Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Frywolitki, czyli ostatnio przeczytałam książkę!!! (wybór z lat 1994-1997)

Cykl: Frywolitki (tom 1)
Wydawnictwo: Akapit Press
6,42 (289 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
22
8
27
7
93
6
68
5
50
4
5
3
13
2
0
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788360773734
liczba stron
247
język
polski

Małgorzata Musierowicz, z wykształcenia grafik, jest autorką książek dla dzieci i młodzieży, cieszących się od lat wyjątkową popularnością, uhonorowanych prestiżowymi nagrodami, przekładanych na wiele języków. Felietony, zawarte w tym tomie, ukazywały się pod nazwą "Frywolitki" w "Tygodniku Powszechnym". Przeznaczone dla młodzieży, wkrótce zyskały także liczne grono dorosłych Czytelników....

Małgorzata Musierowicz, z wykształcenia grafik, jest autorką książek dla dzieci i młodzieży, cieszących się od lat wyjątkową popularnością, uhonorowanych prestiżowymi nagrodami, przekładanych na wiele języków. Felietony, zawarte w tym tomie, ukazywały się pod nazwą "Frywolitki" w "Tygodniku Powszechnym". Przeznaczone dla młodzieży, wkrótce zyskały także liczne grono dorosłych Czytelników. Teksty te, poświęcone książkom i przyjemności czytania, mówią tez o wielu innych sprawach - o miłości i dzieciach, o ptakach i ogrodach, o muzyce i malarstwie. Mamy nadzieję, że wierni Czytelnicy, a zwłaszcza Czytelniczki, znajdą w tej książce otuchę, wytchnienie i radość życia.

Serdecznie zapraszamy na nową stronę Małgorzaty Musierowicz!
www.musierowicz.com.pl

 

źródło opisu: [Akapit Press, 2008]

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1212
Weronika | 2012-09-02
Przeczytana: 26 sierpnia 2012

Podczas ostatniej wizyty w księgarni, zatrzymałam się przy półce z książkami pani Musierowicz. Nie wiem, dlaczego, ale ciągnie mnie tam zawsze. Chociaż większość pozycji, które wyszły spod pióra tej autorki, od dawna mam w domu, to i tak przystaję, oglądam nowe, pachnące farbą drukarską, wydania, podczytuję fragmenty i uśmiecham się pod nosem. Tym razem, gdy tak stałam, mój wzrok padł na „Frywolitki”.

Ten zbiór felietonów, o jakże przyjemnej nazwie, czytałam już trzy (jeśli nie cztery) lata temu. Wtedy sięgnęłam po nie idąc za tzw. ciosem. Skończyłam Jeżycjadę i wypożyczyłam wyżej wspomniane, chociaż Pani Bibliotekarka mówiła, że to dla trochę starszych. Jednak ja się uparłam i sparzyłam (jak to zwykle bywa). To już nie były beztroskie harce czterech panienek. Tym razem pani Małgorzata opowiadała o książkach. Nie umiałam wtedy tego docenić. Co prawda, kilka felietonów mnie rozśmieszyło i zaciekawiło, lecz większość po prostu nudziła. Omijałam bogate cytaty, niektóre opowiastki… Stojąc wtedy w księgarni nad tą książką postanowiłam dać „Frywolitkom” jeszcze jedną szansę.

Zaczęło się od wstępu, który nie był typowym wstępem. Był pierwszym felietonem i był taki jak całe frywolitki. A co to są frywolitki? Posłuchajcie:

…tytuł naszych felietoników pochodzi od francuskiego słowa f r i v o l e - płochy, lekkomyślny, błahy. F r y w o l i t k i zaś, czyli, powiedzmy, b ł a h o s t k i - to nazwa prześlicznych koronek, które potrafi wykonać własnoręcznie moja Mama. Pomysł, by nazwa tych koronek była tytułem felietonu, wziął się, mówiąc otwarcie, z bezsilnej zawiści. Uczucie to opanowuje mnie zawsze, gdy widzę, co moja Mama potrafi zrobić swoimi rękami, w zasadzie bardzo podobnymi do moich , z tym, że jednak moje są bardziej – jak to się mówi – maślane. Frywolitki, jakie wykonuje moja Mama przy użyciu Specjalnego Czółenka, są tak precyzyjne, wdzięczne i ładne! Zaczyna się od małego oczka, a potem już tylko – ba, t y l k o! – snuje się i nawija w kółeczko, dorabiając oczka następne, oraz zawijaski, figlaski, ząbki, wypustki i inne dygresje. Kiedy raz siedziałam, wpatrując się z nabożnym podziwem w to, co Mamie udaje się wyczarować ze zwykłych nici, pomyślałam sobie na pociechę, że właściwie to i ja tak potrafię, tylko nie rękami, a głową. I że można by spróbować zrobić frywolitki – mentalnie.

Ja do tych nitkowych frywolitek mam słabość. Posiadam trzy cudowne zakładki zrobione właśnie tą techniką (robiła je, notabene, Czytelniczka pani Musierowicz) i za każdym razem się nimi zachwycam. Więc, jeśli takie mi się podobają, to dlaczego miałyby mi się nie spodobać mentalne?

Pierwsza właściwa frywolitka (po frywolitce wstępnej) opowiadała o pani Elizie Orzeszkowej – pisarce znanej w całej Polsce, której opisy przyrody, dla większości uczniów, są zmorą. Ta właśnie pani Eliza, od dłuższego czasu chodzi mi po głowie, od dłuższego czasu się do niej uśmiecham. Po części, dlatego, że czytałam wspomnienia Zuzanny Rabskiej, po części dlatego, że ciągle mam w pamięci piękną recenzję Eliny. Chyba właśnie dlatego, że od tego felietonu zaczęła się ta książka i od faktu, że autorka podchodziła do tematu pełna zrozumienia, polubiłam z miejsca frywolitki. Co prawda, Bardziej Doświadczonych Czytelników mogą razić wszelkie zwroty trochę jakby nie z tej szarej ziemi, takie słoneczne, optymistyczne i pełne uśmiechu, które kieruje pani Małgorzata do odbiorców. Ale to chyba ich problem, prawda? Ja zapisałam kolejny tytuł na liście „must read” i czytałam dalej.

Chociaż felietony miałam sobie dawkować, tak jeden przed snem, nie umiałam. Na raz przeczytałam kilka i nie było mi dość. Dawno bowiem nie spotkałam się, żeby ktoś opowiadał z takim znawstwem i pasją za razem, o książkach czasem wręcz klasycznych, a czasem nieznanych chociaż pięknych. Poza tym, sam styl autorki wręcz zachęcał do kolejnej lektury, do notowania sobie poszczególnych tytułów, które po prostu CHCE się czytać. Chciałam dalej poznawać chociaż kawałek życia Andersena, Krzysia z bajki o Kubusiu Puchatku, Jane Austen. Chciałam czytać, kupić od razu te książki i wszystkie na raz poznać. Pani Małgosia po prostu zaraziła mnie swoją pasją.

Jednak jak to bywa w przypadku felietonów, nie mówiły one tylko o książkach. Autorka pisała o ogrodach, spotkaniach, ludziach, listach od Czytelników, miejscach… Opowiadała przeróżne anegdotki, często cytowała opisywane przez siebie książki. Jednak o czym by nie pisała i tak przez wszystkie słowa wybijał się ten optymizm, który jest tak widoczny również w Jeżycjadzie.

Pozycja jest wprost obowiązkowa dla miłośnika cyklu o Borejkach. Dla miłośników książek również. Jednak jeśli nie znacie domowników mieszkanka przy Roosvelta 5, to najpierw zajrzyjcie do „Szóstej klepki",a dopiero potem smakujcie "Frywolitki". To jest jedna z tych książek, do których często się wraca.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zimowy wiatr na twojej twarzy

"Zimowy wiatr na twojej twarzy" to - moim zdaniem - najlepsza z czterech dotychczas wydanych w Polsce powieści Carli Montero. Może stało si...

zgłoś błąd zgłoś błąd