Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Prowadź swój pług przez kości umarłych

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,86 (3200 ocen i 372 opinie) Zobacz oceny
10
166
9
307
8
562
7
1 001
6
620
5
319
4
88
3
93
2
20
1
24
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788308063217
liczba stron
323
język
polski
dodała
Ag2S

Inne wydania

Thriller moralny z kryminalną zagadką. Powieść zekranizowana przez Agnieszkę Holland w filmie POKOT. W oddalonej od reszty świata górskiej osadzie w pięknej Kotlinie Kłodzkiej mieszka ze swoimi psami Janina Duszejko – nieco ekscentryczna starsza pani, miłośniczka astrologii, która w wolnych chwilach dogląda domów nieobecnych sąsiadów i tłumaczy poezję Williama Blake’a. Niespodziewanie przez tę...

Thriller moralny z kryminalną zagadką. Powieść zekranizowana przez Agnieszkę Holland w filmie POKOT.
W oddalonej od reszty świata górskiej osadzie w pięknej Kotlinie Kłodzkiej mieszka ze swoimi psami Janina Duszejko – nieco ekscentryczna starsza pani, miłośniczka astrologii, która w wolnych chwilach dogląda domów nieobecnych sąsiadów i tłumaczy poezję Williama Blake’a.
Niespodziewanie przez tę spokojną okolicę przetacza się fala morderstw, których ofiarą padają miejscowi myśliwi. Czy to możliwe, by to zwierzęta – jak sugeruje Duszejko – zaczęły czyhać na życie swych oprawców? Wszak Blake pisał: „Błąkająca się Sarna po lesie / Ludzkiej Duszy niepokój niesie”…

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 166
BookBeast | 2017-05-09
Na półkach: Przeczytane

Olgi Tokarczuk przedstawiać nie trzeba. Muszę przyznać, że jestem zasypana przez nowości książkowe, a na mojej półce leżą jeszcze nie przeczytane skarby, które cierpliwie czekają na swoją kolej. Przyszła też pora na "Prowadź swój pług przez kości umarłych", który w skrócie nazywałam sobie "Pokotem" ;) W dużej mierze to właśnie, film który niedawno ukazał się w kinach zmotywował mnie do sięgnięcia po tę książkę, i bardzo się cieszę, że tak się stało.

Pisząc o tej książce mam ochotę po prostu powklejać wam masę cytatów, które zaznaczyłam, polecić Wam zaparzyć herbatę, kawę czy otworzyć wino i dać Wam chwilę, żeby się nimi delektować. Fabuła, bohaterowie - mniejsza z nimi! To styl Pani Olgi, sprawia , że niektóre zdania brzmią jak małe dzieła sztuki. Wiele razy sama zatrzymywałam, się nad jednym akapitem i myślałam -O tak, idealnie napisane!

"Uważam mianowicie, że ludzka psychika powstała po to, żeby nas obronić przed zobaczeniem prawdy. Żeby nie pozwolić nam na ujrzenie mechanizmu wprost. Psychika to nasz system obronny - dba o to, żebyśmy nigdy nie pojęli tego, co nas otacza. Zajmuje się głównie filtrowaniem informacji, mimo że możliwości naszego mózgu są ogromne. Bo nie dałoby się unieść tej wiedzy. Każda najmniejsza cząstka świata składa się bowiem z cierpienia."

Thriller moralny z kryminalną zagadką - tak opisywana jest powieść Tokarczuk i jako, że pierwszy raz spotkałam się z podobnym określeniem, pozwolę sobie przytoczyć wyjaśnienie samej autorki : główna bohaterka zadaje sobie pytanie: jak się ma zachować jednostka wobec prawa, które jest nieetyczne? Staje się ona świadkiem porażającego okrucieństwa i przemocy i zanim zacznie szukać własnych rozwiązań, próbuje wszelkich dostępnych legalnych dróg interwencji. Zachowuje się jak praworządna obywatelka troszcząca się o dobro wspólnoty, nie daje to jednak żadnego efektu. Urzędnicy i policjanci zbywają ją także dlatego, że jest tylko schorowaną starszą panią, ekscentryczką, miłośniczką astrologii i nie stoi za nią żadna siła.


Nasza historia zaczyna się od zbrodni, w zapomnianej przez Boga i ludzi części Kotliny Kłodzkiej, odnaleziono zwłoki. Należą one do Wielkiej Stopy- kłusownika nazywanego tak przez naszą bohaterkę, która na temat imion na swoją własną teorię.

"Cóż za strata inwencji- oficjalne imiona i nazwiska. Nigdy nikt ich nie pamięta, są tak oderwane od osoby i banalne, że w niczym jej nie przypominają. Na dodatek każda generacja ma swoje mody i nagle wszyscy nazywają się Małgorzata, Patryk, albo - nie daj Boże- Janina. Dlatego staram się nigdy nie używać imiona i nazwisk, lecz raczej określeń, które przychodzą do głowy samoistnie, gdy patrzymy na kogoś po raz pierwszy. (...) Uważam, że każdy z nas widzi innego Człowieka w swój własny sposób, wiec ma prawo nadać mu takie imię, jakie uważa za stosowne"

Jest więc ciało, bez wątpienia martwe, jest dom Wielkiej Stopy w którym jak się okazuje jego martwe ciało nie jest jedynym truchłem. Wszędzie bowiem walają się szczątki upolowanych zwierząt, ot tu główka tam raciczki, niczym makabryczne części wystroju chatki.

"Wtedy na parapecie okna, na blaszanej tacy, zobaczyłam coś, co mój mózg rozpoznał dopiero po dłuższej chwili, tak się przed tym wzbraniał : była to równo ucięta sarnia głowa. Obok niej leżały cztery nóżki. Wpółotwarte oczy musiały czujnie śledzić nasze zabiegi"

Jak się okazuję przyczyną śmierci jest kość, która stanęła w gardle kłusownikowi, kiedy spożywał jedną z upolowanych zdobyczy. Czyżby więc role się odmieniły? Czy to możliwe, aby kłusownik tym razem stał się ofiarą? Jeśli tak to czyją? Jedyne tajemnicze ślady znajdujące się wokół jego chaty to ... odciski sarnich racic.

"Co to za świat? Czyjeś ciało przerobione na buty, na pulpety, na parówki, na dywan przed łóżkiem, wywar z czyichś kości do picia... Buty, kanapy, torba na ramię z czyjegoś brzucha, grzanie się cudzym futrem, zjadanie czyjegoś ciała, krojenie go na kawałki i smażenie w oleju... Czy to możliwe, że naprawdę dzieje się ta makabra, to wielkie zabijanie, okrutne, beznamiętne, mechaniczne, bez żadnych wyrzutów sumienia, bez najmniejszej refleksji [...]"

W książce mamy narracje pierwszoosobową w wykonaniu Janiny Duszejko, która po kolei prowadzi nas w głąb Kotliny Kłodzkiej i kolejnych zbrodni, których ofiarą padają miejscowi myśliwi. Wokół miejsc zbrodni, tajemnice i pytania mnożą się niczym ślady zwierząt, które bez wyjątku okraszają nowe zbrodnie. Pani Janina ma swoją własną teorię, uważa że to zwierzęta podjęły się swojej własnej vendetty przeciwko ludziom, którzy je bestialsko mordują. Postępuje jak na porządnego obywatela przystało i kieruje swoje podejrzenia do władz, pisze listy do komendy policji,odwiedza ich, lecz zawsze kończy się to zbagatelizowaniem "szurniętej starszej pani". Czy staruszka ma rację? Jeśli nie zwierzęta, to kto zabija myśliwych?

"Ciężko się rozmawia z niektórymi osobami, najczęściej męskimi. Mam pewną Teorię na ten temat. Wielu mężczyzn z wiekiem zapada na autyzm testosteronowy, który przejawia się w powolnym zaniku inteligencji społecznej i umiejętności międzyludzkiej komunikacji, a także upośledza formułowanie myśli. Zaatakowany tą Dolegliwością Człowiek staje się milczący i wydaje się pogrążony w rozmyślaniach. Bardziej interesują go różne Narzędzia i maszynerie. Pociągają go druga wojna światowa i biografie znanych ludzi, najczęściej polityków i złoczyńców. Prawie zupełnie zanika jego zdolność do czytania powieści, autyzm testosteronowy zaburza psychologiczne rozumienie postaci."

BOHATEROWIE:

Janina Duszejko ma około 60 lat, mieszka samotnie w domu na pustkowiu, jedynymi jej przyjaciółmi są zwierzęta - psy, sarny, dziki. Świetnie skonstruowana postać, poznajemy jej życie samotnika na odludziu. Jej małe dziwactwa i rytuały, ale przede wszystkim ogromną miłość i szacunek do natury. Historia opisana w książce to jej wielka walka z systemem, który ją ignoruje, walka o tych którzy nie mają głosu aby wypowiedzieć swoje zdanie- zwierzęta. Pokazuje nam jak można żyć z naszymi mniejszymi braćmi w zgodzie i harmonii . Czuje ona ogromny gniew i niesprawiedliwość, nienawidzi ludzi, którzy w bezsensowny i bezduszny sposób mordują zwierzęta dla własnej przyjemność, przykrywając to etykietą polowań . Nawet miejscowy proboszcz błogosławi w kościele myśliwych (sam również zalicza się do tego grona), a troskę o innych kwituje dość dosadnie.

"-Nie wolno traktować zwierząt jak ludzi. To grzech, to ludzka pycha(...)
-Niech ksiądz mi powie, co ja mam robić. Może ksiądz wie?
-Modlić się - odpowiedział.
-Za nie?
-Za siebie. Zwierzęta nie mają duszy, nie są nieśmiertelne. Nie będą zbawione. Niech się modli za siebie."




Jest jeszcze jedna dość istotna cecha naszej bohaterki. Interesuje się astrologią, jak możecie się domyślić nie dodaje jej to wiarygodności w jej walce przeciwko systemowi. Ja szczerze mówiąc, czasem omijałam fragmenty o wpływach planet na nasze życie, gdyż nadzwyczajnie w świecie mało mnie to interesuje. To tak jak wtedy, kiedy mój chłopak opowiada mi o autach, jasne rozumiem temat, ale nie zawsze dokładnie słucham ;)

"Sytuacja ta powoduje, że mam, jak sądzę, syndrom Leniwej Wenus. Tak właśnie nazwałam tę Prawidłowość. Mamy wtedy do czynienia z Człowiekiem, który dostał od losu sporo, ale zupełnie nie wykorzystał swojego potencjału. Jest inteligentny i bystry, ale nie przykłada się porządnie do nauki i wykorzystuje inteligencję raczej do grania w karty i stawiania pasjansów. Ma urodę ciała, ale niszczy ją zaniedbaniem, podtruwaniem się używkami, ignorowaniem lekarzy i dentystów. Taka Wenus to dziwny rodzaj lenistwa — okazje w życiu przechodzą koło nosa, bo się zaspało, bo nie chciało się pójść, bo się spóźniło, bo się zaniedbało. To skłonność do sybarytyzmu, życia w lekkim półśnie, rozpraszanie się na drobne przyjemności, niechęć do wysiłku i zupełny brak skłonności do rywalizacji. Długie poranki, nie otwarte listy, odłożone na później sprawy, zaniechane projekty. Niechęć do każdej władzy i do podporządkowania się, milczące, leniwe chodzenie własnymi drogami. Można powiedzieć, że z takich ludzi nie ma pożytku.

Mamy również całą masę postaci drugoplanowych, nie widzę jednak sensu ich opisywać, zostawię tę przyjemność Wam jeśli zdecydujecie się przeczytać " Prowadź swój pług przez kości umarłych". Chciałabym jednak wspomnieć o jednym bardzo ważnym bohaterze, o naturze, o faunie i florze Kotliny Kłodzkiej. W tej książce natura żyje, walczy i próbuje pokazać jak bardzo jest ważna.

"Wracałam okrężną drogą, było już dobrze po południu. Wtedy na skraju lasu zobaczyłam białe lisy, dwa. Szły powoli, jeden za drugim. Ich biel na tle zielonej łąki była nie z tego świata. Wyglądały jak służba dyplomatyczna z Królestwa Zwierząt, która przybyła tu na rozpatrzenie sprawy."


Ci którzy szukają mrożącego krew w żyłach thrillera mogą się rozczarować, nie ma tu również szybkiej akcji , to książka która momentami wręcz ciągnie się w ślimaczym tempie, co po części tworzy jednak ten ciężki i gęsty jak smoła klimat. To nie jest też rasowy kryminał, jest zbrodnia, jest tajemnica, dla mnie jednak to była głównie historia o walce. O walce samotnej jednostki z systemem, z wiarą i zabobonami. O walce o tych, którzy sami walczyć nie mogą, a giną podczas bezmyślnych rozrywek , równie bezmyślnych ludzi. Olga Tokarczuk nabrała mnie, i zaskoczyła zakończeniem, jednak nie będę zdradzać czemu ;) Do mnie ta książka trafiła, chociaż przyznaję, że momentami czytało mi się ciężko i przez brak akcji nie ciągnęło mnie, żeby do niej wracać. Dała mi jednak to czego się po niej spodziewałam, piękny język i mnóstwo przemyśleń.

więcej na:
http://ksiazkaibestia.blogspot.com/2017/05/prowadz-swoj-pug-przez-kosci-umarych.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
We wspólnym rytmie

Zakochałam się w tej opowieści od pierwszych stron! Autorka wspaniale przeplata ze sobą historie różnych ludzi, czasami pozornie od siebie odległych....

zgłoś błąd zgłoś błąd