyny Łochowskiej, wspominałam, że pierwsze lata swojego życia spędziłam na wsi. Potem sprawy jakoś tak się potoczyły, że wyprowadziłam się stamtąd i zamieszkałam w większym mieście.

W tym roku, w okresie świątecznym, znów będę miałamożliwość powrotu do swoich rodzinnych stron – podobnie jak główna bohaterkainnej...
Dwa tygodnie temu, podczas pisania recenzji “Drogi do przebaczenia” Katarzyny Łochowskiej, wspominałam, że pierwsze lata swojego życia spędziłam na wsi. Potem sprawy jakoś tak się potoczyły, że wyprowadziłam się stamtąd i zamieszkałam w większym mieście.

W tym roku, w okresie świątecznym, znów będę miałamożliwość powrotu do swoich rodzinnych stron – podobnie jak główna bohaterkainnej powieści pani Łochowskiej, która wraca do swojego domu w Ukojeniu.


Kasia po burzliwym życiu w wielkim mieście, wraca do rodzinnej wsi. Dziewczyna próbuje swoich sił pomagając w gospodarstwie, jednak nie za bardzo jej to wychodzi. Zaprzyjaźnia się tam z czterema kobietami, a podczas wyprawy po jabłka, która zresztą kończy się wykąpaniem dziewczyny w wannie z zimną wodą, poznaje Pawła Niedźwiedzkiego, sympatycznie nazywanego przez wszystkich Niedźwiedziem.

Kasia bierze odwet za tą kąpiel po pijaku wrzucając do samochodu chłopaka …ślimaki. I od tego momentu wszystko się komplikuje.

To już moje drugie spotkanie z książkami tej autorki i jestem nimi wręcz zachwycona. Czyta się je naprawdę bardzo szybko, a przy okazji można się przy nich od stresować i nawet pośmiać. Szczególnie przy fragmencie o “ślimakowej aferze”.

Co do postaci, to się powtórzę. W Ukojeniu od razu polubiłam wszystkie, a w szczególności Kasię i jej przyjaciółki. Lubiłam ich zróżnicowane charaktery, a także szalone pomysły na które wpadały, niejednokrotnie pakując się przez nie w tarapaty (w końcu wiadomo, że najlepsze pomysły są po alkoholu).

Jak w “Drodze do przebaczenia” moje serce należało do Ostrego, tak tutaj podbił je przystojny niedostępny, tajemniczy, skryty i porywczy Paweł Niedźwiecki. Byłam strasznie ciekawa, co takiego spowodowało, że zachowywał się jak zwyczajny buc. Oboje dobrali się z Kasią idealnie. Los ich nie rozpieszczał.

To jest kolejna propozycja ode mnie, na niezobowiązującą lekturę, która jest wprost idealna na te długie, zimowe wieczory.

pokaż więcej

 
2018-11-26 22:43:47
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

W dzieciństwie mieszkałam na wsi. Jednym z moich ulubionych wspomnień z tamtego okresu jest to, kiedy chodziłam razem z dziadkiem po mleko "prosto od krowy". Nalewali je do takiego naczynia (bodajże nazywało się ono bańką) i czasami dziadek dawał mi z niego upić łyka. Będąc małą dziewczynką, bardzo chciałam sama je nosić i zawsze mówiłam, że jak dorosnę, to będę to... W dzieciństwie mieszkałam na wsi. Jednym z moich ulubionych wspomnień z tamtego okresu jest to, kiedy chodziłam razem z dziadkiem po mleko "prosto od krowy". Nalewali je do takiego naczynia (bodajże nazywało się ono bańką) i czasami dziadek dawał mi z niego upić łyka. Będąc małą dziewczynką, bardzo chciałam sama je nosić i zawsze mówiłam, że jak dorosnę, to będę to robić. Moje życie potoczyło się jednak inaczej i samodzielne noszenie bańki, a nawet pójście po mleko "prosto od krowy" pozostało tylko w sferze marzeń.
Może dlatego lubię książki, których akcja dzieje się właśnie na wsi. Kiedy tylko została mi polecona "Droga do przebaczenia" autorstwa Katarzyny Łochowskiej wiedziałam, że się nie zawiodę.
Książka opowiada historię Julity - jednej z mieszkanek wsi o nazwie Ukojenie. Pewnego dnia spokojne życie przeciętnej przedszkolanki staje na głowie. Brat Julity - Rafał po wplątaniu się w kłopoty znika, a wcześniej zostawia siostrze tajemniczą kopertę. W Ukojeniu pojawia się również pewien ścigający Rafała gangster, o pseudonimie Ostry. Jako, że nie znajduje chłopaka, zaczyna obserwować Julitę.
Chyba jeszcze nigdy nie czytało mi się książki tak dobrze i tak szybko. Nawet się nie obejrzałam, kiedy zostało mi raptem siedem stron do końca, nad czym bardzo ubolewałam. Od razu polubiłam wszystkie postacie w Ukojeniu, a w szczególności Julitę z przyjaciółkami. Lubiłam ich zróżnicowane charaktery, a także szalone pomysły na które wpadały, niejednokrotnie pakując się przez nie w tarapaty (chociażby pomysł z wydobyciem informacji o tym, co ksiądz robił w lesie).
Ostry również podbił moje serce. Aura tajemniczości, która towarzyszyła mu przez całą powieść sprawiła, że bardzo chciałam się dowiedzieć, kim on tak naprawdę jest i za co poluje na Rafała. Jednak kiedy wszystko wyszło na jaw zamurowało mnie. Nie tego się spodziewałam.
Książka bardzo przypadła mi do gustu, a szczególnie motyw z Malinowską stodołą, która sprzyjała...poczęciu. Jak po raz pierwszy o tym przeczytałam, zaczęłam się śmiać i dziękowałam, że po ciężkim dniu akurat przy tej książce mogłam wypocząć. Z zapartym tchem śledziłam również poczynania bohaterek w odkrywaniu kolejnych tajemnic.
Jeżeli ktoś szuka niezobowiązującej lektury na wieczór, to ta książka jest idealna. Polecam rozpocząć swą przygodę od "Drogi do Ukojenia", chociażby z tego względu, że w recenzowanej pozycji wspomina się wydarzenia z przeszłości, które prawdopodobnie są właśnie w niej zawarte. Ja zaczęłam czytać od "Drogi do przebaczenia", ale z pewnością niebawem nadrobię braki.

pokaż więcej

 
2018-11-20 23:53:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Pamiętnik założyłam będąc jeszcze w szkole podstawowej. Pamiętam, że był on zamykany na kluczyk, jednak gdy zapięcie się zepsuło, przestałam go prowadzić. Drugie podejście to już o wiele bardziej zaawansowany technicznie pamiętnik. Może niektórzy z Was kojarzą takie otwierane głosem i z lampką, która miała chronić te nasze najbardziej "skrywane sekrety". Niestety po pewnym czasie znowu... Pamiętnik założyłam będąc jeszcze w szkole podstawowej. Pamiętam, że był on zamykany na kluczyk, jednak gdy zapięcie się zepsuło, przestałam go prowadzić. Drugie podejście to już o wiele bardziej zaawansowany technicznie pamiętnik. Może niektórzy z Was kojarzą takie otwierane głosem i z lampką, która miała chronić te nasze najbardziej "skrywane sekrety". Niestety po pewnym czasie znowu porzuciłam ten temat by jakoś dwa lata temu znów do niego powrócić. Wpisy pojawiały się nieregularnie, aż w końcu zakończyło się to tak samo, jak w poprzednich przypadkach.
Mimo moich wcześniejszych niepowodzeń i "słomianego zapału" do przelewania swoich myśli na papier, bardzo się ucieszyłam, gdy "Kronika wypadków życiowych" trafiła w moje ręce.
Nie jest to typowy pamiętnik. Jest to coś w rodzaju książki z zadaniami połączonej z kroniką.
Po krótkiej przedmowie, gdzie można poznać historię powstania tej książki, zaczyna się cała zabawa. Na każdej ze stron widnieje zadanie. Można robić je wszystkie po kolei, albo kartkować książkę i robić te, które w tym momencie rzucą nam się w oczy. Są różnego rodzaju. Albo mamy coś narysować, albo sobie przypomnieć, albo czegoś poszukać, popytać, spisać...
Są zadania dotyczące opisania siebie (np. Kim jestem?), swojego ulubionego jedzenia, muzyki, wspomnień z dzieciństwa, a także kartka, na której możemy wyładować swój negatywny humor... Jest też taka jedna, przeznaczona do całkowitego zniszczenia, gdzie możemy spisać to, o czym nikomu nie powiedzieliśmy i co nas zżera od środka. Przyznam, że tej kartce przyglądałam się dość długo. Zastanawiałam się, czy kiedyś dojdzie do tego, że się ona zapełni.
Moja "Kronika Wypadków Życiowych" jest póki co wypełniona jedynie w kilku miejscach i to nie dlatego, że nie podoba mi się uzupełnianie jej - wręcz przeciwnie. Bardzo spodobały mi się kreatywne zadanie, które zawiera książka. Jeżeli chodzi o pisanie, to lubię podejmować różne nowe wyzwania zmuszające mnie do bycia kreatywną. Jest to też pewnego rodzaju sentyment. Takie zadania robiłam, kiedy zaczynałam swoją przygodę z pisaniem.
Mimo tych paru godzin, które spędziłam razem z "Kroniką wypadków życiowych" jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Podoba mi się zarówno forma, w jakiej zadania są napisane, jak i one same. Atutem tej książki, jest też dokładne poznanie siebie, swoich zalet i wad, przepędzenie demonów oraz spisanie wszystkich ważnych dla nas wydarzeń.
Jeżeli ktoś chciałby kreatywnie spędzić czas i przy okazji lepiej poznać siebie, to ta książka jest wprost idealna do tego.

pokaż więcej

 
2018-11-11 21:50:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Czerwona Królowa (tom 4)

Z serią "Czerwona królowa" autorstwa Victorii Aveyard zapoznałam się stosunkowo niedawno. Zachęciła mnie do tego okładka czwartego tomu zatytułowanego "Wojenna Burza", która należy do serii książek "Czerwona królowa". Jestem "sroką okładkową", więc gdy tylko zobaczyłam koronę, to od razu wiedziałam, że chciałabym przeczytać tę książkę. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Otwartego, jakiś czas temu... Z serią "Czerwona królowa" autorstwa Victorii Aveyard zapoznałam się stosunkowo niedawno. Zachęciła mnie do tego okładka czwartego tomu zatytułowanego "Wojenna Burza", która należy do serii książek "Czerwona królowa". Jestem "sroką okładkową", więc gdy tylko zobaczyłam koronę, to od razu wiedziałam, że chciałabym przeczytać tę książkę. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Otwartego, jakiś czas temu otrzymałam swój własny egzemplarz.
"Wojenna burza" jest czwartym tomem przygód Mare. Państwa pochłonięte są przez wojnę, wiążą się różnego rodzaju sojusze. Jeden z nich o mało co nie niszczy rebelii. Maven zrobi wszystko, aby odzyskać Mare, która to według słów jasnowidza, musi "powstać sama przeciw wszystkim". Na dodatek jej uczucie do Cala zostaje wystawione na ciężką próbę...
Mimo że książkę przeczytałam już parę dni temu, potrzebowałam trochę czasu, żeby przemyśleć co tak naprawdę o niej myślę.
W tym tomie podobnie jak i w poprzednim widzimy wszystkie wydarzenia z perspektywy paru osób: Mare, Irys, Evangeline, Mavena i Cala. Jestem bardzo zadowolona, z faktu, że rola Cameron jako narratorki wreszcie się skończyła, bowiem strasznie mnie irytowała swoim zachowaniem.
Jej rolę jako osoby irytującej przejęła babcia Cala. Nie mogłam znieść tej kobiety. Wydawało mi się, że próbuje urobić sobie wnuka na swoje widzi mi się. Dobrze, że w ostateczności jej się to nie udało.
Najbardziej podobał mi się świat przedstawiony z perspektywy Evangeline. W "Wojennej Burzy" pokazała się ona z bardzo pozytywnej strony, kiedy to próbowała pomóc Mare i Calowi uświadomić sobie, co tak naprawdę się dla nich liczy.
Oboje unosili się dumą i nie potrafili przyznać się do błędów, które popełnili. Nastawiłam się na powstanie romansu między nimi, jednak autorka znów spłatała mi psikusa i dostałam jedynie zalążek ich miłości. Cal mimo swojego niezdecydowania, był całkiem uroczą postacią. Miałam również wrażenie, że Mare też w pewien sposób wydoroślała i nie zachowuje się jak małe dziecko.
Irys za to była nastawiona na zemstę i pomszczenie swojego ojca, który zginął w walce. Nie była złą postacią, jednak nie przekonała mnie do siebie. Mam do niej stosunek neutralny. Wykonywała po prostu rozkazy swojej matki i tak samo jak ona, dążyła do podbicia Norty.
Jestem po lekturze tego tomu i czuję lekki niedosyt. Otwarte zakończenie sprawiło, że wiele wątków nie zostało zamkniętych. Zastanawia mnie, co będzie teraz z Evangeline, czy Irys wróci i czy babcia Cala znów będzie chciała namącić wnukowi w głowie...
Sądziłam, że będzie to ostatnia część opowieści, jednak trafiłam na informację o planowanej na przyszły rok premierze kolejnej, mającej nosić tytuł "Broken Throne". Jeżeli to będzie prawda, z niecierpliwością będę na nią oczekiwać.

pokaż więcej

 
2018-10-24 11:05:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Jestem zapaloną kociarą i nałogową czytelniczką. Powie Wam to każda osoba, która mnie zna. Widać to zarówno po tatuażu, który postanowiłam zrobić sobie miesiąc temu jak i po wystroju mojego pokoju, którego większość zajmują książki. Zazwyczaj pod nogami plącze się trójka moich kotów. Najstarsza seniorka, nieogarniająca rzeczywistości i dwa młodsze chochliki z ADHD, biegające i bawiące się w... Jestem zapaloną kociarą i nałogową czytelniczką. Powie Wam to każda osoba, która mnie zna. Widać to zarówno po tatuażu, który postanowiłam zrobić sobie miesiąc temu jak i po wystroju mojego pokoju, którego większość zajmują książki. Zazwyczaj pod nogami plącze się trójka moich kotów. Najstarsza seniorka, nieogarniająca rzeczywistości i dwa młodsze chochliki z ADHD, biegające i bawiące się w całym mieszkaniu. Dlatego też, kiedy w ofercie wydawnictwa "Białe pióro" zobaczyłam książkę pt. "Opowieści Wasyla Sybiraka i innych kotów" wiedziałam, że muszę ją przeczytać, mimo że jest to książka dla dzieci.
Opowieść zaczynamy od poznania bohaterów. Dowiadujemy się, że państwo Kotowscy prowadzą pensjonat dla kotów, gdzie tytułowy Wasyl jest stałym rezydentem. Mau i Rett - jego dwójka przyjaciół, to koty, których właściciele wyjechali na wakacje, natomiast Łasuch i Pręga, to typowe dachowce. Oni w przeciwieństwie do pozostałych, nie mieszkają w pensjonacie. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie pojawienie się dwóch bliźniaków syjamskich - Izydy i Anubisa. Przyjaciele starając się zająć czymś znudzone kotki, opowiadają im przeróżne historie. Jednak pewnego dnia, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zostają przeniesieni do Krainy Snu...
Wydarzenia są opisywane zarówno w świecie rzeczywistym (Realu) jak i w Krainie Snu, gdzie koty wędrując przez baśnie, spotykają znane z nich postaci np. Żabiego króla,a także mysich bliźniaków, Wielkiego Szyfranta, magiczną, złotą rybkę, która z nieznanego powodu zaczęła rosnąć...
Polubiłam tam wszystkie postacie. Każda z nich ma w sobie "to coś". Jednakże z pewnością moja ulubienicą jest Kocia Wróżka, która praktycznie cały czas gubi swoją różdżkę, jednak zawsze szczęśliwie udaje się jej ją znaleźć. Bardzo się z nią utożsamiam, ponieważ z kolei ja, zawsze chodzę i pytam, czy ktoś widział mój telefon, bo gdzieś go położyłam i nigdy nie pamiętam gdzie. Gdyby się jej jednak nie udało odnaleźć różdżki, musiała by na nowo zdać egzamin, który swoją drogą, jest bardzo ciekawy. Polega on na...przeczytaniu Harrye'go Pottera od tyłu!
Przy tej lekturze naprawdę bardzo miło spędziłam czas, mimo że do dzieci już od dawna przestałam się zaliczać. Najbardziej podobało mi się spisanie opowieści z perspektywy kotów. Przyznam, że po raz pierwszy czytałam książkę z kociej perspektywy. Był to też bardzo miły powrót do dzieciństwa, kiedy też miałam ulubioną książkę z kocimi opowieściami (dokładniej "Kocie opowieści na dobranoc", których już niestety nie posiadam. Czytałam to czasem młodszemu bratu).
Uważam, że książka mimo że skierowana jest do najmłodszych czytelników, przypadnie go gustu również ich rodzicom.
Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu "Białe pióro"

pokaż więcej

 
2018-10-17 21:17:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Best Friend (tom 1)

Na wstępie chciałabym podziękować wydawnictwu Harper Collins za udostępnienie mi egzemplarza książki.

Tuż po zakończeniu trwających miesiąc wakacji, Riley czeka dość poważne zadanie-musi zaklimatyzować się w nowej szkole. Na szczęście, posiada ona oparcie w osobie swojego najlepszego przyjaciela Clay'a, który uczęszcza do klasy wyżej.

Podczas jednego z treningów chłopaka, na trybunach Riley...
Na wstępie chciałabym podziękować wydawnictwu Harper Collins za udostępnienie mi egzemplarza książki.

Tuż po zakończeniu trwających miesiąc wakacji, Riley czeka dość poważne zadanie-musi zaklimatyzować się w nowej szkole. Na szczęście, posiada ona oparcie w osobie swojego najlepszego przyjaciela Clay'a, który uczęszcza do klasy wyżej.

Podczas jednego z treningów chłopaka, na trybunach Riley poznaje starszego i zabójczo przystojnego "bad boy'a" - Blake'a. Gdy bohaterka zaczyna spotykać się z nowym znajomym, Clay nieoczekiwanie wyznaje jej miłość.

Jak potoczy się historia tej trójki? Kim tak naprawdę jest Blake? Komu ostatecznie Riley odda serce?

Uwielbiam właśnie takie książki, które potrafią mnie pozytywnie zaskoczyć. Opowieść autorstwa Kirsty Moseley pt.: "Chłopak, który wiedział o mnie wszystko", jest właśnie jedną z nich.

Na początku sądziłam, że będzie to klasyczna, słodko - mdła historia o dziewczynie, rozdartej między dwoma chłopakami.
W rzeczywistości dostałam książkę o prawdziwej, młodzieńczej miłości, zaufaniu, a także strachu o utraceniu drugiej osoby.

Riley była bohaterką, która początkowo mnie irytowała, by następnie bardzo ją polubić. O dziwo często też jej współczułam. Czasami jej zachowania i decyzje wydawały mi się po prostu głupie i dziecinne. Z perspektywy czasu widzę jednak, że kiedy byłam w jej wieku, to zachowywałam się bardzo podobnie do niej. Z tego właśnie powodu bardzo szybko jej to wybaczyłam.

Clay nie irytował mnie w żadnym stopniu. Był dokładnie taki, o jakim marzy chyba każda dziewczyna: czuły, troskliwy, w dodatku przystojny...to tylko kilka z zalet, które posiadał. Strasznie lubiłam w nim oddanie Riley i to, że był dla niej podporą w każdej sytuacji. Zrobiłby dla niej wszystko. Takiego chłopaka i przyjaciela, to tylko ze świecą szukać.

Co do Blake'a...to nie lubiłam go od samego początku. Wydawał mi się jakiś taki dziwny i po prostu fałszywy. Nie chciało mi się wierzyć, że dla Riley tak z dnia na dzień przestał być tz. "bad boy'em". Niby coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia istnieje, ale w tym przypadku mnie to nie przekonało.

eżeli ktoś szuka niezobowiązującej lektury, aby spędzić miły wieczór, odpocząć, uwierzyć, że prawdziwa miłość istnieje, to bardzo polecam tę pozycję.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
227 58 194
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (9)

Ulubieni autorzy (16)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (4)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd