readforrhys 
zabookowanyswiatpauli.blogspot.com, , https://www.instagram.com/readforrhys/
status: Czytelnik, dodał: 42 cytaty, ostatnio widziany 1 godzinę temu
Teraz czytam
  • 180 sekund
    180 sekund
    Autor:
    Allison Dennis przeszła przez tak wiele rodzin zastępczych, że nauczyła się do nikogo nie przyzwyczajać. Adoptowana w wieku szesnastu lat nie wierzy w trwałość związków między ludźmi, jednak na trzeci...
    czytelników: 890 | opinie: 49 | ocena: 6,99 (313 głosów) | inne wydania: 1
  • Geekerella
    Geekerella
    Autor:
    Cinderella goes to the con in this fandom-fueled twist on the classic fairy tale. Geek girl Elle Wittimer lives and breathes Starfield, the classic sci-fi series she grew up watching with her late...
    czytelników: 226 | opinie: 5 | ocena: 7,44 (25 głosów)
  • Tajemnica pod jemiołą
    Tajemnica pod jemiołą
    Autor:
    Los nagradza tych, którzy mają odwagę sięgnąć po szczęście Po odejściu żony Alex zostaje sam, z pustym kontem i raną w sercu. Pragnie poznać bratnią duszę – kogoś, kto zrozumie, jak bardzo jest samotn...
    czytelników: 169 | opinie: 21 | ocena: 7,52 (23 głosy)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-13 17:52:24
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-11-11 13:17:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Cykl: Wysłannicy (tom 2) | Seria: Young

Melissa Darwood to polska autorka pisząca pod pseudonimem – przyznam, że kiedy jakieś półtorej roku temu zobaczyłam w zapowiedziach „Luonto” Melissy nie przypuszczałam, że to nasza pisarka! Faktem jest, że należy ona do grona Polek, po których książki chętnie sięgam, a że „Larista” mi się spodobała, to od razu wiedziałam, że sięgnę i po drugą część, po „Guerrę”. Byłam bardzo ciekawa, co tym... Melissa Darwood to polska autorka pisząca pod pseudonimem – przyznam, że kiedy jakieś półtorej roku temu zobaczyłam w zapowiedziach „Luonto” Melissy nie przypuszczałam, że to nasza pisarka! Faktem jest, że należy ona do grona Polek, po których książki chętnie sięgam, a że „Larista” mi się spodobała, to od razu wiedziałam, że sięgnę i po drugą część, po „Guerrę”. Byłam bardzo ciekawa, co tym razem zostanie ukazane i miałam dość spore oczekiwania. Jak się one miały do rzeczywistości? Zapraszam do recenzji!

Jak tylko odpakowałam paczkę z „Guerrą” zaskoczyło mnie to, jaka ta książka cieniutka! Ona liczy sobie niecałe 300 stron, ale na pierwszy rzut oka wydaje się, że nawet ciut mniej. Jednak czytając miałam wrażenie, że tych stron jest troszkę więcej, głównie przez to, że tak naprawdę drugi tom „Laristy” to nie jest jedna z tych leciutkich książek. Ale po kolei.

W tej części Melissa skupiła się na historii Zuzy – przyjaciółki Laristy i Patryka. W wyniku pewnych okoliczności, na pewnym ważnym dla Zuzki koncercie... Patryk ratuje jej życie. A kto czytał „Laristę” ten wie, że jest on Guardianinem, więc nie wolno mu ingerować w kwestię śmierci innej osoby. Innymi słowy za to, że uratował Zuzę i przyjął śmiertelny cios za nią, nie odrodzi się w nowym wcieleniu. Trafia do Guerry. Zrozpaczona Zuza chwyta się każdej możliwości, by ratować ukochanego, i w tym celu decyduje się dobrowolnie poszukać Guerry.

Wydawałoby się, że będzie to zwyczajna, leciutka młodzieżówka o rozdzielonej parze, gdzie jedno ratuje drugie i oboje żyją długo i szczęśliwie. No cóż, nie w tej bajce. Tak naprawdę „Guerra” to wbrew pozorom dość ciężka historia, ale... jak dla mnie, to wielkie brawa dla autorki. Czemu? Melissa przemyciła wiele ważnych wątków, tematów, nie boi się ich poruszać, ba! Robi tow taki sposób, że łapie za serce i daje do myślenia. Nie chciałabym wam zbyt wiele zdradzać, ale od samego początku życie w Guerrze bardzo przypominało to, co działo się kiedyś, niecałe sto lat do tyłu. Jest to bardzo delikatny temat, dlatego tym bardziej podziwiam autorkę, że odważyła się co nieco z niego zaczerpnąć, ale przyznać trzeba, że wyszło jej to naprawę dobrze.

Jeśli chodzi jeszcze o Melissę, to jest to jedna z niewielu autorek, u których nie doświadczymy zbędnego lania wody, zupełnie niepotrzebnych, nic nie wnoszących do historii opisów. Może i właśnie przez to książki są cieńsze? Nie wiem. Ale podoba mi się to, bo czasami czytanie rozwlekającego się na kilka strony opisu jakiejś prostej, codziennej czynności, czy Bóg wie czego, robi się nudne. Ogólnie też, Darwood ma bardzo przyjemny styl, który absolutnie nie męczy, wręcz zachęca do czytania i nie zanudza. Ja w „Guerrę” (ale nie tylko) wciągnęłam się od pierwszych stron i tak naprawdę ten stan trwał do samego końca. Że już nie wspomnę o końcówce! Szanowna Autorko, tak się nie robi :( I jak ja mam teraz wytrzymać do przyszłego roku, bo dopiero wtedy będzie trzeci tom? Ja muszę wiedzieć, co dalej się wydarzy, jak potoczą się losy bohaterów. Po prostu muszę. Nie no wierzcie, za Chiny bym nie przewidziała takiego obrotu wydarzeń.. nie, mowy nie ma, nie ma szans, tego się nie da przewiedzieć. Potem nastąpiła taka dezorientacja, szok, zaskoczenie... i ciekawość kontynuacji!

Dobra, dobra, rozpisuję się o samym stylu, fabule itd. a coś o bohaterach, to co? Już się poprawiam! Generalnie akcja toczy się wokół Zuzy, to ona jest w centrum wydarzeń, że tak to określę, jej jest po prostu najwięcej. Co mogę o niej powiedzieć? Podziwiam tę dziewczynę i naprawdę ją polubiłam! To nie jest jedna z tych, które zgrywają damę w opałach i nic nie potrafią same zrobić, wręcz przeciwnie! Zuzka udowadnia, że nie potrzebuje pomocy, że jest na tyle sprytna, że mniej więcej daje radę sama. Co najważniejsze – podejmowane przez nią decyzje są gruntowanie przemyślane i racjonalne, co się ceni. O Patryku jest bardzo malutko, tyle, co nic. Zdziwieni? Też byłam zaskoczona. Ale... pojawia się też Bjor. Tajemniczy facet, o którym wiemy niezbyt wiele, choć z czasem nieco się to zmienia i którego, o dziwo, nawet, nawet zaczęłam lubić. I tutaj mogę uspokoić tego, kto się boi! Tutaj nie występuje trójkąt miłosny! Za co jestem wdzięczna, bo nie lubię tego motywu. Faktem jednak jest, że Bjor nieco mi namieszał w myślach i sama do końca nie wiem, co o nim myśleć. [...]
Ciąg dalszy na blogu - http://zabookowanyswiatpauli.blogspot.com/2018/11/guerra-melissa-darwood-recenzja.html

pokaż więcej

 
2018-11-10 09:48:17
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2018-11-08 20:15:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018

Colleen Hoover – myślę, że jest to jedna z bardziej znanych autorek romansów w naszym kraju. Nawet, jeśli ktoś nie czytał żadnej jej książki, to z pewnością chociaż o niej słyszał - czyż nie? W pewnym stopniu dzięki temu, że Hoover ma już dość spory dorobek wydanych historii, u nas zostały wydane prawie że wszystkie książki, które wyszły spod jej pióra. Moja przygoda z nią zaczęła się od... Colleen Hoover – myślę, że jest to jedna z bardziej znanych autorek romansów w naszym kraju. Nawet, jeśli ktoś nie czytał żadnej jej książki, to z pewnością chociaż o niej słyszał - czyż nie? W pewnym stopniu dzięki temu, że Hoover ma już dość spory dorobek wydanych historii, u nas zostały wydane prawie że wszystkie książki, które wyszły spod jej pióra. Moja przygoda z nią zaczęła się od „Hopeless” i to do niej mam największy sentyment, ale moją ulubioną jest „Maybe someday” - przez wątek, który zostaje poruszony. Najmniej natomiast przypadło mi do gustu „Without merit”. „Wszystkie nasze obietnice” zaciekawiły mnie od razu, piękna okładka, intrygujący opis, jedna z ulubionych autorek... to musiało wpaść w moje łapki!

Zaczynając te książkę zaskoczyło mnie to, że autorka podzieliła fabułę na 'wtedy' i 'teraz' – to jest dość częsty zabieg i w sumie myślę, że było to bardzo dobre posunięcie. Tak naprawdę miałam wrażenie, że czytam o dwóch różnych parach, ta z przeszłości była ze sobą tak zżyta, zgrana, a ta z teraźniejszości... niby się kochają, ale w czynach tego nie widać... Bardzo mnie ciekawiło, co takiego się stało, że tak poróżniło Grahama i Quinn, choć przyznam, że się domyślałam. I owe domysły okazały się (niestety) słuszne. Colleen Hoover znana jest z tego, że porusza w swoich książkach ciężkie, ale ważne tematy – w każdej jest coś innego, każdą łączy jedno – życie ukazane takim, jakim jest naprawdę, bez zbędnego koloryzowania, czy idealizowania... Colleen przedstawia prawdę i tylko prawdę, niezależnie od tego, jak bardzo by ona nie była bolesna... Łamie serca jak nikt i nawet nie potrzebuje ku temu czyjejś śmierci... ona je łamie samym realizmem, poprzez to, że ukazuje realistyczne życie – a życie nie zawsze bywa piękne i kolorowe.

Jak już wcześniej wspomniałam, mamy okazję poznać Quinn i Graham z przeszłości – ich pierwsze spotkanie, drugie, początki miłości i wspólnego życia oraz tę samą parę już jako małżeństwo z kilkuletnim stażem, w teraźniejszości. Raczej nie ma się co dziwić, że polubiłam bardziej ich wersję z młodości, wydawali się tacy bardziej pełni życia, optymistyczni, radośni, ale z drugiej strony... ciężko o pozytywne nastawienie w ich sytuacji. Co takiego się stało, że Quinn i Graham się tak bardzo od siebie oddalili? Sami musicie się przekonać.

A jeśli chodzi o nich samych... to tym razem nie powiem, co dokładnie o nich myślę, zbyt wiele myśli, zbyt wiele refleksji. Zdradzę tyle, że moim zdaniem oboje przeszli przemianę, oboje się zmienili. Na gorsze, na lepsze? Ciężko oceniać.

Przez akcję z teraźniejszości przewijała się drewniana szkatułka – długo nie umiałam pojąć, co takiego ona oznacza, co tam w środku jest. Sprawiała ona coś naprawdę cennego dla bohaterów, więc domyślałam się, że będzie miała jakieś znaczenie w przyszłości. I tak też się stało. I wiecie co? To był przepiękny pomysł, cudownie to Colleen wymyśliła, wręcz przyznam, że sama bym się tym chętnie zainspirowała – kiedyś, w przyszłości. Nawet nie przypuszczałam, że będzie ona aż tak ważna. [...]
Ciąg dalszy na blogu - http://zabookowanyswiatpauli.blogspot.com/2018/11/wszystkie-nasze-obietnice-colleen.html

pokaż więcej

 
2018-11-06 18:22:41
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-11-05 19:25:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:

Tillie Cole to autorka o dwóch obliczach – słodkie, wzruszające młodzieżówki kontra brutalne i wulgarne romanse z gangiem w tle. Jej najnowsza książka wydana w Polsce - „Nasze życzenie” - zalicza się do tych pierwszych i mimo tego, że przewidywałam, iż złamie mi serce, to i tak bardzo chciałam to przeczytać. Chociażby po to, żeby porównać ją do poprzednich historii tej autorki, które czytałam.... Tillie Cole to autorka o dwóch obliczach – słodkie, wzruszające młodzieżówki kontra brutalne i wulgarne romanse z gangiem w tle. Jej najnowsza książka wydana w Polsce - „Nasze życzenie” - zalicza się do tych pierwszych i mimo tego, że przewidywałam, iż złamie mi serce, to i tak bardzo chciałam to przeczytać. Chociażby po to, żeby porównać ją do poprzednich historii tej autorki, które czytałam. I wiecie co? Jak dla mnie „Nasze życzenie” wygrywa, spodobało mi się o wiele bardziej niż „Tysiąc pocałunków”, czy „To nie ja, kochanie”.

Cromwell Dean jest na liście najlepszych DJ'ów w Europie, ba, na świecie. Jest uwielbiany przez setki, tysiące osób, gra w najlepszych klubach... a jednak pewna dziewczyna w fioletowej sukience, od której nie może oderwać wzroku przez cały występ w Brighton, zarzuca mu, że jego muzyka jest bez duszy. Wkrótce po tym Crom wyjeżdża z rodzinnej Anglii do USA studiować muzykę. Pewnie każdy z was się domyśla, że jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności spotyka tam właśnie dziewczynę w fioletowej sukience.

Zanim powiem co nieco o bohaterach, czy samej fabule, chciałabym wspomnieć o czymś, co mnie najbardziej zachwyciło. Muzyka. Nawet nie ona sama, ale to, w jaki sposób Tillie Cole opisała stosunek bohaterów do niej, to jak ją odczuwali i jakie emocje w nich wywoływała. To było coś niesamowitego. Ja, osoba, dla której muzyka jest wręcz obojętna – owszem, czasem czegoś posłucham tak sama od siebie, ale bardzo rzadko, czułam się naprawdę poruszona, tak jakbym wraz z nimi doświadczała tych uczuć... Wow, to było... to było po prostu niesamowite. Dotychczas myślałam, że to Brittainy C.Cherry udało się pięknie opisać stosunek do tej sztuki w „Poza rytmem”, ale przepraszam - oddaję to miejsce Tillie Cole i „Naszemu życzeniu”.

Cromwell na początku sprawia wrażenie chama, bezczelnego chłopaka. Stroni od bliższych relacji z kimkolwiek, jest oschły, ale wiecie co? Nie kupiłam tego. Zwyczajnie tego nie kupiłam, czułam, że to nie nie jest prawdziwy on. Czekałam po prostu na jakiś przebłysk jego prawdziwej osobowości, a jednocześnie zastanawiałam się, co takiego się wydarzyło, że tak to na niego wpłynęło. I miałam rację. A po poznaniu całej prawdy jednocześnie mu współczułam i go podziwiałam. Pokochałam Cromwella od samego początku, ale pod koniec... myślę, że większość dziewczyn marzy właśnie o kimś takim w roli swojego ukochanego.

Bonnie to typ dziewczyny, która potrafiłaby zaprzyjaźnić się z każdym – dobra, troskliwa osóbka, która tak jak Cromwell – kocha muzykę i stara się z chłopaka wydobyć to, co najlepsze. Ale jednocześnie nosi w sobie tajemnicę, o której wie tylko jej najbliższa rodzina. Tajemnicę, która złamie serce nie tylko Cromwellowi, ale i nam, czytelnikom.

Pojawia się tutaj wątek, za którym szczerze nie przepadam w książkach, ale mimo to dałam szansę tej historii. I nie żałuję, tym bardziej, że autorka uchwyciła go nieco inaczej, nie było to aż tak schematyczne, jak zazwyczaj. Rozegrała to w nieco inny sposób. Owszem, łamie serce, ale i je skleja. [...]
Ciąg dalszy na blogu - http://zabookowanyswiatpauli.blogspot.com/2018/11/nasze-zyczenie-tillie-cole-recenzja.html

pokaż więcej

 
2018-10-31 18:23:12
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: The Beaumont Series (tom 1)
 
2018-10-31 18:23:09
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Cykl: All for the Game (tom 2)
 
2018-10-28 11:32:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3.5)

Akurat tego, że uwielbiam twórczość Sarah J. Maas myślę, że mówić Wam nie muszę, bo to już większość wie. Ostatnio Wydawnictwo Uroboros wydało nowelkę do trylogii Dworów - „Dwór szronu i blasku gwiazd” i, co mnie bardzo zaskoczyło, nowelka ta zaczęła zbierać bardzo mieszane recenzje, niektóre zakrawały wręcz o negatywne. Absolutnie mnie to nie zniechęciło, bo jak naprawdę pragnę coś... Akurat tego, że uwielbiam twórczość Sarah J. Maas myślę, że mówić Wam nie muszę, bo to już większość wie. Ostatnio Wydawnictwo Uroboros wydało nowelkę do trylogii Dworów - „Dwór szronu i blasku gwiazd” i, co mnie bardzo zaskoczyło, nowelka ta zaczęła zbierać bardzo mieszane recenzje, niektóre zakrawały wręcz o negatywne. Absolutnie mnie to nie zniechęciło, bo jak naprawdę pragnę coś przeczytać, to opinie nie mają dla mnie znaczenia, po prostu chcę się sama przekonać na własnej skórze. Tak więc mam już ACOFAS za sobą i postaram Wam się przybliżyć moje zdanie dotyczące tej książki.

Moja pierwsza myśl po tym, jak odpakowałam paczkę z Dworem było „O jejciu jakie to cienkie”! Maas przyzwyczaiła mnie, nas do pokaźnych rozmiarów grubasków, liczących sobie dobre kilkaset stron, a tu wpada mi w ręce książka mająca niewiele ponad 300. CHOCIAŻ! Nasza polska wersja i tak jest objętościowo większa, niż oryginalna angielska, w którą się zaopatrzyłam na początku wakacji (ale nie zdążyłam przeczytać). Ta to dopiero chudzinka! No ale nic, zaczęłam ACOFAS z delikatną rezerwą, starałam się nie nastawiać na coś naprawdę genialnego, a bardziej na przyjemny dodatek do serii. Okej, w jednym przyznaję rację – brakowało tutaj tych zapierających dech w piersi akcji, podczas których wprost drżymy o życie bohaterów. Niestety albo i stety, takich fragmentów tu nie uświadczymy. Wprost przeciwnie – od samego początku akcja jest spokojna, delikatna, choć według mnie Sarah tak ją urozmaiciła, że pomimo ogólnego spokoju nie jest nudno, mimo wszystko ciągle coś się dzieje, dowiadujemy się czegoś nowego i to właśnie sprawia, że chce się ją czytać i czytać. Bo prawda jest taka, że, może nie od początku – to fakt, ale wciągnęłam się w tą historię i bardzo mi się podobało to, że mogłam spędzić trochę czasu w Velaris z całą grupką – Rhysandem, Azrielem, Kasjanem, Feyrą, Mor i Amreną.

Co mnie zaskoczyło, ale i ucieszyło, Maas wzbogaciła fabułę o rozdziały opowiadane z punktu widzenia Rhysa, Kasjana, Mor i Nesty. Najwięcej oczywiście z perspektywy Feyry i Rhysa. Bardzo mi się spodobał ten zabieg, była to taka miła odmiana od ciągłej narracji Feyry, która przecież występuje w każdej z trzech części (pomijając kilka Rhysowych, które się pojawiły wcześniej).

Generalnie akcja „Dworu szronu i blaski gwiazd” kręci się wokół święta Przesilenia, autorka pokazuje nam, jak bohaterowie książki, ale też wszyscy mieszkańcy Velaris, jak i Dworu Nocy obchodzą to święto, jak się do niego przygotowuja. Nie wiem, ale ja wręcz poczułam delikatny klimat naszych świąt Bożego Narodzenia, większość przygotowań jest bardzo podobnych do naszych grudniowych. To było zupełnie odmienne spojrzenie na ten osławiony Dwór Nocy i nie, nie nudziły mnie rozmyślania o prezentach, dekoracjach itp. Ba! Ja się śmiałam do rozpuku, kiedy czytałam o tym, jak Feyra z Azrielem zabrali się za postrojenie domu! Bo, o czym powinnam wspomnieć, w tej nowelce autorka nie szczędzi nam śmiechu, bardzo często pojawiały się momenty, w których uśmiech nie schodził mi z twarzy i wręcz się głośno śmiałam. I jejku... uwielbiam to! Uwielbiam to, że są książki, przy których można się po prostu pośmiać i naprawdę miło spędzić czas! [...]
Całość na blogu - http://zabookowanyswiatpauli.blogspot.com/2018/10/dwor-szronu-i-blasku-gwiazd-sarah-j.html

pokaż więcej

 
2018-10-26 17:08:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:
Cykl: Begin Again (tom 2)
 
2018-10-26 17:08:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Cykl: Hart''s Boardwalk (tom 1)
 
2018-10-26 17:07:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:
 
2018-10-24 19:45:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018

Samantha Young to, można powiedzieć, jedno z nowszych odkryć, po jej twórczość pierwszy raz sięgnęłam jakieś pół roku temu, a teraz „Ostrożnie z miłością” to już czwarta przez nią napisana, która przeczytałam. Pokochałam tę autorkę za styl, za lekkość, za prawdę, które zawiera w swoich historiach. Zauważyłam, że opiera je na podobnym schemacie, ale mimo to każda z nich jest inna, każda... Samantha Young to, można powiedzieć, jedno z nowszych odkryć, po jej twórczość pierwszy raz sięgnęłam jakieś pół roku temu, a teraz „Ostrożnie z miłością” to już czwarta przez nią napisana, która przeczytałam. Pokochałam tę autorkę za styl, za lekkość, za prawdę, które zawiera w swoich historiach. Zauważyłam, że opiera je na podobnym schemacie, ale mimo to każda z nich jest inna, każda opowiada o czym innym, porusza odmienne tematy. Wszystkie, które jak dotąd czytałam okazały się bardzo przyjemnymi i ważnymi książkami, więc nie zastanawiałam się, kiedy w zapowiedziach zobaczyłam, że będzie wydana nowa. Nawet nie czytałam opisu – po prostu od razu wiedziałam, że po prostu muszę to przeczytać.

Ava stara się tylko wrócić do domu, jednak najwyraźniej wszechświat, los, czy cokolwiek postanowiło z niej zakpić – wzięcie z przed nosa biletu do pierwszej klasy, odwołanie lotu, arogancki facet poznany na lotnisku, na którego Ava, ku swojej irytacji, trafia na każdym kroku...
Wszystko to ma swój, jakby to powiedzieć... cel, do czegoś prowadzi. Podróż ze Szkotem Sukinkotem wydaje się być ostatnią rzeczą, na którą kobieta ma aktualnie ochotę, ale może to jest to, czego jej trzeba?

Okej, po pierwsze – uwielbiam tę książkę za samo to, że autorka zawarła w niej jeden z moich ulubionych motywów – relację hate-love. Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię te, w których bohaterowie nie słodzą sobie od samego początku, w których nie ma miłości od pierwszego wejrzenia, a wręcz przeciwnie – skaczą sobie do gardeł, docinają, sprzeczają się. To jest takie... inne, odmienne, bo nie każda miłość bierze się z występującej od samego początku sympatii. Nie bez powodu mawia się, że granica pomiędzy miłością a nienawiścią jest bardzo cieniutka. Tak więc, wracając do historii – pojawia się tutaj owy motyw i kurcze! W takiej wersji, którą najbardziej kocham! Jakiej? Proste – w takiej, która powoduje u mnie ciągłe, niekontrolowane wybuchy śmiechu! Bo dla mnie humor w książkach to rzecz bardzo ważna i cieszę się, kiedy on występuje. A tutaj śmiałam się już na jednej z pierwszych stron! Bawiły mnie docinki Avy i Szkota Sukinkota (btw. Kocham te ksywkę!!) i absolutnie nie w tym negatywnym sensie! To był fakt, który sprawił, że „Ostrożnie z miłością” spodobało mi się od samego początku. Jedyne, do czego się przyczepię to to, że bliżej końca te docinki się tracą, jest ich coraz mniej, prawie wcale... I bardzo mi ich brakowało!

W „Ostrożnie z miłością” Samantha, jak w poprzednich, również poruszyła pewne ważne wątki – zdrada, ból, cierpienie, śmierć. Ona wręcz nie oszczędzała swoich bohaterów i nie starała się na siłę ich uszczęśliwiać. Nie usprawiedliwiała ich, a pozwalała popełniać błędy i ich żałować. Zarówno Ava, jak i Caleb doświadczyli w swoim życiu niejednej złej, nieprzyjemnej sytuacji i nie można o nich powiedzieć, że ich to nie obeszło. Nie! Wszystko, czego doświadczyli wpłynęło na to, jakimi ludźmi się stali i może i nie zachowują się cały czas idealnie, ale nie jest łatwo pokonać własne demony z przeszłości. Oni oboje wydali mi się tacy... realni! Samantha oszczędziła nam czegoś takiego, że przy tej jedynej osobie bohater nagle zapomina o wszelkich smutkach, nagle jest już „zdrowy”, szczęśliwy jak nigdy. Na wszystko trzeba czasu i tak naprawdę do końca nie wiadomo, jak relacja między tą dwójką się ułoży, do czego doprowadzi. [...]
Ciąg dalszy na blogu - http://zabookowanyswiatpauli.blogspot.com/2018/10/przedpremierowo-ostroznie-z-mioscia.html

pokaż więcej

 
2018-10-21 13:03:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:
Cykl: Vincent Boys (tom 1) | Seria: Young

Abbi Glines może i nie jest jedną z moich ulubionych autorek i nie sięgam po każdą jej książkę, ale trzeba przyznać, że ma ona lekkie pióro, dzięki czemu często jednak na jej historie się decyduję. Tym razem wydało ją, że tak powiem, wydawnictwo Kobiece, ale pod logiem ich odłamu młodzieżowego – Young. Opis mnie zaciekawił, więc nawet mimo wskazówek, że pojawi się tutaj wątek, którego nie... Abbi Glines może i nie jest jedną z moich ulubionych autorek i nie sięgam po każdą jej książkę, ale trzeba przyznać, że ma ona lekkie pióro, dzięki czemu często jednak na jej historie się decyduję. Tym razem wydało ją, że tak powiem, wydawnictwo Kobiece, ale pod logiem ich odłamu młodzieżowego – Young. Opis mnie zaciekawił, więc nawet mimo wskazówek, że pojawi się tutaj wątek, którego nie lubię, postanowiłam spróbować.

Ash praktycznie wychowała się z dwoma chłopcami – z Beau i Sawyerem. Cała trójka tworzyła paczkę zgranych przyjaciół. Wszystko było pięknie do czasu, aż Ashton zaczęła chodzić z Sawyerem. Po tym relacja z Beau uległa pogorszeniu. Beau i Sawyer to kuzyni, który kochają się jak bracia, ale są totalnie od siebie różni – można rzec, że jak ogień i woda. Ten pierwszy to taki typ bad boya, czarna owca w rodzinie i w miejscu, w którym mieszka, z kolei Saw to ten grzeczny, miły chłopak, który jest bardzo lubiany zarówno w szkole, jak i w całym miasteczku. Kiedy Sawyer wyjeżdża na wakacje, Beau i Ashton przypadkiem na siebie trafiają... i przypominają sobie, jak dobrze się niegdyś znali. Ale czy pozwolą sobie na ponowne rozwinięcie tej znajomości?

I pewnie już wszyscy wiedzą, o jaki wątek, za którym nie przepadam, chodzi – tak, tak, to trójkąt miłosny. Spoiler? Nie, bo można się tego domyślić jeśli nie w opisie, to już zaraz na początku książki. Ja go nie lubię i przez to nieco się bałam „Vincent boys”, ale dałam szansę i.. nie było tak źle! Nie wiem, może dzięki temu, że tak naprawdę cała fabuła kręci się wokół tej sytuacji, ale mam wrażenie, że autorka postarała się, aby zostało to wykreowane w porządny, nieco delikatny sposób. Bo sama nie wierze, że to mówię, ale podobał mi się sposób w jaki Abbi przestawiła ten wątek i nawet mnie nie irytował! No... w większości.

Nie mogę jednak powiedzieć, że nic mnie w tej książce nie irytowało – to by było zbyt piękne, by było prawdziwe. Jak Ashton była dość rozsądna i trzeźwo myśląca, nie próbowała na siłę kogoś uszczęśliwiać, a z czasem zrozumiała czego dokładnie chce, tak Beau... miałam ochotę nim potrząsnąć, kiedy ten zamiast twardo stawić czoła rzeczywistości, to uciekł z podkulonym ogonem. I nie, nawet nie chodziło o to, czy ich relacja wyszła na jaw, czy nie... I w tym momencie wypadałoby wspomnieć, że Abbi Glines nie stworzyła historii, w której przez te niecałe 300 stron bohaterka bije się z myślami, którego z kuzynów wybrać.. nie, Abbi sprawnie wplotła tutaj pewien trudny temat, temat dotyczący rodziców, tego, jak ich działania mogą wpłynąć na dziecko. Dość ogólnie to napisałam, ale nie chciałabym niechcący czegoś zdradzić. Powiem tylko tyle, że w pewnym momencie spotykamy coś, czego chyba nikt się nie spodziewał. [...]
Ciąg dalszy na blogu - http://zabookowanyswiatpauli.blogspot.com/2018/10/vincent-boys-abbi-glines-recenzja.html

pokaż więcej

 
2018-10-15 19:50:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:
Cykl: Mrs. Wright (tom 1)

Z K.A.Linde dotychczas nie miałam styczności. Aż do teraz. Z polecenia pewnej kochanej osóbki (tak Anielka, to o Tobie!) zdecydowałam się sprawdzić o co tyle szumu, bo słyszałam naprawdę wiele pozytywów na temat twórczości tej autorki. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam, ale od momentu zakupu książki, do jej przeczytania minęło trochę czasu, niemniej jednak – mam ją za sobą! Część historii w... Z K.A.Linde dotychczas nie miałam styczności. Aż do teraz. Z polecenia pewnej kochanej osóbki (tak Anielka, to o Tobie!) zdecydowałam się sprawdzić o co tyle szumu, bo słyszałam naprawdę wiele pozytywów na temat twórczości tej autorki. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam, ale od momentu zakupu książki, do jej przeczytania minęło trochę czasu, niemniej jednak – mam ją za sobą! Część historii w dodatku umiliła mi wycieczkę w góry pod koniec wakacji ;)

Ale na początek, może tak na krótko – o co tutaj chodzi? Generalnie mamy tutaj motyw dziewczyny powracającej do domu (który, może dodam, bardzo lubię). Emery po bolesnym zakończeniu związku rzuca studia i decyduje się wrócić w rodzinne strony. Tam przyjaciółka wkręca ją w pójście jako gość na wesele... młodszej siostry byłego chłopaka Em, Logana, z którym to chodziła w liceum. To, że go spotka jest dużo więcej, niż pewne! Ale ku jej zaskoczeniu, to nie ten brat wodzi za nią wzrokiem całą imprezę. Za mąż wychodzi najmłodsza z rodzeństwa Wrightów, a jest ich w sumie pięcioro... i do wszystkich Emery ma uraz właśnie przez sytuację z Loganem. Czy to nastawienie ulegnie zmianie? A może wszystko pozostanie po staremu?

Ugh, ten opis, który skleciłam wydaje się być oklepany... a ta historia przecież taka piękna! Ale może po kolei. „Dziewczyna mojego brata” to jedna z tych książek, które pochłaniają od pierwszych stron, przy których czytelnik się nie nudzi i ciągle coś się dzieje. To jedna z tych, które wciągają i powodują, że nie chcesz robić nic innego, tylko czytać i czytać, a im bardziej zbliża się koniec, tym bardziej się smucisz, że to już. Jednak jest jedno „ale”... Mam to za sobą od jakiegoś miesiąca i myślałam, że bardziej mi zapadnie w pamięć. Naprawdę mi się podobała i przy najbliższej okazji planuję zaopatrzyć się w drugi tom (który jest już o innym z braci Wright'ów), ale wiele szczegółów już mi zdążyło umknąć.

Bardzo polubiłam obydwoje głównych bohaterów, zarówno Emery, jak i Jensena. Choć nie ukrywam, że Jensenowi czasem przydałoby się solidne potrząśnięcie, ot tak dla bardziej rozsądnego myślenia. Nie są to młodzi ludzie, którzy dopiero stoją u progu dorosłości. Wręcz przeciwnie, oboje są już dorośli, mają około trzydziestu lat (ale chyba jeszcze nie... kurcze nie pamiętam teraz ile dokładnie) i już spory bagaż życiowy. Zarówno on, jak i ona mają za sobą pewne przeżycia, jedno mniejsze, drugie większe, ale oboje mają. Są dorośli, ale nawet pomimo tego zdarza im się popełniać błędy... jak wszystkim.

Podobało mi się po części to, że nie występuje tutaj miłość od pierwszego wejrzenia, iskra porozumienia pojawia się między nimi dość szybko, ale do miłości jeszcze kawałek. Dodatkowo autorki zadbała, żeby ich historia nie była zbyt prosta i banalna, nie zawsze jest kolorowo, pojawiają się kłótnie, czy też nieporozumienia i nie wiem, mam wrażenie że to dodało swego rodzaju realności. W międzyczasie został wpleciony wątek starej miłości, ale też nieudanego małżeństwa i to w sumie w dwóch przypadkach, zdrady, a także wydaje mi się, że wątek alkoholizmu. I nie, to nie dotyczy tylko jednej osoby, a kilku. Jak przeczytacie to się domyślicie. W dodatku, żeby nie było zbyt sielankowo, to autorka w pewnym momencie serwuje zwrot akcji! Czy się spodziewałam... nie, totalnie nie pomyślałam, że to mogłoby w tej książce wystąpić! A tu proszę, jaka niespodzianka! Wątek, który postanowiła wpleść był, jeśli o mnie chodzi, strzałem w dziesiątkę i myślę, że udało jej się go dość dobrze i sensownie poprowadzić.
Ciąg dalszy na blogu - http://zabookowanyswiatpauli.blogspot.com/2018/10/dziewczyna-mojego-brata-kalinde-recenzja.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
284 212 2835
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (183)

Ulubieni autorzy (11)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (165)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd