Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Dziennik pisany później

Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
6,71 (333 ocen i 47 opinii) Zobacz oceny
10
12
9
23
8
55
7
111
6
71
5
39
4
10
3
7
2
3
1
2
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375362312
liczba stron
168
słowa kluczowe
eseje, literatura polska
język
polski
dodał
Snoopy

Z fotografiami Dariusza Pawelca. Z Dziennika pisanego później: "Jadąc przez Banja Lukę, rozmyślałem o niej. Wśród, ruin, grobów i pól minowych. Rozmyślałem o tym, jak leży na wznak między Wschodem a Zachodem. Leniwa i senna. W tych nieśmiertelnych brzózkach. Na piachu. Dłubie nosie, kręci kulki i marzy o własnym losie. O przyszłym zamążpójściu, o dawnych gwałtach albo że pójdzie do klasztoru....

Z fotografiami Dariusza Pawelca.

Z Dziennika pisanego później:
"Jadąc przez Banja Lukę, rozmyślałem o niej. Wśród, ruin, grobów i pól minowych. Rozmyślałem o tym, jak leży na wznak między Wschodem a Zachodem. Leniwa i senna. W tych nieśmiertelnych brzózkach. Na piachu. Dłubie nosie, kręci kulki i marzy o własnym losie. O przyszłym zamążpójściu, o dawnych gwałtach albo że pójdzie do klasztoru. W Banja Luce o tym myślę, gdy pada deszcz i szukam wylotówki na Chorwację, na Węgry, bo już wracam. Myślę o niej w Jajcu i myślę w Travniku. Jak się czasami przewraca na bok w tych wiekuistych brzózkach, w tych piaskach wieczystych, wspiera na łokciu i patrzy na widnokrąg, gdzie się podnoszą pokusy wielkich miast, brylantowe wieżowce, chorągwie z pięknymi herbami firm globalnych i gdzie światło lucyferycznie odbija się od chmur, składając w obcojęzyczne napisy głoszące chwałę nadchodzącego wyzwolenia, które niczym bezlitosna fala zatopi stare, a ocali nowe. Za to ją kocham. Za to patrzenie. Za to leżenie na boku. I sobie obiecuję, że jak tylko wrócę z tych beznadziejnych Bałkanów, to ją zaraz opiszę. Kilometr po kilometrze, hektar po hektarze, gmina po gminie, wymieniając te wszystkie nazwy jak zaklęcia, jak modlitwy, jak litanie, arko przymierza, domie złoty, wieżo z kości gdzieś koło Małkini, gdzieś koło Bełżca".

 

źródło opisu: http://czarne.com.pl/

źródło okładki: http://czarne.com.pl/

pokaż więcej

książek: 156
Magdalena Szyszka | 2012-02-26
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 lutego 2012

"Chciałeś Bałkanów, to masz Bałkany"
Bałkany, miejsce na ziemi całkiem niedalekie, które pod wieloma względami wydaje się tak odległe. Miejsce, gdzie wciąż można znaleźć ślady niedawnej wojny,
jej twarz, jej zapach i smak. Tak wielu pielgrzymuje tam w poszukiwaniu tych pozostałości, z jakiejś niewytłumaczalnej tęsknoty za wojną, za tym, co znamy
tylko z opowieści, a co nie mogło być naszym udziałem. Andrzej Stasiuk na Bałkany powraca regularnie, w miejsca, do których mało kto ma w ogóle ochotę
zajrzeć. Zamiast popularnych adriatyckich kurortów wybiera zwykle miejscowości gdzie nie jest ani pięknie, ani z pozoru interesująco.

„Dziennik pisany później” wymyka się wszelkim klasyfikacjom gatunkowym. Żaden to dziennik, bo brak w nim dat i chronologii, żaden reportaż, bo oglądamy
skrawki Bałkanów wyłącznie oczami autora, który dzieli się z nami strzępkami swoich myśli, czasem ledwie zarysowanymi wrażeniami. Po co mieszkaniec kraju,
który dopiero co choć w pewnym stopniu podźwignął się z nędzy jeździ do Albanii, do Macedonii czy Bośni? Po co odwiedza zdominowane przez mężczyzn miasta,
których główną atrakcją są góry palących się śmieci i bandy opryszków na ulicach? Czego on szuka na tych Bałkanach? Dlaczego regularnie tam wraca, dlaczego
czuje żal, gdy ktoś sprzątnie nieszczęsne śmieci i odmieni nieco oblicze któregoś z tych miast? Dlaczego tak bardzo pragnie znajdować swoje ulubione miejsca
wciąż niezmienionymi? Na te pytania nie ma jednoznacznych odpowiedzi, za to jest całe mnóstwo poszlak. Bałkany, te, które odwiedza autor, fascynują jeszcze
ciągle pewną dzikością, tym, że cywilizacja nawet jeśli tam dotarła, to niekoniecznie zadomowiła się już na dobre w umysłach mieszkańców. Tam wszystko
jest jakby zawieszone w przestrzeni, nieruchome w letnim upale albo strugach deszczu, niemal niezmienne wobec historii.

Nie sądźmy jednak, że ta książka to jest jakikolwiek rodzaj przewodnika po Bałkanach, albo że jej autor dociera w jakiś sposób do ich sedna. Andrzej Stasiuk
jest tak subiektywny, jak to się tylko da, momentami wręcz do bólu. Wyraża sądy często co najmniej dyskusyjne, czasem generalizuje, czasem ocenia bardzo
jednoznacznie. Sprawia wrażenie kogoś, kto czuje, że może sobie na coś takiego pozwolić, bo mówi przecież o Bałkanach, które choć nie są jego ojczyzną,
to jednak stały się w jakiś sposób także częścią jego świata. Zresztą jako gość ma prawo do oceny subiektywnej czy nawet powierzchownej. On tam tylko regularnie
przyjeżdża i obserwuje.

Z drugiej strony autor jeździ na Bałkany, bo stamtąd jego zdaniem lepiej widać Polskę. Bo tam można nabrać pewnego dystansu, zrozumieć coś o sobie i swoim
kraju. Jeździ na Bałkany, bo są one tak podobne i tak różne. Dla ojczyzny nie jest wcale mniej surowy niż dla Bałkanów. Ją opiewa, ją kocha, ale właśnie
dlatego bezwzględnie krytykuje i gani. Widzi wszystkie przywary, tęskni za tym, czego już nie ma i nigdy nie będzie, za tym, co znika pod naporem globalizacji.
Znika i w Polsce, i na Bałkanach, być może tam trochę wolniej, ale świat, o którym opowiada, także odejdzie kiedyś w zapomnienie, pokryje się identycznymi
centrami handlowymi, bilbordami, samochodami, domami z prefabrykatów. Myślę, że ta książka to też próba ocalenia świata takiego, jakim był, jakim autor
go zna i kocha, choć ta miłość bywa naprawdę trudna i bardzo uciążliwa. Część Bałkańska stanowi doskonałe tło dla części poświęconej ojczyźnie.

Książka jest pisana jak zwykle u Andrzeja Stasiuka mocnym, wyszukanym językiem, często dosadnym. Na tych stu kilkudziesięciu stronach autor zmieścił tyle
treści, tyle wrażeń, tyle swoich przekonań i emocji na temat Bałkanów i Polski, ile niektórym autorom trudno upchnąć na kilkuset stronach. Ewidentnie postawił
na jakość, nie na ilość i to się opłaciło. Dodatkowo książkę wydano w formie audiobooka, czytanego przez Mirosława Bakę, którego interpretacja jest moim
zdaniem świetna. Książka czytana głębokim, zmysłowym głosem, jakby pełnym zadumy sprawia, że jeszcze bardziej możemy poczuć się jak na Bałkanach, jeszcze
lepiej wniknąć w sens tego nietypowego trzeba przyznać „Dziennika” i powoli, z namysłem i namaszczeniem chłonąć jego treść.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Ruchome święto

Trudno jest mi sobie wyobrazić autora, z którym spacer po paryskich ulicach byłby bardziej namacalny.

zgłoś błąd zgłoś błąd