Bartlox 
mężczyzna, status: Czytelnik, ostatnio widziany 6 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-09 20:00:39
Cykl: Lipowo (tom 8)

Rzadko która książka tak wyraźnie dzieli się na dwie, mniej-więcej równe, bardzo od siebie odbiegające części. W końcowych partiach tekstu jest to właściwie bezpośrednio przyznane, parę razy wprost mamy napisane, że dwie pozornie powiązane sprawy w istocie były od siebie całkiem oddzielone. I tak też jest, morderstwa wynikły z różnych przyczyn, były uwarunkowane innymi emocjami itd. O dziwo... Rzadko która książka tak wyraźnie dzieli się na dwie, mniej-więcej równe, bardzo od siebie odbiegające części. W końcowych partiach tekstu jest to właściwie bezpośrednio przyznane, parę razy wprost mamy napisane, że dwie pozornie powiązane sprawy w istocie były od siebie całkiem oddzielone. I tak też jest, morderstwa wynikły z różnych przyczyn, były uwarunkowane innymi emocjami itd. O dziwo przekłada się to także na styl, jakim obie połowy są napisane - pierwsza naprawdę angażuje, czujemy się wciągnięci w tę opowieść, chcemy ją poznawać, czekamy na jej rozwój. Druga nie angażuje w ogóle. Serio, czytając tę partię tekstu czułem się w jakiś sposób oddzielony od postaci, odseparowany od nich. Nawet nie chodziło o to, że ich los mnie nie obchodził (choć skądinąd nie obchodził), ale właśnie o to, że między mną a tą opowieścią była jakaś taka "szyba" nie pozwalająca mi uczestniczyć w tym, co się na kartach książki działo.

Sam pomysł na akcję to totalne rozczarowanie. Niestety w pełni uwidoczniła się tu ta najgorsza cecha pisarstwa Puzyńskiej - rozwiązanie wyskakuje znikąd. W obu częściach książki po prostu w pewnym momencie dowiadujemy się, że wydarzyło się to i to i właśnie dlatego ktoś musiał zginąć. Zero szans, by samemu poprowadzić śledztwo, zero szans na tę warstwę zabawy. Tak, tyczy to równym stopniu także i tej pierwszej, znacznie lepiej napisanej połowy powieści. Już wcześniej młoda autorka stosowała ten nieszczęśliwy zabieg, ale chyba nigdy nie było to tak widoczne. Nakłada się na to sprawa o której pisałem powyżej - nijak nie byłem się w stanie przejąć losem nowo wprowadzonych postaci, dosłownie: "a co mnie to" kto zabił i dlaczego.

Powieść jakoś tam ratują po części postacie, czujemy dramat Gawrońskiego, Emilii, upadek Daniela, nawet w Łukasza i panią Marię łatwo się wczuwamy, mimo, że ich udział w fabule jest marginalny. No i plus za to, że nieco miejsca poświęcono Wierze, tak bardzo wcześniej zaniedbywanej. Gorzej z Cybulskim, wątkiem gwałtu, który jest w powieści całkowicie od czapy i przede wszystkim z czcicielami Szatana (tak, tak, jest taki motyw).

Generalnie wątki diaboliczne nie grają w tym tekście, są, ale nie wiadomo po co. Szkoda wielka, skoro już pisarka zdecydowała się wreszcie iść na całość, to chyba jednak powinna to jakoś lepiej przygotować. Za to nieźle czuć bór, klimat puszczy, leśnych odstępów.

No i wielka szkoda, że Klementyna nie zaznała szczęścia z Lilianną ;/

Najgorsza jak dotąd część cyklu.

pokaż więcej

 
2018-08-04 17:12:49
Autor:

Jedna z tych powieści, które docenia się w pełni dopiero po zakończeniu lektury. Przyznać muszę, że podczas samego czytania nieraz myślałem o tej książce jako o czymś przereklamowanym, chwalonym przez wielu na siłę. Po trosze winnym był tu styl autora, płaski, często przez wiele stron pozbawiony jakichkolwiek ozdobników, nieomalże gazetowy. Nie zrozumcie mnie źle, ozdobniki są, wtręty osobiste... Jedna z tych powieści, które docenia się w pełni dopiero po zakończeniu lektury. Przyznać muszę, że podczas samego czytania nieraz myślałem o tej książce jako o czymś przereklamowanym, chwalonym przez wielu na siłę. Po trosze winnym był tu styl autora, płaski, często przez wiele stron pozbawiony jakichkolwiek ozdobników, nieomalże gazetowy. Nie zrozumcie mnie źle, ozdobniki są, wtręty osobiste narratora będącego jednocześnie głównym bohaterem całej tej historii również, ale te pierwsze często znikały na całe rozdziały, te drugie zaś często po prostu męczyły. Tak, parę razy odkładałem lekturę na dłuższy czas.

Również samo umiejscowienie głównego bohatera w całej sprawie wyszło moim zdaniem w znacznej części sztucznie. Prostu pojawia się on w miejscu, gdzie to wszystko się zaczyna bo się tam pojawia. Ok., jest to jakoś tam wytłumaczone, ale per saldo jest tam bo jest. Podobnie będzie potem z faktem, że facet jedzie do Turcji ratować świat przed zniszczeniem a następnie zajmuje się zupełnie inną sprawą, z którą, w magiczny chyba sposób, zetknął się już wcześniej. Wreszcie końcowa konfrontacja dwóch antagonistów których poczynania przez całą wcześniejszą lekturę śledziliśmy mogła wyjść bardziej okazale. Nie mam tu na myśli finalnej rozróby jako takiej, ta była zrobiona bez zarzutu, ale... ale sam ten moment, gdy obaj panowie których całą życiową drogę prześledziliśmy, o których tyle już wiemy, po raz pierwszy stają pod koniec na przeciwko siebie. To chyba mogło być zrobione tak, by robiło na nas większe wrażenie.

Jednoznacznie na plus powieściowi antagoniści. Jego rozumiemy, często mu nawet kibicujemy (scena z oczami), czujemy jego ból, pojmujemy jego motywacje. Widzimy, jak poszczególne etapy życia go formowały. Ona jest cudownie wredną dziwką.

Plusy także za takie detale jak rozłożony na cały tekst opis stosunków głównego bohatera z adopcyjnymi rodzicami, za to jak szybko i sprawnie znielubiamy dynastię rządzącą w Arabii Saudyjskiej, za - również wciąż powracający - obraz tego, jaką ranę na duszy narodu amerykańskiego wywołał 11 IX.

Ok., ale skoro miałem tyle zastrzeżeń, to skąd tak wysoka ocena powieści, skąd aż osiem gwiazdek? Otóż gdy zamykasz książkę, to wiesz, że to naprawdę było coś mocnego. To jak rzadko kiedy wiesz, że to było coś mocnego.

pokaż więcej

 
2018-08-02 19:11:44

Jak na Mrozowe pisanie na kilogramy, to uczciwie trzeba przyznać, że ta powieść akurat jest dość udana. Szybka akcja, ładnie zrobione spiętrzanie się zaskakujących zwrotów akcji, postacie, którym chce się kibicować, to wszystko tu niewątpliwie jest. Oczywiście jest także masa dziur w fabule i robionego na siłę szarżowania, ale da się to znieść, jeśli pamiętamy, że to literatura popularna. Taka... Jak na Mrozowe pisanie na kilogramy, to uczciwie trzeba przyznać, że ta powieść akurat jest dość udana. Szybka akcja, ładnie zrobione spiętrzanie się zaskakujących zwrotów akcji, postacie, którym chce się kibicować, to wszystko tu niewątpliwie jest. Oczywiście jest także masa dziur w fabule i robionego na siłę szarżowania, ale da się to znieść, jeśli pamiętamy, że to literatura popularna. Taka najbardziej podstawowa satysfakcja z lektury jest w pełni zapewniona.

Pewien problem miałem z książkowym psycholem - z jednej strony naprawdę można się było wczuć w to, co on czuje, w to, co dzieje się w jego mózgu, serio wiedziałem jak działa jego odlot, z drugiej sceny z nim nie angażowały jako takie, nie czuło się całej tej grozy. Wniknięcie w jego psyche było zrobione bardzo dobrze, trzeba to zauważyć tym bardziej, że nie mamy nigdy bezpośredniego wglądu w jego myśli, ale grozy współżycia z nim nie było czuć w żadnym stopniu - ciekawy paradoks.

Nie czuć w książce Opola, rodzinnego miasta autora, już bardziej sceny nadmorskie nieco, ale tylko nieco lepiej pokazują klimat miejsca. Nie czuć bólu głównego bohatera po tym, co zdarzyło się w jego życiu, jest za lekko, od początku czytamy to na zasadzie "wesołe przygody Damiana", chyba jednak mocno wbrew zamierzeniom Najpłodniejszego. Za to potężną organizację przestępczą czujemy znacznie lepiej niż zazwyczaj w jego twórczości, choć jest to zrobione minimalistycznymi środkami. Nie da się zaprzeczyć, że wiele fragmentów mocno angażuje czytelnika, chcemy wiedzieć co będzie dalej, jak się dana akcja rozwinie, co się stanie na następnej stronie. Motyw ucieczki, stosowany przez Najpłodniejszego już w cyklu o Forście, tu wyszedł oryginalnie, w żadnym razie nie mamy déjà vu, to również zaleta. No i plusik za końcowe niedopowiedzenie co do relacji pewnych dwóch postaci.

pokaż więcej

 
2018-07-21 12:59:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Fantastyka, Klasyka

Nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać po tym zbiorku opowiadań, gdy po niego sięgałem. I pewnie dlatego nie byłem rozczarowany. Ot, kilka nowelek grozy, nawet klimatycznych. Pomysł na żadną nie powalał, acz jeden czy dwa były dobre. Czytając pobieżnie opinie na temat tych tekstów stykałem się w pierwszym rzędzie z obserwacją, że bohaterowie traktują kolej z religijną niemal czcią, co... Nie bardzo wiedziałem, czego się spodziewać po tym zbiorku opowiadań, gdy po niego sięgałem. I pewnie dlatego nie byłem rozczarowany. Ot, kilka nowelek grozy, nawet klimatycznych. Pomysł na żadną nie powalał, acz jeden czy dwa były dobre. Czytając pobieżnie opinie na temat tych tekstów stykałem się w pierwszym rzędzie z obserwacją, że bohaterowie traktują kolej z religijną niemal czcią, co łączy te teksty. Może i tak, w części z nich na pewno jest to widoczne. Mnie jednak w oczy rzuciło się przede wszystkim co innego - nieuchronność, fatalizm ich (bohaterów) losów. To, że człowiek nie może nic zmienić w swoich przeznaczeniu (skojarzenie z niezmiennością kursów kolei?). Jakby Grabiński chciał, nie wiem na ile świadomie, wypowiedzieć zdanie w najważniejszej dyskusji filozoficznej przełomu XIX i XX wieku.

Tak czy owak warto te opowiadania przeczytać. Choćby jako ciekawostkę.

pokaż więcej

 
2018-07-20 20:25:42

Wzorcowy, podręcznikowy przykład egotyzmu pisarza. Wzorcowy, podręcznikowy przykład podejścia "jestem genialny i mogę wszystko". Nie może pan. Rozwiązanie fabuły polegające na mega oryginalnym twiście trzeba umieć zrobić, trzeba przemyśleć, wyczuć jego rolę w fabule. To nie jest tak, że autor może sobie po prostu postanowić "zrobię mega oryginalny twist pod koniec i wszystko się tym... Wzorcowy, podręcznikowy przykład egotyzmu pisarza. Wzorcowy, podręcznikowy przykład podejścia "jestem genialny i mogę wszystko". Nie może pan. Rozwiązanie fabuły polegające na mega oryginalnym twiście trzeba umieć zrobić, trzeba przemyśleć, wyczuć jego rolę w fabule. To nie jest tak, że autor może sobie po prostu postanowić "zrobię mega oryginalny twist pod koniec i wszystko się tym wyjaśni". Nie, samo takie postanowienie nie wystarczy. Tym bardziej przy takiej skali szarżowania w środkowych partiach tekstu.

Nie rozumiem dlaczego po nader chłodno przyjętej "Czarnej Madonnie" Najpłodniejszy zdecydował się na tak w dużej części podobną konstrukcję fabularną w kolejnej powieści. I tu jest bohater/bohaterka z typu everyman i tu na początku jest niezwykłe zdarzenie będące rewolucją w życiu tej osoby, potem myślenie nad nim, reakcje świata itd. Ale to co tam grało (wbrew większości czytelników uważam tamtą książkę za w miarę udaną) tu robi wrażenie wymyślonego na siłę i tak naprawdę bez pomysłu. W szczególności w ogóle nie czujemy otoczenia, nie czujemy reakcji świata na dramat głównych postaci.

Właśnie, postacie. To, co prawie zawsze było bardzo udane w powieściach Najpłodniejszego. Tu nie wyszły absolutnie. Ludzi z tła nie ma w ogóle. Mamy sześć-siedem osób i tyle. Coś więcej do powiedzenia mają trzy. I nie jest tego co mają do powiedzenia wiele.

Duży kłopot mam z opisaniem tego, jak odebrałem głównego powieściowego psychola. To nie jest tak, że był źle opisany. Czytało się lekko i bez bólu. Ale był opisany był w sposób totalnie nie pozwalający się wczuć w jego sposób myślenia, w to, co odczuwał. Nic nie czułem, nic na mnie nie działało. Tak, właśnie to: nie działał na mnie. Nie czułem tego jego odlotu. To już ta jedna scena szaleństwa tej drugiej osoby robiła większe wrażenie.

Czytało się lekko i szybko, ale to tyle zalet. No ok., jeszcze nawiązania do Platona były dobrze zrobione.

pokaż więcej

 
2018-07-19 13:45:31
Cykl: Lipowo (tom 5)

Trochę dziwne, że powieść nie nazywa się "Wampir", zważywszy, ile wampirycznych elementów się w niej znajduje. Pewnie szło o niemylenie jej z innymi książkami z tym słowem w tytule :) Historia pierwszego i "wyjściowego" wampira jest jednak nie do końca wykorzystana, można było lepiej zbudować elementy grozy, niepewności co do tego, o co chodziło z tym pochówkiem i jakie konsekwencje miało jego... Trochę dziwne, że powieść nie nazywa się "Wampir", zważywszy, ile wampirycznych elementów się w niej znajduje. Pewnie szło o niemylenie jej z innymi książkami z tym słowem w tytule :) Historia pierwszego i "wyjściowego" wampira jest jednak nie do końca wykorzystana, można było lepiej zbudować elementy grozy, niepewności co do tego, o co chodziło z tym pochówkiem i jakie konsekwencje miało jego odkrycie. Wampir mógł być, dla nas, czytelników, bardziej żywy i bardziej groźny :) W ogóle te "elementy magiczne" które znalazły się w tekście wybrzmiewały bardzo dobrze (scena w fabryce czekolady), naprawdę nie rozumiem, czemu pisarka nie rozbudowała tej warstwy powieści.

Także studia szaleństwa, odchodzenia od zmysłów tych postaci, które w ten stan ducha kolejno popadały nie były jakimś mistrzostwem świata, nie było źle, ale mogło być lepiej. Ciekawe, że w pełni wykorzystane są chyba tylko te momenty, w których widzimy mniejszy stopień odchodzenia od zmysłów (pewien mąż pan, który stracił dziecko). Rozczarowuje rozwiązanie zagadek zasygnalizowanych w poprzednim tomie cyklu. O dziwo najlepiej chyba udał się marginalny wątek cyrkowy, tu czujemy emocje, czujemy scenę. Czujemy też przywiązanie cyrkowców do tego zawodu, ich miłość doń.

Gdy zaczynałem lekturę i po przejrzeniu książki zauważyłem, że przeplatać się będą opowieści o wydarzeniach współczesnych oraz ta o tym co wydarzyło się w roku 1984 i że ta druga część zajmuje w powieści dużo miejsca nie byłem z tego zadowolony. Zawsze w prozie Puzyńskiej wolałem czytać o Danielu i jego znajomych, sceny fleshbackowe wydawały mi się nudne i naciągane. O dziwo tu było odwrotnie, to przeszłość była ciekawsza.

Zakończenie ratuje powieść, jest i zaskakujące, mamy więcej niż jeden twist i naprawdę elementy układanki ładnie się do siebie dopasowują.

pokaż więcej

 
2018-07-17 16:07:40
Cykl: Marek Bener (tom 2)

Na pewno długo świetnie się to czyta, książka wciąga prawie od pierwszej strony. Co ciekawe, choć tempo jest na początku bardzo szybkie, to nie czujemy, by było przyśpieszane na siłę ani byśmy coś na tym tracili w takich sprawach jak charakterystyka postaci czy siatki kontaktów między nimi. Błyskotliwe zwroty akcji nie są może częste, a te które się pojawiają robią wrażenie zrobionych trochę... Na pewno długo świetnie się to czyta, książka wciąga prawie od pierwszej strony. Co ciekawe, choć tempo jest na początku bardzo szybkie, to nie czujemy, by było przyśpieszane na siłę ani byśmy coś na tym tracili w takich sprawach jak charakterystyka postaci czy siatki kontaktów między nimi. Błyskotliwe zwroty akcji nie są może częste, a te które się pojawiają robią wrażenie zrobionych trochę na siłę, ale czytamy z zapartym tchem. Niestety około dwóch trzecich fabuły okazuje się, że autor totalnie nie miał pomysłu na powieść, w żadnym stopniu nie wiedział jak zakończyć tę historię. Zaginięcie młodej dziewczyny to częsty punkt wyjścia w powieściach kryminalnych i okołokryminalnych, ale naprawdę trzeba jeszcze mieć pomysł dlaczego ona zaginęła. Tu takiego pomysłu nie było w ogóle. Autor chyba po prostu postanowił napisać powieść o zaginionej dziewczynie i tyle. Także wmieszanie tej historii w osobiste życie prowadzącego śledztwo było wymyślone bardzo na siłę.

Interesujące, że postacie pozytywne są tu ciekawie naszkicowane, wierzymy im, rozumiemy je, ich zachowania, ich wybory, także te obiektywnie kontrowersyjne, te negatywne zaś - albo w ogóle, albo bardzo słabo. Z tymi drugimi to ja w ogóle miałem problem, w pewnym momencie ich liczba zaczęła się rozmnażać w jakimś przedziwnym tempie i nijak mnie nie obchodziło skąd one się biorą. A już profesor filozofii który w ogóle nie filozofuje (ten cytat nic to nie zmienia) powoduje totalną załamkę.

Nie czuć w tekście Torunia, choć autorowi bardzo chyba zależało, by był jednym z bohaterów powieści, nie czuć też kapitalizmu, choć wiele z pośród postaci to przedsiębiorcy.

Jeśli czytać, to dla tego fajnego początku.

No i w sumie plusik za niestereoptypowe ukazanie relacji zięć-teściowa :)

pokaż więcej

 
2018-07-10 15:17:49
Cykl: Lipowo (tom 4)

Ze wszystkich znanych mi powieści Puzyńskiej ta jest "najrówniejsza", najbardziej jednolita w treści i formie. Nie ma żadnej ekspozycji, żadnego wprowadzenia w akcję, prawie dosłownie na pierwszej stronie mamy trupa. I konsekwentnie prawie dosłownie do ostatniej strony trwa śledztwo. Wydarzenia następują po sobie bez większych mielizn i bez bardziej angażujących czytelnika momentów, nawet... Ze wszystkich znanych mi powieści Puzyńskiej ta jest "najrówniejsza", najbardziej jednolita w treści i formie. Nie ma żadnej ekspozycji, żadnego wprowadzenia w akcję, prawie dosłownie na pierwszej stronie mamy trupa. I konsekwentnie prawie dosłownie do ostatniej strony trwa śledztwo. Wydarzenia następują po sobie bez większych mielizn i bez bardziej angażujących czytelnika momentów, nawet końcówka nie jest taka jak zwykle u tej autorki, nie ma tego momentu gdy kurz już opadł, akcja wyciszyła się i czuje się emocje ludzi zaangażowanych w dramat, którego świadkami byliśmy jeszcze chwilę wcześniej, w jakiś taki szczególny sposób. Także większa część migawek z przeszłości ma marginalne znaczenie dla akcji, mniejsze niż to zazwyczaj miało miejsce w lipowskiej sadze.

Miałem też wrażenie, że pisarka trochę ślizgała się po postaciach. Na kartach tej książki znaleźć możemy całą plejadę potencjalnie ciekawych ludzkich historii, od byłej klawiszki po bezdomnego z wyboru i od umoczonej prokuratorki która została kwiaciarką do kobiety, która na złość mężowi dała się mu złapać z inną kobietą a potem zasmakowała w byciu lesbijką. Pomyślcie jaki to wszystko ma potencjał. Ale, no właśnie, w tym wypadku jest to głównie potencjał. Nie wchodzimy w to, zwyczajnie mijamy tych ludzi w lekturze. Nie wiem na ile była to świadoma decyzja autorki, na ile zaś po prostu "tak wyszło", ale rzeczywiście brakowało jakiegoś pogłębiania tych postaci.

Nie czuć niestety ani kapitalizmu (a przedsiębiorcy, właściciele mniejszych lub większych biznesów, to ważna część postaci) ani komunizmu, choć rany po tym ostatnim to istotna część tego, co się tam wydarzyło. No dobra, ten ostatni motyw może trochę porusza. Wątek szachowy dodany nawet nie tyle na siłę, ile chyba zwyczajnie po to by był. "Bo fajnie będzie, jeśli będzie wątek szachowy".

Ta recka wyszła chyba bardziej krytycznie niż bym chciał, zwyczajnie minusy mocniej rzucają się w oczy przy lekturze. Źle się nie czytało, na pewno też jest się zachęconym do sięgnięcia po kolejny tom serii kilkoma zagadkami tylko zasygnalizowanymi w tym.

pokaż więcej

 
2018-07-05 16:22:38
Cykl: Lipowo (tom 3)

Na pewno było to lepsze niż dwie poprzednie części lipowskiej sagi. Ale to w zasadzie największy komplement, jaki mogę napisać pod adresem tej powieści. Początek fajny, koniec fajny a w środku jedna wielka mielizna. To nawet nie było pełne mielizn, to była jedna wielka mielizna. Elementy układanki niby fajnie wpasowywały się w swoje miejsca, ale styl autorki wciąż jeszcze nie powalał. Pewne... Na pewno było to lepsze niż dwie poprzednie części lipowskiej sagi. Ale to w zasadzie największy komplement, jaki mogę napisać pod adresem tej powieści. Początek fajny, koniec fajny a w środku jedna wielka mielizna. To nawet nie było pełne mielizn, to była jedna wielka mielizna. Elementy układanki niby fajnie wpasowywały się w swoje miejsca, ale styl autorki wciąż jeszcze nie powalał. Pewne momenty były wręcz groteskowe, np. określanie części postaci wciąż i wciąż i wciąż w ten sam sposób (zwłaszcza jednej z nich :)).

Wątek sekty, będący na pozór tak ważnym w tekście, jest totalnie zmarnowany. Nie dowiadujemy się niczego na temat funkcjonowania tego typu organizacji, ich wpływu na ludzką psychikę, tego, jak przebywanie w nich determinuje potem ludzkie losy. Nie wiemy na ile psyche ofiary zostało zniszczone właśnie przez przebywanie w nie, na ile to ten czas je naruszył, nie dowiadujemy się też jaki wpływ na tego człowieka miało późniejsze życie w cieniu sekty. Sprawa uwolnienia duszy matki jest nawet nie ledwo liźnięta, jest po prostu jednie wzmiankowana.

Nijak nie rusza nas też motyw poświęcenia się jednego z bohaterów dla bliskich. Miał on naprawdę wielki potencjał, to jak układały się relację w tej rodzinie - i potencjał ten został wzorcowo wręcz zmarnowany.

Na plus fakt, że postacie mające irytować irytowały, mające budzić sympatię - budziły ją. No i, o dziwo, czuć klimat lat dziewięćdziesiątych w scenach flashbackowych.

pokaż więcej

 
2018-07-03 23:48:45
Cykl: W kręgach władzy (tom 1)

Czy tylko ja mam wrażenie, że mało który pisarz ma tak słabych redaktorów jak Najpłodniejszy? Serio, w tej książce widać to szczególnie wyraźnie, non-stop coś mi w tekście zgrzytało, coś kulało. Tak jak by właśnie nikt po samym autorze nie przejrzał tekstu i nie zrobił notatek na marginesie :) Historia niby płynie lekko, ale mielizny i skały co rusz. Mam na myśli typu postać wyskakująca... Czy tylko ja mam wrażenie, że mało który pisarz ma tak słabych redaktorów jak Najpłodniejszy? Serio, w tej książce widać to szczególnie wyraźnie, non-stop coś mi w tekście zgrzytało, coś kulało. Tak jak by właśnie nikt po samym autorze nie przejrzał tekstu i nie zrobił notatek na marginesie :) Historia niby płynie lekko, ale mielizny i skały co rusz. Mam na myśli typu postać wyskakująca znikąd, ale nie w tym sensie, że znikąd pojawia się w całej opowieści, a całej fabule - znikąd pojawia się w tym konkretnym akapicie :)

Fabuła powiedzmy, że przemyślana, choć nagromadzenie sensacyjek może czasem wręcz rozbawić. W tekście nie ma jakiegoś punktu kulminacyjnego, jakiejś większej rozpierduchy, a te sceny, które Najpłodniejszy chyba chciał takimi uczynić wielkiego wrażenia nie robią.

Właśnie, sposób opowiadania - płynnie, nienużąco, ale jeśli prowadzi się równolegle dwa punkty widzenia, to można by kończyć poszczególne rozdziały większymi twistami czy po prostu z większą dawką napięcia.

Postacie na plus, są nienachalnie zarysowane, czujemy je, ale nic na siłę. Choć chyba powinniśmy się nieco więcej dowiedzieć o ich przeszłości, autor nieco za mało nam o niej opowiedział, w dodatku dość niekonsekwentnie wybierał te, które ową historią obdarzył. Przemyślenia na tematy przeróżne dodane nieco na siłę.

pokaż więcej

 
2018-06-30 14:13:17
Autor:
Cykl: Detektyw D.D. Warren (tom 8) | Seria: Kryminał

Nie jestem fanem ciągłego zmieniania punktów widzenia, perspektywy, w powieściach, ale tu wyszło to fajnie. Naprawdę czekamy na powrót do tego, co ma nam do powiedzenia dana postać, choć kończenie danego rozdziału momentem jakiegoś wielkiego napięcia wcale nie jest aż tak częste. Co więcej rzeczywiście można było się wczuć w umysłowość postaci, w to, co przeżywają. Nieco gorzej już było z tym,... Nie jestem fanem ciągłego zmieniania punktów widzenia, perspektywy, w powieściach, ale tu wyszło to fajnie. Naprawdę czekamy na powrót do tego, co ma nam do powiedzenia dana postać, choć kończenie danego rozdziału momentem jakiegoś wielkiego napięcia wcale nie jest aż tak częste. Co więcej rzeczywiście można było się wczuć w umysłowość postaci, w to, co przeżywają. Nieco gorzej już było z tym, jak poszczególne klocki wpasowywały się w swoje miejsca, niby wszystko ok., ale jakoś czuło się w tym pewien przymus, pewną sztuczność z jaką miało to miejsce. Fabuła chyba była na serio dobrze przemyślana, więc najwyraźniej zabrakło czegoś w wykonaniu. Z innych uwag krytycznych - nie zostają nijak rozwinięte stałe postacie z cyklu Gerdner, właściwie niczego się o nich nie dowiadujemy i nie czujemy że chcielibyśmy do nich powrócić. Motyw z cierpieniem pani detektyw przesuniętej do pracy przy biurku ledwo tknięty. Co do postaci stworzonych specjalnie na potrzeby tej książki - cóż, standardowi psychopaci :) , choć, ok., jak już pisałem, mamy wgląd w ich sposób myślenia i wychodzi to przekonująco. Końcowa rozpierducha niestety nie robi wielkiego wrażenia.

pokaż więcej

 
2018-06-24 21:04:15

Najlepsze jest to, że ten megaspoiler w tekście dokładnie niczemu nie służy, jest tam ot tak po prostu, żeby był :)

więcej...
 
2018-06-23 11:58:54
Został fanem autora: Tadeusz Dołęga-Mostowicz
 
2018-06-22 19:23:58
Cykl: Rizzoli/Isles (tom 5) | Seria: Anatomia zbrodni

Czytam i czytam i czytam tę sławną autorkę i jakoś nie mogę zostać jej fanem. W wypadku tej powieści widać istotę mojego problemu szczególnie wyraźnie - niby fabuła ok., przemyślana, logiczna, zrobiona tak, że można by z przyjemnością patrzeć, jak kolejne klocki wpasowują się w swoje miejsca (poza kilkoma szczególikami o których za chwilę), niby język też nie najgorszy, ale jednak coś tu jest... Czytam i czytam i czytam tę sławną autorkę i jakoś nie mogę zostać jej fanem. W wypadku tej powieści widać istotę mojego problemu szczególnie wyraźnie - niby fabuła ok., przemyślana, logiczna, zrobiona tak, że można by z przyjemnością patrzeć, jak kolejne klocki wpasowują się w swoje miejsca (poza kilkoma szczególikami o których za chwilę), niby język też nie najgorszy, ale jednak coś tu jest nie tak. Przez większość akcji czułem się emocjonalnie odseparowany od postaci, tak jakby między mną a nimi była jakaś szyba, jakaś przegroda. Nie byłem z nimi, nie ruszało mnie to co się z nimi działo. Jeszcze w "Sobowtórze" byłem w stanie wczuć się choćby w to co czuje ta żona, czy nawet jej córka, tu nie byłem w nikogo, choć tu kilku postaciom poświęcono więcej miejsca niż nim. W szczególności para "terrorystów" - nic mnie nie obchodzili, niech giną, niech przeżyją, niech mają rację, niech jej nie mają, co mnie to? Co gorsza chemia między głównymi postaciami też gdzieś znikła, na pewno nie była tak dobra jak w poprzednich częściach. Na tym tle pozytywnie wyróżnia się przedstawienie dylematów młodej matki.

Co zgrzyta w samym pomyśle na fabułę? Po pierwsze nie dowiadujemy się nijak, w żaden sposób, czemu tytułowa autopsja wyglądała tak a nie inaczej, co wręcz dziwi, zważywszy ile miejsca poświęcono jej w pierwszych partiach tekstu, po drugie motyw z cudownie odnalezioną kasetą video był wręcz niedorzeczny.

Wracając do kwestii języka - był ona bardzo przejrzysty. Autorka praktycznie zrezygnowała z ozdobników, z elementów, które miałyby specjalnie go ubarwiać. Mam mieszane uczucia co do tego wyboru, wcześniej nie była w tym mistrzynią świata, ale też nie szło to jej aż tak najgorzej.

Więcej niż sześć gwiazdek nie dam, ale mniej też nie, ostatecznie końcowa rozróba była w miarę udana (lepsza na pewno niż ta wcześniejsza), no i w ogóle nie czytało się przecież źle.

pokaż więcej

 
2018-06-19 21:44:42
Cykl: Komisarz Przygodny (tom 1) | Seria: ABC

Myślę, że stosunkowo łatwo zrekonstruować tok myślenia autora w czasie prac nad tą powieścią. "Mam genialny pomysł, a nawet dwa, to napiszę kryminał, okraszę go humorem (to łatwe, dwie postacie pociesznych posterunkowych w tle załatwią sprawę), osobistymi przemyśleniami, wątkiem osobistym dla gliniarza i będzie hit." Nie ma.

To, co się najbardziej udało, to pomysł. Pollak zachowuje się tu...
Myślę, że stosunkowo łatwo zrekonstruować tok myślenia autora w czasie prac nad tą powieścią. "Mam genialny pomysł, a nawet dwa, to napiszę kryminał, okraszę go humorem (to łatwe, dwie postacie pociesznych posterunkowych w tle załatwią sprawę), osobistymi przemyśleniami, wątkiem osobistym dla gliniarza i będzie hit." Nie ma.

To, co się najbardziej udało, to pomysł. Pollak zachowuje się tu wręcz nonszalancko, pokazując czytelnikom - patrzcie, jak łatwo wymyślam super podstawy do fabuł. I to istotnie idzie na plus. Cała reszta to niestety minusy. Nie na poziomie idei, na poziomie realizacji. Coś jest w nijakim, gazetowym stylu tej powieści, co męczy i nie pozwala czerpać z jej lektury frajdy. Wątek komediowy - rozmyty. Przemyślenia naszego super-gliny na tematy przeróżne - wchodzą nagle i nagle się urywają. Wątek osobisty - możliwość odniesienia satysfakcji z jego śledzenia zginie właśnie w stylu.

Z konkretniejszych zarzutów - metrum powieści jest totalnie zniszczone. Początek szybki, o wiele za szybki. O narodzinach relacji miedzy głównymi postaciami, kto się z kim przyjaźni, kto koleguje, kto z kim na dystans i dlaczego i w jakich okolicznościach się te relacje narodziły - o tym wszystkim dowiadujemy się w czterech czy pięciu zdaniach. Potem mamy dorzucone jeszcze kilka uwag z przeszłości rodzinnej głównego bohatera. Podobnie wydarzenia na początku mkną w tempie huraganowym. A za moment - akcja już wlecze się smętnie. No, nikt mi nie wmówi, że to nie jest elementarny błąd warsztatowy.

Na plus jeszcze pomysł z "nią" na początku, nic genialnego, ale bardzo ok.

Aha, blogowe tłumaczenia Pollaka, że tak łatwo było ustalić kto zabił, bo ona chciał, by tak łatwo było ustalić kto zabił - słodkie.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
53 53 352
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (6)

Ulubieni autorzy (5)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd