Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Inni: Spotkania z pozaziemską inteligencją

Wydawnictwo: Prokop
5,14 (7 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
1
8
0
7
0
6
1
5
4
4
0
3
0
2
0
1
1
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8386096101
liczba stron
212
język
polski

Relacje ze spotkań z przedstawicielami obcych cywilizacji z Kosmosu współczesne i dawne, znane z historii, legend czy baśni zostały zestawione przez autora z miarodajnymi opiniami na ten temat najpoważniejszych badaczy UFO.

 

Brak materiałów.
książek: 165
Gracjan Triglav | 2015-11-28
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 listopada 2015

„Inni: Spotkania z pozaziemską inteligencją” – zaskakująco dokładne (jak na polskie standardy translatorskie) tłumaczenie tytułu, praktycznie słowo w słowo (Die Anderen. Begegnungen mit einer außerirdischen Intelligenz). Mimo że tytułowa siła jest rzekomo pozaplanetarnej proweniencji, ma ona być tak bardzo z nami zżyta, zadomowiona i nierozerwalnie związana z człowieczym losem, tak że od tysięcy lat, regularnie, stale weń ingeruje, Johannes Fiebag pisze o tym tak: „Zjawisko »uprowadzenia« jest w większej części subiektywne, [...] czerpie swe motywy z naszych marzeń, z naszych fantazji, z najskrytszych pokładów naszego ja. Jest to [...] twór myślowy. Zbudowany z naszych lęków i pragnień, z naszych radości i cierpień, z naszej nienawiści i z naszej miłości. Ale budowniczymi tego tworu, jego konstruktorami są istoty zamieszkujące zacienione regiony naszego świata – inni”. I dalej: „Dla innych nie ma znaczenia, pod jaką postacią działają. Z biegiem tysiącleci zmieniali ja wielokrotnie. Byli aniołami i diabłami, wróżkami i skrzatami, przybyszami z Magonii i załogami statków z Marsa. [...] Dziś są »astronautami« z Wenus albo Dzeta Reticuli”. Trzeźwo stwierdza że „niewiarygodna [...] jest różnorodność UFO (liczba ich typów zbliża się już do tysiąca) i setki rożnych ras przybyszów z Kosmosu, jakie widziano przez ostatnie lata”. W swojej publikacji stara się dostrzec w tym chaosie zjawisk dziwnych i wątpliwych, jakiś nadrzędny sens. Przez całą książkę Fiebag relacjonuje zdarzenia i stawia pytania, dopiero w ostatnim rozdziale decyduje się na pewne spekulacje co do znaczenia powtarzającego się teatru absurdu, zagadkowych epizodów i ich prawdziwej natury.

Nieżyjący już autor „Innych”, zmarły przedwcześnie, sześć lat po publikacji tego tytułu w 1999, w wieku zaledwie 43 lat, nie był intelektualnym ignorantem, niedouczonym fanem New Age czy też niespełnionym pisarzem. To co przedstawia na kartach swojej książki i to jak prowadzi swoje dociekania, dobitnie zaświadcza jak daleki jest od okłamywania samego siebie i czytelników. (Inna rzecz że bazuje na niepewnym materiale, może niekiedy zbyt mało krytycznie). Studiował na uniwersytecie w Würzburgu geologię, paleontologię, fizykę i astronomię. Doktoryzował się z paleontologii. Historia uniwersytetu w Würzburgu sięga czasów średniowiecza, placówka ma więc długą tradycję, zaś szczegółowe zgłębianie różnych dziedzin wymaga czasu. Innymi słowy mamy do czynienia z nie byle kim. Choćby dlatego nie można lekceważyć tej cieniutkiej książeczki z kiczowatą okładka, pamiętającą czasy świetności programów graficznych ze środowiska Amigii i eksplozji wzmożonego zainteresowania tematyką zjawisk niewyjaśnionych. Oczywiście wykształcenie nie powinno mydlić nikomu oczu, i o niczym nie przesądza, ale Fiebag jest w tym co nam przedkłada bardzo racjonalny i naprawdę nie nagina na siłę faktów pod swoją teorię. A przynajmniej nie nagminnie. Więcej szuka i pyta, węszy, niźli wskazuje jakieś objawione, gładkie rozwiązania. Niestety nie zmienia to faktu że materiały źródłowe na jakich bazuje, są dyskusyjne, a ludzie mają wyobraźnie i chętnie z niej korzystają. Od wieków. I kłamią na potęgę. Bo kłamstwo się opłaca. Z kłamstwem można żyć, a prawda może zabić. I tak dalej. Po prostu na jego miejscu więcej razy używałbym słów RZEKOME i DOMNIEMANE.
Zakres zagadnień tej cieniutkiej książeczki jest dosyć szeroki, od dawnych wierzeń i folkloru, po sferę mitów współczesności; prześlizgujemy się po tym bardzo wybiórczo i w ekspresowym tempie. Analizujemy treści które zazwyczaj z automatu klasyfikujemy jako fikcję, bajdurzenia, zwidy i omyłki. Choć autorowi zdarza się powątpiewać, trudno oddalić wrażenie że wiele informacji o czysto fikcyjnym charakterze dostało zbyt wielki kredyt zaufania (ta myśl często przychodzi podczas czytania). Inne z kolei z uwagi na niemożność ich podważenia wydają się bardzo na miejscu. Johannes Fiebag wykazuje typowe skażenie cywilizacyjne: jako racjonalny człowiek stara się to wszystko uporządkować. Masy już na tym zjadły zęby. Masy i jednostki. Szukanie związku przyczynowo-skutkowego wpisane jest w naturę współczesnego homo sapiens, który za wszelką cenę stara się dostrzec jakąś prawidłowość w każdym przypadku, i dodatkowo (jako człowiek cywilizowany) – uzasadnić ją naukowo. Autor nie jest od tego wolny.
Może w wyniku takiego myślenia Niemiec tworzy problem który nie istnieje? Może podczas lektury, wraz z autorem błędnie nadajemy sens temu co nigdy go pierwotnie nie miało, i mieć nie będzie?
Ta publikacja stara się nam pokazać, że to iż nic się tu pozornie nie zgadza, w tym zbiorze dziwactw – nie jest przypadkiem. Że mimo iż jest miedzy tymi zjawiskami tyle sprzeczności i kuriozów, że występują pewne historyczne fazy zbiorowych społecznych doświadczeń, pewna moda... czy też ewolucja odnośnie form kontaktów z „nieznanym”, nie świadczy o tym mamy do czynienia z rojeniami, oszustwami, jakąś nieprawdą czy masową histerią, ale że sprawa ma dużo głębsze podłoże. Że za tym stoi jakiś plan...
Nawet jeśli wszystko o czym pisze Fiebag to nieprawda, treści zawarte w książce są niesamowitą inspiracja dla wszelkiej maści fantastów. Stanowią też ciekawym materiał do gimnastykowania głowy.

Na pewno time to time doświadczamy wizyt istot spoza tej części wszechświata, z innego wymiaru, czy też spoza naszego układu słonecznego – tak sugerowałby dowody, ciężko na siłę im przeczyć. Coś jest na rzeczy. Branie jednak wszystkich wariackich historii o statkach powietrznych hurtem za dobrą monetę (kiedy de facto nie mam ŻADNYCH dowodów) jest błędem Fiebaga, to co działo się pod koniec XIX stulecia w stanach trzeba by przedstawić raczej jako zjawisko podobne do tego co działo w tychże stanach się po 1947, po obserwacji Kennetha Arnolada... Analogia jest uderzająca. Zabrakło tu kilku zdań.
Idźmy dalej: na ziemi nie rozbijają się międzyplanetarne pojazdy obcych, kolejne rządy USA nie przetrzymują żadnych kosmitów – autor to wie i nawet ironizuje. Kryptydy w rodzaju Wielkiej Stopy czy Nessie są raczej domeną pomyłek i świadomych oszustw, i karkołomnym jest zakładać że większość z nich to jakieś projekcje wyższej inteligencji (zwłaszcza że strach ma zawsze wielkie oczy i stymuluje wyobraźnie). Summa summarum – Fiebag może mieć częściowo rację, ale jego koncepcja nie jest dobrym wytłumaczeniem ogółu paranormalnych zjawisk.

Tekst pisany był lata temu (1993) dla odbiorcy niemieckojęzycznego, ale nie przeszkadza to w odbiorze. Jednak jesteśmy obecnie nieco bliżej rzeczywistości wirtualnej, stąd też i futurologiczna refleksja z ostatniego rozdziału może wydawać się nieco nie na czasie, ale nie ma to wpływu na odbiór całości.
Tekst jest zrozumiały, w większej części mieści się w ramach poprawności gramatycznej, ale są malutkie wpadki i miejscami tekst stylistycznie kuleje. Wiadomo o co chodzi, ale czytelnik czuje że trza by to ująć inaczej, inaczej dobrać słowa, zmienić szyk zdania, poprawić interpunkcje. Bądź zwyczajnie zmienić źle skonstruowane zdanie. Na jednej z wklejek z ilustracjami jest termin „mitologiczny świat”, tymczasem powinno być „mityczny”. Niby pierdoła, ale mityczny świat (żywy, świat wierzeń) i mitologia (nauka) to dwie różne kwestie. Na innej jest „Hawaii” zamiast polskich Hawajów. Także pierdoła. Ale w tym objawia się niedopracowanie wydawcy. Za polskie tłumaczenie odpowiada Teresa Seafińska. Inne książki autora, choć zbliżone stylowo (oszczędne, zrozumiałe, bez zadęcia intelektualnego) były jednak lepsze pod kątem poprawności językowej i urody tekstu. Stąd też można chyba zwalić wpadki na panią Teresę. Pomysł aby próbować naśladować archaiczną niemczyznę (tudzież niemczyznę na takową stylizowaną) w języku polskim, poważnie zaciążył na czytelności cytowanych przez Fiebaga fragmentów. Podobnie z próbami tłumaczenia poezji (z zachowaniem jej lirycznego charakteru – strona 66). Takie działania fałszuje bądź przeinacza oryginalny tekst.

Ogólnie jednak rzecz biorąc tłumaczenie które otrzymujemy, tu i ówdzie ugładzone, mogłoby być zaakceptowane jako dobre. Dramatu nie ma, ale mogłoby być lepiej. Dobija jednak konsekwentnie błędne pisanie rozdzielnie wyrazów z NIE (zapewne błąd auto-korekty ówczesnego worda, zjawisko popularne w wielu publikacjach z lat dziewięćdziesiątych). Literówek tyle co kot napłakał. Ewidentne błędy merytoryczne:
Str. 90 – autor komunikuje nam ze w 1869, niejaki Frederic Marriot przeleciał jedną mile na uskrzydlonym wehikule parowym! Toż to brzmi jak steampunk! Na Wikipedii faktycznie jest taki człowiek, z tym że z dodatkowym T na końcu (tak samo jak w sieci hoteli Marriott). To musiało mieć balon.
Str. 111 – Edison nie wmyślił żarówki! Zrobił taką która działała przez dłuższy czas, ale nic ponad to, sama forma była już obmyślona.
Str. 143 i dalej – Neandertalczyk zrównany jest tu z małpoludem, kompletnie nieporozumienie. Nic nie wskazuje by Neandertalczycy odstawali intelektualnie od człowieka współczesnego. Jest o tym ciekawy artykuł Briana Haughtona w jednej z jego książek demaskujących tajemnicy z przeszłości, a Robert J. Sawyer napisał trzy książki w których odmalowuje jak mogłaby się rozwijać alternatywna rzeczywistość naszej planety w której Neandertalczycy by nie wyginęli (w prawdzie to jego literacka wizja, ale podtrzymuje on racjonalną wizję naukowców).
Str. 177 – Mars nie jest gazowym olbrzymem... wziąwszy pod uwagę treść książki możemy być przekonani że autor, wie, ale i tak w tekście wymieniony jest obok Jowisza i Saturna... choć zaraz potem także we właściwym sobie gronie. Błąd techniczny, zapewne powstał w tłumaczeniu.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Trochę większy poniedziałek

Twórczości tej autorki nie trzeba chyba nikomu specjalnie przedstawiać, znana i kochana przez rzesze fanek Katarzyna Grochola w roku 2013 pod szyldem...

zgłoś błąd zgłoś błąd