Elwira 
ksiegarka.pl
"Literatura to najprzyjemniejszy sposób ignorowania życia." (F. Pessoa) "Znam więcej książek niż ludzi i jest mi z tym dobrze" (A. Stasiuk) Prowadzę bloga Księgarka na regale, gdzie staram się polecać Wam nie tylko nowości wydawnicze, ale wszystko co warte uwagi. Zamieszczam również wywiady, newsy okołoksiążkowe oraz odwiedzam księgarnie kameralne.
32 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 50 cytatów, ostatnio widziana 8 godzin temu
Teraz czytam
  • Historia polskiego szaleństwa. Tom I: Słońce wśród czarnego nieba. Studium melancholii
    Historia polskiego szaleństwa. Tom I: Słońce wśród czarnego nieba. Studium melancholii
    Autor:
    Książka Miry Marcinów, zawierająca antologię rodzimych teks­tów z dziedziny psychopatologii, jest pierwszą próbą stworzenia archeologii polskiego szaleństwa. Księgi polskich obłąkanych XIX stulecia n...
    czytelników: 117 | opinie: 1 | ocena: 8 (2 głosy)
  • Ota Pavel. Pod powierzchnią
    Ota Pavel. Pod powierzchnią
    Autor:
    Wszyscy Czesi wiedzą, kim był Ota Pavel. Syn czeskiego Żyda dotknięty traumą Holocaustu, powojenny ideowy komunista, najpracowitszy czeski dziennikarz sportowy, obsesyjny perfekcjonista, genialny pisa...
    czytelników: 153 | opinie: 5 | ocena: 7,46 (28 głosów)
  • Patrioci
    Patrioci
    Autor:
    Wybitna powieść amerykańskiej pisarki gruzińskiego pochodzenia o Amerykanach zafascynowanych ideami komunizmu, którzy osiadają w Rosji Sowieckiej, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Ta trzyp...
    czytelników: 965 | opinie: 62 | ocena: 7,49 (202 głosy)
  • Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię
    Rzekomo fajna rzecz, której nigdy więcej nie zrobię
    Autor:
    Kolejna po „Krótkich wywiadach z paskudnymi ludźmi” książka legendarnego amerykańskiego pisarza nareszcie po polsku! Gorzka i wnikliwa analiza ubóstwa intelektualnego oferty telewizyjnej, krytyka twór...
    czytelników: 742 | opinie: 17 | ocena: 6,74 (129 głosów)
  • Siedem rozdziałów z życia Václava Netušila albo Rowerem dookoła świata
    Siedem rozdziałów z życia Václava Netušila albo Rowerem dookoła świata
    Autor:
    Ivan Binar to czeski pisarz, po którego prozę powinni sięgać miłośnicy twórczości Haška, Čapka czy Hrabala, ale również czytelnicy rozsmakowani w realizmie magicznym. Tytułowy Václav Netušil błądzi po...
    czytelników: 125 | opinie: 1 | ocena: 6,45 (11 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-11 17:54:19
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
Seria: Biografie
 
2018-08-11 17:53:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Poza serią
 
2018-08-07 19:19:03
Ma nowego znajomego: rude_recenzuje
 
2018-08-07 15:35:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-08-07 11:35:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

http://ksiegarka.pl/cisza-na-dwa-glosy-czyli-wielka-czeska-proza/

Nie tęskno Wam czasami do mięsistych, wielkich powieści, które wymagają skupienia przy spożywaniu każdego słowa, bo napisane są prozą tak zręcznie skonstruowaną, że nie sposób nie oddać się jej w pełni? Mi niekiedy tęskno do powieści pachnącej wiktoriańskim stylem, dziewiętnastowieczną literaturą, kiedy czytelników porywały...
http://ksiegarka.pl/cisza-na-dwa-glosy-czyli-wielka-czeska-proza/

Nie tęskno Wam czasami do mięsistych, wielkich powieści, które wymagają skupienia przy spożywaniu każdego słowa, bo napisane są prozą tak zręcznie skonstruowaną, że nie sposób nie oddać się jej w pełni? Mi niekiedy tęskno do powieści pachnącej wiktoriańskim stylem, dziewiętnastowieczną literaturą, kiedy czytelników porywały „Wichrowe Wzgórza”, „Małe kobietki” czy Jane Austen. Wspomnienie tych powieści nie oznacza oczywiście, że czeska „Guwernantka”, rozgrywająca się w latach czterdziestych XIX wieku, powinna być kojarzona wyłącznie z literaturą kobiecą. Jest w niej jednak coś tragicznego w swej wyzwoleńczej walce o pozostanie sobą, co kojarzy się z bohaterami minionych epok. Vladimír Macura zmarł w 1999 roku i niestety nie uraczy nas już więcej swoją prozą, liczę jednak na więcej tłumaczeń tego autora w Polsce, bo jego zmysł wnikania w ludzkie losy i psychikę jest niebywale rzadki, a styl prowadzenia narracji rozważnie skomponowany.

Są też książki, które w złożoności swoich treści sprawiają, że czytelnik ma wrażenie, że coś, albo nawet wiele mogło mu umknąć podczas jej lektury. Mam wrażenie, że „Guwernantkę” mogłabym właśnie czytać wiele razy i za każdym razem odkryć kolejną warstwę znaczeniową, która wcześniej mogła mi gdzieś się ulotnić, dlatego do pisania o niej podchodzę z pokorą. Cieszę się jednak, gdy mogę Wam napisać o książce, która nie bombarduje Was wszędzie w mediach społecznościowych i przybliżyć Wam coś wartościowego mimo pozorów klarownych treści.

Powieść śledzi losy małżeństwa Františka Ladislava Čelakovskiego (postać autentyczna, pierwszy profesor literatury słowiańskiej na Uniwersytecie Wrocławskim) z młodszą o kilkanaście lat Antonią. Relacja wdowca u kresu sił witalnych z pełną wigoru kobietą świadomą tego, że będzie zmuszona porzucić własne ambicje, będzie wystawiania na wiele prób. Akcja osadzona jest we Wrocławiu, do którego małżeństwo się przeprowadza, a stanie się ono jakby odrębnym bohaterem przysparzającym trosk swoją melancholią i częstym wybuchem chorób oraz epidemii dotykających domostwa głównych bohaterów i ich dzieci.

Powieść rozpoczyna się od dolendo, czającego się, niewymownego bólu ściskanego przez nieprzyjazne otoczenie, po którym porusza się Antonia, nadając jednocześnie wrażenia duszności nie tylko miasta, ale jej życia. Z kolei, gdy przychodzi kolej na narrację Františka, to przedstawia się nam jako „wdowiec z połową serca”, kiedy to często wraca i zwraca się do swojej zmarłej żony, Marii. Maria jako duch minionego, stojąca na straży patriarchatu i zachowań godnych damy, pani domu i matki, które będą nawiedzać młodą Antonię. Młody poeta, Szyjkowski, uczeń Františka, którego wiersze rozbudzą w młodej żonie tęsknoty za ambicjami i bycia kimś więcej niż matką dla dzieci i żoną dla męża, pisze na początku książki Elegię o tęsknocie za ojcem oraz ojczyzną i nadaje ona jakby elegijny nastrój, który będzie się snuł po całej powieści, gdzie bohaterowie, ludzie, wymijają się w swoich tęsknotach i niedomówieniach.

Macura umiejętnie wkrada się w świat sztywnych konwenansów dziewiętnastowiecznych małżeństw. Kontrast dwojga głównych bohaterów rozpisany jest na dwa głosy wciąż się wymijające, które kiełkują w czytającym pewną dozą smutku, ponieważ te wieczne rozmijanie się w swoich pragnieniach, ambicjach i czułościach może mieć przecież uniwersalny wymiar. On nie znosi muzyki, bo obawia się, że kradnie duszę, ona ma tę samą obawę co do wierszy. Starszy małżonek kipiący zazdrością oraz pewną dozą pogardy dla jakichkolwiek prób własnych interpretacji i wolnej myśli swojej młodszej partnerki, który jednocześnie czuje się więźniem własnego domu i cielesnych pragnień. Zestawiony jest tutaj z Antonią, w której nieświadomie kiełkuje feministyczna postawa, skłaniająca ją ku własnym próbom pisarskim oraz chęci wyrwania się z niewolniczej roli reproduktorki, dla której macica wciąż ma inne plany.

Macura nie stroni również od odważnej narracji opisującej stany fizyczne i psychiczne kobiety na skraju załamania. Z kobiecej macicy czyni niemal osobny byt, pomieszczenie pełne głębi, prastarego języka, którym kobieta może przemówić najszczerzej. To ona ostrzega, przemyca lęki, sny, tęsknoty na potomstwo, które rodzi się z przeraźliwym krzykiem na świat, w którym rzeczywistość nie jest łaskawa dla kobiet i nie śpieszy się ze spełnianiem naszych pragnień. Zawsze spoglądam z przymrużeniem czujnego oka na męskiego pisarza, który prowadzi pierwszoosobową narrację kobiecą z obawy, że stworzy kolejną rozhisteryzowaną, egzaltowaną czy mało inteligentną postać. Jednak niebywała dbałość i wrażliwość z jaką autor odróżnia płeć narratorów tej przeplatanej powieści, to chyba jeden z największych atutów tej książki.

Antonia wciskana w konwenanse jak w za ciasną sukienkę, wiotczeje i obumiera jak kwiat macioszki wpinany w jej sukienkę na oczach czytelników. Jednak ta powieść to coś więcej niż tylko zgorzkniały dwugłos kobiety i mężczyzny, którzy próbują żyć ze sobą, ale obok siebie. Walczą tutaj również ze sobą skostnienie i tęsknota za rewolucyjnymi czynami i zrywami. Uwypukla się tutaj między innymi różnica w postępowych myślach, które kontrastują z Františkiem reprezentującym świat gasnących idei, iskra jakiegokolwiek buntu w nim się wypaliła. „Guwernantka” to nośna metafora niejednego człowieka bez względu na płeć. Powieść wprowadza barwny świat z wyraźnie zarysowanymi postaciami. Można wręcz powiedzieć, że książka udekorowana jest urokiem poetyckiego języka i kunsztownych gier słownych, które doceni czytelnik rozkoszujący się dobrze utkaną fabułą, ujętą w bogaty język utraconych namiętności i gasnących idei.

pokaż więcej

 
2018-08-05 22:43:10
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Reportaż
 
2018-08-05 15:50:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2018-08-05 13:16:12
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam, Posiadam
Autor:
 
2018-08-05 12:55:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Reportaż
 
2018-08-05 12:51:40
Ma nowego znajomego: Sandra Jasona
 
2018-08-05 12:51:25
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-07-30 14:48:57
Ma nowego znajomego: Kasia
 
2018-07-29 19:27:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Chcę w prezencie, Ulubione
Autor:
 
2018-07-25 10:55:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

http://ksiegarka.pl/negocjacje-miedzy-swiatami-czyli-realna-dystopia/

Pamiętacie co robiliście 11 września 2001 roku? To jedno z tych pokoleniowych pytań, które pewnie każdy z nas gdzieś, kiedyś usłyszał. Ja miałam lekcję fizyki, której przebieg został zakłócony wieściami zza oceanu. Do domu właściwie pobiegłam i całą rodziną nie odeszliśmy od telewizora śledząc coś niepojętego. Z zakamarków...
http://ksiegarka.pl/negocjacje-miedzy-swiatami-czyli-realna-dystopia/

Pamiętacie co robiliście 11 września 2001 roku? To jedno z tych pokoleniowych pytań, które pewnie każdy z nas gdzieś, kiedyś usłyszał. Ja miałam lekcję fizyki, której przebieg został zakłócony wieściami zza oceanu. Do domu właściwie pobiegłam i całą rodziną nie odeszliśmy od telewizora śledząc coś niepojętego. Z zakamarków wspomnień wyciągnę na pewno widok siebie zasłaniającej usta dłonią w niemym krzyku zdumienia, gdy obie wieże sunęły w dół jakby ktoś ciągnął je na niewidzialnym sznurku. Wyobraźnia nie pojmowała, że coś tak ogromnego może tak po prostu rozpaść się w pył w przeciągu kilkudziesięciu minut. Wspomagałam się łzami. O reperkusjach tamtego dnia dla całego świata można by rozmawiać godzinami i z pewnością napisać nie jedną książkę. „Utoną we łzach swoich matek” należy do jednej z nich.



Pisarz szwedzkiego pochodzenia, Johannes Anyuru, rozpoczyna swoją książkę dwoma cytatami. Przytacza słowa byłego więźnia Guantanamo oraz słowa mające na celu otwarcie naszych umysłów na płynne pojmowanie czasu, czasu jako konceptu, który może się naginać i przenosić nas w przeszłość oraz przyszłość. Pierwsza strona właściwego już tekstu to zaledwie dwa akapity. Wymowne kontrastujące ze sobą dwa obrazy. Plac zabaw i dwie dziewczynki na huśtawce oraz ukryty obserwator za szybą, jego/jej złowieszcza anonimowość. Zamiast beztroskiego śmiechu słyszymy ochrypłe krzyki, terkot karabinów maszynowych, odgłos przewracających się przedmiotów i ciał.

Zakrył twarz nie po to, żeby ukryć swoją tożsamość, tylko po to, żeby pokazać, że należy do anonimowej masy, że może być kimkolwiek. Może być muzułmaninem, który siedzi obok ciebie w autobusie, bezrobotnym i uczynnym – miłym, dobrze wychowanym młodym mężczyzną, który ustępuje miejsca starszym, zazwyczaj, ale teraz poczuł, że ma dosyć rasizmu i kolonializmu. – Karą jest śmierć. (…) Ma dziewiętnaście lat i nie skończył nawet podstawówki. Jest uprzejmy i właśnie szuka nowej pracy, bo nie dostał fucking szansy, tak właśnie jest, tak właśnie jej tłumaczy – Szwedzi nie dali mu ani jednej fucking szansy.

Czytając nie da się uciec od wrażenia, że gdzieś już to widzieliśmy. Do księgarni podczas spotkania autorskiego z twórcą, który tworzy kontrowersyjne obrazy muzułmanów, wpada troje zwolenników ugrupowania terrorystycznego. Postacią kluczową okaże się terrorystka, której zadaniem jest filmowanie całego zdarzenia. Mija dwa lata, a pisarz odwiedza tę kobietę w szpitalu psychiatrycznym. Przywołuje go do siebie po lekturze jego książek, by opowiedzieć swoją historię, w której twierdzi, że przybywa z przyszłości. Z przyszłości, w której Szwecja w wyniku zamachu stała się państwem totalitarnym, gdzie wrogów Szwecji zamyka się w tzw. Królikarni, a ludziom każe się podpisywać kontrakt obywatelski.



W pewnym momencie pisarz obecny w książce, który odwiedza swoją rozmówczynię mówi: Nie opuszczało mnie poczucie, że spotykam się w tym pomieszczeniu ze złem w czystej postaci i że wystarczy jedno spojrzenie, by zbrukać moją duszę. I czytelnik odnosi podobne wrażenie, że oto przed nim opowieść, tematyka i postać, które zbrukają nam duszę, gdy zajrzymy prosto w oczy krystalicznego zła, aury strachu i przemocy obecnego w tej niepokojącej dystopiii. Nie jest to oczywiście powieść, w której warstwa językowa zachwyci fanów ciężkich, filozoficznych piór i spostrzeżeń. Lecz im głębiej w książkę, tym język i rozważania wdzierają się w czytelnika coraz głębiej, a doświadczenie Anyuru w pisaniu poezji staje się coraz bardziej widoczne.

To powieść, której głównym celem jest zadawanie niewygodnych pytań, których w pozornie multikulturowym i tolerancyjnym świecie boimy się zadawać, lub w którym zwyczajnie się nad nimi nie zastanawiamy, ponieważ udajemy, że nie dotyczą naszych lokalnych społeczności.

Skąd biorą się radykałowie?

Czy ktoś, kto nie wyznaje wartości danego państwa, powinien mieć prawo do głosowania?

Jak to jest spędzić życie w miejscu, gdzie ludzie nie potrafią wymówić twojego nazwiska?

– Czy nie patrzysz czasem na swoje dzieci… – zacząłem, ale głos uwiązł mi w gardle. Zdziwiło mnie, z jakim trudem przychodzi mi to, co chcę powiedzieć. Mido miał oczy obrysowane kredką, czarne kreski podkreślały jego niemal niebieskie białka. Spojrzał na mnie zaskoczony.

– Czy nie patrzysz czasem na nie i nie zastanawiasz się, jak będzie wyglądać ich życie tutaj? – zapytałem.

– Dlatego, że są muzułmanami?

– Dlatego, że ludzie się boją i w końcu będą gotowi zrobić wszystko, żeby przestać się bać.

Kolejną mocną stroną tej książki, która wpływa na budowany w czytelniku niepokój, to zagmatwana, przeplatana narracja, kiedy to śledzimy fabułę z perspektywy pisarza, który próbuje rozgryźć motywy chorej psychicznie czytelniczki swoich książek. Obserwujemy tutaj niebezpieczne balansowanie na granicy gry psychologicznej a ciągłych pytań o słuszność motywów albo też pytanie samego siebie jako człowieka czy opowiadania historia jest tylko opowieścią czy już przerażającą formą kiełkującej rzeczywistości podszytej ksenofobią i rasizmem. Rozdziały poświęcone właśnie perspektywie pacjentki wymagają skupienia i potrzebnego zastanowienia się nad istotą zła i nienawiści. Śledzenie prawdy tej niepokojącej postaci sprawia, że trudno oderwać się od lektury.

Znajdowała się wewnątrz słów i sprawiała, że nic już nie odróżniało tego, co powinno się różnić. Yani muzułmanin i terrorysta. Lub pielęgniarka i strażnik. Nie było różnicy między krwią w moich żyłach i nożem Amina. Nic nie odróżniało bijącego we mnie serca od bomb, które wybuchały w Algierii.



Ta psychologiczna gra, w której pisarz postanawia zawierzyć kobiecie, która twierdzi, że przybywa z przyszłości budzi w czytelnikowi pragnienie słuchanie w skupieniu tej niepojętej historii. Tej pozornie alternatywnej wersji przyszłego świata, w której obecne pokolenie obarcza winą przeszłe za nienawiść do islamu, co obrazuje właśnie ta coraz bardziej absorbująca relacja pisarz – schizofreniczka, niczym ofiara – kat.

Kraj, co do którego nie miałem pewności, czy wystarczy mi odwagi, by w nim zostać. Nie byłem tylko drugim pokoleniem, które szukało dla siebie przyszłości na zachodnich ekranach. Nosiłem w sobie odłamki innego świata, innej gramatyki porządkującej czas i miejsce. Byłem muzułmaninem i w ciągu ostatnich lat zaczynałem wierzyć, że w Szwecji czyniło to ze mnie potwora.

„Utoną we łzach swoich matek” – czy ten tytuł sam w sobie nie jest piękny w swym dojmująco smutno przesłaniu? Lektura tej powieści zostawia czytelnika z wieloma pytaniami. Czy łatwiej popaść w szaleństwo i skryć się w alternatywnym świecie swojej wyobraźni niż przyznać się do winy? Czy istnieją zbrodnie, które można usprawiedliwić? Zostać czy emigrować? I to najważniejsze: czy faktycznie mamy do czynienia z dystopią daleką od prawdy? W świecie, gdzie staruszkowie wolą mieszkać w zgliszczach swoich sypialń niż przeprowadzić się do pozornie lepszego, bezpiecznego świata, gdzie z pogardą patrzy się na nowo przybyłych w granice naszych państw, którzy mają obco brzmiące nazwiska, gdzie morze wyrzuca na brzeg tysiące zmarłych, gdzie buduje się mury między państwami, gdzie nawet w moim mieście bije się kogoś za to, że wygląda jak Syryjczyk choć w rzeczywistości jest Hindusem, gdzie 11 września 2001 mamy właściwie gdzieś codziennie, i gdzie wciąż można usłyszeć złowrogie „do gazu!” wymierzone w drugiego człowieka z zaciśniętą pięścią nienawiści.

Czy „Utoną we łzach swoich matek” to faktycznie dystopia?

pokaż więcej

 
2018-07-24 13:55:31
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Moja biblioteczka
1516 208 2397
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (72)

Ulubieni autorzy (74)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (100)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd