Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Erynie

Cykl: Edward Popielski (tom 2)
Wydawnictwo: Znak
6,83 (2611 ocen i 243 opinie) Zobacz oceny
10
118
9
197
8
440
7
923
6
515
5
276
4
47
3
65
2
16
1
14
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324013609
liczba stron
272
język
polski
dodała
Agnieszka

Nowy cykl kryminałów Marka Krajewskiego. Tym razem miejscem akcji jest Lwów, a detektywa Eberharda Mocka zastąpi Edward Popielski. We Lwowie wybuchła panika. Żadne dziecko nie może już być bezpieczne. W maju 1939 roku w strasznych męczarniach ginie mały chłopiec. Zbrodnia jest potworna. Kim będzie następna ofiara? Całe miasto liczy na pomoc komisarza Edwarda Popielskiego. Jednak komisarz nie...

Nowy cykl kryminałów Marka Krajewskiego. Tym razem miejscem akcji jest Lwów, a detektywa Eberharda Mocka zastąpi Edward Popielski.
We Lwowie wybuchła panika. Żadne dziecko nie może już być bezpieczne.
W maju 1939 roku w strasznych męczarniach ginie mały chłopiec. Zbrodnia jest potworna. Kim będzie następna ofiara?
Całe miasto liczy na pomoc komisarza Edwarda Popielskiego. Jednak komisarz nie chce przyjąć sprawy. Nie tym razem.
Nie wie jeszcze, że został do tego wybrany. Przez mordercę. Przez Erynie, boginie zemsty. Przez przeznaczenie.

 

pokaż więcej

książek: 2173
adamats | 2012-01-21
Przeczytana: 02 stycznia 2012

„Erynie” były moim drugim w życiu spotkaniem z pisarstwem Marka Krajewskiego. Najpierw, już dobrych kilka lat temu, był „Koniec świata w Breslau”. Mroczny radca kryminalny Eberhard Mock zdążył się był nieco zatrzeć w mojej pamięci, więc „Kumisarz Pupielski” nie był obciążony jakimś szczególnym ciężarem z powodu nieuchronnych - w takich sytuacjach – porównań. Zdaje się zresztą, że w którejś z wcześniejszych chronologicznie powieści, autor pozwolił spotkać się obu Panom, ale efektów jeszcze nie poznałem, a w „Eryniach” był już tylko Popielski. Nie tylko był, przesłonił sobą, zdominował, wycisnął piętno na każdej z kart tej powieści. A właściwie prawie mu się to udało i wystarczyło do tego by wygrał w mojej głowie korespondencyjny pojedynek z Mockiem, ale zwalista postać komisarza Popielskiego nie zdołała przyćmić innego bohatera tej powieści – nie zdołała przyćmić Lwowa. W tej rozgrywce o palmę pierwszeństwa, o ważność, Edward Popielski przegrał. To dawne miasto królewskie, ta bezpowrotnie utracona część naszego dziedzictwa narodowego, mieni się wszystkimi kolorami, jaśnieje i świeci u Krajewskiego pełnym blaskiem.
Jest maj 1939 roku. Piękny maj. Rozbudzona na dobre, wszechobecna zieleń, staje w szranki z gorącymi tchnieniami zbliżającego się lata, które nadciągają gdzieś znad Kyzył-Kum ponad rozległymi stepami i czarnoziemami ukraińskimi. To ostatnia wiosna Lwowa i lwowiaków w granicach Rzeczpospolitej. Wkrótce nadejdzie to ostatnie lato a po nim ów pamiętny Wrzesień.
Tak, wiem, wszak „Erynie” to kryminał, zbrodnia, śledztwo, fałszywe tropy, podejrzane spelunki, nieokiełznane ludzkie emocje i namiętności. Główny bohater odwala kawał solidnej roboty prowadząc niełatwą przecież i bulwersującą opinię publiczną sprawę bestialskiego zabójstwa kilkuletniego dziecka. Ale cała rzecz dzieje się przecież „we Lwowi” i w miarę zbliżania się do prawdopodobnego rozwiązania zagadki narastał we mnie niepohamowany żal i tęsknota za tym miastem. Żal, że tamtego Lwowa, tamtych ludzi, tamtego klimatu już nie ma. Tęsknota za miastem, w którym nigdy nie byłem.
Zdaję sobie sprawę z więzów łączących Lwów z Wrocławiem – rodzinnym miastem Krajewskiego, ze swoistej wspólnoty losów mieszkańców obu tych miast, ale i tak jestem pełen podziwu dla autora, który przecież też tego miasta nie znał i nie miał prawa znać go takim, jakim je opisał. Ja odnalazłem w „Eryniach” naszą kresową Atlantydę w przeddzień jej zagłady. Zagłady pewnej i nieuchronnej z naszego teraźniejszego punktu widzenia i zagłady nieuświadomionej z ówczesnego punktu widzenia tamtego miasta i jego mieszkańców – bohaterów tej powieści. Nawet sama opisywana zbrodnia nie była dla mnie tak przejmująca, jak świadomość tego, że nawet jej rozwiązanie, że rozwiązanie wszystkich kryminalnych zagadek Lwowa nic nie da jego mieszkańcom, bo ich los jest już przesądzony.
Czy w zamyśle autora Lwów miał być jedynie tłem dla perypetii Popielskiego? Być może. Ale wolę wierzyć, że nie, że autor świadomie sportretował Lwów w ten właśnie bardzo wyrazisty i emocjonalny sposób. Głównym bohaterem powieści jest miasto a tytułowe Erynie i związane z nimi przesłanie to groźne dla tego miasta memento.
W kontekście tego co stało się „potem”, myśląc o losach bohaterów tej powieści, powinniśmy postawić sobie pytanie o sens tej zbrodni, a nawet nie o sens zbrodni – bo ta z perspektywy zdrowego, racjonalnego umysłu nigdy nie ma sensu – ile o sens planów i zamierzeń snutych wokół niej przez pomysłodawców całej intrygi. Cóż osiągnęli? Po co to wszystko? Jakże miałkie i kruche okazały się być te plany wobec okrutnego losu. A może właśnie takim postępowaniem ściągnęli na siebie uwagę Erynii – bezlitośnie skutecznego potomstwa Nieba i Ziemi - które nie ustają w swej pogoni za winnymi wszelkich nieprawości? Nadciągające wydarzenia wydały na ich pastwę całe miasto, niby w akcie jakiejś odpowiedzialności zbiorowej. Zbrodnia została ukarana ale czy sprawiedliwości stało się zadość?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Czerwone dziewczyny. Legenda rodu Akakuchibów

Długo zabierałam się do tej książki. Jakoś nic mnie nie zachęcało. Wreszcie postanowiłam przeczytać bo nic innego akurat nie było. Okazało się, że opo...

zgłoś błąd zgłoś błąd