Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
10 (2 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
2
9
0
8
0
7
0
6
0
5
0
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Numer Angielski
data wydania
ISBN
23531320
liczba stron
152
kategoria
historyczna
język
polski
dodał
Marcin-Maciej

Pojawiły się głosy, żeby umieścić tu coś, co będzie choć trochę przypominało omówienie numeru, jakiego dawnymi czasy dokonywano na kolegium redakcyjnym. Postanowiłem, że dobrze, niech tak będzie, za każdym razem jak ukaże się nowy numer Szkoły Nawigatorów będziemy go po jakimś czasie omawiać, żeby poprawić różne niedoróbki, które są zawsze i pochwalić autorów. Nikt tego za nas nie zrobi, to...

Pojawiły się głosy, żeby umieścić tu coś, co będzie choć trochę przypominało omówienie numeru, jakiego dawnymi czasy dokonywano na kolegium redakcyjnym. Postanowiłem, że dobrze, niech tak będzie, za każdym razem jak ukaże się nowy numer Szkoły Nawigatorów będziemy go po jakimś czasie omawiać, żeby poprawić różne niedoróbki, które są zawsze i pochwalić autorów. Nikt tego za nas nie zrobi, to oczywiste, a ja nie ma póki co funduszy na wynajęcie blogera, który będzie chwalił nasz kwartalnik w osobnych wpisach.
Pierwszy tegoroczny numer SN zorganizowany jest inaczej, to znaczy prócz tekstów autorskich publikujemy także teksty źródłowe i opracowania z czasów dawnych, kiedy jeszcze można było pisać trochę prawdy. Ma to tę zaletę, że w obiegu wydawniczym zaczynają krążyć teksty, których za Chiny ludowe nikt by tam nie wpuścił, a także tę, że wielu autorów może odetchnąć. Nie wszyscy, ale kilku może. Nie jest łatwo prowadzić kwartalny periodyk, kiedy piszą do niego ludzie permanentnie zajęci i trzeba im zawracać głowę pisaniem. No, ale jakoś idzie. Najnowszy numer poświęcony jest Wielkiej Brytanii i jej doktrynie politycznej. Osią numeru jest przetłumaczony przez Edwarda Kniażyckiego memoriał Johna Dee adresowany do królowej Elżbiety. Jest to jedyne – podkreślam – jedyne tłumaczenie tego tekstu na język polski. Wydrukowaliśmy na razie fragment, a Edward tłumaczy resztę i wydamy to kiedyś w formie książki. Jeśli więc znajdę je gdzieś w druku ten fragment, bez podania źródła będzie nie tylko sąd, ale taka kampania nienawiści o jakiej się autorowi nie śniło. Łącznie z napuszczeniem na niego Ebenezera Rojta.
Nowa Szkoła Nawigatorów zaczyna się jednak od czegoś innego. Od 18 rozdziału Apokalipsy św. Jana. Kolega mój Kuba, który studiuje dokładnie Apokalipsę, zwrócił uwagę na opis zagłady miasta, który znajduje się w tym rozdziale i po uważnym jego przeczytaniu stwierdził, że to nie może być opis zagłady Rzymu jak się wydaje różnym egzegetom. Sami zresztą popatrzcie na ten fragment:

I będą płakać i lamentować nad nią królowie ziemi, którzy nierządu z nią się dopuścili i żyli w przepychu, kiedy zobaczą dym jej pożaru. Stanąwszy z daleka ze strachu przed jej katuszami, powiedzą: „Biada, biada, wielka stolico, Babilonie, stolico potężna! Bo w jednej godzinie sąd na ciebie przyszedł!” A kupcy ziemi płaczą i żalą się nad nią, bo ich towaru nikt już nie kupuje: towaru – złota i srebra, drogiego kamienia i pereł, bisioru i purpury, jedwabiu i szkarłatu, wszelkiego drewna tujowego i przedmiotów z kości słoniowej, wszelkich przedmiotów z drogocennego drewna, spiżu, żelaza, marmuru, cynamonu i wonnej maści amomum, pachnideł, olejku, kadzidła, wina, oliwy, najczystszej mąki, pszenicy, bydła i owiec, koni, powozów oraz ciał i dusz ludzkich. Dojrzały owoc, pożądanie twej duszy, odszedł od ciebie, a przepadły dla ciebie wszystkie rzeczy wyborne i świetne, i już ich nie znajdą. Kupcy tych [towarów], którzy wzbogacili się na niej, staną z daleka ze strachu przed jej katuszami, płacząc i żaląc się, w słowach: „Biada, biada, wielka stolico, odziana w bisior, purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perłę, bo w jednej godzinie przepadło tak wielkie bogactwo!” A każdy sternik i każdy żeglarz przybrzeżny, i marynarze, i wszyscy, co pracują na morzu, stanęli z daleka i patrząc na dym jej pożaru, tak wołali: „Jakież jest miasto podobne do stolicy?” I rzucali proch sobie na głowy, i wołali płacząc i żaląc się w słowach: „Biada, biada, bo wielka stolica, w której się wzbogacili wszyscy, co mają okręty na morzu, dzięki jej dostatkowi, przepadła w jednej godzinie”.

A cóż to za stolica, na której wzbogacili się wszyscy co mają okręty ma morzu? A cóż to za miasto, które było pośrednikiem w całym światowym handlu?

Albo ten fragment:

I głosu harfiarzy, śpiewaków, fletnistów, trębaczy już w tobie się nie usłyszy. I żadnego mistrza jakiejkolwiek sztuki już w tobie nie będzie można znaleźć. I terkotu żaren już w tobie nie będzie słychać. I światło lampy już w tobie nie rozbłyśnie. I głosu oblubieńca i oblubienicy już w tobie się nie usłyszy: bo kupcy twoi byli możnowładcami na ziemi, bo twymi czarami omamione zostały wszystkie narody – i w niej znalazła się krew proroków i świętych, i wszystkich zabitych na ziemi».

Czyimi to czarami omamione zostały wszystkie narody ziemi? Oczywiście, to tylko nasza interpretacja, ale myślę, że jest o wiele trafniejsza niż inne interpretacje. Potem mój kolega sprawdził, że jest kilka podobnych sugestii wśród różnych autorów, że wielki Babilon to jednak Londyn. No, a jeszcze później ktoś na blogu przypomniał sen dręczący ulubionego pisarza wszystkich młodych, żarliwych katolików – Tolkiena. Otóż śniło mu się przez całe życie, że wielka fala tsunami zalewa całą Wyspę.
Zanim Edward wszedł w posiadanie tekstu napisanego przez Johna Dee pięćset lat temu, miał kilka ciekawych przygód, o których możecie przeczytać w naszym kwartalniku. Okazało się bowiem, że jakiekolwiek pytanie do sprzedawcy tej broszury, wystawione na e-bayu, skutkuje natychmiastowym zwinięciem towaru. Książeczka po prostu znikała, kiedy Edward chciał się czegoś bliższego o niej dowiedzieć. John umarł pół tysiąca lat wstecz, a handel jego myślami odbywa się ciągle pokątnie. Czy to nie dziwne?
W nowym numerze znajduje się jedyny chyba obecnie na świecie wyczerpujący opis okoliczności towarzyszących wyprawie Anglików i Szkotów na Litwę w latach 1391 – 1393. Autorką tekstu jest Jola Gancarz. Nie będę go streszczał, ale polecam ten tekst szczególnie. Dla porównania – Ryszard Lwie Serce wyruszył na III krucjatę w roku 1190 z flotą liczącą 100 jednostek wyczarterowanych we Włoszech. Henryk Lancaster przypłynął do Królewca z flotą liczącą 240 okrętów pełnych wojska. Tam chodziło o zdobycie Jerozolimy, a tutaj….? Sami sobie odpowiedzcie na to pytanie. Liczby nie kłamią, jak to czasami mówią szefowie działów sprzedaży pokazując na monitorze komputera różne słupki.
Piotr Poniewierski napisał dla nas tekst o bardzo zagadkowej postaci, która w Polsce spędziła ponad 20 lat, pełniąc rolę kogoś w rodzaju dobrego wujaszka, który uspokajał miejscowych, co do polityki Korony wobec nas. Chodzi o generała Adriana Cartoon de Wiart, nieślubnego syna króla Belgów, Leopolda, mieszkał on w dobrach Radziwiłłów na kresach i tam zajmował się polowaniem i przyjmowaniem wizyt różnych wpływowych osób. Piotr starał się odgadnąć kim generał był naprawdę, pomijając jego bojowe i myśliwskie wyczyny, choć i o tym wspomniał. Po zakończeniu misji w Polsce Cartoon dowodził ekspedycją, która wylądowała w Narwiku, a potem został przez Churchilla wysłany do Chin.
Toyah opisał absolutnie wstrząsającą rzecz, czyli system brytyjskich workhous’ów, które było po prostu obozami pracy dla ludzi biednych, obozami, gdzie na człowieka przypadała jedna miska owsianki dziennie, a ludzie harowali po 16 godzin na dobę. Mało kto to wytrzymywał. W tekście znajduje się także fragment prozy Roalda Dahla, opisujący istotę brytyjskiego wychowania, polegającą nie na łamaniu charakterów, ale na druzgotaniu ich w proszek i zlepianiu od nowa, według schematów i form wymyślonych w ósmym chyba kręgu piekła.
Tomek Awdankiewicz napisał unikalny materiał o eksterminacji plemion Afrykańskich na złotonośnych i „diamentonośnych” terenach Afryki Południowej. W dodatku zrobił to z wielkim literackim wdziękiem. Tekst ten opowiada właściwie o polityce jaką prowadził Cecil Rhodes, wobec Zulusów i Matabelów.
Mamy też dość zaskakujący, dla mnie przynajmniej, materiał Michała Kurkiewicza poświęcony Loli Montez, tancerce, która obyła tournée po Europie, kończąc każdy etap swojej podróży w łóżku miejscowego władcy lub gubernatora. Była również w Polsce i poznała Paskiewicza. Najciekawsze jest jednak to, że Lola nie była wcale Hiszpanką, za którą się podawała. Była albo Irlandką albo Walijką i w świat wysłał ją jakiś ówczesny John Dee. Zainstalowano ją na przykład przy boku króla Bawarii, Ludwika I. Lola to jeszcze jeden przykład zastosowania w polityce narzędzia o nazwie „biała, ekstrawagancka i ekskluzywna kochanka, gotowa na wszystko”. Narzędzie to wymyślono w Londynie i o ile wiem, nikomu nie udało się go podrobić w stopniu choćby zadowalającym.
Mamy jeszcze tekst o wojnie w Kongo, autorstwa Agnieszki Stelmach, który nie dotyczy bezpośrednio Londynu, ale metody, opowiada on o walkach w Katandze w latach 60 i 70 XX wieku.
Na końcu zaś umieściłem opowiadanie Jacka Jareckiego, jest to już drugie jego opowiadanie SF, jakie publikujemy.
Swoich własnych tekstów omawiać nie będę, jeśli pozwolicie.
Nowa formuła SN jest, co kilka osób już podkreśliło bardziej zwarta. Kwartalnik jest spójny i przez to jak mi się zdaje bardziej wartościowy i potrzebny. Z faktu bowiem, że gdzieś tam istnieją teksty źródłowe, z których nikt nie korzysta lub jedynie specjaliści nie zamierzający ujawniać swojej wiedzy nikomu poza ludźmi rozdzielającymi granty, nie wynika absolutnie nic. No więc my będziemy to zmieniać na tyle, na ile potrafimy.
Teraz słów kilka o kolejnym numerze. Dzięki uprzejmości Pani Joanny, która przetłumaczy nam je na język polski, opublikujemy listy Albrechta Hohenzollerna do Zygmunta Augusta, oraz królowej Marii Węgierskiej do Kazimierza Hohenzollerna. Mam nadzieję, że uda nam się opublikować cały tekst Ordunku górnego. Kolejny numer będzie bowiem numerem niemieckim, albo może niemiecko-polskim. Jeszcze zobaczymy jak to wyjdzie.

 

źródło opisu: www.coryllus.pl

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
    Obecnie jeszcze nie ma dyskusji powiązanych z tą książką.
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (3)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 22
Marcin-Maciej | 2017-07-06
Na półkach: Posiadam, Przeczytane
Przeczytana: 16 kwietnia 2017

Polecam. Warto przeczytać.

książek: 10
Artessen | 2017-07-10
Na półkach: Przeczytane
książek: 12
Mave | 2017-10-16
Na półkach: Posiadam, Ulubione, Przeczytane
Przeczytana: 01 lipca 2017
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Na półkach
pokaż wszystkie
zgłoś błąd zgłoś błąd