Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Punkt przełomu

Tłumaczenie: Aleksandra Jagiełowicz
Seria: Star Wars: Gwiezdne Wojny
Wydawnictwo: Amber
7,09 (227 ocen i 20 opinii) Zobacz oceny
10
12
9
27
8
52
7
61
6
45
5
21
4
3
3
5
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Shatterpoint
data wydania
ISBN
8324113495
liczba stron
406
język
polski
dodał
Tomek Kolenda

W sześć miesięcy po bitwie o Geonosis Republika stoi w obliczu katastrofy. Mace Windu musi podjąć niebezpieczną próbę powrotu do swego rodzinnego świata - na lesistą planetę Haruun Kal, gdzie zaginęła jego uczennica Depa Billaba. Tylko legendarny Mistrz Jedi może ją odnaleźć. Tylko on może odkryć dlaczego nie wróciła. I tylko on może ją powstrzymać przed pogrążeniem się w szaleństwie i mroku...

 

Brak materiałów.
książek: 354
FomaLermont | 2016-03-03
Na półkach: Przeczytane

http://superbook.blog.pl/2016/03/03/201-matthew-stover-punkt-przelomu/

Wojny Klonów to nieco niedoceniany czas w uniwersum „Gwiezdnych Wojen”. Od premiery „Przebudzenia Mocy” niemal zaginął on w cieniu wydarzeń dzielących VII i VIII epizod, a Nowa Era Jedi czy era Starej Republiki swoim blaskiem nieco przyćmiewają ten okres. Okres wojny która pochłonęła żywota wielu Jedi, a w końcowym efekcie zniszczyła Republikę i sam Zakon. Okres bohaterów, legendarnych wojowników i heroicznych batalii. Mój ukochany czas uniwersum Lucasa.
Przeciętny rycerz Jedi to chodzący kodeks cnót i zasad. Nie ma emocji, jest spokój, nie ma ignorancji, jest wiedza… I takie tam niuejdżowe bla bla bla. Do tego dochodzi majestatyczna i tajemnicza szata, opinia czarodzieja wymachującego mieczem świetlnym i autorytet z którym liczy się nawet Kanclerz ( do czasu … :P ). Takimi nieco konwencjonalnymi Jedi są Obi- wan Kenobi i Yoda. Pełni zasad, chwalebni, wielcy wojownicy którzy mówią jedynie mądrościami. Przeciwieństwem ich są Jedi jak Qui- gonn Jinn czy niesławny Anakin Skywalker, którzy nie zawsze widzą pozytywy w tysiącletnich dogmatach i co krok patrzą jak tu nagiąć zasady. Ale pomiędzy nimi jest jeszcze inny typ wojownika. Hardy, posępny, taki który nie da sobie pobłażać, a jego aura maderfakera onieśmiela nawet największych Sithów. Takim typem jest Mace Windu. Członek Rady Jedi i twórca VII formy walki na miecze świetlne- Vaapadu.
Windu to kawał prawdziwego wojownika. Samuel L. Jackson wcielający się w tę rolę idealnie wykreował charakter postaci pod książki i komiksy. Niezłomny, dumny, zabójczo skuteczny i nieco kontrastujący z malutkim, zielonym mistrzem Yodą mówiącym dziwną składnią. Wysoki, z łysą czachą i unikalnym, purpurowym mieczem był numerem dwa w Radzie zaraz po sędziwym mistrzu jak jedyny dał radę nakopać w zad mistrzowi Sith. I prawdopodobnie Wojny Klonów miałyby kompletnie inne zakończenie gdyby nie zdrada Anakina.
Niepokojące wiadomości z Haruun Kal docierają na Coruscant. Oto uczennica Mace’a mistrzyni Depa Billaba macza miecz w krwi cywili w wojnie pomiędzy dwoma nacjami zamieszkującymi planetę- Balawai i Korunnai. Windu, jak łatwo się domyślić, nie jest ukontentowany, że jego protegowana zachowuje się jak szanujący się adept Ciemnej Strony. Wyprawia się więc na swą ojczystą planetę i odkrywa, że stanowczo nie jest solą swej ziemi.
Wszystko można ująć w jednym zdaniu. „Czas Apokalipsy” i „Jądro Ciemności” w świecie Lucasa. Mace powoli, nieubłaganie pogrąża się w morku dżungli. Rolę Kurtza przyjmuje z kolei tu lor pelek, czyli szaman ludu Korunnai o imieniu Kar Vastor. Wydawać by się mogło, że przed kim jak przed kim, ale przed samym Mace’m Windu nikt nie stanie z hardą miną. Cieszący się szacunkiem u samego Dooku, bohater Zakonu mógłby stawić czoło sporej armii bojowych droidów, a co tu mówić o jakimś prowincjonalnym szamanie. Vastor to jednak mocna karta. Znakomicie posługujący się Mocą ( nazywaną przez niego pelekotanem ), okrutny i sprawny w walce nie mniej niż Windu, a do tego w pewien sposób z nim spokrewniony. Obaj mogliby być świetnym teamem, ale w tej koniunkcji są dwiema przeciwnymi stronami. Konflikt na dodatek rozgrywa się o kobietę, mimo, iż żaden z nich nie żywi do niej uczucia damsko- męskiego. Jest to raczej pojedynek o ideę, filozofię i wyższe rację, oraz spojrzenie na Moc.
Dość niespodziewanie ukazanie Mace Windu i ciekawa konwencja w której nie ma setek klonów, epickich pojedynków pomiędzy Jasną i Ciemną Stroną, ani szczególnie ważnych dla wojny wydarzeń. Jest tylko osobista rywalizacja, podróż we własny mrok i brutalność lokalnej wojenki, która po włączeniu w konflikt między Republiką, a Konfederacją stała się rzezią. Stover silnie nakreślił nie tylko mistrza Vaapadu i Kara Vastora, ale Billabę, „majora” Nicka Rostu i resztę koruńczyków.
Podsumowanie: Stover to rekomendacja dla każdego fana SF i „Gwiezdnych Wojen” który oczekuje czegoś więcej niż opisów batalii, pojedynków na miecze świetlne i ogromu różnorodnego wszechświata. Autor ten z blockbusterowego hitu jakim był III epizod zrobił głęboko, psychologiczną grę w której uczestniczyło wielu graczy- od Anakina po Padme. Tutaj poszedł krok dalej. Potężnego mistrza Jedi przeciwstawił nieskończonemu, dzikiemu mrokowi. Nie takie w stylu użytkowników czerwonych mieczy świetlnych, ale o wiele bardziej przerażającego. Pustego, pełnego dzikości i okrucieństwa. Skojarzenia z Conradem czy Coppolą nie są tu naprawdę przypadkowe.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Powrót niedoskonały

Wesoła jak poprzednia, ale nie wciągnęła mnie tak jak "Bezsenność w Tokio" - cóż... Widać, nie wszystkie powroty są doskonałe. :]

zgłoś błąd zgłoś błąd