Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Dome_chan 
21 lat, kobieta, Gdynia, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 11 godzin temu
Teraz czytam
  • Paradoksy dla niepoprawnych dzieci. Elektryczna encyklopedia
    Paradoksy dla niepoprawnych dzieci. Elektryczna encyklopedia
    Autor:
    Paradoksy dla niepoprawnych dzieci, czyli eklektyczna encyklopedia zagubienia, genialności i nadziei. Jest to znakomity zbiór cytatów znanych osobistości. Znajdziemy tam zarówno aforyzmy Woody Alle...
    czytelników: 4 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)
  • Sztuka wojny
    Sztuka wojny
    Autorzy:
    Chińskie traktaty zawierające zasady taktyki i strategii skuteczne nie tylko w wojsku, ale również w interesach i życiu osobistym. Niewiarygodne, że zasady i metody konfrontacji z przeciwnikiem znane...
    czytelników: 3839 | opinie: 95 | ocena: 7,11 (1337 głosów) | inne wydania: 2

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-04-24 13:51:58
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-04-24 13:50:14
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autorzy:
 
2018-04-24 13:36:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-04-24 13:34:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Damski fryzjer (tom 4)
 
2018-04-21 22:44:13
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-04-21 22:43:36
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-04-17 01:03:10
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-04-17 00:52:50
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-04-17 00:43:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-04-02 01:52:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Amber Horror". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.

Z Stephen’em King’iem mam zawsze dwa te same problemy. Jego dzieła są na tyle znane, że ich treść to żadna tajemnica, a ja jakoś nie potrafię zabrać się do książki, w której fabułę już znam. To odpycha mnie od “Lśnienia” “To” czy “Carrie”. Do tego ja w sumie nie przepadam za horrorami, niespecjalnie lubię się bać. Mimo to udało mi się przeczytać dwie książki tego autora .Nie powiem, zrobiły na... Z Stephen’em King’iem mam zawsze dwa te same problemy. Jego dzieła są na tyle znane, że ich treść to żadna tajemnica, a ja jakoś nie potrafię zabrać się do książki, w której fabułę już znam. To odpycha mnie od “Lśnienia” “To” czy “Carrie”. Do tego ja w sumie nie przepadam za horrorami, niespecjalnie lubię się bać. Mimo to udało mi się przeczytać dwie książki tego autora .Nie powiem, zrobiły na mnie wrażenie, więc gdy znajoma pożyczyła mi “Miasteczko Salem” dałam tej powieści szansę. Nie zawiodłam się.

Historia zaczyna się w Jerusalem -małym miasteczku w stanie Maine. W Salem, bo tak mieszkańcy nazywają swoją miejscowość, toczy się pozornie sielankowe,leniwe życie. Jednak każde miasto ma własną legendę. Na wzgórzu znajduje się stary opuszczony dom zwany posiadłością Marstenów. Przed laty jego właściciel w brutalny sposób zabił swoją żonę, a następnie popełnił samobójstwo. Miejscowi przypisują mu też zaginięcie czwórki chłopców, choć ta sprawa nigdy nie została wyjaśniona. Taka przeszłość sprawia, że budowla dalej budzi irracjonalny strach w mieszkańcach.

Po latach w rodzinne strony wraca Ben Mears. Mężczyzna przyjechał, by rozpocząć pracę nad swoją nową powieścią. Przy okazji chce rozprawić się z demonami swojej przeszłości. Jego przyjazd staje się atrakcją dla miejscowych. Do tego ktoś wykupuje posiadłość Marstenów, a nowi właściciele zamierzają otworzyć salon z antykami. Od tego momentu w miasteczku zaczynają się dziać niepokojące rzeczy.

Uwielbiam sposób, w jaki King buduje w swoich powieściach klimat. Robi to powoli, subtelnie i bardzo dokładnie. Zanim akcja nabiera tempa, poznajemy całe miasteczko i wszystkich mieszkańców z ich przywarami i problemami. Dzięki temu poczułam się jak jedna z nich, a to pozwoliło mi bardzo mocno wczuć się w historię. Po “Miasteczku Salem” zdałam sobie sprawę, że zawsze przy czytaniu dzieł Kinga wszystkie moje zmysły pracują, więc nie tylko widzę wszystko oczyma wyobraźni, ale czuję też smaki i zapachy. Wiem, że to głupio brzmi, ale naprawdę mam takie odczucia. Nie mówiąc już o tym, że w czasie czytania książki podejście w nocy do okna stało się dla mnie niewykonalne. Widmo czerwonych oczu kryjących się za szybą mi nie pozwalało.

Podoba mi się też powrót do klasycznej postaci wampira. Po wydaniu “Zmierzchu” nastała moda na “dobre wampiry”, które niewiele mają wspólnego z potworami z legend. A ja właśnie po przeczytaniu “Draculi” nabrałam ochoty na historie z mrożącymi krew w żyłach potworami, a nie z milusińskimi stworkami z kłami. “Miasteczko Salem” to właśnie powrót do korzeni wampiryzmu, na który czekałam.

Co do bohaterów to czegoś mi w nich brakowało i wydawali mi się, mimo wszystko, że są tacy… nijacy? Nie wiem sama. Tak jak jestem zachwycona prowadzeniem fabuły, tak postacie są dla mnie wykreowane tylko na poziomie zadowalającym. To,co moim zdaniem zasługuje na uwagę, to ich reakcja na zdarzenia, których są świadkami. Konfrontacja ich wiedzy i doświadczeń z rzeczywistością, która wykroczyła poza ich pojęcie, została przedstawiona bardzo realistycznie. W tych momentach dla mnie przestali być postaciami, a stali się ludźmi.

Nie przekonało mnie zakończenie. Miałam wrażenie, że autor miał dwa pomysły, nie mógł się zdecydować, które jest lepsze, więc połączył oba. Możliwe, że spodziewałam się większych fajerwerków, skąd to rozczarowanie.

“Miasteczko salem” jak najbardziej poleciłabym każdemu, kto ma odwagę wyruszyć na wycieczkę do Jerusalem.

pokaż więcej

 
2018-03-27 23:25:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Przez lata filozofia kojarzyła mi się tylko z pustym gadaniem, które nic nie wnosi. Uważałam, że to dziedzina nauki, która nie jest ludzkości specjalnie potrzebna. Przez lata mój pogląd na nią gwałtownie się zmieniał. Najpierw stwierdziłam niechętnie, że niektóre rzeczy są sensowne ( ale tylko niektóre), potem, że w sumie to nie ma nic złego w filozofowaniu, żeby dojść do wniosku,że filozofia... Przez lata filozofia kojarzyła mi się tylko z pustym gadaniem, które nic nie wnosi. Uważałam, że to dziedzina nauki, która nie jest ludzkości specjalnie potrzebna. Przez lata mój pogląd na nią gwałtownie się zmieniał. Najpierw stwierdziłam niechętnie, że niektóre rzeczy są sensowne ( ale tylko niektóre), potem, że w sumie to nie ma nic złego w filozofowaniu, żeby dojść do wniosku,że filozofia to jednak fajna sprawa. “Przychodzi Platon do doktora” utwierdziło mnie w tym przekonaniu.

Autorzy książki wychodzą z założenia, że filozofię najlepiej przyswaja się przez dowcip. Stąd pomysł na filożarty, które w prosty sposób tłumaczą koncepcje i idee filozoficzne od starożytności do współczesności.

Jestem zachwycona pomysłem na tę książkę jak i sposobem w jaki została napisana. Całość czyta się lekko i przyjemnie, żarty bawią, a rozmowy Dimitra i Tassa są świetnie. Dzięki takiej formie łatwo zrozumieć, co też tym “wielkim myślicielom’ chodziło po głowie.

Mialam filozofię jako przedmiot w liceum i ta książka bardzo pomogła mi odświeżyć wiedzę wówczas nabytą. Do tego wyjaśniła kilka rzeczy, których podczas nauki w szkole nie zrozumiałam, za co jestem wdzięczna autorom.

Jak najbardziej zachęcam do przeczytania tej książki. Dla tych którzy chcą się czegoś nauczyć (nieważne czy to ich pierwsza przygoda z filozofią, czy już trochę o niej wiedzą) i dla tych, co chcą po prostu miło spędzić wieczór. Zdążyłam ją już pożyczyć pierwszej osobie, jest zachwycona :)

pokaż więcej

 
2018-03-27 23:21:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Choroby nowotworowe to plaga XXI wieku. Nie dosyć, że z każdym rokiem ilość osób chorujących na nowotwory wzrasta, to jeszcze w sumie nie ma lekarstwa, które spełniłoby nasze oczekiwania: skutecznego w 99,9 % (zawsze musi być jakiś wyjątek) i w miarę nieinwazyjnego. Dlatego świat prześciga w wynalezieniu sposobu na te paskudztwo. Medycyna konwencjonalna pracuje nad chemią celowaną,... Choroby nowotworowe to plaga XXI wieku. Nie dosyć, że z każdym rokiem ilość osób chorujących na nowotwory wzrasta, to jeszcze w sumie nie ma lekarstwa, które spełniłoby nasze oczekiwania: skutecznego w 99,9 % (zawsze musi być jakiś wyjątek) i w miarę nieinwazyjnego. Dlatego świat prześciga w wynalezieniu sposobu na te paskudztwo. Medycyna konwencjonalna pracuje nad chemią celowaną, immunoterapią czy protonoterapią. Medycyna alternatywna proponuje olej z konopi, dietę Gersona, wlewy z wit. C. A co proponuje pan Simothon?

“Jak żyć z rakiem i go pokonać” to książka składająca się z dwóch części: pierwsza to program terapii proponowanej przez autora - radioterapeutę, która ma na celu podnieść pacjentowi uporać się z chorobą, druga natomiast to listy Reida Hensona - jednego z pacjentów Simothona, który, mimo wyroku, żyje dalej (a przynajmniej żył jeszcze długo po tym, jak lekarze dawali mu dwa lata życia, jak jest teraz - nie wiem).

To, co mi się podobało w książce to poruszenie kwestii psychiki w walce z nowotworem. Niby już się mówi, że nastawienie jest ważne, ale onkolodzy raczej nie poświęcają czasu, by je podbudowywać u pacjenta. Trochę się im nie dziwię, to nie jest ich specjalizacja, do tego niespecjalnie mają czas, by dodatkowo rozmawiać z pacjentem o jego stanie psychicznym. A prawda jest taka, że diagnoza wywraca życie do góry nogami. Człowiek nie wie, co ma myśleć, zaczyna zadawać pytanie “dlaczego?”, martwi się tym, jak zmieni się jego życie, czy przeżyje. I co gorsze, zostaje z tymi pytaniami oraz strachem sam. Terapia Simothona głównie opiera się na wsparciu psychicznym, pomocy w poukładaniu sobie tego wszystkiego w głowie, gdyż według autora wewnętrzy spokój to klucz do wyzdrowienia.

Szanuję autora też za to, że nie wmawia czytelnikowi, że jego metoda jest najlepsza i nie zakazuje korzystania z innych sposobów leczenia.W czasach szarlataństwa i udowadniania sobie, że ‘Ja, właśnie ja, odkryłem jak pokonać raka i mnie macie się słuchać, bo umrzecie” takie szczere podejście mi się podoba.

Z kolei przedstawionej terapii najbardziej cenię to, że została skierowana do dwóch grup: do pacjentów oraz ich osób wspierających. Na swoim kursie radioterapeuta prosi, by wybrać sobie jedną osobę, która będzie towarzyszyć choremu podczas pobytu w ośrodku. Osoby wspierające mają swoje zajęcia, na których uczą się jak najlepiej pomagać choremu podczas tego trudnego okresu w życiu. To bardzo ważne, gdyż bliscy pacjenta, choć bardzo chcą mu pomóc, nie zawsze wiedzą jak się za to zabrać. Reszta kursu była dla mnie taka trochę za oczywista. Robienie rzeczy, które się lubi, szukanie plusów w sytuacji - dla mnie to żadne odkrycie, że takie rzeczy pomagają. Medytowanie nie przekonało mnie wcale, ale ze względu na małą duchowość traktuję takie rzeczy strasznie sceptycznie.

Czego nie mogę wybaczyć Simothonowi i według mnie w ogóle nie ma racji? Stwierdzenia, że choroba jest darem od losu, by zmienić swoje życie. Autor twierdzi, że nowotwór pojawia się wtedy, gdy jesteśmy niezadowoleni z życia, gdyż wywołuje to w nas stres, a stres przyczynia się do powstawania choroby.To duże uproszczenie. Tak, są badania naukowe na to, że stres upośledza funkcję ukł. odpornościowego, ale bez przesady. Dalej nie wiadomo, dlaczego jedni z osłabioną odpornością łapią grypę, a inni - nowotwór. Poza tym, co z dziećmi? One też chorują, bo się nadmiernie stresują? Np.czym miał się stresować jakiś trzylatek przed wykryciem białaczki? Że rodzice go nie zabrali na karuzelę? No i jak wyjaśnić kwestie, że są historie ludzi, którzy byli bardzo zadowoleni ze swojego życia przed chorobą? Simothon usilnie szuka u swoich pacjentów jakiegoś wydarzenia ok.6 miesięcy wcześniej, które wpłynęło na nich na tyle stresująco, że wytworzył się rak. Do tego usilnie się upiera, że jakieś być musiało. Jakoś znam historie ludzi, którzy bardzo lubili swoje życie i zachorowali, co bardzo nie pasuje do tej tezy. Poza tym sformułowanie, że choroba jest darem jest dla mnie tak samo głupie jak stwierdzenie, że cierpienie uszlachetnia. Masz być wdzięczny za to, że x czasu poświęcasz leczeniu? Za masę ograniczeń? Za te wszystkie bolesne chwile? Za to, że nawet jak wyzdrowiejesz wyniszczony organizm będzie potrzebował czasu, by dojść do siebie? Za to, że do końca życia będziesz bał się wznowy? Nie, choroba nie jest darem. Na pewno lekcją życia,, ale nie darem. Nie bądźmy masochistami.

Nie urzekły mnie listy Reida. Doceniam to, że je napisał i podzielił się swoją historią, dla wielu osób walczących z nowotworem na pewno będzie inspiracją, ale dla mnie za bardzo zabrnął w sfery duchowe. Rozumiem, że wiara była dla niego istotna, jednak, ja nie jestem specjalnie uduchowiona i dla mnie szukanie odpowiedzi w siłach wyższych jest pójściem na łatwiznę oraz kojarzy mi się z desperacją. Z tego powodu żadne religie, moce wszechświata, duchowa energia nigdy do mnie nie przemawiały, a już na pewno nie przekonuje mnie pewność siebie, z jaką Reid o tym opowiada.

Jak to we wszystkich takich publikacjach, które opierają się na dawaniu dobrych rad czytelnikowi, najlepiej wyciągnąć, to co najlepsze dla siebie, a resztę po prostu olać. Mnie strasznie nudziło czytanie tej książki, bo nie dowiedziałam się niczego, czego bym wcześniej nie wiedziała, jednak nie wykluczam, że komuś może ona pomóc.

pokaż więcej

 
2018-03-27 23:19:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-03-27 23:17:35
Ma nowego znajomego: Bohater_Literacki
 
2018-03-27 23:17:32
Ma nowego znajomego: Ludwikczyta
 
Moja biblioteczka
1215 60 258
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (15)

Ulubieni autorzy (16)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (239)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd