Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Absalomie, Absalomie

Tłumaczenie: Zofia Kierszys
Seria: Biblioteka Bestsellerów
Wydawnictwo: Muza
7,65 (486 ocen i 46 opinii) Zobacz oceny
10
73
9
107
8
99
7
100
6
46
5
38
4
6
3
10
2
4
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Absalom, Absalom!
data wydania
ISBN
83-7079-576-5
liczba stron
476
słowa kluczowe
Absalomie, Absalomie
kategoria
Literatura piękna
język
polski
dodała
Agnieszka

Inne wydania

Absalomie, Absalomie... to dzieło uważane przez krytyków za największe osiągnięcie w twórczości Faulknera. Ze względu na charakter narracji jest to nie tyle powieść, co opowieść o życiu Tomasza Sutpena, przedstawiona przez kilka osób, których relacja rozpoczyna się w 40 lat po jego śmierci. Z poszczególnych opowieści wyłaniają się osobowości i światopoglądy narratorów. Żaden z nich nie zna...

Absalomie, Absalomie... to dzieło uważane przez krytyków za największe osiągnięcie w twórczości Faulknera. Ze względu na charakter narracji jest to nie tyle powieść, co opowieść o życiu Tomasza Sutpena, przedstawiona przez kilka osób, których relacja rozpoczyna się w 40 lat po jego śmierci. Z poszczególnych opowieści wyłaniają się osobowości i światopoglądy narratorów. Żaden z nich nie zna całej prawdy o Sutpenie. Każdy albo odkrywa nowe fakty, albo też interpretuje na nowo prawdy podane już przez innego narratora. W ten sposób autor otwiera przed czytelnikiem nowe perspektywy widzenia dziejów Tomasza Sutpena, ale też komplikuje sytuację...

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 669
dymitrop | 2015-12-19
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 grudnia 2015

Faulknera od początku kariery fascynowało wszystko co ma związek z postrzeganiem człowieka przez świat. Pokazał nam jak odmiennie potrafimy interpretować jedno zdarzenie, jedno zachowania i przede wszystkim, że nie jesteśmy w stanie zgłębić "obiektywnej" prawdy, ponieważ wszystko przechodzi przez filtr skażony naszymi uczuciami, uprzedzeniami, przeszłością i wszystkim co jeszcze się w nas znajduje.

W "Absalomie" mamy idealny pokaz tego zjawiska. Historia Thomasa Sutpena jest opowiedziana głównie przed dwie osoby, ale zostaje później poddana pewnej rewizji, prześledzeniu i w ogóle przeanalizowaniu przez kolejne dwie (w książce autor nawet wskazuje na pewne podobieństwa między obydwoma parami).

Sam tytuł wskazuj, że mamy tutaj do czynienia z nawiązaniem do biblii (głównie w fabule), ale są także inne. Oczywiście wszechobecne u Faulknera fatum, objawiające się w tym, że ludzkie czyny nie są przypadkami, tylko gdy się w nie odpowiednio wgłębić zaczynają przypominać misterną układankę, logiczną od początku do końca. Ciekawe jest też do jak autor opowiada o tym zjawisku, ale to raczej kwestia do odrębnego tematu (mianowicie jego stylu). Mamy tutaj jeszcze wspomnienia o etosie rycerskim - co służy raczej pewnemu wyśmianiu tego, jak zgubne są pozory szlachetności i co za nimi się tak naprawdę kryje. Zauważyłem także, że Faulkner podważył sposób opisywania bohaterów przez Homera w "Iliadzie" i "Odysei" - pisał o tym, że bohaterowie mają "doklejoną" jedną i niezmienną cechę z tego powodu, że po prostu nie znamy ich wystarczająco dobrze, a gdyby poznać ich lepiej - wyobrażenie o nich bardzo szybko by znikło. I to właśnie Homer w swoich epopejach przypisywał przez cały czas kilka podobnych przymiotników jak np. "szybkonogi Achilles" albo "roztropny Odys" przez co ich sylwetki nie stanowiły żadnego wyzwania dla wyobraźni. Faulkner pisząc tą książkę zrobić coś zupełnie odwrotnego, "Absalomie..." to swoista epopeja niewiedzy, ponieważ wszystko co zostało powiedziane jest w każdej chwili podawane w wątpliwość nie tylko przez narratorów, ale także przez nas samych ( z resztą rolą dla czytelnika jest tutaj samodzielne "wybranie" najbardziej prawdopodobnego obrazu Sutpena).

Nad wszystkimi zawirowaniami fabularnymi nie ma się co rozwodzić - krótko mówiąc, po każdym rozdziale, a nawet akapicie powoli i z wysiłkiem poznajemy historię Sutpena. Na początku dostajemy pierwowzór, ale zostaje on wypychany nowymi faktami i spostrzeżeniami przez narratorów.

Warto jeszcze wspomnieć o kilku powtarzających się motywach w twórczości Faulknera - Quentin nie jest tutaj dodany "tak po prostu", jako jeden z mieszkańców fikcyjnego hrabstwa, ale kluczowa wydaje mi się także znajomość "Wściekłości i wrzasku" ŻEBY ZROZUMIEĆ to jak on odbiera tę historię (naprawdę nie ma co spoilerować, ale z tą wiadomością, a raczej świadomością historii Quentina możemy lepiej zrozumieć to jak ON formował swoją opinię i że prawdopodobnie jest ona najmniej obiektywna ze wszystkich. Tutaj można też postawić pytania - czy w wypadku innych narratorów jest podobnie. Czy jeśli poznalibyśmy ich historię to ich wersje wydawały by się mniej wiarygodne? Czy może tak jest zawsze? Czy w takim razie dochodzenie do prawy to tylko otwieranie kolejnych pudełek, w których znajdują się kolejne, tak w nieskończoność, aż w pewnym momencie zaczynamy mieć do czynienia z takimi szczegółami, drobiazgami, że zwyczajnie nie jesteśmy w stanie rozstrzygnąć czegokolwiek? Na tym właśnie polega siła tej historii. Pokazuje nam, że w ocenie człowieka liczy się każdy szczegół, a złączenie tego wszystkiego jest po pierwsze niemożliwe, a po drugie wynik takiej operacji wydaje się nam nie do zaakceptowania ze względu na swoją niemożliwą do ogarnięcia złożoność).

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Rok na Majorce

Mam mieszane uczucia co do tej powieści. O ile recenzja mnie zaintrygowała o tyle pierwsze strony w ogóle odepchnęły. Nie było w nich nic, co by mnie...

zgłoś błąd zgłoś błąd