pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Złodziej magii
Conn powinien był zginąć, gdy podwędził z kieszeni potężnego czarodzieja Nevery'ego jego najcenniejszy artefakt – locus magicalicus, magiczny kamień służący do magazynowania mocy i zaklęć. Ale jakimś... Conn powinien był zginąć, gdy podwędził z kieszeni potężnego czarodzieja Nevery'ego jego najcenniejszy artefakt – locus magicalicus, magiczny kamień służący do magazynowania mocy i zaklęć. Ale jakimś cudem Conn przeżył! Zaskoczony i zaintrygowany Nevery postanawia przyjrzeć się bliżej chłopcu. Conn zostanie jego uczniem pod jednym warunkiem – przed upływem miesiąca musi znaleźć własny locus magicalicus. Jednak powracający z wieloletniego wygnania Nevery nie znalazł się w Wellmet przypadkiem. Ktoś okrada miasto i jego mieszkańców z magicznej energii. Gdy śledztwo Nevery'ego nie przynosi rezultatów, z pomocą przychodzi mu Conn... Któż inny lepiej wytropi złodzieja niż drugi złodziej? pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
698sprzedam/wymienię książki (archiwalny 8) (zamknięty)
-
437Sprzedam/wymienię książki (archiwalny) (zamknięty)
Opinie czytelników
Historie dzieci, które odkrywają w sobie nadprzyrodzone zdolności, wykorzystywane są dość często w literaturze. Z lepszym i gorszym skutkiem. Niemniej kierowane są do dzieci, które tak naprawdę nie wymagają za dużo od czytanej książki. Wystarczy im bohater w podobnym do nich wieku, przeżywający fascynującą przygodę, której przy odrobinie wyobraźni mogliby doświadczyć sami. Ten opis pasuje także do pierwszej części trylogii „Złodziej magii” Sarah Prineas, która z pewnością spodoba się młodym czytelnikom.
Głównym bohaterem książki jest Conn, sierota i złodziej, wychowujący się na ulicach Wellmet. Pewnego dnia natrafia w zaułku na starca poruszającego się o lasce i postanawia go okraść. Nie wie jeszcze, że to spotkanie zmieni na zawsze jego życie. Starzec okazuje się potężnym magiem, a skradziony przedmiot to jego locus magicalius – nieodłączny element wyposażenia każdego czarodzieja. W normalnych okolicznościach kamień powinien zabić każdego, kto ośmieli się go dotknąć, jednak chłopcu właściwie nic się nie stało. Mag Nevery postanawia przygarnąć chłopca i przyjrzeć się bliżej jego zdolnościom. Czy Conn zmieni swoje życie i uratuje magię znikającą z jego rodzinnego miasta?
Książka ma dość niestandardowy rozmiar, co początkowo powodowało u mnie uczucie dyskomfortu. Podejrzewam jednak, że dzieciom łatwiej ją utrzymać w rękach, i właśnie tym kierował się wydawca. Warto zwrócić uwagę na stronę graficzną powieści - ilustracje autorstwa Antonio Javiera Caparo z pewnością umilą czytanie. Ciekawym dodatkiem jest także runiczny alfabet, dzięki któremu młodzi czytelnicy mogą odczytać zaszyfrowane w tekście wiadomości. Autorka dodała także przepisy na biszkopty, które są jednym z posiłków bohaterów książki.
Choć ja już dawno skończyłam dziesięć lat, to przyznam, że całkiem fajnie czytało mi się „Złodzieja magii”. Podejrzewam jednak, że dzieci i młodzież będą się przy niej bawiły jeszcze lepiej. Książka jest dość schematyczna, jednak nie skreślałabym jej za to.
Uważam, że „Złodziej magii” nadaje się idealnie na prezent dla młodego czytelnika.
Książkę otrzymałam od wydawnictwa Jaguar.
"Złodziej pod wieloma względami przypomina czarodzieja". Coś w tym jest, szczególnie w przypadku nastoletniego Conna, sieroty i złodzieja. Jego zręczne palce wyjęły z kieszeni tajemniczego mężczyzny przedmiot, który powinien go zabić - locus magicalicus. Pod tą nazwą kryje się kamień przypisany konkretnemu czarodziejowi i tylko on może dzierżyć go w dłoni. Okradzionym czarodziejem był Nevery Flinglas, wygnany z Wellmet na banicję 20 lat temu - wraca w związku z niepokojącym zjawiskiem. Poziom magii w mieście spada.
Tak zaczyna się trylogia autorstwa Sarah Prineas skierowana dla młodszych czytelników. Świat stylizowany na dziewiętnasty wiek nie zaskakuje natłokiem zjawisk fantastycznych. Magia i czarodzieje są obecni, ale wtopieni w tło i zwyczajni. Conn okradał niepozornego starszego mężczyznę, dopiero trzymany w garści magiczny artefakt uświadomił mu prawdziwą naturę swojej ofiary. Nevery zaintrygowany faktem, że kostucha nie zgłosiła się po tego dzieciaka z chwilą kradzieży - przygarnia Connwaera. Do kompletu zatrudnia mięśniaka Beneta, którego druga natura stanowi zaprzeczenie wzbudzanego respektu. Wraca też do swojej posiadłości Heartsease, ząb czasu i zamiłowanie do pirotechniki mocno odbiły się na kondycji budynku.
Kłamałabym pisząc, że książkę pochłonęłam szybko i bez problemów. Conn to rezolutny, dociekliwy, sprytny i inteligentny złodziejaszek, który napotkał na swej drodze starszego, oschłego w obyciu czarodzieja. Dopiero moment w którym Nevery zaczął doceniać chłopaka i żywić coś na kształt sympatii skrywanej za surową miną, otworzył przede mną wrota przyjemności czytania. Chociaż historia jest prosta, została natchniona wyobraźnią, humorem i co najważniejsze - wciąga, a 10 lat ukończyłam bardzo dawno temu.
Na wyrazy uznania zasługuje jakość wydania. Preferuję dość standardowy format książki i osobliwe wymiary "Złodzieja magii" z początku zapewniały uczucie dyskomfortu. Strona graficzna autentycznie mnie ujęła dzięki ilustracjom Antonio Javiera Caparo. Teraz młodzi czytelnicy są naprawdę rozpieszczani i mogą liczyć na dodatkowe atrakcje jak odczytywanie zaszyfrowanych wiadomości wedle podanego klucza. Cóż, konkurencja nie śpi, czytelnictwo wciąż jest na alarmującym poziomie, ale najważniejsze, że ładne opakowanie nie gubi tego co najważniejsze.
Conn to sierota i złodziejaszek zamieszkujący w najgorszej z dzielnic Wellmet. Powinien zginąć w momencie, gdy jego palce dotknęły locusa magicalicusa Nevery'ego, jednego z najpotężniejszych czarodziei. Ale jak łatwo się domyślić nie ginie, co wywołuje zainteresowanie Nevery'ego, który postanawia uczynić z niego swojego ucznia. No dobra, poniosło mnie z tym uczniem, ale skoro w końcu do tego dochodzi to może warto pominąć tę smutniejszą dla Conna część. W każdym razie od tego momentu zaczyna się dla chłopca największa przygoda jego życia, w której zmuszony będzie odnaleźć swój własny magiczny kamień, a przy okazji przyczyni się do ocalenia miasta, w którym poziom magii nieustannie spada.
Prineas oferuje nam (ze szczególnym naciskiem na młodszych odbiorców) nie tylko dobrze skonstruowaną fabułę, ciekawy rozwój wydarzeń i sympatycznych bohaterów, ale także zwraca uwagę na wartości takie jak uczciwość, lojalność czy prawdziwa przyjaźń, bez których ciężko sobie dziś poradzić.
Co zaś do samych postaci to tak jak napisałam wyżej wzbudzają sympatię, nie da się ukryć. Zwłaszcza Benet, choć to może niezbyt zdrowe, że fascynują mnie akurat postacie o tak nieprzyjaznej aparycji. Tyle, że jak się okazuje tu nie wygląd zewnętrzny jest najważniejszy, bo pod maywną, barczystą sylwetką i twarzą z kilkakrotnie połamanym nosem kryje się postać pełna wewnętrznego ciepła, w dodatku lubiąca gotować i robić na drutach. Takie kochane, ciepłe kluchy po prostu, których ciężko nie polubić. Nevery za to swoim usposobieniem bardzo przypominał mi Halta ze "Zwiadowców", co zdecydowanie podziałało na jego korzyść.
Wielkim atutem książki jest świetne wydanie. Mały format idealnie mieszczący się w małych rączkach, mnóstwo ilustracji, krótkie rozdziały, duża czcionka, zapiski Nevery’ego wyróżnione w specjalny sposób, a przede wszystkim runy. Tak, runy… do rozszyfrowania. Co prawda w większości nie wnoszą one nic do samej treści książki, ale za to ile frajdy dostarczają.
"Złodziej magii" to świetna książka dla młodszego czytelnika. A ja jestem pewna, że i starszych jest w stanie zachwycić.
http://zaginionyalmanach.blogspot.com/2011/04/zodziej-magii-zagubiony-sarah-prineas.html
Jak dla mnie książka była bardzo dobra.
Podobały mi się w niej wydarzenia, ale i runy, które samemu trzeba było odczytywać.
przeczytalam i bylam przyjemnie zaskoczona!mimo ze ksiazka byla bardzo krutka bez przerwy cos sie dzialo!
Pamiętacie lektury z podstawówki lub gimnazjum, które nauczycielki języka polskiego próbowały w nas wmusić? A może jesteście jeszcze w tym wieku i nadal musicie zmagać się z czarną, nudną stroną naszego szkolnictwa? Tamte książki, które czytaliśmy z czystego obowiązku dłużyły się niezmiernie. Wielu nawet nie potrafiło przejść przez nie do końca. I ja też wiele razy poległam przy lekturach szkolnych. A choć ”Złodziej magii” należy do dzieł współczesnej lektorki i wyszedł w naszym kraju niemalże rok temu, nie można porównać go do ciekawszych pozycji, niż właśnie te z półek szkolnej biblioteki.
Conn jest sierotą, ulicznikiem i na dodatek drobnym złodziejaszkiem. Chłopiec kradnie,aby przeżyć. W mrocznej rzeczywistości, dzień, który nie różni się od wielu innych jest jednak dla niego tym, w którym zmienia się jego całe życie.Wyjmując z kieszeni Nevery’ego – potężnego maga, jego artefakt, któremu ten zawdzięcza moc, nawet nie wie, na jakie niebezpieczeństwo się pisał. Starzec w zasadzie jest zadziwiony, że jego locus magi calicus go nie zabił. Od tej chwili mag postanawia przyjrzeć się bliżej chłopcu, a widząc u niego potencjał i chęci, wziąć go na ucznia. W drodze do nowej przyszłości jest jednak jeden haczyk. Conn ma miesiąc, aby znaleźć swój kamień mocy. Wszyscy mistrzowie pomagają swoim protegowanym, jednak nauczyciel chłopca stawia go w tej trudnej sytuacji, że nie ma czasu, aby mu pomóc. W Wellmet dochodzi do spadku magii. Mężczyzna wrócił do miasta po dwudziestu latach banicji, aby dowiedzieć się co jest tego przyczyną.
Mogło by się wydawać, że dwa lata po wydaniu ostatniego tomu fenomenalnego cyklu o Hardym Porterze, to wystarczający czas, aby wejść na rynek z czymś podobnym, co mogłoby go zastąpić, przynajmniej młodszym czytelnikom. Niestety, ale choć w ”Złodzieju magii” mamy również powiązania uczeń – starszy mistrz, tak jak we wcześniej wspomnianej pozycji, do rewelacji J. K Rowling, Sarah Prineas daleko. Książka, owszem, otwiera przed nami swój własny wymyślony świat, pełen magicznych artefaktów i sympatycznego chłopca, jako postać główną, ale jest to tylko kilka zalet, pośród wielkiej gamy wad tej pozycji.
Przenieśmy się może do samego początku tytułu i tego, jak autorka postanowiła rozpocząć pierwszy tom serii. Conna poznajemy w momencie, kiedy szykuje się do spenetrowania zawartości kieszeni Nevery’ego. Chłopak znajduje magiczny artefakt,jest świadkiem tego, jak ten pulsuje magią w jego rękach, a potem zanim zdążymy nacieszyć się chwilą, oddaje go. Nie taki rozwój akcji sobie wyobrażałam. Spodziewałam się również, że potem cała książka będzie tętnić od tajemnic i dynamicznych chwil, jednak Sarah Prineas, jak mało kto, brnie grubą linią oporu, przed tym co najlepsze. Cała książka, choć ciężko to przyznać, jest gładka i (co jest wielkim zaskoczeniem dla mnie) nudna.
Conna i Nevery’ego można porównać do Harry’ego Pottera i Albusa Dumbledore’a, jednak jest to tylko powierzchowne porównanie. Sam Conn to ciekawski, inteligentny chłopiec, który chce zmienić swoje życie. Postać jest wielką tajemnicą, bo nie wiadomo, jaką przyszłość zgotowała dla niej twórczyni fabuły. Inaczej sprawy się mają, jeżeli chodzi o jego mistrza. Mężczyzna w cylindrze, o lasce, z długą brodą i krzaczastymi brwiami nie jest taki sympatycznym, jak byśmy chcieli. Z wszystkich postaci, to właśnie ten bohater denerwował mnie najbardziej i powodował, że mam o książce takie zdanie, a nie inne. Moja wizja mistrza i mentora jest taka, starszy pan - jeżeli już nim musi być – z wiedzą do przekazania i opiekuńczy. W tym staruszku tego nie znalazłam. Magowi nie zależało na swoim uczniu i nic nie wskazuje, aby to miało się zmienić. Jak sam czarodziej mówił, jego uczeń go denerwował pytaniami i wścibskim charakterem. Przez całą książkę miałam wrażenie, że ten człowiek nie ma szlachetnych zamiarów względem swoje ucznia, to sugerowało jego zachowanie.
Drugą rzeczą, która może nie być czytelnikowi w smak, to świat książki. Miasto Wellmet, aż do bólu przypomina Londyn, za dawnych czasów. Widzimy to w opisach,nazwach ulic oraz ilustracjach książki. Nie można, więc mówić o całkowitym tworzeniu świata powieści, jeżeli przypomina on już coś, co widzieliśmy. Ponadto nazwy zaklęć i artefaktów magicznych były do siebie niesamowicie podobne. Wszystkie niemal kończyły się na tą samą sylabę.
W tym wszystkim największą zaletę pełni fakt, że Conn uważał się za ucznia Nevery’ego, zanim ten w ogóle go nim mianował. Taka sytuacja, była bardzo ciekawa.Czytelnik wiedział, co jest grane, a główna postać nie. Wszystkie uczucia,których Conn nie mógł doznać na ulicy, a poznał je teraz również były sympatycznym zjawiskiem. Ze strony Nevery’ego oryginalna jest też przeszłość,którą zapewne potencjalny odbiorca będzie chciał poznać. To może popychać do dalszego brnięcia przez książkę.
Pod wspaniałą oprawą okładki, jak i ilustracjami, kryje się naprawdę mała oryginalna fabuła. Sarah Prineas nie doceniła chyba dzieci, dla których jest książka, co spowodowało, ze nie dała z siebie wszystkiego. Książce przydałoby się ostrzejszych pazurków, więcej szczegółów oraz postaci, bo tych jest naprawdę mało. Mimo wszystko wierzę, że tytuł znajdzie swoich adoratorów, szczególnie u młodszych czytelników. Dla osób szukających coś bardziej uniwersalnego proponuje serię ”Zwiadowcy”, tego samego wydawnictwa. Zbiór, chodź liczący sobie już kilka tomów, nadal jest oryginalny. Poza tym wierzę, że wydawnictwo Jaguar posiada w swoich archiwach lepsze pozycje, a ”Złodziej magii” to jedynie jedna czarna owca, na sto białych.
książka nawet ciekawa a najlepszy fragmet był jak uwolnił magie
- 1
- 2
- 3
- 4
- następna »

Albertus
Zinamon
Weltbild
Selkar
Matras
Empik

