Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 230 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Podróż zimowa

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Joanna Polachowska
tytuł oryginału: Le Voyage d’Hiver
wydawnictwo: Muza
data wydania: maj 2011
ISBN: 978-83-749-5972-8
liczba stron: 96
słowa kluczowe: miłość, zazdrość, Paryż
język: polski
typ: papier
dodał: Ag2S
6.44 (34 ocen i 13 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 11,49 zł

W Paryżu panuje lodowata zima. Młody pracownik elektrowni Zoil udaje się z rutynową inspekcją do mieszkania na poddaszu jednej z paryskich kamienic. Jak wynika z dokumentacji należy ono do pewnej pisa... W Paryżu panuje lodowata zima. Młody pracownik elektrowni Zoil udaje się z rutynową inspekcją do mieszkania na poddaszu jednej z paryskich kamienic. Jak wynika z dokumentacji należy ono do pewnej pisarki. Tam poznaje jego dwie lokatorki: piękną młodą kobietę o imieniu Astrolab oraz jej odpychającą, zda się na wpół zidiociałą towarzyszkę Alienor. Zoil od pierwszej chwili pozostaje pod urokiem Astrolab, którą początkowo bierze za owa pisarkę. Tymczasem okazuje się, że Astrolab jest tylko towarzyszką, a przede wszystkim opiekunką głupkowatej Alienor, która mimo swoich ułomności fizycznych i psychicznych posiada imponujący talent i wyobraźnię pisarza. Zoil namiętnie zakochuje się w Astrolab. Ta jednak, choć nie pozostaje obojętna na jego starania, nie może i nie chce rozstać się z pisarką. Rozgoryczony Zoil zaczyna obmyślać zemstę na miarę swojej miłości: gigantyczną… pokaż więcej.


źródło opisu: Nota Wydawcy

źródło okładki: Wydawca



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (2)

Opinie czytelników
Przeczytana: 01 lipca, 2011

„Podróż zimowa” to moja pierwsza przygoda z Amélie Nothomb. O autorce słyszałam wiele dobrego i kilkakrotnie planowałam już kupno sławnego „Krasomówcy”, jednak dopiero jej najnowsza powieść, wydana przez wydawnictwo Muza przełamała moje długie zastanawianie się.

To zaledwie dziewięćdziesięciu kilko stronicowa, krótka książeczka, którą czyta się wprost błyskawicznie. Jest to historia Zoila, którą główny bohater pisze na lotnisku zanim wsiądzie do samolotu i wyruszy w swoją genialnie pomyślaną podróż, aby zrealizować swój plan zemsty na pani swoich myśli, uroczej Astrolab.

Zoil opowiada o dniu, w którym poznać A. Malèze, pisarkę, której książki natychmiast po spotkaniu zamówił w księgarni. Mylnie jednak talentu upatruje w pięknej Astrolab, gdy tymczasem autorka ukazuje się być ułomna Aliénor, nad którą pani myśli Ziola sprawując opiekę, wyrzekając się ciepła w mieszkaniu, wolności i braku problemów, na jakie może liczyć młoda i piękna dziewczyna, a przede wszystkim miłości.

Powieść przede wszystkim skonstruowana jest z retrospekcji, którymi autor tłumaczy swój szalony plan zemsty na Astrolab. Jego czyn, choć straszny, okrutny i realnie nie do przyjęcia i zaakceptowania, w powieści postrzegany jest jako coś racjonalnego i wytłumaczalnego. Pomysł porwania samolotu i polecania w misję samobójczą dzięki przytoczonej wizji Zoila, zostaje odarty ze swojej tragiczności. Przestajemy myśleć o pasażerach i ich rodzinach, o szkodach, które plan Zoila może spowodować. Jakkolwiek liczby na happy end, przyjmujemy jako oczywistość fakt, że nie poznamy ostatecznego zakończenia opowieści. Wiele rzeczy musi pozostać nierozstrzygniętych dla Zoila, a my godzimy się z jego punktem opowieści i akceptujemy ten jego poziom wiedzy o przedstawionym świecie.

Amélie Nothomb to bardzo dobra pisarka, która w interesujący sposób umie prowadzić narrację. Krótka opowieść jest zwięzła, zajmująca i niezwykle przyjemna w czytaniu. Nothomb umiejętnie wplata w historię Homera, Schuberta, a także informacje o historii Paryża (z głównym naciskiem na wieżę Eiffla). „Podróż zimowa” to mądra powieść, która pomimo swojej krótkiej objętości mogłaby być na wiele sposobów analizowana. Jest to przede wszystkim tragiczna historia miłosna, choć bynajmniej nie banalna. Wszystkim czytelników Amélie Nothomb na pewno nie zawiedzie, a tych, którzy dopiero zaczynają swoją podróż z tą belgijską pisarką (jak i ja), na pewno zachęci do sięgnięcia po inne jej książki.


Przeczytana: 20 maja, 2011

Teraz trudno opisać moje zdziwienie, kiedy odpakowałam paczkę zawierającą książkę od wydawnictwa Muza, a tam, zamiast jednego egzemplarza; były dwie powieści. Nieproszonym i niespodziewanym gościem lub, jak kto woli, miłą niespodzianką, była „Podróż zimowa” Amelie Nothomb. Co dziwne o emigrantce z Japonii nigdy niczego nie słyszałam, a tym bardziej czytałam, mimo że w jej pisarskim dorobku znajduje się wiele książek przetłumaczonych na język polski. Zaciekawiła mnie tajemnicza artystka i jej, nieznane przez moją osobę, dzieła. Jako że jestem ciekawska z natury niezaproszonym przybyszem zajęłam się najpierw, aby zrobić pierwsze dobre wrażenie wspaniałej czytelniczej gospodyni oraz sprawdzić czy podczas spotkania zakiełkuje przyjaźń bądź wrogość.
Książka zaczyna się bardzo dynamicznie. Zoli, pracownik elektrowni postanawia ukraść samolot niczym muzułmańscy terroryści. Przyczyną tego nie jest jednak kwestia odmiennej wiary, ale czegoś zupełnie odmiennego. W takim razie, skoro nie należy do Al-Kaidy, po co chce zrobić coś tak niedopuszczalnego i nieludzkiego? Tego dowiemy się od głównego bohatera, który w skromnej liczbie 94 stron opisuje zdarzaniem które zaważyło o jego decyzji dokonania się haniebnego czynu, który będzie kosztował go własnym życiem.
Literatury Nothomb nie można zaliczyć do ściśle określonej grupy. Jest to proza, która rozbawiała do łez, jednocześnie dołując. Powieść nie pokazuję miłości prostej, która podnosi na duchu wszystkich singli. Wręcz przeciwnie, książka może zachwiać nasze poglądy o miłości platonicznej rodem z Romea i Julii. Moim zdaniem świadczy to o wspaniałej szkole pisarstwa, bo tylko umiejętni autorzy potrafią w przyjemny sposób obrać nieszczęśliwe zakończenie.
Wydawało mi się, że bardzo lubię krótkie formy bez zbędnego owijania w bawełnę jak u Sienkiewicza. Jednak niecałe sto stron to moim zdaniem zdecydowanie za mało. O takiej fabule mogłabym czytać i czytać, bo odbiega on od klasycznych powieści z elementami romansu. Oczywiście, dużym plusem jest fakt, że autorka nie robi z tego „Nad Niemnem” i nie popada w niezrozumiały słowotok. Wszystko jest klarowne i lekkie w odbiorze. Aczkolwiek pisarstwa pani Amelie było mi zdecydowanie za mało.
Trudno mi także zapomnieć tak po prostu o głównym bohaterze, czyli Zolim. Matka planowała podczas ciąży, żeby był on słodką dziewczynka o imieniu Zoe. Choć urodził się chłopiec imię nie mogło całkowicie zmienić swojej postaci i bohater został nazwany Zoil. Imię to nosił starożytny krytyk dzieł Homera. Mężczyzna bardzo się z tym utożsami i postanawia się pozbyć złej sławy imiennika, przekładają z greckiego „Iliadę” i „Odyseję”. Taki jest też przez cała powieść. Zacięty, realistyczny z sarkastycznym poczuciem humoru. Nie umiałam go nie polubić. Co do Astrolab nie dało się w moim mniemaniu ją lubić. Na siłę robienie z niej Matki Teresy działało mi na nerwy. W powieściach uznaję twarde i niezależne kobiety, ale w głębi duszy bardzo romantyczne. Kobiety, które umieją wziąć sprawy w swoje ręce, a nie zachowywać się jak sierotka Marysia.
Mimo, że polubiłam Zoliego obudził się we mnie pewien lęk. Oczywiście jest to powieść fikcyjna, jednak jego psychika jest tak dobrze opisana, jakby była to biografia. W tym właśnie momencie pojawiły się obawy. A jeżeli wiele ludzi myśli tak jak główny bohater? Co jak będę jechać z osobą, która mimo że wygląda na zrównoważoną psychicznie chcę rozbić właśnie samolot w którym podróżuję? Długo będę musiała leczyć się z fobii przed lataniem samolotami.
Pani Amelie Nothomb jako nieproszony gość zawładnęła moim sercem. Książka, mimo skąpej liczby stron, wzbudzała we mnie wiele emocji, nawet tych zupełnie sprzecznych. Wyniosłam z niej i pokrzepienia i przemyślenia, aż dziwne, że tyle można zmieścić w takich ciasnej konstrukcji. Żałuję, że pani Amelie była tak krótko, choć na pewno kiedyś ją zaproszę, tyle że następnym razem będzie zaproszonym i planowanym gościem.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 czerwca, 2011

Niepozorna - to cecha, która najlepiej opisuje książkę Amelie Nothomb oraz jej okładkę. Za pierwszym razem mój mózg zarejestrował białe serce, stworzone na wzór śnieżnego puchu oraz strzałę. Później okazało się, że coś co postrzegałam jako strzałę amora w rzeczywistości jest samolotem, niezwykle wymownym dla tych, którzy zdążyli się zapoznać z fabułą.
Pisarka przedstawia Nam historię miłosną. Banalne? Tak, każda historia miłosna jest na swój sposób banalna, ale jednocześnie staje się niezwykła, kiedy możemy poznać uczucia, choć jednego z kochanków. Nagle możemy identyfikować się, bo miłość to jedno z tych uczuć, które dane jest wszystkim. Czy można bowiem żyć nigdy jej nie zaznawszy, choćby w formie potrzeby?
Proza Amelie Nothomb wymyka się wszelkim znanym mi dotąd klasyfikacjom. Pisze w sposób prosty, dosadny, używając słów, które zwykliśmy nazywać obraźliwymi. Z brzydoty potrafi wydobyć piękno, uchwycić jej wyjątkowość tak, że nie będziemy w stanie się jej oprzeć.
Głównym bohaterem jest Zoil, pracownik elektrowni, z wykształcenia filolog, zakochany z wyboru, w tej jednej, jedynej Astrolab. Uczucie zakochania potrafi zmienić człowieka nie do poznania. Niekiedy można to nawet porównać do choroby dwubiegunowej, obie strony tego stanu Zoil opisuje w swoim pamiętniku. To perfekcyjne i zaskakujące studium jego psychiki. Jest postacią, która od razu zjednuje sobie przyjaciela w czytelniku, ciekawi go w sposób nawet nieprzyzwoity, chcemy wiedzieć wszystko, z każdym słowem pragniemy więcej.
Kiedy wydarza się coś niepokojącego lub przerażającego, mamy ogromną potrzebę wskazania jednej, konkretnej przyczyny i oddalenia wszelkich przypuszczeń, że możemy mieć coś wspólnego z „tamtą” osobą. Tymczasem jak pokazuje przykład tego francuskiego bohatera w życiu nie ma prostych odpowiedzi. To ciąg zdarzeń, wyborów i reakcji nie tylko naszych, ale i innych na nie, a te nie zawsze można z łatwością przewidzieć

Podsumowując:
Genialne studium psychiki ludzkiej, w którym każdy odnajdzie cząstkę siebie, które dotrze do najciemniejszych zakamarków duszy człowieka.
Minimalizm i bezkompromisowość, którą cechuje się styl pisarki sprawi, że nigdy o tej książce nie zapomnicie.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 08 maja, 2011

Pierwsze spotkanie z Amelie Nothomb. Wypadło nadspodziewanie i zaskakująco dobrze. Troszkę odstraszyła mnie objętość książki – ma jedynie 92 strony. Lubię rozpasane księgi – mam wtedy wrażenie (czasem i mylne), że za ilością idzie jakość. A jak w przypadku pani Nothomb? O sile książki nie musi świadczyć ilość stron..

Sporą część fabuły zdradza już opis na okładce. Poznajemy Zoila – pracownika elektrowni o nietypowym imieniu. Jego antyczny imiennik ośmielił się skrytykować dzieło Homera. Jak twierdzi sam bohater- imię to nie zostało nadane nikomu innemu w historii. Zresztą imionom autorka przypisuje dużą wagę – główny bohater tłumaczy ich pochodzenie, odniesienia w kulturze. Autorka bawi się też nimi – niepełnosprawna kobieta o imieniu Alienor przywodzi Zoilowi potwora (od ang. alien i franc. szalony).

Co mnie ujęło – nie popada ona w słowotok. Jej spójność i skąpstwo słowne nie drażni – to, że nie mamy pojęcia jak wygląda główny bohater i jego ukochana, jak wygląda jej mieszkanie, w którym rozgrywa się niemal cała akcja…nie przeszkadza. To dość unikatowe – rozwlekłe opisy przyrody, bohaterów, przedmiotów, warunków atmosferycznych – tego nigdy w literatutrze nie brakowało. A u pani Nothomb tego nie ma.

W „Podróży …” pojawia się ciekawy opis odlotu jaki bohater przeżywa ze swoją ukochaną i jej podopieczną – częstuje je grzybkami halucynogennymi. Opis ich wspólnego przeżycia – to coś, co warto przeczytać.

Cała historia sprawia wrażenie niezwykle intymnej, a kobiety – Alienor i Astrolab sprawiają wrażenie jedności. Historia jest również przesycona muzyką. Sam tytuł nawiązuje między innymi do „Podróży zimowej” Schuberta, w trakcie odjazdu spowodowanego grzybkami Zoil serwuję psychodeliczną muzykę Aphex Twin.

Amelie Nothomb niejednokrotnie (jak wyczytałam) odnosi się w swoich książkach do autobiografii. Jak zapewniła jednak, w „Podroży zimowej” wątków autobiograficznych nie ma, jednak wiele części jest opartych na autentycznych wydarzeniach. Sama postać pisarki jest niezwykle interesująca – przyszła na świat w Tokio (jej ojciec był dyplomatą) i wychowywała się głównie w krajach azjatyckich. Do Europy przyjechała dopiero w wieku 17 lat i studiowała romanistykę w Brukseli. Odcięcie od europejskich korzeni spowodowało, że czuła się dość nieswojo. Debiutowała w wieku 25 lat – wokół jej pierwszej książki rozpętała się burza medialna, gdyż krytycy byli przekonani, iż pod pseudonimem tworzy pisarz dojrzalszy. Szybko rozwiano wątpliwości i debiutancka powieść odniosła niebywały sukces*. W Polsce ukazało się do tej pory 16 jej powieści.

Chętnie sięgnę po pozostałe. Spodobał mi się styl pisania, błyskotliwość i trafne spostrzeżenia dotyczące ludzi, naszej (niekiedy nędznej) egzystencji. To po prostu kawał (no kawałeczek, bo to raptem niecałe 100 stron) dobrej prozy.

*R. Siwek „Amelia czyli prowokacji”

http://bazgradelko.blox.pl


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 czerwca, 2011

Chciałabym porwać samolot, albo chociaż nim pilotować przez chwilę. A nawet od biedy niech pilotuje nim ktoś inny, ale żebym po prostu dokądś nim poleciała. Jeszcze nigdy nie wzniosłam się w przestworza w tej metalowej puszce. A chciałabym...

Wbrew pozorom to nie jest żadna oderwana od ziemi dygresja. Bohater "Podróży zimowej" jest filologiem (do jakiego to miana ja podobno aspiruję), który zdecydował się porwać samolot. Na dziewięćdziesięciu trzech stronach powieści (opowiadania?) podążamy drogą jego miłości, obsesji i chęci zemsty na całym wszechświecie. Swoją drogą skojarzyła mi się ta historia ze zbiorem opowiadań "Trucicielka" i pomyślałam, że gdyby zmienić styl, jakim jest napisana "Podróż zimowa", można by zamieścić ją w tej właśnie książce. Pasuje tematycznie i moim osobistym odbiorem.

Po poprzednim zdaniu można wywnioskować, że ta historia mi się bardzo podobała. I słusznie. Byłam w niej wręcz zakochana, dlatego z bólem podzieliłam sobie czytanie na dwa dni (wieczór i ranek dnia następnego), chociaż bez problemu mogłam ją przeczytać od razu. Bohater wydał mi się nietuzinkowy o tyle, o ile angażuje się całym sobą w to, co sobie postanowi. Nie idzie na łatwiznę, po prostu tu robi. I prawie się złapałam na tym, że zaczynam pisać spojler. Dlatego nie mogę powiedzieć, co jeszcze tak bardzo mi się spodobało. Jestem oczarowana stylem autorki, fabułą, jaką mnie uraczyła (a którą z początku przeżywałam, jakby to się działo naprawdę - zresztą nawet i teraz niemal drżę z niecierpliwości, że nie odpowiedziała na wszystkie moje pytania, a właściwie na jedno jedyne kluczowe). I miło się rozczarowałam faktem, że to nie jest jej debiut, jak to sobie uroiłam. Z całą pewnością przeczytam więcej i więcej. Chyba że zawiedzie mnie przy kolejnej, wtedy się ograniczę. Jednakże w tym momencie jestem zauroczona. Bez wątpienia ta książka znajdzie się w mojej biblioteczce.

Polecam to cudeńko, chociaż coś mi podszeptuje, że nie każdy się nim tak zachwyci. I wbrew pozorom psychopatyczne skłonności apokaliptyczne filologa porywającego samolot nie mają nic wspólnego z moim zakochaniem. Chodzi mi wręcz o wszystko inne, a nie to, co może wydawać się tak oczywiste.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: czerwiec, 2011

Z Amelie Nothomb spotkałam się po raz pierwszy. Jednakże owa autorka jest twórczynią kilkunastu książek przetłumaczonych na 35 języków. Jest także laureatka licznych nagród literackich, w tym prestiżowej nagrody Akademii Francuskiej. Belgijska pisarka, która mieszka w Japonii, napisała m.in. Z pokorą i uniżeniem, Biografia głodu, Tak wyszło.
Podróż zimowa jest jedną z wielu książek pani Nothomb i z pewnością nie ostatnią, którą przeczytam. Jest ona specyficzna i fascynująca, pomimo swojej skromnej objętości.
Książka rozpoczyna się wstępem, w którym to dowiadujemy się o tym, że główny bohater chce porwać samolot odlatujący o 13:30. Samolotem porwanym ma być Boeing 747. Czytając pierwsze strony książki byłam w szoku. Mężczyzna, czyli główny bohater, z taką łatwością opowiada o swoich zamiarach. Przyszły zamachowiec pisze dziennik siedząc na lotnisku i czekając na "swój" samolot. Główny bohater ma bardzo specyficzne imię, mianowicie Zoil. Imię to jest powiązane z Homerem. Mężczyzna opowiada o tym, jak w wieku piętnastu lat pojechał na ferie zimowe do chatki w lesie, gdzie podjął próbę tłumaczenia Iliady i Odysei.
Zoil od 15 lat udzielał pomocy osobom urządzającym się w nowym lokalu. Pomaga, np. w razie kłopotów z wyposażeniem mieszkania w energię. Bohater mieszka w Paryżu. Oficjalnie mówi, że lubi swój zawód, gdyż może spotkać dziwnych ludzi. Nie jest to prawda, lecz jak sam Zoil mówi, praca ta dostarcza pożywki jego wrodzonej niedyskrecji.

"Lubię odkrywać prawdę o miejscach, w których toczy się życie, o przerażających norach, w których godzą się mieszkać istoty ludzkie."

Sam mieszka w małym mieszkanku.
Pewnego grudniowego dnia miał kolejne spotkanie z kolejną klientką, która mieszkała w dzielnicy Montorgueil. W dokumentach przeczytał, że jest ona powieściopisarką. Jak się okazało w mieszkaniu mieszkały 2 młode kobiety. Pierwsze co uderzyło Zoila, gdy wszedł do mieszkania było przerażające zimno. Jedna z kobiet powiedziała, że nie ma ogrzewania. Na remont młode kobiety musiałby wydać setki tysięcy euro. Cały problem polegał na tym, że nie miały one pieniędzy, ani krewnych, do których mogłyby się przenieść na okres zimy. Pop przeprowadzonym wywiadzie Zoil udał się do księgarni po książkę Ślepe naboje Alienor Maleze. Owa książka wywołała sprzeczne uczucia w bohaterze. Szukając informacji o autorce dowiedział się, że wydała jeszcze 4 inne książki. Pospiesznie zamówił je w księgarni. Przeżywa szok, gdy dowiaduje się kim jest Alienor Maleze. Nie może w to uwierzyć. Sama była zdziwiona odkryciem Zoila. Pomimo tego nie rezygnuje ze swojego marzenia. Młoda kobieta wytłumaczyła całą sprawę bohaterowi, pomimo tego, Zoil i tak nie mógł tego pojąć. Astrolab, bo tak ma na imię marzenie Zoila, jest bardzo pomocną i odważna osobą. Główny bohater podziwia kobietę. Autorka książek uwielbia jeść, więc Zoil, gdy przychodził spotkać się z Astrolab, przynosił jedzenie. Dzięki temu mieli chwile dla siebie. Pewnego dnia przyniósł coś "zakazanego". W tym czasie stało się coś dziwnego, innego. Zoil był do pewnego momentu szczęśliwy, lecz szybko to się zmieniło. Piszą do siebie listy, spotykają się, lecz mężczyźnie ciągle jest mało. Astrolab choć nie chce rozstawać się z Alienor, pragnie być z Zoilem. Decyzja jest trudna i rani, ale według kobiety jest słuszna. Niestety nie wszyscy to akceptują, co prawdopodobnie doprowadza do tragedii. Zoil pisząc pamiętnik opisuje w nim swoje wspomnienia, które przeplata z aktualnymi emocjami i myślami.
Historia jest wstrząsająca. Autorka zaczyna "z dużego C", później wszystko wyjaśniając. Choć zaskakujący jest powód. Dla jednych wydaje się on błahy, lecz dla innych jest to koniec świata. Według mnie Zoil przesadził i nie powinien tak postępować.
Jak na tak krótka książkę jest ona bardzo wartościowa i ciekawa. Historia jest wstrząsająca. Najbardziej zadziwiła mnie zachłanność Zoila oraz to, jak musiał być załamany,a by podjąć taką decyzję. -
Styl autorki jest lekki, przyjemny oraz łatwy w zrozumieniu. Książka nie wymaga dużego skupienia dzięki stylowi pisarki.
Minusami tej książki jest jej objętość oraz to, że praktycznie nie znamy zakończenia.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 maja, 2011

"Kobiety zawsze kochają nie w porę."

Tymi słowami bohater króciutkiej książeczki Amelie Nothomb "Podróż zimowa" podsumował siłę uczucia, jakim wreszcie obdarzyła go wymarzonaAstrolab. Lecz teraz jest już za późno na cokolwiek. Zoil już podjął decyzję, w jak najwłaściwszy sposób ukonorować potęgę uczucia, jakim darzył dziewczynę, uczucia, które zostało zrozumiane i odwzajemnione nie w porę. Książka Nothomb jest niezwykłą opowieścią o człowieku, który zakochawszy się w kobiecie obarczonej zobowiązaniami, nie może w pełni cieszyć się uczuciem i wówczas postanawia dokonać aktu zemsty. Spektakularnego pokazu utraconego niespełnionego uczucia, którego siła popycha go do dramatycznych i tragicznych w skutkach czynów. Otóż pracownik paryskiej elektrowni odwiedza najbiedniejszych mieszkańców miasta, aby wspomóc ich w walce z mrozem. Trafia do mieszkania, w którym żyją dwie kobiety. Jedna głęboko upośledzona-Alienor, druga to jej opiekunka, cudowna Astrolab. Jedna z nich jest genialną pisarką, Zoil jeszcze nie wie, kto jest kim, ale już zakochuje się w pięknej Paryżance. Ich znajomość się rozwija, bohater poznaje sekret ich wspólnego życia i wie, że chce jednego. Życia z Astrolab. Lecz nie jest to takie proste. Dziewczyna jest jedyną opiekunką dla głęboko upośledzonej Alienor. Zoil popada w coraz większą frustrację i wreszcie po wspólnym zażyciu z dziewczynami grzybków halucynogennych, wpada na iście szatański plan.


Książkę czyta się błyskawicznie, nie tylko dlatego, że liczy zaledwie94 strony. Także ze względu na ujmujący, wciągający język i niezwykły pomysł na fabułę. Mistrzostwem są opisy odlotu, jakiego doznali bohaterowie po zażyciu grzybków. Z kolei scena, w której bohater dywaguje nad tym, co ma stać się przedmiotem jego zemsty-bawi. "Podróż zimowa" to na wpół groteskowa historia o miłości, ale nie tylko. Pełna retoryki i symboliki opowieść, którą przedstawia nam główny bohater Zoil. Robi krótką reminiscencję do swoich lat młodzieńczych, poznajemy historię jego imienia, która zdaje się tłumaczyć obecny i przyszły los mężczyzny.

Warto sięgnąć po tę krótką opowieść, która ujmuje świetnym językiem, bawi, wzrusza i zaskakuje. A jak tłumaczy swoje chore działania bohater? Czym się kieruje? Jakie ma motywy? Może poniższy cytat troszkę przybliży Wam to, co siedzi w umyśle Zoila:

"Nienawidzę nienawiści, a mimo to ją odczuwam. Znam tę truciznę, która wraz z zadraśnięciem przenika do krwi i infekuje sobą wszystko do szpiku kości. Czyn, który zamierzam popełnić, najlepiej to wyraża. Gdyby to był terroryzm, wymyśliłbym dla swojej nienawiści jakieś narodowe, polityczne czy religijne przebranie. Ośmielam się powiedzieć, że jestem potworem uczciwym i nie próbuję wymyślić dla własnej odrazy żadnych pobudek, celu czy szczytnych intencji. Dorabianie do akcji destrukcyjnej wzniosłych motywów budzi we mnie niesmak".

http://agnesscorpio.blogspot.com/2011/05/amelie-nothomb-podroz-zimowa.html


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 14 maja, 2011

Zabić z zazdrości wywołanej wielką miłością - brzmi tragicznie i bardzo dramatycznie , nieprawdaż? Tylko ,czy uśmiercenie niewinnych osób z zawodu na innym człowieku można nadal nazywać poświęceniem miłosnym?


W "Podróży zimowej" poznajemy Zoila ,który już na samym początku obwieszcza nam swój straszny plan ( jeśli chcecie wiedzieć jaki sięgnijcie do książki :P) i powoli zmierza do opowiedzenia nam przyczyny jego uknucia - najważniejszej historii swojego życia.Historia ta oczywiście wiąże się z kobietą piękną,wymarzoną,inteligentną i wręcz idealną dla Zoila ,która jednak posiada jeden mały defekt w postaci chorej podopiecznej.


Być może jeszcze mało w życiu widziałam ,czytałam ,czy też słyszałam,ale wydawało mi się,że na 90 stronach pisanych sporą czcionką można zawrzeć powieść ,która porwie, pochłonie, rozkocha ,wciągnie ,rozśmieszy i wzruszy. Wszystkie moje "wydawało mi się" błyskawicznie obaliła pani Amelie Nothomb w swojej lekturze .Po pierwsze stworzyła świetną kreację głównego bohatera ,i mimo ,że nie wiemy ile dokładnie on ma lat, jak wygląda ,co lubi ,czy ma rodzinę automatycznie darzymy go sympatią ,choć często nie zgadzamy się z jego wyborami i decyzjami.Następnie mimo ,iż może się nam wydawać,że motyw z pozoru idealnej miłości z jedną malutką rysą ,która może spowodować najpierw pęknięcie a później już rozłam ,jest już oklepany ,jednak Nothomb serwuje nam ją w zupełnie innej postaci ,o zupełnie innym smaku .Kolejnym nazwijmy to plusem jest fakt braku braku braku opisów :D No bo czy nie lubicie wiedzieć jak coś występującego w danej książce wygląda ,jak główny bohater jest ubrany ,jaki ma kolor włosów,itp.?No bądź co bądź jest to również pewnym ułatwieniem dla nas ,gdyż nie musimy wytężać naszego mózgu i wyobraźni w celu stworzenia obrazu danej osoby ,czy przedmiotu w naszej głowie. Jednak autorka "Podróży zimowej " nie idzie na łatwiznę i nie pozwala również stoczyć się na tę drogę jej czytelnikowi .Mimo to w książce nie odnajdziemy pustki po skradzionych opisach ,a fakt ,że ich nie było możemy odkryć już po przeczytaniu powieści.


Nie zanudzając już dłużej i podsumowując zaliczam moje pierwsze spotkanie z twórczością Amelie Nothomb do bardzo udanych - dzięki niej czułam się ,tak jakbym siedziała wraz z Zoilem na lotnisku i toczyła z nim zacięta konwersacje ,w której oddalam go od nadzwyczaj szalonego i destruktywnego pomysłu. Polecam więc tę książeczkę wszystkim tym ,którzy po prostu kochają czytać :-)


Przeczytana: 11 maja, 2011

Amelie Nothomb urodziła się w 1967 roku w Japonii, jest pisarką belgijską, znaną z tytułów takich jak „Higiena mordercy” czy „Biografia głodu”, które okazały się za nakładem wydawnictwa MUZA.
Gdy wybierając książkę „Zimowa podróż” przeczytałam jej opis. Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Myślałam, że jest to pewnego rodzaju romans, gdzie kobieta odrzuca mężczyzną, a ten planuje na niej zemstę. Zastałam coś zupełnie innego.
Książka opowiada wydarzenia z punktu widzenia Zoila. Czterdziestoletniego mężczyzny, który odziedziczył męski odpowiednik imienia Zoe, czyli „życie”.
Zoil pewnego dnia odwiedza dwie kobiety – Astrolab i Alienoir. Astrolab jest opiekunką Alienoir, gdyż ta mimo swojego pisarskiego talentu nie poradziłaby sobie w życiu. Między Astrolab (nawiasem mówiąc, jest to męskie imię) i Zoilem tworzy się uczucie. Zoil tak spragniony jest stosunku cielesnego, że posuwa się do podania kobietom grzybów halucynogennych. Na nieszczęście dla bohatera plan się nie powiódł i do niczego nie doszło. Podczas odlotu, gdy jego plan spalił na panewce postanowił rozbić samolot. Przed tym wielkim wydarzeniem planuje całą akcję, miejsce rozbicia, uczy się pilotażu. Wybiera wieżę Eiffla, gdyż ta ma kształt litery „A”. „A” jak Astrolab.
Rzadko zdarza mi się nie polubić głównego bohatera. Niestety, przy tej książce tak się stało. Zoil w moim przekonaniu jest niekulturalny i chamski. Można to potwierdzić choćby tym, że nazwał (w myślach) Alienoir debilką, jak i również nie pytając o zgodę na podanie narkotyków. Według mnie jego tok myślenia to myślenie szaleńca, jednak podziwiam jego umiejętność kalkulacji.
Książka mimo swojej krótkości (ok. 100 stron) podobała mi się. Polecam!


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 maja, 2011

Z dziełami tej belgijskiej pisarki o japońskich korzeniach, pisałam już nie jednokrotnie na moim blogu. Każda z książek, które czytałam do tej pory, była dla mnie wyjątkowa. Z tego, co zdążyłam zauważyć Nothomb ma niezwykły talent do pisania o bardzo ważnych i niecodziennych kwestiach krótko, lecz w tak umiejętny sposób, że nie dodałabym ani jednego słowa. Tym razem jednak w roli narratora spotykamy mężczyznę, co dla jej stylu jest chyba rzadkością.

Powieść zaczyna się w bardzo mroźny poranek na lotnisku w Paryżu. Spotykamy młodego mężczyznę, który w imię nieosiągalnej miłości, pragnie porwać a następnie rozbić jeden z samolotów. Jako, że do "godziny zero" zostało jeszcze sporo czasu, wyjmuje notes i zaczyna pisać. Pisze o sobie, o tym co popchnęło go do takiego czynu, czym dla niego była miłość do niejakiej Astrolab (tak, to imię damskie) i jaką rolę w tym wszystkim odgrywa tajemnicza, przypominająca baobab, pisarka Alienor.

"Podróż zimowa" to niesłychanie interesujące studium psychiki szalonego, zakochanego i odtrąconego kochanka. Człowieka, dla którego błogosławione jest powietrze, którym oddycha jego ukochana i który, gotowy jest na wszystko, aby mieć ją tylko dla siebie.

Jest coś w powieściach Amelie Nothomb, co zachwyca i niepokoi. Jej dzieła może do łatwych nie należą, ale należą do takich, o których myśli się przed zaśnięciem.


Przeczytana: 29 czerwca, 2011

Amelie Nothomb to pisarka, której styl balansuje na cienkiej granicy między grafomanią a geniuszem. Niektóre z jej książek plasują się bliżej geniuszu, inne - bliżej drugiej krawędzi.

Pisarka tworzy podobno 3-4 książki rocznie, pod koniec roku czyta je i wybiera jedną, którą publikuje, a reszta ląduje w koszu. Przy niektórych ostatnich jej powieściach (przy tej również) nachodzi mnie obawa, że z czasem nie tyle stępia się jej pióro, co odwrażliwia zdolność oceny własnej twórczości. Innymi słowy boję się, że wyrzuca arcydzieła, a wybiera te powieści, które są z jakiś powodów bliskie jej sercu. Tak było i teraz.

Jednak, co by nie mówić czy pisać, książki Amelie to i tak wysoka półka i swoiste pranie wrażliwości czytelnika, za każdym zetknięciem z jej twórczością.

To ten rodzaj piękna, które boli i uwiera.


Przeczytana: 23 maja, 2011

Autorka wprowadza do swojej powieści bohatera, który jest przy okazji narratorem. W sposób dość brutalny chce objawić swoje uczucia, a może właściwie ich brak? Powody jego decyzji są co najmniej dziwaczne i niezrozumiałe. Wywołuje emocje, ale niestety nie tak silne. Niestety, nie fascynuje, nie wciąga, pomimo tego, że szybko się czyta.


Przeczytana: 21 września, 2011

Książka ciekawa mimo że krótka. Zdecydowanie są lepsze od niej w dorobku autorki, ale warto przeczytać.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 03 lutego, 2012

Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 grudnia, 2011

Przeczytana: 11 stycznia, 2012

Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 grudnia, 2011